Dodaj do ulubionych

Urodzilam na Starynkiewicza! - troche dlugi opis:)

19.06.05, 10:54
Dziewczyny, prawie dwa tygodnie temu, po niekonczacym sie oczekiwaniu i
tysiacach zaklec i modlitw, moja coreczka Lidka zdecydowala sie przyjsc na
ten swiat. Stalo sie to dokladnie 7.06.05. Lidka wazyla 4020 i miala 52cm
dlugosci. No i jest oczywiscie najpiekniejszym dzieckiem na tym swiecie smile

Porod rozpoczal sie o 12 w nocy odejsciem wod (do wszystkich zaniepokojonych,
ze nie rozpoznaja tego momentu - nie da sie go z niczym pomylic!).
Wiedzialam, ze odejscie wod jest powodem do wyjazdu do szpitala, ale bylam w
niezlym szoku i zanim cokolwiek zrobilam czy pomyslalam - poszlam do lazienki
wziac prysznic, umyc glowe, pozbyc sie wlosow na nogach itp. Akcja porodowa
sie jeszcze nie zaczela, czekalam na skurcze czy jakikolwiek bol, aleponiewaz
nic takiego nie nastepowalo, zadzwonilam do umowionej poloznej (p. Grazyna
Nastula), ktora potwierdzila moje watpliwosci i kazala zbierac sie do
szpitala.
W szpitalu na izbie przyjec przywitala nas milapolozna i zaspany lekarz,
ktory kilka godzin wczesniej tego samego dnia opisywal moje ktg i badal mnie
zaniepokojony zbyt gwaltownymi ruchami plodu. Po przewiezieniu na oddzial
polozniczy zostalismy 'zakwaterowani' w boksie porodowym. Bylam jedyna
rodzaca, na dodatek bez akcji porodowej, wiec pani polozna za bardzo sie nami
nie przejela - zalozyla mi wenflon, podpiela ktg i zniknela gdzies
zostawiajac nas samym sobie.
Tak przeczekalismy ponad godzine do czasu przybycia 'naszej', czyli umowionej
poloznej i dopiero wtedy zaczela sie cala zabawa. Polozna podlaczyla mi dwie
kroplowki, zaaplikowala czopki i powiedziala, ze dluga droga przede mna. Byla
godzina 4 rano.
Pod wplywem oxytocyny zaczely pojawiac sie skurcze. Bardzo sie z nich
ucieszylam, bo wiedzialam, ze dzieki nim moja mala zaczyna swoja droge na ten
swiat. maz caly czas byl ze mna i staral sie jak mogl pomagac mi podczas
skurczow, ktore z chwili na chwile stawaly sie coraz silniejsze. Duzo
zartowalismy i rozmawialismy, ze juz niedlugo bedziemy we trojke. Bardzo
szybko odkrylam, ze pozycja lezaca mnie denerwuje i poteguje bol, przenioslam
sie wiec na pilke (maz asekurowal a podczas skurczu masowal mi plecy), a po
jakims czasie udalam pod prysznic.
Nie wiem dokladnie, ile czasu to wszystko trwalo, ale bol zaczynal byc coraz
silniejszy, a przerwy miedzy skurczami prawie niezauwazalne (to chyba wplyw
oxytocyny, ale nie jestem pewna). Staralam sie jak moglam przetrwac je
dzielnie i efektywnie, panujac w miare mozliwosci nad oddechem. Wiedzialam,
ze jeszcze chwila, a moja coreczka bedzie z nami.
Bylo juz na pewno po siodmej, gdy polozna skontrolowala sytuacje. Z
zadowolona mina stwierdzila, ze jest duuuuzy postep. Juz widzialam to pelne
rozwarcie i glowke dziecka torujaca sobie droge na swiat, gdy dotarly do mnie
jej slowa "rozwarcie 2,5 cm". Prawie zemdlalam! po tak dlugim czasie
skurczow, ktorych prawie nie bylam w stanie wytrzymac, okazalo sie, ze nadal
jestesmy w zasadzie na poczatku drogi sad. I chociaz przed porodem obiecywalam
sobie, ze bede dzielna i zniose wszystko bez znieczulenia, nie zastanawialam
sie dlugo, gdy polozna zaproponowala wezwanie anestezjologa. Argument, ze
znieczulenie przyspieszy akcje porodowa tez mial na to swoj wplyw.
I rzeczywiscie. Z trudem dotrwalam do znieczulenia, ktore zreszta nie
rozeszlo sie dobrze i prawa strona okolic krzyza wciaz bolala jak cholera.
Ale wtedy porod ruszyl jak szalony. Wyslalam meza na dwor na spacer i jakas
kawke, zeby choc na chwile oderwal sie od mojej skrzywionej miny i juz po 10
minutach musialam po niego dzwonic, bo Lidka zaczela sie pchac na swiat!
Pchala sie na tyle skutecznie, ze o 10.45 byla juz z nami, a ja szlochalam ze
szczescia trzymajac ja na swoim brzuchu!

Dziewczyny, wiem, ze to co teraz napisze nie raz juz pojawilo sie na tym
forum. Ten moment, gdy klada Ci dziecko na brzuchu, a ono patrzy na Ciebie
takie zdziwione, zaskoczone, cale we krwi i mazi plodowej, machajac raczkami
i zanoszac sie placzem - wierzcie mi, nie ma na swiecie nic piekniejszego! w
jednej chwili caly porod, caly bol przestaje byc wazny! patrzysz w te
zapuchniete oczka i wiesz, ze to jest to, na co czekalas cale 9 miesiecy -
nareszcie spotkalas sie ze swoim dzieckiem!!!

Po porodzie musielismy spedzic w szpitalu 10 dni, bo nasza corka podczas
porodu doznala zlamania obojczyka, a do tego wykryto u niej infekcje
wewnatrzmaciczna, do ktorej najprawdopodobniej przyczynil sie moj katar w
40tc. Gdybysmy wyszly w trzeciej dobie, mialabym jak najlepsze wspomnienia,
ale ten przymusowy pobyt troche nas dobil.

koncze, bo mala sie obudzila i wlasnie placze smile

pozdrawiam
schaapje
Obserwuj wątek
    • kolia24 Re: Urodzilam na Starynkiewicza! - troche dlugi o 19.06.05, 11:16
      Gratuluje!!! i zycze zdrowia dla mamy i dzidzi!!!
      • mama75 Re: Urodzilam na Starynkiewicza! - troche dlugi o 19.06.05, 12:43
        oj jak ja Ci zazdroszcze - ale za kilka tygodni tez bede taka szczesliwa. Zycze
        duzo zrowia dla calej trojki smile
      • pimpek_sadelko Re: Urodzilam na Starynkiewicza! - troche dlugi o 19.06.05, 12:49
        gratulujesmile
        no i z kazdym takim postem coraz bardziej utwierdzam sie w przekonaniu, ze
        wymyslone przeze mnie zzzo jest dobrym pomyslemsmile
    • jamile Re: Urodzilam na Starynkiewicza! - troche dlugi o 19.06.05, 13:04
      Schaapije, witaj spowrotemsmile tak coś czułam, że Twoja przenoszona córeczka
      postanowiła w końcu się przeprowadzić!
      Gratuluje serdecznie /no i trochę zazdroszczęwink/ - masz to już za sobą!
      =====
      córeczkasmile
      • schaapje Re: Urodzilam na Starynkiewicza! - troche dlugi o 19.06.05, 14:20
        Wy tez niedlugo bedziecie mialy to za soba, a moze wypada powiedziec - PRZED
        soba, bo nie da sie ukryc, ze porod, to dopiero poczatek smile)

        trzymam kciuki, zeby bylo dobrze!
        • basik20 Re: Urodzilam na Starynkiewicza! - troche dlugi o 19.06.05, 14:47
          Gratuluję!!! Ja się popłakałam czytając ostatnie akapity twojego postu.
          Niestety jestem aż tak wrażliwa i tak bardzo chcę mieć już dzidzię przy sobie
          ze nie panuje nd moimi emocjami. Trzymajcie się cieplutko w zdrowiu i
          szczęściu.

          Pozdrawiam
          Basia
    • bonnie75 ????? 19.06.05, 15:41
      Gratuluje Ci z calego serca coreczki!
      Zamierzam rowniez rodzic na Starynkiewicza. Czy moglabys powiedziec jakie sa
      Twoje ogolne wrazenia z pobytu w tym szpitalu? Czy polecasz pania Nastule jako
      polozna? Czy prowadzil Cie jakis lekarz stamtad?
      Pozdrawiam
    • aga.79 Re: Urodzilam na Starynkiewicza! - troche dlugi o 19.06.05, 17:28
      Gratulacje,niech maleństwo zdrowo się chowa smile
      Ojej złamany obojczyk u takiego maluszka :o, mam nadzieję, że już ok
      Aga 35tc
    • mareike1 też mam zamira rodzić na starynkiewicza 19.06.05, 19:53
      pocieszajacy jest Twój opissmile
      no i gratuluje rzecz jasna smile
      powiedz brałas swoje rzeczy dla maluszka od razu po porodzie bo te torby takie
      wielkie
    • schaapje wrazenia z pobytu w szpitalu-znowu sie rozpisalam 20.06.05, 09:49
      Po pierwsze uprzedzam, ze poniewaz marzylam o porodzie do wody (w Wolominie),
      moje nastawienie do szpitala na Starynkiewicza (jak i zapewne kazdego innego)
      nie bylo najlepsze. Uleglam rodzinie i urodzilam tu, gdzie urodzilam i uwazam,
      ze nie mam czego zalowac, jednakze moja ocena na pewno nie jest obiektywna (i
      pewnie trudno wymagac, zeby byla). No i byl to moj pierwszy porod wiec nie mam
      porownania. W skrocie moje wrazenia wygladaja tak:

      - przyjechalam do szpitala bez akcji porodowej, mam wrazenie, ze gdyby nie
      umowiona polozna, moj porod trwalby 2 x dluzej
      - za porod rodzinny nie musielismy placic
      - warunki na sali porodowej byly naprawde dobre, moglam lezec, chodzic, skakac
      na pilce, kucac, wchodzic pod prysznic - wszystko, co tylko pomagalo przetrwac
      bol
      - bez zadnej laski (i dodatkowych oplat) podano mi znieczulenie, ale juz wiem,
      ze gdyby mi dostrzyknieto jeszcze troche leku, mialam szanse nie czuc bolu
      podczas parcia (choc szczerze mowiac nie bol mnie tu meczyl najbardziej, tylko
      pozycja i takie dziwne uczucie bezsensownosci moich wysilkow- wyobrazalam
      sobie, ze wyjscie dziecka na swiat sie czuje, a ja parlam parlam i parlam i nic
      nie czulam, slyszalam tylko 'jeszcze troche i jeszcze troche')
      - podczas skurczow partych musialam lezec na fotelu - taka pozycja naprawde
      mnie wkurzala i rozpraszala, niestety nie mialam na nia wplywu sad
      - na narodziny naszego Malenstwa zbiegla sie cala gromada ludzi (ginekolog
      dyzurny i dwoch stazystow, neonatolog, pielegniarki noworodkowe, polozne i sama
      nie wiem, kto jeszcze), ale bylo mi juz wszystko jedno
      - po porodzie przeniesiono mnie na korytarz (brak wolnych miejsc), a nastepnie
      na sale prywatna, platna (200pln/dobe) i dzieki tej sali udalo mi sie w miare
      bezbolesnie dojsc do siebie (wlasny prysznic, ubikacja, duzo przestrzeni,
      drewniane mebelki, telewizor, lodowka - lux!)
      - w trzeciej dobie, tuz przed wyjsciem do domu, zostalam w bardzo nieprzyjemny
      sposob poinformowana przez dyzurnego lekarza noworodkowego, ze moja corka ma
      infekcje i musimy zostac w szpitalu jeszcze okolo tygodnia; chyba w ogole
      mielismy pecha z tymi lekarzami, co chwila ktos inny badal moje dziecko, nie
      informowano mnie o lekach, jakie dostaje a ni o jej stanie zdrowia - o wszystko
      musialam chodzic i dopytywac sie sama, co w efekcie koncowym doprowadzilo mnie
      do calkiem sporej depresji (zaczelam nawet rozwazac wypisanie na wlasne
      zyczenie)
      - z przeniesieniem z sali platnej na ogolna nie mialam zadnego problemu (nie
      bylo nas juz stac na taki luksus przez nastepne 7 dni), za to sama sala to po
      prostu tragedia (pokoik mniejszy od tego platnego, a w nim 3 lozka, rozpadajace
      sie stoliki i okno, do ktorego trudno sie bylo dostac, a zaduch byl naprawde
      niezly)
      - no i jeszcze o posilkach - od razu zostalm przez polozna uprzedzona, zeby nie
      jesc burakow i marchewki (tych szpitalnych), bo szkodza dziecku, po kilku
      dniach przekonalam sie (niestety na skorze dziecka), ze w zasadzie caly obiad
      jest niepewny i jadlam tylko sniadania i kolacje (obiady i dodatkowa bulke
      przywozila mi rodzina)

      Generalnie tak jak pisalam na poczatku - gdyby moj pobyt zakonczyl sie w
      trzeciej dobie - nie mialabym powodow do marudzenia. Niestety musialysmy zostac
      dluzej.

      Co do poloznej p. Grazynki - polecam ja wszystkim, ktorzy chca przez porod
      przejsc szybko i efektywnie. Jestem jej bardzo wdzieczna nie tylko za pomoc w
      urodzeniu Lidki, ale tez za jej opieke podczas calego naszego pobytu. Pomagala
      mi we wszystkim, upewniala sie, czy daje sobie rade, jak mialam dola -
      doprowadzala do pionu, osobiscie sprawdzala wyniki badan, a gdy chcialam po
      prostu pogadac - tez znalazla na to chwile. Wiem, ze nie kazdego stac na
      obecnosc 'prywatnej' poloznej podczas porodu (my nie chodzilismy do szkoly
      rodzenia, no i zaoszczedzilismy na znieczuleniu i porodzie rodzinnym), ale
      jesli ktos rozwaza taka mozliwosc - polecam!

      Acha - no i ubranka dla dziecka mielismy wlasne (kosmetyki, kocyk i pieluchy
      tetrowe tez), ale tez nie wyobrazam sobie ubierania dziecka w ubranka szpitalne
      (choc nawet nie wiem, czy takie tam byly).

      A moj lekarz prowadzacy ciaze rzeczywiscie pracuje w tym szpitalu, ale jak sie
      okazalo na innym oddziale. Jestem pewna, ze nia mialo to wplywu na przyjecie
      mnie do szpitala, bo przez tych 10 dni napatrzylam sie, jak bardzo obelgany
      jest ten szpital, a mimo to ciagle byly przyjmowane nowe rodzace (czesc z nich
      caly pobyt spedzila na korytarzu!)

      Jesli macie jeszcze jakies pytania- chcetnie odpowiem smile
      • mareike1 Re: wrazenia z pobytu w szpitalu-znowu sie rozpis 20.06.05, 11:09
        hmm sadzę ze podalas bardzo obiektywną ocenę konkretnie i bez upiekszeń ale bez
        paniki, moim zdaniem nie wyglada tak źlesmile moje jedyne obawy dotyczą własnie
        miejsca wprawdzie tez się przygotowałam na to ze ewentualnie za jedną lub dwie
        doby zapłacę w prywatnej sali trudnosmile
        podobno teraz w czerwcu wszystkie szpitale są oblegane i to przerażajace jest,
        ja mam termin na 24 czerwca ciaża przebiegła bez komplikacji a ja nawet kataru
        nie miałam liczę zatem ze szynko wrócimy do domusmile
        dziękuję Ci bardzo i zyczę dużo zdrowia dla Ciebie i dziecka
        buzi
      • bonnie75 Droga schaapje! 20.06.05, 11:57
        Bardzo dziekuje Ci za ten opis. Potwierdzaja sie opowiesci mojej kolezanki,
        ktora tam rodzila. Nie jest zle smile
        Gdybys mogla mi podac namiary na Twoja polozna i nazwisko twojego prowadzacego
        gina, bylabym bardzo wdzieczna. Mozesz napisac na priv. Bardzo dziekuje i
        pozdrawiam serdecznie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka