Wiecie co wszystko ma swoje granice ale ktoś chyba już je przekroczył.
Wszystko kuźwa ostatniop musi być antybakteryjne.
Dezodoranty z jonami srebra
lodówki z powłoką antybakteryjną
szczoteczka do zębów antybakteryjna
domestos 24 godzinny
i po kiego grzyba to wszystko????
Dlaczego na włsne życzenie wyjaławiamy swoje domowe środowiska, w imię czego?
Zdrowia?
My bez bakterii żyć nie możemy!!!!
Nie możemy się ich pozbawiać.
Po co codziennie myć chlorem sedes? (pomijam już aspekt środowiskowy) Dochodzi do tego że sedes jest czystszy od gąbeczki do mycia naczyń!!!
A potem wszyscy się dziwią że tak ciężko jest wyleczyć dziecko/dorosłego z infekcji bakteryjnej, że kolejne antybiotyki nie działają. Bakterie choć nie mają mózgu to nie są głupie z czasem uczą się jak sobie radzić z niesprzyjającymi warunkami środowiskowymi i tę wiadomość sobie przekazują i w ten sposób powstają szczepy lekooporne.
Ja rozumiem jak ktoś ma w domu chorego z mega alergią, z obniżoną odpornością po przeszczepach ale w domu normalnych ludzi??? Po ch.. to wszystko???
Czy ktoś mi może to wytłumaczyć?
Bo do mnie, biotechnologa to po prostu nie dociera