Dodaj do ulubionych

Wiersze Germanusa

01.04.03, 01:05
Tu i ówdzie zaplątało się kilka moich wierszy, głównie gorzowskich. Ale nie
tylko takie piszę. Więc może co jakiś czas podrzucę jakąś myśl nieporadną...
Wdzięczny będę za uwagi. Miłego tygodnia.
Na początek coś zupełnie nieprimaaprilisowego. Mam nadzieję, że nikogo nie
nabiorę na swoje poglądy.

Z cyklu: Mych myśli worek

Pierwszego kwietnia, cd.

Dziś pierwszegio kwietnia, dziś prima aprilis,
uważaj na żarty, albo się pomylisz,
lecz mi nie do śmiechu, wiców nie urządzam,
pełen ludzkiej troski przez morze spoglądam

Argumenty gubię, powodu nie patrzę,
nie jestem ciekawy, dlaczego i zasię,
myślą, sercem, duszą jestem z przegranymi,
nie ma nic śmiesznego w wojnie na pustyni

Dniem walki pancerne, naloty po nocy,
pułapki i miny, natarcie piechoty,
samobójczy atak i strzały zza węgła
i płonące szyby, jak w przedsionku piekła

Siła propagandy, zgroza, przerażenie,
nasze jest zwycięstwo, a wasze zniszczenie,
wygramy, przegracie, kopiemy wam groby,
nasz powód ważniejszy, dyktator zwalony

A w tym wszystkim ludzie, co nie chcą niczego
ponad swoje prawo do życia godnego,
prawa do pokoju, do życia bez strachu, ,
choćby ich ojczyzna była łachą piachu

Więc ja się nie śmieję w ten prima aprilis,
nie wołam uważaj, albo się pomylisz,
żartów nie urządzam, obca jest mi zmyła,
dosyć się już ludzkość dzisiaj pomyliła

31 marca 2003
Obserwuj wątek
    • Gość: Lepian Re: Wiersze Germanusa IP: *.dip.t-dialin.net 01.04.03, 11:31
      Germanus, mnie nabrales na swoje poglady wierszem pisane. Obiecaj, ze czesciej
      bedziesz pisal wiersze.

      Powodzenia
      • germanus Re: Wiersze Germanusa - Co chwila 04.04.03, 06:01
        Z cyklu: Mych myśli worek

        Co chwila

        Milknę co chwila, może przysypiam
        nie daję światu myśli mych poznać
        jakbym nie wiedział, co niesie chwila
        a może nie wiem i zbyt się troskam.
        Może powagi braknie mi codzień
        za bardzo śpieszę do zwykłych zajęć
        może nie lubię, gdy coś mnie bodzie
        albo nie pragnę dosyć wytrwale.

        A może tylko ktoś nie chce czytać
        bo co po wierszach schowanych w grobie
        a może tylko nie może wytrwać
        odrzuca wiersze z braku łez w sobie.
        Kto chce mi zamknąć na zawsze usta
        a kto chce ze mną mówić od wczoraj
        kto nie chce rymów od serca słuchać
        a kto pod lipą siada z wieczora.

        Siada szeroko, z wygodą wszelką
        rozkłada kartki w lewo i w prawo
        płyn z konfiturą miesza łyżeczką
        czyta z namysłem i ma za mało.
        Co chwila wraca do pierwszej linii
        co chwila płonie ogniem przyjaźni
        nie wierzy oczom, powtarza w myśli
        wersety składa z kart wyobraźni.

        Co chwila oczy mgiełką przesłania
        co chwila milczy, jutro odgania.

        • germanus Re: Wiersze Germanusa - Jedna 12.04.03, 04:45
          Z cyklu: Mych myśli worek

          Jedna

          Jeden promyk słoneczny chcę złapać dla ciebie,
          jeden pączek wiosenny wybrać z krzaka ciszy,
          jeden kwiatek majowy znaleźć w gwiezdnym stepie,
          jedną nitkę księżyca ściągnąć z bladej niszy.

          Dać miejsce na świecie, gdzie popiół nie sięga,
          gdzie zielono, nie czarno, gdzie żółto, nie szaro,
          ponad smutek cię wynieść, wysoko jak tęcza,
          pomalować żal w paski, a żałość na biało.

          Do parku zapomnienia wysłać piórko w darze,
          albo płatek spokoju, albo listek zwierzeń ,
          za przyjaźni dekady, gdy brałem w nadmiarze,
          czerpałem pełną garścią, a dałem niewiele.

          A teraz gdym daleko, przez ocean sięgam,
          i widzę, co straciłem, choć nie tęsknię przecież,
          i zgubić, co mam tutaj, wcale się nie lękam,
          by przyjaźni twej dotknąć, jednej takiej w świecie.
          • bart.q przysyłaj więcej (nt) 13.04.03, 13:17
            • germanus Re: Wiersze Germanusa - Już nie 13.04.03, 21:41
              W przeddzień pierwszej rocznicy śmierci mojej matki...
              Po wojnie mieszkała krótko w Gorzowie. Potem tańczyła w balecie Opery
              Poznańskiej, a konwalie były jej ulubionymi kwiatami. Jeszcze później
              przywiozła mnie do Gorzowa i ochrzciła w Katedrze. I już nie tańczyła, choć tak
              lubiła...

              Z cyklu: Mych myśli worek

              Już nie

              Już motyl baletu nie wzleci
              na łące parkietu nie siądzie
              konwalia rankiem nie wzkwieci
              na leśnej sypialni pobłądzi

              Motylek jak życie leciutki
              niekształtny admirał chodzika
              przez chwilę przepełza malutki
              zgarbiony pod losem ludzika

              Bukiecik konwalii z pościeli
              na kwietnia dywanie tańczony
              do nocnych zapomnień bezbieli
              z piątego żywiołu wyśniony

              Już motyl konwalii nie czeka
              konwalia motyla nie ściga
              zakryła dzwoneczki powieka
              a skrzydło zawisło w bezśmigach
              • Gość: lepian Re: Wiersze Germanusa - Już nie? IP: *.dip.t-dialin.net 14.04.03, 15:50
                Germanus, nie masz pojecia, jak sie ucieszylem, ze "Juz nie", to twój wiersz, a
                nie oficjalne pozegnanie naszego forum.


                • j24 Re: Wiersze Germanusa - Już nie? 06.05.03, 14:48
                  Gość portalu: lepian napisał(a):

                  > Germanus, nie masz pojecia, jak sie ucieszylem, ze "Juz nie", to twój
                  > wiersz, a nie oficjalne pozegnanie naszego forum.

                  Twa radość nie była aby przedwczesna ?
          • Gość: lepian Re: Wiersze Germanusa - Jedna-Einzigartige IP: *.dip.t-dialin.net 15.04.03, 12:29
            germanus napisał:

            > Z cyklu: Mych myśli worek
            >
            > Jedna
            >
            > Jeden promyk słoneczny chcę złapać dla ciebie,
            > jeden pączek wiosenny wybrać z krzaka ciszy,
            > jeden kwiatek majowy znaleźć w gwiezdnym stepie,
            > jedną nitkę księżyca ściągnąć z bladej niszy.
            >
            > Dać miejsce na świecie, gdzie popiół nie sięga,
            > gdzie zielono, nie czarno, gdzie żółto, nie szaro,
            > ponad smutek cię wynieść, wysoko jak tęcza,
            > pomalować żal w paski, a żałość na biało.
            >
            > Do parku zapomnienia wysłać piórko w darze,
            > albo płatek spokoju, albo listek zwierzeń ,
            > za przyjaźni dekady, gdy brałem w nadmiarze,
            > czerpałem pełną garścią, a dałem niewiele.
            >
            > A teraz gdym daleko, przez ocean sięgam,
            > i widzę, co straciłem, choć nie tęsknię przecież,
            > i zgubić, co mam tutaj, wcale się nie lękam,
            > by przyjaźni twej dotknąć, jednej takiej w świecie.


