Słowo ciałem się stało - jako rzekłam w wątku Deeli. Małżonek pochrapuje obok,
a ja mam babski wieczór. Ja i butelka, o. Otworzyłam wino, i naszła mnie myśl,
że chyba coś nie tak...
Kiedy trunek staje się, hmmm... odpowiedni? I odpowiedni do czego, właściwie?
Tak w skrócie, to chodzi mi o cenę. Bo jak by nie było, kupując wino, na
przykład na prezent, to wypada, żeby to było wino DROGIE. Abstrahując od
gatunku, obojętne - porto, malaga, merlot, wytrawne, słodkie... Wódka, koniak,
łyskacz czy inne cudo - musi być drogie. Kupując Sophię, jedna pani kiedyś w
kolejce przede mną teatralnym szeptem dodała - wie pani, to do duszenia mięsa,
bo NORMALNIE to ja piję LEPSZE wino! A śmiać mi się chciało, bo co mi się baba
tłumaczy? Może lubi, a może nie stać jej na inne? I takie naciąganie idei
rozbawiło mnie niezmiernie. Wcale nie zaprzeczam, lubię dobre trunki,
gatunkowe, przednie, miód pitny najlepszy dla mnie to dwójniak, malaga
przynajmniej za 30... Euro... Bo bukiet ma niesamowity, marki nie wymienię, bo
krypciocha będzie, ale jedną wymienię, bo muuuszę!!! Otóż, najlepszym,
najsmaczniejszym, najukochańszym winem dla mnie jest... Fresco, białe albo
różowe, w cenie 9.50 zł, aktualnie w promocji za SIEDEM!!! W Tesco... Czuję
się jakbym jabola piła, taniocha taka, że aż wstyd o to prosić w sklepie, a co
ja poradzę, że przepyszne?
No i o to właśnie chodzi - czy cena ma wyznaczać jakość trunku? Czy ofiarować
komuś butelkę Fresco byłoby nietaktem potwornym? A jeśli przelałabym zawartość
do butelki po markowym Chablis Blanc, to co? Nagle wino zyska na
szlachetności, czy jak?
<dylemat starego chlora> hehehhe
Też pijacie alkohole z tzw. bardzo dolnej półki? Czy tylko z tej wysokiej?
Aaaa, właśnie - kiedy wino zaczyna być "dobre"? Jak kosztuje powyżej
15/30/50/100 zł...?
Alem se temat na noc wybrała, nooo...