bianna
16.01.11, 14:56
Nadejszła wiekopomna chwiła i w ten oto dzień dotrwałam do TP. Wszakże nic się nie dzieje, ale natchnęło mnie to do pewnych rozmyślań. Otóż zastanawiam się jak to było z ciążami przenoszonymi 50-60 lat i więcej temu? Moja ś.p. babcia przeszła 5 porodów (w tym bliźniaki), wszystkie w domu i bez oxy, do tego była to prosta kobieta i zapewne nawet nie orientowała się dokładnie, że ciąża ma mieć 40 tygodni i kiedy to ma urodzić. I tak sobie myślę, że w tamtych czasach to ciążę nosiło się pewnie i nie 40, czy 42 tygodnie, ale i więcej, aż się dzieć wykluł (żywy lub nie). W dzisiejszych czasach to znam tylko jedną koleżankę, która uparła się i przenosiła ciążę do 43tc, tylko dlatego, że miała traumę po pierwszym porodzie zakończonym cc i bardzo chciała urodzić naturalnie. Niestety w 43tc odszedł tylko czop bez żadnej innej akcji, została praktycznie zmuszona do kolejnego cc przez lekarzy.
No własnie - jak to jest z tym przenoszeniem, ile się da tak naprawdę, no i czy poród w końcu sam zostanie wywołany? Znacie kogoś kto się uparł i czekał?