rafal_zapadka
10.07.06, 09:26
Mamy do czynienia z pełzającym zamachem stanu, który realizują: krajowa grupa
trzymająca władzę (w tym PO, byli i być może obecni funkcjonariusze służb
specjalnych), oraz grupy trzymające władzę w NRF, Izraelu (rząd tego państwa
ośmielił się jawnie zażądać zmian kompetemcji polskiego ministra !!!) i UE.
W tej sytuacji PiS zrobił to co opisał Stanisław Michalkiewicz:
"Wobec zmasowanego ataku, jaki zagrożona w swoim istnieniu razwiedka i jej
rozbudowana agentura od co najmniej miesiąca przypuszcza na rząd i prezydenta,
Jarosław Kaczyński zdecydował się przejąć osobiste sterowanie rządem. Nie
wchodząc w ocenę skuteczności Kazimierza Marcinkiewicza jako premiera i jego
lojalności wobec partii, która rekomendowała go na stanowisko premiera i wobec
Jarosława Kaczyńskiego, warto zwrócić uwagę na wypowiedź Andrzeja Urbańskiego,
który powiedział, że w otoczeniu premiera były osobistości gotowe storpedować
ustawę o rozwiązaniu Wojskowych Służb Informacyjnych.
michalkiewicz
Jeśli to prawda, byłby to wystarczający powód do przejęcia przez Jarosława
Kaczyńskiego ręcznego sterowania rządem. Kropkę nad „i” postawiła rozmowa
Kazimierza Marcinkiewicza z Donaldem Tuskiem. Wydaje się to wprawdzie
niewiarygodne, ale ostatecznie niczego wykluczyć nie można; również i tego, że
Kazimierz Marcinkiewicz zapomniał, skąd wyrastają mu nogi i stosunkowo wysoki
poziom jego osobistej popularności bierze się w znacznej mierze stąd, że
piastuje stanowisko premiera, na które rekomendowało go PiS.
michalkiewicz
Warto też zwrócić uwagę na komentarze, jakimi opozycja opatruje zmianę na
stanowisku premiera. Jeszcze do niedawna rząd premiera Marcinkiewicza uważany
był za najgorszy, podobnie zresztą, jak i on sam. Mówiono, że jedyne, co umie,
to autoreklama i tak dalej. Od wczoraj natomiast Kazimierz Marcinkiewicz jest
przedmiotem zachwytów Ryszarda Kalisza, jaki to z niego był znakomity premier
i jakie paroksyzmy dotkną Polskę z powodu jego dymisji. Najwyraźniej komuchy
bardziej boją się premiera Kaczyńskiego, niż premiera Marcinkiewicza, a to
znaczy, że w sytuacji wojny o przetrwanie, jaką razwiedka właśnie prowadzi z
rządem i prezydentem, było to posunięcie trafne.
michalkiewicz
Co więcej – zapowiedź kandydowania Kazimierza Marcinkiewicza na prezydenta
Warszawy komplikuje plany Platformie. Nie jest wykluczone, że w tej sytuacji
Hanna Gronkiewicz-Waltz i związani z nią działacze PO będą naciskali na Tuska,
Schetynę i Rokitę, by Platforma przystąpiła do porozumienia SLD-SDPl i PD, w
nadziei na zwiększenie szans „naszej Hani kochanej” na prezydenta Warszawy w
konfrontacji z Kazimierzem Marcinkiewiczem."
www.michalkiewicz.pl