Hej, zacznę od tego, że nie jestem panikującą przyszłą matką i zazwyczaj
zaczynam się denerwować jako ostatnia

Ale, do rzeczy.
Do tej pory moja ciąża przebiega wzorcowo (23 tydzień), wszystkie wyniki moje,
jak i dziecka są ok. Za jednym małym wyjątkiem, który powoli zaczyna spędzać
mi sen z powiek, ale mam nadzieję, że mnie wesprzecie.
W 12 tc miałam robione usg tzw. genetyczne, w którym jak wiecie badana jest
wielkość przyzierności karkowej, kość nosowa itd. Przyzierność wyszła w
porządku, ale kości nosowej lekarz nie znalazł, pomimo długiego badania.
Uspokoił, że na tym etapie ciąży, kośc mogła się jeszcze nie rozwinąć.
Zaprosił na badanie za 2 tyg. Ok. Po dwóch tygodniach i dość długim szukaniu
kość się znalazła, ulga.
W niedługim czasie byłam na wizycie kontrolnej u mojego drugiego lekarza
(zaraz powiecie: po co chodzić do dwóch?

) Pokazałam mu wyniki usg,a on
poddał w wątpliwość, czy ta kość nosowa faktycznie wyszła tak jak trzeba.
Znowu stres. Skierowanie na usg do słynnego dr Makowskiego. A co na to dr
Makowski? W 16 tc stwierdza, że kość nosowa jest idealna, a tak w ogóle to
chłopiec

Ulga.
No i w końcu, nadszedł czas usg połówkowego, ktore przypadło na 22 tc, znowu u
tego pierwszego lekarza (który w ogóle jest bardzo spoko,dokładny i bardzo
przywiązuje wagę do spraw genetycznych). I znowu, wszystko jest ok, z
wyjątkiem kości nosowej, która ma 5,2 co jest poniżej normy dla tego okresu
ciąży

( (podobno powinno być już ok. 6mm). Niby nie wskazał żadnych innych
badań, uspokajał, ale już wiem co będzie: w czwartek idę do mojego drugiego
lekarza, który spojrzy na wynik i zdjęcia, podda w wątpliwośc i znowu będę
lądować u dr Makowskiego, albo jeszcze innego magika!
Stąd pytanie do Was: co z tą cholerną kością??? Nie cierpię się nakręcać, ale
chyba właśnie to się dzieje.
Jakie były parametry u Was? Czy mimo jakiś wątpliwości wszystko dobrze się
skończyło? Kurcze, no...