Dodaj do ulubionych

naciecie krocza.....

06.05.05, 23:45
Dziewczyny ja nie moge za cholerkę jasna pojąć czemu tak szalejecie z tym
nacięciem. W zeszłym roku skończyłam medycyne i porodów widziałam całkiem
sporo.Moje prywatne zdanie jest takie ,że w czasie porodu liczy sie zdrowie i
bezpieczeństwo dziecka a nie to czy będzie kilka centymetrów rany czy nie!!!
Pewnie, niektóre kobiety nie pękają, niektóre rodza bez nacięć ale innym
dziecko klinuje sie w kanale rodnym, trzeba zakładac kleszcze, działac na
tempo
w dodatkowym stresie bo nie ma jeszcze nacięcia a czekanie na szczyt skurczu
marnuje czas dziecka więc tnie sie jak leci i wtedy boooli.
Skąd wiecie, że u was będzie szło pięknie i gładko?Życze Wam tego z całego
serca ale ja wolę przeżyc nacięcie wiedziec ,ze w razie potrzeby lekarz
bedzie
miał natychmiast pole manewru. Poza tym nacięcie to równa prosta rana, takie
goją się duzo lepiej niż pęknięcia a widziałam i pęknięcia obejmujące
zwieracz
odbytu- szybkie kleszcze u mamusi co to nie chciała nacięcia.... a wtedy
zaczynają sie problemy z utrzymaniem stolca... warto ryzykować?
I jeszcze jedno ,pochwa i jej wejście rozciagaja sie okropnie w czasie porodu
i
niestety nie zawsze wracają do poprzednich wymiarów, włókna w skórze nie daja
rady.Wolę żeby ktoś rozciął i zaszył tak ,żeby było jak najbliżej stanu
pierwotnego.
Przestańcie bac się nacinania bo powiem szczerze że nie widziałam jeszcze
żeby
kobieta zauwazyła kiedy jest cięta (zdarza się to pewnie czasem ale to
pojedyncze przypadki gdy sie nie trafi na skurcz)
Ważne żeby dzidzia miała łatwa droge na ten świat a nie to czy będziecie mieć
kilka szwów czy nie!!!
Obserwuj wątek
    • true_blue Re: naciecie krocza..... 07.05.05, 00:14
      Lepiej mi powiedz gdzie leczysz a ja bede omijac to miejsce szerokim lukiem smile
      Moja droga, Twoją pacjentką jest rowniez rodzaca matka, a nie tylko dziecko.
      Jesli chcesz patrzec tylko na dobro dziecka to mozesz miec problemy takie jak
      lekarze tu:
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,2686049.html
      Zanim zaczniesz pisac glupoty to sie zastanow, bo moze bedziesz w sytuacji gdy
      bedziesz miala klopoty w ciazy, a Twoj kolega po fachu bedzie mowil, ze "ma
      bolec, bo tak Cie natura stworzyla", a "jak robilas dziecko to Ci sie podobalo,
      wiec teraz cierp" itp...
      Naprawde nie rozumiem dlaczego kobieta znika z horyzontu, gdy na nim pojawia sie
      dziecko...
      Powodzenia w fachu lekarza.... Mam nadzieje, ze nie masz kontaktu z kobietami w
      ciazy w swojej specjalizacji.
      t_b
      • black_currant Re: naciecie krocza..... 07.05.05, 00:36
        true_blue napisała:

        > Moja droga, Twoją pacjentką jest rowniez rodzaca matka, a nie tylko dziecko.
        > Jesli chcesz patrzec tylko na dobro dziecka to mozesz miec problemy takie jak
        > lekarze tu:
        > serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,2686049.html

        Naprawdę uważasz, że pomiędzy tą sytaucją a nacięciem krocza w czasie porodu
        jest jakaś analogia?????

        Przy pierwszym porodzie miałam nacięte krocze i nie wspominam tego
        traumatycznie. Pewnie dlatego, że zabieg był wykonany fachowo (przeprowadzony w
        szczycie skurczu, zostałam o nim uprzedzona), szycie było w znieczuleniu, po
        'zabiegu' została mała, prawie niewidoczna blizna. Znacznie bardziej bałam się
        przypadkowego pęknięcia krocza.

        I nie widzę związku pomiędzy zabiegiem, który ratuje ileś tam kobiet przed
        pęknięciem a zaniechaniem diagnostyki lub leczenia w wypadku choroby matki.
        Oczywiście nacięcie nie powinno być wykonywane rutynowo, tylko tam, gdzie są
        rzeczywiste wskazania.

        ---------------------------------------
        Ania - podwójna mama październikowa smile
        Emilka (1.10.2001)
        Grześ (18.10.2004)
        • true_blue Re: naciecie krocza..... 07.05.05, 00:52
          Black_currant, nie jest to przyklad na niepotrzebne nacinanie krocza tylko na
          traktowanie kobiety tylko jako inkubatora do dziecka, co wyczulam w poscie
          autorki watku. Na to sie oburzam, a nie na nacinanie, wtedy gdy jest potrzebne.
          Pozdr.
          • black_currant Re: naciecie krocza..... 07.05.05, 08:50
            Nie mniej moim zdaniem jest to stanowczo za mocny przykład.

            Bo co innego jest patrzeć na dobro dziecka stawiając po drugiej stronie
            dyskomfort matki (bo naswoim przykładzie widzę, że DOBRZE wykonane nacięcie, to
            tylko dyskomfort), a co innego jej zdrowie i życie (bo tym jest poniechanie
            diagnostyki).

            ---------------------------------------
            Ania - podwójna mama październikowa smile
            Emilka (1.10.2001)
            Grześ (18.10.2004)
          • gosi24 Re: naciecie krocza..... 11.05.05, 14:04
            popieram true_blue. raz rodziłam z nacięciem i bardzo niemile to wspominam ale
            gdyby jeszcze raz mi przyszło rodzić siłami natury to też pomogłabym dziecku
            zgadzając się na nacięcie chodzi tylko o metody aby nie stało się to przeżyciem
            wspominanym z negatywnymi emocjami na długie lata. jednych boli drugich nie. to
            że mnie nie bolały skurcze tzn. bolały ale nie tak żebym głosy z głowy darła to
            nie znaczy że teraz będę wszystkim dziewczynom zarzucać że udają albo panikują
            albo że te co biorą zzo są jakieś przewrażliwione. jeśli rozmawiamy na forum na
            temat bólu to tylko po to aby podzielić się swoimi wrażeniami a nie po to żeby
            sobie zarzucać i się sprzeczać czy poród boli czy nie bo każda z nas odczuwa to
            subiektywnie. dlatego apeluję do autorki żeby nie oceniała czyjegoś prawa do
            bólu a forum ciąża i poród jest dla dziewczyn które chcą się podzielić swoimi
            przeżyciami a autorce proponuję powrót do naszych rozmów najwcześniej jak
            zajdzie w ciążę. dosyć już w Polsce bezdusznych lekarzy! sama przeżyj! oceniaj
            tylko siebie bo innych nie masz prawa! patrz sercem i powołaniem a jak go nie
            masz to zmień zawód bo skrzywdzisz wielu ludzi!!!!!
    • lillika Re: naciecie krocza..... 07.05.05, 00:28
      Tego się już nie da wytrzymać.
      "Ważne żeby dzidzia miała łatwa droge na ten świat a nie to czy będziecie mieć
      kilka szwów czy nie!!!"
      A ja to kawał mięsa??? Ja się nie liczę? Jestem inkubatorem?
      TEŻ JESTEM CZŁOWIEKIEM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      Mam nadzieję, że nie odważysz się na cudzych ciałach praktykować swoją
      filozofię.
      • matylda.fm Re: naciecie krocza..... 07.05.05, 07:41
        myśle,że nie zrozumiałyscie dziewczyny. Przeciez nie pisze, ze mają was
        przypalać żelazem i rozciągać na kole. Nacięcie to minimalne poświęcenie dla
        dobra dziecka. Może i jest to ułatwienie dla lekarza ale czemu maja nie miec
        trochę łatwiej?To przeciez o dobro waszej dzidzi chodzi.Koleżanka urodziła
        tydzień temu.Bardzo bała się tego nacinania, Nie obyło sie bez iego bo dzidzia
        prawie 5 kg ważyła. Nie czuła nic i goi sie szybko.
        Czy wy z ta agresją to nie przesadzacie?
        jak idzie o kroplówi, szwy na szyjke,pessary, leżenie plackiem to jesteście
        pełne poświęcenia żeby dzidzia by ła zdrowa i bezpieczka a jak chodzi o jedno
        głupie naciecie to walczycie jak lwice.Nie rozumiem
        • jakw Re: naciecie krocza..... 07.05.05, 07:58
          > a jak chodzi o jedno
          > głupie naciecie to walczycie jak lwice.Nie rozumiem
          Ech, zdarzają się czasem posty typu: boję się nacięcia krocza, więc wolę cc.
          To jest dopiero poświęcenie ... dla krocza.
          ...
          Chyba zaraz zostanę zlinczowana...;-((((
        • lillika Re: naciecie krocza..... 09.05.05, 00:57
          Myślę, że zrozumiałam.
          Kroplówki, pessar czy leżenie plackiem nie mają zastosowania u każdej ciężarnej
          ale tylko u tych, u których_jest_taka_konieczność. Podobnie powinno być z
          nacięciem: czyli u tych, u których_jest_taka_konieczność. Przykład koleżanki
          rodzącej 5 kg dziecko, który podałaś, może być właśnie przykładem
          takiej_konieczności. Nie dyskutuje o tym.
          Ale ja nie mówię o k_o_n_i_e_c_z_n_o_ś_c_i ale o zwykłej rutynie! Ostatnio
          pisałam o tym tu:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10669&w=23370349&a=23373081
          A już kompletnie nie rozumiem sugerowania, że lepiej wcześniej naciąć, bo mogą
          wystąpić nagle jakieś komplikacje i będzie potrzebne pole do manewru (tak
          zrozumiałam na początku autorke wątku). Na litość, to róbmy rutynowo cesarki, w
          końcu w każdym porodzie SN mogą być komplikacje, a dzięki cesarce się ich
          uniknie.
          • bramborek11 Re: naciecie krocza..... 12.05.05, 10:56
            ja najbardzie się zgadzam ze w razie konieczności, a nie rutynowo. Poza tym
            wiele kobiet i głosów lekarzy z zagranicy uważa że niewielkie peknięcia goją
            się lepiej,są płytsze, itp. a do takich może dojść.
            Poza tym osobiście jestem zwolennicza rodzenia w pozycjach wertylaknych-w
            pionie. To przyspiesza i ułatwai wychodzenie dziecka. Sa szpitale gdzie sie
            tego nie boją-ida z duchem czasów.

            Dziewczyny wiele od was zależy-można przecież zaoszczedzić i wynając dobrą
            położną która potrafi chronić krocze, zna bardziej nowoczesne metody pomocy
            przy wychodzeniu dzieci na świat niż leżenie na łżku i pchanie pod górę. ja
            właśnie tak zrobię.
      • ruda773 Re: naciecie krocza..... 07.05.05, 21:41

        • lillika Re: naciecie krocza..... 09.05.05, 01:14
          Pisząc o inkubatorze, miałam na myśli przedmiotowe traktowanie kobiety,
          całkowite ignorowanie jej potrzeb, coś w stylu zamknięcia w słowach "ty już się
          w ogóle nie liczysz".
          Oczywiście, że teraz ważniejsze są potrzeby mojego dziecka, ale to wcale nie
          oznacza, że ja przestałam mieć jakiekolwiek potrzeby tym bardziej że wiem, że
          wiele z nich mogę realizować bez jakiegokolwiek narażania dziecka. Z tych
          zagrażających rezygnuję.
          Chyba się ze mną zgodzisz.
    • marzena70 Re: naciecie krocza..... 07.05.05, 08:26
      Racja. Mnie samo nacięcie nie bolało. Poza tym przy bólach porodowych samo
      nacięcie to pestka. Jak się któraś tak boi to można jeszcze pomyśleć o
      znieczuleniu smile
    • moni1978 Re: naciecie krocza..... 07.05.05, 08:37
      Arlettka, popieram w całej linii. I nie rozumiem tych mamuś, które tak bardzo
      broniąc sie przed nacięciem wolą mieć trudno gojace sie rany po peknięciu,
      ewentualnie te tak barwnie opisane peknięcia obejmujace zwieracz odbytu, albo
      ta rozciagnieta pochwa...
      Dziewczyny, jeśli chodzi Wam tylko o ból, to niejedna rodząca Wam powie, że
      czasem nawet się nie wie, kiedy nas nacinają.
      A popękać za wszelką cenę? Potem wygląda sie tylko gorzej. Więc tak naprawdę o
      co Wam chodzi?
    • pimpek_sadelko Re: naciecie krocza..... 07.05.05, 08:44
      popieram arletko. tylko obawiam sie ze miedzy kobietami wciaz jest jest wiecej
      spanikowanych i opornych na ogike mam. co tam dziecko, co tam pochwa szerokosci
      wielkiego kanionu. eazne zeby postanowic na swoim! lekarze i polozne to
      sluzacy, a nich tylko podskoczyc probuja lub niech zrobia to co uwazaja za
      sluszne a nie to co mamunia wyczytala w internecie!
      szkoda twoich nerwow. naprawde.
      mnie wali to czy bede miala szew czy nie. bardzo obchodzi mnie moj kajtus, ja
      sobie dam rade, ja tu sie mniej licze. moj syn jest na pierwszym miejscu, dla
      niego wszystko co trzeba.
    • imbirka Re: naciecie krocza..... 07.05.05, 10:01
      Piszę to samo na tym forum po raz kolejny, ale trudno - taki mój konik i misja,
      że z mitami o nacięciu krocza, zwłaszcza u przedstawicieli profesji medycznych
      walczę. Proszę, przeczytaj poniższe wątki, które przytaczają mnóstwo wyników
      badań naukowych na temat skuteczności rutynowego nacięcia krocza jako metody
      jego ochrony. Skoro skończyłaś studia medyczne, nie będziesz chyba miała
      problemu ze zrozumieniem, że żadne z tych badań nie potwierdziło tezy, że
      nacięcie lepsze jest niż naturalne pęknięcie, że cięcie goi się łatwiej niż
      pęknięcie itd. W jakiej pozycji odbywały się te porody, które widziałaś? Jeżeli
      kobieta leży na płask i prze pod górę, to nie dziwię się, ze pęka jej krocze aż
      do odbytu.
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=17092739
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=18458516
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=18047848
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=19533263
      Jeszcze raz przypominam - wszystkie osoby, które na tym forum wypowiadają się
      krytycznie o nacięciu krocza, sprzeciwiają się jego rutynowemu stosowaniu, a
      więc nacinaniu wszystkich kobiet jak leci. Nie jestem przeciwna nacięciu wtedy,
      gdy jest niezbędne, ale wolałabym żeby położna lub lekarz, którzy podejmują taką
      decyzję, wzięli pod uwagę fakty, a nie to co im się wydaje, i co w podręcznikach
      nie odwołujących się do evidence based medicine przeczytali.

      W porodzie matka i dziecko współpracują, sa jednością. Matka jest spokojna -
      dziecko jest spokojne. Matka jest aktywna - dziecko łatwiej przechodzi przez
      kanał rodny. Matka moze chodzić, skakać na piłce, póść pod prysznic - główka się
      lepiej wstawia. To nie jest tak, ze dobry poród dla kobiety jest zagrozeniem dla
      jej dziecka. Dobry poród dla matki - taki w którym ona moze zachowywać się tak,
      jak podpowiada jej intuicja i jej ciało, to również lepszy poród dla dziecka.
      Mam nadzieję, ze gdy będę rodzić, Opatrzność uchroni mnie od takich medyków,
      którzy traktują mnie jak inkubator, pole do stosowania wszelkich technik, dla
      których liczy się tylko produkt - dziecko, a to, że poród to ważne doswiadczenie
      dla kobiety nie jest zupełnie istotne.
      • majowa-panna Re: naciecie krocza..... 07.05.05, 13:44
        Podpisuję się jak zwykle pod imbirką...

        Pani doktor, a może tak ciachać kobietki już na izbie przyjęć, na wszelki
        wypadek żeby zdążyć?

        Kobieta to nie inkubator. Kobieta tez czuje i ponosi potem konsekwencje "zabaw
        w doktora" lekarzy.
        Nie wiem kto w końcu ma mieć łatwiej lekarz czy rodząca? Bo wg mnie rodząca.
        Jeśli tylko zszyta pochwa ma prawo wrócić do swojego poprzedniego stanu i wtedy
        jest OK to niech się wypowiedzą dziewczyny które zszyto za ciasno to dopiero
        jest frajda...
      • arlettka00 Re: naciecie krocza..... 07.05.05, 21:40
        Imbirko mylisz się jesli myslkisz że nie znam informacji opartych na EBM. Ja
        piosałam że nacięcie może okazać sie zbedne, że może pójść gładko i miło ale
        skąd wiesz,że nie będzie inaczej? Czemu ryzykować? Kobieta całą ciąże znosi
        mnóstwo niedogodności a jak sa komplikacje to wytrzymuje jeszcze więcej i nagle
        wielkie halo o nacięcie. Nie nacina się rutynowo a przynajmniej nie wtych
        szpitalach gdzie widziałam porody czasem sie rezygnuje gdy nie ma tej potrzeby
        ale jak krocze bieleje z naciagnięcia to nikt sie nie zastanawia tylko idą w
        ruch nozyczki. Naprawde z korzyścią i dla mamy i dla dziecka. Tez widziałam
        samoistne pęknięcia przy nagłych kleszczach, koszmar!!! Ja poprosze o lewatywę(
        bo poprawia czynnośc skurczową macicy), ogolę się żeby było czysto i szybko się
        goiło (już miałam i lewatywy i golenie przy okazji laparoskopii i sa gorsze
        rzeczy na świecie a to to pestka) i niech tna ilepotrzeba żeby dzidzia wyszła
        bez problemów a ja żebym uniknęła nietrzymania moczu i dziurki jak worek po
        kartoflachwink
        Oredowniczki "porodu full natura" zapominają że owszem dzici kiedys rodziły sie
        bez tych wszystkich cudów ale inna była śmiertelnośc okołooporodowa i kobiet i
        dzieci.
        Jesli macie juzeci pomyslcie że kawałek waszej przecięej skóry( bezboleśnie)
        może uratować im życie(hipotetycznie)tez byscie tak protestowały???
        • eva-a Re: naciecie krocza..... 07.05.05, 23:52
          > Jesli macie juzeci pomyslcie że kawałek waszej przecięej skóry( bezboleśnie)

          a to tylko się kawałek skórki nacina? eee... to pryszcz. a ja myślałam że i
          mięśnie się nacina i głębsze tkanki pochwy? no ale ja nie kończyłam medycyny
          tylko filologię... mam prawo nie wiedzieć.
        • imbirka Re: naciecie krocza..... 08.05.05, 09:55
          Nadal w swoich wypowiedziach podajesz mity, a nie fakty:
          >a ja żebym uniknęła nietrzymania moczu i dziurki jak worek po
          > kartoflachwink
          Już mi naprawde nie chce sie polemizować z tezą, że nacięcie zapobiega
          nietrzymaniu moczu, albo zbyt luźnej pochwie.
          Jeśli zaś chodzi o rutynowość nacięcia, to owszem - wszystkie położne i lekarze
          jakich znam, pracujący w szpitalach, twierdzą iż rutynowo nie nacinają.
          Wystarczy jednak spojrzec na statystyki podawane przez niektóre szpitale na
          stronie www.rodzicpoludzku.pl, zeby stwierdzić, iż w większości szpitali 90 %
          pierworódek i 60-80 % wieloródek ma nacięte krocze. W Warszawie na 10 porodówek
          sa 2 szpitale, w których możesz liczyć na to, ze trafisz na położną, która
          uszanuje Twoją wolę i spróbuje nie naciąć. W pozostałych nie ma kobiety - oprócz
          tych po cc, która z pierwszego porodu wyszłaby z całym kroczem. Zajrzyj na forum
          szpitale - dziewczyny polecają sobie nieliczne polożne, które ochraniają krocze.
          Sa one nieliczne, bo sztuka takiego prowadzenia porodu, żeby krocza nie trzeba
          było naciąć niestety już dawno zginęła w tej profesji.
          > Oredowniczki "porodu full natura" zapominają że owszem dzici kiedys rodziły sie
          >> bez tych wszystkich cudów ale inna była śmiertelnośc okołooporodowa i kobiet i
          > dzieci.
          Historycznie patrząc nacięcie krocza pojawiło się dość niedawno, porównując z
          całą historią sztuki ludzkiego rodzenia - bo z wynalezieniem kleszczy w XVIII w.
          Wraz z masowym przenoszeniem kobiet rodzących z ich domów do szpitali, w XIX w.
          śmiertelność od razu podskoczyła, ponieważ lekarze do porodów przychodzili
          prosto z sali operacyjnej, i znad stołów sekcyjnych z kostnicy. A tak masowo
          nacięcie krocza zaczęto stosować w latach 70. XX w. kiedy położnicy postanowili,
          nie patrząc na to, ze każda kobieta jest inna i rodzi inaczej, wszystkie porody
          przykroić do sztucznie ustalonego wzorca. Więc na szczęście nie jest to jakaś
          tradycja, którą warto byłoby kontynuować.
          Z ciekawostek jeszcze dodam, że jakiś czas temu rozmawiałam z położną-Polką
          pracującą od wielu lat w Austrii, w zwykłym, miejskim szpitalu. Mają około 30 %
          nacięć. Opowiadała mi o zastosowaniu próżniociągu w porodzie 4 kilogramowego
          dziecka, podczas którego nie nacięła krocza. Śmiertelność okołoporodowa w
          Austrii nie jest przez to wyższa niż w Polsce.

          Pozdrawiam,
          Imb.
          • pimpek_sadelko imbirko? 08.05.05, 11:46
            kim jestes z zawodu? polozna? ginekologiem? a moze chociaz lekarzem, ktory
            widzial pare porodow na zywo a nie w necie?ktory swoje opinie opiera na tym co
            widzial a nie na tym co jednokierunkowe swiatopogladowo strony czy organizacje
            propaguja? mozesz odpowiedziec?
            • imbirka Re: imbirko? 08.05.05, 11:52
              Z wykształcenia i zawodu jestem socjolożką, od kilku lat zajmuję się historią i
              socjologią położnictwa. Poza tym uważam, że poród to przede wszystkim sprawa
              kobieca, wspólnota doświadczeń, i każda z nas ma prawo poszukiwać, zgłębiać i
              badać wszystko, co dotyczy naszych ważnych, życiowych przeżyć. Historia
              położnictwa wspaniale pokazuje, jak łatwo kobietom wmówić, że ciąża i poród to
              sprawy medyczne, zarezerwowane dla nielicznych ekspertów. Jestem kobietą i to
              wystarczy, aby chcieć wiedzieć o porodzie jak najwięcej, i używać przy tym
              krytycznego umysłu.
              • pimpek_sadelko Re: imbirko? 08.05.05, 12:06
                a mozesz podac mi namacalne przyklady wmawiania kobietom bzdur podczas porodu i
                powiedziec czy jestes wrozka, ze zakladadsz, ze kazdej, ktorej nacieto krocze
                taki stek klamst wpojono?
                sugerujesz oszustwo to powiedz dlaczego. rozumiem, ze masz inne poglady na
                nacinanie nie ma co do tego zadnych zlych skojarzen. kazda z nas ma jakies
                swoje wizje, ale tak zarliwie je prezentujesz, ze mozna pomyslec, ze rozum
                zasnal a mania wziela gore. naprawde wolisz proznociag niz naciceice? powiedz
                co przeszkadza naciecie kobiecie? bo pytalam wszystkich znajomych i zadna sie
                na to nie skarzy ( tzn. mowia, ze po porodzie ciezko bylo siedziec) ale po
                wygojeniu sie krocza zapomnialy o porodzie i o nacieciu. zatem o co ta cala
                batalia?
                nie przekonuje mnie argument, ze nienacinanie jest lepse bo w austrii czy w bog
                wie jakim zachodnim kraju tak robia. tam poloznictwo inaczej wyglada i szczerze
                mowiac ja w niemczech, austrii czy anglii nie mialabym szans na te ciaze, ktora
                teraz mam. kilka razy ronilam, tam olewaja poronienia, w klinikach, do ktorych
                w polsce chodzilam byly niemki, dunki i wiele innych narodowosci. tam sie leje
                na nieplodnosc, tam sie olewa poronienia ( bo przeciez natura sama wie czy ma
                sie miec dziecko czy nie). ja kicham na taka "pomoc" kobiecie. nie wierze tym
                lekarzom, ktorzy tak mowia, bo sama jestem przykladem na to, ze sie myla i z
                gory wydaja wyrok na to co dobre a co zle.
                • imbirka Re: imbirko? 08.05.05, 12:15
                  Trudno mi odpowiedzieć na post napisany w tym tonie, bo stosujesz argumenty ad
                  personam, a ja się odnosze do faktów.
                  Nie bardzo wiem gdzie sugeruję oszustwo, i dotyczace czego?
                  Na podstawie mojego doświadczenia i wiedzy, stwierdzam jedynie, iż w kwestii
                  nacinania krocza większość polskich położnych i lekarzy prezentuje wiedzę, która
                  na tzw. Zachodzie została już dawno obalona rzetelnymi badaniami dot.
                  skutecznosci rozmaitych procedur medycznych. Jaka to wiedza, można chociazby
                  stwierdzić analizując argumenty na rzecz rutynowego nacicnania, przytaczane
                  przez dziewczyny w cytowanych przez mnie wyzej wątkach.
                  O ile pamiętam, w żadnej z dyskusji nie wypowiadałam się na temat tego, w jaki
                  sposób na Zachodzie postępuje się przy poronieniach i tego typu sprawach,
                  ponieważ zajmuję się porodem fizjologicznym i na innych sprawach sie nie znam.
                  Jeśli chodzi o kwestię próżniociągu, to już wyjaśniłam ten przykład w innym poście.

                  Pozdrawiam, Imb.
                • kumquat Re: imbirko? 09.05.05, 17:00
                  pimpek_sadelko napisała:
                  tam poloznictwo inaczej wyglada i szczerze
                  >
                  > mowiac ja w niemczech, austrii czy anglii nie mialabym szans na te ciaze, ktora
                  >
                  > teraz mam. kilka razy ronilam, tam olewaja poronienia, w klinikach, do ktorych
                  > w polsce chodzilam byly niemki, dunki i wiele innych narodowosci. tam sie leje
                  > na nieplodnosc, tam sie olewa poronienia ( bo przeciez natura sama wie czy ma
                  > sie miec dziecko czy nie).

                  No z tym olewaniem to chyba lekka przesada. Sama jestem po poronieniu w
                  "strasznym" kraju, gdzie ciążę się "olewa totalnie" i "nie robi żadnych badań"
                  (to miało być ironiczne, jakby ktoś nie zrozumiał). Tym strasznym krajem jest
                  Holandia. Fakt, podejście do ciąży jest całkiem inne, lekarza się nie widzi na
                  oczy, jeśli wszystko jest w porządku ciężarną od początku do końca zajmują się
                  położne, jest tylko 1 usg, pierwsza wizyta w 12 tygodniu, porody w domu. Bo
                  wychodzą tu z założenia, że ciąża to nie choroba. Kiedy zaczęłam plamić nikt nie
                  dał mi żadnych leków na podtrzymanie ciąży, bo nie jest medycznie stwierdzone,
                  że na tak młodym etapie ciąży cokolwiek może pomóc (na marginesie - tak samo
                  twierdzi moja POLSKA ginekolog; opowiadała mi, że leki daje często na
                  rozpaczliwe żądanie kobiet, choć wolałaby tego uniknąć, bo to witamina nie jest
                  i nie pozostaje bez wpływu na zdrowie dziecka, jeśli ciąża się utrzyma). Kiedy
                  tu przyjechałam i znałam system holenderski tylko z opowiadań, to też krzyczałam
                  i krytykowałam, jak tu źle. Tymczasem - kiedy mnie ten temat zaczął dotyczyć i
                  to w takich nieprzyjemnych okolicznościach, okazało się, że mogę liczyć na
                  fachową i błyskawiczną pomoc. Nikt mnie nie olał, na wszystkie pytania dostałam
                  wyczerpujące odpowiedzi. Fakt, że nikt mi nie zaproponował badań mających
                  powiedzieć dlaczego tak się stało - ale nie oszukujmy się, w Polsce na NFZ po
                  pierwszym poronieniu nikt badań też nie robi, jak sobie prywatnie nie zapłacisz.
                  Co do bezpłodności, to nie wiem czy tu olewają, ale nie sadzę. Naród jest tu na
                  tyle uświadomiony, że dla ciężarnej kobiety to normalka zgłosić się do
                  organizacji Matki Matkom, która organizuje zbiórkę moczu od ciężarnych. Z tego
                  moczu pozyskuje się hormon hcg, który służy do wyrobu leku dla kobiet mających
                  problem z zajściem w ciążę (Pregnyl). I wiesz co najciekawsze - jest to jedyny
                  kraj, gdzie coś takiego się robi (a z leku korzysta cały świat). Chyba więc nie
                  można to nazwać olewaniem problemu bezpłodności? Ja nie wiem czy tu jest lepiej
                  czy gorzej niż w Polsce - jest na pewno inaczej. Niektórym Polkom przeszkadza,
                  że nie ma badań wewnętrznych, nikt im nie patrzy między nogi. Z drugiej strony
                  słyszałam historie dziewczyn, które po wizycie u (polskiego) ginekologa i takim
                  wewnętrznym badaniu roniły (i twierdziły, że to był właśnie powód). Na pewno to
                  kwestia przyzwyczajenia - w Bułgarii też się nie robi badań wewnętrznych i
                  uważają, że tak jest lepiej. Śledzę wątki ciążowe od jakiegoś już czasu i wiem
                  Pimpku, że przeszłaś przez straszne rzeczy, szczerze Ci współczuję. Ale nie
                  krytykuj systemy położnictwa w innych krajach, jeśli nie masz o nim informacji z
                  pierwszej ręki, bo to jest krzywdzące. Tu jest z pewnością INACZEJ, co nie
                  znaczy gorzej... Ilość zgonów okołoporodowych jest mniejsza niż w Polsce w
                  każdym razie. Życzę Ci spokojnej ciąży i zdrowiutkiego Synka! smile Oby nam
                  wszystkim na tym forum się udało! Pozdrawiam!
              • pimpek_sadelko Re: imbirko? 08.05.05, 12:06
                a mozesz podac mi namacalne przyklady wmawiania kobietom bzdur podczas porodu i
                powiedziec czy jestes wrozka, ze zakladadsz, ze kazdej, ktorej nacieto krocze
                taki stek klamst wpojono?
                sugerujesz oszustwo to powiedz dlaczego. rozumiem, ze masz inne poglady na
                nacinanie nie ma co do tego zadnych zlych skojarzen. kazda z nas ma jakies
                swoje wizje, ale tak zarliwie je prezentujesz, ze mozna pomyslec, ze rozum
                zasnal a mania wziela gore. naprawde wolisz proznociag niz naciceice? powiedz
                co przeszkadza naciecie kobiecie? bo pytalam wszystkich znajomych i zadna sie
                na to nie skarzy ( tzn. mowia, ze po porodzie ciezko bylo siedziec) ale po
                wygojeniu sie krocza zapomnialy o porodzie i o nacieciu. zatem o co ta cala
                batalia?
                nie przekonuje mnie argument, ze nienacinanie jest lepse bo w austrii czy w bog
                wie jakim zachodnim kraju tak robia. tam poloznictwo inaczej wyglada i szczerze
                mowiac ja w niemczech, austrii czy anglii nie mialabym szans na te ciaze, ktora
                teraz mam. kilka razy ronilam, tam olewaja poronienia, w klinikach, do ktorych
                w polsce chodzilam byly niemki, dunki i wiele innych narodowosci. tam sie leje
                na nieplodnosc, tam sie olewa poronienia ( bo przeciez natura sama wie czy ma
                sie miec dziecko czy nie). ja kicham na taka "pomoc" kobiecie. nie wierze tym
                lekarzom, ktorzy tak mowia, bo sama jestem przykladem na to, ze sie myla i z
                gory wydaja wyrok na to co dobre a co zle.
                • wieczna-gosia pimpku 08.05.05, 12:58
                  a jednak nie w austrii a w Polsce powstal watek kobiety bez naciec.
                  Historii mrozoacych krew wy zylach tam jakos nie ma a mam wrazenie ze powinny
                  byc, skoro to taki kaprys i konczy sie pekaniem po odbyt....
                • ewunia_uk Pimpek???? 08.05.05, 16:06
                  pimpek_sadelko napisała:

                  > tam poloznictwo inaczej wyglada i szczerze
                  >
                  > mowiac ja w niemczech, austrii czy anglii nie mialabym szans na te ciaze,
                  ktora
                  >
                  > teraz mam. kilka razy ronilam, tam olewaja poronienia, w klinikach, do
                  ktorych
                  > w polsce chodzilam byly niemki, dunki i wiele innych narodowosci. tam sie
                  leje
                  > na nieplodnosc, tam sie olewa poronienia ( bo przeciez natura sama wie czy ma
                  > sie miec dziecko czy nie).

                  Pimpek, a zaplodnienie in vitro to w Polsce wynalezli. I w Polsce sie
                  najwiecej takich zaplodnien wykonuje, a nie w takiej np. Anglii zupelnie
                  olewaja nieplodnosc. Tylko nie wiem, jakim cudem wlasnie UK jest swiatowym
                  centrum badan genetycznych i plodnosci, i jest najwiekszy odsetek dzieci
                  urodzonych rodzicom uznawanym za "nieplodnych". W Londynie jest tez najwiekszy
                  w Europie osrodek badan nad nawykowymi poronieniami.

                  I jedno pytanie - skad czerpiesz swoja wiedze?
                  • pimpek_sadelko ewunia_uk 08.05.05, 21:32
                    nie napisalam, ze w polsce wynalezli in vitro, ani ze sie tu najkwiecej takich
                    zabiegow robi. robisz ze mnie durna laska: calkiem niepotrzebnie. niczego
                    takiego co sugerujesz nie napisalam
                    skad wiem to co napisalam?
                    wejdz cgociazby na forum sluzba zdrowia i pogadaj z ginekologami pracujacymi
                    na zachodzie, rozmawialam z tymi kobietami pod drzwiami gabinetow czekajac na
                    zswoja kolej do lekarza, rozmawialam z nimi na forach tematycznych poswieconych
                    ciazy, nieplodnosci, poronieniom.
                    nawiaze jeszcze raz do opisu porodu imbirki z austrii, w ktorym byl proznociag.
                    w polsce to juz niemal archaiczne narzedzie, stosowane niezmiernie rzadko,
                    min. z tego powodu, ze po jego stosowaniu zdarzaly sie wsrod noworodkow wylewy
                    do centralnego ukladu nerwowego. przy takiej komplikacji porodowej naciecie to
                    pryszcz i pie.., o ktorej nie warto pisac.
                    nie denerwuje mnie to, ze ktos propaguje porody bez naciec, ale wkurza mnie to
                    zacietrzewienie prezentoane przez wiele piszacych tu kobiet, ktore odgrazaja
                    sie, ze "zrobia porzadek" z lekarzem badz p[olozna, ktore nie ochroni im krocza
                    i natnie, denerwuje mnie sprowadzanie porodu, pojawienia sie dziecka do
                    naciecia kawalka SKORY. denerwuje mnie to, ze tak maniakalnie kobiety jeszcze
                    przed porodem, zatem przed doswiadczenia nacinania lub nienacinaia piekla sie i
                    podaja stosy linkow.
                    przykro mi, ale mnie podejscie "filozoficzne" i "socjologiczne" imbirki nie
                    przekonuje. mnie moga przekonac argumenty medyczne, dobro mojego dziecka. to na
                    mnie dziala. i wierzcie mi, ze dla lekarza czy poloznej prosciej jest patrzec
                    jak kobieta rodzi i palcem nie kiwac niz siegac po nozyczki, ciac a potem
                    zszywac, sciagc szwy. oni nie robia tego po to, zeby nam zrobic na zlosc. nie
                    rozumiecie tego?
                    naprawde myslicie kroczem a nie glowa?
                    • imbirka Pimpku, 08.05.05, 22:05
                      kończąc już dyskusję z Tobą na ten temat, krótko się odniosę do ostatniego
                      postu, bo czuję się wywołana do odpowiedzi:

                      pimpek_sadelko napisała:
                      > nawiaze jeszcze raz do opisu porodu imbirki z austrii, w ktorym byl proznociag.
                      > w polsce to juz niemal archaiczne narzedzie, stosowane niezmiernie rzadko,
                      > min. z tego powodu, ze po jego stosowaniu zdarzaly sie wsrod noworodkow
                      wylewy do centralnego ukladu nerwowego. przy takiej komplikacji porodowej
                      naciecie to
                      > pryszcz i pie.., o ktorej nie warto pisac.
                      Próżniociąg wciąż jest stosowany, i wielu położników uważa go za lepsze
                      narzędzie niż kleszcze, które powodują spore obrazenia u kobiety, i również
                      ryzyko obrażeń u dziecka. Nie mam w tej chwili danych liczbowych pod ręką, ale
                      Michel Odent, jeden z "odnowicieli" położnictwa w swoje klinice w Phitivers pod
                      Paryżem, która w tym czasie miała jedne z najlepszych wskaźników bezpieczeństwa
                      okołoporodowego na świecie, używał małego próżniociągu ręcznego, podobnego do
                      butelki. Przykład austriacki przeze mnie przytoczony, który tak Cię wzburzył,
                      pokazuje, że nie trzeba przeciwstawiać dobra kobiety dobru dziecka - bo można
                      tak poprowadzić poród, zeby zachowane było jedno i drugie. Gdyby trzeba było
                      krocze tej kobiety naciąć, ta położna zrobiłaby to. Ale widziała, że krocze
                      dobrze się adaptuje, i że nacięcie nie jest konieczne.
                      > nie denerwuje mnie to, ze ktos propaguje porody bez naciec, ale wkurza mnie to
                      > zacietrzewienie prezentoane przez wiele piszacych tu kobiet, ktore odgrazaja
                      > sie, ze "zrobia porzadek" z lekarzem badz p[olozna, ktore nie ochroni im krocza
                      >
                      > i natnie, denerwuje mnie sprowadzanie porodu, pojawienia sie dziecka do
                      > naciecia kawalka SKORY. denerwuje mnie to, ze tak maniakalnie kobiety jeszcze
                      > przed porodem, zatem przed doswiadczenia nacinania lub nienacinaia piekla sie
                      i podaja stosy linkow.

                      Wiesz co według mnie jest najgorsze w tej całej awantutrze o nacięcie krocza -
                      że jest to jedna z niewielu procedur medycznych polegająca na poważnym
                      naruszeniu tkanek, przed zrobieniem której nikt nie pyta kobiety o zgodę. Każdy
                      pacjent ma prawo wyrażania zgody na zabiegi medyczne, a na oddziałach
                      położniczych prawo to jest na każdym kroku naruszane. Nie dziwię się tym
                      kobietom, które przed porodem poszukuja informacji, przygotowują na piśmie tekst
                      odmowy itd. - one po prostu chcą o sobie decydować, nie uwazają, że poród to
                      jakaś sytuacja ubezwłasnowolnienia.

                      > przykro mi, ale mnie podejscie "filozoficzne" i "socjologiczne" imbirki nie
                      > przekonuje. mnie moga przekonac argumenty medyczne, dobro mojego dziecka. to
                      na mnie dziala.
                      Twoje prawo - tylko że w podawanych przeze mnie linkach sa właśnie argumenty
                      medyczne. Ja tutaj nie udawadniam, że rutynowe naciecie krocza kulturowo
                      spokrewnione jest z rytualnym okaleczaniem kobiet w Afryce, choćbym mogła to
                      zrobić, i nieźle to uargumentować, tylko po co - to nie to forum. Tutaj między
                      innymi dyskutujemy o jakosci opieki położniczej w Polsce i porównujemy ją z
                      wynikami światowych badań. I pytamy - co różni waginy Polek od wagin kobiet w
                      innych krajach takiego, że te pierwsze są prawie w 100% nacięte przy porodzie, a
                      Brytyjki, Austriaczki czy Holenderki nie. Podobnie można by dyskutować o
                      wertykalnych pozycjach porodowych, czy nieszczęsnym dolarganie królującym na
                      porodówkach - bo to są największe bolączki kobiet, które chciałyby urodzić w
                      Polsce aktywnie. Czy to tak wiele oczekiwać, że poród, oprócz tego, że będzie
                      zakończony urodzeniem zdrowego dziecka, będzie również satysfakcjonującym
                      przeżyciem, a nie traumą, jak dla większosci kobiet z pokolenia naszych matek?

                      Pozdrawiam,

                      Imb.
                    • abiela ochrona krocza 08.05.05, 22:10
                      I dlatego pimpku Polska tak slabo wypada w statystykach, bo na zachodzie
                      lekarze kaza kobietom ronic i olewaja ich ciaze....pewnie mieszkalas wiele lat
                      w roznych krajach i dlatego tak dobrze sie znasz na realiach!

                      Arletko a slyszalas o czyms takim jak ochrona krocza?? Tu nie chodzi o
                      absolutny sprzeciw nacinaniu - sa przypadki kiedy jest konieczne. Ale swietna
                      wiekszosc porodow nie jest jakims wyjatkowym przypadkiem i przebiega normalnie
                      a wtedy kazda polozna powinna byc w stanie ochronic krocze pacjentki, tak
                      poprowadzic porod, by naciecie nie bylo konieczne. I to nie jest powrot do
                      sredniowiecza tylko szacunek dla dziecka i dla mamy. Takie postepowanie
                      stsowoane jest w wielu krajach z powodzeniem tylko w Polsce wciaz wciska sie
                      pacjentkom do upadlego, ze naciecie krocza ratuje ich przed horrorem na reszte
                      zycia. Pewnie w podrecznikach na studiach nie podawali wam przykladow
                      porownawyczych z innych krajow - ale proponuje ci w wolnej chwili zapoznac sie
                      z styuacja np. w Niderlandach, gdzie wiekszosc kobiet rodzi w domu - nie sadze
                      zeby 90% z nich bylo nacinane. Ciekawa jestem czy wszystkie z nich mecza sie do
                      konca zycia z rozerwanym odbytem?
                      Wbrew temu co piszesz do stoswania tych praktyk nie sa konieczne kosztowne
                      technologie - wystarczy szacunek dla pacjentki i dziecka oraz odrobina dobrej
                      woli. Smiem twierdzic, ze porod na kleczkach na podlodze jest tanszy niz na
                      lozku pod gorke.
                    • ewunia_uk Re: ewunia_uk 08.05.05, 22:10
                      pimpek_sadelko napisała:

                      > skad wiem to co napisalam?
                      > wejdz cgociazby na forum sluzba zdrowia i pogadaj z ginekologami pracujacymi
                      > na zachodzie, rozmawialam z tymi kobietami pod drzwiami gabinetow czekajac na
                      > zswoja kolej do lekarza, rozmawialam z nimi na forach tematycznych
                      poswieconych
                      >
                      > ciazy, nieplodnosci, poronieniom.

                      Acha, bo myslalam, ze mialas poronienia lub probowalas sie leczyc na
                      bezplodnosc w ktoryms z wymienionych przez Ciebie krajow, i Cie jak to
                      piszesz "olano".

                      > w polsce to juz niemal archaiczne narzedzie, stosowane niezmiernie rzadko,
                      > min. z tego powodu, ze po jego stosowaniu zdarzaly sie wsrod noworodkow
                      wylewy
                      > do centralnego ukladu nerwowego.

                      A to ciekawe, czy dysponujesz moze jakimis statystykami na ten temat? Bo mnie
                      sie wydaje, ze kleszcze stosowane sa w Polsce czesciej niz w krajach
                      zachodnich, i na pewno czesciej niz w Austrii. W Austrii porody kleszczowe
                      stanowia 4% (Ploeckinger B, Ulm MR, Chalubinski K, Gruber W). Czy ktos zna
                      polskie statystyki?

                      > wierzcie mi, ze dla lekarza czy poloznej prosciej jest patrzec
                      > jak kobieta rodzi i palcem nie kiwac niz siegac po nozyczki,

                      Nie wierze wink
                      • wieczna-gosia Re: ewunia_uk 08.05.05, 23:37
                        > > wierzcie mi, ze dla lekarza czy poloznej prosciej jest patrzec
                        > > jak kobieta rodzi i palcem nie kiwac niz siegac po nozyczki,
                        >
                        > Nie wierze wink
                        >

                        a ja wierze.
                        faktycznie prosciej jest uwaga uwaga NIE KIWNAC PALCEM. Tak masz racje. Niech
                        peka. A potem powiedziec- a bylo sie to awanturowac?

                        Pimpek wlasnie w tym sek ze rodzenie bez naciecia to nie jest nie kiwanie
                        palcem. To znaczy ze polozna tkwi glowa przy twoim kroczu, czasami, jak ty
                        kucasz to tkwi jak mechanik wink maca ci to krocze reka. Dokonuje oceny sytuacji.
                        Musi wierzyc ze jak na szczecie skurczu ci powie nie przec, oddychac to ty
                        przestaniesz przec, i dziecko wysunie sie z ciebie lagodnie. Biorac pod uwage ze
                        pierwsze parcie te 15- 20 minut trwac musi, a czasami dluzej, to niezle sie
                        kobieta namacha.

                        I chwala jej za to. I ja w ogole uwazam ze polozne mamy swietne. Dobrze
                        wyksztalcone jak cala sluzbe medyczna. I to skandal ze przy normalnym
                        fizjologicznym porodzie zalezy od nich tak malo, za to od lekarza ktory na
                        studiach widzial nascie porodow a pozniej jako lekarz ksztalcil sie- co tu
                        ukrywac- na ciazach z jakis wzgledow nie takich (bo zdrowe kobiety raczej na
                        patologie ciazy nie wpadaja polezec i odpoczac) zalezy wiekszosc.

                        Ja bardzo cenie prace poloznych. I same polozne. I wcale nie uwazam ze wszystkie
                        gremialnie musza odrzucic nozyczkii niech sie dzieje co chce.
                        Jak jakas polozna jest przed emerytura to niech nacina i preferuje rodzenie w
                        fotelu tortur. Ale niech na litosc nie bedzie jedyna polozna w szpitalu! Ja chce
                        miec wybor. Dla ciebie to kawalek skory- ja widzisz nie mialam poronien, in
                        vitro, moje ciaze sa lekkie wesole i przejemne a porody ekspresowe. I mi przy
                        porodzie w 40 minut jakas polozna za nozyczki zlapala- na szczescie miedzy
                        jednym partym a drugim poprosilam ja bysmy sprobowaly bez. Na szczescie sie
                        zgodzila. 5 minut pozniej Ola byla na swiecie. Bez szycia bez pekniecia bez stresu.
                        NIKT sie nie domaga tego by polozna zaryzykowala zycie dziecka. Ewunia tez nie
                        pisze o tym.
                        Piszemy wylacznie o tym ze
                        kolezanka arletka postawila pewne tezy.
                        Na poparcie ktorych nie ma nic procz tego ze tak uwaza.
                        A jednoczesnie podpiera sie autorytetem pt "skonczylam medycyne". Czyli innymi
                        slowy- sluchajcie mnie ludy bom ksztalcona.

                        No wiec ja tez sie chetnie doksztalce ale sie okazuje ze nie mam jak- kolezanka
                        aretka potraktuje mnie z gory, zrodel nie poda, wysmieje ze nie czytalam ksiazek
                        medycznych i cyk.

                        No to niech napisze jako zwykly uzytkownik- ja chce zeby mnie nacieli.

                        I fajnie.

                        a ja nie chce.
                        • bazylea1 bez nacięcia - pytania techniczne 11.05.05, 16:47
                          1. czy jeśli powiem że nie chcę nacięcia to położna/lekarz muszą to respektować
                          czy też mogą twierdzić że są jakieś względy medyczne żeby nacinać? (nawet jesli
                          nie bedzie no ale mnie trudno to ocenic)

                          2. czy ochrona krocza jest czymś trudnym, w czym przeciętna położna nie jest
                          szkolona i jeśli się nie umówie wcześniej na poród z taką która to umie to
                          ryzykuję głębokie pęknięcia?

                          bardzo mi zależy na porodzie bez nacięcia, to moj 2 poród. wszystkie koleżanki
                          które mają porównanie porodu z nacięciem i bez bardzo chwalą wersję bez.
                    • atlantis75 Re: ewunia_uk 08.05.05, 23:48
                      pimpek_sadelko napisała:
                      > naprawde myslicie kroczem a nie glowa?

                      Wysoki poziom. Tak trzymać.
          • pimpek_sadelko imbirko? 08.05.05, 11:46
            kim jestes z zawodu? polozna? ginekologiem? a moze chociaz lekarzem, ktory
            widzial pare porodow na zywo a nie w necie?ktory swoje opinie opiera na tym co
            widzial a nie na tym co jednokierunkowe swiatopogladowo strony czy organizacje
            propaguja? mozesz odpowiedziec?
            • pimpek_sadelko ps. 08.05.05, 11:49
              wole naciecie skory krocza niz proznociag dla dziecka.
              boze to chore tak walczyc o kawal skory a olac dziecko!
              • imbirka Re: ps. 08.05.05, 11:58
                > wole naciecie skory krocza niz proznociag dla dziecka.
                > boze to chore tak walczyc o kawal skory a olac dziecko!
                Nie zrozumiałaś mnie. Ta położna nie użyła próżniociągu ZAMIAST nacięcia krocza.
                Próżniociąg był konieczny. I udało się go zastosować go, i przyspieszyć II okres
                porodu, nie nacinając krocza. Dziecko urodziło się w dobrym stanie. To jest
                przykład na to, ze w prawdziwie indywidualnym podejściu połoznej do rodzącej,
                nawet to co w Polsce nazywamy porodem zabiegowym - użycie próżniociągu, można
                przeprowadzić bez nacięcia. Tylko wtedy polozna musi opierać się na tym, co
                widzi i co potrafi, a nie na rutynie, i nie na tym, co na danym oddziale
                położniczym uwaza się za prawidłowe postępowanie.
              • ma.pi Re: ps. 09.05.05, 16:50
                pimpek_sadelko napisała:

                > wole naciecie skory krocza niz proznociag dla dziecka.
                > boze to chore tak walczyc o kawal skory a olac dziecko!

                Pimpek, to zycie Cie jeszcze moze zaskoczyc. Ja przy pierwszym porodzie bylam
                nacieta i to z dwoch stron, a i tak nie uratowalo mnie i dziecka to przed
                uzyciem kleszczy.


                Pozdr.
          • chatmechant Re: naciecie krocza..... 13.05.05, 22:40
            Hmmm, bajka- 4 kg dziecko, i proznociag, i nie nacinali? Naprawde, imbirko, czy chcialabys rodzic w
            takim austriackim szpitalu, gdzie dochodzi do koniecznosci stosowania vacuum, gdzie nie wykonano
            wczesniej ciecia cesarskiego, ale za to nie nacinaja? Grunt to krocze!
      • bramborek11 Re: naciecie krocza..... 12.05.05, 11:05
        brawo smile
        wspaniała wypowiedź
        całkowicie sie z tobą zgadzam, na podstawie wielu wypowiedzi z życia wziętych,
        artykułów prasowych i tp. doszłam do tego samego wniosku.

        W polsce jeszcze wiekszość lekarzy i połzonych nacina rutynowo, odbiera porody
        rutynowo. To stare metody, których się nauczyli i zapewne niektórych ucza
        jeszcze. Oni boją się postepowac inaczej, poza tym jest to przecie zdla nich
        niewygodne. najlepiej rodzącą położyć i na wszelki wypdaek poprzypinać pasami,
        naciąć , podac przyspieszacze i miec z głowy... bo zaraz nastepna będzie. poco
        się wysilać i tam mało płacą. Chyba że wybiera się elitarny szpital i dodatkowo
        płaci, wtedy może byc zupełnie inaczej0 bo są położne super przeszkolone, stale
        podnosza swoje kwalifikacje, znają metody ochrony krocza, nie maja problemu z
        położeniem się na podłodze i odebraniem porodu...
    • aankaa1 Re: naciecie krocza..... 07.05.05, 19:35
      Ja mam przeczulicę, mam po starej operacji z dzieciństwa bliznę na brzuchu i
      praktycznie nie daję go sobie dotykać, sama też nienawidzę jej myć, dotykać.
      Pępek też jest dla mnie nie do ruszenia, jak widzę, że ktoś sobie wkłada palec
      do środka i czyści, przechodzą mnie ciarki. Nie wyobrażam więc sobie żebym
      jeszcze podobnie miała tam na dole, przecież w ogóle zrezygnuję z seksu. Dla
      mnie to absolutnie nie jest tylko parę szwów.
    • ewunia_uk Re: naciecie krocza..... 07.05.05, 21:56
      arlettka00 napisała:

      > Poza tym nacięcie to równa prosta rana, takie
      > goją się duzo lepiej niż pęknięcia

      Arletka, a Ty medycyne w XIX wieku konczylas? Bo we wspolczesnej medycynie juz
      dawno udowodniono, ze rany "szarpane" goja sie szybciej i lepiej niz "rowne,
      proste" jak to nazywasz. Nawet ciecia cesarskie robi sie w tej chwili
      (przynajmniej na Zachodzie) przez bardzo malutkie naciecie i dalej rozciaganie
      otworu palcami operujacego, wlasnie zeby nie powstalo "rowne, proste" ciecie,
      bo takie goja sie gorzej.

      To, ze sa przypadki, w ktorych nalezy wykonac naciecie krocza dla dobra matki i
      dziecka to jest oczywiste, ale w Polsce nadal nacina sie krocze rutynowo w
      wiekszosci szpitali, i przeciwko temu wlasnie protestujemy.
      • yo_oo Re: naciecie krocza..... 07.05.05, 22:05
        przy okazji nacięc...
        powiedzcie mi proszę czemu fundusz zdrowia refunduje znieczulenie przy
        nacinaniu glupiego paznokcia, czy jakiegos banalnego zabegu a przy nacinaniu
        krocza nie?
        czy to nie ejst podstwa do tego by znieczulenie bylo czyms koniecznym przy
        nacinaniu? Dlaczego nikkt z NFZ nie pomyslal o skali bólu? czy przecięcie
        brzuszka przy cesarce, zaledwie skóry, nie ejst równie bolesne na zywca jak
        skurcz przy porodzie? Zastanawiam się co my przyszle mamy mozemy zrobic by
        znieczulenie bylo jedną z usług refundowanych przez NFZ a nie jak to jest
        obecnie opcja dzieki ktorej albo lekarz albo szpital sie dorabiaja...
        pozdrawiam...


        a co do tematu... przy pierwszym porodzie mialam nacięcie ale mialam także i
        znieczulenie więc nic nie czulałam. Za to obecnie mój mąż nie może dopatrzeć
        sie blizny po tym nacięciu... wieć za bardzo mneito nie zmienilo a i goiło sie
        dobrze. Polecam czeste podmywanie się zimną wodasmile
        • jakw Re: naciecie krocza..... 08.05.05, 07:58
          > czy przecięcie
          > brzuszka przy cesarce, zaledwie skóry, nie ejst równie bolesne na zywca jak
          > skurcz przy porodzie?
          Ciekawe... Przy cc tylko skórę się tnie? Niemożliwe.
        • mika_p Re: naciecie krocza..... yo_oo 08.05.05, 10:07
          NFZ nie refunduje znieczulenia przy nacięciu krocza dlatego, że prawidłowo
          wykonane cięcie nie ma prawa boleć, bo się go nie czuje. Poza tym, wykonywane
          jest "spontanicznie", w momencie, kiedy widać, że krocze nie wytrzyma, a
          znieczulanie trwa - podczas wbijania igiełek mogłoby zwyczajnie pęknąć. Gdyby
          znieczulać na wypadek nacięcia krocza każdą rodzącą, to usankcjonowałoby się
          stan, z którym obecnie trwa walka - rutynowe nacinanie każdej pierwiastki i
          większości przy II porodzie.
          Do szycia, i owszem, znieczulają. Osobiście wolę moment nacinania, którego nie
          czułam, niż moment znieczulania, igły w tych okolicach nie są przyjemne.

          A co do cesarskiego cięcia... nie obraź się, ale jak można pisac takie bzdury,
          że to tylko skóra ? Cc jest operacją (a nie zabiegiem jak nacięcie krocza),
          operacją, w której nacina się skórę owszem, potem rozdziela mięśnie brzucha,
          potem rozcina macicę (no niestety, ona się otwiera tylko na dole, a chcą wyjąć
          dziecko inną drogą trzeba zrobić dziurę) i działa w środku.
      • arlettka00 Re: naciecie krocza..... 07.05.05, 23:02
        tak uczyłam sie w XXI wieku. Owszem cięcie cesarskie robi sie rozszarpujac
        macice ale jest to "szarpanie kontrolowane" wiesz ile peknie. Z kroczem tak
        ładnie nie jest. Może peknac troszke i wtedy z Bogiem sprawa ale jak poleci w
        III stopień to zapewniam cię że nie goi się ładniej od nacięcia a plastyka
        zwieracza odbytu do najłatwiejszych nie należy.
        • ewunia_uk Re: naciecie krocza..... 07.05.05, 23:44
          arlettka00 napisała:

          > tak uczyłam sie w XXI wieku. Owszem cięcie cesarskie robi sie rozszarpujac
          > macice ale jest to "szarpanie kontrolowane" wiesz ile peknie. Z kroczem tak
          > ładnie nie jest. Może peknac troszke i wtedy z Bogiem sprawa ale jak poleci w
          > III stopień to zapewniam cię że nie goi się ładniej od nacięcia a plastyka
          > zwieracza odbytu do najłatwiejszych nie należy.

          Ja nadal twierdze, ze Twoja wiedza na ten temat doszla co najwyzej do lat 50-
          tych XX wieku. Radze poczytac sobie wyniki badan na temat naciecia krocza i
          porownania naciec ze spontanicznymi peknieciami.
          • jaleo Podaje artykuly naukowe dla ulatwienia... 08.05.05, 00:07
            Specjalnie dla autorki watku, ktora swoja wiedze na temat nacinania krocza
            opiera na teoriach przedwojennych, lista lektur:

            Thacker SB and Banta HD. Benefits and risks of episiotomy: an interpretive
            review of the English language literature, 1860-1980. Obstet Gynecol Surv
            1983;38(6):322-338

            Bromberg MH. Presumptive maternal benefits of routine episiotomy. J Nurse
            Midwifery 1986;31(3):121-1274

            Hofmeyr GJ and Sonnedecker EW. Elective episiotomy in perspective. S Afr Med J
            1987;71(6):357-359

            Thorp JM and Bowes WA. Episiotomy: Can its routine use be defended? Am J Obstet
            Gynecol 1989;160(5 Pt 1):1027-1030

            Reynolds JL and Yudkin PL. Changes in the management of labour: 2. Perineal
            management. Can Med Assoc J 1987;136(10):1045-1049

            Wilcox LS et al. Episiotomy and its role in the incidence of perineal
            lacerations in a maternity center and a tertiary hospital obstetric service. Am
            J Obstet Gynecol 1989;160(5 Pt 1):1047-1052

            Klein M et al. Does episiotomy prevent perineal trauma and pelvic floor
            relaxation? Online J Curr Clin Trials 1992;1

            Gass MS, Dunn CD, and Stys SJ. Effect of episiotomy on the frequency of vaginal
            outlet lacerations. J Reprod Med 1986;31(4);240-244

            Thorp JM et al. Selected use of midline episiotomy: effect on perineal trauma.
            Obstet Gynecol 1987;70(2):260-262

            Green JR and Soohoo SL. Factors associated with rectal injury in spontaneous
            deliveries. Obstet Gynecol 1989;73(5 Pt 1):732-738

            Shiono P, Klebanoff MA, and Carey JC. Midline episiotomies: more harm than
            good? Obstet Gynecol 1990;75(5):765-770

            McGuiness M, Norr K, and Nacion K. Comparison between different perineal
            outcomes on tissue healing. J Nurse Midwifery 1991;36(3):192-198

            Gordon H and Logue M. Perineal muscle function after childbirth. Lancet
            1985;2:123-125 - to okurat polecam rowniez Pimpek - Sadelko, ktora tu wyzej
            pisala cos na temat "pochwy o szerokosci kanionu"

            Sleep J et al. West Berkshire perineal management trial. Br Med J;289:587-590

            Rockner G, Jonasson A, and Olund A. The effect of mediolateral episiotomy at
            delivery on pelvic floor muscle strength evaluated with vaginal cones. Acta
            Obstet Gynecol Scand 1991;70(1):51-54.

            W zamian prosze bardzo autorke watku o podanie mi choc jednego opracowania,
            opierajacego sie na wynikach badan empirycznych, na poparcie swoich tez, ktore
            tutaj wysuwa. I nie chodzi mi o to, co napisano w podrecznikach kilkadziesiat
            lat temu, tylko o potwierdzenie empiryczne w badaniach naukowych. Chetnie
            poczytam.
            • ewunia_uk To powyzej to ode mnie :-) 08.05.05, 00:11
              Ten post powyzej ja pisalam, tylko zapomnialam sie zalogowac swoim "dzieckowym"
              nickiem.
            • wieczna-gosia to ja sie podlaczam 08.05.05, 01:30
              naciecie to jedna z tych niewdziecznych procedur medycznych, ktora dochrapala
              sie takiej kolekcji krytycznych pism jak malo ktora, a jednak jest w Polsce
              powszechnie stosowana.....
    • wlekliczka masz rację, ale... 07.05.05, 22:06
      ... niestety ja byłam tą pechową, której kiepska położna rozcięła krocze w dwie
      strony między skurczami. Wiem, jakie to uczucie być krojoną na żywca. Pamiętam
      tylko swoje dwa piski przerażenia oraz pytania ginekologów po porodzie - po co
      cięto panią w dwóch miejscach?
      Marne wspomnienie.

      Drugi poród przeprowadzony fachowo, w szczycie skurczu cięcie, nie czułam nic i
      rewelacja - DUŻO ŁATWIEJ wyprzeć dziecko. Wylatuje jak strzała wink zaraz po
      rozcięciu.
      Dlatego jestem jak najbardziej ZA cięciem krocza, gdy jest potrzeba. Ale tylko,
      gdy robi to fachowiec, a nie rzeźnik.
    • true_blue Re: naciecie krocza..... 07.05.05, 22:17
      mysle, ze mijamy sie w tej dyskusji. Nie chodzi o nacinanie krocza kiedy trzeba,
      lecz o traktowanie kobiet jak inkubator. I bardzo wspolczuje tym dziewczynom,
      ktore mysla, ze tak wlasnie jest. Bo to, ze nosi sie w sobie dziecko jest
      poczatkiem wspolnej drogi, a nie koncem wlasnego zycia.
      Pozdr.
      • eva-a Re: naciecie krocza..... 08.05.05, 07:52
        Chyba źle to rozumiesz, nie chodzi o to że bycie "inkubatorem" jest be. Ciąża
        to piękny cudowny stan. Ja to rozumiem tak, że nie może być zeby sama matka tak
        o sobie myślała przez to jak traktują ją lekarze. Żeby też pomyśleć o jej
        uczuciach. Kobieta to też osoba która czuje a nie jakiś robot zaprogramowany na
        rodzenie dzieci.
      • jakw Re: naciecie krocza..... 08.05.05, 08:00

        > lecz o traktowanie kobiet jak inkubator. I bardzo wspolczuje tym dziewczynom,
        > ktore mysla, ze tak wlasnie jest.
        Poczytaj sobie wątki pt. "Czy w ciąży wolno ...". Obawiam się, że wiele
        dziewczyn tak myśli.
    • mpatti Re: naciecie krocza..... 08.05.05, 02:28
      Powiem tak: urodziłam dwóch zdrowych synów. Pierwszy ważył 3,5 kg i w ogóle nie
      zauważyłam, kiedy byłam nacinana.Za to goiło się długo i boleśnie. Drugi syn
      ważył 4,1 kg i krocze pękło, miałam 4 szwy zewnętrzne, po 2 dniach od porodu
      mogłam usiąść na łóżku po turecku żeby nakarmić małego... Więcej wiary, więcej
      zaufania do lekarza. Moja koleżanka pękła podczas porodu i przez miesiąc miała
      problemy z siadaniem. Głowa do góry.
      • true_blue Re: naciecie krocza..... 08.05.05, 09:02
        Z tqojego doswiadczenia wynika, ze absolutnie wiara w lekarza nie ma nic do
        rzeczy, bo za pierwszym razem decyzja byla chyba niezbyt udana, a za drugim tak.
        Co nie znaczy, ze brak nacinania jest ok, wystarczy spojrzec na to co stalo sie
        Twojej kolezance.
        Pozdr.
    • arlettka00 Re: naciecie krocza..... 08.05.05, 10:48
      Ewuniu mam wrazenie że robisz się niegrzeczna. twoja wiedza też chyba nie jest
      pełna. Rany szarpane nie goja sie lepiej i nie dlatego rozrywa sie macice.
      Rozrywa się ją bo blizna która powstanie jest bardziej zblizona układem włókien
      do zdrowej trkanki i bardziej wytrzymała. Ogranicza to problemy z peknieciem
      macicy przy nastepnej ciąży.moze troche EBM by sie przydało??
      trzy czwarte z was nie widziało żadnego porodu lub ma doświadczenie tylko ze
      swoim. Wiedza z ksiązek nie zawsze odpowiada życiu. w innych dziedzinach
      medycyny tez powstały tysiące mądrych prac a wiedza z nich w naszych warunkach
      to o kant d.... Kobieta nie jest inkubatorem i ma 100 prawa do godnego i
      pełnego szacunku traktowania i nie wiem czemu naciecie mu wg niektórych z was
      uwłacza. W wodzie prawie nie zdarza się potrzeba nacinania ale sa za to inne
      słabe strony tego porodu, mało jest miejsc gdzie można rodzic w wybranej
      pozycji. W polskich warunkach rodzi sie na fotelu i zapewniam was ,że nie
      zawsze na tradycyjnym samolocie, są świetne przystosowane do parcia fotele
      porodowe króte w 15 sekund zmienia się w łóżko i odwrotnie. Lóżko w fotel
      zmienia się w momencie pojawienia się czubka główki a wczwsniej kobieta lezy
      jak jej sie podoba. W przypadku rodzenia w typowej pozycji krocze nie
      wytrzymuje i już!!! Walczcie o inne pozycje a nie o coś co w tej sytuacji w
      większości przypadków jest niebędne dla dziecka. Każda minuta przedłuzającego
      sę porodu męczy dziecko.
      • gabi67 Re: naciecie krocza..... 08.05.05, 12:43
        Wiecie co ja miałam za póżno ncięte krocze przy moim synku ważył 4500 efekt był
        taki ze miałam założone 23 szwy.I co na ten temat powiesz i nie interesuje mnie
        teoria naukowa wiem co ja przeszłam .Córcia ważyła 3900 i szybko zosałam
        nacięta i efek 2 szwy .I co na ten temat powiesz ???A i jeszcze jedno Ci powiem
        nacięcia w cale się nie czuje, a do zaszycia jest znieczulenie miejscowesmileWięc
        jak sama widzisz podpieranie się czasopismami naukowymi nic ci nie da. Kazda z
        nas jest inna i inaczej sie jej dziecko urodzi.
        Pozdrawiam Gabi 25 tc
        Ps. I jeszcze jedno jak urodzisz to sama zobaczysz czy warto byc naciętą czy
        nie!!!
      • wieczna-gosia Re: naciecie krocza..... 08.05.05, 13:05
        arletko,

        kochana, doskonale wiem, ze jednym z warunkow nienacinania krocza jest porod na
        czym innym niz maszyna tortur.
        I coraz wiecej szpitali ma wygodne fotele, stolki porodowe, wanny itd.

        Dla mnie to jasne jak slonce ze interesujac sie tym, by moje krocze nie zostalo
        pociete mam na mysli rowniez AKTYWNA pomoc poloznej, AKTYWNA ochrone krocza i
        SWOBODNA pozycje.

        tym niemniej badania wskazuja ze naciecie krocza wykonywane w sytuacji rutynowej
        jest nieuzasadnionym zabiegiem medycznym.

        A jesli przy okazji lekarze sie naucza ze rodzacej nie nalezy klasc sie na
        brzuch, to liczba naciec krocza jeszcze spadnie.

        Rozumiem ze widzialas... ile... 20 porodow? i jestes ekspertka. Ale poczytac
        czasami warto.
    • ewunia_uk Re: naciecie krocza..... 08.05.05, 12:00
      A ja nadal (grzecznie) czekam na przytoczenie przynajmniej jednego badania
      naukowego, ktore potwierdza Twoje teorie. Naprawde z ciekawoscia je przeczytam
      (i pisze to powaznie, bez ironii), bo wszystkie 12 z dotychczas
      przeprowadzonych na swiecie badan porownawczych na temat naciecia krocza daje
      wyniki dokladnie odwrotne od tego, co tutaj piszesz (jeszcze raz odsylam do
      wyczerpujacej listy literatury naukowej podane w poscie powyzej).

      We wszystkich podejmowanych badaniach porownawczych (a bylo ich sporo, w
      roznych krajach) ustalono, ze naciecie krocza ZWIEKSZA prawdopodobienstwo
      wystapienia pekniec glebokich, nawet do kilkunastu razy. Tak wiec wmawianie
      kobietom: "dajcie sie ciac, bo to Was ochroni przed peknieciem" jest delikatnie
      mowiac nieodpowiedzialne. Zwlaszcza, jesli na poparcie swojej tezy nie potrafi
      sie przytoczyc zadnych dowodow oprocz tego, ze cos "widzialas".

      Ja widzialam dwoglowego zolwia, co nie znaczy, ze zolwie sa gatunkiem dwuglowym.
      • arlettka00 Re: naciecie krocza..... 08.05.05, 13:54
        awuniu ja uważam,ze badania to jedno a rzeczywistość to drugie. W amerykanskich
        podrecznikach do radioliogii w wielu schorzeniach jako badanie pierwszego rzutu
        daje sie PET i co? ja to wiem, umiem, rozumiem a w Polsce jest 1 pet w
        bydgoszczy (nastepny najbliżej to Frankfurt chyba)a badanie kosztuje takie
        pieniadze,ze wykorzystywane jest tylko w celach naukowych. Powiedz mi co ci
        przyjdzie z tego ,że jak donoszą badania beziesz miała popekane (bo tak
        zdrowiej i ładniej i piękniej) krocze gdy urodzisz wymordowanego dzieciaka
        sapiącego, sinego , który zamiast realizacji programu "skin to skin" wyląduje
        na dzien czy dwa w inkubatorze?
        Ja juz kila razy napisałam,że nacięcie nie zawsze jest konieczne i wbrew temu
        co piszesz nie zawsze jest wykonywane. Ale nie należy dziko bronic się przed
        czymś co może w danej sytuacji uratować życie lub znacznie ułatwić dziecku
        przyjście na świat. Nie wiesz jaki będzie Twój poród, może będa konieczie
        kleszcze? wtedy też będziesz krzyczć ,że chcesz pękać????
        Poza tym po 9 miesiącach ciąży masz na dobrą sprawę 1 dzień porodu który czy
        chcesz czy nie jest bolesny, i po kilkunastu godzinach skurczy sekunda nacięcia
        to nic.
        Każda ma swoje zdanie a ja, jak też już powiedziałąm wolę być nacięta i
        pocierpieć kilka dni siedząc na połowie pupy niz miec wyrzuty sumienia,że przez
        moje zacietrzewienie poród się przedłuzył i zadzkodziło to dziecku.
        Co do ilości porodów widziałam duuuużo ponad 20 wiekszość z punktu widzenia
        pediatry bo tym chcę sie zajmować i badam dzieci prosto po urodzeniu, wiem
        jakie potrafia byc zmęczone.
        Nie uważam ,że zjadłam wszystkie rozumy. Wiem ,ze w innych pozycjach poród
        wygląda inaczej ale mamy takie realia jakie mamy; nawet w europejskiej sławy
        ośrodku fotele do rodzenia mają 20 lat i niestety nie zmieni sie tego ani w
        dzień ani w rok.
        A wracając do "kobiety inkubatora" czemu nagle nacinana kobieta jest
        inkubatorem a taka co długie miesiące lezy nieruchomo "bo dziecku to potrzebne"
        nie jest już inkubatorem? W obu sytuacjach to jest pewne poświęcenie.
        Czy chcemy czy nie w naszych brzuszkach żyje mały człowiek i jesteśmy za niego
        odpowiedzialne. Czasem trzeba zastanowic sie czy w danej sytuaci walczyc o parę
        szwów czy o zdrowa dzidzię.
        • ewunia_uk Re: naciecie krocza..... 08.05.05, 14:23
          arlettka00 napisała:

          > awuniu ja uważam,ze badania to jedno a rzeczywistość to drugie.

          Tzn. jesli 100% badan porownawczych wykazalo biale, Ty i tak bedziesz uwazac ze
          czarne??? Bo takie masz widzimisie, przesad, fantazje, ktora jest wazniejsza
          niz dowody naukowe, opublikowane w kluczowych ginekologicznych publikacjach na
          przestrzeni ostatnich 20 lat? Strach czlowieka oblatuje przed takimi
          lekarzami, jak Ty!


          W amerykanskich
          >
          > podrecznikach do radioliogii w wielu schorzeniach jako badanie pierwszego
          rzutu
          >
          > daje sie PET i co? ja to wiem, umiem, rozumiem a w Polsce jest 1 pet w
          > bydgoszczy (nastepny najbliżej to Frankfurt chyba)a badanie kosztuje takie
          > pieniadze,ze wykorzystywane jest tylko w celach naukowych.

          Co ma piernik do wiatraka?

          > Powiedz mi co ci
          > przyjdzie z tego ,że jak donoszą badania beziesz miała popekane (bo tak
          > zdrowiej i ładniej i piękniej) krocze gdy urodzisz wymordowanego dzieciaka
          > sapiącego, sinego , który zamiast realizacji programu "skin to skin" wyląduje
          > na dzien czy dwa w inkubatorze?

          Jeszcze raz polecam przeczytac literature fachowa opisow badan porownawczych na
          ten temat, a nie powolywac sie na wlasna wyobraznie. Na temat nacinania krocza
          i kondycji rodzacego sie noworodka tez jest kilka publikacji:

          Lobb MO, Duthie SJ, and Cooke RW. The influence of episiotomy on the neonatal
          survival and incidence of periventricular haemorrhage in very-low-birth-weight
          infants. Eur J Obstet Gynecol Reprod Biol 1986

          The TG. Is routine episiotomy beneficial in the low birth weight delivery? Int
          J Gynaecol Obstet 1990

          Powyzsze dwa opracowania koncentruja sie co prawda na noworodkach o niskiej
          wadze, jednak jest tam kilka porownan rowniez na noworodkach o normalnej wadze.

          Jak poprzednio, prosze o przytoczenie choc jednego malutkiego dowodu naukowego
          na to, ze nacinanie krocza "na wszelki wypadek".

          Poza tym, jak widze w dyskusji stosujesz wielce naukowa metode "odwracania kota
          ogonem" tudziez "pedalowania do tylu". Przypominam, ze nikt tu nie twierdzi,
          ze nacinania nie nalezy stosowac "nigdy". Dyskutujemy tylko z Twoimi
          argumentami, na ktore, smiem przypomniec, nadal czekamy na jakies naukowe
          dowody.


          > A wracając do "kobiety inkubatora" czemu nagle nacinana kobieta jest
          > inkubatorem a taka co długie miesiące lezy nieruchomo "bo dziecku to
          potrzebne"
          >
          > nie jest już inkubatorem?

          Co ma piernik dowiatraka x 2
          • ewunia_uk Re: naciecie krocza..... poprawka 08.05.05, 14:26
            ewunia_uk napisała:

            > Jak poprzednio, prosze o przytoczenie choc jednego malutkiego dowodu
            naukowego
            > na to, ze nacinanie krocza "na wszelki wypadek".


            Z tego wszystkiego nie dokonczylam zdania. Dalej mialo byc: "zapobiega
            czemukolwiek".
            • arlettka00 Re: naciecie krocza..... poprawka 08.05.05, 15:19
              mam wrażenie,ze nie czytasz co piszę. juz kilka razy powtórzyłam ,że w
              szpitalach gdzie bywam nie nacina sie krocza w KAŻDYM PRZYPADKU a wtedy gdy
              bieleje przy parciu. Nie użyłam tez nigdzie okreslenia nacinanie rutynowe.
              pisałam ,ze gdy jest potrzeba to nie nalezy walczyc tylko pozwolic połoznej lub
              lekarzowi ułatwic dziecku droge na świat.
              Pisałam tez,że w Polsce rodzi sie nadal w 90% na fotelu i w tej pozycji krocze
              jest narażone na duże napięcia.
              Co do przytoczonych badan przy dzieciach z niska masa urodzeniowa nie ma
              potrzeby nic nacinać one często niemalże "wypadają" więc tu dyskusja jest
              bezzasadna, krocze nie napina się zbyt mocno i nikt nie widzi potrzeby
              poszerzania "drogi wylotu" .
              Pisałam także ,że krocze nie zawsze peka i nie zawsze dziecko ma trudności z
              wyjściem na świat. Ale jak wiesz,ze masz w brzuchu DUŻE dziecko i padła decyzja
              o "rodzeniu dołem" to JA OSOBIŚCIE wolę w momencie gdy krocze zaczyna sie
              napinac szybkie naciecie i nie przedłużanie porodu niz peknięcie III stopnia
              niezależnie jak zdrowe i higienicznie sa rany po peknięciu... Zwieracz odbytu
              jest przydatnym urzadzeniem zapewniam cięwink

              Piszesz że "co ma piernik do wiatraka" a ma to że wyniki mądrych badań nie
              zawsze przekładają się na realia. Tak jak nie ma pieniędzy na PET'a i
              postepowanie zgodnie z miedzynarodowymi mądrymi standardami, których wartości
              nie podważam, tak w warunkach polskich porodów trzeba liczyć się z tym ze
              krocze bedzie trzeba naciac bo rodzimy w takiej a nie innej pozycji.
              A co do inkubatora wiele z nas (powtarzam po raz kolejny) godzi sie na wiele
              mniej i bardziej nieprzyjemnych procedur w czasie ciązy dla dobra dziecka a
              jedno nacięcie jest uważane za jakis straszliwy koszmar.
              Sporo koleżanek ostatnimi czasy urodziło, jedna miała nieprzyjemność być
              nacięta między skurczami. Żadna nie kwestionowała zasadności wykonania nacięcia
              i żadna o nim po tygodniu juz nie pamiętała.....Mam wrazenie ,że mam znajome z
              innego świata niż ty.....
              • ewunia_uk Re: naciecie krocza..... poprawka 08.05.05, 15:40
                Oj Alretka, znowu pedalujesz do tylu.... Teraz z braku naukowych argumentow na
                Twoje tezy zmieniasz tok rozumowania. Ale ja nadal sie przypominam z moja
                niesmiala prozba o podanie mi tytulow naukowych opracowan, w ktorych pozytywnie
                weryfikowane sa Twoje teorie (slowa "teorie" uzywam z pelnym naciskiem).

                Pozwole sobie przypomniec Ci tezy, ktore w tym watku wysunelas, bo teraz juz
                tak dokladnie namacilas w swoich wywodach, ze moglyby one ujsc uwadze:

                "nacięcie to równa prosta rana, takie
                goją się duzo lepiej niż pęknięcia" - prosze o podanie dowodow naukowych na ta
                teorie, zebysmy mieli jakies porownanie z cala lista opracowan podanych przeze
                mnie powyzej, dowodzacych, ze jest odwrotnie.

                "pochwa i jej wejście rozciagaja sie okropnie w czasie porodu
                i niestety nie zawsze wracają do poprzednich wymiarów, włókna w skórze nie daja
                rady.Wolę żeby ktoś rozciął i zaszył tak ,żeby było jak najbliżej stanu
                pierwotnego" - w tym przypadku prosze o opracowania, w ktorych udowodniono, ze
                naciecie pochwy zapobiega rozciagnieciu, jak to piszesz, pochwy i jej wejscia
                (bo na argument, ze nie zapobiega, ja Ci powyzej podalam powyzej cala liste
                opracowan).

                Jak sama piszesz, jestes lekarzem, wiec spodziewam sie po Tobie ciut wiecej niz
                argumentacji w stylu co przytrafilo sie kuzynce ciotki szwagra Wieska. No ale
                chyba juz nie doczekam. No coz, moja ciekawosc pozostanie niezaspokojona.

                Innych Twoich tez nie przytaczam, bo szkoda czasu, poza tym nie sa one
                sformuowane na tyle wyraznie, zeby wylonic jakiekowliek sedno.
                • arlettka00 Re: naciecie krocza..... poprawka 08.05.05, 16:04
                  pisze na podstawie tego o czym uczono mnie na studiach i tego co widze na
                  codziennie w pracy bo nie ma dnia zebym nie była na sali porodowej. Pisze tez
                  na podstawie moich rozmów z lekarzami ginekologami. Interesuję sie pediatria a
                  nie ginekologie więc w domu ma opracowania i czasopisma z tej pierwszej
                  dziedziny a nie mam zamiaru przytaczac bibliografi wyciagniętej z medlina
                  której nie porzeczytałam dokładnie..... Jak zaczynałam ginekologie byłam
                  zdecydowana przeciwniczka nacinania. Po wielu pytaniach i wielu porodach
                  zmieniłam zdanie. Nie chce pdawac nazwisk lekarzy kórzy nasuczyli ale
                  zaprzykład może posłuzyć pani doktor z renomowanego ośrodka akademickiego
                  uhonorowana tytułem "lekarz przyjazny kobiecie" która na nasze pytanie czy
                  krocze po takim naciągniecuy wróci do normy mówiła,ze małe szanse, zawsze
                  zostają zmiany po porodzie kwestia jakie.
                  Duże wrażenie zrobiły na mnie rozległe pęknięcia spowodowane opóźnionym
                  nacięciem i asystowałam przy dłuuuuugim szyciu gdzie nie bardzo było wiadomo co
                  do czego połączyc bo taka była jatka.
                  Widziałam szybko zakładane kleszcze gdy juz nikt nie myslał o cięciu bo dziecko
                  utknęło i siniało na potege zapewniam cie że nie chcesz iec czegos taiego
                  między nogami.....
                  Nie jestem ginekologiem wiec nie powołuje sie na artykuły. Powstało ich mnóstwo
                  a ty przytaczasz tylko tektóre popieraja to co chcesz, to sie chyba
                  nazywa "publication bias".... Nie amm na tyle bogatej wiedzy ginekologicznej
                  by móc swobodnieoperować tytułami, bo że sa popierajace obie metody chyba nie
                  wątpisz...nic na świecie nie jest czarne aani białe.
                  Nie odwracam kota ogonem z kazdym listem staram sie skonkretyzowac co ma na
                  mysli o widze ,ze uparcie przeinaczasz moje słowa.
                  Jestes ginekologiem? Tak swobodnie stawiasz sądy. Ja jako lekarz zainteresowany
                  inną dziedzina moge sie opierac na doświadczeniu bo moja wiedza jest mimo 6 lat
                  studiów za uboga zeby tak nią szafować.
                  BTW jestes w ciązy czy tylko tak "na sucho" piszesz??
                  • ewunia_uk Coraz bardziej mi sie to zaczyna podobac ;-))) 08.05.05, 16:26
                    arlettka00 napisała:

                    > pisze na podstawie tego o czym uczono mnie na studiach i tego co widze na
                    > codziennie w pracy bo nie ma dnia zebym nie była na sali porodowej. Pisze tez
                    > na podstawie moich rozmów z lekarzami ginekologami.

                    A no to wszystko jasne. Skoro "lekarze ginekolodzy" z ktorymi rozmawiasz maja
                    takie podejscie do wiedzy, jak Ty, to juz sie niczemu nie dziwie. LOL.

                    > Interesuję sie pediatria a
                    > nie ginekologie więc w domu ma opracowania i czasopisma z tej pierwszej
                    > dziedziny a nie mam zamiaru przytaczac bibliografi wyciagniętej z medlina
                    > której nie porzeczytałam dokładnie.....

                    Rozpoczynasz watek slowami "konczylam medycyne", ktore jakoby mialyby nadac
                    jakies metafizycznej wagi Twoim wywodom. A okazuje sie, ze nic napisanego
                    pozniej niz lata 50-te nie czytalismy, a jesli w ogole to niedokladnie...


                    > Duże wrażenie zrobiły na mnie rozległe pęknięcia spowodowane opóźnionym
                    > nacięciem i asystowałam przy dłuuuuugim szyciu gdzie nie bardzo było wiadomo
                    > co
                    > do czego połączyc bo taka była jatka.

                    Ale nie o tym przeciez zalozylas watek!! z uporem maniaka prosze o
                    ustosunkowanie sie naukowe do wysuwanych w tym watku tez!


                    > Nie jestem ginekologiem wiec nie powołuje sie na artykuły. Powstało ich
                    mnóstwo
                    > a ty przytaczasz tylko tektóre popieraja to co chcesz, to sie chyba
                    > nazywa "publication bias"....

                    Juz po raz n-ty prosze o przytoczenie jednego jedyniutkiego opracowania na
                    poparcie Twoich hipotez. No bo skoro oskarzasz mnie o bias wink))) Skoro takich
                    artykulow jest "mnostwo", przytoczenie jednego, jedynego, powinno byc
                    dziecinnie proste. Z drugiej strony, wiem z gory, ze nic takiego nie
                    znajdziesz, bo do tej pory przeprowadzono 12 wiazacych badan na ten temat, i
                    wszystkie co do jednego sa opisane w przytoczonej przeze mnie bibliografii.

                    > Nie amm na tyle bogatej wiedzy ginekologicznej
                    > by móc swobodnieoperować tytułami, bo że sa popierajace obie metody chyba nie
                    > wątpisz...nic na świecie nie jest czarne aani białe.

                    Arletka, przyznaj sie wreszcie, ze wypowiadasz sie z wyobrazni, i takich
                    opracowan nie widzialas na oczy. Mnie bardzo niepokoi fakt, ze okreslasz sie
                    lekarzem, a wciskasz niczym nie poparte teorie, ktore wielu osobom moglyby
                    potencjalnie zaszkodzic.

                    > Jestes ginekologiem? Tak swobodnie stawiasz sądy.

                    Ja nie stawiam sadow. Ja podaje liste opracowan napisanych przez ginekologow i
                    poloznikow ze stazem duzo dluzszym od Twojego. I Ciebie prosze (nieskutecznie)
                    o podanie tego samego na poparcie Twoich "sadow", bo jak dotad nic oprocz sadow
                    tu nie przedstawilas.

                    > Ja jako lekarz zainteresowany
                    > inną dziedzina moge sie opierac na doświadczeniu bo moja wiedza jest mimo 6
                    lat> studiów za uboga zeby tak nią szafować.

                    I tu trafilas w sedno. Doswiadczenie swiezo upieczonej "lekarki" Arletki,
                    zreszta w innej dziedzinie, kontra 25 lat wnikliwych badan naukowych.

                    > BTW jestes w ciązy czy tylko tak "na sucho" piszesz??

                    A co to ma do rzeczy??


                    PS. W innych watkach na temat nacinania krocza sie nie wypowiadam, bo tam
                    jeszcze nikt nie podparl swoich wywodow slowami "skonczylam medycyne" (w
                    domysle: miejcie do mnie zaufanie). Dla mnie to skrajnie nieodpowiedzialne.
                    • arlettka00 Re: Coraz bardziej mi sie to zaczyna podobac ;-)) 08.05.05, 16:49
                      pisze ,że skonczyłam medycyne ,żeby nie było że wypowiadam sie na temat znany
                      mi tylko ze słyszenia, żeby było wiadomo gdzie i w jakich okolicznościach
                      widziałam porody- nie na filmach jedynie.
                      Teraz jestem na zwolieniu wiec nie mam szans skorzystać z biblioteki szpitalnej
                      a szukac w googlu lub medlinie byle by znaleźć nie będę.
                      Ale obiecuję ci,ze jak wróce za 2 tygodnie do pracy to znajdę i że przedstawię
                      ci jakiś mądry artykuł jesli tylko słowo pisane może Cie zadowolić a to co sie
                      widzi na co dzień to tylko mrzonki i widzimisię
                      Nie pisze że jestem lekarzem z wieloletnim stażem pisze też jaką stroną
                      medycyny się zajmuję. Ty natomiast dajesz trzy tysiace tytułów tobie wygodnych
                      nie popierając tego wszystkiego żadna wzmianką o twoim zawodzie i doświadczeniu
                      w odbieraniu porodów a nawet ilości porodów na podstawie których wyrabiasz
                      sobie takie a nie inne zdanie.
                      Pisałam ,ze przed medycyną zdecydowanie sprzeciwiałam się wszelkim zabiegom
                      typu nacięcie , lewatywa, golenie i nie artykuły, nie publikacje a to co
                      widziałam zmieniło moje zdanie.
                      Co do publikacji to w medycynie wszystko się zmienia jak zdawałam egzamin z
                      farmaklogii to wzystkie źródła pisały ,że beta blokery sa bezwzględnie
                      przeciwskazane w niewydolności krążenia, teraz sa lekiem pierwszego wyboru...
                      Czasem trzeba wierzyć nie tylko w to co piszą ale tez mieć jakąś wiedze
                      praktyczną. Szkiełko i oko mi na myśl przychodzi.....I wybacz ale ja mimo
                      wszystko oddam się w ręce ginekologa, który nad bezgraniczna wiarę we wszystko
                      co napisano przedłoży zdrową ocene słowa pisanego zderzoną z doświadczeniem.
                      A co Ty zrobisz to już twoja sprawa.
                      • ewunia_uk Re: Coraz bardziej mi sie to zaczyna podobac ;-)) 08.05.05, 16:58
                        arlettka00 napisała:


                        > Ale obiecuję ci,ze jak wróce za 2 tygodnie do pracy to znajdę i że
                        przedstawię
                        > ci jakiś mądry artykuł

                        OK trzymam za slowo i nie moge sie doczekac.

                        > jesli tylko słowo pisane może Cie zadowolić a to co sie
                        >
                        > widzi na co dzień to tylko mrzonki i widzimisię

                        Arletka, chodzi mi o dowody naukowe, a takie, jak sama powinnas wiedziec
                        pochodza z badan przeprowadzanych w kwalifikujacych warunkach, a nie z tego, co
                        niejaka Arletka widziala jakoby w jakims szpitalu.

                        >Ty natomiast dajesz trzy tysiace tytułów tobie wygodnych
                        > nie popierając tego wszystkiego żadna wzmianką o twoim zawodzie i
                        doświadczeniu

                        Czys Ty juz zupelnie zatracila swiadomosc realu i rzeczywistosci wirtualnej?
                        Co z tego, ze ktos na tym forum napisze, ze jest profesorem ginekologii albo
                        chirurgii, dla mnie i chyba kazdej osoby trzezwo myslacej nie ma to
                        najmniejszego znaczenia w odczytywaniu tresci przez te osobe napisanych na
                        forum, bo zawod i doswiadczenie w necie moze sobie dorobic kazdy. A Ty
                        twierdzisz, ze dla Ciebie bedzie mialo znaczenie, jak Ci napisze, ze jestem
                        ginekologiem z 20 letnim stazem czy sprzataczka na dworcu kolejowym??? Oslablam.


                        > Co do publikacji to w medycynie wszystko się zmienia

                        Ok. Jak sie zmieni to pogadamy wink
                        • arlettka00 Re: Coraz bardziej mi sie to zaczyna podobac ;-)) 08.05.05, 17:03
                          no cóż ja zakładam ,że jesteś osobą na tyle powazną,że nie dorobisz sobię
                          profesury, skoro jednak się mylę....

                          Może jestem dziwna ale ma dla mnie znaczenie czy na tematy zwiazane z medycyna
                          wypowiada sie sprzątaczka czy lekarz.
                          Jak idziesz do przychodni to nie robi ci różniocy ko odpowiada na twoje
                          pytania? Komu zaufasz? oczytaniej w internetowych stronach ciązowych
                          sprzątaczce czy lekarzowi ginekologii, kt óry znaobie strony medalu?
                          • wieczna-gosia Re: Coraz bardziej mi sie to zaczyna podobac ;-)) 08.05.05, 23:40
                            arletko,
                            do przychodni ide nie wirtulanie tylko realnie. Zgadzam sie z ewa- jaka mam
                            gwarancje ze jestes medyczka a nie plastyczka?

                            zadnej.
                            I tej gwarancji sie nie domagam.

                            Z checia oddam sie w rece gina jak tez zrobilam 5 razy i on 5 razy stwierdzil ze
                            nie bylo wskazan do ciecia.
                      • arlettka00 Re: Coraz bardziej mi sie to zaczyna podobac ;-)) 08.05.05, 17:00
                        Prosze o to opracowanie podające kiedy i dlaczego się nacina a kiedy można tego
                        uniknąć .jak widzac wbrew temu co piszesz BYWA NIEZBĘDNE.Bywa też
                        nieuzasadnione ale nie przekreśla to wartości tej procedury w wielu
                        przypadkach.Nic nie jest czarne lub białe. Sa sytuacje gdy trzeba ciąć i
                        kobieta powinna sie na to zgodzić, są sytuacje gdy nie trzeba i wtedy się tego
                        nie robi.Poza tym wybacz ale przy edukacji naszego społeczeństwa do szpitali
                        trafia sporo kobiet co wcale nie były u lekarza w ciąży lub były raz czy dwa,
                        wiele nie wie co to mięśnie kegla a jak je ćwiczyć to już w ogóle, w tej
                        sytuacji nie sądze zeby krocze było przygotowane i wycwiczone do porodu. Weź
                        na to poprawkę.

                        "Nacięcie krocza jest najczęściej wykonywanym zabiegiem położniczym. W Polsce
                        stosuje się go w 60%-90% u kobiet rodzących po raz pierwszy i u 30%-50%
                        wieloródek. Liczne badania wykazują iż rutynowe wykonywanie nacięcia krocza
                        jest w niektórych przypadkach nieuzasadnione. Zabieg ten wykonywany jest w II
                        okresie porodu. Polega na niewielkim nacięciu tkanek w tylnej okolicy sromu.
                        Celem nacięcia krocza jest poszerzenie kanału rodnego, które ułatwi przejście
                        płodu przez końcowy odcinek kanału rodnego. Nacięcia krocza dokonuje się z
                        różnych przyczyn.

                        Do głównych wskazań należy:

                        ochrona nadmiernie napiętych mięśni krocza, przed pęknięciem. Jakiekolwiek
                        pęknięcia są trudniejsze do zaopatrzenia i trudniej się goją od nacięcia. Mogą
                        także przysposabiać do wystąpienia w przyszłości wypadania narządu rodnego i
                        nietrzymania moczu,
                        poród przedwczesny lub zbyt gwałtowny przy niepodatnym kroczu. Nacięcie służy
                        wówczas jako ochronę główki niedonoszonego płodu przed urazem spowodowanym
                        napiętymi tkankami dna miednicy jak również przed niedotlenieniem będącym
                        wynikiem przedłużonego porodu,
                        porody zabiegowe (zabieg kleszczowy, trakcja próżniowa, pomoc ręczna).
                        Zwiększają bowiem prawdopodobieństwo pęknięcia krocza.
                        przyspieszenie II okresu porodu z uwagi na stan płodu lub matki,
                        ochrona przed urazami w czasie nieprawidłowego położenia części przodującej.
                        Wyróżniamy 4 sposoby nacięcia krocza, każdy z nich spełnia określoną celowość
                        pomimo techniki wykonania i różnic pomiędzy nimi.

                        nacięcie pośrodkowe- wiąże się z najmniejszą utratą krwi, łatwiejszym szyciem,
                        mniejszym dyskomfortem w czasie gojenia rany. Istnieje jednak możliwość
                        przecięcia odbytu. Brak także możliwości rozszerzenia nacięcia w razie
                        konieczności.
                        nacięcie boczne- powoduje większą utratę krwi, większe dolegliwości bólowe w
                        czasie gojenia. Zaletą jest możliwość rozszerzenia nacięcia oraz to, że
                        wszelkie dodatkowe pęknięcia krocza nie dochodzą do odbytu.
                        pośrodkowoboczne- nacięcie to łączy wady i zalety nacięcia pośrodkowego i
                        bocznego
                        nacięcie Schuchardta- jest najrozleglejszym nacięciem. Może być wykonywane
                        pierwotnie lub jako rozszerzenie nacięcia bocznego.
                        Decyzją o wykonaniu nacięcia krocza podejmuje osoba prowadząca poród. Wszelkie
                        okoliczności wykonania tego zabiegu powinny być omówione z kobietą w ramach
                        opieki przedporodowej jak również w I okresie porodu. Powinna być świadoma
                        konieczności wykonania tego zabiegu. Nie zawsze jednak jest taka możliwość w
                        czasie porodu. Faktem jest, że większość kobiet nie odczuwa momentu nacięcia,
                        ponieważ jest ono wykonywane na szczycie skurczu macicy przy mocno napiętych
                        tkankach krocza. W celu zminimalizowania do minimum odczuwania nacięcia krocza
                        i szycia należy okolicę nacięcia znieczulić. Pomimo wszelkich starań ze strony
                        personelu medycznego nacięcie, szycie oraz gojenie krocza jest nieprzyjemnym
                        odczuciem dla każdej kobiety. Wiąże się to z dolegliwościami bólowymi oraz
                        dyskomfortem w poruszaniu się oraz w podstawowych czynnościach dnia
                        codziennego.


                        Aby zminimalizować liczbę wykonywanych nacięć krocza należy zwrócić szczególną
                        uwagę na naukę rozluźniania mięśni krocza w czasie ciąży. W opinii, niektórych
                        badaczy, problemu nacięcia krocza, duże znaczenie ma masaż krocza w kilka
                        tygodni przed porodem. Brak jednak badań co do skuteczności tej metody. Ogromny
                        wpływ ma także udział w Szkole rodzenia, dzięki której możliwe jest zdobycie
                        wiedzy na temat, kontrolowania porodu.

                        Bibliografia:

                        Chazan B.: Położnictwo w praktyce lekarza rodzinnego. PZWL Warszawa 1997 r.
                        Al.-Azzawi F.: Atlas porodu i zabiegów położniczych. Libramed 1999 r.
                        Bręborowicz G.H.: Położnictwo. Podręcznik dla położnych i pielęgniarek PZWL
                        Warszawa 2002 r.
                        Benson R. C.: Położnictwo i ginekologia PZWL Warszawa 1988 r.
                        Położnictwo ilustrowane pod redakcją R. Dębskiego. Libramed 2000 r.
                        Klimek R.: Położnictwo. Dream Publ. Comp. Kraków 1999 r.
                        Dudenhausen J., Pschyrembel W.: Położnictwo praktyczne i operacje położnicze.
                        PZWL Warszawa 2000 r.
                        Pisarski T.: Położnictwo i ginekologia. PZWL Warszawa 1998 r.
                        Troszyński M.: Położnictwo ćwiczenia. PZWL Warszawa 2003 r.
                        Materiały Fundacji Rodzić po Ludzku.
                        Eason E., Labrecque M., Wells G., Feldman P.: Zapobieganie urazom krocza w
                        czasie porodu. Obstetrics & Gynecology, 2000; 95: 464-471"
                        • ewunia_uk Re: Coraz bardziej mi sie to zaczyna podobac ;-)) 08.05.05, 17:33
                          Ja nie prosilam o cytaty z podrecznikow, co to jest naciecie krocza i kiedy sie
                          je stosuje, ale opracowania badan naukowych, popierajace dwie tezy postawione
                          przez Ciebie w pierwszym poscie - dla przypomnienia:

                          1. Rana po nacieciu krocza koi sie latwiej i szybciej niz spontaniczne
                          pekniecie bez nacinania
                          2. Naciecie krocza zapobiega nadniernemu trwalemu rozciagnieciu tkanek

                          Jesli nie zauwazasz roznicy pomiedzy moja prosba, a tym, co przytoczylas, to
                          sie poddaje.

                          Co do Twojej wypowiedzi:

                          "Może jestem dziwna ale ma dla mnie znaczenie czy na tematy zwiazane z medycyna
                          wypowiada sie sprzątaczka czy lekarz.
                          Jak idziesz do przychodni to nie robi ci różniocy ko odpowiada na twoje
                          pytania? Komu zaufasz? oczytaniej w internetowych stronach ciązowych
                          sprzątaczce czy lekarzowi ginekologii, kt óry znaobie strony medalu?"

                          Znow, nie odwracaj kota ogonem. Jesli rozmawiam w realu z lekarzem medycyny,
                          to chyba jest jasne, ze jego zdanie bede traktowala inaczej, niz slowa
                          sprzataczki. Jednakze na forum internetowym nie ma to dla mnie absolutnie
                          zadnego znaczenia, bo rownie dobrze Ty mozesz byc wasatym budowlancem lub
                          specjalistka od tipsow paznokciowych. Dlatego tez w necie na tematy medyczne
                          dydskutuje tylko i wylacznie z publikowanymi opracowaniami naukowymi, a nie z
                          czyims wyimaginowanym lub nie "doswiadczeniem". W realu natomiast sprawa jest
                          diametralnie rozna, i w takim wypadku jesli lekarz medycyny bedzie mi opowiadal
                          o swoim doswiadczeniu, to z checia poslucham.

                          Natomiast w tej konkretnej dyskusji, to co osoba o nicku Arletka widziala w
                          snie lub na jawie jest absolutnie bez znaczenia, licza sie obiektywy (jesli
                          znasz jakies obiektywy bardziej wiarygodne niz badania naukowe publikowane w
                          czolowych fachowych periodykach, daj mi znac).
    • aankaa1 Re: naciecie krocza..... 08.05.05, 12:06
      Aha, jeszcze jedno, znajoma rodziła wcześniaka prawie dwa miesiące przed
      terminem, dziecko ważyło 2,5 kg, to było drugie dziecko, sama masowała krocze
      wcześniej, ćwiczyła bo miała problemy po pierwszym nacięciu, a tu nagle
      pojawiła się grupka studentów, doktorek nożyczki i ciach żeby zademonstrować,
      nawet nie zdążyli zareagować.
    • weronikaglow Re: naciecie krocza..... 08.05.05, 12:39
      Ja do porodu miałam przygotowane oświadczenie, że się nie zgadzam na rutynowe
      nacięcie. Podczas porodu (w momentach między skurczami) rozmawiałam o tym
      zabiegu z położną. Myślę, że ważne jest aby starać się nawiązać kontakt, z
      kobietą, która przyjmie nasze dziecko na świat.
      W finale porodu by uniknąć nacięcia położna kazała mi się wstrzymać na JEDNO
      parcie - dosłownie parę sekund - po czym moja córeczka wyprysnęła jak kociątko
      na świat.
      Malutkie pęknięcie na dwa szwy zagoiło się błyskawicznie.
      Dzieki uniknięciu nacięcia mogłam:
      6 godzin po porodzie swobodnie chodzić,
      siadać na łóżku,
      bezboleśnie opiekoawać się moją córką,
      Czułam się lepiej niż dzieczyny, z którymi leżałam, a które nie wiedziały o tym,
      ze mogą na zabieg się nie zgodzić i zostały nacięte.
      Dodam, ze obie rodziły bez komplikacji i szybko. Prawdopodobnie więc nacieto je
      rutynowo więc pewnie niepotrzebnie.
      Obie myślały, że czuję się tak dobrze, bo to któryś mój poród (a był to poród
      pierwszy).
      Uważam, że warto zadbać o własną wygodę i prosić o to by nie cieto krocza bez
      potrzeby.
      No i jasne, że dobro dziecka stawiamy na pierwszym miejscu, ale zaraz po nim
      powinno stać dobro matki, a później rutyna.
      Pozdrawiam!
    • j04nn4 Ja wolę by mnie nacieto . 08.05.05, 16:23
      niz pęknąć bez kontroli. Asia i 32 tyg Majcia
    • aankaa1 Re: naciecie krocza..... 08.05.05, 16:39
      Myślę, że temat nie wzbudzałby tylu emocji gdyby faktycznie nacięcie krocza nie
      było wykonywano rutynowo. Gdybyśmy wiedziały, że zawsze jest to wykonywane dla
      dobra dziecka, naszego, że nie jest nadużywane. Bo się komuś nie chce, by
      zademonstrować studentom (pisałam o wcześniaku, który teoretycznie powinien
      wypaść i nie trzeba było narażać rodzącej na dodatkowe atrakcje). I czego
      nauczyli się ci studenci, przecież oni całe swoje życie będą cięli. A położne,
      przecie to najczęściej ograniczone kobiety, niesamodzielne, niedokształcone, i
      jak się nauczyły ciąć 30 lat temu to od tego nie odstąpią nawet jakby nie było
      potrzeby nacinania.
      • 3porzeczki Re: naciecie krocza..... 08.05.05, 17:35
        Jeżeli chodzi o wcześniaki, to wcześniactwo jest WSKAZANIEM do nacięcia -
        chodzi o jak najszybsze wydostanie dzieciaczka na świat - w tym wypadku
        decyduje dobro dziecka
        • gabi67 Re: naciecie krocza..... 08.05.05, 18:02
          Ja wam powiem o moim przypadku 11 lat temu w ZdrojachsadWięc to było
          tak :Wiadomo było ze nasz synek będzie dość spory bo 4500 kg,przy porodzie była
          starzyska bo laekarz oglądał mecz i do tego jedna połozna i salowa.Za póżno
          mnie nacieła i dziecko mnie poprostu rozerwałosadMało tego straciłam bardzo duzo
          krwi i zaczełam tracić przytomność.Salowa uratowała mi życie bo popedziła po
          lekarza.Który zastał starzystke szywającą mnie na pół przytoną,zaczoł mnie
          cucić i nacisną na brzych i okzało się że nie jestem nie wyczyszczona.Efektem
          tego było by za trzy dni zapalenie odszewnejsadZaczoł ją ochszaniać i wyzywać z
          tego wszystkiego pomyliła butelki z wodą do przmywania i polała mnie
          spirtusem!!!!Lekarz wywalił ją z sali porodowej i zaczoł mnie szyć byłam tak
          potwornie spanikowana i przerazonasadZe na rannej wizycie nie chciałam odsłonić
          kołdry i trzymałam ją kurczowo aż lekarz mi ją wyrwał z rąk.Zaznaczem to było
          nasze pierwsze dziecko i co na to powiecie.Dla mnie to była czysta krwawa jadka
          i przysięgłam sobie że już nigdy nie urodze w Zdrojach.Drugie dziecko urodziłam
          6 lat temu na pomorzanach warunki o niebo lepsze lekarz położna wszyscy na
          swoim miejscu wszystko poszło bardzo sprawnie małe dwa szwy i do tego życzliwismile
          Teraz jestm w 25 tc i mam nadzieje że wszysko się udasmile
          Pozdrawiam Gabi 25 tc
          Ps.Wię jak widać lepiej się czasem zastanowić i oszczędzić kobietą takich
          krwawych jadek,i nie czekać czy pęknie czy niesad
          • wieczna-gosia Re: naciecie krocza..... 09.05.05, 00:07
            gabi wspolczuje takich doswiadczen, ale chyba najlepiej by ani lekarz ani
            polozna ani salowa przy porodzie w toku nie ogladali meczu.

            I akyrat naciecie nic by tu nie dalo, bo oni sie po prostu toba nie
            interesowali. I na tym polegal ich blad. Podstawowy i skandaliczny. A nie na
            tym, ze cie nie nacieli.

            Jakby nie ogladali tego meczu tylko interesowali sie pacjentka, to zamiast
            nacinac mogliby rowniez sie wziac za ochrone kocza i chociaz to dla ciebie
            abstrakcja- sprawic bys urodzila bez naciecia.
            A tymczasem nie nacieli cie ani nie ochronili krocza bo- mowiac brzydko mieli
            cie w rzyci.

            I to jest strasznie smutne.

            I dlatego uwazam ze kobiety powinny robic wokol siebie troche szumu i domagac
            sie respektowania ( w granicach rozsadku) ich zyczen. Bo tacy lekarze, ktorzy
            maja w rzyci nie beda mieli pracy.
        • ewunia_uk Wczesniaki 08.05.05, 19:28
          3porzeczki napisała:

          > Jeżeli chodzi o wcześniaki, to wcześniactwo jest WSKAZANIEM do nacięcia -
          > chodzi o jak najszybsze wydostanie dzieciaczka na świat - w tym wypadku
          > decyduje dobro dziecka

          Dokladnie, tak wlasnie wynika z publikowanych na ten temat badan, przytoczonych
          powyzej. Pewne korzysci z naciecia krocza zauwazono tylko u noworodkow z masa
          dzeniowa ponizej 2,500 g. U noworodkow pelnowagowych w badaniach porownawczych
          nie odnotowano jakiegokolwiek dobroczynnego wplywu naciecia krocza na
          dotlenienie dziecka i wystepowanie urazow porodowych.

          Ale przypuszczam, ze Arletka wie lepiej, bo przeciez konczyla medycyne i
          przeczytala podreczniki.
          • arlettka00 Re: Wczesniaki 08.05.05, 20:26
            no to jak juz się poniżamy do złośliwości to powiem,ze na pewno nie wiem tak
            dobrze jak osoby namiętnie czytające strony o ciąży i na tym opierające swoją
            wiedze na temat ginekologii i połoznictwa. Bo podręczniki sa nie potrzebne
            wszyscy czytamy artykuły. Te pisane pod dyktando ośrodków i firm też.Studenci
            studiują na podstawie artykułów znajdowanych przez panienki z forum i wszystko
            gra. A podreczniki pulicznie palimy bo to samo zło!
            • ewunia_uk Re: Wczesniaki 08.05.05, 21:02
              arlettka00 napisała:

              > no to jak juz się poniżamy do złośliwości to powiem,ze na pewno nie wiem tak
              > dobrze jak osoby namiętnie czytające strony o ciąży i na tym opierające swoją
              > wiedze na temat ginekologii i połoznictwa.

              To kierujesz do mnie, czy do autorow tych badan? Bo czy oni czytaja strony o
              ciazy to nie wiem - te badania zreszta nie sa (o ile wiem) publikowane w
              necie. Obok badan podalam Ci, gdzie sa opublikowane.
              • cota Re: Wczesniaki 08.05.05, 21:21
                To jeszcze ja się wtrącę, jako żona lekarza - dawno po studiach, po stazu,
                praktykującego. Koleżanka lekarz niech zejdzie z piedestału, zanim zycie ją
                stamąd zrzuci big_grinD skończyła medycynę, jeszcze bez stażu!, bez specjalizacji
                (nieważne z czego, i tak kujesz ze wszystkich dziedzin), a myśli, iż wszystkie
                rozumy pozjadała big_grinDD Najbardziej rozbawił mego męża cytat, jakoby studenci na
                medycynie tyle porodów oglądali, he he. To, że ma się dyplom to jeszcze
                baaardzo mało znaczy. To, iż pani gin z tytułem "przyjazny kobiecie" coś mówi
                znaczy jeszcze mniej. W medycynie trzeba iść do przodu, za najnowocześniejszymi
                trendami, jeździć na kongresy, zjazdy międzynarodowe naukowe, siedzieć w jednej
                wąskiej specjalizacji przez parę lat, aby móc się tak kategorycznie wypowiadać
                jak Ty! A nauka idzie tak szybko do przodu, iż powoływanie sie na książki
                sprzed 5 lat nie ma sensu. O ranach to zupełnie inny temat, ale teraz to już
                spać mi się chce.
                Pozdrawiam : ja + kardiochirurg
                • ewunia_uk Re: Wczesniaki 08.05.05, 21:36
                  A niechby sie tam i powolywala, na cokolwiek, ja naprawde z ciekawoscia bym to
                  przeczytala, ale jak dotad autorka watku nie powoluje sie na nic dla poparcia
                  swoich hipotez, oprocz wlasnej rzekomej praktyki i "rozmow z ginekologami" wink
                  Za to zaklada watek, zeby wszem i wobec oglosic, ze jest tak a nie inaczej, i
                  zeby - o zgrozo - inni sie zasugerowali jej teoria bo "ona jest po medycynie".
                  Ale mialam ubaw dnia dzisiejszego smile)))
                • pimpek_sadelko Re: Wczesniaki 08.05.05, 21:43
                  cota... ale obciach. ja bym sie spalila piszac takie bzdury..... ale kazdy
                  niech wstydzi sie za sibie.
                  tez jestem zona lekarza i co z tego?
                  podpieraj sie swoim autorytetem a nie ty, ze jestes "doktorowa". boze komuna
                  powialo
                  panie dyrektorwe i doktorowe wracajasad
                  to, ze maz jest lekarzem uprawnia cie do wydawania opinii o innej lekarce? nie
                  wiem czy to smieszne czy tragiczne.... moze jednak zalosne.
                  • 3porzeczki Re: Wczesniaki 08.05.05, 21:48
                    Widzę, że dyskusja zboczyła z tematu ku wzajemnemu obrażaniu się - nie o to
                    chodzi, a o to aby przedstawić rzeczowe argumenty za i przeciw nacinaniu, czyż
                    nie? Ja wobec tego wylogowuję się z tego wątku, szkoda mojego czasu
                  • cota Re: Wczesniaki 09.05.05, 07:11
                    pimpek - Ty też jesteś żoną lekarza, nie raz o tym czytałam big_grin doganiał kocioł
                    garnkowi. Napisałam tak, bo mój mąż nie chciał usiąść do neta -
                    jako "stenotypistka".
                  • cota Re: Wczesniaki 09.05.05, 07:14
                    PS. Poza tym jak miałam się powołać na słowa męża? No powiedz mi.
                • arlettka00 Re: Wczesniaki 08.05.05, 23:19
                  a skąd to przypuszczenie że bez stażu?
                  Pracuje w dużym ośrodku gdzie zacznę specjalizacje z neonatologii. Na porodach
                  jestem co najmniej 2 razy dziennie a zwykle częściej. A na studiach tez się
                  sporo naoglądałam, trafiłam na bardzo zaangazowanych nauczycieli i nie mogłam
                  narzekać na brak zajęć praktycznych.
                  Od poczatku watku powoływałam sie na MOJE zdanie i na to co JA widziałam. Nie
                  grzebałam w publikacjach ale zacznę na życzenie ewuni.
                  Pisałam, że JA zgodzę się na nacięcie i że JA nie rozumiem całej tej histerii o
                  nacinanie.
                  I ,ze tam gdzie sie uczyłam i tam gdzie teraz pracuję NIE nacina się RUTYNOWO.
                  I ,że kobieta musi mieć świadomość, że czasem TRZEBA. I ,że czasem trzeba to
                  zrobic zaraz od razu, a czasem jak wyjdzie w "praniu " taka potrzeba.

                  Czy wreszcie jest jasne? Opieram sie na tym co OSOBISCIE widziałam bo tego
                  jestem pewna. A nie tego co gdzies ktos mi powiedział, gdzies ktoś pisał a ja
                  tego nie czytałam, bo znam jedną strone medalu i nie widzę ,że nie przeczy ona
                  drugiej.
                  Nie ma potrzeby rutynowego naciecia ale JA sobie takiego zażyczę i to pisałam
                  od poczatku. Natomiast nikt mi nie wmówi ,że nie istnieja sytuacje gdy ratuje
                  to zycie i matce i dziecku lub bardzo usprawnia przełuzający się poród plus te
                  inne wskazania z przytoczonego przeze mnie opracowania. I jak chcecie wtedy
                  walczyc o ten kawałek skóry to prosze n bardzo, ja mam chyba inne priorytety....
                  • wieczna-gosia Re: Wczesniaki 09.05.05, 00:02
                    Natomiast nikt mi nie wmówi ,że nie istnieja sytuacje gdy ratuje
                    to zycie i matce i dziecku lub bardzo usprawnia przełuzający się poród plus te
                    inne wskazania z przytoczonego przeze mnie opracowania. I jak chcecie wtedy
                    walczyc o ten kawałek skóry to prosze n bardzo, ja mam chyba inne priorytety...

                    tak oczywiscie jestesmy debilkami.
                    Arletko sorry, ale w zadnym poscie zadna z nas nie napisala o tym, ze za wszelka
                    cene bedzie walczyc by jej nie nacieto. Jesli to bedzie zabieg konieczny i
                    ratujacy zycie to neich mi cesarke na zywego robia, co tam krocze.

                    Ale nie wierze ze 90% kobiet ma porody z zagrozeniem zycia, nie wierze i juz.
                • chatmechant Re: Wczesniaki 13.05.05, 23:24
                  cota napisała:

                  > To jeszcze ja się wtrącę, jako żona lekarza - dawno po studiach, po stazu,
                  > praktykującego. Koleżanka lekarz niech zejdzie z piedestału, zanim zycie ją
                  > stamąd zrzuci big_grinD skończyła medycynę, jeszcze bez stażu!, bez specjalizacji
                  > (nieważne z czego, i tak kujesz ze wszystkich dziedzin), a myśli, iż wszystkie
                  > rozumy pozjadała big_grinDD Najbardziej rozbawił mego męża cytat, jakoby studenci na
                  > medycynie tyle porodów oglądali, he he. To, że ma się dyplom to jeszcze
                  > baaardzo mało znaczy. To, iż pani gin z tytułem "przyjazny kobiecie" coś mówi
                  > znaczy jeszcze mniej. W medycynie trzeba iść do przodu, za najnowocześniejszymi
                  >
                  > trendami, jeździć na kongresy, zjazdy międzynarodowe naukowe, siedzieć w jednej
                  >
                  > wąskiej specjalizacji przez parę lat, aby móc się tak kategorycznie wypowiadać
                  > jak Ty! A nauka idzie tak szybko do przodu, iż powoływanie sie na książki
                  > sprzed 5 lat nie ma sensu. O ranach to zupełnie inny temat, ale teraz to już
                  > spać mi się chce.

                  Maz techniki wszywania zastawki aortalnej uczyl sie na slajdach na 15minutowym wykladzie w
                  Singapurze? big_grinDDD Ach, nauka idzie szybciej do przodu niz sprawnosc manualna big_grinDDD a najlepiej na
                  medycynie znaja sie zony big_grinDDD

                  > Pozdrawiam : ja + kardiochirurg


                  Maz kardiochirurg na pewno bardzo sie interesowal porodami na studiach i na stazu big_grinDDD. Prawda
                  jest taka, ze oglada sie wiecej tego, co przyszlych lekarzy interesuje. Jak Arlettka interesuje sie
                  neonatologia i codzien bywa na sali porodowej, to na pewno juz kilkaset porodow widziala.
                  I, drogie Ewunie i inne ekspertki- ona chce powiedziec, ze w warunkach polskich, na tak wyposazonych
                  salach jak sa- nacinanie w wiekszosci wypadkow jest wskazane. I nie ma co porownywac Polski do
                  zagranicy- jakie lozka porodowe, takie postepowanie. I nie badzcie takie agresywne po przeczytaniu
                  kilku artykulow- trzeba byc ekspertem ze statystyki, zeby wlasciwie odniesc sie do tych badan. I trzeba
                  miec w Polsce porywnywalne warunki na porodowkach!

                  pozdrawiam wszystkich, a szczegolnie ZASLUZONA DLA NAUKI ZONE LEKARZA.
                  • imbirka Re: Wczesniaki 14.05.05, 09:05
                    >ona chce powiedziec, ze w warunkach polskich
                    > , na tak wyposazonych
                    > salach jak sa- nacinanie w wiekszosci wypadkow jest wskazane. I nie ma co
                    porownywac Polski do zagranicy- jakie lozka porodowe, takie postepowanie.

                    To mit, że do prowadzenia porodu z ochroną krocza i w wertykalnych pozycjach są
                    potrzebne nie wiadomo jakie drogie sprzęty. Wystarczy materac, stołeczek
                    porodowy, albo choćby parę twardych poduszek, i nawet na nie składającym się,
                    starym łóżku kobieta może w klęku urodzić.
    • ewunia_uk Re: naciecie krocza..... 08.05.05, 22:43
      Mysle, ze rzeczowych argumentow juz sie nie doczekamy, a szkoda, bo naprawde z
      checia bym poczytala.
    • atlantis75 Do zwolenniczek nacięcia! 08.05.05, 23:20

      Zwolenniczki nacięcia: przestańcie robic z kobiet chcących tego uniknąć
      nawiedzonych panikarek, idiotek martwiących się o urodę swojego krocza,
      rozhisteryzowanych bab, które idą w zaparte nawet w obliczu zagrozenia dla
      dziecka! Jestem na tym forum od 15 miesięcy i naprawdę nie spotkałam się z
      opinią, że w momencie wskazań lekarskich do nacięcia któraś rodząca chciałaby
      bronić się przed tym rękami i nogami, wyć w niebogłosy jak to starsznie ją
      krzywdzą lub mieć lekarzy za nic. Co bzdury wypisujecie? Nikt tu nie szaleje,
      tylko chce świadomie przeżyć swój poród. Prawda jest taka, ze w naszym kraju
      nacinanie wykonuje się rutynowo, jak leci. Przy normalnie przebiegającym
      porodzie, gdzie nie ma żadnych zagrożeń - nikt nie próbuje uniknąć nacięcia. A
      przezież są przykady, ze można urodzić bez ciachania, ba, nawet WHO o tym mówi.
      Nie chce juz mi się o tym pisać. Wydaje się, ze wszystko zostało powiedziane w
      kilkudziesięciu wątkach na ten temat.
      Wkurza mnie, że kobieta, która się nad tym zastanawia i nie chce być cięta -
      jest przez niektóre z Was traktowana w domyśle jako osoba, która nie dba o
      bezpieczeństwo i zdrowie dziecka. To nieprawda! Taka generalizacja jest
      krzywdząca. I słowo daję, dla mnie to policzek, bo jestem osobą, która chciała
      uniknąć nacinania. I myślałam o tym na kilka miesięcy przed porodem. Tak samo
      jak o zdrowiu i szczęśliwym przyjściu na świat mojego ukochanego, z
      niecierpliwością wyczekiwanego synka. Byłam nacięta, bo synkowi zaczęło spadac
      tętno i trzeba było szybciej urodzić. I na Boga, nie próbowałam uciec z
      piskiem: "oszpecą mi moją... i będzie bolało!". Absurd.
      Pomimo tego jestem gorącą orędowniczką porodów bez nacinań. Sprawnie
      przebiegających porodów. Przecież każda z nas o tym wie...
      To tyle co mam do powiedzenia w tym temacie. Wkurza mnie ta dyskusja.

      Pozdrawiam wszystkich smile
      • atlantis75 i ważna uwaga 08.05.05, 23:33
        NIE uważam kobiet chcących mieć nacięcie za nawiedzone, naiwne lub głupie.
      • lillika Re: Do zwolenniczek nacięcia! 09.05.05, 00:38
        Atlantis, zgadzam się z Tobą.
        Też jestem już zmęczona tym sugerowaniem, że nacięcie=bezpieczeństwo dziecka,
        tym bardziej, że już tyle razy było pisane, że chodzi nam wyłącznie o
        rutynowe_nacinanie a nie o nacinanie_w_razie_konieczności. Już sama nie wiem,
        czy te insnuacje, że chcemy chronić ten "kawałek skóry" za każdą cenę (nawet
        zdrowia dziecka), to problemy ze zrozumieniem tekstu czy też zwykła złośliwość.
        pozdrawiam
        • gabi67 Re: Do zwolenniczek nacięcia! 09.05.05, 06:42
          O ile mi wiadomo to przy prodzie są tylko położna i lekarz w pogotowiu.I
          jeszcze jedno to położna nacina krocze a nie lakarz.Pani która tak zamną
          postąpiła to stażystkasadAni nie położna tylko przszła pani doktor!!!!!!Więc jak
          widać literatura naukowa nie zawsze idzie w paże codziennością.I jestem pewna
          na 100% że gdyby mnie nacieła w odpowiednim momęcie unikła bym takich
          doznań.Możecie przekonywać że nacięcia krocza można uniknąć a ja i tak nie
          uwieże 4500kg pochwa powróci do swego poprzedniego wygladusadNo a potem będą
          wypadać z wnęczności gdzieś po drodzesmile
          Pozdrawiam Gabi25 tc
          • wieczna-gosia Re: Do zwolenniczek nacięcia! 10.05.05, 13:29
            > O ile mi wiadomo to przy prodzie są tylko położna i lekarz w pogotowiu.

            a twoi nie byli.
            To byla stazystka? Tym gorzej dla poloznej i lekarza. Gabi, ale twoj przypadek
            nie dowodzi niczego poza tym ze trafilas na walkoni. I uwazam ze powinnas zlozyc
            na nich skarge conajmniej do dyrekt6ora szpitala. Nie dowodzi ani skutecznosci
            naciecia, ani tego ze bez naciecia dzieja sie horrory. Dowodzi jedynie ze
            horrory dzieja sie gdy czlowiek rodzi sam.
            a ja i tak nie

            > uwieże 4500kg pochwa powróci do swego poprzedniego wygladusadNo a potem będą
            > wypadać z wnęczności gdzieś po drodzesmile

            Gabi, naciecie wykonuje sie w momencie gdy I TAK szyjka jest w pelnym rozwarciu
            a glowka dziecka I TAK tkwi w kroczu. Czyli brutalnie mowiac- co sie malo
            rozciagnac to sie juz rozciagnelo. Przygotowywanie krocza do porodu bez naciecia
            ma te zalete jeszcze ze krocze uelastyczniamy. czyli niezaleznie czy urodzimy de
            facto z nacieciem czy bez nasze krocze szybciej i efektywniej wroci do formy.
            Lekarz zszywajac krocze nie robi 5 zaszewek by sie pozbyc nadmiaru skory,
            tudziez nie zaszywa krocza na standardowy rozmiar penisia europejski tylko
            przytyka jeden kawalek do drugiego i zszywa. czyli mowienie o tym ze czlowiek po
            porodzie bez naciecia jest szerszy jest bzdura. Jest szerszy nieco bo taka jest
            fizjologia porodu. I ten z nacieciem i ten bez. I temu z cersarka tez sie po
            pewnym czasie pochwa poluzuje. Tak to juz jest.

            jesli bym miala zachecic kogos kto naciecie chce miec do tego by dbal o krocze-
            wlasnei powiedzialabym o tym. Czytajcie watki dziewczyn, ktore chca rodzic bez
            naciecia, masujcie sobie krocze, pijcie herbatke z malin itd. Czy krocze bedzie
            naciete to sila wyzsza- ale nasza skora odplaci nam za troske.
    • monikaj21 Re: naciecie krocza..... 09.05.05, 13:21
      Dłuuuga ta dyskusja, nie mam czasu czytać całej, więc tylko z własnego
      doświadczenia:
      3 tygodnie temu urodziłąm córeczkę, byłam nacięta (nie czułam), ale okazało
      się, że mam tak 'papierowe' tkanki, że miałam jeszcze sporo powierzchownych
      pęknięć. Ranka po nacięciu zagoiła się szybciej niż te po pęknięciach i
      zdecydowanie mniejszy dyskomfort miałam z jej powodu.
      Dyskusje o nacinaniu/nienacinaniu są chyba najbardziej gorące na tym forum, tak
      naprawdę nie wiem dlaczego. Jest tyle innych moim zdaniem ważniejszych aspektów
      porodu i macierzyństwa, a nienacinanie dla niektórych z was wydaje się być
      równoważne z wolnością, godnością, kobiecością, szacunkiem i jeszcze innymi
      szczytnymi hasłami... Nie bardzo to rozumiem, ale życzę, żebyście nie
      popękały smile
      Pozdrawiam
      Monika
    • kasialu Re: naciecie krocza..... 09.05.05, 15:59
      Przeczytałam kilka odpowiedzi na ten post, ale jest ich tak dużo, że zdołam
      przeczytać wszystkich. Napisze jakie informacje przekazała nam położna ze
      szkoły rodzenia.
      1. Nacinanie krocza winno się wykonywać tylko jeżeli są ku temu wskazania.
      2. Jeżeli lekarz zaleci nacięcie nie należy dyskutować - ewentualnie zapytać -
      dlaczego?
      3. Ćwiczenia i przygotowania mogą wyeliminować potrzebę nacięcia krocza.
      4. Bardzo istotnia jest pozycja do porodu - pozycja klasyczna na łożku
      porodowym sprzyja nacięciom ponieważ jest nienaturalna i kanał rodny jest
      skierowany lekko do góry. Główka naciska na doł krocza i powoduje potrzebe
      nacięcia. Pozycja np siedząca umozliwa równomierny nacisk głowki malucha na
      części miękkie i może wykluczyć nacinanie. Powinnyśmy rodzić w pozycjach
      wygodnych dla nas, a nie dla położnych i lekarzy! Bo w chwili porodu to my
      jesteśmy specjalistkami od rodzenia.!
      5. Isttotna jest też odległość krocza od odbytu - jeżeli jest duża może być
      potrzeba wykonania nacięcia.
      6. Poród w wodzie powoduje uelastycznienie krocza i często nie trzeba kobiety
      nacicnać.

      Tyle informacji ze szkoły rodzenia.
    • ellap Re: naciecie krocza..... 09.05.05, 16:14
      Dyskusja długa, ale niestety bezowocna. A to dlatego że kabiety i tak nie mają
      wyboru. W szpitalu w którym rodziłam nacinaja 100% pierworódek i 90 %
      wieloródek. Skurczy partych miałam 3 (trzy) a i tak lekarz uznał za stosowne
      położyć mi sie na brzuch. Za nic nie wiem po jaką cholerę bo czasem mam większe
      trudnosci ze zrobieniem kupy niż z urodzeniem dziecka. Rozumiem że była 24 i
      chciał wrócić spać, bo wydać że wstał tylko na 5 minut. I tyle był przy moim
      porodzie. Teraz zapłace położnej aby uniknąć rutynowego traktowania. Oczywiście
      zgodzę sie na naciecie w razie konieczności.
      PS. Nie rozumiem waleczności kobitek które nie rodziły, ale sa nastawione mocno
      na tak, bo to tylko skóra. Zobaczycie, poczujecie, ocenicie.
      • mdulniak Re: naciecie krocza..... 10.05.05, 14:00
        Tez jestem przeciwna rutynowemu nacięciu.
        Rodziłam pierwszy raz. Kacperek masa 2 kg(główka wielkości piąstki)
        Orgynator naciął mnie na 5!!!! centynetrów i to nie w skurczu.
        Nie muszę mówić co poczyłam.
        Efekt taki że mały praktycznie wypadł w miske pod fotelem ginekologicznym.
        Na kontrolnej wizycie 6 tyg. po porodzie ginekolog stwierdziła że musiałam
        urodzic dużego dzidziusia bo taaakie duże nacięcie.
        Była zadziwiona że mały miał tylko 2 kg.
        Mineło 2 lata od porodu. Rana boli przy każdej próbie zbliżenia raz mocniej raz
        słabiej.
        CZęsto dochodzi do malutkiego pęknięcia.
        Przy nastepnym porodzie nie dam się już tak ciachnąć!!!
    • gosi24 Re: naciecie krocza..... 11.05.05, 09:25
      dziewczyny rozumiem że każda ma prawo mieć swoje zdanie ale co o tym czy
      nacinanie boli czy nie może wiedzieć ktoś kto tego nigdy nie przeżył???????????
      i dlaczego mówi że ktoś przesadza i panikuje jak być może w przyszłości będzie
      najbardziej ze wszystkich darła się przy porodzie z bólu. dziewczyno zejdź z
      tego forum bo przypuszczam że nie masz dzieci a nawet nie jesteś w ciąży. co z
      tego że skończyłaś medycynę ja skończyłam prawo ale się nie przemądrzam bo wiem
      że oprócz tego jaki ma się zawód i wykształcenie trzeba w życiu po prostu być
      człowiekiem!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!11






















      • gabi67 Re: naciecie krocza..... 11.05.05, 10:27
        Ja i tak trzymam się że w moim przypatku wole być nacięta.Blizny nie widać i
        nie boli nacięcie a do tego otrzymuje znieczulenie.Teraz rodzimy razem i mam
        nadzieje ze wszystko odbędzie się prawidłowosmileA tak na marginesie to myśle że
        każda z nas jest inna i inaczej urodzi swoją dzidzie.A statystyki i literatura
        naukowa czsem na nic się nie zdadząsmile
        Pozdrawiam Gabi 25 tc
      • gnpolec Re: naciecie krocza..... 11.05.05, 10:42
        gosiu 24 i kilka innych dziewczyn, zwłaszcza ewuniu (która, Ewunia, chyba za
        punkt honoru postawiła sobie zniszczenie autorki watku)

        sprawa jest drażliwa ale jej drażliwośc nie powinna przesłaniać obiektywnej
        oceny posta arlettki

        dziewczyna nigdzie nie napisała, że jest bezwzglnie ZA, tylko że jest zachodzi
        taka potrzeba, i w takich właśnie okolicznościach sugeruje, że winno sie na to
        zgodzić, że to nie jest uwłaczające (gdy uzasadnione powtarzam),

        nie sugerowała, że kobieta jest inkubatorem dla dziecka i jej prawa się ni
        elicza, ale słusznie zauważyła, ze zachodzać w ciążę godzimy się na gro, często
        nieprzewidywalnych, problemów , dolegliwości, bólu, zmiany w wyglądzie, ba w
        psychice itp i nacięcie jest jednym z najmniej istotnych

        jak już napisano tutaj,mówimy o "cywilizowanym" porodzie i ew nacięciu
        dokonanym przez specjalistę, w chwili gdy nie jest ono odczuwalne, gdy pomaga
        maluchowi a nie położnej itd

        nikt nie bronił konowałów

        jak widac po niektórych postach wyzej, nie wszystkie dziewczyny wiedzą co
        tnz "nacięcie krocza" wyobrażając sobie rozcięte pół pupy z mięśniamni,
        ścięgnami itd - trudno nie bac się takiej wizji,

        ale niewiedza, brak doświadczenia, tudzież zacietrzewienie nie tłumaczą
        jakichkowliek ataków

        faktem jest , że gro postów to "gdzie nie nacinają" -ważny temat, ważny
        lokalizacyjne
        ale nie pamiętam zbyt wielu postó pt "jak uniknąć" czyli jak się przygotowac do
        porodu, jak uelastycznić tkanki, jak ćwiczyć, żeby mowy o nacinaniu nie musiało
        wcale być

        rodziłam pierwszy raz w 2001, maleńkie nacięcie w zw z zzo-niestety tutaj nie
        rozsądek decyduje ale przepisy (tak, przepisy, zeby w zoo nacinać)
        tak czy siak po porodzie i fachowym zszyciu nie miałam żadnych trudności w
        siadaniu, wypróżnianiu itp

        za tydzień, dwa rodzę znowu, i nacięcie to ostatnia rzecz o jaka się martwię,
        martwie się, żeby nie stanąc w korku w drodze do szpitala, żeby mąż był przy
        mnie a nie w pracy, i przede wszystkim, żeby maluch urodził sie DLA NIEGO
        najlatwiej, najszybciej najzdrowiej
        • imbirka Re: naciecie krocza..... 11.05.05, 11:24
          Gnpolec,
          obiektywna ocena pierwszego posta arletki prowadzi do wniosku, iż postawiła ona
          dwie tezy:
          1. Rana po nacieciu krocza goi sie latwiej i szybciej niz spontaniczne
          pekniecie bez nacinania
          2. Naciecie krocza zapobiega nadmiernemu trwalemu rozciagnieciu tkanek

          Ewunia i inne dziewczyny probowaly sklonic arletke do pokazania, iż posiada
          naukowe argumenty na popracie tych tez, poniewaz znane nam są liczne argumenty
          świadczące o czymś dokładnie odwrotnym. Niestety, nie doczekałyśmy się podstaw
          naukowych tych twierdzeń. O ile od innych dziewczyn, ktore nie mają
          wykształcenia medycznego nie oczekuję, że zawsze ich sądy będą poparte danymi
          naukowymi, to od lekarki, ktora występuje na forum podpierając się swoim
          medycznym wykształceniem, oczekuję czegoś więcej niż powielania mitów.
          • gnpolec Re: naciecie krocza..... 11.05.05, 12:52
            imbirko

            poniekąd masz rację
            wg mnie jednak to jest podstawowa teza autorki wątku
            "Moje prywatne zdanie jest takie ,że w czasie porodu liczy sie zdrowie i
            bezpieczeństwo dziecka a nie to czy będzie kilka centymetrów rany czy nie!!!"

            potem ida mniej czy bardziej emocjonalne czy tez "naukowe" argumenty,
            poprzedzone, jak zauwazyłaś określeniem np "poza tym"

            co do wypowiedzi innych forumowiczek... hmmm... chyba nie chodziło tutaj o
            naukową wymiane zdań (nie wszytskim)... złaszcza gdy w grę wchodzą argumenty-
            nigdy nie rodziłas, co ty wiesz, znikaj z tego forum, sama daj sie pokroic, nie
            jestem narzedziem-jestem kobieta itp, dobro dziecka dobrem dziecka ale ja tez
            sie licze...

            mam jednak nadzieje, ze w jedym mozemy byc zgodne
            potrzebna jest wiedza o tym ,jak się i wlasne krocze do porodu przygotowac
            rozmawiac z lekarzami i połoznymi-nic o nas bez nas
            i zgodzic sie na naciecie, gdy dobro dziecka tego wymaga
        • gosi24 Re: naciecie krocza..... 11.05.05, 14:41
          to tak z ciekawości napisz ile miałaś szwów po nacięciu?
        • monikaj21 Re: naciecie krocza..... 11.05.05, 15:56
          gnpolec, cieszę się, że głos zabierają rozsądne osoby, bo trochę jestem w szoku
          czytając agresywne wypowiedzi niektórych dziewczyn. Mam czasem wrażenie, że
          jeszcze chwila a wybuchnie wielka, krwawa wojna w kwestii nacinania (dużo
          bardziej krwawa od wszystkich nacięć i pęknięć smile))

          Pozdrawiam
    • weronikaglow kawałek skóry??????? 11.05.05, 15:18
      Potraktujcie moją odpowiedź trochę pół żartem pół serio.
      Ale czy wypowiedź Arlettki o przecietym "kawałku SKÓRY" nie przypomina
      o innym wydarzeniu dotyczącym SKÓR?
      Czy taka wypowiedź padajaca z ust lekarza nie wskazuje no to, jak
      traktowany jest pacjent w szpitalu?
      Może zbyt daleko idące porównanie ale dla mnie każda część ciała człowieka
      zasługuje na szacunek a nie pogardliwe odnoszenie się do rany zadawanej często w
      przypadku rodzących kobiet bez powodu.
      Dla mnie to dziwne i sprzeczne z zasadą PRIMUM NON NOCERE.
      • monikaj21 Re: kawałek skóry??????? 11.05.05, 15:52
        Porównanie zbyt daleko idące i moim zdaniem zupełnie nie na miejscu sad
        • bestyika Re: kawałek skóry??????? 12.05.05, 09:36
          ta dyskusja o nacinaniu przypomina mi trochę dyskusje sprzed jakiś 20 lat,
          kiedy to było nie do pomyślenia by ojciec dziecka był obecny przy porodzie, by
          dziecko zaraz po urodzeniu znalazło się w ramionach swojej mamy, by mogło z nią
          przebywać w jedym pokoju...wszystko to było niemożliwe...oczywiście argumentem
          było dobro matki i dziecka...i gdyby nie osoby uważane wtedy za szalone i
          nieodpowiedzialne, które zaczęły walczyć o prawa rodziców i dziecka byłoby tak
          do dziś...
          • bemark76 Re: kawałek skóry??????? 12.05.05, 10:16
            Dziewczyny, torchę się tu naczytałam - przyznaję nie wszystko, ale sama jestem
            na 2 mce przed porodem i skóra mi cierpnie... chciałabym, żeby ominęło mnie
            nacięcie krocza, ale obawiam się, że w Polsce jest to prawie nierealne.
            Kilka razy czytałam już wątki na ten temat i wydaje mi się, że można by było
            uniknąc nacięcia krocza gdyby położne i lekarze bardziej się wysilili.
            Podstawowa sprawa - pozycja rodzącej! jeżeli lezymy z pupą u góry bo tak jest
            wygodnie i lekarzom i położnej (nota bene ci lekarze widzą, że kobieta cierpi a
            ładują jej te paluchy bez opamiętania non stop) to nie ma szans żeby kobieta
            nie pękła - a wtedy jest wytłumaczenie, że trzeba wczesniej naciąć. Otóż
            wystarczy przypomnieć sobie lekcje fizyki w podstawówce jak działa grawitacja,
            Jeżeli kobieta leży (a podkreślam inaczej się nie da bo położna musiałaby się
            schylać a to już za dużo) to nacisk rodzącego się dziecka na szyjkę jest tylko
            w jednym miejscu za to tak silny, że gdyby nie cięcie byłoby pęknięcie. A
            wystarczy, żeby kobieta rodziła w pozycji klęczącej (ale twedy położna
            musiałaby jak mechanik w kanale od dołu....) wtedy sytuacja jest taka: główka
            dziecka uciska równomiernie szyjkę z każdej strony, siła nacisku główki
            rozkłada się równomiernie po całej szyjce co oznacza ze ta siła jest mniejsza.
            Wtedy jest duża szansa na urodzenie bez nacięcia. Przypomnijmy sobie jak
            rodziły nasze prababki: wiele razy słyszałam że poszły gdzieś tam do stodoły,
            uklękły i po krzyku... za 2 godziny poszły z powrotem na pole....
            Niestety - mówiąc o naturze nie trzeba zapomninać że to co dla innych jest
            wygodne (czyli łóżko porodowe dla położnej i lekarzy) akurat dla samej rodzącej
            jest sprzeczne z naturą.
            I stąd cały ten ambaras.
            Byc może było to już poruszane, ale chciałam się podzielić własnymi
            spostrzeżeniami na ten temat.
            Pozdrawiam,
            B

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka