Dodaj do ulubionych

Dobra droga na świat

04.11.04, 11:44
Właśnie jestem na półmetku ciąży i aktywnie przygotowuję się do porodu.
Chodzę na kurs "Łagodny poród", na gimnastykę dla przyszłych mam, do klubu, w
którym ćwiczę na siłowni, pływam, zajmuję się aqua-aerobikiem, odwiedzam
saunę. Staram odżywiać się właściwie, unikam stresów - jednym słowem usiłuję
zapracować sobie na piękny i udany poród. Oczywiście jestem pod stała opieką
lekarską. Za pierwszym razem było okropnie, więc teraz próbuję zrobić
wszystko, aby przyjście na świat mojego drugiego dziecka było godnym
przeżyciem dla nas obojga.
Coraz bardziej zaczynam przychylać sie do idei rodzenia w domu, a ten artykuł
spowodował, że widzę coraz więcej argumentów na jej korzyść. Jeśli mój stan
pod koniec ciąży nie będzie budził obaw u mojego ginekologa i położnej, z
którą jestem w kontakcie od początku stanu odmiennego, to wydaje mi się, że
pozostanie w domu opod opieką owej położnej, będzie najlepszym rozwiązaniem.
Dodam, że mieszkam obecnie w Moskwie, gdzie trafiłam do Centrum położnictwa
tradycyjnego, w którym bardzo często kobiety wybierają poród domowy.
Powiedzcie, co sądzicie o możliwości rodzenia w domu? Pozdrawiam, Ania.
Obserwuj wątek
    • margerytka1 Re: Dobra droga na świat 11.11.04, 00:09
      Hej! Ja jestem już na finiszu... Poród może być w każdej chwili i jest
      zaplanowany w domu smile Mam wielką nadzieję, że się uda wbrew utartym opiniom
      społecznym i obawom rodziny. Dlaczego w domu?
      - ja chcę decydować o przebiegu, tzn. mieć wpływ na pozycję w II fazie, móc
      robić, co mi się żywnie podoba w I;
      - niecierpię obcych, chcę czuć się bezpiecznie;
      - nie chcę, aby robiono ze mną cokolwiek rutynowo, ani też nie mam siły,
      zdrowia, zacięcia walczyć o to, do czego tak naprawdę mam prawo (energia będzie
      mi potrzebna na co innego);
      - chcę, aby mój mąż mi pomagał, brał aktywny udział, a nie musiał się słuchać
      personelu;
      - chcę, aby mój mąż był przy nas również po narodzeniu dziecka - cały czas, a
      nie na godzinę, dwie;
      - nie jestem chora, aby mnie hospitalizowano, ja tylko jestem w zdrowej ciąży,
      chcę urodzić zdrowe dziecko; chcę uniknąć farmakologii na tyle, na ile tylko
      się da..........

      To tak z grubsza, bo ciemną nocą i chyba już muszę się położyć.. nie mogę być
      zmęczona, bo siły mogą mi być w każdej chwili potrzebne smile

      A artykuł bardzo mi się podoba.
      • sandglass Re: Dobra droga na świat 13.11.04, 21:57
        nigdy bym się nie zdecydowała na poród w domu.
        nie myślałaś o sytuacjach awaryjnych? np. spada tętno dziecka i trzeba szybko
        wykonać cesarkę? albo dziecko urodzi się w zamartwicy i trzeba będzie szybkiej
        interwencji lekarskiej? albo dostaniesz krwotoku?
        to wszystko może się zdarzyć w "idealnej" ciąży.
        życzę udanego porodu, bez komplikacji i gratuluję odwagi.
        Przygody Pawełka
      • linuss1 Re: Dobra droga na świat 15.11.04, 09:34
        Margertyka, jeśli jesteś jeszcze przed to czy mogłabyś mi napisać, czy będziesz
        rodziła swoje pierwsze dziecko?
        Moja żona w czasie ciąży ostro napierała na poród w domu. Ale wszyscy jej to
        odradzali ze względu na tzw. nieprzewidziane okoliczności. Wiem, że np. w
        Holandii dzieci rodzi się w domu i to jest norma i nikt tam nie powołuje się na
        te nieprzewidziane kłopoty. Fakt, ze w domu rodzą zdrowe kobitki i to po
        konkretnych badaniach, które jasno wykluczają powikłania.
        Żona jest jeszcze przed rozwiązaniem i w sumie stale mówi, ze jeśli nadejdzie
        ten moment to twardo zostaje w domu. Ale wątpliwości ma.
        No i Twoj list tak myślę, że utwierdzi ją w jej przekonaniu, co do pozostania w
        domu tak długo, jak się da.
        osobiście chciałbym żeby dziecko przyszło na świat godnie, bez obecności obcych,
        bez kontaktu ze szpitalnymi zapachami, pokrzykiwaniami etc. etc. Fajnie by bylo
        przyjac maluszka w domu.
        pozdrawiam i czekam na info o narodzinach w domku!
        linuss
        • margerytka1 Re: Do linuss1'a 19.12.04, 16:08
          Próbowałam wysłać Ci maila, ale serwer odbija mi wiadomość na Twój adres.
          Wklejam go więc tutaj:

          Witaj!

          Już urodziłam - 19.11. Dopiero powoli coraz lepiej poznajemy się z maluszkiem i
          nowymi obowiązkami, więc do tej pory nie miałam chwilki czasu i szczerze
          mówiąc, chęci po kolejnej niespanej nocce wink do buszowania po internecie.
          Dzisiaj zajrzałam wreszcie. Pytałeś 15.11. - to już kupę czasu temu, więc nie
          wiem, czy nadal potrzebujesz mojej opowieści. Jeśli jeszcze nie urodziliście i
          chcecie poczytać, daj znać. Napiszę więcej dlaczego taka decyzja i jak to
          wyszło w praktyce.

          W wielkim skrócie:
          - to był mój pierwszy poród
          - trwał tylko 8h
          - bez nacięcia - nie popękałam
          - dzieciaczek - 10 punktów

          Pozdrawiam
          Gosia

          • weronikaglow pytanie do Margerytki ;)) 20.12.04, 08:43
            Na wstepie WIELKIE WIELKIE gratulacje!!!!!!!!!
            ;0)))))))))))))))
            I miliony uśmiechów i pozdrowień!!!!!!!!!!!
            Ja wtracilam sie do tego watku, bo jestem bardzo zainteresowana porodem w domu.
            NIedawno przeczytalam ksiazke "Porod aktywny" oraz "Czule położnictwo" i coraz
            bardziej sie sklaniam do pozostania w domu podczas porodu.
            Opowiesci moich kolezanek o porodzie w szpitalu mnie przerazaja - traktowanie
            kobiety jak kontener, kaleczenie krocza czy trzeba czy nie, brak atmosfery
            intymnosci i nie wspomne o tej okropnej dla mnie pozycji ginekologicznej z
            nogami w gorze. Koszmar.
            O porodzie duzo rozmawiam z moja mama. Ona zle wspomina swoje 2 porody.
            Pomysl bym rodzila w domu jej sie podoba.
            Dodam, ze mam szpital polozniczy na mojej ulicy - 5 minut od domu. Wiec jakby co
            to pomoc jest w zasiegu reki.
            Boje sie troche ryzyka bo wszyscy mnie strasza. Maz nie ma zdania, jedyne
            wsparcie stanowi mama.
            To bedzie moj pierwszy porod i chce go spedzic godnie. Chcialabym tez miec
            swobode, zeby nikt na mnie nie krzyczal, nie zmuszal do niczego. Panicznie boje
            sie ciecia krocza - uwazam, ze to zwykle barbarzynstwo i niepotrzebne
            kaleczenie. Nie chce by mnie jakas salowa pytala o lewatywe albo golila, bo sie
            zwyczajnie brzydze i wstydze.
            W sumie mam mnostwo pytan i watpliwosci i jak podsumowauje to wszystko to juz
            sama nie wiem, co robic.
            Slyszalam, ze porody domowe sa najbezpieczniejsze dla matki i dziecka, ze rodza
            tak swoje dzieci w Holandii i Kanadzie. Slyszalam tez duzo zlego o naszych
            szpitalach polozniczych - ze kobiete odzieraja z intymnosci, ze nie rozwijaja
            sie i twardo trzymaja przestarzalych metod czyniac duzo zlego.
            Czy moglabys napisac, czy Toba tez targaly takie watpliwosci, czy bylas na 100%
            zdecydowana i pewna i czy musialas robic jakies dodatkowe badania przed porodem
            w domu (zeby wykluczyc komplikacje), czy w razie czego mialas jakis margines
            zabezpieczenia (jakby jednak cos sie stalo).
            Słyszalam,z e polozne przyjmujace porody w domu sa najlepszymi specjalistkami od
            przyjmowania dzieci, bo musza miec wkalkulowane pewne ryzyko.
            Dzieki za odpowiedz i pozdrawiam!
            • margerytka1 Re: pytanie do Margerytki ;)) 22.12.04, 11:11
              Hej! smile Gratulacje przyjęte z dumnym uśmiechem smile

              Trochę o moim porodzie napisałam w innym wątku, zajrzyj:

              https://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=572&w=18660653&a=18718812

              Znam "Poród aktywny", uważam, że książka jest super - a co ja jej się
              naszukałam! Przeczytaj sobie jeszcze:
              1) "Poród w domu" Irena Chołuj - to są zapiski, wspomnienia z porodów położnej,
              z którą ja rodziłam, nie ma w niej może konkretnych informacji, czy wskazówek,
              ale za to te wspomnienia są naprawdę piękne;
              2) "Rodzić w domu" Sheila Kitzinger - to jest, można powiedzieć, podręcznik,
              opisane jest, co trzeba mieć w domu, jakie są argumenty za rodzeniem w domu;
              3) "Odrodzone narodziny" Michel Odent (nie jestem pewna pisowni imienia) - ta
              książka też może nie wnosi jakiejś nowej wiedzy, opowiada o pewnej klinice, w
              której są przyjmowane porody wg zasad tego gościa - on bardzo bazuje na
              instynkcie kobiety, można przeczytać, żeby sobie jakieś takie podejście
              wyrabiać, żeby się otwierać na to, co się z Tobą dzieje i pozwolić działać
              instynktom (ja np., ku swojemu bardzo dużemu zdziwieniu, krzyczałam przy
              skurczach, ale dobrze było sobie zdawać sprawę, że to jest w porządku, kiedy
              przynosi ulgę i że mimo wszystko jest to po jakąś moją kontrolą)

              Chodziliśmy z mężem na szkołę rodzenia, to był kurs otwarty, czyli pary były o
              różnym stopniu "zaawansowania", a każda para, która już urodziła, przychodziła
              potem gdzieś po dwóch tygodniach poopowiadać, jak było. Na szkole bardzo dużo
              nas nauczyli, jak oswajać personel szpitala, jak nie dać potraktować się
              rutynowo, jak nie pozwolić na pewne rzeczy, których sobie nie życzysz typu:
              lewatywa, nacinanie, pozycja w II fazie, ciągnięcie za pępowinę, jeśli łożysko
              nie urodzi się wystarczająco szybko (zdaniem lekarzy, sic!), podawanie
              oksytocyny itp. Właściwie każda para, która opowiadała, była zadowolona. A nie
              byli to ludzie skłonni do narzekania na wszystko i wszystkich. I mimo tego
              zadowolenia w każdej niemal opowieści pojawiały się motywy, że lekarze, czy
              położna do czegoś zmusili, coś podali. To mi się bardzo nie podobało. W ogóle
              udało nam się trafić na naprawdę dobrą szkołę rodzenia, bo wiele z nich uczy
              raczej, jak być grzeczną i wygodną dla personelu szpitala, a nie jak dobrze
              urodzić. Chodzisz może do jakiejś?

              Bałam się ryzyka, ale przekonały mnie statystyki (to, co piszesz, że w porodach
              domowych jest mniej komplikacji). Uspokajało mnie, że prowadzący szkołę
              rodzenia mają 6 dzieci i wszystkie, albo prawie wszystkie (tego nie jestem
              pewna), rodzili w ten sposób. W trakcie kursu urodziła jedna para w domu - to
              było ich trzecie dziecko i trzecie w domu - opowiadali o tym. Jedna z par,
              która dopiero będzie teraz rodziła w okolicach Świąt, też się zdecydowała.

              Z nami zaczęło się od tej pierwszej książki Irenki. Pożyczyliśmy ją ot tak, nie
              wiedząc jeszcze, jak chcemy rodzić. Potem czytałam tą książkę i za pierwszym
              razem okropnie się przy niej poryczałam, przy następnych podejściach mniej, ale
              za każdym razem chciało mi się płakać i to sama nie wiedziałam do końca
              dlaczego. Wtedy mój mąż powiedział, że widocznie to jest to, czego bardzo bym
              pragnęła...... - nazwał moje uczucia lepiej ode mnie samej. No i wtedy
              zaczęliśmy myśleć, że może byśmy w ten sposób. Mieliśmy kilka progów i
              wątpliwości do przekroczenia:
              1- mam astmę i nie wiedzieliśmy, czy to nie jest przeszkoda - ale Irenka
              odradziła nam robienie spirometrii (badanie pojemności płuc) tłumacząc, że to
              niepotrzebny stres, a w końcowych miesiącach ciąży i tak ta pojemność jest
              naturalnie mniejsza, a na pewno nie będzie to miało wpływu na akcję;
              2 - mam żółtaczkę wszczepienną (kiedyś w pewnym szpitalu prawie 30 lat temu mi
              to "podarowano") i również nie wiedzieliśmy, czy to nie jest przeciwskazanie,
              bo dzieciątkiem tuż po porodzie trzeba się specjalnie zająć. Tego byliśmy
              pewni, ale nie wiedzieliśmy dokładnie, co trzeba zrobić. Położna też tego nie
              wiedziała, bo akurat nigdy nie przyjmowała takiego porodu. Wiele się
              naszukaliśmy i nadzwoniliśmy, w szpitalach nie wiedzieli (!!!!!) co się robi z
              takim dzieckiem (i jak ja miałam rodzić w którymś z nich?!). W końcu dotarliśmy
              do informacji dzięki pomocy kilku życzliwych (a obcychsmile osób. Jedna z nich, ze
              szpitala zakaźnego, nawet dała nam przeciwciała dla dziecka (bo tego nie da się
              kupić w aptece).
              Jeszcze kilka innych wątpliwości wyjaśnialiśmy na spotkaniu z Irenką, byliśmy u
              niej w domu.

              Na szkole powtarzali nam, że kobieta powinna rodzić tam, gdzie sama czuje się
              najbardziej bezpieczna, nie sugerowali ani domu, ani szpitala. Nie umiałam tego
              do końca wytłumaczyć, ale mimo że czułam jakiś lęk, że może coś się stać w domu
              (też przeszłam przez straszenie przez ludzi z otoczenia), to dużo większy lęk
              czułam przed szpitalem: przed rutyną, narzucaniem ich woli, rodzeniem na
              leżąco... ja w ogóle bardzo źle toleruję obcych ludzi i raczej nie jestem
              osobą, która umie walczyć o swoje. Bałam się, że poród będzie wyglądal tak, jak
              oni by chcieli, że mi napodają jakiś dziwnych leków, jeszcze wczesniej mnie
              ogłupiając, że to niezbędne. Na przykład jeden lekarz z prywatnej kliniki
              (której przez chwilę się przyglądaliśmy) powiedział mi, że niemożliwe jest
              urodzić bez znieczulenia, bo to taki ból, którego żadna kobieta nie wytrzyma...
              A jednak wytrzymałam smile Wiem też, że bardzo dużo, cały przebieg akcji
              porodowej zależy od tego, jak kobieta się czuje, czy właśnie jest bezpieczna -
              wtedy wydzielają się odpowiednie hormony, które zarówno stymulują postęp
              porodu, jak i też naturalnie znieczulają. Byłam pewna, że przy obcych te
              mechanizmy mi się zablokują. Dużo by tu pisać o argumentach, które mnie
              przekonywały, ale najważniejsze było to, że niewytłumaczalnie, gdzieś w środku
              siebie, czułam, że to jest dobre. Że to będzie dobre właśnie dla mnie i
              dzieciątka i że bardzo tego chcę. Taki jakiś... instynkt?

              Z zabezpieczeń to:
              1 - Irena jest bardzo dobrą położną o bardzo dużym doświadczeniu, wiedziałam,
              że przy niej będę bezpieczna i że jakby działo się cokolwiek nie tak, ona
              będzie wiedziała, co robić, no i wygoni mnie do szpitala odpowiednio wcześniej,
              jeśli będzie trzeba; poza tym miała ze sobą cały samochód sprzętu różnorakiego
              2 - pod blokiem stał samochód Ireny, a do szpitala było też jakieś 2-5 minut

              Jakichś specjalnych dodatkowych badań nie robiłam, bo miałam dobrego lekarza
              prowadzącego ciążę, wiedziałam, że przebiega w porządku, różne badania były
              robione w trakcie. Ważne też było dla mnie, że ta lekarka nie widziała żadnych
              przeciwskazań do domowego porodu. Nawet ostatnie USG (takie, co robi się na
              koniec ciąży) nie było potrzebne, bo położna umiała sama ocenić ułożenie
              dzieciaczka i radziła nam, żeby go niepotrzebnie nie stresować.

              Trudno jest kogoś namawiać na poród domowy, bo wiąże się z tym duża
              odpowiedzialność - to Twoja/Wasza decyzja. Ryzyko niby jest, ale np. mój mąż
              twierdzi, że dużo większym ryzykiem jest oddać się w ręce lekarzy. Chyba oba
              rozwiązania mają poważne plusy, mają też minusy i nie jest tak do końca, że
              szpital to bezpieczniejszy. Oboje mamy złe doświadczenia z lekarzami, ktrórzy
              niby leczyli, a zrobili jeszcze większą krzywdę... Dużo wiedzieliśmy też
              na temat tego, co robią, a czego robić nie powinni podczas porodów. W
              szpitalach jest więcej powikłań, bo wiele z nich wywołują oni sami
              niepotrzebnymi interwencjami w naturę, inna sprawa, że mają też sprzęt, żeby z
              tych powikłań jakoś ratować. Pewnie nie można na to patrzeć zbyt jednostronnie.

              Nie namawiam więc, ale mogę Ci opowiadać o moim porodzie. To bolało naprawdę
              mocno, chociaż taki naprawdę nie do zniesienia ból był dopiero jakieś ostatnie
              3 godziny. Obecność mojego męża, wszystko, co wtedy robił i mówił, bardzo mi
              pomogały. Irenka też mnie pocieszała, że to już niedługo - to było przy tzw.
              kryzysie 7 centymentra. Z końcówki mam wspomnienia takie, jakbym była
              • weronikaglow Dziekuje za odpowiedz!!! 23.12.04, 11:26
                Czytajac Twojego maila zwyczajnie sie poryczalam! Moj maz takze sluchal wzruszony.
                Super porod i super wspomnienia!!!! Jeszcze raz gratuluje!
                Tez tak chce.
                Ja do porodu mam jeszcze 8 - 11 tygodni. Rozni lekarze i rozne metody liczenia
                wskazuja na koniec lutego lub poczatek marca.
                Chodzenie do szkoly rodzenia wlasnie zakonczylam. Przytłaczajaca wiekszosc
                uczestnikow byla zdecydowana na porod tradycyjny - szpitalny i stad glownie
                opowiadano o porodach w szpitalu.
                Byla tez wizyta lekarza, ktory serdecznie zdziwil sie np. ze sa jakis badania
                wskazujace np. szkodliwosc ciecia krocza. Lekarz powtarzal utarte schematy np. o
                czasie trwania porodu - okreslal jakies limity. A przycisniety konkretnie do
                muru twierdzil, ze wlasciwie to nie ma norm, bo kazdy czlowiek jest inny i kazdy
                porod inny. Czyli w sumie sam sobie zaprzeczal!
                Ja tez mam za soba doswiadczenia szpitalne i wiem, ze czloweik jest tam
                zwyczajnym pacjentem i nikt sie nad nim nie rozczula. Zreszta mi nie chodzi o
                rozczulanie ale chcialabym by moment przyjscia na swiat mojego dziecka byl godny.
                W internecie ogladalam filmy o porodach. I szczerze mowiac przerazily mnie
                ujecia kobiet z zawieszonymi w gorze nogami, albo ciecia krocza pod woda.
                Widzialam tez filmy z domow porodowych w Austrii i tam np. polozne cierpliwie
                czekaly, nikt nikogo nie nacinal, nie popedzal.
                Przeraza mnie tez to, ze bede musiala zostac sama po porodzie bo meza wygonia.
                Ze do domu wroce po kilku dniach, ze godziny po porodzie bede spedzala glownie z
                obcymi ludzmi.

                Ja strasznie sie boje rutyny, przedmiotowego traktowania. W szkole byla jedna
                polozna, ktora wybralam na ewentualny porod szpitalny. Ale teraz bede drazyla i
                szukala glebiej. Zaczne od niej i zapytam o to czy odbierala dzieci w domu i o
                jej doswiadczenia. Przeczytam tez polecone lektury.
                Jakos tez instynktownie czuje,z e dom to najlepsze miejsce przyjecia dziecka.
                No i wsparcie mojej mamy tez mi pomaga.
                Zycze wszystkiego najlepszego Tobie, Mezowi i Maluszkowi! Dzieki jeszcze raz za
                tego super maila! Milych Swiat i Nowego Roku i pewnie jeszcze nie raz do Ciebie
                napisze! pozdrawiam, Weronika


                • margerytka1 Re: Dziekuje za odpowiedz!!! 12.01.05, 00:17
                  Pisz, jeśli jeszcze będziesz potrzebowała o coś zapytać - zapraszam. Tylko może
                  już na maila (ten wątek już raczej mało uczęszczany i mogłabym Cię tu
                  przeoczyć), może być na gazecie: margerytka1@gazeta.pl, albo gosiajoz@o2.pl
                  Pozdrowienia smile))
            • margerytka1 cd. Re: pytanie do Margerytki ;)) 22.12.04, 11:13
              jakbym była za ściąną, za mgłą, jakbym to nie była ja, tylko patrzyła z boku,
              ale pamiętam, co do mnie mówili, pamiętam, jak Irenka mówiła do maluszka: "no
              chodź, chodź już do nas" smile Tuż po porodzie pamiętałam głównie ból i
              rozkoszowałam się tym, że nic nie boli, ale z każdym kolejnym dniem to
              wspomnienie się zacierało, a pozostała jakaś taka radość, że się udało, duma,
              że byłam w stanie, wielka wdzięczność dla mojego męża i dla Ireny, wspomnienie
              pierwszych dźwięczków, jakie wydawało maleństwo, jego otwarte uważne oczka tuż
              po urodzeniu - jeszcze pępowina była nie ucięta, a ja miałam go na kolanach
              siedząc na stołeczku porodowym, za moimi plecami siedział mąż i obejmował nas
              ramionami... Poród nas jeszcze bardziej zbliżył do siebie, mogłam poczuć, jak
              bardzo mogę liczyć na męża. Cudowne było też to, że po porodzie po prostu
              mogliśmy się położyć do naszego łóżka, nikt nie zostawiał mnie samej, nikt
              nikogo nie wyganiał (bardzo chciałam, żebyśmy byli wszyscy razem we 3 od samego
              porodu).

              Długo i dużo jeszcze mogłabym na ten temat pisać, naprawdę warto było przeżyć
              taki poród i mieć takie wspomnienia. Nie ma tu tyle miejsca, więc może jeśli
              jeszcze masz jakieś pytania mniej lub bardziej konkretne, bez obaw pisz do
              mnie, może już na maila.

              Kiedy masz termin, dużo jeszcze czasu na decyzję?

              Pozdrowienia
              Gosia
              • weronikaglow cd. Re: pytanie do Margerytki ;)) 13.01.05, 10:54
                Margerytka dzieki i jeszcze raz dzieki!

                U mnie sytuacja sie w tzw. miedzyczasie troche skomplikowala. Raz, ze mam
                klopoty z nadcisnienim, a dwa, ze moj okulista ze wzgledu na ostra
                krotkowzrocznosc nie wyrazil zgody na normalny porod.
                W sumie to mimo wszystko mam nadzieje na porod fizjologiczny ale powoli oswajam
                sie z mysla o tym cc. Wczesniej w ogole nie bralam cesarki pod uwage. No ale trudno.
                Dodam tez, ze polozną przyjmujacą porody domowe znalazlam i chwile spedzone z ta
                pania i rozmowy dzialaly na mnie jak miodzik.
                Okazalo sie tez, ze koszty rodzenia w domku sa niemal identyczne z tymi, ktore
                wczesniej mialam poniesc w szpitalu decydujac sie na porod rodzinny + wanna, z
                ktorej chcialam korzystac.

                Teraz biore leki normujace ciesnienie i jakos mam nadzieje, ze to sie samo
                wyciszy i ze jednak unikne tej cc. Jesli jednak tak sie nie stanie, no to
                trudno. Moje plany i marzenia o porodzie domowym nie spelnia sie, ale tu w sumie
                wazne jest dobro dziecka.
                Zal mi, ze tak sie wszystko potoczylo, ale mam jeszcze nadzieje. Zreszta tak
                nawet mysle, ze te poszukiwania, lektury, szkola rodzenia, rozmowy z mama i
                polozna i tak daly mi duzy bagaz informacji o przyjsciu dziecka na swiat i
                pewnie mi sie przydadza w przyszlosci.
                Jeszcze raz dziekuje Ci za Twoj piekny opis porodu w domku (nadal jak czytam
                Twoj post to lzy mi leca po twarzy) i zycze wszystkiego najlepszego!!!
                pozdrawiam
                • margerytka1 cd. Re: pytanie do Margerytki ;)) 16.01.05, 23:47
                  Na pewno wszystko, czego się dowiedziałaś i przeżyłaś, przyda się niezależnie
                  od tego, jaki będzie poród. Ja sama zdaję sobie sprawę z tego, że mój poród był
                  naprawdę darem, Skarbem, który teraz mogę przechowywać w sercu.. Chociaż
                  dzisiaj już inne sprawy są pierwszym miejscu i zaprzątają moje myśli - mówię
                  oczywiście o moim synku i różnych nowych dylematach, jak kochać mądrze
                  (zresztą, nie tylko synka, ale i męża - tak mało czasu teraz dla niego, a
                  potrzebuje przecież tyle samo mnie, albo i więcej, bo też to wszystko przeżywa).

                  Tak sobie pomyślałam, że, jeśli będziesz jednak miała cesarkę, to dobrze
                  byłoby, żeby nie była w ogólnym znieczuleniu, tylko częściowym. Jeśli będzie
                  zaplanowana, to powinno być to możliwe. Wtedy będziesz mogła od razu przytulić
                  dzieciątko i nakarmić - to bardzo ważne, żebyś Ty miała pokarm, a maluszek
                  umiał z niego korzystać... I nie pozwól sobie przypadkiem wmówić, że po cc nie
                  ma pokarmu. Ostatnio taką herezję ogłosił lekarz pewnej dość dalekiej znajomej,
                  która w ten sposób rodziła. No i to przytulenie pozwoliłoby zachować jednak
                  jedną z najpiękniejszych chwil z porodu - pierwsze spotkanie.
                  • weronikaglow cd. Re: pytanie do Margerytki ;)) 17.01.05, 10:33
                    Serddeczne dzieki za porady. W szpitalu, w ktorym bede rodzial stosuja do cc zzo.
                    Tearz biore leki i cisnienie troche mi spadlo. Ale w dalszym ciagu nie wiadomo
                    skad takie skoki.
                    Jeszcze raz zycze wszystkiego najlepszego!
                    Juz bym bardzo chciala myslec o czyms innym niz porod i miec ze soba dziecko.I
                    tego Ci troche zazdroszcze!
                    pozdrawiam
    • linuss1 Re: Dobra droga na świat 15.11.04, 09:25
      Am_woj,
      Dzieki, że znalazłaś ten artykuł. W ogóle wszystkim polecam go jako lekturę
      obowiązkową tzn. i matkom i ojcom.
      No i żal mi, że w naszym kraju nie jest tak różowo, jak w Kanadzie. Chociaż
      pewnie i u nas nie brakuje takich fajnych położnych, które faktycznie lubią
      swoją pracę i pomagają kobitkom i maluszkom godnie przychodzić na świat.

      Am-woj życzę Ci wymarzonych urodzin Twojego Dziecka. mam nadzieję, że moje także
      urodzi sie w godny sposób. Przygotowywaliśmy się z żoną bardzo długo do tego
      momentu i on się zbliża wielkimi krokami. Też myśleliśmy o narodzinach domowych
      ale strach, moze mity, niepewność każą nam iść drogą tradycyjną - szpital. Tu
      też mamy mnóstwo obaw i lęków przed np. rutyną ze strony personelu czy
      przedmiotowym traktowaniu kobiety w tym przełomowym momencie życia.
      Momo wszystko mam nadzieję, że moja żona będzie ten moment wspominała dobrze
      czego życzę każdej kobiecie.
      pozdrawiam
      linuss
    • dorka16 Re: Dobra droga na świat 16.12.04, 14:56
      Jestem położną z 18-letnim starzem pracy. Uważam, że jeżeli kobieta jest w
      zdrowej ciąży to nie ma powodów by poród odbywał się w szpitalu. Ubolewam nad
      tym, że w Polsce jest tak zły klimat wokół kobiet chcących rodzić w domu jak i
      wokół położnych chcących im pomóc.Jesteśmy pokoleniem, które przeciera szlaki
      dawno przez innych przetarte. Pozdrawiam.
      • weronikaglow Pytanie do Dorki 16.12.04, 15:45
        Czy moglabys mi odpowiedzec na jedno pytanie - w tym artykule polozna
        stwierdzila, ze zaledwie 40% pierworódek doznaje urazów krocza podczas porodów.
        I sa to według niej nieznaczne urazy nie wymagajace szycia czy opatrywania. H.
        Monk napisala tez, ze Kanadyjki nie zgadzaja sie na ciecie krocza.
        Na tym forum o nacieciu bylo juz wiele watkow i bylo tez wiele badan
        wskazujacych, ze zabieg ten jest szkodliwy i niesie ze soba powazne konsekwencje
        zdrowotne.
        Wyglada jednak na to, ze wiekszosc Polek chce byc nacieta. I zastanawiam sie
        dlaczego? Skad sie wziely mity o tym zabiegu? Jak mozna go uniknac? Czy Twoim
        zdaniem masaze olejkami przed porodem moga byc dobrym zabezpieczeniem?
        Czy polecilabys przyrzad EPI NO?
        I czy (jesli odbierasz porody domowe) to stosujesz naciecie rutynowe, czy tylko
        w razie potrzeby?
        dziekuje za odpowiedz
        Weronika
        • dorka16 Re: Pytanie do Dorki 17.12.04, 20:49
          Nie każdemu zależy, aby wyedukować kobietę oczekującą dziecka. Na to potrzeba
          czasu i zaangażowania. Prowadzenie porodu tak by uniknąć nacięcia krocza wymaga
          także czasu i poczynań nierutynowych. Jest to praca ukierunkowana na Tę jedną
          rodzącą - nie zawsze jest to możliwe. Kobiety ciężarne raczej konsultują się z
          lekarzem, który na temat nacinania lub nie nacinania krocza nie wypowiada
          się.To nie są mity tylko brak informacji,a co za tym idzie brak możliwości
          wyboru.
          Krocze nacinam tylko wtedy gdy jest to naprawdę konieczne i gdy rodząca
          kategorycznie nie sprzeciwia sie temu zabiegowi. Poza tym porody, które
          odbywają się w pozycjach wertykalnych są korzystne bo krocze ma możliwość się
          zaadaptować. Staje się bardziej elastyczne. Pęknięte krocze goi się lepiej niż
          nacięte i nie jest tak bolesne. Jeżeli decyduje się kobieta na poród domowy i
          ja decyduję, że będę jej towarzysyć to tylko przy porodzie fizjologicznym i
          naturalnym. olejki powinny być bardzo łagodne, nie drażniące i niezawierające
          alkoholu, który wysusza skórę. Poza tym ważne jest by na kroczu nie było
          żylaków do, których ciąża predysponuje, a także by nie było infekcji
          miejscowych. Bardzo dobre efekty przynoszą ćwiczenia mięśnia Kegla i inne
          ćwiczenia, których opis można znaleźć w różych publikacjach na temat ciąży i
          porodu .
          • weronikaglow Re: Pytanie do Dorki 18.12.04, 17:01
            Bardzo dziekuje za odpowiedz.
            Stosuje teraz masaz krocza olejkiem z kielkow pszenicy,
            olejem jadalnym z migdalow i witamina E w kroplach.
            Znalazlam tez polozna, ktora mnie zapewnila, ze ewentualne
            naciecie bedzie tylko w wypadku koniecznosci.
            Mam nadzieje, ze wszystko pojdzie po mojej mysli i ze te moje
            przygotowania przydadza sie.
            Pozdrawiam serdecznie i zycze wszystkiego najlepszego!!!
            Weronika
            • dorka16 Re: Pytanie do Dorki 18.12.04, 20:56
              Pozdrawiam Weroniko i życzę wszystkiego dobrego.
    • ma.pi Re: Dobra droga na świat 16.12.04, 17:52
      Przeczytalam ten artykul. Sama mieszkam w Kanadzie. I coz nie jest tak rozowo
      jak tam opisuja. O opieke poloznej w czasie ciazy jest bardzo trudno, bo jest
      ich malo i zeby sie pod taka opieke dostac to od razu po zrobieniu testu trzeba
      zadzwonic i zapisac sie na liste oczekujacych. Jak sie czlowiek zalapie to
      pierwsza wizyte wyznacza w 12 tyg.
      I tak wogole instytuca poloznej w takim wydaniu jak tam opisuja jest dyscyplina
      dosyc swieza w Kanadzie.

      I np. nieprawda jest, ze jak sie rodzi w szpitalu to nie mozna jesc i pic w
      trakcie porodu. Mi pielegniarki same przynosily jedzenie i picie cobym z sil
      nie opadla.
      I porod w szpitalu wyglada calkiem inaczej niz to co czytam na tym forum jak to
      wyglada w Polsce. Jest bardziej swojsko i domowo i w wiekszosci rodzaca
      decyduje co bedzie robic.

      Pozdr.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka