liliputt
20.01.06, 12:10
Cześć, dziewczyny!
Chcę napisać o tym, co wydaje mi się w w naszym "wspaniałym kraju" bardzo
dziwne. Kwestia dotyczy dostępności do bazpłatnych badań podstawowych w ciąży
dla kobiet ubezpieczonych, ale prowadzonych w ciąży przez lekarzy prywatnych.
Właśnie wracam z przychodni, jestem też po jednej rozmowie telefonicznej z
lekarzem NFZ i w obu miejscach dowiaduje się tego samego - jeśli leczymy się
u lekarzy prywatnych nie ma możliwości otrzymania skierowania na bazpłatne
badania w ramach NFZ.
U mnie teraz 18tc i w związku z ryzykiem konfliktu syrologicznego lekarz dał
mi skierowanie na badanie odczynu Coombsa, do tego jeszcze poziom
progesteronu. (obydwa dość kosztowne, jeśli miałabym je finansować z własnej
kieszeni, sam odczyn 100 zł w stacji krwiodawstwa)
Pani w rejestracji, wykazując zrozumienie dla sytuacji poleciła chodzenie
równoległe do dwóch lekarzy - prywatnego i państwowego, przy czym nie dała
gwarancji otrzymywania tych samych skierowań w tym samym czasie od ich
lekarza, co czyniłoby całą sytuację dość absurdalną.
Być może jestem w stanie zrozumieć rozgoryczenie lekarzy związane z
przeciążeniem i przepracowaniem,ale nie mogę zrozumieć intencji robienia na
przekór kobiecie w ciąży tylko dlatego, że zdecydowała się na prywatną
opiekę. (cytat z wypowiedzi lekarza NFZ: "Jak już pani SOBIE chodzi do tego
prywatnego to proszę wszystkie badania na swój koszt". Przecież jako
pacjentka ubezpieczona mam pełne prawo przyjść do niego na wizytę w
państwowej przychodni, i nie widzę powodu dla którego ktokolwiek miałby się
czuć tym faktem urażony. Dlatego mam wrażenie, że to, czy przepiszą badania
zależy wyłącznie od ich dobrej woli. Niemniej jednak nie mogę się oprzeć
refleksji, że cała sprawa to raczej kwestia rozgrywek między lekarzami, a
traci na tym nikt inny jak kobieta w ciąży.
Gdzie Państwo rodzinne? Gdzie system który ma rzekomo wspierać macierzyństwo?
Cała sytuacja wygląda trochę tak, jakby się Państwo Polskie na nas obrażało,
za to że odciążamy przychodnie państwowe i chodzimy do prywatnych.
Rozpisałam się bo jestem trochę zdenerwowana całą tą "logiką" ale już się
uspakajam, żeby Maleństwu nie dostarczać zbytecznej adrenaliny. No i
biegniemy zrobić badania za 125zł...
Napiszcie dziewczyny, te które odwiedzałyście prywatne gabinety, jakie macie
doświadczenia, czy zaakceptowałyście, że "wam się nie należy", czy też
załatwiałyście to w inny sposób??? Acha, dodam, że jestem z Krakowa, może w
innych miastach jest inaczej.
Pozdrawiam Was