            Germanus, postanowilem sprawic i Tobie przyjemnosc i przelozylem Twój wiersz na
            jezyk germanski, wszak fajny jest ten Twój przydomek

            Einen Sonnenstrahl will ich Dir fangen
            Eine Frühlingsknospe aus der Staude der Stille auswählen
            Ein Maiblühmchen in der Sternsteppe auffinden
            Einen Mondfaden von der blassen Nische herunterlassen

            Einen Platz auf der Welt übereigen, wo Schutt und Asche nicht hineinreicht
            Wo es grün, nicht schwarz ist, gelb nicht grau
            Sich über die Trauer erheben, hoch wie der Regenbogen
            Die Betrübnis mit Streifen bemalen, und Wehmut weiß

            In den verschollenen Park eine Feder als Gabe hineinschicken
            Einen Streifen der Ruhe, oder ein Blättchen der Vertraulichkeit
            Nach der Freundschaftsdekade, als ich im Überfluss genommen
            Mit vollen Händen geschöpft, und wenig zurückgegeben hatte

            Nun in der Ferne, über dem Ozean will ich hinlangen
            Und sehe ein, was verloren gegangen war. Ohne Sehnsucht
            Und verliere, was ich hier hab’ Ohne Furcht
            Um Deine Freundschaft zu erfahren, die einzigartige



            • germanus Re: Wiersze Germanusa - 15.04.03, 23:44
              Dzieki, Lepien. Ogromnie mi milo.
              Co prawda, wbrew pseudonimowi, nie znam teraz biegle niemieckiego (znalem
              kiedys, albo prawie biegle), ale poczytalem z duza przyjemnoscia. Ciesze sie
              bardzo, ze zechciales mi poswiecic az tyle czasu i wysilku.
              Rewanzuje sie najlepiej, jak umiem. Jesienia listek akacji upadl na progu
              mojego domu:

              Z cyklu: Mych myśli worek

              Akacja

              Co jeszcze trzeba mi zapomnieć,
              gdy sięgam po listek akacji,
              suchutki i mały, skurczony,
              ach, ileż w listeczku przypomnień,
              z Podlesia dziecięcych wakacji,
              gdzie wuj Jan uprawiał zagony.

              Gdzie ciotka Jagusia kochana
              nie znała chwileczki wytchnienia,
              gdzie Zosia, cioteczka zgarbiona
              różańcem dzień długi żegnała,
              gdzie kłamstwo nie miało schronienia,
              Maryja mieszkała wielbiona.

              Listeczek w powietrzu wirował,
              żółciutki, podłużny listeczek,
              aż wiatr go zaprosił pod daszek,
              i dał mu odpocząć przy schodach,
              i wspomniał kompoty cioteczek,
              przypomniał, jak śmiał się wujaszek.

              Spoglądam na listek w różańcu,
              zapomnieć nie chciałem, lecz przecież
              pamięci nie zawsze starczało,
              tak wiele tych listków na ganku,
              tak wiele dziesiątków uniesień,
              tak wiele niechcący się stało…

              Milego wieczora
              • germanus Re: Wiersze Germanusa - Mieszkanie 19.04.03, 01:06
                Wakacyjne, swiateczne, a wiec i wielkanocne wspomnienie sprzed lat.
                Wesolych Swiat, duzo slonca, usmiechu, zadowolenia G

                Z cyklu: Sonety gorzowskie

                Mieszkanie

                Takie zwykłe mieszkanie, korytarz przez środek,
                po lewej dwa pokoje, dwie sypialnie, wnęka,
                po prawej duża kuchnia i wąska łazienka,
                całości zaś dopełniał stołowy z balkonem.

                Sypialnie od północy, zwykle nieco chłodne,
                z drugiej strony słonecznie, i zimą, i latem,
                ogrzewanie piecowe, ciepła woda czasem,
                malowane podłogi i mebelki proste.

                Takie zwykłe mieszkanie, a jednak niezwykłe,
                dla mnie było jedyne, najcieplejsze w mieście,
                ciepłe słowem babcinym, każdym gestem nikłym,

                ciepłe dziadka staraniem, bym wyzdrowiał wreszcie,
                i babci ciepłą prośbą, abym nawlókł igłę,
                ogrzewane sercami, jedynymi w świecie.
                • germanus Re: Wiersze Germanusa - Sherry 28.04.03, 04:59
                  Z cyklu: Satyryk też człowiek

                  Sherry

                  Nie za rzeką, nie za górą, nie za morzem,
                  wrażeń głodny, bez ciężaru upokorzeń,
                  zbuntowany, nie-samotny, nie-jedyny,
                  wciąż radosny, młody, rześki i szczęśliwy.

                  A więc piję słodkim sherry twoje zdrowie
                  ciągle wczoraj, dzisiaj jeszcze, jutro znów
                  sherry z winnic ontaryjskich dobrze wchodzi,
                  przypomina, by nie stracić wiary w cud.

                  Już myślałem, że zmarniałeś, przędziesz cieńko,
                  tej pomyłki nie wybaczysz, mi tak prędko,
                  a tymczasem zawodowo, pniesz się w górę,
                  książki piszesz, osiągnąłeś profesurę.

                  A więc piję słodkim sherry twoje zdrowie,
                  co wieczora, gdy z wspomnieniem wątłym gram,
                  sherry z winnic ontaryjskich dobrze wchodzi,
                  nie pozwala zamknąć zardzewiałych bram.

                  Miałeś kłopot, sam walczyłeś, jesteś orzeł,
                  grasz twardego, nadludzkiego nawet może,
                  wreszcie piszesz kartkę w święta - w górę idę,
                  nie mam pecha, mam sukcesy w mej dziedzinie.

                  A więc piję słodkim sherry twoje zdrowie,
                  gdy siedzimy na tarasie w cieniu tuj,
                  sherry z winnic ontaryjskich dobrze wchodzi,
                  za pomyślność, za sukcesy, za twój ród.

                  A więc piję słodkim sherry wasze zdrowie,
                  gdy wspominam wspólnych marzeń złudny miód,
                  sherry z winnic ontaryjskich dobrze wchodzi,
                  za pomyślność, za sukcesy, za wasz trud...
                  • Gość: Bernard Re: Wiersze Germanusa - Sherry IP: *.ed.shawcable.net 07.05.03, 06:38
                    Dla bobra jestka polskiego i zdrowia umyslowego uczestnikow forum...
                    Na milosc boska.........
                    Przestan



                    • bart.q przysyłaj dalej, Germanus 07.05.03, 17:32
                      Gość portalu: Bernard napisał(a):

                      > Dla bobra jestka polskiego

                      Bobry ponoć w okolicach Warty pogryzają. Jestków nie widziałem.
                      • germanus Wiersze Germanus - Bóbr 08.05.03, 01:35
                        Ten niezamierzony bóbr z wpisu powyżej przypomniał mi starszą już serię
                        rymowanek o losach emigrantów. Był tam i bóbr, którego daję niżej. Ale uwaga,
                        proszę zrozumcie - to jest bez złośliwości i bez obrażania. To opisy
                        najprawdziwszych losów najprawdziwszych ludzi, którzy w ten sposób mogą
                        pozostać anonimowi. Swego czasu podobało się to (ta seria) dosyć i co najmniej
                        kilka rymowanek zostało wydrukowanych. Tytuł cyklu pochodzi z poznańskiego -
                        tam się na ogród zoologiczyn mówi zolog. Pozdr

                        Z cyklu: Chodźmy do zologu

                        Gryzonie: część I. Bóbr

                        Byłeś jednym z tych nielicznych zapaleńców,
                        którzy sami do Kanady przyjechali,
                        gdzieś starałeś się zaczepić, no i w końcu
                        lew ze słoniem jakiś kąt ci wyszukali.

                        Jak bóbr mały pokręciłeś się wokoło,
                        tu podgryzłeś, tu ogonem przyklepałeś.
                        Zanim żonie załatwiłeś jej sponsorstwo,
                        znałeś knajpy, setkę dziewuch przeleciałeś.

                        Psuć zaczęło się to wszystko na lotnisku,
                        odwykliście już od siebie przez te lata.
                        Chwilę grałeś główną rolę w widowisku,
                        ale z wolna stawialiście sobie pata.

                        Gdyby chociaż zawodowo było lepiej,
                        gdyby konto w banku rosło w miarę równo,
                        może to by wniosło życia chęci więcej,
                        lecz nie stało się i kryzys rósł wolniutko.

                        Jeszcze tylko kilka kłótni i zdrad kilka,
                        jeszcze tylko w łóżku kilka niepowodzeń,
                        jeszcze tylko w dziób jej dałeś, by zamilkła,
                        już sam mieszkasz i nie marzysz o niej codzień.

                        Dom budując, las zwaliłeś w bobra sposób,
                        z internetem spędzasz teraz czasu większość,
                        choć nie można dotknąć ciałek tamtych osób,
                        to nie skarżysz się losowi na oziębłość.
                        • germanus Re: Wiersze Germanus - Oko satyryka 09.05.03, 05:35
                          Jak już się lekko wychyliłem i zaprezentowałem Państwu rymowankę satyryczną o
                          bobrze, to idąc za ciosem (słabym zresztą) odważam się pokazać również starszą
                          tłumaczącą nieco moją postawę zawodowego prześmiewcy, którą zresztą dawniej
                          zwykle rozpoczynałem współpracę z wydawcami (coś na kształt mojego motto).

                          Z cyklu: Rzeczywistości wbrew

                          Oko satyryka

                          Siedzisz spokojnie i nic nie robisz,
                          lub idziesz sobie, a może stoisz,
                          słówka nie rzeczesz, więc się nie pysznisz,
                          nie śmiesz drgnąć nawet i nic nie myślisz.
                          I się łudzisz, że masz sposób,
                          jak unikna się kłopotów...
                          Nie!

                          Bo się oko satyryka
                          nie domyka,
                          ciągle wkoło patrzy krzywo
                          widzi dziwo,
                          ręka sama szuka pióra
                          i papióra,
                          obsmarować należycie
                          twoje życie.

                          Zjadasz obiadek, nożem nie władasz,
                          idziesz przed siebie, potkniesz się, padasz,
                          jedziesz gdzieś autem, albo na koniu,
                          wywijasz kozła w drodze do domu.
                          I się łudzisz, że nie widzę,
                          albo widząc, nie opiszę.
                          Nie!

                          Bo satyryk ma swe oko
                          naokoło,
                          ciągle szuka dziury w całym
                          świecie małym,
                          ręka jego maże, smoli
                          i bazgroli,
                          opisuje z życia gradki,
                          twoje wpadki.

                          Dziś bierzesz udział w wartkiej dyskusji,
                          jutro relacje zdajesz z ekskursji,
                          połkniesz sylabę lub dodasz słówko,
                          zmylisz przypadek z błędną końcówką.
                          Potem łudzisz się, człowiecze,
                          że to jakoś się upiecze.
                          Nie!

                          Bo satyryk na krzesełku
                          lub zydelku
                          usiadł z boku, błędy łapie,
                          groźnie sapie,
                          głupstwa zlicza, żarty stroi
                          i swawoli,
                          bez szacunku krytykuje
                          i pomstuje.

                          Widzisz teraz, mój kochany, moja droga,
                          że jedyny sposób, to się nie przejmować.
                          Robić swoje, w dzień i w nocy, życiem cieszyć,
                          być gotowym się wystawić, dać ośmieszyć.
                          Lub -

                          Nie zadawać się z łobuzem
                          satyrykiem,
                          brać go łukiem, albo bokiem,
                          lewym bykiem,
                          wszystkich rozmow, spoufaleń
                          z nim unikać,
                          i broń Boże żadnych wizyt
                          u komika.
                          O!

                          PS Dać więcej tego zologu?
                          • germanus Re: Wiersze Germanus - Koń 14.05.03, 04:56
                            O koniach, czyli początkach. Są cztery. Nastąpią. Ciekawym reakcji.

                            Z cyklu: Chodźmy do zologu

                            Konie: część I. Koń

                            Wbici w plusze, miękkość poduch, kanap skóry
                            Między parkiet oraz ściany z obrazami
                            I wgapieni w telewizor dwumetrowy
                            Swe początki ledwo-ledwo pamiętamy

                            Kiedy wrócisz z pracy nowym samochodem
                            Zaparkujesz i przystaniesz w cieniu świerka
                            Spojrzysz władczo na swój domek odjazdowy
                            Wspomnij czasem pierwsze chwile poniewierki

                            Na lotnisku emigranci na bok poszli
                            Krótki wywiad, przegląd mienia, stemple dali
                            Dzieci spały, do hotelu cię zawieźli
                            Formalności urzędowe pół dnia trwały

                            Ktoś ci pomógł, wskazał pierwsze małe lokum
                            Pół etatu ci załatwił u Chińczyka
                            I nie było spożywczego na twym rogu
                            Po zakupy cię podwoził swoją bryką

                            Po miesiącu zlądowałeś w uczniów tłumie
                            Ze zdziwieniem zgadywałeś, kto jest skąd
                            Pan spokojnie wytłumaczył całej grupie
                            Jak twe imię, to jest okno, a to koń

                            Wreszcie papier otrzymałeś, na nim pieczęć
                            Nowy język - mówisz, piszesz i rozumiesz
                            Zmieniasz pracę, cały etat, prężysz mieśnie
                            Patrzcie na mnie, tak Canadę się buduje
                            • germanus Re: Wiersze Germanusa - Konik 19.05.03, 00:26
                              Z cyklu: Chodźmy do zologu

                              Konie: część II. Konik

                              Zbudowałeś, już nie mięśnie, prężysz zwoje
                              Spać nie możesz, znów cię nosi, znów ci mało,
                              Świerku cień ci nie wystarcza, musisz dowieść
                              Żeś z natury niespokojnym zawadiaką

                              W Polsce kumpel z two-by-fourów domek stawia
                              Młodszy kuzyn tłoczy kapsle w zgniłej szopie
                              Rozkręciła jakiś business ciotka stara
                              A twój szwagier podrożuje po Europie

                              Zazdrość w oku, w mózgu burza, coś tu nie gra
                              Przecież po to wyjechałeś, taki orzeł
                              A tam gościom się powodzi całkiem nieźle
                              I jak dawniej, zamiast lepiej, znów jest gorzej

                              Patrzysz Polska, mówisz Polska, myślisz Polska
                              Patrzysz - jakby jakąś firmę tam otworzyć
                              Mówisz - trzeba ruszyć stąd, by nie zwariować
                              Myślisz - że przewałę ostrą umiesz zrobić

                              Więc sprzedajesz swą chałupkę w cieniu świerka
                              Rzucasz pracę, żegnasz kumpli, robisz długi
                              Wstawiasz brykę i dóbr stosy w kontenerki
                              Ciągniesz mienie przesiedleńcze po raz drugi

                              Skok daleki - ruch konika szachowego
                              W starym kraju kanadyjskie piętno odgnieść
                              Z samolotu zbiegasz na dół pewny swego
                              Za pół roku ci nie skoczy żaden koleś
                        • marek_p Re: Wiersze Germanus - Bóbr 19.05.03, 22:34
                          germanus napisał:

                          > Ten niezamierzony bóbr z wpisu powyżej przypomniał mi starszą już serię
                          > rymowanek o losach emigrantów.

                          Super! Fajnie wierszydło i życiowe.


                          Nie wiem, czy Germanus wspominał Wam, że będzie w lipcu w Polsce.
                          Będzie też w Gorzowie.

                          Nie wiem jak Wy, ale ja z przyjemnością bym wypił pifko jedno i drugie...
                          • germanus Re: Ma racje, dac mu pifka 19.05.03, 23:19
                            Wychodzi na to, ze Marek ma racje. To bedzie zapewne w okolicach 23-24 lipca.
                            Umowmy sie, co? Borys?!?!?! Kto jeszcze?? (sorka, ze nie wymieniam wszystkich,
                            ale wszystkich lubie, nawet tych zadziornych)
                            • germanus Re: Wiersze Germanusa - Źrebak 21.05.03, 05:40
                              Z cyklu: Chodźmy do zologu

                              Konie: część III. Źrebak

                              Powitania, stos prezentów, zapewnienia
                              Liczysz na nią, bo rodzina chce ci pomóc
                              A na dowód nawet daje pół mieszkania
                              Może ciasno, ale proszę, to wasz pokój

                              Niezrażony w bój wyruszasz, najpierw szkoła
                              Dzieci mają zaległości, nie ma rady
                              Egzaminy, lub dwie klasy się je cofa
                              Niech pocierpią, jak zachciało się Canady

                              Lekko ścięty bieg zaczynasz wcześnie rano
                              Po tygodniu widzisz jasno, jak na dłoni
                              Że tor przeszkód dla źrebaka zbudowano,
                              By urzędnik miał żyć z czego wśród tych koni

                              Podrażniony i spłukany w czyn wprowadzasz
                              Swe idee, chociaż działasz po omacku
                              Dać ochronę chce dwóch panów, a ty stwierdzasz,
                              Że obrazek nie pasuje do obrazka

                              Więc się wpieniasz nie na żarty, robisz listę
                              Kanadyjskich kont, aktywów i pasywów
                              Chociaż długi zostawiłeś, wierzysz w system
                              Weźmiesz pracę, spłacisz wszystko, żył bez zrywów

                              Znów lotnisko, miękko wręczasz paszport z liściem
                              Kilka wizyt w kilku bankach, podpis dajesz
                              Szukasz pracy w innym mieście, bo dbasz pilnie
                              Aby wstydu w starym miejscu się nie najeść
                              • germanus Re: Wiersze Germanusa - Mustang 27.05.03, 04:15
                                Kończę mini-serię pozytywną rymowanką. Upraszam o łaskę. To jest opis
                                prawdziwego faceta, który zrobił wielką zawodową karierę. I miał kłopoty w P.

                                Z cyklu: Chodźmy do zologu

                                Konie: część IV. Mustang

                                Nie masz czasu na gniecenie łokciem pluszu
                                Czas na spłatę pierwszej raty, jeść chcą dzieci
                                I choć żona ci nie brzęczy koło uszu
                                To sam widzisz, jak głęboko w bagnie siedzisz

                                - Nie ma pracy, to choć sprzątać mi pozwólcie
                                Przy okazji komputery w sieć połączę
                                WordPerfectu sekretarkę wam poduczę
                                I zamówię z Bella internetu łącze

                                Już masz etat, już bez ciebie żyć nie mogą
                                Już właściciel nie uważa, żeś jest zerem
                                Już doglądasz całej sieci dniem i nocą
                                A po roku jesteś dużym menedżerem

                                Dług spłacony, dom kupiony, kredyt w banku
                                I Ford Mustang wypieszczonym lśni błotnikiem
                                Szef cię słucha, bo ty głowę masz na karku
                                Przyciśnięty robi ciebie swym wspólnikiem

                                Łapiesz firmę mocną ręką, rosną zyski
                                Szef się zgrywa, więc go spłacasz bez namysłu
                                Nie masz złudzeń, sam zostałeś, w oczach błyski
                                Dom zamieniasz na pałacyk w uzdrowisku

                                Krótko wpadasz do Warszawy na wakacje
                                Trochę wizyt, trochę zwiedzasz, ale czujesz
                                Że chcesz sprawdzić, jak przepadły dawne akcje
                                I czy kupić województwo kombinujesz...
                                • germanus Wiersze Germanusa - Smętek 16.06.03, 04:42
                                  Z cyklu: Mych myśli worek

                                  Smętek

                                  Z kaszuskiej drogi, z mazurskiej łąki,
                                  z mazowieckiego pola za laskiem,
                                  z żytniego chleba, pszenicznej mąki,
                                  z kapliczki krytej drewnianym daszkiem.

                                  Z lasu sosenek za wąskim smugiem,
                                  okolonego gęstwiną jeżyn,
                                  z szopki pochyłej wiatrowym dmuchem,
                                  z lnu niebieskiego, z wierzbowej miedzy.

                                  Z wiary oraczy zapracowanych,
                                  sponiewieranych znojem codziennym
                                  i z wielkopolskich dziadów kowali,
                                  z potu kosiarzy strudzonych żęciem.

                                  Wyruszył smętek w drogę daleką,
                                  nie widział nieba, choć w górze leciał,
                                  dotknął lotniska w dzień Anny świętej
                                  i w bagażniku na miejsce jechał.

                                  A miejscem jego zwykła komódka,
                                  blat nieraz kurzem lekko przykryty,
                                  nad nim gdańskiego herbu obwódka,
                                  a miejscem jego łono rodziny.

                                  Ciernia wianuszek wokoło głowy,
                                  dnia powszedniego cierń pospolity,
                                  podniósł powieki, spojrzał mi w oczy,
                                  zafrasowany, zawsze życzliwy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka