Dodaj do ulubionych

Dzieci znajomych psocą w naszym domu

16.09.08, 15:00
Witam,

Mam pytanie do mam, jako że sama jeszcze nią nie jestem. Mamy kilku znajomych
z małymi dziećmi - w wieku 1-4 lat. Jak przychodzą do nas, to najczęściej z
dziećmi. I tutaj cały problem, większości dzieci biegają, trzaskają, tłuką,
polewają, brudzą. Dbamy o swoje mieszkanie, a po każdej takiej wizycie mamy w
domu total. Dla porównania jedni znajomi mają córkę, która ma wyznaczone
granice i wie, czego jej nie wolno, i jest super, bawi się, ogląda bajki itp.
Na każdą uwagę moją czy męża znajomi się obrażają, i zawsze jest ten sam
komentarz "jak będziecie mieli swoje to zrozumiecie" albo "dziecko nie usiedzi
na miejscu". Czy to naprawdę jest taki problem pilnować dziecka, żeby nie
demolowało domu u kogoś? Powiedzcie jak wygląda sprawa z Waszej strony? Po
ostatniej wizycie mam kanapę do prania, bo córeczka wylała patrząc nam w oczy,
swoje picie. Staramy się z mężem o dzidziusia, i mam wrażenie, że znajomi
przychodzą do nas często z dziecmi dlatego, że wiedzą że my ich nie mamy, tak
trochę dla podbudowania swojego "ja". Doradźcie, podwpowiedzcie, skrytykujcie.
Czekam na rady. Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • tijgertje Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 16.09.08, 15:59
      Mimo, ze mam dziecko, to nawet jak koledzy do niego przychodza sie
      bawic, to wyznaczam jasne granice. Moj mlody jest tez z tych, co to
      na miejscu nie usiadzi i WLASNIE DLATEGO bardzo ostro pilnuje tego,
      zeby posilki jadl przy stole. Do szalu mnie doprowadza, jak w
      odwiedzinach u dziadkow babcia nakarmi go przed wspolnym obiadem
      biegajac za nim po calym domuuncertain Takie sztuczki przechodza tylko,
      kiedy nie ma mnie czy meza w poblizu, no ale to babci wybor, potem
      narzeka,z e musi po wnukach co chwile odkurzac, ale ja akurat w tym
      winy wnukow nie widze. Znam ludzi, ktorzy maja dzieci, a dom na
      wysoki polysk. Kwestia konsekwencji. U znajomych czasem moj mlody
      dostaje wiecej ograniczen niz w domu, ale chyba bym sie pod ziemie
      zapadla, gdyby cos wybrudzil jedzeniem brykajac po domu, albo wylal
      sok na kanapie. Dzieciaki do lat 4-5 dostaja jedzenie i picie w
      plastikowcy kubkach i na plastikowych talerzach, jezeli chca jesc,
      to stoja czy siedza przy stoliku kawowym, NIE MA odchodzenia z
      jedzeniem chocby na krok, picha na kanapach czy fotelach. Wstan,
      napij sie i usiadz spowrotem, przez kilkanascie sekund nogi nie
      zabola. Uwazam, ze we wlasnym domu masz prawo do ustalenia wlasnych
      regul, rodzice nie maja sie o co obrazac, jak im nie pasuje, to
      niech przychodza bez dzieci. Dzieciaki, rowniez male sa w stanie
      zrozumiec, ze w domu moga byc inne reguly niz u znajomych, zlobki i
      przedszkola rowniez ustalaja wlasne zasady, bo gdyby pozwalali na
      wszystko, co dzieciom wolno w domu, to bylby istny sajgon. Wyznacz
      dzieciom bezpieczne miejsce do zabawy, gdzie nie beda niczego mogly
      sciagnac, jesc (nawet pojedynczego chrupka) pozwalaj tylko i
      wylacznie przy stole. Niestety, posiadanie dzieci oznacza, ze idac w
      odwiedziny zazwyczaj trzeba za wlasnym tak malym dzieckiem krok w
      krok chodzic (tak do lat 2-3 na pewno). zabron trzaskania drzwiami,
      ewentualnie podstaw cos, zeby uniemozliwic ich zamkniecie, nie
      pozwalaj niczego sciagac, a serwetki pozdejmuj na czas wizyty, bo
      kusza bardzo, a wowczas o wypadek nietrudno. Jezeli maluch cos
      stlucze mimo twojego ostrzezenia i ignorancji rodzicow, to ja bez
      wahania poprosilabym o odkupienie rozbitego przedmiotu. Co innego,
      jak zdarzy sie to dziecku przez nieuwage, co innego, jak lapkami po
      raz kolejny pcha sie gdzie nie powinno, a rodzice nie reaguja, bo
      wychowuja "bezstresowo". Moja rodzina nie mogla sie nadziwic, ze
      moje dziecko nigdy babci zadnego krysztalu nie rozbilo i zadnej
      serwetki nie sciagnelo, choc jego kuzyn robil to bezustannie. Moj
      mial bardzo jasno wytyczone granice, jakcos zbroil, to reagowalam
      tak,z eby dotarlo, a nie slodziutkim glosem "nie kochanie, tak
      prosze nie robic, bo babci sie to nie podoba". Nie jest nie i
      kropka, twoj dom = twoje zasady. Rowniez dla dzieci.
    • jakw Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 16.09.08, 16:08
      No dobra, jak będziecie mieli swoje to zrozumiecie, że dzieci są
      sprzeczne z zadbanym mieszkaniem. Oraz że dziecko które głównie
      ogląda bajki nie jest reprezentatywne dla ogółu dzieci wink
      Z rad praktycznych: dzieciom w tym wieku nie dawać jedzenia czy
      picia do łapy. Niech rodzice karmią i uważają jak dzieci jedzą. A
      dzieci nie latają z piciem czy żarciem po mieszkaniu. Ewentualnie
      luzem mogą dostać czystą wodę.
      Możesz też nie wpuszczać znajomych z dziećmi. Wtedy zapraszając (jak
      rozumiem wy zapraszacie,a nie znajomi walą do was wszystkimi
      drzwiami i oknami) mówisz, że impreza tylko dla dorosłych. Ale w ten
      sposób masz duże szanse pozbyć się znajomych.
      • klarci Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 04.11.08, 01:18
        Z tym jedzeniem i piciem, to nie takie proste. Rodzice się obrażają,
        jak im proponujesz zwrócenie uwagi na dziecko, a nie zabronisz
        przecież dziecku się czymś poczęstować. A no właśnie przypomniało mi
        się coś. Jak mnie wkurza, jak dzieciak wkłada obślinioną rękę do
        wspólnego jedzenia i np. wybiera sobie kawałek. Drugi talerz się nie
        sprawdza, bo rodzice to widzą i robią fochy.
        Jedyny sposób to spotykać się na mieście z takimi znajomymi.
    • karolina.chonly Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 16.09.08, 16:26
      Wiesz, moze dziecko czasem cos niechcacy popsuc czy uszkodzic, ale
      co do jedzenia i picia powinny byc jasne reguly. Moje dziecko jest
      jeszcze malutkie i nie bawi sie samodzielnie, ale jak przychodza
      znajomi z rozrabiajacymi dziecmi, to nie im zwracam uwage tylko
      bezposrednio dzieciom, np. usiadz, nie biegaj z piciem itp. Jak sie
      nie podoba to moga nie przyjsc nastepnym razem smile Na szczescie
      jeszcze sie tak nie zdarzylo, wiec to chyba nic strasznego i
      obrazliwego zwrocic uwage dziecku.
    • marzeka1 Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 16.09.08, 16:45
      "Na każdą uwagę moją czy męża znajomi się obrażają, i zawsze jest ten sam
      komentarz "jak będziecie mieli swoje to zrozumiecie"- chyba zrezygnowałabym z zapraszania osób, które nie są w stanie dopilnować dziecka, by nie zabrudziło, popsuło, zasmarowało. Tez miałam male dzieci, tez chodziłam z nimi do znajomych, ale nie pzypominam sobie, by wyglądało to tak, że wchodzą, brudzą, niszczą.
      • anaj75 Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 16.09.08, 16:56
        Ja z kolei unikałam mieszkań znajomych/rodziny niedzieciatych lub
        takich, którzy nie mieli przystosowanego mieszkania do dzieci i np.
        nie rozumieli (nawet po mojej prośbie), że na czas obecności dzieci
        warto zdjąć serwetę albo chociaż nie stawiać na niej gorącej herbaty.
        2,5 - 4 - latek znał reguły ale roczniak/półtoraroczniak np. z
        uporem maniaka próbował zrzucać kasety z niskich półek. Generalnie
        wizyta polegała na trzymaniu dziecka na kolanach i jego darciu się.
        Babcia dzieciom dopiero po kilku razach i poważniejszych wypadkach
        przygotowywała mieszkanie na nasz przyjazd a moje dzieci do
        niszczycielskich nie należały.
        Dlatego, moim zdaniem, zapraszając rodzinę z małym dzieckiem,
        roztropnie jest odpowiednio przygotować mieszkanie albo po prostu
        umawiać się na innym gruncie.

        • klarci Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 04.11.08, 01:22
          Gorzej jak Ci zaleją sofę. Jej nie wyniesiesz. Ja ostanio latałam
          tylko ze szmatą i sprzątałam. Niestety nie wszystko uwało się
          uratować. Uwagi nic nie dały. Dlatego zrezygnowliśmy z zapraszania
          ich do siebie i tak jak piszesz staramy się umawiać na innym gruncie.
      • sir.vimes Ja mam dziecko i nie wyobrażam sobie 18.09.08, 11:17
        by obecność dziecka na wizycie musiała wiązać sie z brudnymi ścianami,
        zniszczeniami..

        dziecku nie musi pętać się,po całym mieszkaniu, nie musi jeść chodząc, można
        zadbać o to by miało czyste ręce, można zabrać dla niego blok i plastelinę by
        zajęło się zabawą zamiast robieniem kociokwiku w czyimś pokoju.

        Dzieci da się "upilnować", da się uniknąć brudu i demolki, spokojnie można mieć
        posprzątane, czyste mieszkanie i dzieci. Nawet kilkoro.

        Tak więc wymówka "jak będziecie mieli swoje to zrozumiecie" to usprawiedliwienie
        własnych braków.
        • mruwa9 Re: Ja mam dziecko i nie wyobrażam sobie 19.09.08, 17:33
          a Twoje dziecko zawsze chce sie bawic tym, co mu przygotujesz na
          taka okazje? Bo moje wprost przeciwnie, albo w najlepszym razie
          bawia sie przez ca.10 minut. I co potem? Ile zabawek bierzesz na
          imprezy? A jesli dzieci jest trojka, w roznym wieku i z roznymi
          zainteresowaniami, to ile zabawek jestes w stanie ze soba taszczyc
          na jeden wieczor?
          Dla mnie odpowiedz - podsumowanie tej dyskusji brzmi tak: niektore
          dzieci nadaja sie do zabierania na imprezy, inne nie. I w tym drugim
          przypadku pozostaje albo zapraszanie znajomych do siebie, zeby
          dzieci rzadzily sie na wlasnym terytorium i zgodnie z normami
          obowiazujacymi we wlasnym domu, albo w gre wchodza spotkania na
          neutralnym gruncie, plenerowe. Albo spotkania bez dzieci. Howgh!
          • sir.vimes Re: Ja mam dziecko i nie wyobrażam sobie 22.09.08, 10:22
            osobiście trójki dzieci nie mam ale zdarzało mi się "organizować" troje dzieci w
            mieszkaniu bez pokoju dziecinnego tak by nikt dorosły się nie musiała "bawić" i
            tak by się nie zanudziły na śmierć.

            co do zabawek - uważam, że od kiedy dziecko jest w stanie bawić się plasteliną,
            modeliną - można zabrać takie coś i jakąś gazetę na podkładkę.

            Znane mi dzieci właściwe nie potrzebowały niczego więcej. Sprawdzało się też
            kilka kolorowych gazet i nożyczki - dla przedszkolaków. Robienie kolażu
            zajmowało dzieci na czas wizyty w genialny sposób.

            Z maluszkami takie sposoby nie działają - ale wystarczy kilka dawno nie
            widzianych, fajnych zabawek - i nie rzuca się ich dziecku na raz, jak pieskowi,
            tylko dawkuje - jak się czymś znudzi dostaje kolejne.

            Oczywiście, niektóre dzieci niezależnie od wieku nie nadają się na wizyty -
            jeżeli chodzi o powody zdrowotne sprawa jest oczywista i bezdyskusyjna, jeżeli
            chodzi o zwyczajny brak wychowania - warto popracować.
    • mama_kotula Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 16.09.08, 21:09
      "Jak będziecie mieli swoje, to zrozumiecie" - ochh, jakże ja to kocham, ulubiony argument rodziców, którym nie chce się pilnować własnych małych potworków, za to z wizytą ciągną je wszędzie gdzie się da.
      (drugim ulubionym argumentem z tej kategorii jest "jak się ma dzieci, to nie da się uniknąć syfu na CAŁEJ powierzchni mieszkania, to po prostu równoznaczne, że jak są dzieci, to jest brudno" - ja przynajmniej wprost mówię, że nie chce mi się sprzątać, nie zwalając winy na dzieci).

      Jeśli moje prośby o zwrócenie większej uwagi na dzieci nie skutkują, robię się niemiła. A nawet bardzo niemiła. Mówię wprost i chłodno, mimo (a może właśnie dlatego) że dzieci posiadam - że moim własnym dzieciom nie pozwalam latać z żarciem po salonie, więc tym bardziej obcym nie pozwolę, bo nie chcę mieć syfu i demolki. Albo pilnujesz dziecka i przystajesz na moje zasady, albo przychodzisz do mnie bez dziecka. Wybór należy do ciebie.

      Generalnie po czymś takim paru znajomych się obraziło. Jakoś mnie to nie ruszyło zbytnio tongue_outP
    • mw144 Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 16.09.08, 21:52
      Moje dziecko nie demoluje nikomu mieszkania, swojego również nie. Od zawsze było
      uczone co wolno, czego nie i tego się trzyma. Mam znajomych, których dzieci
      zachowują się tak, jak opisujesz. Po dwóch wizytach z dziećmi (jedna zakończona
      malowaniem ściany u mojego dziecka, bo nie dało się tego zmyć i obydwie
      wyrzuceniem kilku zniszczonych zabawek) dostali ultimatum: jak chcą przyjść na
      kawę, to proszę bardzo, ale BEZ dzieci.
    • mruwa9 ja troche inaczej 16.09.08, 22:43
      na mysl o ewentualnej wizycie u ludzi w Twoim typie, traktujacych
      dom jak oltarzyk, do polerowania, a nie do mieszkania, sztywnieje,
      dziekuje za zaproszenie, i..odmawiam. Nie mam zadnej przyjemnosci w
      odwiedzaniu kogokolwiek gdy zamiast sie wyluzowac, musze przez caly
      wieczor chodzic krok w krok za dziecmi i pilnowac, by czegos nie
      zbroily, nie poczestowaly sie lezacymi na wierzchu lekami, nie
      stlukly rodowej porcelany, czujac na sobie potepiajace spojrzenie
      gospodyni... Dla mnie zadna przyjemnosc, woole zostac w domu. A w
      takim domu dzieci po prostu zwykle sie nudza i robia to, co robia, z
      braku innych alterantywnych zajec. Przeciez nie jestem w stanie
      zabrac im ze soba wagonu ich ulubionych zabawek, dla zajecia czasu i
      rak.
      U nas w domu jada sie w jadalni, ale gdy mamy jakas impreze,
      przychodza goscie z dziecmi, pozwalam mlodym kruszyc chipsami w ich
      pokojach, po prostu taki sajgon wkalkulowany jest w cene imprezy.
      Moj dom to nie swiatynia, kazdy (rowniez goscie i ich pociechy) maja
      prawo czuc sie swobodnie i dobrze. Reszte zalatwia odkurzacz,
      scierka i zmywarka.I domownicy, solidarnie likwidujacy slady
      bytnosci malolatow.
      • mmaupa Re: ja troche inaczej 16.09.08, 23:49
        Mruwa, ale skoro wiesz, ze twoje dziecko moze stluc rodowa porcelane i otruc sie
        lekami, to przeciez mozesz zostawic je w domu! Nikt ci nie kaze ciagnac
        potomstwa na wszystkie kawki do wszystkich znajomych (tym bardziej, ze pewnie
        przyjemniej jest porozmawiac na nie-dzieciowe tematy w wylacznie doroslym
        towarzystwie). A jesli przyjdziesz bez dziecka, to chyba wszystko ci jedno jak
        gospodarze traktuja dom, w koncu sama nie malujesz im po scianach.
      • mama_kotula Re: ja troche inaczej 17.09.08, 00:34
        Mruwa, nie chodzi o "dom jako ołtarzyk" i dom do polerowania.

        Chodzi o to, że na przykład:

        - plamy z Kubusia są nie do sprania z wełnianej narzuty. oczywiście, mogę na
        czas przyjścia gości zdjąć wełnianą narzutę, niestety moja kanapa jest tak
        zniszczona, że wstyd ją komukolwiek pokazać, a na nową mnie póki co nie stać

        - o plamach na dywanie nie wspomnę. vanish do dywanów to g.o. odkurzacza
        piorącego nie mam. w imię czego mam szorować szczotką na kolanach, w imię tego,
        że szanowna mamusia niefrasobliwie puściła 1,5-latka ze szklanką przecierowego
        marchewkowego soku na mój dywan z rozbrajającym uśmiechem "bo on taki niezdarny
        głuptasek jeszcze"?

        - pomazana ściana jest do malowania. Ściana pomazana - tadaaam - ciemną świecową
        kredką jest do malowania kilka razy, bo cholerna kredka przebija przez 3 warstwy
        farby i nie mam pojęcia jak to robi. Chyba, że się zdrapie warstwę farby z
        kredką i pomaluje od tynku.

        - o zrzuconych z półki i przez to porozklejanych książkach nie wspominam. tak,
        to tylko książki przecież...

        Nie chodzi o nakruszone chipsy. Chodzi o takie zniszczenia, których usunięcie
        jest kosztowne/kłopotliwe, a których da się uniknąć, jeśli się przypilnuje
        dziecka. Ktoś bardzo fajnie wyżej napisał - jedzenie tylko przy stole, picie
        tylko przy stole itd.
        Mruwa, zupełnie, ale to zupełnie inaczej wygląda to w mieszkaniu gdzie jest
        dziecięcy pokój. ja w dziecięcym pozwoliłabym i nasikać na środku dywanu - bo
        tam akurat jest taka wykładzina, którą łatwo jest oczyścić, ściany są zmywalne i
        tak dalej.


        A poza tym to, już abstrahując od tematu (a może nie?), to uważam, że dzieci
        generalnie nudzą się na takich imprezach i ja swoim tej wątpliwej przyjemności
        nie fundowałam.
        • sir.vimes Re: ja troche inaczej 18.09.08, 11:24
          może warto kupić narzutę z której plamy schodzą i która można uprać w pralce bez
          specjalnych starań? Mniej stresusmile Bo nie tylko Kubuś plami - relaksacyjne winko
          pite przy miłej książce też może się wylaćsmile

          A poza tym zgadzam się w pełni - szacunek do innego człowieka to między innymi
          nie fundowanie mu takich przyjemności i kosztów jak pranie dywanów po "małym
          głuptasku", który swój sok powinien pić na krześle czy na na kolanach mamy. Bo
          inaczej - wychodzi na to, ze kto inny jest głuptaskiem...

          Co do kredki - tak, trzeba zdrapać do tynku. Najfajniej jest, jeśli masz gładź.
          Ale pewnie wiesz.

          Uważam, że we WŁASNYM DOMU własnym dzieciom można pozwalać na dowolnie wszystko
          łącznie z malowaniem szklanego stołu emalią. Ale nie u KOGOŚ! U każdego panują
          JEGO zasady i tyle.

