pytanie do kobiet, które przed zajściem w ciążę cierpiały na zespół napięcia
przedmiesiączkowego.
ciekawi mnie, czy jeśli dopada to mnie, to moja przyszła ciąża też się tak
zacznie i będzie ciągnąć nie wiadomo ile?
zazwyczaj PMS męczy mnie 1,5 tygodnia (dołki emocjonalne, z wybuchami złości
na przemian) i jedyne co mnie trzyma w garści to myśl, że zaraz to się
skończy.
kiedyś, gdy trafiła mi się torbiel i PMS wydłużył się do 4 tygodni. byłam
wyczerpana psychicznie.
trochę mnie to przeraża. niby ma to być szczęśliwy moment w moim życiu, a
może się okazać, że będę wtedy planować jak to życie zakończyć
jakie wy miałyście reakcje?
PS: podczytując niekiedy to forum i niektóre wypowiedzi dziewczyn domyślam
się, że jednak hormony dają ostro w kość.