Dodaj do ulubionych

Kaczyński w Lubuskiem

18.10.05, 20:50
"Jednak Młodzi Demokraci szybko dali za wygraną i zginęli w tłumie."
Skoro na mityngu było ponad 500 osób a Młodych Demokratów ok. 10 więc nie ma
co się dziwić, że zostali troche "zasłonięci". Ale i tak spisali się na
medal. Kapitalna była scena jak najzagorzalszym zwolennikom L.Kaczyńskiego
biła piana z ust na widok młodych z PO. POzdrawiam.
Obserwuj wątek
    • Gość: dux Re: Kaczyński w Lubuskiem IP: *.cwd.waw.pl / 195.164.254.* 19.10.05, 09:15
      Panie redaktorze, proszę mi wytłumaczyć jak można zagrać w tandemie? Może w
      deblu? Chyba że jechali na tym podwójnym rowerze i grali na trąbkach?
    • Gość: *** Re: Kaczyński w Lubuskiem IP: *.gorzow.mm.pl 19.10.05, 09:42
      bunky napisał:

      Ale i tak spisali się na
      > medal. Kapitalna była scena jak najzagorzalszym zwolennikom L.Kaczyńskiego
      > biła piana z ust na widok młodych z PO. POzdrawiam.
      oglądam tv czytam gazety, to normalne przecież zachowanie pis-owców. co innego
      PO toż to uczeni, mądrzy, zdrowi, piękni , wszystko lepiej wiedzący ,
      kulturalni, kochający sld-owców ,pd-owców, pzpr-owców, małych i dużych. kiedy
      beatyfikacja p. Tuska , a może całej organizacji. gdzie mam się zgłosić aby
      zmyć swoją głupotę: wolę PIS i Kaczyńskiego. Z pianą na ustac ***
      pozdrawiam
      • ant777 Re: Kaczyński w Lubuskiem 19.10.05, 10:57
        Mi się też podoba Kaczyński, a zwłaszcza sprawdzanie rodziny do trzeciego
        pokolenia wstecz.
        • Gość: zielonogórzanin Re: Kaczyński w Lubuskiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.05, 15:23
          jak kaczyński zostanie
          prezydentem to to ja
          z tego kraju się wyprowadzam !!!
          • Gość: gorzowianin Re: Kaczyński w Lubuskiem IP: *.gorzow.mm.pl 19.10.05, 16:38
            Szczęśliwej drogi! Byle jak najdalej od Polski.
            • Gość: zielonogórzanin Re: Kaczyński w Lubuskiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.05, 17:13
              nie bądź taki mądry !!!
              • budrys77 Re: Kaczyński w Lubuskiem 19.10.05, 23:43
                Dzięki Unii Droga otwarta, nikt Ciebie tutaj nie trzyma... no i życze
                powodzenia na obcym lądzie
                • budrys77 Re: Kaczyński w Lubuskiem 19.10.05, 23:45
                  Zapominaiłem dodać, że znajomość języków obcych jest raczej porządana, bo co
                  najwyżej możesz nosić workiza 2.5 euro na godzine na czarno:)
                  • budrys77 Re: Kaczyński w Lubuskiem 19.10.05, 23:45
                    aj, miało byc, pożądana...
          • Gość: *** Re: Kaczyński w Lubuskiem IP: *.gorzow.mm.pl 20.10.05, 16:12
            Gozielonogórzanin ść portalu:

            > jak kaczyński zostanie
            > prezydentem to to ja
            > z tego kraju się wyprowadzam !!!

            Kaczyński to oczywiste bandyta, krwopijca, ciemnogród itd . p. Kwaśniewski to
            wzór cnot i partia do której należał też i nie należało opuszczać Polski. to
            ostatecznie do polskich patriotów i robotników strzelał Kaczyński z bratem.

            ''Zielonogórzanin" ksywka wiele tlumaczy .
            • Gość: Piotr TAKI JEST KACZYNSKI IP: *.range86-132.btcentralplus.com 21.10.05, 11:37
              Warszawa prezydenta Kaczyńskiego

              Gdy zadano prezydentowi Warszawy pytanie: "Panie prezydencie, jak Pan
              wytłumaczy fakt, że warszawiacy na Pana nie głosowali?" - Lech Kaczyński nie
              odpowiedział. Dlaczego? Po prostu warszawiacy o pracy prezydenta Warszawy
              niewiele wiedzą. A jeśli coś wiedzą - to wiedza ta jest cząstkowa,
              fragmentaryczna, niepozwalająca na stworzenie pełnego obrazu.
              Spotykałem ludzi, którzy prezydenta Warszawy chwalili, jak też i takich, którzy
              stawiali mu ostre zarzuty. Ponieważ i ja odczuwałem niepokój, bo o wielu
              sprawach nie miałem żadnych informacji - odwiedziłem Wydział Promocji Miasta z
              propozycją, aby stworzyć warszawską gazetę, by Warszawa mogła mieć tak
              znakomite pismo, jakim jest "Kultura i Biznes", wydawane w Łodzi.
              Ale przecież nie trzeba sięgać do obcych wzorów. Warszawa miała swoje wspaniałe
              pismo! Był nim znakomity tygodnik "Stolica". Jak na ironię - pismo zlikwidowane
              przez "pierwszego demokratycznego premiera" natychmiast po objęciu przez niego
              swego urzędu.
              Jakiż to paradoks! Gdy spodziewaliśmy się, że nastanie czas wolności, gdy
              Warszawa z prowincjonalnego miasta sowieckiego imperium miała stać się stolicą
              niepodległego państwa - zabito jej głos, który słyszeliśmy stale w czasie
              bolszewickiego zniewolenia.
              Ocenę tego faktu zostawmy historykom.
              Dodajmy tylko, że wielka wina obciąża też sumienie obecnego Biura Promocji
              Miasta. Jak nam tam powiedziano, Warszawa może się zupełnie dostatecznie
              promować na ostatniej stronie "Metropolu"...
              Zdumiewające! Ostatnia strona brukowej gazety dla Warszawy... Dla miasta, które
              w 1939 i 1944 roku na całym świecie zwane było "sumieniem świata"...
              Pamiętacie słowa prezydenta Stefana Starzyńskiego, który patrząc na płonącą
              Warszawę we wrześniu 1939 roku, mówił na falach Polskiego Radia: "Chciałem, aby
              Warszawa była wielka".
              A myśmy zapomnieli, że była ona wielka także i po kataklizmie II wojny
              światowej, gdy powstawała ze śmierci do życia. Któż to dziś jeszcze pamięta? Po
              tamtej wspaniałej, ale i pełnej przejmującego tragizmu epoce pozostał chyba już
              tylko jeden ślad. Jest nim napis: "Cały naród buduje swoją stolicę". Młodzi
              warszawiacy! Kto z was wie, gdzie wyryte są te słowa?
              Myśmy o tym wszystkim zapomnieli. Od czasów, gdy warszawiacy wydobywali po
              wojnie ukryte w ziemi w czasie okupacji niemieckiej skarby kultury narodowej i
              oddawali je muzeom, oddawali je Skarbowi Państwa - minęły lata, dziesiątki lat.
              Okupacyjna, bolszewicka władza nie promowała takich postaw, ona je skrycie,
              systematycznie zwalczała. To była "przebudowa społeczna", która się, niestety,
              powiodła.
              Od czasów, gdy setki murarzy oddawało całe swe urlopy, aby pracować przy
              odbudowie Warszawy - minęła kolejna epoka. Jeszcze niedawno, może dziesięć lat
              temu, na przystanku tramwajowym zagadnął mnie starszy człowiek: "Panie, ja
              dziesięć lat wywoziłem ciężarówką gruzy Warszawy...".
              I wreszcie nadeszli nowi władcy. Znów minęły lata i okazało się, że nie
              dokładają się do wspólnego dobra, lecz je skrycie wywożą. Trwonią dorobek
              całych pokoleń - i to działo się w Polsce, która miała być wolną III
              Rzeczypospolitą.
              Od dziesiątków lat żyjemy w Polsce w przygniatającej atmosferze zakłamania,
              korupcji, cynicznego trwonienia wspólnego dobra. I to dobra nie tylko
              materialnego - ale i duchowego.
              W czasie coraz powszechniejszej nędzy, teraz już widocznej gołym okiem, pan
              minister kazał pozłocić bramy swego ministerstwa czystym złotem. Czy nie jest
              to nieludzkie i obrzydliwe?
              Zaczynamy się tym wszystkim brzydzić, zaczynamy się w tym dusić, a zwłaszcza
              czuje to młodzież. Pytajcie sami, a dowiecie się, ilu młodych Polaków czuje
              wstyd, że urodzili się w tym rozkradanym, brudnym kraju, gdzie ściany i wagony
              kolejowe są pomazane, kraju bez tradycji, gdzie wydaje się, że nawet najwyższe
              wartości duchowe są udawane, gdzie kradnie się dosłownie wszystko, gdzie obcym
              kapitalistom sprzedaje się źródła w uzdrowiskach, gdzie drwi się z ludzkiej
              pracy, z ludzkiego nieszczęścia i z ludzkich uczuć, gdzie nic nikomu się nie
              chce, na niczym nikomu nie zależy, gdzie nic nie można już zrobić...
              W kraju, gdzie całkiem już chyba zapomniano genialną myśl wielkiego poety,
              zawartą w jego modlitwie: "Niech więcej Twego brzmi Imienia w uczynkach ludzi,
              niż w ich pieśni...".
              Patrzy na ten upadek młode pokolenie, widzi, że nikomu nie zależy na ratowaniu
              tych ludzi, nikt nie ratuje Polski, nikt się o nią nie upomina. Wielu młodych
              nie chce na to patrzeć, bo to wszystko jest chore, nienormalne. Czy jest
              normalnym kraj, który ma dobre ziemie, i który sam mógłby wyżywić pół Europy, a
              który ma milion głodnych dzieci?
              Nie dziwicie się więc, że wielu młodych Polaków chce stąd wyjechać, wstydzą się
              nawet swej historii, bo jej nie znają, bo została zakłamana. Kto będzie chciał
              żyć w kraju, który zapomniał o swej wielkości?
              1 sierpnia 2004 roku, po uroczystościach na Powązkach Wojskowych, podeszła do
              mnie młodziutka harcerka. Pytała o niemiecki obóz zagłady w Warszawie, a potem
              nagle powiedziała:
              - My, harcerze, mamy teraz bardzo poważny problem...
              - Rozumiem, druhno. Pewnie zaganiają was teraz do Unii Europejskiej....
              - To nie to... To coś najważniejszego: my nie wiemy, czy jesteśmy w Polsce
              komukolwiek potrzebni...
              Ta rozmowa dała mi wiele do myślenia. Miałaś rację, nieznana druhno. Przecież
              jedyny program dla młodzieży dotychczas rządzących Polską był taki: Wynocha!
              Won, za granicę, do roboty, do gnoju, za paroba, za stróża, za prostytutkę, za
              ciecia!
              Spytajmy - kto Polskę doprowadził do stanu katastrofy?
              Czy nie po to doprowadzono Polskę do tego stanu, aby zapomniała o swej
              wielkości? I gdy straciliśmy już wszyscy nadzieję, że Bóg ześle nam uczciwego
              przywódcę, polityka, który nie kradnie i nie kłamie, trzy lata temu na ulicach
              Warszawy otrzymaliśmy wspaniałą jednodniówkę PiS. Promieniowało od niej coś, co
              sprawiało, że chciałem od razu to pismo wziąć do ręki. To pismo, rozdawane
              wtedy na ulicach Warszawy, było powiewem i zwiastunem nadziei...
              Czyste myśli, bez ulicznej, codziennej kloaki, myśli zwykłe, rodzinne, domowe,
              uczciwe. Ponad połowa tej gazety poświęcona była młodzieży. Na te słowa
              czekałem od wielu lat. Myśl, że należy ratować największy nasz skarb, jakim
              jest młodzież, była mi bliska przez całe życie.
              Drodzy, kochani P.T. Oponenci! Powiedzcie mi, proszę, czy znacie jakiegoś
              polityka, który zrobił tak wiele dla młodzieży?
              Był taki, co obiecał młodym mieszkania. Ale, że sam wychował się na światłych
              wzorach w PZPR, więc droga mu była dewiza: Wicie, towarzyszu, jak partia mówi,
              że nie da, to nie da, a jak partia mówi, że da, to mówi!
              Po obaleniu rządu premiera Jana Olszewskiego, w 1993 roku, jak za pociągnięciem
              sznurka - zlikwidowano wszystkie zajęcia pozalekcyjne w szkołach - koła
              historyczne, fizyczne, matematyczne, sportowe, teatralne. Jak mówili
              nauczyciele - 10 milionów młodych Polaków poszło "z kluczem na szyi" na ulicę,
              w ręce świata przestępczego...
              Na skutki nie trzeba było długo czekać. Za winy dorosłych, którzy nie umieli
              chronić młodzieży przed demoralizacją - największą cenę zapłaciła sama
              młodzież, odsiadująca potem wyroki w zakładach karnych i poprawczych.
              Prezydent Warszawy Lech Kaczyński przyszedł w porę, aby ocalić młodych. Nie
              zapomniał o swych obietnicach. Natychmiast po objęciu swego urzędu rozbudował
              wspaniałe akcje opieki nad młodzieżą: "Zima w mieście", "Lato w mieście", a
              potem powiększył całoroczne zajęcia pozalekcyjne w warszawskich szkołach.
              Ratuje młodzież z rąk świata przestępczego. Obiecał walczyć z narkomanią.
              Dotrzymał także i tego danego nam słowa.
              Ale spójrzcie, jak ciekawie pomyślał o owej "zimie" i o "lecie". Dzieci, które
              mieszkają poza granicami miasta, przyszły na zajęcia do warszawskiej szkoły i
              też dostały obiad, i brały udział w zajęciach. A więc - to już jak w rodzinie -
              nie musisz pokazać kartki na obiad, tylko jes
              • Gość: Piotr TAKI JEST KACZYNSKI c.d. IP: *.range86-132.btcentralplus.com 21.10.05, 11:43
                Ale spójrzcie, jak ciekawie pomyślał o owej "zimie" i o "lecie". Dzieci, które
                mieszkają poza granicami miasta, przyszły na zajęcia do warszawskiej szkoły i
                też dostały obiad, i brały udział w zajęciach. A więc - to już jak w rodzinie -
                nie musisz pokazać kartki na obiad, tylko jesz, kiedy jesteś głodny.
                Prezydent wie, że dzieciom potrzebny jest ruch. Więc zdobywa pieniądze na nowe
                boiska z tartanu, zbudował już wiele tych obiektów. Szykuje dzieciom lodowiska
                w zimie.
                Jest wreszcie w Warszawie prawdziwy gospodarz, niech więc będzie gospodarzem
                całej Polski! A młodzieży zgotował najpiękniejszy z prezentów: ofiarował jej
                coś, o czym młodzież marzyła sześćdziesiąt lat. Powiedział jej, że nie było nic
                piękniejszego pod słońcem od dnia 1 sierpnia 1944 roku. ...Że warto było
                urodzić się i żyć w wolnej Polsce, że warto było bronić życia - nawet płacąc za
                to własnym życiem, aby stać się ziarnem zasiewu dla przyszłych czasów,
                kamieniem rzucanym przez Boga na szaniec pod budowę Królestwa Bożego... Że
                warto było wypłynąć na głębię... Warto było doczekać czasu, gdy wielki Papież o
                nich to powiedział...
                Bo że nie mówił tego o nas, to jest przecież pewne. Jeśli my zdobędziemy się,
                aby razem wypłynąć na głębię, to powiedzą to o nas przyszłe pokolenia...
                Więc takie słowa usłyszała tamta młodzież, która wypłynęła na głębię 1 sierpnia
                1944 roku.
                Jakże żal, że nie wszyscy doczekali tej chwili! Że nie doczekał jej także
                porucznik "Metody" i inni...
                Ale słowa te prezydent Warszawy ofiarował także i tej młodzieży, która dziś
                dopiero wznosi skrzydła do lotu, która dziś szuka swej drogi przez świat. Jej
                te słowa były jeszcze bardziej potrzebne. Wskazały kierunek lotu, stały się
                drogowskazem, ratowały od zagubienia się w obcym, niezrozumiałym świecie.
                I wreszcie stało się... Codziennie przechodziłem przez plac Powstańców Warszawy
                i patrzyłem: czy jeszcze płonie znicz? Jest, jeszcze jest, jeszcze płonie!
                Aż nadszedł 4 października 2004 roku. Piękna to była uroczystość, jakoś dziwnie
                rosiły się oczy. Zabrzmiały pieśni Powstania. A potem - harcerze odnieśli
                płonący znicz na pochodniach do Muzeum Powstania Warszawskiego. I tak powstała
                twierdza pamięci - na zawsze, na wieczne czasy...
                Więc czy nie jest tak, że na firmamencie polskiej polityki pojawił się wreszcie
                prawdziwy przywódca? W Polsce wielkim zwano tylko tych, którzy zdobyli się na
                wielkość moralną. Czas to pokaże, ale Lech Kaczyński już potrafił powiedzieć
                wielkim tego świata słowa prawdy, których oni może nigdy jeszcze w życiu nie
                słyszeli.
                Wieczorem, 1 sierpnia 2004 roku, powiedział obecnym wtedy w Warszawie wielkim
                politykom świata: "W życiu ludzkim, czy to w życiu pojedynczych ludzi, czy w
                życiu całych społeczeństw, liczy się tylko prawda, sprawiedliwość, życzliwość,
                uczciwość i honor. Reszta to piasek...".
                To były ważne słowa. Prezydent Warszawy powiedział całemu światu dokładnie to
                samo, co sześćdziesiąt lat temu mówił światu jego ojciec - powstaniec Warszawy.
                Nie żyjemy w świecie baśni. Tylko w telewizorze jest dobry, wirtualny świat.
                Rzeczywistość jest inna. Na Wschodzie i na Zachodzie trwa bezwzględna walka o
                własne interesy. W walce tej liczą się tylko ci, którzy są twardzi, którzy
                potrafią się zdobyć na odwagę. W walce tej mięczaki nie mają żadnych szans. To
                mięczakom zawdzięczamy rurę przez Bałtyk, bo nie umieli powiedzieć: nie.
                Liczą się tylko ludzie twardzi, którzy mają stalowe nerwy i mają odwagę mówić
                prawdę. Takim jest prezydent Warszawy. To on przedstawił straty Warszawy w celu
                zastopowania żądań niemieckich.
                Więc nie czekajmy, z jakiej Polski będziemy dumni. Z tej, która pięć milionów
                naszych braci i sióstr uczyniła bezrobotnymi, niewolnikami na własnej ziemi?
                Czy z tej, która pół miliona Polaków wygnała z własnego domu?
                Czy raczej z tej, którą zwiastował Ojciec Święty Jan Paweł II Wielki? Polski
                solidarnej, szlachetnej, uczciwej, sprawiedliwej. Do takiej Polski całym życiem
                idzie prezydent Warszawy.
                Państwo polskie jest rozkradzione. Mamy ponad 430 miliardów złotych długu
                wewnętrznego, 140 miliardów USD długów zewnętrznych, gospodarka jest w ruinie.
                Przyszły prezydent będzie musiał stawić czoła nieprawdopodobnym, heroicznym
                zadaniom, aby uratować Polskę. Powinien być przygotowany bilans otwarcia, który
                dla każdego z nas może być szokiem. I przede wszystkim musi nakarmić głodne
                dzieci, głodnych ludzi, obudzić w nich nadzieję.
                Bo przecież nie można mówić o sprawiedliwości, gdy ludzie są głodni. Podstawowa
                sprawiedliwość człowieka jest ta: nikt z naszych braci nie może być głodny,
                nikt nie może umierać lodowatą śmiercią wśród zimowej zamieci...
                To jest sprawiedliwość, to jest solidarność, to jest chrześcijaństwo...
                Czy nie jest tak, jak powiedział Ignacy Jan Paderewski: "Nie walczymy o Polskę
                panów ani Polskę chłopów, o Polskę socjalistyczną, kapitalistyczną,
                demokratyczną czy robotniczą. Walczymy o Polskę jedyną, wielką, niepodległą,
                sprawiedliwą matkę dla wszystkich swych wiernych dzieci...".
                Władysław A. Terlecki

                Autor jest muzykologiem, przewodniczącym Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność"
                Filharmonii Narodowej w Warszawie, a także przewodniczącym Komitetu
                Upamiętnienia Ofiar Obozu Zagłady Konzentrationslager Warschau. Jest również
                członkiem Zarządu Oddziału Warszawskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem. Od
                lat w mediach walczy o prawdę o rzeczywistej liczbie ofiar obozu KL Auschwitz.

    • Gość: ZIELONKA Re: Kaczyński w Lubuskiem IP: 80.51.233.* 21.10.05, 14:02
      Zieloną Góre odwiedzili już wszyscy tegoroczni kandydaci na prezydenta (a
      niektózy nawet kilka razy) i każdy z nich mówi to samo, a tak naprawde to
      pewnie nic nie zrobią.
      • landy Re: Kaczyński w Lubuskiem 21.10.05, 14:04
        zielonka
        mozna w tobie pogmerac?
        • amotken I te wspaniałe osiągnięcia,Piotrze,spowodowały, 22.10.05, 13:54
          że Kaczor z kretesem przegrał wybory w W-wie? A to niewdzięczny lud..
          A swoją drogą skąd ściągnąłeś ten panegiryk, za ile i kto ci kazał?
          • Gość: zielonogórzanin Re: I te wspaniałe osiągnięcia,Piotrze,spowodował IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.05, 14:32
            słuchajcie jest cisza
            przedwyborcza !!!
            • budrys77 Re: I te wspaniałe osiągnięcia,Piotrze,spowodował 22.10.05, 14:39
              i dzięki Bogu!!!!:))))))))) Od kwietnia mamy kampanię i mam już dosyć.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka