Gość: guest
IP: *.*
08.08.01, 07:37
I jak tu ufać białym fartuchom skoro w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej" czytamy: "Produkowana w korei francuska szczepionka przeciw żółtaczce typu B wybrana przez komisję przetargową w Głównym Inspektoracie Sanitarnym nie jest sprawdzona na tyle, by można jej użyć w szczepieniach masowych - uważa część specjalistów. Główny Inspektor sanitarny zapewnia, że szczepionka jest bezpieczna, bowiem została zarejestrowana w Polsce. Ma opinię m.in. krajowego konsultanta ds. chorób zakaźnych. Z kolei krajowy konsultant ds. pediatrii Paweł Januszewicz twierdzi, że preparat nie był dostatecznie długo sprawdzany. Przed przetargiem z komisji na znak protestu wycofała się prof. Waleria Hryniewicz, dyrektor Centralnego Labolatorium Surowic i Szczepionek. W mediach pojawił się zarzut, że akurat ta szczepinka została wybrana, gdyż specjaliści, którzy o tym decydowali byli w Korei na koszt producenta szczepionki". Zaznaczam, że nie jestem zagożałym przeciwnikiem szczepień, ponieważ moje dziecko było szczepione - natomiast chciałabym uczulić wszystkie mamy które tak bezkarnie dawkują swoim dzieciom wszystkie szczepionki jakie wyprodukowano w przekonaniu, że robią dla nich jak najlepiej. Jak widać z powyższej wzmianki z Wyborczej i innych artykułów dotyczących problematyki szczepień i przemysłu szczepionkowego (odnośniki do powyższych na stronie dzieci sprawnych inaczej, ponad zdrowiem obywateli (szczególnie tych najmniejszych) przedkłada się inne względy.