ewciak4 08.08.05, 20:23 ale lipa, nie moge wejsc na te strone co podajecie, a mialam ochote zagrac:( Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: strona www Re: Super Tusk czyli komputerowa gra przedwyborcz IP: *.ztpnet.pl 08.08.05, 21:26 bo w adresie jest blad. podaje prawidlowy www.gorzow.smd.org.pl/ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ewcia Re: Super Tusk czyli komputerowa gra przedwyborcz IP: *.gorzow.mm.pl 08.08.05, 21:45 dzieki!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Bernard Re: Super Tusk czyli komputerowa gra przedwyborcz IP: 5.6.1D* / *.ed.shawcable.net 09.08.05, 07:30 hey, Glupawe... na gownazerie nastawione... czarno politycznie widze... A nie myle sie oczywiscie Pozdrawiam PS. takie chwyty to w McDonalds by hamburgery sprzedac.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Majk Re: Super Bachalski IP: *.icpnet.pl 09.08.05, 20:48 Jak "wolontariusza” poseł zatrudniał... Informacje w redakcyjnej poczcie były szokujące. Przysłano je 21 czerwca, gdy w ,,GL'' ukazał się tekst o biurze poselskim Jacka Bachalskiego. ,,Mogę podać więcej przykładów, w których poseł przekracza prawo i zasady moralne'' - napisał Reinhardt Jost. Dalej list odsłaniał tajemnice działania Fundacji Edukacyjnej Bachalski i firmy JDJ Bachalski. Zaczęliśmy badać ten trop. Bez umowy o pracę - Ofertę pracy w szkole JDJ Bachalski znalazłem w internecie. Niemieckiego zacząłem uczyć we wrześniu 2003 r. - mówi Reinhardt Jost w czasie spotkania z ,,GL''. Umowę dostał w październiku, na dwie minuty przed zajęciami. Podpisał. Umowa była po angielsku. Na dwóch kartkach. Pierwsza kartka to porozumienie między fundacją Bachalskiego a wolontariuszem Jostem, zobowiązanym do prowadzenia zajęć z niemieckiego. I to za darmo, zgodnie z tym jak powinien pracować wolontariusz. Fundacja obiecała zwrot kosztów poniesionych przez niego (co nie podlega opodatkowaniu i jest zgodne z ustawą o wolontariacie). - Uczyłem języka w JDJ Bachalski, w salach tej szkoły miałem zajęcia, a pieniądze dostawałem z fundacji. Dla mnie to była normalna wypłata. To, że podpisałem umowę z fundacją, zauważyłem po kilku miesiącach - tłumaczy Jost. Tymczasem druga kartka umowy mówi o całkowitym zwrocie kosztów w formie pensji. - Tutaj jest stawka, na jaką się umówiłem z JDJ - 35 zł za godzinę - wskazuje Jost. Tu mówi się o pensji płatnej z dołu, premii, pokazuje sposób rozliczenia w zależności od rodzaju grupy, określa ciągłość pracy. Na drugiej stronie tej kartki umieszczono program nauczania JDJ i regulamin pracy. - To bardziej umowa o pracę niż jakakolwiek inna - twierdzi Ewa Przybylak z Państwowej Inspekcji Pracy w Gorzowie. Potwierdzają to inni eksperci, do których dotarliśmy. - Na to, że praca świadczona była pod kierownictwem, wskazuje integralna część umowy - program nauczania JDJ i regulamin pracy. Uważam, że w jednej umowie jako pracodawcy nie mogą występować jednocześnie dwa podmioty, fundacja i JDJ - opiniuje zielonogórski mecenas Czesław Gendera, ekspert finansowy i podatkowy. Bez podatku A jeśli była to umowa o pracę, należało naliczyć podatek i ZUS. Tego fundacja Bachalskiego nie robiła, bo zwracała koszty (nie podlegające opodatkowaniu). - Nie interesowały mnie podatki, ale zarobek. Dostawałem 2,5 -3 tys. zł na rękę - przyznaje Jost. Przyjmijmy, że miał miesięcznie 3 tys. zł netto. Jego wynagrodzenie brutto (czyli z podatkiem i ZUS-em) wynosiłoby około 5,5 tys. zł miesięcznie. Fundacja nie odprowadzała więc co miesiąc należnych państwu prawie 2,5 tys. zł. W ciągu roku szkolnego 2003/2004 to niemal 25 tys. zł. W tym czasie w szkołach Bachalskiego pracowało 10-15, może nawet 30 cudzoziemców. Wiemy, że oprócz Josta na zasadzie wolontariusza pracowała jeszcze w tym oddziale co najmniej jedna osoba. Ilu jeszcze? Czy wszyscy? Bez zezwolenia Sposób ,,na wolontariusza'' gwarantował coś jeszcze: pozwalał ominąć konieczność uzyskania pozwolenia na pracę dla obcokrajowca. Normalnie ofertę pracy dla cudzoziemca trzeba zgłosić w urzędzie pracy. - Wisi u nas przez miesiąc. Jeśli nikt się nie zgłosi, wydajemy zaświadczenie, że nie ma chętnego - informuje Ryszard Rzemieniecki, wicedyrektor gorzowskiego urzędu. Dopiero wtedy pracodawca może do urzędu wojewódzkiego zanieść wniosek o zgodę na zatrudnienie cudzoziemca. A takie zezwolenie kosztuje 849 zł i kolejne 1-3 tygodnie zwłoki w ewentualnym zatrudnieniu obcokrajowca. - Obcokrajowcy nie mają cierpliwości. Jak w tym czasie dostaną propozycję z Włoch, wyjeżdżają. A Polacy chcą mieć zajęcia z obcokrajowcami, to podnosi rangę szkoły - mówi Jost. Dodaje, że nigdy nie podawał JDJ danych potrzebnych do wniosku o zezwolenie. Bezprawnie Gdy podpisywano umowę z Jostem, prezesem zarządu fundacji był jej fundator Jacek Bachalski (prezesował od września 2002 r. do 28 marca 2004 r.). W marcu 2003 r. fundacja Bachalskiego zawarła nietuzinkową umowę z JDJ College, spółką Bachalskiego. Informację o tym znaleźliśmy w dokumentach fundacji w Krajowym Rejestrze Sądowym w Poznaniu. Była w sprawozdaniu z działalności fundacji za zeszły rok. Umowa przewiduje, że fundacja odpłatnie udostępni współpracujących z nią wolontariuszy szkołom językowym JDJ College do nauki języków obcych. Wygląda na to, że na tej podstawie fundacja przekazała Reinhardta Josta do JDJ. W KRS przeczytaliśmy, że w 2004 r. fundacja udostępniła szkołom językowym JDJ College 30 wolontariuszy. Zrobiła to bezprawnie - tak mówią eksperci, z którymi rozmawialiśmy. - To niezgodne z ustawą. Organizacja pozarządowa, a taką jest fundacja, nie może kierować swoich wolontariuszy do pracy w firmie komercyjnej - twierdzi warszawianin Radosław Skiba, autor przewodnika po ustawie o działalności pożytku publicznego i wolontariacie. A Czesław Gendera dodaje: - Korzystającym z wolontariusza winna być fundacja. Jeśli przekazała go do JDJ, to ta firma powinna zawrzeć z nim umowę. Bez lotu Reinhardt Jost pracował w szkole rok. - Kiedy zacząłem krytykować program nauczania niedostosowany do poziomu studentów, starano mi się pokazać, jakim jestem słabym nauczycielem. Choć miałem dziesięć lat doświadczeń jako pedagog, dobre referencje z innych szkół, dobre opinie studentów i poczucie, że jestem w porządku - mówi. - Odszedłem więc ze szkoły Bachalskiego, bo jej profesjonalizm nie był zbyt wysoki. Jost zauważył, że coś nie gra w działaniach fundacji i JDJ, gdy miał podpisać comiesięczne rozliczenie. - To długa lista cyfr, bo rozpisywano każdą godzinę. Gdzieś na końcu dostrzegłem Nowy Jork. Wtedy dowiedziałem się, że to chodzi o lot do Nowego Jorku. Nie podpisałem rozliczenia. Gdy wróciłem do domu, przyjrzałem się umowie. Okazało się, że jestem wolontariuszem, któremu należy się zwrot poniesionych kosztów. Dlatego wymyślono lot - opowiada. I wówczas zaczął dociekać, o co chodzi w działaniu fundacji i szkoły JDJ. Jost wie, że u innych w rozliczeniach były fikcyjne loty nawet do Australii. Jemu podróż do Nowego Jorku, której nigdy nie odbył, zamieniono na miasto w Niemczech. - To była końcówka roku, proszono mnie, żebym nie robił problemów. Podpisałem co najmniej dwa rozliczenia za loty do i z Niemiec, których nie odbyłem - mówi. - W szkole mówiono mi, że to nic wielkiego. Że to zgodne z prawem. Nie miał czasu Dlaczego nie ma wypowiedzi posła Jacka Bachalskiego? O tym, że ,,GL'' chce spotkać się z J. Bachalskim i rozmawiać o fundacji, poseł wiedział już w czwartek, 28 lipca. Poprosił o pytania drogą elektroniczną. Miały dotrzeć w sobotę (30 lipca) o 10.00. I dotarły. Informację o wysłanych pytaniach i prośbą o spotkanie, choćby w niedzielę, zgodnie z umową z posłem przekazaliśmy sms-em. Ale ani w sobotę, ani w niedzielę poseł nie odpowiedział. Znalazł jednak w niedzielę czas na rozmowę z TVP. W poniedziałek poseł przysłał sms-a, że nie może otworzyć pliku z pytaniami. Poinformował, że jest na urlopie i chętnie spotka się po 16 sierpnia (wtedy upływa termin rejestracji list wyborczych). Wysłaliśmy pytania raz jeszcze, sms-em ponowiliśmy prośbę o odpowiedzi i spotkanie. Odpowiedź była taka sama. W kolejne dni próbowaliśmy się dodzwonić, ale poseł nie odbierał telefonu. Pytania, które chcieliśmy zadać posłowi Bachalskiemu: 1. Co zyskuje Fundacja Edukacyjna Bachalski na umowie z JDJ o odpłatnym udostępnieniu wolontariuszy? 2. Udostępnienie to usługa pośrednictwa, co oznacza prowadzenie działalności gospodarczej. Dlaczego więc fundacja twierdzi, że w 2004 r. nie prowadziła działalności gospodarczej? 3. Czy wspomniana umowa nie jest obejściem prawa? 4. Dlaczego w roku szkolnym 2003/2004 w umowach z wolontariuszami występują dwa podmioty prawne: fundacja i JDJ? 5. Jakie porozumienie podpisywała funda Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: prezes Re: Super Bachalski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.08.05, 22:37 "Fundacja nie odprowadzała więc co miesiąc należnych państwu prawie 2,5 tys. zł." Drugie tyle dla pazernego urzędu... Jaki z tego wniosek? Należy zmniejszyć koszta pracy wtedy państwo nie będzie tak dymane przez każdego. Bo to prawda, że każdy, kto może, unika podatków i Zusów. Odpowiedz Link Zgłoś