ankha_25
23.07.04, 13:41
Cholerna intuicja, nigdy nie zawodzi...
Drżącymi rękoma wypakowałam test, zrobiłam co trzeba, wzięłam szybki zimny
prysznic dla uspokojenia, a potem dygocząc z nerwów popatrzyłam na płytkę...
jedna, jedyna niebieska kreska.
Uff... co za ulga!
Odłożyłam test, dokończyłam poranną toaletę, ubrałam się etc. i wróciłam do
łazienki,żeby wyrzucić pozostałości po moim "eksperymencie" -patrzę, oglądam
pod światło z niedowierzaniem z każdej stony -bledziutka, różowa kreseczka,
na złość całemu światu przekornie błyszczała w okienku.
O Boże...
Zrobiło mi się niedobrze ze strachu.
Więc jednak.
To już nie są czysto teoretyczne rozważania, to już własciwie pewność.
I tak wiedziałam, podobnie jak w pierwszej ciąży, test był czystą
formalnością, ale jeszcze się łudziłam,że się uda jakoś...
I co teraz dalej?
...