sylwia2568
01.11.12, 13:41
założyłam ten wątek w nadziei że troche mi ulży jak wyrzuce z siebie to co mnie zżera od środka. może ktoś napisze mi dobre słowo i nie będe sie czuła jak wyrodna matka.
12.10.2012r w szpitalu w wałbrzychu urodziłam przez cc synka kubusia. mój maleńki promyczek urodził sie w 29tc z wagą 845g i 35cm.
cesarka odbyła sie z dnia na dzień, pogotowie przywiozło mnie na sygnale 11.10. od razu porobiono mi badania, po usg lekarze podjeli decyzje o porodzie bo ja albo mój syn mogliśmy nie przeżyć. mały jest hipotrofikiem ja mam nadciśnienie i kamice nerkową. i właśnie ze względu na moje nadciśnienie podjęto decyzje o cc. kiedy usłyszałam że moje dziecko mosi sie tak wcześnie urodzić bo moje ciśnienie go zabija poczułam jak świat osuwa mi sie spod stóp .nikt wczesniej nie zauważył że z moim dzieckiem jest coś nie tak, zawsze wszystko było w pożądku. nawet to że 3dni przed tym wszystkim trafiłam do szpitala z okropnymi bólami żolądka i spuchniętymi kostkami u nóg. według lekarzy było wszystko w jak najleprzym pożądku. a teraz mój maleńki upragniony synek leży w inkubatorze, podłączony do respiratora i tych wszystkich kroplówek. jest na cepapie, sam nie oddycha, ma drgawki ,żułtaczke. jest taki maleńki. a ja nie potrafie sobie z tym wszystkim poradzić. nie potrafie. ciągle myśle że to moja wina że on sie tak szybko urodził, że prze ze mnie jest skazany na taki ból, przez moje ciśnienie.
lekarze nie dają mi terz zbyt dużych nadziei, ciągle słysze że to za wcześnie żeby sie cieszyć.
to wszystko odbija sie na mojej rodzinie bo oprucz promyczka mam jeszcze trzy iskiereczki w domku, które czekają z utęsknieniem na swojego braciszka.
ten lęk że coś będzie nie tak mnie poprostu zabija, każdy sygnał telefonu
sprawia że serce przestaje mi bić bo nie wiem czy to czasem nie dzwonią ze szpitala, kiedy wchodze do szpitala do małego ze strachem otwieram dżwi do sali bo nie wiem czy jego inkubator nie będzie pusty.
każdy dzień to walka o życie i może wylanych łez...
każdy dzień jest taki trudny...