          I każdy ma obowiązek postarać się by jego wizyta nie była dla znajomych źródłem
          stresu i kosztów - jeżeli dziecko zachowuje się jak zwierzątko , to należy
          zostawić je w domu a nie zmuszać innych do akceptowania demolki.
        • klarci Re: ja troche inaczej 04.11.08, 01:32
          Tu się w jednym punkcie nie zgodzę. Dzieci powinno się brać ze sobą,
          przynajmniej od czasu do czasu. Właśnie po to, żeby nauczyły się
          zachowania wśród ludzi. Tyle tylko, że konieczny jest jeden warunek -
          myślący rodzice sad
      • tijgertje Re: ja troche inaczej 17.09.08, 08:03
        Mruwa, tu nie chodzi o traktowanie domu jak oltarzyka. Niektorzy
        lubia miec wysprzatane i trudno wymagac, zeby na wizyte z dziecmi,
        ktorych rodzice nie maja dla gospodarza zadnego SZACUNKU
        przemeblowywali wszystko. Moja tesciowa jest 80-letnia kobieta, dom
        ma idealnie wysprzatany, ma zabytkowe pzredmioty i zabytkowa, rodowa
        porcelane, ktorej nie chowa po sejfach. Ma kilkoro malych wnukow,
        ktore nigdy niczego nie rozbily czy zniszczyla. nakruszenia czy
        nachlapania na stole nie licze, bo to latwo sprzatnac. sama nie ma
        zabawek, jak jedziemy, to ze wzgeldu na odleglosc siedzimy kilka
        godzin, moj mlody nigdy sie nie nudzi. zawsze bierzemy kilka
        zabawek, nie pottrzeba od razu ciezarowki. Jak sie chce, to sie da,
        uwazam, ze tak, jak samemu nie niszczy sie domu odwiedzanych ludzi,
        tego samego nalezy wymagac od wlasnych dzieci. Niezaleznie od wieku!
        Jezeli jest to problemem, to na wizyty zostawia sie dzieci z niania.
        Posiadanie dziecka nie oznacza tajfunu w domu. Nawet bardzo zywe
        dziecko mozna nauczyc zasad. Z moim synem w zasadzie odkad mial 3
        tygodnie czesto bywamy w restauracjach. Nawewt tam, mimo,z e dostaje
        sok w szklanym kieliszku nigdy nie zdarzylo sie, zeby cos zepsul.
        Mamy taka swoja jedna ulubiona, maja kacik zabaw dla dzieci i z tego
        co widze, naprawde masa dzieci sie niemi bawi, ale zabawki sa dlugo
        niezniszczone. Gdyby jak ktos napisal po kazdym dziecku musieli
        wydzucac kilka, to do rachunku za dziecko doliczaliby pewnie 200%,
        albo wywiesili tabliczke" dzieciakow wstep wzbroniony".
        • mruwa9 odpowiadam hurtem :-) 17.09.08, 08:29
          zeby nie musiec zabierac dzieci na imprezy, trzeba miec kogos, kto
          sie nimi zaopiekuje w domu. My takiej mozliwosci nie mamy, ergo: nie
          jezdzimy na imprezy. Z wyboru. Albo - jezdzimy w pojedynke, albo
          maz, albo ja,a drugie zostaje z dziecmi w domu. A najchetniej
          zapraszamy znajomych do nas.
          Nie kazdy ma bezproblemowe dzieci. mamo_kotula, sama cos o tym
          wiesz, a ja mam dwojke mocno problemowych dzieci i ich aspoleczne
          (czesto destrukcyjne sad ) zachowanie nie jest efektem
          niewychowania, ale wpisane jest w niepelnosprawnosc. Wplynac na to
          mozemy w dosc ograniczonym zakresie.
          Zabieranie wlasnych zabawek na imprezy dziala na krotka mete, po
          chwili juz sie znudza. Pol biedy, jak sie jedzie, do domu, w ktorym
          sa dzieci,z ktorymi mozna sie bawic. Do domow, w ktorych nie ma
          dzieci, planowo i programowo nie jezdzimy, a przynajmniej nie z
          dziecmi (patrz: pierwszy akapit).
          Jesli nie chce, zeby mi dzieci wylewaly Kubusia na sofy, nie serwuje
          tego soku, wybieram cos mniej plamiacego, czy latwiej spieralnego.
          Dotyczy to calego menu,przygotowywanego na taka impreze ( nie
          szykuje barszczu czerwonego, jesli wiem, ze przyjda male dzieci z
          turbodoladowaniem). Albo w takich momentach serwuje im jedzenie,
          picie w jadalni i zostaje z nimi, pilnuje, zeby nie biegaly z nim po
          domu (asertywna gospodyni: rozmawiam z dziecmi- goscmi: chipsy czy
          paluszki mozecie zabrac do pokoju, ale sok moze sie rozlac, zalac
          komputer czy ksiazki, wiec napijcie sie tutaj, zostawcie kubki na
          stole i wtedy sobie mozecie pojsc do pokoju. Jesli bedziecie chcieli
          znow sie napic, tu, na stole, stoi picie, mozecie przyjsc i sie
          poczestowac. Ale pijemy tylko tutaj, ok?). Nie widze problemu. A ze
          sie czasem cos rozleje? A jest ktos, komu nigdy nic sie nie rozlalo
          ani nie stluklo? Zdarza sie. Obrus mozna wyprac, podloge wytrzec.
          Tapicerke tez mozna wyczyscic, nie robmy dramatu z blahostek. Jesli
          dla kogos plama na obrusie to tragedia, niech nie zaprasza gosci,
          proste.
          • anaj75 Re: odpowiadam hurtem :-) 17.09.08, 09:12
            Jakoś bliskie jest dla mnie to, co pisze Mruwa, chociaż moje dzieci
            należą raczej do bezproblemowych ale po prostu dzieci sa różne.
            Moim zdaniem, jesli wkalkuluje się obecność dziecka (nie wszyscy
            mogą dziecko zostawić z babcią albo z nianią), temu dziecku nalezy
            się szacunek, czyli stworzenie przestrzeni, w której może się w
            miarę swobodnie poruszać.
            Dla mnie koszmarem było zaproszenie nas z dziećmi na imprezę
            (podkreślano, że dzieci są mile widziane) ale na miejscu okazało
            się, ze nikt nie uwzględnił ich potrzeb, od 2,5- i 4,5- latka
            oczekiwano, że będą się zachowywać jak dorośli. Jednak nawet
            miejsca, by usiedli nie było (ideałem byłby odpowiedni stolik i
            naczynia ale gospodarze założyli, że dzieci tylko na kolanach będą
            siedzieć i to przez kilka godzin). Gdy w części pomieszczenia
            znalazły przestrzeń i zaczęły biegać, przeszkadzało to innym. Owszem
            było tam jeszcze jedno dziecko niespełna roczne, które przez kilka
            godzin siedziało w wózku i nikt się nim specjalnie nie zajmował -
            generalnie wskazano nam je jako ideał zachowania dziecięcego (?). W
            tamtej sytuacji szybko ulotniliśmy się z imprezy, dziękując za takie
            atrakcje na przyszłość. Jeśli ktoś zaprasza całą naszą rodzinę,
            liczę, że dzieci traktuje poważnie jako gości i też stworzy im
            warunki do mile spędzonego czasu.
            Z kolei, gdy w moim domu goszczą dzieci, to ustalam ogólne zasady
            dla wszystkich i jak coś mi się nie podoba w zachowaniu rozmawiam
            albo z rodzicami (przy maluchach), albo z samymi dziećmi.
          • tijgertje Re: odpowiadam hurtem :-) 17.09.08, 09:17
            Mruwa, widze, ze jednak soie radzicie. watek jest jednak o ludzich,
            ktorzy ZDROWE dzieci zabieraja w gosci i na wszystko im pozwalaja
            zakladajac, ze gospodyni MUSI sie zaczac przyzwyczajac, Dla mnie to
            jest chore. Tak jak piszesz, jesli ktos nie jest w stanie opanowac
            dzieciakow, to w gosci ich zabierac nie powinien. Wiadomo, ze u
            siebie ma sie bardziej "dziecioodporny" dom. Wiem, ze nie zawsze
            zachowanie dzieci da sie skorygowac (pracowalam w szkole zycia, wiec
            doswiadczylam na wlasnej skorze co nieco, pare blizn zostalo), ale
            co innego, jezeli rodzice nawet nie probuja, bo dzieci = sajgon.
            Gdybym wiedziala, ze mojego syna nie bede w stanie upilnowac, tez
            bym go w gosci nie zabierala. dla ciebie mam jednego typa: na
            wyjazdy mamy kilka dyzurnych zabawek, ktorymi mlody nie bawi sie na
            co dzien, zawsze to jakas godzina spokoju wiecejwink
            • mruwa9 punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia 17.09.08, 09:25
              Autorka watku jest bezdzieta, a ja jednak powtorze tak niepopularne
              tu zdanie: zobaczy, jak (jesli) bedzie miala swoje dzieci. Tu nie
              chodzi o przyzwolenie na totalne rozpasanie dzieci, ale na
              zrozumienie, ze maly czlowieczek nie jest miniaturka doroslego, ze
              nie spelnia wylacznie oczekiwan i zadan swoich rodzicow, ale ma swoj
              charakter, a przede wszystkim- swoje potrzeby,z ktorych w
              pierwszych latach zycia, potrzeba ruchu i aktywnosci fizycznej,
              poznawania swiata, stoi dosc wysoko w rankingu smile a statyczne,
              ciche siedzenie przy stole lub na kocyku jest mocno sprzeczne z
              temperamentem wiekszosci dzieci.
              • mama_kotula Re: punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia 17.09.08, 09:32
                I tu wszystko sie sprowadza do jednego stwierdzenia - że posiadówka dorosłych
                przy kawie nie jest imprezą dla dzieci. Po prostu.

                Ponieważ, jak napisałaś - dziecko ma potrzebę ruchu, aktywności fizycznej i
                poznawania, a nie statycznego siedzenia na kocyku.

                Jeśli chcę pogadać przy kawce ze znajomymi - bezdzietnymi - to albo idę bez
                dzieci, albo umawiamy się w sali zabaw, gdzie my możemy wypić kawę, a dzieci
                znikają mi z oczu.
            • mama_kotula Re: odpowiadam hurtem :-) 17.09.08, 09:29
              O, o - otóż to.
              Mruwa chciała skontrować - a paradoksalnie napisała dokładnie to, o co chodzi autorce wątku - czyli aby ustalić dla dzieci pewne zasady i tych dzieci pilnować, a nie - żeby w ogóle nie dopuszczać dzieci na imprezy.

              Zupełnie inaczej patrzy się na sok wylany przypadkiem przez dziecko którego się pilnuje, a zupełnie inaczej - kiedy ten sok wylewa dziecko którego matka nie zwraca na nie uwagi.
              W tym pierwszym przypadku uznaję to za wypadek - trudno, stało się, w drugim jestem wściekła, bo wiem, że jakby szanowna mamusia nie wychodziła z założenia "dziecko w dom, bóg w dom i macie się przyzwyczajać, dziecko automatycznie równa się bałagan" to wylania soku można było uniknąć.
              • mruwa9 Re: odpowiadam hurtem :-) 17.09.08, 10:04
                tylko ze autorka nie napisala, ze rodzice-goscie nie pilnuja swoich
                dzieci (przeczytalam uwaznie), tylko zlosci ja efekt obecnosci
                dzieci w domu. nie wiemy, czy goscie autorki wrzucaja swoje cztery
                litery w fotele i niech sie dzieje, co chce, czy jednak staraja sie
                jakos sprawowac kontrole nad swoimi pociechami. Dla osoby
                bezdzietnej moze to byc bez znaczenia, ma jedynie uczucie, ze dzieci
                rzadza domem (bo albo samodzielnie uprawiaja demolke, albo kreci sie
                wokol nich caly wieczor, w osobie biegajacych nieustannie za
                maluchami rodzicow). tak czy inaczej impreza do d.up.y. Dlatego ja
                nie chadzam na takie spotkania, nie mam w nich zadnej przyjemnosci,
                ani w spokoju pogadac, ani w spokoju lyknac kawy, tylko nieustanne
                kroczenie , jak cien, za dziecmi. nie, dziekuje.
                Niech autorka urodzi dziecko, poczeka tak z 9-10 miesiecy i zacznie
                wowczas odwiedzac bezdzietnych znajomych. Wtedy pogadajmy...
                • mama_kotula Re: odpowiadam hurtem :-) 17.09.08, 10:15
                  >Niech autorka urodzi dziecko, poczeka tak z 9-10 miesiecy i zacznie
                  >wowczas odwiedzac bezdzietnych znajomych. Wtedy pogadajmy...

                  Mruwa, nie fair jest taka argumentacja smile)

                  Ja poniekąd rozumiem autorkę wątku, bo sama nie lubię kiedy dzieci znajomych roznoszą mi salon na strzępy. Mogą roznosić pokój dziecinny - pod warunkiem, że nie niszczą zabawek. Akurat o to dbają moje dzieci same... czasem przy użyciu ręcznych argumentów tongue_out. No ale byłam miło zaskoczona, kiedy ostatnio wpadła koleżanka z 8-miesięczną córką, a starszy w panicznej obawie o swoje klocki lego technic ("Mama, dzidziusie jedzą klocki, włoży je do buzi") przywlókł z balkonu karton z zabawkami dla niemowlaków i w kącie obok łóżka piętrowego zbudował niemowlicy coś w rodzaju "gniazda" gdzie mogła się nimi bawic. O - i to jest świetny przykład, że wizyta u dzieciatych jest prostsza logistycznie niż u bezdzietnych.

                  Do czego zmierzam - nie można obwiniać autorki wątku że ma takie odczucia a nie inne (w domyśle: niewłaściwe), i że posiadanie dziecka zmieni te odczucia diametralnie. Ja mam dzieci i jednocześnie dzieci nie lubię, staram się nie zapraszać na posiadówy - chyba, że typowo dziecięce (koleżanki do córki przychodzą).
      • mallard Re: ja troche inaczej 18.09.08, 09:28
        mruwa9 napisała:

        > Nie mam zadnej przyjemnosci w
        > odwiedzaniu kogokolwiek gdy zamiast sie wyluzowac, musze przez
        > caly wieczor chodzic krok w krok za dziecmi i pilnowac, by czegos
        > nie zbroily, nie poczestowaly sie lezacymi na wierzchu lekami,

        No taki los kulturalnego człowieka kochanieńka, -niezależnie o
        ideologii, jaką do tego dorobisz! No, ale jak się żyje tylko dla
        przyjemności..
    • anaj75 Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 17.09.08, 09:57
      Mam jeszcze jedną uwagę do Autorki wątku.
      Być może fałszywie przypisujesz intencje i rodzicom tych dzieci
      (podbudowywanie swojego 'ja'), i samym dzieciom (wylewanie soku
      specjalnie, czy na złość).
      Jasne, że nioe znam kontekstu i mozliwe, ze zachowanie Twoich gości
      nie było właściwe ale czasem zjawiska nie są takimi, na jakie
      wyglądająwink
      A mówienie, że "zrozumiecie, jak bedziecie mieli swoje", o ile nie
      jest głupim usprawiedliwianiem braku kompetencji wychowawczych lub
      jakimś niefortunnym wybrnięciem z sytuacji, ma w sobie głębszy senswink
      "Manie" dzieci może w znacznym stopniu zmienić perspektywę.
      • mama_kotula Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 17.09.08, 10:09
        Dziewczynka wylała picie na kanapę patrząc prosto w oczy gospodarzom. To wg ciebie wypadek? W 70% nie. Być może zwykła dziecięca bezmyślność, dzieci tak czasem mają. Natomiast po takiej akcji jednak chciałabym usłyszeć choćby słowo "przepraszam za kłopot" od rodzica, a nie "zrozumiesz, jak będziesz mieć dzieci".


        Oczywiście, autorka mogła nadinterpretować, różnie mogło być. Bo np. w przypadku mojego syna to akurat byłby wypadek - gdy młody się zafiksuje na czymś, choćby na wpatrywaniu się w kogoś innego, to jego ręce zaczynają żyć własnym życiem, niezależnie od niego, i takie pozornie "bezczelne" wylewanie picia miało miejsce u nas nie raz. Mówimy jednak o dzieciach zdrowych, a nie zaburzonych w jakikolwiek sposób. I ja wiem i zdaję sobie sprawę, że dając picie mojemu dziecku muszę skierować jego uwagę WYŁĄCZNIE na to picie, a kiedy w przerwach między jednym łykiem a drugim zaczyna rozmawiać/zwracać uwagę na coś innego - muszę wyjąć mu szklankę z ręki i odstawić. Nie mogę tego wymagać od gospodyni tudzież pozwalać zafiksowanej dziecinie na siedzenie ze szklanką w łapie.

        Posiadanie dzieci zmienia perspektywę i człowiek jest w stanie tolerować więcej. Co nie oznacza że z marszu ma tolerować demolkę swojego domu przy zerowej uwadze mamusi wandala i stwierdzeniu "bo dzieci tak już mają". Powtarzam: swoim dzieciom nie pozwalam na demolkę domu i egzekwuję pewne zasady - to tym bardziej nie pozwolę na to obcym osobom.
        • mruwa9 mamo_kotula 17.09.08, 10:24
          dobrze wiesz, ze ADHD czy zespol Aspergera to niepelnosprawnsoci,
          ktorych na pierwszy rzut oka nie widac. Otoczenie ma za to ogromna
          latwosc w osadzaniu i komentowaniu zachowan tych dzieci (i w
          kwestionowaniu kompetencji rodzicielskich ich opiekunow). nie
          wierze, ze tego osobiscie i wielokrotnie nie doswiadczylas. Nie
          wiemy, jak jest z dziecmi , o ktorych pisze autorka. Oczywiscie, bez
          sensu jest zakladac, ze kazde dziecko ma ADHD czy ZA, ale wykluczyc
          tez nie mozna, jesli dotyczy to tych konkretnych dzieci. Autorka
          nie musi byc wcale obiektywna w swoich odczuciach, dlatego biore na
          nia spory margines smileSkad taka pewnosc, mamo_kotula, ze rodzice nie
          przeprosili gospodyni i nie probowali zlikwidowac sladow bytnosci
          swoich pociech? Skad pewnosc, ze autorka po prostu nie jest
          pedantka,przewrazliwiona na punkcie idealnego porzadku w swoim domu?
          Jesli az tak przeszkadza jej obecnosc dzieci w domu, nie musi
          zapraszac tych znajomych, lub moze spotykac sie z nimi na neutralnym
          gruncie (na powietrzu). Pozwoli to uniknac nieporozumien.
          • mama_kotula Re: mamo_kotula 17.09.08, 10:34
            Dlatego ja wprost mówię od razu, że dziecko moje jest zaburzone - to pozwala uniknąć wielu nieporozumień (nie znaczy jednak, że powiem: "Szymon ma ZA" i to wystarczy jako usprawiedliwienie, że nie staram się go jakoś poskromić kiedy dostaje małpiego rozumu, wręcz przeciwnie). I uważam, że do mnie należy poinformowanie otoczenia o zaburzeniu młodego, bo to NAM ułatwia funkcjonowanie (chociaż, otoczeniu też).

            Pewności nie mam. Wnioskuję z cytatów:

            "Na każdą uwagę moją czy męża znajomi się obrażają, i zawsze jest ten sam komentarz "jak będziecie mieli swoje to zrozumiecie" albo "dziecko nie usiedzi na miejscu"."

            Mruwa, może i nie jest tak w tym konkretnym przypadku, ale - w zdecydowanej większości przypadków rzucenie "dziecko nie usiedzi na miejscu" to zwyczajna podkładka na stwierdzenie "nie chce mi sie pilnować dzieciaka bo chcę w spokoju wypić kawę i pogadać".
            • mruwa9 Re: mamo_kotula 17.09.08, 10:43
              mama_kotula napisała:

              >> Mruwa, może i nie jest tak w tym konkretnym przypadku, ale - w
              zdecydowanej wię
              > kszości przypadków rzucenie "dziecko nie usiedzi na miejscu" to
              zwyczajna podkł
              > adka na stwierdzenie "nie chce mi sie pilnować dzieciaka bo chcę w
              spokoju wypi
              > ć kawę i pogadać".


              A Tobie sie nie chce w spokoju napic kawy? Bo mnie sie chce, i to
              bardzo. I dlatego unikam takich imprez u bezdzietnych.

              Ja mam dobra pamiec, pamietam swoje bezdzietne czasy i sporadyczne
              wowczas spotkania z "dzietnymi" znajomymi. Pamietam, jak dzieci
              potrafily zdominowac wieczor (z powodow jak wyzej), co dla rodzica
              jest naturalne (dziecko musi sie ruszac, dziecko sie nudzi, bywa
              zmeczone, zle sie czuje na obcym terytorium, chce swoich wieczornych
              kapielowo-lozeczkowych rytualow, a nie muzyki i ostrego swiatla w
              cudzym domu, wymieniac mozna dlugo), mnie to akurat nie
              przeszkadzalo (no, moze troche wink, ale tak naprawde pojelam
              przyczyne takiego stanu rzeczy dopiero po urodzeniu wlasnych dzieci.
              I chyba wlasnie to sie kryje za zdaniem "zobaczysz, jak bedziesz
              miala wlasne".
              • mama_kotula Re: mamo_kotula 17.09.08, 11:09
                >A Tobie sie nie chce w spokoju napic kawy? Bo mnie sie chce, i to
                >bardzo. I dlatego unikam takich imprez u bezdzietnych.

                No i już kilka razy to napisałam: nie funduję ani dzieciom, ani sobie takiej wątpliwej przyjemności, napisałam moje rozwiazanie (umówienie się z bezdzietnymi w sali zabaw np. - choć sal zabaw nie znoszę).
                Ale jeśli ktoś zdecyduje się przyjść z dziećmi i dobrowolnie zdecyduje się na uczestnictwo w takiej imprezie - i jednocześnie liczy na to, że w spokoju bez żadnego wysiłku ze swojej strony napije się kawki - to jest za przeproszeniem albo głupi, albo wyjątkowo egoistyczny.

                Ale ja niereprezentacyjna jestem. Mnie w ogóle generalnie przeszkadzają dzieci, mam ZA jak mój syn (w mniejszym spektrum) i w związku z tym m.in. nadwrażliwość na hałas, na gwałtowne ruchy (bieganie, aaaa) w polu widzenia itp. - to powoduje u mnie fizyczny ból głowy, taki tępy albo i ostry, jakby ktoś młotkiem gwoździe wbijał. Dlatego w ogóle unikam imprez z dziećmi, spokojnie wyjaśniając przyczynę. Nie jestem w stanie tego przeskoczyć, nie jest to moja zła wola. Po prostu tak mam i już. Paru znajomych nie jest w stanie tego pojąć - trudno.
                W sumie to ja w ogóle unikam jakichkolwiek imprez tongue_out
                • hanna26 Re: mamo_kotula 17.09.08, 14:00
                  Wiesz, ja na Twoim miejscu po prostu dałabym sobie spokój z takimi znajomymi.
                  Sama mam troje małych dzieci, więc zdaję sobie sprawę, że dziecko to nie lalka i nie jest w stanie usiedzieć długo na miejscu. Ale właśnie dlatego, gdy idziemy gdzieś z naszymi córkami, czujemy się w obowiązku, żeby je przypilnować. Jeżeli nie chce nam się pilnować własnych dzieci - po prostu nie idziemy wcale albo idziemy sami.

                  A zdanie "zrozumiesz, jak będziesz miała własne" znam doskonale z czasów, gdy byliśmy jeszcze bezdzietni. Używali je dzietni znajomi, najczęściej aby usprawiedliwić własne chamstwo, lenistwo czy nieudolność wychowawczą. I co? Mam troje własnych i nadal nie rozumiem, jak można pozwalać na wszystko swojemu dziecku, pozwalać włazić na głowę sobie czy innym ludziom, cieszyć się, że córka ma w nosie to co do niej mówię itd.
        • anaj75 Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 17.09.08, 10:31
          Dziewczynka wylała picie na kanapę patrząc prosto w oczy
          gospodarzom. To wg cie
          > bie wypadek? W 70% nie. Być może zwykła dziecięca bezmyślność,
          dzieci tak czase
          > m mają. Natomiast po takiej akcji jednak chciałabym usłyszeć
          choćby słowo "prze
          > praszam za kłopot" od rodzica, a nie "zrozumiesz, jak będziesz
          mieć dzieci".
          >
          Ja też niezależnie, czy było to celowe, czy nie, chciałabym usłyszeć
          przeprosiny od rodziców sprawcy a sama, gdyby o moje dzieciaki
          chodziło, chciałabym zapaść się pod ziemię i koniecznie odkupić
          kanapę.

          > Posiadanie dzieci zmienia perspektywę i człowiek jest w stanie
          tolerować więcej
          > . Co nie oznacza że z marszu ma tolerować demolkę swojego domu
          przy zerowej uwa
          > dze mamusi wandala i stwierdzeniu "bo dzieci tak już mają".
          Powtarzam: swoim dz
          > ieciom nie pozwalam na demolkę domu i egzekwuję pewne zasady - to
          tym bardziej
          > nie pozwolę na to obcym osobom.

          Jasne, że na demolkę nie ma co pozwalać ale, zostawiając już w
          spokoju to wylanie soku, zastanawiam się, czy Autorka po prostu nie
          ma zbyt wyidealizowanego obrazu dziecka, które ma siedzieć i bajkę
          oglądać, co ma być świadectwem na właściwą postawę wychowawczą
          rodziców. Skojarzyło mi się to z pewną rodziną, w której dziecko od
          urodzenia większość dnia spędzało w kojcu i najważniejsze było to,
          żeby było je widać a nie słychać.
          Jestem zdecydowanie zdania, że goście - dzieci nie powinny niszyć
          mienia, rozbijać celowo naczyń, wyciągać wszystkiego z szaf
          gospodarzy, czy malować ścian i za to, by tak było odpowiadają
          rodzice ale nie powinno się dzieciom zabraniać mówienia, prawa do
          uwagi (to wszak może być też przyczyną wybryków) i prawa do płaczu,
          realizacji potrzeby ruchu, chęci poznania otoczenia itd. Dlatego nie
          rozumiem, że Autorkę denerwuje bieganie, czy głośniejsze zachowanie.
          I tu dopatruję się przesady i braku obycia z dziećmi.
          • anaj75 Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 17.09.08, 10:53
            A, i dodam jeszcze, że ja dzieci lubię, dzieci mam i z dziećmi
            pracuję. To pewnie ułatwia mi wejście w potrzeby drugiej strony
            konfliktu.
            Ale w czasach, gdy tylko dzieci lubiłamwink, byłam niezmiernie
            krytyczna wobec 'niewydolnych wychowawczo' rodziców - stąd w pewnym
            stopniu ze zrozumieniem, niemniej jednak już z pewnym dystansem,
            podchodzę do zarzutów Autorki wątku.
            I jeszcze w tym "zrozumiecie..." widzę prawdopodobieństwo reakcji
            obronnej (druga wersja to faktycznie jakieś narzucanie swojego
            punktu widzenia) na formę zwracania uwagi.
      • moja2poczta Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 21.09.08, 14:00
        oczywiście, że "manie" dzieci zmienia w znacznym stopniu
        perspektywę, ale problem nie polega na zmienieniu swojej
        perspektywy, a na dostosowaniu się do sytuacji w jakiej się
        znajdujemy - "wolnoć Tomku w swoim domku", ale jak zabiera się
        dzieci do "innego domku", trzeba mieć również szacunek do
        goszczących nas osób i umieć swoim pociechom zwrócić uwagę
    • mefika1 Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 17.09.08, 14:34
      Ja mam dziecko óki co małe i fakt nie mogę powiedzieć jak sie bedzie
      zachowywao jako żywiołowy 3-latek ale moim zdaniem zadaniem rodziców
      jest dopilnować żeby np. dziecko nie biegało z sokiem są rzeczy
      które można dopilnować.
      A do pewnej ciężkiej niecenzuralnej choroby doprowadzają mnie teksty
      w stylu zobaczysz jak będziesz mieć swoje, zobaczysz jak zacznie
      chodzić, zobaczysz... zobaczysz... zobaczysz... Przypomina mi to
      moją kuzynkę która na imprezie zmieniła przy stole (!!!) swojemu 3-
      miesięczniakowi zakupaną pieluchę z rozbrajającym uśmiechem ze muszę
      sie przyzwyczajać (byłam w ciąży akurat) Ja mając 5-miesieczniaka
      jeszcze nie mialam tak extremalnej sytuacji zebym miedzy flakami a
      schabowym musiała pieluchę zmieniać zwykle w domu są toalety,
      łazienki inne pokoje i okazało sie ze moje przyzwyczajanie sie do
      kupy przy stole było "psu na budę"
      • mruwa9 Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 17.09.08, 14:54
        mefika1 napisała:

        >Ja mając 5-miesieczniaka
        > jeszcze nie mialam tak extremalnej sytuacji zebym miedzy flakami a
        > schabowym musiała pieluchę zmieniać
        • mruwa9 za szybko poszlo 17.09.08, 14:56


          > mefika1 napisała:
          >
          > >Ja mając 5-miesieczniaka
          > > jeszcze nie mialam tak extremalnej sytuacji zebym miedzy flakami
          a
          > > schabowym musiała pieluchę zmieniać


          W sumie racja. Sama obecnosc flakow na stole wystarczy, aby puscic
          pawia.Pielucha to zbedny dodatek.
    • czekam7 Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 17.09.08, 15:41
      Zapewne jestem nadwrażliwa i brak mi praktyki, co usprawiedliwia po części moje
      niezrozumienie. Wiem, że nie można dziecka posadzić i kazać siedzieć i nic nie
      mówić. Sama nieraz wygłupiam się z dziećmi - a mam ich w otoczeniu sporo, więc
      spektrum do wyrobienia opinii mam spore. Wiem, że dzieci są różne, jedno jest
      bardzo żywiołowe, inne spokojne. Ale nadal uważam, że każde dziecko powinno znać
      granice. Spytajcie dobrego psychologa - granice dają dziecku bezpieczeństwo, bez
      granic jest chaos. Lubię dzieci, lubię się z nimi bawić, czytać im, układac
      klocki czy ganiać się po domu. Ale lubię też mieć sprzęty całe, meble nie
      polane. Jak będę miała swoje - byc może pozwolę na więcej. Ale poki co nie
      pozwalam. Mam w pracy kolegę, który ma 2 synów 7 i 2 latka, urwisy straszne. W
      domu szaleją, biegają, ale nie ma mowy o wandaliźmie, nie raz z nim o tym
      rozmawiałam, a już tym bardziej nie pozwalają na takie zachowania u kogoś. Nie
      wypowiadam się na temat dzieci chorych, bo takowe u mnie nie przebywają, być
      może z takimi jest trudniej. Mówię np o ludziach pokroju mojej bratowej, która
      ma 40 lat i dzieci 7 i 3 letnie i zwyczajnie jej się nie chce. Ma prawo być
      zmęczona, ale to już nie moja wina, że nie starcza jej sił. Jak przychodzę do
      nich: na stole cięzko znaleźć kawałek czystego miejsca żeby postawić szklankę
      herbaty, ale tłumaczenie zawsze jest takie samo "przy dzieciach nie ma co
      sprzątać bo i tak jest sajgon" - ok, nigdy nie skomentowałam bo to nie mój dom.
      Ale jak przychodzą i u mnie próbują wprowadzać tę zasadę to sorry - ja tak nie
      uważam i nie pozwolę.
      • mruwa9 przetlumaczyc ci na ludzki? 17.09.08, 17:26
        ja sprzatam (duze sprzatanie, czyszczenie mebli, podlog, odkurzanie
        calego domu, etc) 2 razy w tygodniu. Czesto sprzatam cala sobote, a
        w niedziele najpozniej po sniadaniu dom wyglada jak po przejsciu
        stada bawolow. Sorry, ale samodzielnie jedzacy 2-3-latek nie raz
        upaskudzi stol, wyleje picie (zwlaszcza, gdy sie posluguje zwyklym
        kubkiem, a nie kubkiem z ustnikiem czy butelka). Gdzie drwa rabia,
        tam wiory leca. Gdybym chciala miec nieskazitelnie czysty i zawsze
        wysprzatany dom, nie robilabym nic innego, niz latala ze sciera i
        odkurzaczem przez caly dzien. W czasach przedzieciowych pospzratalam
        raz na dwa tygodnie i byl porzadek, bo nie mial kto nabalaganic.
        Mialam czas i checi, zeby codziennie myc podlogi w calym domu i
        polerowac lazienke na wysoki polysk. Teraz mi sie normalnie, po
        chamsku i po ludzku nie chce, tak jak Twojej bratowej. Bez
        dorabiania ideologii. Pewnie zaraz odparujesz, ze trzeba dzieci od
        malenkosci uczyc sprzatania za soba. Ok, ale nieliczne dzieci da sie
        umotywowac, trudno egzekwowac sprzatanie od kogos, kto w ogole nie
        ma wewnetrznej potrzeby utrzymywania porzadku wokol siebie, jest mu
        wszystko jedno, w jakim booordelu mieszka, a na haslo "sprzatanie"
        reaguje, jakby zobaczyl kosmite.
        • mama_kotula Re: przetlumaczyc ci na ludzki? 17.09.08, 18:14
          Mruwa, przejaskrawiacie obywatelko.

          Nie chodzi o codzienne mycie podłóg i latanie non top ze ścierą.
          Chodzi o to, że jak do kogoś przychodzę, to fajnie byłoby mieć gdzie usiąść, ale
          nie ma - bo na wszystkich krzesłach leżą łachy, brudne wymieszane z czystymi.
          Fajnie byłoby wypić herbatę, ale nie ma z czego, bo wszystkie kubki są brudne.
          Nie można oprzeć się łokciem o stół, bo klei się od soku (plamy świeże i sprzed
          tygodnia). Nie można w łazience przejść i się nie ubrudzić, bo dziecię
          zapragnęło wylać osobiście zawartość nocnika do sedesu i nachlapało wszędzie.
          I to wszystko na konto: bo mam dziecko a przy dzieciach nie może być porządku.
          Bullshit. Prawidłowa odpowiedź brzmi: NIE CHCE MI SIĘ DUPY RUSZYĆ, więc mam syf.
          I nie jest to ocena ani nic w tym stylu, ludź ma całkowite prawo mieć w dupie -
          po prostu mało kto ma na tyle odwagi, aby się przyznać, że ma permanentnego
          lenia i inne priorytety niż wysprzątane mieszkanie, dlatego zwala na żydów,
          masonów, cyklistów i fakt posiadania dziecka.

          Ja sprzątam, jak mi się przypomni i na tyle, aby nie było SYFU - bałagan
          dopuszczam. Młode pilnują porządku na tyle, żeby dało się przejść i było miejsce
          do zabawy. Bywa, że 10 kilo lego zalega na 50% powierzchni podłogi przez miesiąc.
          Jednocześnie pilnuję, aby zabawek nie roznosić po całym domu, i to bardzo
          wrednie tego pilnuję - młode wiedzą, że zabawka która po skończonej zabawie nie
          zniknie z salonu, zniknie na dłuższy czas z pola widzenia tongue_out
          Wszystko się da. I nieprawdą jest stwierdzenie, że jak się ma dzieci, to
          automatycznie ma się syf. Jedni mają, inni nie mają. Proste.

          I kurcze sprzątam rzadziej od ciebie, jak tak teraz myślę big_grin


          I jeszcze inne spostrzeżenie - jak ktoś jest syfiarzem, to syfiarzem będzie.
          Niezależnie od posiadania czy nieposiadania dzieci.
          • kropkacom Re: przetlumaczyc ci na ludzki? 19.09.08, 17:25
            A ja przyjmuje znajomych z dziećmi. I mam duży margines na zachowania małych
            gości. Gdybym nie lubiła takich imprez (miała stres że ktoś mi coś zniszczy) to
            bym nie zapraszała. Nie daje do picia czy jedzenia niczego co musiałabym długo
            wywabiać. Jeśli Kubuś to bananowy bez marchewki.

