rafal_zapadka
22.12.06, 09:25
Ostatnio opublikowane zostały liczne wypowiedzi Stanisława Żytkowskiego
usprawiedliwiające stan wojenny.
(miasta.gazeta.pl/gorzow/1,36844,3787554.html;
miasta.gazeta.pl/gorzow/1,35211,3798245.html )
Aby nie powstało wrażenie, że podobna zmiana poglądów dotknęła wszystkich
członków tzw. kierownictwa podziemnej gorzowskiej „Solidarności”, napisałem
poniższy artykuł. Jako członek Regionalnej Komisji Wykonawczej znałem dobrze
ówczesne poglądy Żytkowskiego. Myślę, że radykalna zmiana poglądów jest w
pewnym sensie niemoralna, a każdym razie niebezpiecznym, traumatycznym
przeżyciem dla zmieniającego.
O co walczył Żytkowski?
Szef gorzowskiego podziemia Stanisław Żytkowski walnął swoimi przemyśleniami
prosto w oczy tym, którzy go niepokoją „tonem licznych wypowiedzi”, z których
„przebija poczucie goryczy, niespełnienia … przegranej”. W przeciwieństwie do
nich jest on spełniony i dumnie dzierży transparent „o take Polske walczyłem”.
Nie wypada zaprzeczać, że „take Polske” pasuje mu jak ulał. Państwo rządzone,
pod osłoną demokracji, przez oligarchię złożoną z czerwonych, którzy dopuścili
do żłobów starannie wyselekcjonowanych solidaruchów posiada zniewalający urok
i czar. Zniewala i czaruje większość społeczeństwa, podczas gdy uroki życia
oferuje nielicznym. Choćby grandziarzom, którzy ukradli 500 przedsiębiorstw za
pomocą NFI, czy też setkom tysięcy urzędników walczących codziennie o dobro
narodu, z wiadomym skutkiem. Cały wysiłek tej szlachty sprowadza się do tego,
„aby w centralną sieć dojenia/ gdzieś w plątaninie rur i rurek/ malutki
zamontować kurek”.
Zdaje się, że Żytkowskiemu udało się przynajmniej jeden taki kurek zamontować.
Był on członkiem rady nadzorczej NFI i zapewne coś mu nakapało. Nikt nie
zaprzeczy, że za takie szczęśliwe zrządzenie losu należy się komu trzeba
odwdzięczyć. Dlatego nie dziwię się, że on nie tylko już rozumie
Jaruzelskiego, ale i wie na pewno, iż generał stanem wojennym nie bronił
komunizmu lecz peerelowskiego interesu Polski. W latach 80., w podziemiu
Żytkowski sądził odwrotnie niż dzisiaj. Stan wojenny nazywał zbrodnią,
Jaruzelskiego moskiewskim żołdakiem, a z robotnikami „Stilonu” i „Ursusa” po
prostu walczył o wolną i sprawiedliwą Polskę.
Dzisiaj porzucił swoje stare poglądy, a tych, którzy nie poszli za jego
przykładem nazywa frustratami. Wierność niezmiennym, uniwersalnym zasadom jest
jak wyrzut sumienia dla wrażliwych na tzw. mądrość etapu koniunkturalistów.
Szczerze pisząc chciałbym na własne oczy zobaczyć jak Żytkowski wykłada
jakiemuś kolporterowi „Feniksa”, który obecnie ledwo wiąże koniec z końcem,
swoje aktualne poglądy. Jak peroruje, że do bogactwa „dochodzi się ciężką,
długą i uczciwą pracą”, a kto tego nie rozumie i „take Polske” nie szanuje ten
frustrat i niewdzięcznik. Ciekawe co by usłyszał w odpowiedzi?
Czytając te i inne, opublikowane ostatnio opinie Stanisława Żytkowskiego
przeraziłem się, że i mnie może się przytrafić, i „że kiedyś ze mnie wylizie
paskudna i wredna świnia”. Niewykluczone zresztą, że już nią jestem, choćby z
tego powodu, iż absolutnie nie podzielam jego ocen.
Rafał Zapadka
P.S. Na ten temat napisałem także:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=58&w=54105404