17.11 mielismy jechac na wywolanie...i pojechalismy ale szybciej

Wieczorkiem kochalismy sie z mezem, zaraz potem odszedl mi czop. Poszlismy
spac. O 3 zaczely odchodzic mi wody...z przerazeniem zobaczylam, ze sa
zielone.W 45 min. potem bylismy w szpitalu. Dyzurna polozna byla troche
niezadowolona z faktu zaklocenia jej snu ale coz... rozwarcie mialam na 2,5
palca a skurcze slabe (30). Skonsultowala sie z lekarzem telefonicznie i
zostalismy na ginekologii. Maz lezal sobie na lozku i od czasu do czasu
masowal mi plecy bo bolalo mnie w krzyzu a ja staralam sie "rozchodzic"
rozwarcie. Bolalo srednio. O 6 rozwarcie bylo juz na 3 palce i skurcze
silniejsze. Przeszlismy na porodowke. Zanim weszlam do wanny minelo troche
czasu. Ale jak juz wyszlam z niej to okazalo sie ze rozwarcie doszlo do 4
palców. Lezalam i kleczalam na materacu trzymajac meza za reke w momencie
skurczu, ktory udawalo mi sie "wydmuchac" oddechem bez krzyczenia. Chwile
potem (kolo 8.30) zaczelam czuc parte skurcze. A nie moglam jeszcze przec...
Na szczescie dosc szybko doszlo do pelnego rozwarcia. Weszlam do wanny zeby
urodzic i nic...skurcze oslably. Dostalam oksytocyny i polozylam sie na
lozku. Nie wiem dokladnie ile lezalam na nim ale nie dluzej niz godzine.
Oksytocyna nie dziala jednak tak szybko...

W kazdym razie lekarz mowil, ze
mamy czas do 10.30. Co prawda nie powiedzial co bedzie potem a ja jakos nie
dopytywalam sie ale to troche podzialalo na mnie bo mimo, iz wszyscy
dopingowali mnie mowiac, ze juz widac glowke to jakos nie wierzylam, ze uda
mi sie wyprzec. W koncu 5 minut "po czasie" o 10.35 po nacieciu mala wyszla!
Co za ulga! Rzeczywiscie zaraz caly bol przechodzi. Miala 3800g, 57 cm i 8
pkt. Po chwili dostalam ja na piersi i w tym czasie urodzilam lozysko (wogole
nie boli). Polezala pare minut i zostala zabrana a ja w tym czasie mialam
zakladane szwy. Potem przyniesli ja i byla z nami do 12.30. Pielegniarka
pomogla mi przystawic ja do piersi. Potem trafilysmy juz na sale. Niestety
rano okazalo sie, ze z powodu zielonych wod mala urodzila sie z wrodzonym
zapaleniem pluc i musi dostawac antybiotyki...Lezalysmy tydzien, mala sie
troche nacierpiala bo byla czesto kluta ale na szczescie wszystko juz dobrze.
Od srody jestesmy wszyscy w domku. Niuńka jest naprawde cudowna. Placze tylko
jak boli ja brzuszek i jest spokojna. Cyca ciagnie niesamowicie i cudnie
usmiecha sie przez sen.
Mimo, iz nie nie bylo do wody i z nacieciem bo mala byla za duza to caly
porod uwazam za udany i raczej latwy.
Rada dla Was, dziewczyny: starajcie sie nie krzyczec bo to naprawde nie
pomaga. Poki mozecie oddychajcie. A jak juz bedziecie czuly parte to
zamknijcie oczy, broda do klatki piersiowej i z calej sily przyjcie kierujac
powietrze w dol nie w policzki. Po prostu starajcie sie zrobic duuuuza kupe
Trzymajcie sie, latwego porodu i fajnych dzieciaczkow!
Viola i Wiktoria (10 dni)