            Nie chodzę z dziećmi tam gdzie nie będą mile widziane albo tam gdzie każdy ich
            ruch będzie stresował panią domu.
      • jakw Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 17.09.08, 18:15
        > Ale lubię też mieć sprzęty całe, meble nie
        > polane.
        Chyba jednak powinnaś przemyśleć decyzję o posiadaniu dziecka ;-/
        > "przy dzieciach nie ma co sprzątać bo i tak jest sajgon"
        sama prawda
        > > Ale jak przychodzą i u mnie próbują wprowadzać tę zasadę to
        sorry - ja tak nie
        > uważam i nie pozwolę.
        twoje prawo
        A tak wogóle stare przysłowie mówi:
        "Dzieci są albo czyste albo szczęśliwe"
        • mama_kotula Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 17.09.08, 18:48
          jakw napisała:

          > > Ale lubię też mieć sprzęty całe, meble nie
          > > polane.
          > Chyba jednak powinnaś przemyśleć decyzję o posiadaniu dziecka ;-/

          No patrz, ja mam sprzęty całe i meble niepolane.
          I do tego dwoje dzieci tongue_out

          > > "przy dzieciach nie ma co sprzątać bo i tak jest sajgon"
          > sama prawda

          Prawdą jest to, że jest sajgon.
          Nieprawdą jest, że nie ma po co sprzątać.
          Gdybym nie sprzątała, to bym po 3 dniach musiała przyczepić na plecach przenośny helikopterek, aby się gdziekolwiek przedostać.


          > A tak wogóle stare przysłowie mówi:
          > "Dzieci są albo czyste albo szczęśliwe"

          A to już ni z gruszki ni z pietruszki, co to ma do rzeczy w tej dyskusji. Niech sobie dziecko będzie upaprane błotem po uszy i szczęśliwe, ale do mojego domu nie wejdzie - chyba, że od razu do brodzika tongue_out

          Nie znoszę, jak ktoś swoje syfiarstwo usprawiedliwia posiadaniem dzieci. Ja się przyznaję wprost - mam ciekawsze zajęcia niż odkurzanie czy mycie podłogi i zajęcia te mają dla mnie większy priorytet. Jak również przyznaję się wprost, że jestem bałaganiarą i sprzątam wtedy, jak mi sie przypomni, albo jak mi powiadomienie z kalendarza google zapiszczy tongue_out
          Nie zwalając całości na fakt posiadania dzieci.
        • truscaveczka Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 18.09.08, 08:25
          jakw napisała:

          > > Ale lubię też mieć sprzęty całe, meble nie
          > > polane.
          > Chyba jednak powinnaś przemyśleć decyzję o posiadaniu dziecka ;-/
          No paczpani, mam dziecko i nie mam brudu ani plam... Może to cyborg, a nie żywa
          istota?

          > > "przy dzieciach nie ma co sprzątać bo i tak jest sajgon"
          > sama prawda
          Kurde, jestem bałaganiarą, ale w moim domu śmietnik robię ja, bo jestem leniwa,
          dziecko po sobie sprząta w 90% wypadków... No cyborg...

          > A tak wogóle stare przysłowie mówi:
          > "Dzieci są albo czyste albo szczęśliwe"
          Stare przysłowie mówi też "Częste mycie skraca życie - skóra się ściera i
          człowiek umiera."

          Czym innym jest mycie rączek co 10 minut, a czym innym - niezezwalanie na
          zasyfienie swego otoczenia.
          Ale grunt to mieć dobre uzasadnienie dla swoich porażek wychowawczych.
      • anaj75 Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 17.09.08, 18:26
        czekam7 napisała:

        Spytajcie dobrego psychologa - granice dają dziecku bezpieczeństwo,
        be
        > z
        > granic jest chaos.
        Ci trochę gorsi mówią, żeby granice i zasady oraz warunki otoczenia
        dostosować do możliwości dzieckawink
        Generalnie, gdy się planuje dzieci, warto się nastawić na sprzęty
        przejściowe. Czasem po nauce sikania, trzeba wymienić kanapę, dywan
        a po 2-3 urodzinach pomalować ściany. Niektórzy znajomi malowanie
        przeprowadzają raz na miesiąc - dwasmile
        A mój dziadek, jak babcia czasem wspominała, mówił o swoich
        dzieciach: "No i dobrze, że dzieciak zbił wazon. Gdyby go nie było,
        kto by nam je rozbijał".
        • tijgertje Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 17.09.08, 21:57

          -anaj75 napisała:
          Generalnie, gdy się planuje dzieci, warto się nastawić na sprzęty
          > przejściowe. Czasem po nauce sikania, trzeba wymienić kanapę,
          dywan
          > a po 2-3 urodzinach pomalować ściany. Niektórzy znajomi malowanie
          > przeprowadzają raz na miesiąc - dwasmile

          Bzdury. Zalezy, na co sie ktos nastawi i jakie zasady wprowadza w
          zycie. Moj mlody ma 4,5 roku, sciany przemalowywalam jak byl
          niemowlakiem tylko i wylacznie dlatego, ze mialam ochote na inny
          kolor, NIGDY nie mialam zasikanego dywanu czy kanapy. wiem, ze wiele
          mam stosuje metode puszczania malucha z golym tylkiem, to za tydzien
          czy 2 sie nauczy, a mamusia gania za dzieckiem ze szmata. Ja na to
          za leniwa jestem. Jak sie syn zdecydowal, to sam kazal sobie zdjac
          pieluche i kanapy stoja sobie od 8 lat z hakiem, raz w roku pierzemy
          tapicerke, ale glownie dzieki tacie, ktory juz sie nie zamierza
          oduczac jedzenia przed telewizoremsad Mam mase znajomych, ktorzy
          maja wrecz sterylnie biale domy i sprzetow co kilka lat nie
          wymieniaja. U nas do wymiany w przyszlym roku ida tylko meble syna,
          ale tylko i wylacznie dlatego, ze sa juz za male. Moja sasiadka z 2
          dzieci ma wrecz bzika na punkcie zabytkowej lawy. Wszystkei dzieci,
          rowniez przychodne od wielkiego dzwonu wiedza, ze ta lawa nie jest
          do zabawy, samochodziki, klocki itp na podloge, a nie na stole.
          Jakos nikt sie o to nie obraza, a stol wyglada jak nowywink Wszystko
          sie da, jak sie chcewink
          -
          stronka w przygotowaniu:
          www.abra-kadabra.nl/
          • mruwa9 Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 17.09.08, 22:34
            tijgertje napisała:

            >
            > > Bzdury. NIGDY nie mialam zasikanego dywanu czy kanapy. wiem, ze
            wiele
            > mam stosuje metode puszczania malucha z golym tylkiem, to za
            tydzien
            > czy 2 sie nauczy, a mamusia gania za dzieckiem ze szmata.

            A ja mam zasikane tapicerki co najmniej kilka razy w tygodniu sad
            Mam niepelnosprawne, pieluchowe dziecko w wieku szkolnym, jak siknie
            to pielucha opada do piwnicy..a jakosc pieluch w rozmiarach
            wczesnodoroslych (takie mamy) nijak sie ma do doskonalonych w
            laboratoriach pampersach dry night , mowiac wprost- przeciekaja
            nagminnie. Czyja wina?
            mam tez dziecko z ADHD, ktorego rece sprawiaja wrazenie, jakby
            dzialaly bez lacznosci z mozgiem. Tu machnie, tam rozleje, tu zrzuci
            talerz, odbije lyzke, pelna jogurtu, rozpryskujacego sie po scianach
            i meblach...mam go za to zabic? I tak dziecko ma niska samoocene i
            zyje w przeswiadczeniu, ze jest do niczego i ze nic mu nigdy nie
            wychodzi, ze wszystko, co dotknie, to zepsuje. Mam kopac lezacego?
            Owszem, stara sie sprzatac po sobie, ale czyszczenie scian i
            tapicerki przekracza jego mozliwosci. A ofiary sa.
            Sprzatam, jak sie okazalo, czesciej, niz mama_kotula, a jesli
            zjawiliby sie niezapowiedziani goscie, to maja calkiem realne szanse
            przykleic sie do stolu. Nie uwazam sie za brudasa i balaganiarza,
            choc do pedanterii tez mi daleko, po prostu mam dzieci, jakie mam i
            albo wypracuje sobie jakis zdrowy stosunek do rzeczywistosci, w
            jakiej przyszlo mi zyc, albo sie zajade, latajac nieustannie ze
            sciera, albo rodzina wystawi mnie za drzwi, gdy juz nie wytrzyma
            mojego zrzedzenia na nieustanny balagan w domu.
            Sorry. Nie da sie wszystkich oceniac jedna miara.
            • hanna26 Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 17.09.08, 23:49
              Ale tematem wątku nie są dzieci z niepełnosprawnością czy innymi zaburzeniami, tylko dzieci zdrowe, których rodzice mają niezdrowe podejście do radosnej twórczości swoich pociech.
              Autorka wątku spytała, co robić w sytuacji, gdy goście przychodząc z maluchami, mają w nosie wszelkie konwenanse. I nie przejmują się specjalnie, gdy któreś z maluchów coś gospodarzom zniszczy, zmaluje, zaleje itd., bo "jak będziecie mieli swoje, to zrozumiecie".
              Otóż ja powtórzę raz jeszcze: dla mnie takie zachowanie to zwykłe chamstwo. Z takimi ludźmi po prostu nie spotykałabym się. Ja, mając troje dzieci w wieku 5,5 roku, 3 lata oraz 5 miesięcy, co jakiś czas muszę przepraszać za nieumyślne szkody wyrządzone przez nasze pociechy. Ale nigdy przez myśl by mi nie przeszło, żeby bezczelnie pouczać gospodarza, że powinien zrozumieć, że dzieci takie są i tak dalej. To ja jestem dorosła, i to ja ponoszę odpowiedzialność za wyczyny moich córek. Jeżeli nie chce mi się ich pilnować, a wiem, że nie będzie dla nich towarzystwa i będą się nudziły - to po prostu je zostawiam w domu. Jeżeli nie mam akurat z kim zostawć - rezygnuję z wyjścia.
          • anaj75 Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 18.09.08, 12:26
            Dla jednego bzdura, dla innego konieczność.
            Ja mam generalnie zdrowe dzieci, choć mają zaburzenia integracji
            sensorycznej a stąd pewne problemy w zachowaniu - bym mogła cos
            uzyskać na jednym polu, konieczne jest ustępstwo na innym.
            To, że Twoje dziecko nigdy czegoś nie zasikało to jedna sprawa (jha
            akurat nie miałam odwagi trzymać dziecka w pampersie do 4 ourodzin
            ze wzgledu na układ moczowy i odbiór społeczny) a to, że moje
            zasikiwało nawet po opanowaniu czystości, przy zbliżajacej się
            chorobie, to inna.
            Akurat dla mnie jest nie do zaakceptowania traktowanie domu jak
            muzeum, innym to odpowiada - ok ale ich nie miałabym odwagi
            odwiedzić (sama często coś nie chcący rozlewam i tłukę). Zresztą
            wybieram sobie takich znajomych, którzy podobnie podchodzą do tego
            typu spraw. A dzieci znają zasady i jeszcze, poza jednorazowym
            zasikaniem podłogi, nie nabroiły w czyimś domu.
    • owocoskala Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 18.09.08, 08:07
      Mamy kilku znajomych
      > z małymi dziećmi - w wieku 1-4 lat. Jak przychodzą do nas, to
      najczęściej z
      > dziećmi. I tutaj cały problem, większości dzieci biegają,
      trzaskają, tłuką,
      > polewają, brudzą.
      Hm, mnie niepokoi to że Ty masz kilku znajomych i zachowanie
      większości ci się nie podoba. Owszem, zdarza się że jakas jedna
      rodzina wychowuje dziecko bezstresowo, ale te kilka to jednak sygnał
      że to ty przesadzasz. Obawiam się że przy własnym będziecie na
      okrągło zbierać resztki jedzenia z podłogi i czyścić plamy z
      tapicerki. Dzieci lubią też malowac po ścianach i meblach. Myśmy
      oddali w okresie malarstwa naściennego młodej jej ściany w pokoju do
      popisów i reszta mieszkania się uchowała.
      Małe problemy przy wizytach zdarzają się owszem, ja np. nie toleruję
      chodzenia przez dzieci siostry po stołach i oparciu kanapy. Uważam
      że od chodzenia jest podłoga, tak jak nie podoba mi się chodzenie
      kota po stole między talerzami. Zawsze mówiłam że u nas sa takie
      zwyczaje i siostra zawsze robi wtedy dziwna minę ale musza się
      dostosować smile
      • marina2 Re: wszystko mozna zorganizować 18.09.08, 08:51
        posiadam 4 dzieci.jak wychodzilismy do przyjaciół to zawsze z
        bagażem dawno niewidzianych zabawek.albo ja albo Mąż na zmiane
        trzymaliśmy oko na dzieciach zwłaszcza u bezdzitnychwink
        jedliśmy na zmianę-dziecko nie usiedzi przy stole.
        teraz kiedy starsze podrosly nie ciągamy ich na imprezy.bywa z nami
        najmłodsze 4 letnie.dzieci jak to dzieci zadaży im się coś wylać,ale
        kiedy prosiłam o coś do wytarcia nie było problemu.
        niekiedy odwiedzają nas zanjomi z dwulatkiem.dłuuuuugo na niego
        czekali.mieli super teorie wychowawcz-pouczające pod każdą
        sytuację.teraz kiedy mają dziecko nie przeszkadza im,ze wywala
        ziemię z doniczki-mama stoi obok i mówi "no patrz co on robi" i nie
        drgnie.podobnie jak dobrał się do szafki w kuchni i wylewał olej...
        cóż z cięzkim sokojem nie wrogo ,ale stanowczo mówię ich małemu "nie
        wolno","nie pozwalam" zabieram narzędzie zbrodni.jak mały wyleje coś
        na obrus wyciągam następny.w pogotowiu zawsze mam stertę
        serwetek.dziecko znajomych też jest naszym gościem.jak się wziął za
        malowanie ścian kredkami u nich w domu i tam jego mama jednak
        zareagowała wink przed ich wizytą przygotowałam
        kredki,papier.Delikwent jednak wolał ściany.Mama nie
        reagowała.Wzięłam go za rękę ,kucnęlam i patrząc w oczy
        powiedziałam ,że u nas w domu nie piszemy po ścianach i apiać blok i
        kredki w łapkę.ryk,znajoma niezadowolona,ale widzę też ,że ma
        problem ze stawianiem granic dziecku.to dziecko nie jest
        dysfunkcyjne można od niego wymagać dostosowania się do reguł.po 5
        minutach dzieciak zaakceptował temat.czasem jest tak,że teorie
        bezdzietnych odchodzą do lamusa gdy stają się dzietnymi.ileż razy
        slyszałam od w/w mamy "co ma dwa lata i pampers?co?nie chce spać
        poza domem?dziwne.czemu to dziecko tak marudziprzecież teraz są
        środku znieczulające ząbkowanie?co znowu chore?za lekko ubierasz" i
        sto innych głupot.tak punkt widzenia zależy od siedzeniawink)teraz jej
        dziecko ma ponad dwa lata marudzi,jest na nie,nocnik omija
        łukiem,przeziębia się i bałagani-a przecież kiedyś było to nie do
        pomyślenia...
        zwracam uwagę na aspekt małego gościa raz jeszcze.Dziecko też jest
        gościem w moim domu.Przygotowuję się na wizyte dorosłych,ale o
        młodym też pamiętam.
      • hanna26 Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 18.09.08, 10:51
        owocoskala napisała:

        Dzieci lubią też malowac po ścianach i meblach. Myśmy
        > oddali w okresie malarstwa naściennego młodej jej ściany w pokoju do
        > popisów i reszta mieszkania się uchowała.

        No proszę.
        A moje dzieci lubią malować na tablicy, na tekturowych pudełkach i na kartkach papieru. Na ścianach i na meblach żadne nie maluje i nie malowało. Może więc nie uogólniajmy?
        • owocoskala Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 18.09.08, 12:21
          > A moje dzieci lubią malować na tablicy, na tekturowych pudełkach i
          na kartkach
          > papieru. Na ścianach i na meblach żadne nie maluje i nie malowało.
          Może więc ni
          > e uogólniajmy?
          Nie ma to jak się czepiać. Skoro moja teza jest zła, to może
          prawdziwsza jest "dzieci nie lubia malowac po ścianach?" Oj, w
          pewnym wieku lubia jak tylko mogą a nawet jak i nie mogą. Sądząc po
          twoich poprzednich ociekających agresją postach twoje dzieci by nie
          ryzykowały.
          • hanna26 Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 19.09.08, 00:48
            owocoskala napisała:

            Skoro moja teza jest zła, to może
            > prawdziwsza jest "dzieci nie lubia malowac po ścianach?"

            Twoja teza nie jest zła, tylko nieprawdziwa i uogólniająca. Moje dzieci nie malowały i nie malują po ścianach i meblach, ponieważ zawsze dbaliśmy o to, żeby miały ogromną ilość ciekawszych miejsc do malowania. Polecam ten sposób, chyba że ma się wyjątkowo złośliwe dziecko, które maluje nie po to, żeby wyżyć się artystycznie, ale po to, żeby zrobić na złość rodzicom. Ale na to to już nic nie poradzę.
    • mara_jade73 Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 19.09.08, 16:43
      Ja mam dziecko ale mimo to nie mam syfu w mieszkaniu. Po prostu
      wyznaczam granice co wolno a czego nie np że rozwalać zabawki mozna
      tylko u siebie w pokoju a nie np w sypialni, mazać flamastrami tylko
      przy stole, na kartce a nie np po ścianach. Jak przychodzą znajomi z
      dziećmi to mam zasadę, że dzieci jedzą i piją tylko i wyłącznie przy
      stole i innej opcji nie ma. Znajomi czasem wydziwiają ale muszą
      zaakceptować.
    • tejsza Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 20.09.08, 22:49
      Ja się zgadzam w dwustu procentach. Do szału mnie doprowadzają goście, którzy
      pozwalają swoim dzieciom swobodnie demolować nasz dom. Pamiętam wyluzowanych
      rodziców, którzy nie reagowali, kiedy ich dwuletni syn mazał po (naszych)
      białych ścianach czarną gumową ściągaczką do szyb z uśmiechem, a potem zaczął
      walić w stół butem zdjętym z nogi. Ci sami ludzie po przewinięciu dziecka,
      wyrzucili zużytego pampersa na wycieraczkę, żeby poczekał "no bo i tak zaraz
      idziemy na spacer, więc go wyrzucimy od razu do kontenera". Nie wspomnę już o
      kwiatkach typu skakanie po stole w kawiarni i zrzucanie wszystkiego ze stołu,
      czy rzucanie kamykami właśnie w przykawiarnianym ogródku. Wszyscy goście cierpli
      na dźwięk przelatujących fragmentów skałek. A rodzice - luzik - uśmiech, piwko i
      zachwycamy się życiem.

      P.S. Mam dziecko.
      • kol.3 Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 21.09.08, 15:40
        Mam taką obserwację życiową, że mało kto wychowuje dzieci w
        poczuciu, że porządek należy utrzymywać nie tylko w swoim domu, ale
        także i w cudzym, w poszanowaniu cudzego mienia. To prawda, że
        mamusie przychodzą ze swoimi rozbestwionymi niewychowanymi bachorami
        i dupy nie ruszą, gdy mały szaleniec demoluje wszystko w pobliżu. Po
        co się mają stresować, jak to cudze. Po prostu dziecko jest żywe, po
        co głupimi zakazami ograniczać rozwój jego osobowości. Jeśli ktoś
        uważa inaczej to nie ma pojęcia o dzieciach.
        Na gębie mają wypisaną dziką satyfakcję że ich mały zniszczył komuś
        coś cenngo i ładnego, napaprał, naświnił.
        Takie bydełko dorasta i zachowuje się jak bydło, bo jego mama to też
        bydło, więc nic dobrego wychować nie mogła.
        Dziecko znajomej które spokojnie i z premedytacją wylało autorce
        wątku sok na kanapę to właśnie takie bydełko.
        Zmienić znajomych i już.
        • klarci Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 04.11.08, 01:40
          Ostro, ale się zgadzam. Najgorsza jest premadytacja. Podobne rzeczy
          widzę u siebie na osiedlu. Mimo, że to wspólnota i wszyscy płacimy
          za remonty, niektóre mamusie uważają, że im dzieciom można wszystko.
          Ja nie wiem, nie lepiej mieszkać na zadbanym osiedlu? No, ale w domu
          to na pewno na takie rzeczy nie pozwalają, bo czują na własnej
          skórze jak ścianę trzeba pomalować.
      • mili_vanili Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 30.10.08, 21:14
        Moja znajoma spokojnie siedziała, gdy jej 1,5-roczne dziecko:
        - bawiło się wkładem do kominka od zew., następnie wkładało palce do
        popiołu (powiedziałam, że brudne itp),
        - brudziło paluszkami moją ścianę (wcześniej wkładało ręce do
        kominka!).

        Jej dzieci biegają po domu z jedzeniem, krusząc niemiłosiernie. To
        mogę tolerować - podłogi się umyje, obrusy wypierze. Jak "oni" są,
        to moje dziecko też tak się zachowywało. Pozwalałam.

        Dziś moje dziecko tak ma wdrukowane normy, że patrzy na nie
        wieeelkimi oczami i delikatnie zwraca im uwagę wink

        Co do malowania po ścianach: oddałam 6-latkowi jedną ścianę w jego
        pokoju smile po innych wiedział, że nie wolno.
    • kasiale73 Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 01.11.08, 23:15
      z wielkim zaiteresowaniem przeczytałam ten wątek... ja też już od wielu lat mam ten sam problemsad dawniej, jak jeszcze nie miałam dziecka, moje mieszkanie absolutnie nie było przystosowane do biegających samopas dzieci, a niestety wszyscy znajomi wpadali na kawkę z dzieckiem, siadali w fotelu i spokojnie pili kawkę i patrzyli jak biegam jak wariatka i ściągam ich pociechę z kwietnika, czy stolika, by najmniej nie bojąc się, że coś zniszczy, ale że zrobi sobie krzywdę, w kuchni w niskiej szafce dostępne były śmieci, domestosy, krety itp, w łazience lekarstwa itp. nie było mowy o zamknięciu drzwi, żeby dziecię było w tym samym pokoju co dorośli, bo dziecię się darło, szarpało drzwi i waliło w szybę. ponieważ nie miałam wtedy dzieci, nie uznawałam za zasadne wymiany drzwi na pełne, likwidowania stolików czy reorganizowania zawartości szafek. ponieważ miałam znajomych z dziecmi, uznałam za jak najbardziej zasadne kupienie bloków, kredek, klocków, poszukanie na strychu kilku zabawek, ale dzieci moich znajomych i tak wolały bieganie po domu i zaglądanie do szafeksad może temu, że nigdy przez własnych rodziców nie były upomniane? zawsze przypominałam gościom, że nie mam dzieci i w związku z tym moje mieszkanie nie jest dla nich zbyt bezpieczne, ale nikt i nigdy się tym nie przejmował. dopiero jak malec przybiegał z jakimś lekarstwem w łapce to robił się szum skąd to wziął i czemu nie miałam tego w niedostępnym miejscu. zdarzyło się też, że malec wysypał proszek do prania na podłogę w łazience, zalał go płynem do płukania, a ja nie usłyszałam słowa przepraszam, może posprzątam, odkupię - tylko pretensje gdzie trzymam proszek... no sory, trzymam gdzie mi wygodnie i gdzie mam miejsce!
      gdy w moim domu pojawiło się dziecię zrobiło się jeszcze gorzejsad wszyscy z automatu uznali, że teraz już na pewno jest bezpiecznie... a nie jest - bo dostosowuję mieszkanie w miarę jak moje dziecko dorasta, tzn do poziomu jego wyciągniętych łapek plus parę cm zapasu. i nadal nie panuję nad pewnym 3 latkiem, który przenosi w różne miejsca klucze, dostawia taboret do kuchennej szuflady z nożami itp. po takiej wizycie ciężko znaleźc kluczyki od samochodu, własną torebkę i własną głowę. pomijam sprawę bałaganu, sama jestem bałaganiarą, i kilka okruchów więcej nie ma znaczenia - odkurzam codziennie. pomijam sprawę plam, obrusów nie lubię, a narzuty na fotele mam bezproblemowe.
      najgorsze jest to, że chociaż różni znajomi mają małe dzieci, to nikt się nimi nie interesuje jak są u mnie. o przepraszam! z jednym wyjątkiemsmile)) ale dziewczynka jest tak grzeczna, że akurat nią zajmowac się nie trzeba.
      a moje dziecię? stawia dopiero pierwsze kroki, lubi wszystkiego dotknąc itp więc staram się nie chodzic z nią po chałpach, a jak już "muszę" to jej pilnuję i zajmuję się nią, nawet kosztem wypicia zimnej kawy.
    • klarci Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 04.11.08, 01:14
      Mam ten sam problem. Nie zapraszam znajomych, bo boję się o tą
      przyjaźń. Nie podoba mi się na ile pozwalają dziecku w moim domu.
      Jak zwrócę uwagę, to się nie obrażają, ale też słyszę, że przy
      dziecku tak już jest i niewiele osiągam. A mnie to denerwuje. Po
      ostatniej wizycie miałam kupę prania i niestety nie wszystko uadło
      się odzyskać. Mamy też nowy telewizor LCD, który boję się czyścić po
      palcach małej (żeby nie porysować), nie mówiąc o tym, że jakby
      zleciał, to nie wiem co bym zrobiła.
      Jeszcze nie mam dzieci, ale co do zachowania, uważam, że to zależy w
      dużej mierze od rodziców. To oczywiste, że niektóre dzieci są żywsze
      i nie przewidzi się wszystkiego. Tym bardziej nie można winić
      dziecka nadpobudliwego. Ale ono nie robi tego złośliwie. Więc to
      mnie mniej wkurza. Najbardziej denerwuje mnie jak rodzice po prostu
      olewają harce dzieci. Kiedyś musiałam zakrywać kilkumiesięczne
      dziecko, bo inne biegało przy nim z ostrymi nożyczkami. Rodzice
      oczywiście byli zbyt zajęci sobą.
      Ja w rodzinie mam różne dzieci, o odmiennym temperamencie. Widzę
      jednak, że jak rodzice stawiają konkretne granice, to nawet żywe
      dziecko jest do zniesienia. Mam jedną dziewczynkę, która jest wogóle
      nieszkodliwa. Spędziłam z nią dużo czasu, a nie pamiętam, żeby mi
      coś zniszczyła. A swego czasu też była szalonym dzieckiem. No,ale w
      domu była nauczona "kulturalnego" zachowania.
      Na dzień dzisiejszy planuję swoje dziecko wychowywać dość
      rygorystycznie. Nie chcę zniechęcić do siebie znajomych. A dziecku
      trochę dyscypliny nie zaszkodzi. Jak będzie grzeczne, w nagrodę
      zabiorę je na jakiś odlotowy plac zabaw, żeby się wybiegało. No, ale
      to tylko moje marzenia smile
      • azile.oli Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 04.11.08, 10:17
        Zgadzam się z Tobą w 100 procentach. Ja mam dwoje dzieci,urodzonych
        rok po roku,więc niby z logistycznego punktu widzenia trudnych do
        upilnowania.Ale nigdy nie musiałam usuwać wszystkiego z dolnych
        półek,ściągać serwetek.Moje dzieci były konsekwentnie uczone,co
        wolno,a czego nie.I nawet napiszę takąś ciekawostkę,że na pewne
        rzeczy miały pozwalane w domu,bałaganiły,oczywiście nie
        specjalnie,ale w zabawie,a nawet,o zgrozo,malowały po ścianach,bo
        pozwoliłam (mieszkanie i tak było do malowania).Ale te same
        dzieci,będąśce u kogoś z wizytą potrafiły zachowywać się
        nienagannie,sprzątały po sobie zabawki,jadły nad talerzykiem,nie
        było mowy,aby coś zniszczyły.Po prostu miały świadomość,że będac u
        kogoś w domu należy się odpowiednio zachowywać.Oczywiście nie
        puszczałam ich samopas,ale dzieci z tych,które nie wymagały
        specjalnego pilnowania.Moje dzieci sa już teraz nastolatkami i
        wszyscy podkreślają,jakie to są grzeczne i to prawda,aczkolwiek w
        domu to totalni bałaganiarze.Ale robią bajzel w swoich pokojach i
        sami go sprzątają.Dlatego zawsze do szewskiej pasji doprowadzały
        mnie wizyty znajomych z dziećmi,które robiły ,co chciały.Ja
        rozumiem,że dzieci są różne,ale jeśli ja potrafiłam zapanować nad
        dwójką niemal równolatków to mogę stwierdzić,że nad pojedynczym
        egzemplarzem też się da,tylko trzeba się trochę wysilić,albo
        siedzieć z nim w domu.W moim przypadku nie działały argumenty,że jak
        będziesz mieć dziecko to zobaczysz,bo ja to dziecko już miałam,a
        nawet razy dwa.Dziwię się rodzicom, którzy beztrosko podchodzą do
        zachowania dziecka w cudzym domu.Jeśli dziecko nie ma jakichś
        dysfunkcji,a rodzice nie potrafią nad nim zapanować,to wynika to
        albo z lenistwa,albo z bezmyślności,a przede wszystkim świadczy o
        totalnym braku szacunku wobec gospodarzy.
    • jagabaga92 Jak reagują rodzice "niegrzecznych" dzieci ??? 04.11.08, 09:30
      A jak reagują rodzice dzieci na złe zachowanie swoich dzieci, bo z tego co
      czytam, to wynika, że ich zdaniem gościna polega na tym, że dorośli się
      "goszczą", a dzieci robią co chcą.

      My wychowujemy dziecko zgodnie z zasadą "nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe".
      Oczywiście uważam, że okruszki na dywanie czy nawet plama na obrusie to
      faktycznie "przywilej" dzieci (a często nawet i dorosłych wink), ale numer z
      rysowaniem po ścianach, czy specjalnym wylewaniem picia na kanapę w naszym, a
      TYM BARDZIEJ w cudzym domu jest dla mnie nie do pomyślenia. Zawsze, gdy
      zapraszamy gości z dziećmi do siebie, obserwuję całą gromadę i myślę szybciej
      niż dzieciakiwink Z kolei, gdy my jedziemy w gości z dzieckiem, obserwuję własne
      dziecko, a domownicy niech sobie robią, co chcą.
      • kasiale73 Re: Jak reagują rodzice "niegrzecznych" dzieci ?? 05.11.08, 16:23
        w przypadku moich znajomych to niestety tak wygląda; przyszli żeby w spokoju kawy się napic... jak jeszcze nie miałam dzieci to słyszałam: a pobiegaj sobie za nim, zobaczysz jak to jest. teraz mam na oku własnego smyka, więc odwiedziny znajomych z dziecmi ograniczyłam do minimum bo nie wyrabiam z refleksemwink
        swoje odwiedziny u ludzi też staram się ograniczac, jak już pisałam wcześniej dziecko moje jest ciekawe wszystkiego, a ja nie pozwalam na ruszanie cudzych rzeczy, w efekcie jest krzyk dziecięcia, moje tłumaczenia roczniakowi niewiele jeszcze dają, więc nie narażamy się niepotrzebnie na stres.
        ale moim zdaniem to rodzice mają pilnowac swoich dzieci czy to u siebie w domu czy u znajomych. jak chcę się napic w spokoju kawy to proszę kogoś o chwilę opieki i uwagi nad dzieckiem, a nie pozwalam mu biegac samopas.
    • dubienka33 Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 07.11.08, 14:06
      Cudze dzieci, cudzy kłopot. Mój dom mój zamek. Nie chcę w swoim domu dzietnych
      których trójka pociech gania po moich parkietach jak tabun koni. Bawią się w
      chowanego. Kreatywne bachorki-potworki skrytki maja w szafie, kabinie
      prysznicowej, na kanapie wśród poduszek. Po wizycie ubrania mam w piachu bo
      Michaś nosi butki ortopedyczne i nie zmienia w gościach. Za to Wojtuś kupki robi
      w majteczki, czasem siusiu. już widzę czarny parkiet pod lustrem w przedpokoju.
      A jak upiorę pachnącą jeszcze wczoraj świeżością rudą welurową kanapę po kupce
      małego gnoma? Paluchy Joasi na kremowej ścianie, bo łapczywie żarła czekoladę.
      Zniszczone kartki z referatem o dobrze dziecka, który ponownie muszę wydrukować,
      powyrzucane książki, mierzone zamszowe czółenka przez Rozalkę z koślawymi
      nóżkami. Mikstura spreparowana z kremu vichy, balsamu ziaja. Mnie odpukać to
      ominęło, ale wielu innych nie. Zdarza się niestety nie tylko z temperamentu
      "milusińskich" i niefrasobliwości mamć, ale ze złośliwości i zazdrości, bo oni
      mają. Ów najważniejsze, że na dwuletniego chomika Zbyszka jeszcze nie przyszedł
      czas.
      • kol.3 Re: Dzieci znajomych psocą w naszym domu 09.11.08, 19:58
        Otóż przyszła do mnie niegdyś dalsza kuzynka z dzieckiem, któremu
        nie zwracano uwagi z powodu niezakłócania rozwoju jego osobowości.
        Bachor rozwył się, ponieważ chciał się pobawić kryształowym
        kieliszkiem do wina. Moje wyjście do kuchni zostało wykorzystane do
        dania dziecku kieliszka do łap, w ciągu dwóch następnych sekund
        bachor złamał nóżkę kieliszka, co wywolało uśmiech zadowolenia i
        statysfakcji na "buźce" mamuśki.
        Z bachora wyrósł autentyczny bydlak, a mamuśka narzeka na złe
        stosunki z dzieckiem. Efekty wychowania, on jest po prostu taki sam
        jak ona.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka