anielka25
22.02.05, 21:51
Tak jak wam w piątek wspomniałam na forum zaczęły mi odchodzić wody około
godziny 19. Lekarz kazał czekać na skurcze więc czekałam. O godzinie 21
zadzwoniłam do niego po raz kolejny i kazał do godziny jechac do szpitala.
Pojechałam ale nadal nic mnie nie bolało. Bałam się wywoływania porodu więc z
niecierpliwością czekałam na skurcze. W szpitalu byłam około 22. Położna
bardzo miła zabrała mnie na porodówkę, gdzie po kolei odbyło się badanie,
lewatywa, sprawdzenie tętna płodu i skurczy które jak się okazało były tylko
dla mnie niewyczuwalne. Położna powiedziała że to bardzo długo potrwa więc
wysłałam męża do domu. Stwierdziłam że zadzwonie po niego jak sie zacznie coś
dziać. Mocne skurcze przyszły około 1 w nocy. Nie wiedziałam jaką pozycje
przybrać żeby nie bolało. O 2 w nocy rozwarcie było na 4 cm, a o 4 nad ranem
na 8 cm. Położna była zdziwiona że to tak szybko postępuje. Zadzwoniłam po
męża. Był przy mnie i bardzo mnie wspierał w tym końcowym okresie gdzie
jednak ból był prawie nie do zniesienia. Krzyczałam, ściskałam go za rękę,
gryzłam - wytrzymał wszystko. O 6 rano było pełne rozwarcie i mały wyraźnie
pchał sie na świat ale położna zabroniła przec bo szyjka nie była do końca
gotowa do porodu i miałam czekać. To była najgorsza godzina która mnie
strasznie wymęczyła. Gdy przyszło do parcia odchodziłam od zmysłów bo nie
miałam już siły. W końcu o godzinie 7:45 Mateuszek przyszedł na świat.
Zostałam nacięta, bolało ale mnie juz w tedy było wszystko jedno. Gdy
Mateuszek pojawił się na moim brzuchu byłam bardzo szczęśliwa. Potem
urodzenie łożyska to juz pikuś a szycie - fakt nie należy do
najprzyjemniejszych doznań ale tez już nic nie robiło na mnie większego
wrażenia. Szwów mam chyba ze 6 - to podobno dużo ale wierzcie mi że dwie
godziny po porodzie byłam na nogach. Tak na prawdę szwy może trochę ciągną
ale mnie nic do tej pory nie boli. normalnie siedzę, chodzę i wogóle jestem w
swoim żywiole.
Ogólnie sumując - poród wyobrażałam sobie inaczej może mniej boleśnie ale
teraz nie ma to większego znaczenia bo to prawda że jak tylko się urodzi to
tego bólu wogóle się nie pamięta a jak się spogląda na swoje małe wyczekane
maleństwo to wszystko jest wynagrodzone.
Obecnie jesteśmy pierwszy dzień w domu. Mateuszek jest grzeczny. Karmię
piersią co na początku sprawiało mi trochę bólu i problemów ale z dnia na
dzień jest coraz lepiej. Mały chętnie je, dużo śpi, mam nawet trochę czasu
dla siebie.
Pozdrawiam wszystkie przyszłe mamy. Trzymam za was kciuki!