Dodaj do ulubionych

Coś bardzo szczerego...

23.04.04, 09:55
Czytam Wasze pościki, po części rozumiem, ale z drugiej strony, chciałabym
napisać coś bardzo szczerego, o czym trudno jest mi rozmawiać z kimkolwiek.
Może zdecyduję się na rozmowę z mężem, ale to chyba w weekend dopiero.
Teraz tutaj.
Chodzi o moje odczucia "czysto" psychiczne dotyczące ciąży.
W tym tygodniu zobaczyłam 2 kreseczki.
I nie mogę się jakoś uporać z nadmiarem "dziwnych" uczuć.
I są to, powiem szczerze, dość przykre uczucia dla mnie samej.
Zupełnie nie takie, jakich oczekiwałam.
Jestem zła, zagubiona, czasem wściekła, mam jakieś napady strachu,
rozdrażnienia i wydaje mi się, że wraz z ciążą coś straciłam...
Nie wiem, czy ja tej ciąży nie akceptuję do końca?
Trudno jest mi się przestać buntować "wewnętrznie". Ciąża w moim przypadku
nie oznacza wcale drastycznej zmiany trybu życia - nie imprezuję już od wielu
lat, nie piję alkoholu, odżywiam się zdrowo, dużo śpię. Jedyną rzeczą, nad
której zmianą muszę poważnie pomyśleć, to rzucenie palenia. Ale jak na złość
ciągnie mnie do papierosów bardzo mocno i ulegam im.
W każdym razie to moje palenie jest jakby zewnętrznym objawem nieakceptacji
ciąży.
Zresztą, nie o paleniu chciałm pisać.
Raczej o tych trudnych uczuciach.
Nagle zaczęlo mi cholernie przeszkadzać, że nie mam pracy, nie jestem
niezależna finansowo...
I mam już czarne myśli, że teraz w ciąży to pracy nie dostanę, potem
wychowanie dziecka, a potem, to już chyba zupełnie będę za stara...

Jak widzicie, mam w głowie chaos, jakiś brak poczucia bezpieczeństwa, którego
nie umiem sobie sama zapewnić. Boję się zależności finansowej od męża. Teraz
miało się to zmienić, bo skończyłam wreszcie studia i miałam iść do pracy.

Pewnie zapytacie, jak to było z zajściem w ciąże. Czy planowana? To też jest
trochę pokręcone. Bo tak: 2 lata temu wpadliśmy z mężem. Po 7 tygodniach
poroniłam. Potem nie zachodziłam w ciąże, bo leczyłam depresję (po poronieniu
rozchorowałam się poważnie na to cholerstwo) i leczyłam hiperprolaktynemię.
Nadal brałam leki na prolaktynę, ale endokrynolog powiedziała, że możemy
próbować zrobić dzidzię. Spróbowaliśmy...i od razu się udalo. Dla nas
nieprawdopodobne! Sądziliśmy, że ciąża jest raczej niemożliwa, bo miałam
bardzo wysoką prolaktynę. A jednak...
No i teraz, jak już jestem w ciąży, to pojawiają się takie dziwne uczucia.

Przez te 2 lata od poronienia bardzo dużo rozmawialiśmy o ciąży i dziecku.
myślę, że się przygotowaliśmy na nie. Ale nie spodziewałam sie, że mimo
teoretycznego przygotowania, tylu rozmów na ten temat, zupełnie bez mojej
woli i świadomości pojawią się takie niechciane uczucia.

Jak mam zaakceptować ciążę, której przecież bardzo chcieliśmy?
Oczywiście powoli te uczucia się zmieniają, ale nie umiem udawać, że ich nie
ma! Nie przed samą sobą.

(Tak sobie myślę, że te moje reakcje to pewnie trochę wynik tego, że u mnie w
rodzinie nikt nie miał małych dzieci od 20 lat. No i jeszcze chyba też
dlatego, że mama powtarzała mi od najmłodszych lat, że ciąża to najgorsze co
się może zdarzyć kobiecie. Miała na myśli ciążę nastolatki, albo niechcianą
ciąże, ale u mnie to się jakoś zakodowało, że ciąża, to coś złego,
grzesznego...)

Jeśli wpadnie wam coś do głowy, to piszcie. Może któraś z was miała podobne
odczucia, albo podobny chaos w głowie...
Obserwuj wątek
    • ewt80 Re: Coś bardzo szczerego... 23.04.04, 10:04
      Witaj !!
      To że nie skaczesz pod chmury to normalne.Ja dowiedziałam sie że jestem w ciąży
      pierwszej byłam panną studiowałam a tu ,teraz jestem mamą mam męża i oczekuje
      drugiego dziecka.Wtedy i teraz mam mieszane myśli,ciąża to wiele zmian
      obaw,więc i hormony szaleją więc huśtawki nastrojów to normalka.Ja pamiętam jak
      patrzyłam na zdjecia uśmiechniętych kobiet w ciązy to dostawałam szału,że to
      jakieś zmyślone.Ale to wszystko mija,jak nie teraz to póżniej.Nie matrw sie
      będzie dobrze!!Głowa do góry!!Pozdrawiam,trzymaj sie!!
      • jagoda1977 Re: Coś bardzo szczerego... 23.04.04, 10:27
        Nie martw się u mnie było bardzo podobnie.Co prawda w pierwszą ciążę zaszłam
        już po studiach,a nawet po ślubie i miałam takie huśtawki nastrojów,że szok.W
        13 tygodniu poroniłam.Chciałam umrzeć,że jestem do niczego i takie tam.Po jakiś
        trzech miesiącach w mojej głowie zrodziła się myśl,że to przeze mnie,bo nie
        potrafiłam się cieszyć,jak należy.Po półtora roku znów zaszłam w ciążę i znów
        radość mieszała mi się ze smutkiem,a do tego doszedł jeszcze paniczny
        stach,żebym znów nie poroniła.Gdy minął ten "trefny"13 tydzień polepszyło mi
        się trochę.Choć robiłam w duchu kalkulację,ile moich znajomych koleżanek ze
        studiów i rodziny w moim wieku ma już dzieci.Wynik był straszny ,dzieci ma
        mniej niż 1/4 moich koleżanek i kuzynek.
        I wiesz co dopiero jak w dwudziestym miesiącu poczułam ruchy mojego maleństwa
        zaczęłam się cieszyć i to jeszcze jak!Teraz jestem w 29 tygodniu,mam wiele
        stresów spowodowanych teściową i przeprowadzką i jedynym ukojeniem po ciężkich
        dniach są takie nasze potajemne rozmowy w łóżku z moim synkiem.Czego i tobie z
        całego serca życzę.
        Myślę,że jak poczujesz ruchy malucha to zaczniesz w pełni czuć swoją
        ciążę.Wtedy uczucia smutku i złości zejdą na daaaleki plan,a w twoich myślach
        zagości szczęście.Może to pompatyczne,ale tak właśnie ze mną było.Głowa do
        góry.Pozdrawiam.
        Jagoda
        • praxi Re: Coś bardzo szczerego... 23.04.04, 10:51
          Dziękuję Jagoda. Jesteś chyba o rok ode mnie starsza...
          Opisałaś dokładnie to, co czuję. Rzeczywiście miałam po poronieniu straszne
          wyrzuty sumienia, że "to" się stało z mojej winy, bo nie umiałam się cieszyć.
          Teraz też mam takiego stracha, że znów poronię, że chyba "wolę" się nie cieszyć
          za bardzo, żeby potem nie było rozpaczy i dziury w duszy.
    • mycha79 Re: Coś bardzo szczerego... 23.04.04, 10:08
      Ja dopiero staram sie o dzidziusia, jestem w 22 dc. Wiec nie bede tu pisac o
      wlasnych doswiadczeniach. Wydaje mi sie ze ten strach jest zwiazany po pierwsze
      z tym o czym piszesz tzn. z jakimis wewnetrznymi oporami spowodowanymi tym co
      kiedys przezylas lub co ci wpajano. Byc moze to jeszcze jakies pozostalosci po
      depresji?? A moze tak bylas pewna ze nie zajdziesz w ciaze, ze jest to dla
      ciebie ciezkim szokiem. Powinnas porozmawiac z mezem. Skoro tyle razem
      przesliscie na pewno cie zrozumie. A potrzebujesz teraz przytulenia,
      pocieszenia i akceptacji. Jestem pewna, ze wszystko bedzie dobrze. Pamietaj ze
      ludzki organizm reaguje czasami dziwacznie. Ja np. nie pale od pol roku a teraz
      tak bardzo chce zajsc w ciaze i tak to przezywam ze mam na papieroska ogromna
      ochote.
      Uszy do gory, usmiechnij sie i trzymaj sie cieplutko,
      ja trzymam kciuki, powodzenia,

      Madziaa
      gg 3603770
    • wieczna-gosia Re: Coś bardzo szczerego... 23.04.04, 10:23
      Praksi- pewnie wszystko o czym piszesz wplywa na twoj stan. I w dodatku sa
      ludzie ktorzy tak juz maja ze nie cwierkaja do brzucha. Super ze zdajesz sobie
      sprawe z tych uczuc bo grunt to poznac wroga wink)
      Masz 9 miesiecy na akceptacje ciazy- nic na sile. Daj sobie czas. Dawaj upust
      swym negatywnym myslom i emocjom, a jednoczesnie- staraj sie zapanowac nad
      paleniem.
      Jestes na poczatku ciazy. Hormony ci wariuja. Plus- dobrych doswiadczen
      zwiazanych z macierzynstwem to ty nie masz a twoja mama ci w tym nie pomogla sad(
      Na wszystko przyjdzie czas. Na milosc tez. teraz niech sobie dzidzia rosnie a
      ty tworz alternatywne drogi zyciowe. Dlaczego obawiasz sie zaleznosci
      finansowej od meza- masz ku temu podstawy? To moze z nim o tym porozmiawiaj?
      Moze czas w ciazy wykorzystasz na nauczenie sie jeszcze czegos? Dlaczego po
      ciazy masz nie dostac pracy? Takie pesymistyczne mysli trzeba wykuwac z glowy
      dobrymi- bo te zle nie dosc ze nie pomagaja to skutecznie podcinaja skrzydla.
      Trzymam za ciebie kciuki wink
    • anja3333 Re: Coś bardzo szczerego... 23.04.04, 10:24
      witaj!!!!
      hej jestem w 28 tyg ciąży i muszę Ci powiedzieć że wiadomośc o tym że jestem w
      ciąży tez była dla mnie szokiem. przezywałam lęki takie ze az sie pociłąm. nie
      moglam w nocy spać budzilam sie np. o 3 i do rana lezalam. u mnie to bylo
      spowodowane tym ze to 3ci dzidzius nieplanowany. balam sie reakcji otoczenia,
      tego jak sobie poradze. mam dwuch synkow 6 i 4 lata i postanowilam zamknac
      rozdzial -dzieci. myslalam teraz bedziemy pracowac bawic sie... witaj życie!!!
      a ty niespodzianka. kolejne 4 lata pieluch, kaszek itp. stan ten trwal u mnie
      jakies 3 m-ce a dokladniej do 1go usg w 15 tyg., zaraz potem poczulam pierwsze
      ruchy i sie zakochalam w dzidziusiu. chcialam kupowac ubranka itp... oczywiscie
      po 2 tyg. mi przeszla euforia ale pozostaly pozytywne odczucia w związku z
      ciążą. jestem teraz w 6 m-cu i nie powiem obawy lapią mnie dosyc czesto, ale
      musze poweidziec ze jestem szczesliwa, mam oparcie w mężu ktory zawsze marzyl o
      trujce dziecismilezaakceptowalam tę sytuację. zauwazylam ze czlowiek szybko
      przyzwyczja sie do nowych sytuacji, ja teraz nie moge sobie wyobrazic zeby bylo
      inaczej. czego i Tobie zycze z calego serca.
      anka
      • mijuli1 Re: Coś bardzo szczerego... 23.04.04, 10:42
        To chyba normalne. Ja teraz jestem w ciąży z drugim dzieckiem. Lęki związane z
        tym, że ciąża definitywnie zmieni moje życie przechodziłam będąc w ciąży
        pierwszy raz. Teraz już wiem jak to jest, więc właściwie takie lęki są
        nieuzasadnione. Tym bardziej, że bardzo chciałam mieć drugie dziecko. Ale lęki
        są. Czasem są jak trema przed ważnym wydażeniem, jak przed egzaminem czy
        klasówką. Zupełnie nie wiem skąd się biorą. Podobne lęki miałam po porodzie -
        tylko nie pamiętam dokładnie kiedy - chyba jak pojawiły się pierwsze
        miesiączki. To może oznaczać, że są związane z gospodarką hormonalną. Tylko
        wtedy bałam się duchów smile.
        W pełni zaczęłam cieszyć się ciążą kiedy minęły typowe dla 2-3 miesiąca
        dolegliwości. I właśnie ten okres, dopóki nie zaczną się dolegliwości 9
        miesiąca, jest najfajniejszy.
        Przed urodzeniem pierwszego dziecka bałam się też przede wszystkim tego jak
        sobie poradzę. Nie miałam wcześniej do czynienia z dziećmi. Bałam się, że się
        nie sprawdzę. Że dziecko jest przecież na całe życie i nie można tego
        reklamować, kiedy okaże się, że sobie nie radzę, że nie odnajduję się w tej
        sytuacji, że mi się nie podoba. (tak wtedy myślałam) To bzdura. Radzę sobie bez
        problemów, nie odczuwam zmęczenie faktem, że nie mam wolnego czasu - tak tylko
        dla siebnie, że dziecko ciągle jest. To jest wspaniała, a nie męczące.
        Zobaczysz, że wszystko będzie dobrze.
    • black-cat Re: Coś bardzo szczerego... 23.04.04, 10:43
      Twoje uczucia są najzupełniej normalne. Też nie czułam euforii mimo iż dziecko
      było zaplanowane. co więcej, jestem w 10 tc i dalej nie czuję. Nie płaczę na
      widok bijącego serduszka na usg, nie wariuję na punkcie swojego brzucha (jak
      dobrze, że mam w rodzinie psychiatrę bo inaczej pewnie juz byłabym w depresji,
      że wyrodna matka jestem). Każda z nas przeżywa to inaczej, jedne z nas kochają
      dziecko i szaleją od momentu pojawienia się dwóch kresek na teście a innym
      przyhodzi to trudniej i nawet po urodzeniu dziecka jeszcze tego nie czują,
      muszą się tej miłości nauczyć. Hormony częściowo zrobią swoje (ja jestem tak
      spokojna jak nigdy, niewiele rzeczy jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi)
      a reszty po prostu się nauczysz. Zdjęcia uśmiechniętych mam traktuj tak jak
      zdjęcia pięknych modelek - już tak jest, że zewsząd otaczają nas niedościgłe
      wzorce. Trzeba mieć do nich dystans. Zobaczysz, wszystko będzie dobrze.
      • monikaj1 Re: Coś bardzo szczerego... 23.04.04, 11:09
        black-cat - opisałaś dokładnie to, co ja czuję!!! Niesamowite! I też jestem w
        10 tygodniu! Jedyna różnica - ja nie mam w rodzinie psychiatrysmile
        Pozdrawiam,
        Monika
    • praxi Re: Coś bardzo szczerego... 23.04.04, 11:09
      Wiecie co? Bo ja długo po poronieniu i bardzo złych wyniakch hormonów myślałam,
      że jestem niepłodna. Ginekolog, jak zobaczyła moje wyniki, to aż podskoczyła i
      powiedział, że to niemożliwe, żebym kiedykolwiek była w ciąży. A jednak byłam.
      Potem poronienie (ponoc z powodu prolaktyny, która hamowała inne hormony
      podtrzymujące ciąże).
      W każdym razie robiliśmy z mężem dziecko w ogóle w to nie wierząc.
      Nasuwa mi się na myśl jedno porównanie: kupujesz los w totolotku z
      przeświadczeniem, że szansa na wygraną jest minimalna. I nagle dowiadujesz się,
      że masz główną wygraną! Jest to szok, przyznajcie!

