alinaw1
22.11.04, 08:03
Przy pierwszej ciąży były łzy radości, wszystko było wspaniałe. Teraz mam
pecha. Najpierw straszne problemy w pracy i choroba synka (wtedy było
poczęcie), teraz mam chore oskrzela i nieżyt górnych dróg oddechowych (4
tydzień) ale najgorsze w tym wszystkim jest reakcja mojego męża. Najpierw
totalne zaskoczenie, a teraz ględzi mi, że nie dam rady, że nie donoszę tej
ciąży albo nasz synek zabije maleństwo, że znowu coś się wydarzy, bo
oczywiście choroba naszego synka to moja wina itd, więc pewnie moje metody
leczenia w przypadku drugiego dziecka też na nic się zdadzą itd.(oczywiście
zakładamy chorobę).
Nawet nie wiedziałam, że z niego taki pesymista i tak mnie dołuje...
Rzeczywiście pierwsze dziecko daje nam mocno popalić (pierwszy raz przespało
noc w wieku 2 lat i 2 miesięcy- to tylko przykład), ale to przecież nie
znaczy, że druga dzidzia będzie taka sama...Poza tym jestem bałaganiara,
kuchnia nie jest moją mocną stroną...No i setki innych zarzutów...
Ciekawa jestem, czy tylko moj mąż jest tak dziwny? Czy jest jeszcze jakiś
podobny przypadek?
P. S. Mój drogi mąż zawsze deklarował chęć posiadania większej liczby dzieci
(sam jest jedynakiem)