Chodzi mi o taką rodzinną pomoc, a nie wykorzystywanie

Trochę mi dziś smutno, bo zdałam sobie sprawę, że ja na pomoc swojej nie za
bardzo moge liczyć. To juz 33 tc i prawie 2 mies. odkąd leżę. Nie jest lekko,
wychodzę tylko raz na dwa dni na ławeczkę przed blok. Mąż pracuje do póżna. W
lipcu, kiedy byłam jeszcze na chodzie, kupiliśmy na kredyt pierwsze własne M.
Mąż sam je wyremontował, ale okien nie ma kto umyć. Myślałam, ze może mama
pomoże. Nic z tego

Nie ma czasu (chociaż jest na emeryturze) pomóc mi w
zakupach wyprawki. A przydałaby się osoba, która mogłaby to za mnie zrobić,
bo ja nie mogę chodzic po sklepach. Nic z tego

A ostatnio, gdy mnie
odwiedziła (mieszka 40 km dalej) na godzinkę to rozmawiając o tym, czy wrócę
po macierzyńskim do pracy powiedziała: "ale ja wnuka pilnowac nie będę".
Nawet jej o to nie prosiłam! Niczego nie sugerowałam i byłam bardzo
zaskoczona jej reakcją. Przykro mi się zrobiło.
A Wy, czy możecie liczyc na pomoc Waszych mam? Czy możecie liczyc na nie w
ciąży i po porodzie?
Pozdrawiam. Atlantis w 33tc4d