      Jakoś mi lżej na sercu, jak poczytałam, że nie wszystkie mamy akceptują ciążę
      od chwili dwóch kresek na teście. Jakoś mi lżej na sercu, jak przeczytałam, że
      miłości człowiek się uczy. Bo wszędzie piszą, że kobieta w ciąży czuje to i to.
      A ja trochę inaczej.
      Cieszę się, że jest nas trochę więcej, cieszę się, że stać nas na szczerość w
      swoim, kobiecym gronie. I cieszę się, że mimo wszystko te uczucia -lęku,
      paniki, złości, czy jakiegoś rozczarowania - mijają.

    • aluc Re: Coś bardzo szczerego... 23.04.04, 11:12
      praxi, dziewczyny już pisały...

      dla mnie zajście w ciążę wiązało się z diametralnie odmiennymi uczuciami -
      euforią, że oto wszystkie moje problemu znikły, że ciąża załatwia przepustkę do
      wiecznej szczęśliwości... co może było przyjemniejsze, ale też nie było do
      końca zdrowe wink

      hormony hormony hormony

      poczucie, że oto zrobiło się może pierwszą rzecz w życiu, która jest kompletnie
      nieodwracalna, że już nie możesz tego wymazać i wykasować i zapomnieć i zacząć
      wszystkiego od nowa

      a twoja mama z pewnością wykonała kawał solidnej, rzetelnej, nikomu do
      szczęścia niepotrzebnej roboty wink
    • kags Re: Coś bardzo szczerego... 23.04.04, 11:18
      doskonale Cie rozumiem i wiem, ze nie chodzi tu o hustawke nastrojow...
      ja jestem juz w 36tyg. i nadal mam mieszane uczucia, bo przeciez chcielismy
      dziecka i staralismy sie o nie, ale moja reakcja na wynik testu... coz.
      nie rozczulam sie nad swoim wielkim brzuszyskiem, nie rozplywam sie nad
      kopniaczkami, nie cwierkam w sklepie z ciuszkami dla dzieci itd. bardziej mnie
      to wszystko wkurza i podchodze do tego jak do obowiazku.
      moj partner zupelnie na odwrot, juz nie moze sie doczekac kiedy maly bedzie na
      zewnatrz wink.

      nigdy nie lubilam dzieci, podobnie jak u Ciebie w rodzinie ich nie ma i chyba
      nawet ja jestem najmlodsza wink.

      papierosy czyli "bunt".
      ja tez nie imprezowalam juz, nigdy nie palilam, odzywialam sie normalnie,
      mialam dobra prace, dopiero co kupione wymarzone mieszkanko i ostatni rok
      studiow... buntowalam sie w zupelnie inny sposob. karalam swojego partnera tym
      co mi zrobil... tak, ja tak to czulam!!!

      do tej pory nie zalala mnie fala macierzynskiej milosci, wciaz mam mysli ze to
      koniec normalnego zycia, wolnosci, leniuchowania w weekendy, zwyklego "nie chce
      mi sie" i wydawania kasy np. na siebie. staram sie podchodzic do tego jak do
      zadania, ktore jak kazde musze wykonac na piatke. w koncu jestem dorosla i
      odpowiedzialna osoba i chyba stac mnie na to zeby mimo wszystko wychowac
      szczesliwego czlowieka.

      przyzwyczaic sie do nowej sytuacji.
      takich chwil zwatpienia, bezradnosci, buntu pewnie bedzie jeszcze wiele i nikt
      nie zapewni Ci, ze hormony zrobia swoje (u mnie jeszcze nie zrobily), moze
      bedzie trzeba uczyc sie kochac dziecko przez wiele miesiecy po jego narodzinach.
      staraj sie zyc normalnie (oczywiscie chodzi o normalnie - rozsadnie wink). nie
      przewracaj calego swiata do gory nogami. porozmawiaj z mezem, choc nie bedzie
      to pewnie latwe, ale moze pomoc.

      bedzie dobrze, bo musi byc smile
      sciskam,
      KaGS.
      • brn Re: Coś bardzo szczerego... 23.04.04, 11:57
        U mnie jest podobnie.
        Nie zachwycam się brzuchem, ubrankami, a tym bardziej innymi dziećmi.
        Jestem na półmetku i perspektywa porodu "po polsku" po prostu mnie przeraża.
        Dziecko było planowane, oczekiwane. Lekarz stwierdził, że to cud, że udało się
        nam zajść. I co czuję? Złość i gniew. Olbrzymi!
        Nie jestem radosną, uśmiechniętą mamą.
        Nie usprawiedliwiam się i nie tłumaczę tego sobie w jakiś pozytywny sposób.
        I biada temu, kto spróbowałby mnie za te moje odczucia potępiać.
    • ingutka Re: Coś bardzo szczerego... 23.04.04, 11:26
      Witajcie Dziewczyny,
      Jak to dobrze znaleźć sie w takim szczerym gronie, gdzie można zostać
      zrozumianym...
      Moje Maleństwo jest wymarzone, wyczekane.To już ten czas, ten wiek a ja od
      dawna już o tym myślałam.Kiedy w końcu, po paru miesiącach zaszłam w ciąże,
      ucieszyłam się, ale potem nadciagnęły chmury. Bałam się strasznie o to
      maleństwo, żeby nic się nie stało (lekarka zakazała mi mówić komukolwiek, nawet
      rodzinie do ok.12tc). a przede wszystkim bałam się co to bedzie jak sie
      urodzi...jak my sobie poradzimy, jak to będzie jak będę musiała wrócić do
      pracy, jak to zmieni się nasze życie.Było mi strasznie wstyd za te myśli,
      nikomu się nie przyznałam.W końcu do pięknego, wykreowanego wizerunku matki nie
      pasują takie zmartwienia tylko szeroki uśmiech, prawda? Dodatkowo męczyły mnie
      objawy, upiorna senność (cykl dobowy - praca- dom i zaraz sen), mdłości, pewne
      niepokojące objawy i stres, ze nie powinnam się stresować, a sie stresuje wink)
      Przełom nastąpił koło 12-13tc. Poczułam się lepiej a na USG mój mąż popłakał
      się jak zobaczył Maleństwo. Zrozumiałam jaki mały cud znajdzie sie za pare
      miesięcy na świecie, poczułam, że to jest najważniejsze na świecie.Myślę, że
      wczesniej lub później u każdej z nas nastąpi ten moment.
      Cieszę się, że jesteście, naprawdę jest mi raźniej!!
      Pozdrowionka dla wszystkich mam i maleństw!
      Ingutka&17tc maleństwo (tp 5.10)
    • jola.wie Re: Coś bardzo szczerego... 24.04.04, 12:32
      Każda podwójna kreska na wszystkich trzech testach rzucała mi się do gardła i w
      jakiś sposób dusiła aż do końca ciązy.
      Po pierwszej ciązy i porodzie (w trakcie studiów) już wiedziałam co mnie czeka
      i w drugiej ciązy nie mogłam prawie w ogóle spac z przerażenia.
      Teraz wiem, że dzieci to najlepsza rzecz na świecie i przyjmę to trzecie z
      otwartymi ramionami (choć różnica wieku jest znowu duża, ja własnie bez pracy,
      więc zalezna od męża, a tez mi się wydawało, że oto mój czas, ze teraz ja
      przewrócę świat do góry nogami! a tu guzik, wiele rzeczy trzeba było odwiesić
      na kołku i z powodu ciąży jako takiej i z powodu ciążowych problemów). Jednak
      jestem z tych, które najchętniej na czas ciąży zapadłyby w zimowy sen i po
      obudzeniu zastały dzieciątko u swego boku.
      Zachodzisz w ciążę i to dzieje się poza tobą nawet jeśli masz w tym niewątpliwy
      udział smile) Nie kontrolujesz tego, nie masz wpływu: utrzyma się, nie utrzyma
      się. Nie zaakceptujesz jej w 100% i się nie utrzyma: nie wybaczysz sobie nigdy,
      choć zero w tym twojej winy. Z drugiej strony czujesz, jak ciąży ci garb
      poczucia odpowiedzialności. I jeszcze ta swiadomość: tyle kobiet w mojej
      sytuacji szalałoby z radości, a ja co? siedzę i palę fajkę....i dumam...
      Strasznie to wszystko skomplikowane i jak prawie wszyscy tu piszą, przeważnie
      zupełnie normalne.... trochę pocieszające jest, że w dużej mierze to zasługa
      hormonów.... czyli wystarczy ułamek kropelki czegoś, aby świat wydał się znowu
      różowy. Albo czarny jak smoła....
      Ten Twój chaos jakoś się w końcu poukłada. Nie udawaj, że tych twoich uczuć
      niema. Nie udawaj ani przed sobą, ani przed mężem.
      Niestety, ciąża i jej zakończenie są nieuchronne, ja osbiście z tym mam
      problem. Najpierw nie mogłam zaakceptować czekania (czyli okresu ciąży), a
      teraz kiedy już tylko parę tygodni do końca: nie! jeszcze nie! jeszcze to,
      tamto, siamto! A tu nie ma jak się rozmyślić. Boję się.

      ODWAGI!

      pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka