praxi
23.04.04, 09:55
Czytam Wasze pościki, po części rozumiem, ale z drugiej strony, chciałabym
napisać coś bardzo szczerego, o czym trudno jest mi rozmawiać z kimkolwiek.
Może zdecyduję się na rozmowę z mężem, ale to chyba w weekend dopiero.
Teraz tutaj.
Chodzi o moje odczucia "czysto" psychiczne dotyczące ciąży.
W tym tygodniu zobaczyłam 2 kreseczki.
I nie mogę się jakoś uporać z nadmiarem "dziwnych" uczuć.
I są to, powiem szczerze, dość przykre uczucia dla mnie samej.
Zupełnie nie takie, jakich oczekiwałam.
Jestem zła, zagubiona, czasem wściekła, mam jakieś napady strachu,
rozdrażnienia i wydaje mi się, że wraz z ciążą coś straciłam...
Nie wiem, czy ja tej ciąży nie akceptuję do końca?
Trudno jest mi się przestać buntować "wewnętrznie". Ciąża w moim przypadku
nie oznacza wcale drastycznej zmiany trybu życia - nie imprezuję już od wielu
lat, nie piję alkoholu, odżywiam się zdrowo, dużo śpię. Jedyną rzeczą, nad
której zmianą muszę poważnie pomyśleć, to rzucenie palenia. Ale jak na złość
ciągnie mnie do papierosów bardzo mocno i ulegam im.
W każdym razie to moje palenie jest jakby zewnętrznym objawem nieakceptacji
ciąży.
Zresztą, nie o paleniu chciałm pisać.
Raczej o tych trudnych uczuciach.
Nagle zaczęlo mi cholernie przeszkadzać, że nie mam pracy, nie jestem
niezależna finansowo...
I mam już czarne myśli, że teraz w ciąży to pracy nie dostanę, potem
wychowanie dziecka, a potem, to już chyba zupełnie będę za stara...
Jak widzicie, mam w głowie chaos, jakiś brak poczucia bezpieczeństwa, którego
nie umiem sobie sama zapewnić. Boję się zależności finansowej od męża. Teraz
miało się to zmienić, bo skończyłam wreszcie studia i miałam iść do pracy.
Pewnie zapytacie, jak to było z zajściem w ciąże. Czy planowana? To też jest
trochę pokręcone. Bo tak: 2 lata temu wpadliśmy z mężem. Po 7 tygodniach
poroniłam. Potem nie zachodziłam w ciąże, bo leczyłam depresję (po poronieniu
rozchorowałam się poważnie na to cholerstwo) i leczyłam hiperprolaktynemię.
Nadal brałam leki na prolaktynę, ale endokrynolog powiedziała, że możemy
próbować zrobić dzidzię. Spróbowaliśmy...i od razu się udalo. Dla nas
nieprawdopodobne! Sądziliśmy, że ciąża jest raczej niemożliwa, bo miałam
bardzo wysoką prolaktynę. A jednak...
No i teraz, jak już jestem w ciąży, to pojawiają się takie dziwne uczucia.
Przez te 2 lata od poronienia bardzo dużo rozmawialiśmy o ciąży i dziecku.
myślę, że się przygotowaliśmy na nie. Ale nie spodziewałam sie, że mimo
teoretycznego przygotowania, tylu rozmów na ten temat, zupełnie bez mojej
woli i świadomości pojawią się takie niechciane uczucia.
Jak mam zaakceptować ciążę, której przecież bardzo chcieliśmy?
Oczywiście powoli te uczucia się zmieniają, ale nie umiem udawać, że ich nie
ma! Nie przed samą sobą.
(Tak sobie myślę, że te moje reakcje to pewnie trochę wynik tego, że u mnie w
rodzinie nikt nie miał małych dzieci od 20 lat. No i jeszcze chyba też
dlatego, że mama powtarzała mi od najmłodszych lat, że ciąża to najgorsze co
się może zdarzyć kobiecie. Miała na myśli ciążę nastolatki, albo niechcianą
ciąże, ale u mnie to się jakoś zakodowało, że ciąża, to coś złego,
grzesznego...)
Jeśli wpadnie wam coś do głowy, to piszcie. Może któraś z was miała podobne
odczucia, albo podobny chaos w głowie...