Swojego synka urodzila prawie 2 tyg temu, 29.12, o 16.05, w szpitalu
Wojewodzkim w Gdansku. Wiec pare refleksji dla tych jeszcze oczekujacych.Co
do bolu - po piewrsze, da sie go przezyc - to pocieszenie dla tych
spanikowanych.Nie nastawiajcie sie na porod bezbolesny i krotki, bo takie
bywaja niezwykle rzadko. Przygotujcie sie na to, ze boli i to raczej
solidnie

Po drugie, ten bol idzie oswoic - mnie naprawde pomoglo
oddychanie przeponowe oraz wanna (pilka nie, bo na niej bardziej bolalo). Po
trzecie, ten bol naprawde natychmiast sie zapomina (przynajmnie ze mna tak
szczesliwie bylo)- w jednej chwili darlam sie jak opetana, chwile pozniej,
juz po wyskoczeniu malucha, wesolo rozmawialam w lekarka, ktora mnie zszywala.
A propos naciecia i szycia krocza - mysle, ze nie ma o co zgory kruszyc
kopii, ze to takie zle, niepotrzebne i okaleczanie. Jesli jest to zrobione
profesjonalnie (jak u mnie) to tematu "krocze" po prostu nie ma.Mnie nacieto
i zszyto bardzo dobrze, nie byle jak. Efekt? Codipar byl mi potrzebny tylko w
pierwszy wieczor po porodzie (potem prosilam, by juz mi nie dawali, bo lezy u
mnie w szufladzie i sie marnuje, personel robil wielkie oczy), kolko
poporodowe potrzebne bylo tez prze pierwsze 2 dni, potem siadalam juz
normalnie. W tej chwili wszystko mam juz zagojone i w ogole go nie czuje.Wiec
dowod na to, ze mozna wykonhac naciecie i nie okaleczyc kobiety.
A tak w ogole porod to dopiero pocztaek - poboli i przestanie. Potem zaczyna
sie jazda - niespanie, karmienie, obolale piersi, przewijanie etc. Porod przy
tym to naprawde pestka

)))
Pozdrawiam wszystkie nierozdojone - bedzie dobrze.
hanyszka