Lęki po mojej mamie

05.05.04, 17:14
Hej... witajcie ponownie! Tym razem wracam z nieciekawym problemem. Jakis
czas temu pisałam do Was o tym, że mam wspaniałego chłopaka i, że w
przyszłosci chciałabym założyc rodzinę. Złożyło sie tak, że sie pokłóciliśmy.
pokłócilismy sie bardzo i on powiedział wiele rzeczy, które mnie zabolały.
Powiedział, że jesli nie urodzę mu dziecka to mnie zostawi. Fakt, że ja
powiedizałam mu, że nie chcę rodzic mu dzieci. Wszystko wynikło z jego
biologicznej teorii o tym, że samiec zapładnia a kobieta ma rodzic. To bardzo
ogólnie powiedziane, bo jego teorie wysłuchiwałam ponad godzine. Grunt, że
sie pokłócilismy, a ja poczułam, że tak naprawdę boje sie ciaży i to bardzo.
Od razu powiem, że on mnie przeprosił za swoje zachowanie i wszystko sobie
wyjaśnilismy. Myślę nawet, że ta kłótnia nam bardzo pomogła. To nasz druga
kłótnia w ciagu prawie trzech lat jak jestesmy razem. Ale to nie ważne... Nie
o tym chciałam napisać....

Cała ta dyskusja o macierzyństwie skłoniła mnie do pomyslenia o sobie. I
oszłam do wniosków, że boje sie ciąży i rodzenia. Nie boje sie posiadania
dzieci, ale samego biologizmu rodzenia. Muszę przyznać się, że moja mama po
porodzie popadła w depresje, w nerwicę a potem na schizofrenię. Jest poważnie
chora, nienawidzi dzieci i na kazde moje wspomnienie o rodzinie reaguje
asgresywnie. W głębi duszy chciałabym mieć rodzine, ale boje się strasznie,
że moje dzieci mnie unieszczęsliwią. Moja mama była bardzo inteligentna
kobieta z trzema fakultetami, z perspektywami. Wpadła z moim ojcem, który jej
sie oświadczył. Potem urodziła sie jeszcze moja młodsza siostra i wtedy mame
trafiło dokumentnie. Od dzieciństwa mi wpajała (niezamierzenie, ale jednak),
że dziecko kobiete unieszcześliwia i psuje jej życie. Mój chłopak jest
rodzinny i chce mieć dzieci. Nie widzi w tym nic strasznego, ale ja czuje sie
niezrozumiana. On nie wie jak to jest leżeć tam i wyc z bólu, nie wie jak to
jest mieć wielki brzuch i nie móc jeść tego co sie chce, bo to szkodzi
dziecku. W sumie nie mogę mu miec tego za złe... Ja tez nie wiem jak to jest,
bo nie mam dzieci, ale po prostu boje się. Po prostu sie boję i jak o tym
myśle to zbiera mi sie na płacz...

Muszę pogadać z kimś, kto mnie przekona że jest inaczej... Chce pokochac
swoje dziecko i chce żeby nie było przeze mnie krzywdzone tak jak moja mama
krzywdziła mnie i moją siotrę.
    • gagunia Re: Lęki po mojej mamie 05.05.04, 18:05
      wydaje mi sie, ze potrzebujesz pomocy psychologa. te leki leza tak gleboko w
      twojej psychice, ze moga sie skonczyc tak, jak u twojej mamy.

      ja balam sie porodu bardzo, bardzo i przez wiele lat o tym z mezem
      rozmawialismy. on w zasadzie juz byl przygotowany na to, ze ja nigdy sie nie
      zdecyduje na dziecko. wiem nawet skad to sie wzielo - jak bylam mala w
      przychodni weszlam nie w te drzwi gdzie trzeba - korytarz gdzie przyjmowal
      ginekolog. i moja mama powiedziala: jeszcze sie tutaj nachodzisz, wtedy nie
      bedziesz tak chetnie tu przychodzila (czy cos w tym stylu), a pozniej
      rozmawialy z moja ciotka (byla wtedy z nami) na temat ginekologow, porodow itp.
      ja niby sie bawilam ale radary mialam nastawione. pozniej wiele razy o tym
      myslalam. im bylam strasza tym bardziej dopisywalam sobie bajke - jaki to
      koszmar itp (biologia, obrazki, zdjecia, w koncu filmy typu pierwszy krzyk...).
      wmawialam sobie jakies bzdury, ze nie urodze, ze to bol, krew itd.....

      w koncu przyszedl taki czas, ze nie moglam spokojnie przejsc obok kobiety w
      ciazy, zagladalam do wozkow, zazdroscilam znajomym maluszkow i... zaczelam sie
      psychicznie przygotowywac do zajscia w ciaze. czytalam tylko pozytywne rzeczy
      na ten temat, kupowalam gazety o dzieciach, ogladalam zdjecia... i sama sobie
      tlumaczylam, ze jestem kobieta, tak mnie natura stworzyla, ze dam rad, nic sie
      zlego nie stanie itp... trwalo to mniej wiecej 6-8 miesiecy i w koncu
      odstawilam pigulki i udalo sie smile mam swietnego synka, porod byl ciezki, ale
      wiem, ze drugi znioslabym rownie dzielnie jak ten pierwszy smile
      wiem juz jak to jest, wiem, ze dam rade. wierze, ze tobie rowniez uda sie przez
      o przejsc, tylko sprobuj zmienic swoje myslenie.

      pozdrawiam bardzo serdecznie
      gaga
      forum.gazeta.pl/forum/72%2C2.html?f=621&w=10577948
    • cytrynka3 Re: Lęki po mojej mamie 05.05.04, 18:13
      Witaj
      Faktycznie jesteś w trudnej sytuacji. Sądzę, że nie można robić nic na siłę.
      Nie wiem, jakbym postapiła w Twojej sytuacji, bo ja z kolei marzę o dużej
      rodzinie. Może bym poszła do psychologa, porozmawiała z ginekologiem. Tak sądzę.
      Jeśli jesteś na 100 % pewna, że dziecko Cię unieszczęśilwi, to możesz też być
      pewna, że jak się już pojawi na świecie, też może być nieszczęśliwe, bo przecież
      dzieci nade wszystko pragną miłości.
      Myślę, że teraz najważniejsze, żebyś zajęła się swoimi strachami, zwalczyła je.
      Idź do psychologa, to już będzie duży krok do przodu.
      I nie słuchaj jak ktoś opowiada o porodzie, bo przecież każdy ma inny próg bólu,
      inną psychikę. Jak chodziłam do szkoły rodzenia, pani położna powiedziała, żeby
      nie mysleć o tym, że poród boli. Żeby nie myśleć, że odczuwa się ból, tylko, że
      odczuwa się skurcze, które pomagają maleńkiej istocie wyjść na ten świat.
      Pomaga, wiem z doświaczenia.

      Twój mężczyzna faktycznie nie wie, jak to jest, ale przecież Ty też nie wiesz.
      To, że Twoja mama źle zniosła poród, nie znaczy, że Ty też także źle go zniesiesz.
      Położna także opowiadała nam o kobiecie, która strasznie głośno krzyczała
      podczas porodu, wpadła w histerię, panikę itd.
      Następnego dnia po porodzie zapytano ją, czemu krzyczała, czyżby poród był dla
      niej aż tak bolesny? Odpowiedziała, że jej wstyd, że nie czuła strasznego bólu,
      że to co czuła, było do zniesienia, ale całe życie jej mama karmiła ją
      opowieściami o tym, jak ją rodziła i jakie straszne męki cierpiała. I ta
      kobieta, przez ponad 30 lat (jak rodziła, miała 40) żyła w świadomości, że poród
      to prawie katastrofa, ból nie do zniesienia itd.
      Nie daj się. Poród boli, ale da się go znieść, naprawdę. Potrzeba pozytywnego
      nastawienia i wiary, że wszystko będzie dobrze.
      Życzę Wam dużo szczęścia i decyzji, które zadowolą Waszą dwójkę.
      Cytrynka, mama Julci (22.04.2003) i październikowego maleństwa w brzuszku
    • shemreolin Re: Lęki po mojej mamie 07.05.04, 11:36
      Dziękuję za odpowiedzi! smile Ja już zaczełam sie zastanawiać nad tym czy aby sie
      nie wybrać do psychologa. Ale sama nie wiem... teraz na pewno nie zdecyduję się
      na dziecko, więc moze mi to minie i potem wszystko będzie dobrze.

      To wszystko zaczeło się od tego, że odwiedziłam moją koleżankę, która we
      wrześniu urodziła córeczke. Siedziałąm i patrzyłąm jak ona, jej mąz i małą leża
      razem na kanapie tacy szczęśliwi a ja poczułam, ze wcale nie chce zeby tak
      wygladało moje zycie. Zwierzyłam sie z tego mojemu chłopakowi i w zasadzie
      kilka razy poruszałam ten temat, az on zaczał sie irytować. I tak wybuchła
      awantura...

      Dzieci zupełnie nie wzbuidzaja we mnie uczuć. Nie chodzi o to, że jestem
      nastawiona wrogo. Jak wiedzę kobietę w ciaży albo z dzieckiem to zawsze wydaje
      mi sie taka wymęczona, nieszczęśliwa i zrezygnowana. Zapewne widzę ją tak jak
      ja czuję, a nie tak jak jest naprawdę.

      Porozmawiałąm z NIM o tym moim problemie i powiedziałam, że nikt mnie nie zmusi
      do ciąży wymaganiami i wrzaskiem, ale miłościa i ciepłem. Moja mama rozstała
      sie z ojcem jak miałąm dwa lata. Zostałą sama, babcia zaproponowała jej
      zamieszkanie w jej rodzinnym domudaleko poza Warszawą, niedaleko granicy z
      Czechami. Mama wyjechała, zostawiła wszystko, wszystkich. Mieszkałyśmy tam same
      az do 12 roku zycia kiedy to mój ojciec wygrał sprawe w sądzie o opieke nad
      nami. Wróciłyśmy wtedy do Warszawy. moja mama przez dzieci straciła wszystko...
      dzisiaj siedzi w domu, nie ma przyjaciół i jest bardzo chora. Wiem, ze wtedy
      było ciezko, stan wojenny, dwójka niechcianych dzieci i maż którego nie
      chciała, dodatkowo człowiek z trudnym charakterem. A ja boje się, ze urodzę
      dziecko a on mnie zostawi, boje się, że zostane sama. To troche głupie, ale ja
      boje sie zaufac mężczyxnie az tak bardzo. A wiem, że nie mam powodów by myśleć
      o nim źle. Jest naprawde kochany i wiem, że jest wierny, że mnie kocha i
      troszczy sie o mnie. Zdaje sobie z tego sprawe ale to w zasadzie nic nie
      zmienia. Ostatnio bardzo duzo o tym myślę...

      heh... sad
      • triss_merigold6 Re: Lęki po mojej mamie 07.05.04, 12:01
        Shemreolin nie martw się na zapas. Psychologa sobie na razie daruj tylko
        stracisz czas i pieniądze a dowiesz się tego co już sama wiesz. Wiesz skąd się
        biorą Twoje obawy i jakie to obawy, jaki jest Twój stosunek do poglądów
        chłopaka. Najważniejsze to nazwać uczciwie to czego się boisz.
        Jestem w trzecim miesiącu planowanej ciąży. Dzieci nie lubię, irytują mnie, nie
        wzruszają, nudzą. Ciąża niczego u mnie nie zmieniła poza tym, że zaplanowaliśmy
        remont łazienki. Fizjologia porodu obrzydza ale nie przeraża tzn. boję się bólu
        i dlatego opłacę znieczulenie lub cesarkę. Nigdy nie pragnęłam specjalnie
        macierzyństwa i teraz fakt bycia w ciąży jakoś mnie nie rusza. Nie czuję więzi
        z płodem, nie mówię do niego, cieszę się dość ostrożnie. Wszystko przyjdzie z
        czasem. Napisz do mnie na priv to możemy pogadać o obawach związanych z
        porzuceniem przez faceta. Pozdrawiam.
        • poziom_ka Re: Lęki po mojej mamie 07.05.04, 12:37
          PRZECIEŻ NIE RODZISZ DZIECKA TYLKO DLA NIEGO, RODZISZ JE TEŻ DLA
          SIEBIE!!!!!!!!!!

          Do tej decyzji trzeba dojrzeć. Nikt Cię nie przekona. NAdejdzie taki dzień,
          kiedy po prostu zapragniesz mieć dzidziusia i nie będziesz mogła o niczym innym
          myśleć jak tylko o tym. Tak było u mnie. Nie widziałam niczego poza pracą itd.
          o dziecku nie chciałam słyszeć. Aż tu NAGLE przyszło takie pragnienie, które
          żyć mi nie dawało.
          Będę najszczęśliwszą kobietą, kiedy będę mogłe je przytulić...
          A poród?? A taaam, raz się żyje, poza tym, są teraz różne możliwości
          redukowania bólu.
          Jeżeli chodzi o samą ciążę, to jest to najpiękniejsze doświadczenie w życiu
          kobiety, a faceci mogą jedynie zazdrościć, nie mają i nie będą mieli pojęcia
          jakie to fantastyczne uczucie - świadomość, że mieszka w Tobie (dosłownie
          przecież!) drugie życie..
          Pozdrawiam.
          • elve Re: Lęki po mojej mamie 07.05.04, 13:27
            poziom_ka napisała:

            >
            > Do tej decyzji trzeba dojrzeć. Nikt Cię nie przekona. NAdejdzie taki dzień,
            > kiedy po prostu zapragniesz mieć dzidziusia i nie będziesz mogła o niczym
            innym
            >
            > myśleć jak tylko o tym. Tak było u mnie.

            dziewczyno, to że tak było u Ciebie nie oznacza, że u niej tak będzie i że
            nadejdzie taki dzień. nie rób ludziom wody z mózgu. u mnie tak NIE było. co nie
            przeszkadza mi cieszyć się byciem przyszłą mamą.
            • poziom_ka Re: Lęki po mojej mamie 07.05.04, 14:05
              elve - i wzajemnie! To, że u Ciebie tak było, nie oznacza, że u niej będzie i
              skoro ma dylemat, to ja na jej miejscu bym poczekała. Zresztą, każdy ma prawo
              do wypowiadania się, to publiczne forum. A autorka tematu zdaje sobie sprawę
              (mam nadzieję), że każdy może mieć swoje zdanie.
              • elve Re: Lęki po mojej mamie 07.05.04, 20:03
                oczywiście, każdy może mieć własne zdanie. ale Twoje zdanie : "NAdejdzie taki
                dzień, kiedy po prostu zapragniesz mieć dzidziusia i nie będziesz mogła o
                niczym innym myśleć jak tylko o tym" jest, przyznasz, dość kategoryczne, i nie
                pozostawiające wątpliwości, że tak już jest i będzie - a przecież tak wcale nie
                musi być.
                poza tym nigdzie nie zabraniałam komukolwiek wypowiadania się, więc nie wiem po
                co ten wtręt o forum publicznym.
                • poziom_ka Re: Lęki po mojej mamie 10.05.04, 08:20
                  elve - masz rację.
                  Pozdrawiam.
    • smartka Re: Lęki po mojej mamie 07.05.04, 12:47
      Witaj!!
      Trochę ci ta mama namieszała w głowie sad to przykre, że nie potrafiła poradzić
      sobie z własnym macierzyństwem i przelała na Ciebie wszystkie lęki. Na
      szczęscie widać że ty zdajesz sobie sprawę z problemu, nie bagatelizujesz go a
      to już coś. Myślę że zamiast zaczynać od psychologa mogłabyś porozmawiać o tym
      co czujesz z jakąś szczęśliwą mamą (piszesz o koleżance, która urodziła we
      wrześniu), taka rozmowa pozwoli Ci spojrzec na macierzyństwo i ciążę od drugiej
      strony. Jestem pewna, że masz zadatki na wspaniałą, mądrą i kochającą mamę smile))
      potrzebujesz trochę czasu i dużo miłości i zrozumienia od chłopaka. Na pewno
      wszystko się ułoży. Trzymam kciuki za Twój instynkt macierzyński smile))
      smartka
    • black-cat Re: Lęki po mojej mamie 07.05.04, 12:57
      Zupełnie jakbym czytała swoje myśli sprzed kilku miesięcy. Pamiętaj, że fakt iż
      nie chcesz i być może nie będziesz chciała mieć dzieci nie czyni cię gorszą.
      Masz do tego prawo i nikt nie może wymagać aby było inaczej. Decyzja musi być
      twoja. Mnie też dzieci zupełnie nie ruszają, nie zaglądam do wózków i nie
      rozczulam się nad nimi. Wiem, że zrobię wszystko aby macierzyństwo nie
      zniszczyło moich planów, zainteresowań i pasji. Być może je zweryfikuje ale nie
      sądzę aby mocno zmieniło. Ciąża to trudny okres i wcale nie piękny
      (przynajmniej dla mnie). Ale da się przeżyć no i wszyscy nad toba skaczą (to
      jest miłe). Bólu sie nie bój (też się tego bałam), bo są znieczulenia i cc na
      życzenie (to dla tych, które boja się panicznie). A kiedy dziecko przyjdzie na
      świat, jest przecież jeszcze ojciec, który razem z tobą będzie wstawał w nocy
      do dziecka, przewijał i karmił (bo jeżeli nie będziesz chciała nie musisz
      karmić piersią). Do tego mozna zafundować sobie opiekunkę i dzięki temu mieć
      więcej czasu dla siebie. Tak sobie to tłumaczyłam i ... wytłumaczyłam bo się
      zdecydowałam. Pamiętaj, że nie musisz mieć dzieci i nikt nie ma prawa zmuszać
      cię do tego. Dla jednych dzieci są całym światem, dla innych jego częścią a
      jeszcze inni wogóle ich mieć nie chcą.
    • elve Re: Lęki po mojej mamie 07.05.04, 13:21
      po pierwsze: pamiętaj, że nie jesteś istotą tożsamą ze swą matką! jej historia
      jest smutna i straszna, ale to jej historia, a nie Twoja! Twoja może byc - i
      pewnie będzie - zupełnie inna.
      po drugie: historia Twojej mamy jest bardzo "logiczna psychologicznie" -
      najprawdopodobniej wpadka pokrzyzowała mocno jej plany na życie, z czym nie
      mogła się pogodzić. Nie umiała tez zaakceptować swojej odpowiedzialności za to,
      co ją spotkało - i złość o to przerzuciła na Was. Nie popełnij jej błędu, co
      znaczy: nie wpadaj! a jeśli już, to bądź gotowa na pogodzenie sie z
      niespodzianką! a najlepiej miej dziecko, kiedy TY będziesz tego chciała, gdy
      będziesz pewna, że to już czas, gdy będziesz je widziała jako integralną część
      swojego życia i swojej historii.
      po trzecie: nie musisz wyć z bólu podczas porodu. jest znieczulenie
      zewnątrzoponowe, sa porody w wodzie. zainteresuj się tym, to może dać Ci
      uspokojenie. rozumiem, że jeszcze nie byłaś w ciąży, więc nie wiesz, jak będzie
      wyglądała Twoja i czy naprawdę będziesz się męczyć - ja na przykład jestem
      zaskoczona tym, jak cudownie ją znoszę... to jest wręcz najwspanialszy do tej
      pory okres mojego zycia! może powinnaś posłuchac relacji osób innych niż Twoja
      mama, dla których macierzyństwo było i jest pozytywnym doświadczeniem, choć
      wiem, że mamine opowieści mają - musza mieć - najgłębszy wpływ na Ciebie. ale
      wierz mi, Twoja mama nie ma monopolu na prawdę, każda kobieta przeżywa ciażę,
      poród, macierzyństwo inaczej.
      jesteś panią swojego zycia i swojej przyszłości, nie pozwól wspomnieniom i
      przeszłości decydować o Twoim szczęściu TERAZ smile
      a jakby co, zawsze jest psycholog, który może pomóc Ci uporać się ze złymi
      uczuciami za pomoca konkretnych kroków i ćwiczeń.
      Tak czy inaczej myślę, że dasz sobie radę: zdefiniowałaś swój problem, i
      dobrze, że o nim napisałaś - to już duża część sukcesu.
      Trzymam za Ciebie kciuki smile i pozdrawiam.
      • shemreolin Re: Lęki po mojej mamie 09.05.04, 19:10
        Jeszcze raz bardzo dziekuje za wsparcie. Któras z was napisała, że powinnam
        porozmawiać ze szczesliwymi mamusiami żeby nieco zweryfikować mój pogląd. I
        właśnie dlatego odwazyłam sie do Was napisać. To bardzo miłe ze nie napadłyście
        na mnie. Rozmawiałam na ten temat z kilkoma osobami ale często słyszałam, że
        cos ze mna jest nie tak i że to co mówię jest okropne. To dlatego, że
        porównałam płód do pasożyta. No ale tak naprawde szczerze, to płód przeciez
        jest w pewnym sensie pasożytem, bo żeruje na organiźmie matki i rosnie jej
        kosztem. Nie mówie tego w złej wierze, ale raczej z biologicznego i naukowego
        punktu widzenia. Jednak taka moja teoria spotykała sie najcześciej z
        obrzydzeniem. Prawdę mówiąc sie nie dziwie, poniewaz jest to teoria odarta ze
        wszystkich uczuć.

        Rozmaiwałam na temat macierzyństwa z moją koleżanka jeszcze z podstawówki. ona
        dobrze zna moja sytuację rodzinna. powiedziałą mi, ż eu mnie będzie na odwrót,
        że ja będe wspaniałą mamą, bo będe chciała dać swoim dzieciom wszytsko to czego
        sama nie miałam. Zrobiło mi się bardzo miło gdy to usłyszałam. smile)))

        Bardzo uwazam żeby nie wpaść. Od 19 roku życia łykam tabletki i jestem pod
        stałą kontrolą lekarza. Jak dotąd nie zawiodłam sie na tych środkach. Biore
        Mercilon.

        No i jeszcze jedno. Ja wiem, że ciagle móie "urodzę MU dziecko", a nie że ja je
        NAM urodzę. Zauważyła to mojoa koleżanka, sama wcześniej tego nie zauważyłam.
        Byc moze na razie odbieram to wszystko jako poświecenie sie dla NIEGO. pewnie
        inaczej bym na to spojrzałą, gdybym miała urodzic dziecko dla SIEBIE.

        A wierzcie mi, że ja bardzo bardzo chcę czuc inaczej. Jeśli nadejdzie taki
        czas, że będzie juz pora na taką decyzję a ja nadal będe czuła sie z tym źle to
        pójde do psychologa.
        • mamulka13 Re: Lęki po mojej mamie 09.05.04, 21:54
          Ja sobie tak myślę (ale mogę się mylić), że do psychologa iść MUSISZ. Powiedzmy
          sobie szczerze, to co głosi Twoja mama - z cały szacunkiem - to jakaś trauma
          dla dziecka. Nie wyobrażam sobie dorastać w takiej atmosferze. TEgo że jestem
          dla matki ciężarem, że gdyby nie ja byłoby jej lepiej itp. To nie jest problem,
          który pojawił się po jednej durnej rozmowie z mamą, ale w trakcie życia z nią,
          u jej boku. To tak łatwo nie przejdzie, bez względu na to kiedy zdecydujesz się
          na dziecko. A jeśli nie załatwisz tego gruntownie z psychoterem, to decyzje o
          dziecku będziesz podejmować na podstawie jakichś racjonalnych argumentów typu,
          co przemawia za posiadaniem dziecka, a co nie. W większości przypadków (nie
          piszę że w "normalnych przypadkach" - bo nie mówię, że to norma) dziecko to
          efekt naturalnej potrzeby i to jest dla dziecka najlepsze. U Ciebie raczej
          będzie ciężko o naturalną potrzebę, ale jeśli mimo wszystko Twoja ogromna
          wrażliwość sprawi, że zapragniesz mieć dziecko, nie pozbędziesz się leków,
          Twoja ciąża to będzie stres, macierzyństwo również. Musisz przepracować to co
          przeżyłaś, usłyszałaś. Musisz uwierzyć w to, że sama byłaś chcianą i potrzebną
          na swiecie istotą, że Twój chłopak (ten czy tamten) Cię kocha, bo naprawdę
          jesteś warta miłości. TEraz w to nie wierzysz. A jesteś warta miłości. Czy
          czułaś się kiedyś dla kogoś najważniejsza? Jeśli nie to naprawdę masz jeszcze
          niezałatwione swoje dziecięce emocje i kiedyś to z Ciebie wyjdzie. Będziesz
          płakać nad dzieckiem, które jest w Tobie, dzieckiem, które nigdy nie czuło, że
          było "słoneczkiem mamusi". Tego (wierz mi, wiem co mówię) nie da się
          przyklepać. MOje dziecko teraz też nawet nie wie, jaką schizę przechodzę, gdy
          tylko wyczuwam choćby niewielki sympton tego, że może traktuje je jak moja
          matka mnie. Tak bardzo nie chciałabym, aby przeżyła to co ja, że czasem sama
          nie wiem, jak powinnam postąpić, a jak już jakoś postąpię, to mam wyrzuty
          sumienia, że źle i zaczynam cierpieć frustrację, ze jestem podłą matką.
          Radzę Ci przepracuj to. Twoja matka była naprawdę TOKSYCZNA. Zatruła Ci głowę
          idiotycznymi teoriami, tragicznymi teoriami. Nawet najbardziej szczęśliwa
          koleżanka-matka nie sprawi, że zapomnisz o tym. Dla mnie to brzmi jak taka soft
          wersja Carrie Stephena Kinga. Sorry, jeśli uraziłam Twoje uczucia do matki.
          Mnie łatwiej, umiem już swojej nie nienawidzić, ale dziecko we mnie ciągle
          płacze.
          • shemreolin Re: Lęki po mojej mamie 10.05.04, 10:17
            Nie czuję się urażona twoją wypowiedzią na temat mojej mamy. W pewnym sensie
            mam do niej żal, ale z drugiej strony rozumiem ją. Wiem, że jest chora i nie
            mogła postępować inaczej. Wielokrotnie zabierano ją do szpitala, łyka proszki,
            chodzi na terapie, ale to i tak nie pomaga. Wiem, że gdy moich dziadków już nie
            będzie ja i moja siostra będziemy musiały się nią zająć. Ona jest tak
            zgorzkniała i tak źle nastawiona do świata, że jest bardzo prawdopodobne, iż
            zacznie zatruwać innym ludziom życie. Jednym z symptomów jej choroby jest
            lenistwo. Często trzeba jej przypominać żeby za coś się wzięła, nie dba o
            siebie, wyjada słodycze z szafek. Czasami są polepszenia, zazwyczaj w lato, gdy
            jest dużo słońca. Wtedy zaczyna o siebie dbać i nawet da się z nią porozmawiać.
            Bardzo kocham moją mamę i wiem, że to co mi zrobiła było nieumyślne, ona po
            prostu nie wytrzymała. Nie mam do niej żalu i nie oskarżam jej. Czasami patrzę
            na nią i jest mi tak strasznie smutno, że nigdy jej nie znałam tak naprawdę.
            Wiem jaka była tylko z opowieści mojej babci. Czasami siadam koło niej i chcę z
            nią porozmawiać, dowiedzieć się czegoś o niej, ale nie wiem ile w niej zostało
            z tej kobiety, którą kiedyś była. Myślę o niej jak o osobie, która żyje a
            jednak jakby umarła. Jest ale jej nie ma. A tak bardzo chciałabym by była...

            Pytasz czy kiedykolwiek czułam, że ktoś mnie kochał ponad wszystko. Myślę, że
            moja babcia i dziadek, a przede wszystkim moja siostra, z którą przez to
            wszystko przeszłam. Babcia i dziadek zawsze byli dla mnie jak rodzice. Z moim
            ojcem dobry kontakt mam dopiero teraz. To bardzo trudny człowiek. Nie jest zły,
            ale wylałam przez niego hektolitry łez. Kilka lat po rozwodzie zamieszkał z
            inną kobietą i są razem do tej pory. Niestety układy z macochą mam po prostu
            fatalne, ale nie chcę się o tym rozpisywać. Mój ojciec jest osobą wybuchową i
            często nie potrafi zapanować nad emocjami. Wielokrotnie zdarzało się, że kazał
            mi się wynosić z domu. Co prawda nigdy do tego nie doszło, ale czułam się przez
            niego nie chciana. Ojciec również nie dał mi i mojej siostrze wiele miłości,
            raczej wymagał i dbał o nas poprzez pieniądze, które łożył na nasze
            kształcenie. Jego też rozumiem... Jego mama umarła gdy był mały, ojciec zwiał w
            siną dal i założył inną rodzinę a jego wychowywała despotyczna babcia od której
            uciekł w wieku 16 lat. Nie chcę go usprawiedliwiać, ale gdy tak o tym myślę
            jest mi go bardzo szkoda, bo przez to jakie było dzieciństwo nie nauczył się
            dawać miłości.

            Mój chłopak mnie kocha. Wiem o tym, ale i tak jestem cały czas niepewna.
            Potrzebuję ciągłych zapewnień, ciągłego kontaktu, ale jednocześnie nie chcę go
            zadusić. Kiedyś byłam z chłopakiem, którego bardzo kochałam. Byliśmy razem
            niecałe dwa lata, niby wszystko było ok, ale on rzucił mnie nagle, a ja nie
            mogłam w to uwierzyć, to było po prostu straszne. Dzisiaj jesteśmy dobrymi
            przyjaciółmi i nawet cieszę się, że to zrobił, bo nie poznałabym mojego
            obecnego chłopaka, z którym jest mi o wiele lepiej niż z tamtym. Tylko, że nie
            mogę przestać myśleć o tym, że on mnie kiedyś zdradzi, oszuka, zostawi. I
            czasami każdy jego zły nastrój powoduje, że zaczynam myśleć, że to przeze mnie,
            że ma mnie dosyć. Czasami próbuję mu to wytłumaczyć, ale właściwie to nie widzę
            w tym sensu. Boję się, że on się przerazi, pomyśli że jestem nienormalna, że
            mam obsesję.

            Nie wiem czy któraś z Was oglądała kiedyś Star Treka (ja uwielbiam ten serial).
            Jest tam taka rasa – Wolkanie. Jednym z Wolkan jest słynny Spock. smile Są oni
            podobni do elfów, jest to rasa kierująca się wyłącznie logiką, która emocje
            zdusza w sobie poprzez medytacje. Kiedy jednak emocje wymkną się spod kontroli
            zaczyna się koszmar. Wolkanin musi stawić czoła uczuciom, mimo że jest istotą
            logiczną. Podobnie jest ze mną. Doskonale rozumiem co mną powoduje, wiem skąd
            pochodzą emocje i wiem jak powinnam się zachować, ale to i tak nie pomaga.
            Czuję to co czuję i nie potrafię tego powstrzymać. Z natury jestem osobą bardzo
            praktyczną, logiczną. Wiele osób zgłasza się do mnie po rady, pomysły i
            pocieszenie. Potrafię pomóc innym, a nie potrafię pomóc sobie.

            Mogłabym tak pisać i pisać. W moim życiu nic nie jest pewne. Ciągle tracę
            ludzi. W sierpniu umarła moja najlepsza przyjaciółka. Jedyna przyjaciółka,
            siostra od serca. Umarła tak po prostu, bez przyczyny. Poszła spać i się nie
            obudziła. Minęło już tyle czasu, a ja nadal myślę o niej niemal codziennie. Nie
            mogę, nie potrafię tego przeżyć. To wszystko co się stało, co się dzieje teraz
            to dla mnie chyba za wiele. A ja nauczyłam się dusić w sobie wszystko. Owszem,
            potrafię o tym mówić, ale to że o tym powiem niczego nie zmieni. Nie umiem się
            przy kimś wypłakać, nigdy nie pozwalam żeby aż tak puściły mi nerwy. Mam
            wrażenie, że jestem żałosna, i że mój wybuch odraża ludzi. Czasami mam straszną
            ochotę wypłakać się kochanemu na ramieniu, ale gdy tylko on pojawia się w progu
            od razu mi się odechciewa. Boję się, że on poczuje do mnie obrzydzenie, że
            jestem taka słaba i będzie tylko gorzej.

            Jak to piszę to wydaje mi się, że mam totalnie przerąbane... sad(((((((((((((
    • reszka2 Re: Lęki po mojej mamie 10.05.04, 21:19
      Shemreolin.
      Ja widzę tutaj co najmniej dwa problemy, częściowo ze sobą powiązane.
      Znamienne dla mnie jest to co napisałaś – „nie chce rodzić MU dzieci”. A co z
      innymi?
      Czy na twój odbiór jego teorii nie mógł wpłynąć fakt twojego nastawienia które
      uświadomiłaś sobie potem, tzn. dziedzictwa po mamie? Może mówił żartobliwie, a
      ty odebrałaś to przez pryzmat twoich doświadczeń?
      Słuchaj, biologizm jest bo jest. I już. Pewne rzeczy są nie do ominięcia,
      choćby nie wiem co. Zauważ że ty też nie wiesz co to znaczy chodzić z brzuchem,
      wyć z bólu itd. To są twoje wyobrażenia które nie wynikają z doświadczenia
      osobistego, tylko z nastawienia po mamie(?).Ciąża trwa parę miesięcy, poród
      parę godzin. Ale potem dziecko zostaje na zawsze. Na ile opinia twojej mamy że
      dziecko jest ciężarem i nieszczęściem dla swoich rodziców stała się twoją? Na
      ile boisz się unieszczęśliwić, na ile boisz się zostać unieszczęśliwioną?

      Moim zdaniem masz niezły kłębek do rozwikłania. Tu nie pomogą przekonywania o
      cudzie narodzin i żebyś się nie bała. Myślę że pomocna by była terapia – serio.
      Jeżeli jesteś z Krakowa, to daj znać – mogę polecić ci kogoś dobrego. W każdym
      razie – chyba najpierw rozwiązanie twoich problemów, potem pertraktacje z
      przyszłym partnerem na temat – ile dzieci i czy w ogóle. Ja nie czekałabym na
      czas kiedy już będziesz w ciąży – może trochę braknąć czasu.
      • mamulka13 Re: Lęki po mojej mamie 10.05.04, 21:48
        Shemreolin, jakbym siebie czytała, tak sprzed roku, półtora. Ja też potrafiłam
        racjonalnie i logicznie wytłumaczyć to co robiła mi moja mama. Używałam Twoich
        słów (nie mam do niej żalu, wiem, że nie chciała, było jej trudno). Wiele z
        tego, co napisałaś jest mi bliskie. Twarda skorupka, wszystkim doradzi, sama
        nie zapłacze. Aż kiedyś w czasie terapi i rozmowy o mojej mamie przez 5 minut
        nie mogłam wydusić z siebie słowa - tyle wysiłku kosztowało mnie powstrzymianie
        łez. Aż moja pani terapeutka powiedziała: dużo mniej energii zużyjesz
        pozwalając tym łzom płynąć, niż próbując je zatrzymać. No i poszło. Jak
        zaczęłam ryczeć to nie mogłam przestać. Nagle poczułam całym moim skrzywdzonym,
        dziecięcym sercem ogromny ból, tęsknotę, krzywdę. Nagle zrozumiałam że tak nie
        wolno robić dzieciom. W książce pt. Toksyczni rodzice, jest taki
        rozdział "Kochani rodzice, to że "nie chcieliście" nie znaczy że nie bolało".
        Ja potem zaczęłam nienawidzieć mojej mamy - szczerze powiem, dopiero niedawno
        mi przeszło takie żywe "nienawidzenie". Przed terapią - ale długo
        po "dzieciństwie i młodości" udawałyśmy (myślałam że naprawdę) przyjaciólki.
        Ale to było z mojej strony tylko przyklepanie problemu. Moja matka nie może
        zrozumieć mojego wybuchu (bo wybucham przed nią), próbuje zmienić moje
        wspomnienia, udaje, że to nieprawda. Ale jest kochającą babcią mojego dziecka.
        Dlatego muszę ją szanować. Moje dziecko ją bardzo kocha. Drżę za każdym razem,
        gdy wydaje mi się, że może mojej córce kiedykolwiek wyrządzić taką krzywdę jak
        mnie. Przez całe moje życie miałam popieprzone związki - ciągle trafiali mi się
        jacyś "niedostępni" faceci - od księdza, przez żonatych itp. Jakbym ciągle
        musiała walczyć o miłość i wiedzieć, że jest niemożliwa - bo w tym piekiełku
        czułam się dosłownie i w przenośni jak w domu. A gdy trafiła się szansa na
        normalny związek, zamęczałam faceta, dręczyłam, sprawiałam, że płakał i klękał,
        abym nie rozstawała się z nim. Tak bardzo potrzebowałam tych dramatycznych scen
        i jego zapewnień o miłości, że takie rozstania, po których czułam się jak
        ścierwo, bo kogoś skrzywdziłam, było mnóstwo. Do tej pory dręczą mnie myślli,
        że facet który niby jest mój na pewno kogoś spotka, kto będzie dla niego
        bardziej godzien miłości niż ja. Ja też chyba najwięcej miłości otrzymałam od
        babci - ale rzadko ją widywałam, teraz już nie żyje.
        Kochana, wierz mi czeka Cię podobne piekiełko. Ja Ci nic nie radzę w sprawie
        dziecka itp. Żadna z nas w TWoim przypadku nie powinna się wypowiadać. To nas
        przerasta. Naprawdę - wybacz moje słowa - jesteś przypadek kliniczny. Musisz
        się wypłakać. Płacz dziewczyno, znajdź kogoś mądrego kto wydusi z Ciebie płacz
        małej skrzywdzonej, nie przytulonej córeczki, dziewczynki, której matka nie
        mówiła "moja najukochańsza królewno". Musisz się wypłakać. Musisz zacząć mieć
        do niej pretensje. Skrzywdziła Cię jak jasna cholera. Ustaliłyśmy już że ją
        rozumiesz, ale to nic nie zmienia. Skrzywdziła Cię. To bolało. Oczekiwałaś
        czegoś innego. Nie wiem, jak Cię przekonać, tym bardziej, że nie wiem, czy masz
        forsę na dobrego terapeutę. To naprawdę jest oczyszczające. Ja Ci życzę jak
        najlepiej bo naprawdę czuję "skrzyżowanie naszych życiorysów". Ale wiem, że nie
        dasz rady sama - wiem, bo ja jestem niby silna jak sto diabłów, a sama nie
        dałam rady. Trzymaj się, trudna i bolesna droga przed Tobą. Ale życie jest
        piękne, to cudowne, że możemy przyjść na ten świat - tą prawdę musisz przekazać
        swojemu dziecku, jeśli się na nie zdecydujesz. A czy sama w to wierzysz?
        • shemreolin Re: Lęki po mojej mamie 11.05.04, 11:24
          Mamulka, dziękuję że odpisałaś mi takim długim postem. Nawet wydrukowałam sobie
          to co napisałaś i odpisuję na laptopie mojego kolegi z pracy. smile

          Poruszyłaś temat Twojej mamy jako babci. Ja się bardzo nad tym zastanawiam co
          zrobię, gdy już będę mieć dziecko. Czy będę pozwalała dziecku widywać się z
          moją mamą. Na pewno nie będę jej zostawiała pod jej opieką, bo mama jest osobą
          zupełnie nieodpowiedzialną i czasami agresywną. Pamiętam jak kiedyś rzuciła
          stołkiem w moją siostrę i gdybym się nie rzuciła i go nie odepchnęła to
          trafiłby ją prosto w twarz. Ale to były skrajności. Ja miałam zawsze być tą
          odpowiedzialną starszą siostrą, ochraniałam moją siostrę, dzwoniłam do babci
          jak działo się coś złego. Nigdy nie pozwalałam sobie na słabość. Byłam mała,
          ale rozumiałam co się dzieje i co mam robić. Zawsze wszyscy mówili, że moja
          siostra jest słabsza, mniej odporna. Bali się o nią, ale nikt nigdy nie spytał
          jak ja się czuje. Nikt nie miał wątpliwości, że sobie poradzę. I do tej pory
          gdy wybucham wszyscy w domu się dziwnie na mnie patrzą.

          Ja płaczę dość często, ale nigdy przy kimś. Zazwyczaj wyję po nocach, a rano
          powieki mam jak opony. Płacz przy kimś uważam za coś urągającego mojej
          godności. Ja jestem dość dumną istotą i upartą na dodatek. Mój zodiak to Byk, a
          ja jestem typowym jego przedstawicielem.

          Jeśli chodzi o moje związki uczuciowe to nie mogę narzekać. Właściwie cały czas
          musiałam być w kimś zakochana, najczęściej bez wzajemności. Ciągle poszukiwałam
          miłości. Nie jestem brzydka (i skromna wink) a na dodatek jestem bardzo
          towarzyska, uprzejma i mam wielu znajomych. Dodatkowo jakoś przyciągam
          mężczyzn. Pracuję w informacji i codziennie przychodzą do mnie masy ludzi.
          Kilka razy dziennie jakiś facet mi prawi komplementy albo robi dziwne miny
          mające na celu zrobienie na mnie wrażenie. Zresztą wiem, że niezła ze mnie
          kokietka i skrzętnie to wykorzystuję. Mimo to przed moim obecnym związkiem
          miałam tylko jednego chłopaka, z którym byłam prawie dwa lata. To był całkiem
          udany związek, taki młodzieńczy, wesoły, ale też trochę niewydarzony. On mnie
          zostawił, strasznie to przeżyłam, ale dzisiaj jesteśmy przyjaciółmi.

          Z moim obecnym chłopakiem dogaduję się naprawdę wspaniale, jest nam ze sobą
          dobrze. Mamy wspólne zainteresowania, podobne upodobania (nie jesteśmy zbyt
          imprezowi, lubimy cieple domowe kąty, nawet to samo jedzenie), słuchamy tej
          samej muzyki, gramy nawet w te same gry i często mamy takie samo zdanie na
          jakiś temat. Dodatkowo jesteśmy wyjątkowo zgrani w sprawach ars amandi. Mamy
          ten sam temperament i podobne podejście do seksu. Jestem naprawdę szczęśliwa,
          że znalazłam takiego mężczyznę. Czasami się zastanawiam jak mi się udało
          znaleźć takiego faceta! Tak więc jeśli chodzi o toksyczne związki z mężczyznami
          to nigdy nie miałam tego problemu. Nie mam piekła w związku i dobrze się
          znajduję w tej sytuacji, nie szukam dramatów. Właściwie to potrafię rozładować
          każdą sytuację, może to dlatego w ciągu tych trzech lat pokłóciliśmy się
          zaledwie dwa razy. Zazwyczaj jak mamy problem to rozmawiamy, ewentualnie mówimy
          bardziej „energicznie”. I jest nam tak dobrze razem i tak do siebie pasujemy
          jak dwie połówki pomarańczy, że jak dla mnie jest za spokojnie. To nie oznacza,
          że ja chce to zniszczyć żeby sobie zrobić piekiełko, ale raczej chodzi o to, że
          właśnie jest mi z tym tak dobrze. Boje się, że to taki wredny żart od losu.
          Jest tak wspaniale, ale to wszystko runie i znowu będę nieszczęśliwa. I tego
          właśnie się boję.

          Boje się również tego, że sama do tej katastrofy doprowadzę. Wytłumaczę to
          tak... Mam lęk wysokości i za każdym razem jak stoję blisko okna na wysokim
          piętrze czy gdzieś gdzie jest wysoko to mam wrażenie, że spadam. Świat wiruje,
          nogi mi miękną i przechylam się w stronę przepaści. Gdyby nie barierki i
          parapety to niechybnie bym spadła. Mój strach powoduje, że ryzyko upadku jest o
          wiele wiele większe. Tak samo jest z miłością. Tak boje się, że wszystko
          stracę, że pewnie wywołam wilka z lasu.

          Dziecka na pewno na razie nie planuję, ale marzę w głębi duszy o prawdziwej
          rodzinie, o kochającym mężu i dwójce radosnych dzieciaków, dla których będę
          alfą i omegą. Ale z drugiej strony to troszkę tak jakbym oglądała kolejną
          reklamę płatków śniadaniowych gdzie sztuczna rodzinka uśmiecha się do siebie i
          gdzie żadne problemy nie istnieją...


    • kokosia Re: Lęki po mojej mamie 11.05.04, 10:58
      Moje drogie. Nawet nie myślałam, że jest nas tyle z pokrewnymi problemami!
      Moja matka urodziła mnie w sylwestrową noc i juz tej nocy "wymarzyła" sobie
      przyszłość dla mnie. A więc kariera,sukces,najpierw liczne romanse , potem mąż
      dużo starszy - ustawiony, ja jakaś BEZDZIETNA Pani doktor ( tylko doktor to z
      ostrozności, ale Pani Profesor też może być) nauk jakichś tam,dobry samochód ,
      drogie futro i apartamenty. Maż lekarz, żeby było jasne, profesor.
      Moja mama urodzila mnie bedąc na czwartym roku filologii polskiej. Studiów nie
      skończyła, karmiąc mnie potem zapewnieniami, że to przeze mnie, przez
      macierzyństwo itd. Mówiła mi tak odkąd zaczęłam rozumieć jezyk ojczysty, czyli
      wcześnie.
      Teraz wiem, że juz jej się po prostu nie chciało uczyć i to był zasadniczy
      powód przerwania ściezki edukacji.
      Przez lata wychowywano mnie pod kloszem, tłumaczono m in, że nie jestem do
      rodzenia dzieci, układano mi w mózgu puzle złozone z własnych uprzedzeń. To
      było okrutne. Jako podlotek przeszłam pierwsze załamania nerwowe. Raz jako
      siedemnastolatka nałykałam się z rozpaczy tabletek -zamknięto mnie wtedy w domu
      na cztery spusty, bo rodzice gdzieś wyszli. Było lato,młodzież jeździła na
      rowerach , paliła ogniska i ..."puszczała się gdzieś po krzakach" wedlug mojej
      mamy.
      Wyjazd na studia był dla mnie terapią życia.
      Skończylam je jako mężatka i mama kilkumiesięcznej Michaliny. Wydaje mi się, że
      uwolniłam się w części od koszmaru dzieciństwa.
      Mój mąż jest z biednej prostej rodziny,przeciętny mgr inż, jest TYLKO młodym
      logistykiem, jeździmy starym gratem, futer nienawidzę, mieszkanie mam małe,
      stare i na kredyt. I jest mi dobrze.
      Matka oczywiście płacze nocami nad moim losem.Mowi, że jestem nie do poznania.
      bo na przekór nasza natura nie da się całkowicie zniewolić. Uwolij się więc od
      kompleksu matki, jej problemy bowiem wynikały z jej psychiki i charakteru i
      niekoniecznie muszą odbić się w tobie jak w zwierciadle. Macierzyństwo zostaw
      sobie do oceny - sama poczujesz, jak ma byc, ale nie myśl wtedy o twojej matce.
      Wiesz, ciąży boimy się wszystkie. Ze względow jej fizjologii, ze względów
      obyczajowo - społecznych. Ja się bałam. O dziwo, kiedy bylam w ciąży balam się
      bardziej o zdrowie dziecka, niż o sam ból porodu. Inaczej się wtedy myśli. Ten
      człowieczek też przeżywa ogromny stres, ponoć i ból także, jest taki kruchy ,
      bezbronny, milczący. Bolało mnie, ale chciałam oszczędzić bolu mojemu dziecku.I
      dlatego pięknie wspominam ten poród i te nowe, wielkie oczy małej, wlepione we
      mnie, kiedy leżała u mnie na brzuchu. No i oczy męża. Warto było.
      Bo facet też jest ważny - to jego dziecko.
      Jesteśmy ludźmi, musimy żyć ideałami, emocjami, czymś więcej niż kupa w
      pampersie. Dziecko to czlowiek. Polecam ci lekturę Janusza Korczaka,
      wspanialego ojca sierot. Napisał on apel malego dziecka.Zrozumiesz czytając ,
      co zlego było w twoim rodzinnym domu , a może kiedyś wrocisz do tych słów mając
      własne pociechy.
      Pozdrawiam i trzymam kciuki Twoje przyszłe decyzje wolne od balastu przeszłości.
      • shemreolin DZIĘKUJĘ! 11.05.04, 11:28
        Strasznie Wam dziewczyny dziekuję. Tak strasznie potrzebowałam pogadać z kimś,
        a teraz wiem, ze nie jestem z tym sama, ze nie jestem nienormalna, że się boje.

        Po tych postach, które przeczytała mam wiecej wiary w siebie

        Wielkie CMOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOKI! smile

        P.S. Życze Wam wszystkim zdrowych i szcześliwych fasolek. smile
Pełna wersja