falka32
03.03.05, 13:04
Mam dylemat. Rozmawiałam z dwoma lekarzami i każdy mówi co innego. Chodzi
oczywiście o fajki. Od paru lat palę około 2 paczek fajek dziennie i pomimo
wileu wysiłów nie udało mi się rzucic ani ograniczyć. Ciąża (aktualnie 8
tydz.) zmotywowała mnie mocniej i udało mi się ograniczyć palenie o 75% czyli
do pół paczki dziennie.
Jeden lekarz mówi tak "natychmiast prosze przestac palic, ani jednego
papierosa więcej!" (zapytałam go, czy gdybym była alkoholiczką lub
narkomanka, powiedziałby równie beztrosko "to prosze przestać od dziś" -
ciekawa jestem czy rozumie słowo nałóg...)
Drugi lekarz powiedział tak "Jeżeli pani pali 2 paczki dziennie od paru lat i
rzuci pani palenie z dnia na dzień (jakims cudem) to moze to być zbyt duze
obciążenie dla organizmu, wprowadzi się w stan alarmowy i moze się to
skonczyć poronieniem. Rzucanie palenia przy takim nałogu z dnia na dzień - to
robota dla zdrowego i silnego człowieka a nie kobiety, która musi unikać
gwałtownych stanów emocjonalnych i fizycznych (glód nikotynowy i stres). Suma
sumarum, powiedział mi, że z dwojga złego lepiej, zebym ograniczyła tak jak
zrobiłam do pół paczki dziennie, po miesiącu, do 5 fajek dziennie i stopniowo
zmniejszała ta liczbę do zera, niż rzucała natychmiast fajki.
Ciekawa jestem, czy mialyście w ciąży podobny problem i co wam powiedział
lekarz. Których opinii lekarskich jest więcej?
Tylko błagam, nie piszcie mi, ze mam rzucić natychmiast palenie, bo gdybym
umiała, to na pewno bym to już dawno zrobiła. W ciąży spadł mi troszkę pociąg
do fajek i dlatego łatwiej znoszę to ograniczenie ale i tak chodzę jak
potłuczona, roztrzęsiona i nie mogę sie na niczym skupic, tylko myślę że chcę
mi się palić.
Nie prosze o morały, tylko o konkrety, czy macie jakieś dośwaidczenia w tym
względzie i który lekarz miał rację?????????