Byłam wczoraj u gin w celu potwierdzeni ciąży (4tc i 6 dzień)
Co prawda potwierdziła ciążę, ale nie jestem zbyt zadowolona z postawy Pani
gin

Właściwie nic mi nie powiedział, nie doradziła itd. Przyszłam do niej z
wynikami morfologii i moczu. Popatrzyła i powiedziała, że w porządku,
założyła
kartę ciąży jeszcze przed badaniem (termin na 12.08.05). Potem mnie zbadała i
powiedziała, że ciąża jest bardzo malutka i że za miesiąc mam przyjść znowu z
wynikami badań (morfologia, mocz i grupa krwi), wtedy następne badanie oraz
USG, żeby sprawdzić czy ciąża się rozwija!!! Co za stwierdzenie i straszenie
przyszłych mam, czy ciąża się rozwija !!! i to wszystko :ooooo
Żadnego wywiadu na co chorowałam, jakie operacje przeszłam itd. Ani słowa o
konieczności badania na przeciwciała różyczki, ani o braniu kwasu foliowego,
ani innych witam.
Powiedziałam, że jestem przeziębiona, a gin na to żebym nie brała żadnych
tabletek absolutnie i tylko maliny, miód i czosnek.
Jak wyszłam to Pani w rejestracji pyta czy mam się ważyć a ja na to że nie
wiem. Pani w recepcji zdziwiła się, że Pani doktor nic nie powiedziała i
wtedy
powiedziała no dobrze to na następnej wizycie Pani się zważy.
Ach no i gin pytała co robię, a ja na to, że pracuję w biurze przed
komputerem
8 godz. No i gin zapytała czy mogę iść na zwolnienie. Nie rozumiem co oznacza
pytanie czy mogę! Powiedziałam, że jeśli to konieczne to oczywiście pójdę,
ale
jeśli nie to nie.
No i nic nie odpowiedziała. Więc nie wiem o co jej chodziło z tym
zwolnieniem??
Czy zdarzało się Wam zmieniać gin podczas ciąży?