Dodaj do ulubionych

"wyciskanie" dziecka z brzucha

22.02.06, 18:04
Ostatnio było kilka przypadków skarżenia lekarzy przez pacjentki w związku ze
staosowaniem tzw. chwytu Kristellera. Podobno metoda ta polega na wyciskaniu
dziecka z brzucha łokciem przez lekarza i jest obecnie ZABRONIONA.

Otóż ptrzeczytałam trochę na ten temat i się zbulwersowałam, ponieważ
wszystko wskazuje nato, ze wobec mnie zastosowano tę metodę DWUKROTNIE.
Rodziłam dzieci w odstępie kilku lat, każde w innym szpitalu i z innym
lekarzem, dodad, że lekarze o dobrej reputacji. Dzieci były duże, zwłaszcza
drugie (4,5 kg) i po urodzeniu główki miałam probelmy z urodzeniem tułowia,
ponieważ - nietypowo - oboje mieli obwód klatki piersiowej większy niż obwód
głowy. No i właśnie w tym momencie i za pierwszym, i za drugim razem
lekarz "uwalił" mi się na brzuch (nie pamiętam na pewno, czy łokciami, ale
tak mi się wydaje, w każdym razie na pewno rękami "wypychano" moje dzieci na
świat). Oba porody skończyły się dobrze, tzn. dzieci zdrowe, z tym, ze przy
pierwszym miałam krwotok, którego dość długo nie umieli zlokalizować i
zatamować.

Nie miałam pojęcia, że te zabiegi są tak niebezpieczne.
TYLKO RAZ usłyszałam po porodzie bardzo powściągliwy komentarz innej pani
ginekolog (w przychodni, nie w szpitalu), sugerujący, ze nie powinni byli
tego robić. Ja sama nie protestowałam, bo w szczycie skurczu partego trudno
protestować, gdy lekarz tak "zaatakuje" z zaskoczenia.

Jestem znowu w ciązy i teraz przeraża mnie perspektywa porodu, bo pewnie
dziecko znowu będzie duże (to chyba sprawa genów). Czy znowu ktoś zechce mi
tak "pomagać"?

Napiszcie dziewczyny, a zwłaszcza proszę o zabranie głosu obecne na forum
położne, czy to jest tak często stosowany zabieg (mimo że zakazany!), czy to
ja miałam takiego pecha???
Obserwuj wątek
    • robertaa Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 22.02.06, 18:12
      u mnie było to samo ale zdania na ten temat nie mam. położna która to zrobiła
      jest moją serdeczna koleżanką od lat, więc myślę, że nie zrobiłaby niczego co
      mogłoby nam zaszkodzić. Widocznie wryzyko wyciskania było mniejsze niż ryzyko
      pozostawienia sprawy samej sobie.
      No bo z drugiej strony co w takiej sytuacji robić? Nic?
    • nicniewiem19 Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 22.02.06, 18:53
      Ja miałam zastosowany ten chwyt przy obu porodach.Szczerze mówiąc nie
      wiedziałam że jest zabroniony i byłam nawet wdzięczna za pomoc bo już nie
      miałam siły przeć.Na szczęście obie córki są zdrowe i to wyciśnięcie nie
      wpłynęło na nie w żaden sposób.Gdybym jednak wiedziała że to niebezpieczne nie
      zgodziłabym sie na to,tylko nie wiem czy miałabym coś do powiedzenia w tej
      kwestii.
    • panna.sarabella Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 22.02.06, 19:01
      a co mozna zrobic innego jeśli główka jest juz na zewnatrz? Bo jeśli zaczyna
      isę dziac cośzłego to niektórzy lekarze wypychają malców na siłę, ale wtedy
      powinno robic sie cesarkę. Tylko ze jeśli główka jest juz na zewnątrz to chyba
      nie bardzo mieli co zrobic... No bo przecież nie rozetna cię na pół
      Nie znam isę na tym, to takie myslenie na chłopski rozum
    • ninkasz Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 22.02.06, 19:15
      Rodzilam niedawno i tez zastosowano ten "chwyt". Szczerze mowiac nie mialam
      pojecia ze to zabronione i nawet niebezpieczne i bylam wdzieczna lekarzowi za
      ta "pomoc". Jak na razie synek jest zdrowy i mam nadzieje ze tak zostanie. Ale
      gdyby mnie poinformowano ze to niebezpieczne to nigdy bym sie na to nie
      zgodzila.
    • karolcia86 Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 22.02.06, 19:40
      Moje dwie przyjaciółki miał ten chwyt zastosowany. One mówią że już po prostu
      nie miały siły przeć. Łączy je tylko jedna kwestia: obie rodziły w poziomie-
      nie wiem czy to ma jakieś znaczenie, może podczas porodów w pionie łatwiej się
      dziecko wypycha.
      Ja moje 4 kg rodziłam w pionie i byłam bardzo zmęczona pod koniec, faza parta
      dość długo trwała, ale dałam radę sama. Nie wiem czy to ma związek?
    • stamag Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 22.02.06, 20:39
      Widzę, że nie jest to bynajmniej rzadkość, a i odczucia rodzacych podobne.

      Ja też nie maiałm pojęcia, że to jest niebezpieczne. Zasugerowała mi to
      jedynie - już po porodzie i w bardzo zawoalowany sposób - owa wspomniana przeze
      mnie na początku pani doktor w przychodni, a przy tym wyraziła opinię, że to
      własnie dlatego pękła mi w tej ostatniej fazie porodu szyjka macicy.
      I ja tez byłam nawet wdzięczna lekarzom, że tak zrobili, bo miałam problem z
      urodzeniem tułowia dziecka. Ale nie była to sytuacja zagrożenia, a w każdym
      razie nic takiego lekarz ani położne nie mówili w tym momencie, mam wrażenie,
      że po prostu chcieli akcję przyspieszyć. Przy czym takiego znowu powodu do
      przyspieszania też nie było, bo parcie u mnie trwało dosłownie minuty, a nie
      godziny, więc myslę że mogli dac mi szansę.
      Ale to myslę teraz, bo wtedy byłam zadowolona, że szybciej jest finisz.

      Tyle, że teraz się nagle mówi, że to może być bardzo niebezpieczne dla
      dziecka...
      Dla przykładu podaję link do rozmowy z ministrem zdrowia:
      kobieta.gazeta.pl/rodzicpoludzku/1,70807,3172660.html

      Konkretnie o ten fragment chodzi:
      "[...]Nie ma powodu skakać po brzuchu pacjentki.

      To dlaczego wciąż stosuje się ten barbarzyński zabieg polegający na wyciskaniu
      dziecka z brzucha?

      - Kiedy akcja porodowa się zatrzymuje, trzeba błyskawicznie podjąć decyzję: czy
      wspomagamy poród farmakologicznie, czy idziemy na skróty. Zabieg Cristellera
      jest wynikiem paniki i zniecierpliwienia. Wydaje się, że ogromnie się pomaga,
      choć ryzyko śmierci dziecka jest ogromne. [...]"
      • stamag Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 22.02.06, 20:40
        kobieta.gazeta.pl/rodzicpoludzku/1,70807,3172660.html
        • stamag Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 22.02.06, 20:41
          Przepraszam, coś nie umiem tego linka porządnie wkleić, ale mam ndzieję ze
          osoby zanteresowane sobie z tym poradzą.
    • sabrilla Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 22.02.06, 20:44
      ..jest błędem w sztuce...NIE WOLNO tego robić!
    • dorianne.gray Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 22.02.06, 20:51
      Ufam mojemu lekarzowi, ale gdyby się akurat zdarzyło, że trafię w szpitalu na
      innego, to mój ukochany już wie, że jeśli ktokolwiek rzuci mi się na brzuch, to
      ma go natychmiast zdzielić w pysk smile
      A tak na serio - nie pozwolę zrobić krzywdy dziecku i wiem, że jego tata też na
      to nie pozwoli.
      • stamag Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 22.02.06, 20:58
        Dla mnie problem jest w tym, że - jak widać z dyskusji - lekarze stosują ten
        chwyt bardzo często (DLACZEGO? są niedouczeni? wygodni? lekkomyślni? nie wiem,
        jak to zinterpretować), a większość pacjentek NIE MA POJĘCIA, ŻE TO JEST
        NIEBEZPIECZNE.
        I jak tu ufać? Przecież nie wszystkie mamy za sobą studia medyczne, prawda? OK,
        lektura forum, książek itd., ale skąd możemy wiedzieć, jakie jeszcze inne
        zabiegi mogą na nas zastosować w szpitalu, o kótrych po prostu nie będziemy
        mieć pojęcia, czy są dobre, czy złe, dopuszczalne, czy nie?
        • dorianne.gray Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 23.02.06, 00:22
          Dlatego warto się douczać, wiedzy nigdy za wiele smile
      • lowelas333 Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 23.02.06, 16:44
        droga pani, a co powie pani w sytuacji kiedy serce pani dziecka zwolni do
        pojedyńczych uderzeń, a główka płodu będzie tak zaadaptowana że jedynym
        ratunkiem jest założenie kleszczy(z łac. forceps)na mała głowkę pani płodu?
        Będzie miała pani wtedy szcęcie jak będzie koło pani doświadzcony położnik, bo
        młody lekarz nie potrafi założyć kleszcZy bo żadko się tego uczy...
        PODKREŚLAM Z CAŁA STANOWCZOŚĆIA I WIĘDZA ŻE TEN CHWYT WYKONUJE SIĘ W
        OSTETCZNOŚĆI I PO WYKONANIU OCENY MNIEJSZEGO RYZYKA NAD ZABIEGIEM KLESZCZOWYM.
        PO ZA TYM NIKT NIE ROBI TEGO Z PRZYJEMNOŚCI GDDYŻ JEST TO SPORY OBCIĄŻENIE DLA
        WYKONUJĄCEGO ...
    • kaja5 Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 22.02.06, 21:06
      Ja TO MIAŁAM I GDYBY NIE POMOC LEKARZA TO BYM CIERPIAŁA ZNACZNIE DŁUŻEJ, ROBIŁ
      TO ZRESZTĄ BARDZO UMIEJĘTNIE I NIE MAM ŻALU.
      • haganna Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 22.02.06, 21:11
        Nie rozumiem jak można "umiejętnie" uwalić się na brzuch rodzącej...
        • kaja5 Re: haganna 24.02.06, 12:58
          haganna napisała:

          > Nie rozumiem jak można "umiejętnie" uwalić się na brzuch rodzącej

          Po pierwsze lekarz mi sie nie "uwalił" tylko umiejętnie, powyżej położenia
          dziecka, tuż pod piersiami przycisnał dosć mocno łokciem.
          Nie fantazjuj i nie wkładaj w moje usta nie moich słów.
          • haganna Re: haganna 24.02.06, 22:54
            Ton zaczepno-odporny - uwielbiam to!!!! Brzmi jak zaproszenie do pyskówki...
            Wyluzuj kobieto.

            Wyciskanie dziecka z brzucha polega właśnie na "uwaleniu się" na tenże brzuch.
            Znane są przypadki pęknięcia narządów wewętrznych lub żeber u rodzącej oraz
            przyduszenia dziecka podczas tego "zabiegu".
            Co to znaczy "umiejętnie"? Zrobił Ci przedtem USG, KTG? Skąd wiedział
            gdzie "przycisnąć dość mocno łokciem" wink, tak, by nie spowodować obrażeń u
            Ciebie i u dziecka?
            Tej metody się już nie stosuje ze względu na wysokie ryzyko poważnych urazów.
            Sa inne - bardziej bezpieczne i skuteczne.
            • kaja5 Re: haganna 25.02.06, 12:41
              Do ciebie kobieto nie dociera to co pisze?Nie rozumiesz co to znaczy przycisnać
              łkociem brzuch we własciwym miejscu?Dla ciebei przycisnać a uwalic sie to to
              samo?Raz jeszcze powtarzam, ze on mi sie nie uwalił na brzuch.Nie leżał na
              nim , miał na nim tylko łokieć, którym przyciskał brzuch tuż poniżej
              piersi.Dziecka tam nie było, ono był niżej, aby to stwierdzic nie potrzebne
              jest USG. A jeśli chodzi o KTG ("Zrobił Ci przedtem USG, KTG?"), to ty chyba
              nieródką jesteś jeszcze bo nie wiesz, ze podczas porodu kobieta jest co chwilę
              podłączana do KTG by lekarze mogli słuchać na bierząco tentna dziecka t tego
              czy wszystko jest ok.

              > Co to znaczy "umiejętnie"? Zrobił Ci przedtem USG, KTG? Skąd wiedział
              > gdzie "przycisnąć dość mocno łokciem" wink, tak, by nie spowodować obrażeń u
              > Ciebie i u dziecka?

              Jak widać zrobił to umiejętnie bo dziecku i mi sie nic nie stało (chyba
              lepszego dowodu nie potrzeba).A skad wiedział gdzie "przycisnąć dość mocno
              łokciem" - najwidoczniej wiedział skoro potrafił zrobic to UMIEJĘTNIE nie
              powodujac obrażeń u mnie i u dziecka.
              NIE LEŻAŁ NA MNIE, NIE BYŁ NA MNIE UWALONY!!!

              Ja uważam, że ta metoda w moim przypadku sie sprawdziła, być może nie powinno
              sie jej stosować ze wzgl. na duże ryzyko, bo są lekarze , którzy nie mają
              dużego doświadczenia w tej kwestii i mogą zrobić krzywde , ale mój lekarz
              potrafił zrobić to w taki sposób by mi i dziecku nic sie nie stało i dzięki
              temu po trzech skórczach partych dziecko już było na zewnątrz...

              Rozumiem, żę jesteś uprzedzona do tej metody, ale ktos może mieć w zwiazku z
              tym pozytywne doświadczenia i moze mieć inne zdanie niz ty.Może mieć inne
              zdanie czy nie może?CZy możę powinnam napisać, ze lekarz masz racje - lekarz
              sie na mnie "UWALIŁ"...
              • haganna Re: haganna 25.02.06, 22:13
                Uważam, że ta metoda jest przestarzała oraz - co najważniejsze - zagraża życiu
                i zdrowiu matki i dziecka.
                Dla mnie "przycisnąć mocno łokciem brzuch" jest tożsame z "uwaleniem się" na
                tenże - czy Ci się to podoba, czy nie.
                Jestem wieloródką, a "bieżąco" pisze się przez "ż", a "tętno" przez "ę".
                Dalszą dyskusję uważam za stratę czasu.
                • kaja5 Re: haganna 26.02.06, 12:48
                  Uważam, że ta metoda jest przestarzała oraz - co najważniejsze - zagraża
                  życiu
                  > i zdrowiu matki i dziecka.
                  ___
                  Może i tak jeśli jest nieumiejętnie wykonywana.
                  ___
                  Dla mnie "przycisnąć mocno łokciem brzuch" jest tożsame z "uwaleniem się" na
                  > tenże - czy Ci się to podoba, czy nie
                  ___
                  Mi to sie ani podoba, ani nie podoba.
                  Mam jednak inne zdanie niż ty.
                  ___
                  Jestem wieloródką, a "bieżąco" pisze się przez "ż", a "tętno" przez "ę".
                  ___
                  Jak jesteś wieloródka to nie trać czasu na uczenie ortografii "obcych" na forum
                  tylko ucz swoje dzieci, a jak już zdecydujesz sie poprawiać kogos z forum to
                  rób to troche dokładniej a nie tylko pobieznie.
                  ___
                  Dalszą dyskusję uważam za stratę czasu.
                  ___
                  Nawet nie wiesz jak bardzo mnie to cieszy.
                  • haganna Re: haganna 26.02.06, 15:10
                    Bezpieczeństwo tej metody nie ma wiele wspólnego z "umiejętnością".
                    Czy ci się to podoba czy nie - piszę tutaj o moim zdaniu a nie o metodzie!!!
                    Mam wylistować wszystkie twoje "orty"? Szkoda czasu.
                    Żegnam!
                    • kaja5 Re: haganna 26.02.06, 20:56
                      haganna napisała:

                      > Bezpieczeństwo tej metody nie ma wiele wspólnego z "umiejętnością".
                      > Czy ci się to podoba czy nie - piszę tutaj o moim zdaniu a nie o metodzie!!!
                      __
                      Bardzo dobrze, masz prawo mieć swoje zdanie na dany temat, a ja mam prawo mieć
                      zdanie odmienne od twojego.
                      ___
                      haganna napisała:
                      Mam wylistować wszystkie twoje "orty"? Szkoda czasu.
                      ___
                      Jest taka zasada: "jak cos (robisz)sprawdzasz - rób to (dobrze)dokładnie" Jeśli
                      masz czas na sprawdzanie czyjś błędów to powinnaś robić to dokładnie a nie
                      pobieżnie.
                      ___
                      haganna napisała:
                      Żegnam!
                      ___
                      Trzymam Cię za słowo, że tym razem żegnasz sie już ostatnecznie.
                      • haganna Re: haganna 26.02.06, 23:07
                        Ja nie sprawdzam Twoich błędów, kobieto, tylko po prostu nie rozumiem jak można
                        robić TAKIE ortografy!!! Masz maturę?
                        • kaja5 Re: haganna 27.02.06, 12:04
                          A ja nie rozumiem jak można sie w kółko żegnać i wracać...
                          haganna napisała:

                          > Ja nie sprawdzam Twoich błędów, kobieto, tylko po prostu nie rozumiem jak
                          można
                          >
                          > robić TAKIE ortografy!!! Masz maturę?

                          Mature mam owszem, a co ona ma do błędów ortograficznych. CZy ktos kto ma
                          mature ich nie popełnia?Tak uważasz?To sie mylisz i to strasznie...

                          A poza tym ty nigdy nie słyszałaś o czymś takim jak dysleksjia badź
                          dysortografia?Einstein był dyslektykiem, nie potrafił poprawnie pisać, a był
                          Wielkim Człowiekiem. Takze to ze ktos popełni błędy to nie świadczy o tym, że
                          jest gorszy czy miej inteligentny. Wole popełniać błędy ort. niż inne o wiele
                          gorsze błedy życiowe.
                          • haganna Re: haganna 27.02.06, 16:53
                            No to żegnam Einsteinie...
                            • kaja5 Re: haganna 27.02.06, 17:15
                              hahaha...ale masz cięty dowcip...normalnie jestem pod wrażeniem poczucia
                              humoru...

                              "No to żegnam Einsteinie..."

                              Nie po raz pierwszy się żegnasz, ale już przywykłam do tych twoich pożegnań i
                              ciągłych powrotów.
                              • haganna Re: haganna 27.02.06, 22:46
                                Nigdy się nie zamkniesz?
                                A tak - czego można wymagać od osoby o takim poziomie intelektualnym...
                                • kaja5 Re: haganna 27.02.06, 23:02
                                  haganna napisała:

                                  > Nigdy się nie zamkniesz?
                                  __
                                  To nie ja w kółko żegnam sie i powracam do kiepskiej dyskusji.

                                  A tak - czego można wymagać od osoby o takim poziomie intelektualnym...

                                  Dziewczyno ty jesteś chyba chora psychicznie. Mówisz o moim poziomie
                                  intelektualnym jak byś mnie znała. No chyba ze dla ciebie każdy kto popełni
                                  błąd ort. ma obniżony poziom intelektualny. Wiesz co radze ci wyluzować, bo
                                  stres urodzie szkodzi, a zwłaszcza ciaży w której jesteś.
                                  Z ciekawości (bo po raz pierwszy zdarzyło mi sie trafić na taką osobę jak ty)
                                  zerknełam na twoje inne posty i rzeczywisćie potwierdziły sie moje
                                  przypuszczenia, zę z toba jest coś nie tak, czepiasz sie każdego, do każdego
                                  coś masz , udajesz najmadrzejszą , najinteligentniejsza...A ty ejsteś jpo
                                  prostu chora...
                                  Puknij ise w swoja głupiutka główkę i idź lepiej spać a nie siedzisz na forum
                                  po nocach (dziecku za szkodzisz!), wypoczywaj wiecej, przydałby ci sie
                                  odpoczynek i chwila refleksji.
                                  • kasssannndra Re: odnosnie prawiania błędów na forum... 02.03.06, 20:33
                                    nie znosze gdy ktoś kogos poprawia i wytyka mu ort.
                                    Podoba mi się wypowiedź nauczycielki polskiego, która choc miałaby prawo
                                    pprawiać kogos nie robi tego, bo...
                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=37668218&a=37684768
                                  • haganna Re: haganna 02.03.06, 21:47
                                    Sama się puknij w to swoje "mądre" czułko. Albo lepiej wróć do książek.
                                    O Twojej mentalności świadczą nie okropne ortografy i nieskładny tekst, ale
                                    nastawienie do życia i Twoje pseudo-mądrości życiowe, które mi tu zdążyłaś
                                    powypisywać.
                                    "Udajesz najmądrzejszą"? Pogięło Cię? Forum jest od wyrażania opinii. Mam pisać
                                    tak jak Ty, żeby nie "udawać najmądrzejszej"? Kompleksy masz? I kto tu jest
                                    chory psychicznie?
                                    "Siedzisz na forum po nocach"? W dzień jestem ZAJĘTA - w przeciwieństwie do
                                    Ciebie. A o moje dzieci martwić się nie musisz.
                                    • haganna Re: haganna 02.03.06, 22:48
                                      haganna napisała:

                                      > Sama się puknij w to swoje "mądre" czułko.
                                      No proszę. To jednak zaraźliwe.
                                      Puknij się w czółko, moja droga.
                                      Brrr... Znak, że czas kończyć, bo mi tak jeszcze zostanie wink.


                                      • kaja5 Re: haganna 03.03.06, 13:46
                                        Już dawno miałaś skończyc te twoje żałosne wykłady...
                                        Nieskładnie to ty piszesz i do tego poprawiasz komuś błędy a sama je
                                        popełniasz...Nie rozumiem jak można poprawiać kogos z ortogr. samemu
                                        robiąc "byki" i jeszcze wmawiać, że to przez kogos sie je popełniło...
                                        Jak widzisz nikt nie jest nieomylny - nawet Ty (choc wielokrotnie przez
                                        prawienie swoich morałów na forum starasz sie udowodnić że jest inaczej)

                                        Liczę, że tym razem sie już nie odezwiejsz ... w końcu tyle razy sie zegnałaś...
                                        • haganna Re: haganna 03.03.06, 16:27
                                          Hahaha!
                                          "Wykłady" chyba miało być "wywody" - tak to się po polsku mówi.

                                          Różnica między tobą a mną polega na tym, że ja robię błędy okazjonalnie (tutaj
                                          mi się z czułkami owadzimi skojarzyło, boś natrętna jak mucha), wiem, kiedy je
                                          robię i je poprawiam, natomiast Ty sadzisz orta za ortem i zasłaniasz się
                                          rzekomą dysleksją, która akurat w twoim przypadku jest zwykłą wymówką (chyba
                                          nie wiesz co to dysleksja, moja droga).
                                          Bye, my love!
                                          • kaja5 Re: haganna 03.03.06, 16:38
                                            A ja piszę "wykłady", nie mogę?muszę tak jak ty chcesz pisac "wywody".Po polsku
                                            można mówić zaróno tak i tak (a to zę stylistycznie pasuje bardziej twój wyraz
                                            to już mnei nie ineresuje za bardzo, moim zdaniem może być i tak i tak, nie
                                            jestem na uczelni tylko na zwykłym forum).
                                            Co do dysleksji to ja jej nie mam i masz problem z wnioskowaniem, bo to, iż
                                            napisałam, ze "jest cos takiego jak dysleksjia", to oznacza, ze chciałam ci
                                            uzmysłowic, że są osoby które popełniaja błędy bo ją maja. Nigdzie nie
                                            napisałam, że ja do nich należę.
                                            Popełniam błędy ort., literowe, gramatycznie - owszem przyznaje, ale to tylko
                                            tu na forum bo nie mam obowiazku sprawdzać siebie i pisać poprawnei. Gdy ejstem
                                            na uczelni staram sie pisać poprawnie pod każdym względem i jeszcze mi sie nie
                                            zdarzyło by mnie ktos poprawił. Na tym aby pisać poprawnie na forum mi nie
                                            zalezy, wole szybko i byle jak , kto chce zrozumiec sens wypowiedzi to ją
                                            zrozumie i nie wszystkich rażą "orty".

                                            Zacytuje coś co już ci cytowano (robie to dla świętego spokoju, bo widzę
                                            kobieto, że ty rozstac sei nie potrafisz, chociaż strasznie próbujesz)

                                            "- Nigdy nie ustępuję głupcom!!!
                                            - A ja to zawsze czynię..." smile
                                            ____
                                            żegnam bezpowrotnie, zbyt dużo już swojego cennego czasu poświecłam komuś
                                            takiemu jak ty.
    • alagodz Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 22.02.06, 21:59
      Mialam to w 97 w CZMP. Pytalam czemu, i polożna mówila ,że dziecko mialo
      zaciśniętą pępowinę. Pękla mi szyjka i do drugiego porodu nie moglam normalnie
      siedzieć - tylko boczkiem, poduszki itp. Ale dziecko może mialo się przez to
      lepiej? Może się sugerowali tym, że jest rozwarcie, a dziecko malutkie. Czy
      powinni w karcie pisać sn?
      • bibi234 Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 24.02.06, 18:25
        pęknięcie szyjki macicy nie ma najmniejszego związku z siedzeniem !!!!
        jeśli okazało się, że dziecko mialo zaciśniętą pępowinę to pewnie tętno
        zwalniało podczas parcia !!!
        ludzie !!! nauczcie się podstaw a nie bierzcie się do oceny zabiegu kristelera !
    • 3mama Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 23.02.06, 00:26
      Polecam artykuł na temat dobrego porodu
      • 11972a Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 23.02.06, 09:35
        Miałam wyciskane dziecko za pierwszym razem, teraz do konca zostały mi 2 tyg i
        będę w razie czego protestować. Myślę, ze ma to związek i to duży z pozycją przy
        porodzie. Założe się że mamy rodzące w pionie nie miały takiego zabiegu!!!!!!!!
        • wordshop Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 23.02.06, 09:46
          a czy ktoś wie, dlaczego metoda Kristellera jest niebezpieczna? próbowałam coś
          znaleźć na ten temat, ale bez powodzenia. ponoć alternatywą sa kleszcze lub
          próżnociąg. czy znacie analizy porównawcze stosowania tych metod? chętnie
          pooglądam.
          miałam wypychane dziecko, bo nie miałam już sił na parcie. podobnie było u mojej
          siostry. u nas się to dobrze skończyło i widzę po postach, że u Was także.
          ciekawe, jak by było, gdyby zamiast tego lekarze zastosowali kleszcze lub
          próżnociąg? czy są jakieś mamy, u których technika Kristellera spowodowała urazy
          u dziecka? bo w tej chwili wygląda na to, że to jednak bezpieczna metoda wink
          • demarta Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 23.02.06, 10:08
            ostatnio na TVN w "UWAGA" był program o ginekologu, który w ten sposób
            spowodował śmierć 4 noworodków. Dzieciaki miały podobno owinięte pępowiny wokół
            szyi i pępowiny były krótkie, w momencie wyciśnięcia dziecka z brzucha pępowina
            zadziałała jak pętelka i zacisnęła się wokół szyi dziecka......

            ale ile w tym prawdy a ile reporterskiej fikcji cholera wie.
            • wordshop Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 23.02.06, 10:15
              a czy przyczyną było wyciskanie czy sam poród sn? próżnociąg czy kleszcze w
              takiej sytuacji przyniosłyby pewnie podobny efekt. tu chyba potrzebne było cc.
              napisz proszę coś więcej.
              • demarta Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 23.02.06, 10:17
                to był efekt samego wyciskania, wyciśnięcie spowodowało szybkie zaciśnięcie się
                pępowiny na szyi, której długość nie wystarczała na to żeby dzieciak w takim
                tempie wyskoczył z brzucha bez skutków ubocznych.
                • bibi234 Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 24.02.06, 18:28
                  włącz zdrowy rozum :
                  czy pepowina byłaby dłuższa gdyby dzieciak rodził się wolniej ?
          • atropa_belladonna Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 23.02.06, 21:09
            wordshop napisała:

            > a czy ktoś wie, dlaczego metoda Kristellera jest niebezpieczna?

            Ze względu na możliwość wystąpienia krwawienia śródczaszkowego u dziecka. We
            wszystkich cywilizowanych krajach jest to metoda bezwzględnie zakazana, u nas,
            jak widać, niestety popularna. Sama miałam tak "wyciskane" dziecko, byłam wtedy
            kompletnie nieuświadomiona w tej kwestii. Na szczęście dziecku nic nie jest.
    • patoga Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 23.02.06, 10:45
      Mnie także gin zwalił się na brzuch przez co dziecko ma porażenie splotu
      barkowego. Bardzo to było pomocne...
    • alagodz Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 23.02.06, 11:03
      Może spowodować np pęknięcie macicy, a to kończy się chyba zawsze jej
      usunięciem.
      • darood11 Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 23.02.06, 11:53
        Widziałem ten program w tv był na Polsacie.Zastanawia mnie skąd wiecie, że ten
        zabieg jest zabroniony -widzieliście jakiś papier z ministerstwa zdrowia czy
        durna tv tak twierdzi bo jeden na ilus tam lekarzy to partacz.Ryzyko jest na
        pewno, ale sam poród to ryzyko - może iść świetnie i nagle coś nie tak.
        Moja córcia też była wypychana (4kg) cały czas żonka parła i nawet główkę było
        widać, ale stała w tym samym miejscu.Po wypchnięciu miała zawiązaną pępowinę
        wokół nogi i szyi.Podobno jest wszystko ok (ma 1,5 doby).
        • stamag Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 23.02.06, 14:32
          Darwood,
          cytuję jeszcze raz wywiad z WICEMINISTREM ZDROWIA:

          "[...]Nie ma powodu skakać po brzuchu pacjentki.

          To dlaczego wciąż stosuje się ten barbarzyński zabieg polegający na wyciskaniu
          dziecka z brzucha?

          - Kiedy akcja porodowa się zatrzymuje, trzeba błyskawicznie podjąć decyzję: czy
          wspomagamy poród farmakologicznie, czy idziemy na skróty. Zabieg Cristellera
          jest wynikiem paniki i zniecierpliwienia. Wydaje się, że ogromnie się pomaga,
          choć ryzyko śmierci dziecka jest ogromne. Gdyby był opisany standard, dałoby
          się to wyeliminować. Środowisko ginekologiczne jest w stanie sobie z tym
          poradzić.

          Samo środowisko? A rola Ministerstwa Zdrowia?

          - Wasza akcja może uczulić osoby towarzyszące, by wiedziały, że ten zabieg na
          kobiecie jest zbędny, a jego konsekwencje mogą być tragiczne. Lekarze wiedzą,
          że tak jest, ale to stosują.

          Proszę o deklarację, że zajmie się tym ministerstwo. Gdyby napisane było w
          standardzie, że to metoda szkodliwa, łatwiej byłoby dochodzić odszkodowania. Po
          jednym wyroku nagłośnionym w mediach wszyscy dyrektorzy szpitali pilnowaliby
          swoich lekarzy.

          - Ma pani rację.
          [...]"

          • wordshop Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 23.02.06, 14:40
            myślę, że to wypychanie - jak wszystkie inne zabiegi - może być wykonane dobrze
            albo spartaczone. nie można zatem uznawać, że metoda Kristellera jest z gruntu
            zła i powinna być zakazana. w moim przypadku pomogła (pewnie niezastosowanie jej
            przyniosłoby większe szkody, przedłużając fazę parcia). a może ktoś ma jednak
            jakieś dane naukowe na ten temat?? albo może na forum jest lekarz lub położna?
            co oni o tym sądzą? to że jeden lekarz wypowiedział się o tej metodzie
            negatywnie, nie powinno przesądzać sprawy. ciekawa jestem innych opinii.
    • ankapw24 Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 23.02.06, 12:07

      Oj jak to czytam to jestem w szoku, ja też miałam wyciskane dziecko z brzucha
      chociaż nikogo o to nie prosiłam a miałam dużo siły aby przeć...tymbardziej nie
      wiem dlaczego? Mój syn urodził się duży-4100 i zdrowy, ale był owinięty
      pępowiną, o czym dowiedziałam się już w domu od męża, który był przy
      porodzie...Poród trwał 2 godziny i 15 min, a ostatnia jego faza pół
      godziny...nie byłam aż tak zmęczona żeby nie przeć, chociaż rzeczywiście
      urodziłam szybciej dzięki pomocy lekarza- chociaż sama nie wiem czy ta pomoc
      była nam(mnie i dziecku) potrzebna...Najgorszy jest fakt, że w trakcie porodu
      nikt nie informuje rodzącej o tym co zamierza zrobić i co się dzieje, a tak
      było w moim przypadku...Myślę, że niektórzy lekarze postępują rutynowo, a
      przecież każda kobieta jest inna i każdy poród przebiega inaczej...Pozdrawiam.
    • indra2 Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 23.02.06, 12:36
      Ja w sumie nie wiem czy u mnie to było to. W pewnym momencie tętno zaczęło
      spadać i lekarka jakby przesuwała dziecko w kierunku wyjścia, tzn. nie zwalała
      mi się na brzuch, ani całym ciałem ani łokciami, tylko delikatnie rękami
      przesuwała jakby pchając dziecko do wyjścia, nie naciskając na nie. Czy to też
      ten chwyt?
      aga
      • stamag Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 23.02.06, 14:24
        Tio chyba trochę co innego. U mnie to naprawdę było "uwalenie się" na brzuch.
        Gwałtownie, z całej siły. Dodatkowa porcja koszmarnego bólu. Dzieci wychodziły
        w tym momencie, ale podkreslam jeszcze raz, że przy pierwszym porodzie pękła mi
        w rezultacie szyjka macicy i miałam dwugodzinny krwotok poporodowy, którego
        lekarze nie mogli zatamować (i mieli już autentycznie strach w oczach).
        • indra2 Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 23.02.06, 17:09
          Szyjkę to ja też miałam pękniętą na szczęście bez krwotoku ale nie wiem czy od
          tego czy z powodu tego,że synek się rodził z ręką przy główce. A bólu podczas
          tego wypychania nie czułam, potem też mnie nie bolały żebra ani nic to może nie
          to.
          aga
    • indiaaa Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 23.02.06, 14:59
      Przeżyłam to samo sad(( To był chyba największy ból podczas całego porodu.
      Szybko doszło u mnie do rozwarcia na 10, natmoast 55 minut parłam moją córkę!!!
      Skończyło się tak, że obie położne stanęły przy moich nogach, dwóch lekarzy
      naciskało kilkakrotnie na mój brzuch zmieniając się co chwile stronami a trzeci
      lekarz obserwował wszystko z tyłu. 3 tygodnie bolały mnie żebra, po tym
      zabiegu, wogóle wspominam to jako niesamowity koszmar.
      • tucik Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 23.02.06, 16:09
        matko! jak dobrze że będę miała cc, tym bardziej się ciesze jak to czytam
    • lowelas333 Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 23.02.06, 16:46
      droga pani, a co powie pani w sytuacji kiedy serce pani dziecka zwolni do
      pojedyńczych uderzeń, a główka płodu będzie tak zaadaptowana że jedynym
      ratunkiem jest założenie kleszczy(z łac. forceps)na mała głowkę pani płodu?
      Będzie miała pani wtedy szcęcie jak będzie koło pani doświadzcony położnik, bo
      młody lekarz nie potrafi założyć kleszcZy bo żadko się tego uczy...
      PODKREŚLAM Z CAŁA STANOWCZOŚĆIA I WIĘDZA ŻE TEN CHWYT WYKONUJE SIĘ W
      OSTETCZNOŚĆI I PO WYKONANIU OCENY MNIEJSZEGO RYZYKA NAD ZABIEGIEM KLESZCZOWYM.
      PO ZA TYM NIKT NIE ROBI TEGO Z PRZYJEMNOŚCI GDDYŻ JEST TO SPORY OBCIĄŻENIE DLA
      WYKONUJĄCEGO ...


      • knabino Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 23.02.06, 20:00
        Rozmawiałam z lekarką, która opowiadała mi o minusach zzo - że pacjentki nie
        czując bólu, nie czują też kiedy mają przeć i "wtedy trzeba to dziecko
        popchnąć". Twierdziła, ze praktycznie zawsze tak jest przy zzo. Nie wiem
        jednak, czy miała na myśli delikatne przesuwanie dziecka, jak opisała to jedna
        dziewczyna, czy naciskanie na cały brzuch.
        • eglantine Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 23.02.06, 22:47
          Chyba wtedy, kiedy znieczulenie jest podane w niewłaściwy sposób. Prawidłowo
          podane znieczulenie działa tak, żeby rodząca czuła, kiedy ma przeć, ale ból jest
          zniwelowany. Tzn, że nie znosi całkowicie czucia. No ale kiedy nasi lekarze mają
          sie nauczyć podawać prawidłowo zzo, skoro taki cyrk z tym, żeby się go doprosić,
          albo trzeba dopłacać i to niemało sad
          • moreno500 Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 23.02.06, 23:06
            na zachodzie dają zzo i dziecka nie wyciskają. a u nas nie dają, a wyciskać
            trzeba. niesamowite...
            • wordshop Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 24.02.06, 09:05
              poszperałam trochę i okazuje się, że w "cywilizowanych" krajach (Włochy, Stany
              Zjednoczone) ta metoda jest jak najbardziej praktykowana. nie znam angielskiego
              medycznego, więc nie podejmuję się tłumaczenia, ale pierwszy link zawiera
              ciekawe informacje (ryzyko, powikłania, sytuacje, w których należy zastosować tę
              metodę, a kiedy jej unikać):
              focosi.immunesig.org/pathohomotissuereproductive.html#Kristeller's%20maneuver
              www.medhelp.org/perl6/maternal/archive/3805.html
              www.freshpatents.com/Automatic-apparatus-for-controlling-the-childbirth-labour-dt20051222ptan20050283056.php
              www.gfmer.ch/TMCAM/Medicina_complementare_Lombardia/Analgesia_parto.htm
              www.roda.hr/tekstovi.php?TekstID=97
              myślę, że lekarze, którzy podejmują się zastosowania tej metody, oceniają
              najpierw sytuację, ważą alternatywy (kleszcze, próżnociąg, farmakologia lub brak
              interwencji) i stosują ją, jeśli jest to konieczne. u mnie była ona zastosowana
              bezboleśnie i skutecznie. przy najbliższej wizycie spytam moją ginkę o zdanie,
              bo zainteresował mnie ten temat i chciałabym poznać opinię profesjonalisty.
              • lowelas333 jak to dobrze... 27.02.06, 11:07
                jak to dobrze że są takie mądre kobiety ktore potrafią zaufać osobom znającym
                sie na porodzie...i wspólpracować z nimi.
    • mgosha Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 24.02.06, 17:38
      Witam!
      Ja pierwszy poród wspominam jako koszmar o którym chciałabym jak najszybciej
      zapomnieć, a niestety nie mogę.
      Byłam wykończona długimi godzinami skurczy, potwornym bólem, co parę minut
      wymiotowałam, traciłam kontakt z rzeczywistością. Do tego doszły komplikacje,
      synek w pewnym momencie nie chciał się przemieszczać i już mnie prawie zabierano
      na salę operacyjną gdy niestety przyszedł "ambitny" lekarz i zadecydował, że mam
      urodzić naturalnie ("Po co pani tu przyszła?! Ma pani urodzić i już!).
      Położył mnie całkiem płasko na łóżku i kazał przeć. Gdy poród nie postępował
      razem ze stażystą zaczęli siłą wyciskać synka wbijając mi łokcie w brzuch. A na
      koniec użył vaccum (próżnociąg).
      Potem jeszcze były spadki ciśnienia, silna niedokrwistość (transfuzja krwi) i
      długi powrót do sił.
      Niestety synek też nie wyszedł z tego bez szwanku (rehabilitacja, wizyty u
      lekarzy). I teraz jeśli chodzi o rozwój, jest nieco w tyle za rówieśnikami.

      Przy drugim porodzie sytuacja się powtórzyła tzn. główka nie schodziła w dół.
      Tylko, że tym razem lekarz zdecydował o cesarskim cięciu. Okazało się, że mój
      kanał rodny jest w kształcie jakby "lejka" i dziecko w pewnym momencie się
      zatrzymuje. Dlatego nie mogę rodzić naturalnie.
      Dodam jeszcze, że po drugim porodzie (cesarce) byłam krócej w szpitalu niż po
      pierwszym (niby naturalnym) dsxzi czułam się nieporównywalnie lepiej.
      To tyle. Strasznie się rozpisałam. Życzę wszystkim aby na swojej drodze
      spotykali samych mądrych i kompetentnych lekarzy.
      Pozdrawiam.
    • neonatus51 Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 24.02.06, 18:51
      Nie jest to zabieg standardowy.Wykonuje się go w ostateczności,w przypadku
      pojawienia się problemów,kiedy za późno jest np.na cięcie cesarskie.Nie martw
      się!Nigdy nie spotkałam się z nadużywaniem chwytu Kristellera!
      Pozdrawiam.
      tickers.tickerfactory.com/ezt/d/1;20726;28/st/20060523/dt/6/k/26a5/preg.png
      • knabino Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 24.02.06, 22:41
        No,ale jednak poprzedni mail, napisany przez mgosha jest dowodem raczej na to,
        że lekarz popełnił błąd narażając i matkę i dziecko na niepotrzebne komplikacje
        i cierpienie. Jeżeli miało być naturalnie, to przede wszystkim nie płasko na
        plecach - na tym forum pisano już o tym wielkokrotnie, a najlepiej chyba
        wyjaśniona jest ta kwestia na stronie funacji rodzic po ludzku, że leżąc na
        plecach kanał rodny się zwęża. Dziękuję, mgosha, za Twoje wspomnienie - dzięki
        takim mailom kobiety, które jeszcze nie urodziły, wiedzą na co zwrócić uwagę,
        na co się nie godzić. Jeżeli nie sama, bo różnie bywa - to osoba towarzysząca w
        imieniu rodzącej.
    • jovzak Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 25.02.06, 23:43
      Czy ktoś może w pełni wyjasnic co znaczy zabieg Cristellera. Moja połozna
      przedramieniem popchneła pupe dziecka, w ten sposób po ponad 1,5 godzinie
      parcia mój synek był na zewnatrz. Miał 4370 kg, był prawidłowo ułozony w
      kanale , a ja nie miałam siły go urodzić. Lekarz szykował juz kleszcze. na cc
      było za późno. Dosłownie gdy tylko wyszedł, wydalił smułkę, na szczeście już
      był na zewnątrz. Dostał 9 pkt, za zsiniałe stopy i dłonie. czytałam ten wywiad
      w GW, jeżeli kleszczy nie ma , połozna uzyła chwytu cristellera, który jest
      niebiezpieczny, to co w takiej sytuacji powinno się zrobić.
    • jovzak Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 26.02.06, 13:19
      podnosze, może ktoś odpowie fachowo
    • oldzinka Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 26.02.06, 14:11
      krwew się w żyłach mrozi gdy czytam o tym wyciskaniu. nic dziwnego że kobiety
      boją się rodzić w polskich szpitalach. jedno jest pewne: gdyby pozwalano na
      poród w pozycjach pionowych wyciskanie byłoby niepotrzebne. tylko że u nas
      szpital jest ciągle dla lekarzy a nie dla pacjentów.
      • svistak Re: "wyciskanie" dziecka z brzucha 26.02.06, 20:09
        w trzeciej dobie skurczow bez rozwarcia maz uruchomil telefony i znajomosci.
        przyszla pani ordynator z trzeba studentami (nie protestowalam bo chcialam juz
        urodzic i balam sie o dziecko) i powiedziala: "za godzine rodzimy. ide na
        obchod". po poltorej godzinie superturbokroplowek zaczelam przec. przyszli.
        dolaczyl jeszcze jeden doktor. bylam baaardzo zmeczona. glowka wysuwala sie i
        chowala. polozna (swietny fachowiec) powiedziala: "poprosimy pana doktora zeby
        nam troche pomogl". podszedl i bez ostrzezenia UWALIL mi sie na
        brzuch.przerazilam sie ze pekne! krzyknelam i walnelam go lokciem. odskoczyl.
        wtedy polozna i lekarz zaczeli mi tlumaczyc, ze chca pomoc. zapytalam: "ale
        jak???" uslyszlam od lekarza: "ty przyj a ja ci pomoge". ja:"to trzeba tak
        bylo od razu mowic!". maz dolaczyl sie do perswadujacych:" tak trzeba,
        kochanie. inaczej nie dasz rady". ja;"dam. pozwolcie mi jeszcze raz sprobowac".
        maz:"nie dasz. widzialem jak sie starasz ale ci nie wychodzi. jestes ardzo
        zmeczona". polozna:" nie ma czasu. to dla dobra dziecka".
        i co ja biedna mialam zrobic? maz przytrzymal mi jedna reke na uchwycie, lekarz
        (pewnie ze strachu ze znowu oberwie) na drugim, zaparlam sie a doktorek (wydaje
        mi sie ze juz lagodniej) nacisnal lokciem na moj brzuch. wysunela sie glowka.
        poczekalam z parciem chcwile (zgodnie z poleceniem poloznej) a potem jeszcze
        latwiutkie parcie i chlup! maly (4040g) byl z nami. 9 pkt. dzis skonczyl dwa
        latka. jest superrrowym chlopaczkiem smile jednak... za 5 miesiecy czeka mnie
        kolejny porod (w tym samym szpitalu) i wiecie co? doloze wszelkich sil by
        rodzic w pionie i samodzielnie. bo po tej pomocy doktorka mialam zerwane
        miesnie brzucha i przez pol roku dluzszy spacer, kazde wejscie po schodach,
        kazde schylenie sie czy dluzsze noszenie malca na reku to byl BOL...a w czasie
        kontrolnej wizyty u mego gin-a dowiedzialm sie dlaczego doktorek-pomocnik szyl
        mnie przez prawie godzine (zalozyl ponad czterdziesci szwow): mialam peknieta
        szyjke... do tego przez 9 miesiecy (mimo baaaardzo czulego meza) wspolzycie
        wiazalo sie z bolem (wg gin-a: "nadwrazliwoscia miejscowa spowodowana urazem
        tkanek wewnetrznych") ehhhh...
        s.
    • doroza do stamag 26.02.06, 20:01
      Pierwsze moje dziecko urodzilo się z wagą 4000g bez problemu,łatwo.Drugie w
      1998 z wagą 4700g,to był koszmar.Główka wyszła a reszta nie chciała chociaż
      bóle parte były bardzo mocne.Położna nie dawała rady.Gdy zorientowałam się że z
      dzieckiem jest cos nie tak wydaje mi się że zaczęłam przeć jeszcze mocniej.Moja
      siostrę która towarzyszyła mi przy porodzie wyprosili za drzwi.Przywołano młodą
      panią doktor która stała z załozonymi rękoma i nie zrobiła nic[za to dostała
      krwia jak wyskoczyło (dosłownie) mi łożysko smile]Zleciały się salowe i to one po
      czyjejs decyzji uwaliły mi się na brzuchu i dusiły(bolała mnie cała klatka
      piersiowa)W końcu starsza połozna która doszła wyrwała dziecko siła.No i stało
      się.Naderwany splot barkowy,dziecko reanimowane miedzy nogami (nie
      krzyczało).padały nawet wulgarne słowa od połoznej do pani doktor.Na sali
      noworodkowej gdzie natychmiast zostało zaniesione zaczęło płakać.Była tam
      siostra.Dziecko miało juz raczke w temblaku gdy siostra chciała zrobic zdjęcie,
      wiec szybko odwijali bandaż może żeby nie było dowodów?Córka nie ruszała nawet
      paluszkami.bałam sie że bedzie niedotleniona i straszono mnie ze bedzie
      kaleką.Chyba dzieki Bogu dzisiaj (tylko 4m-ce rehabilitacji)jest zdrowym
      urwisem.
      Za miesiąc rodzę i mimo ze waga dziecka na usg wychodzi 2500g to lekarz
      prowadzacy zaleca cesarkę.Tobie stamag tez proponuje zasiegnąc rady lekarza co
      do rozwiązania.Pozdrawiam.
      P.S.mam nadzieje ze was nie zanudziłam
      • stamag Re: do stamag 27.02.06, 09:58
        Dorozo, dziękuję za odzew i za radę.
        Powiem Ci, że sama się nad tym wcale niemało zastanawiam.
        Co prawda mój synek (ten 4,5-kilowy) urodził się całkowicie zdrowy, a ja też
        przy tym porodzie nie ucierpiałam w żaden sposób (krocze szyte na trzy szwy
        raptem i żadnych komplikacji). W takiej sytuacji trudno mi już w tej chwili
        lekarzowi truć na zapas, że potrzebuję na gwałt cesarkę, bo dziecko będzie
        pewnie bardzo duże (chodzę do tego samego lekarza, który odbierał poprzedni
        poród). Ale zobaczymy, co będzie pod koniec, na USG można z grubsza oszacować
        rozmiary dziecka. Wydaje mi się, że chyba są jakieś granice rozsądku dla porodu
        sn takich dużych dzieci...

        A tak przy okazji - jak teraz wyglądają Twoje dzieci?
        Bo u mnie, jak na ironię losu, te "wielkoludy porodowe" już po roku schodzą do
        poziomu 10-25 centyla pod względem zarówno wagi, jak i wzrostu - i tak się
        dalej trzymają. Ktoś, kto nie widział mojego synka jako noworodka, na ogół nie
        może uwierzyć, że był z niego taki "zawodnik sumo" - chłopczyk obecnie
        czteroletni raczej z tych dzieci drobniejszych i szczupłych. Starsza córka to
        samo. I po co ja się tak męczę ??? wink))
        • doroza Re: do stamag 27.02.06, 21:18
          Moje pociechy nie należą do wątłych i małych (chociaz mają alergie pokarmową)
          ale też nie są grube.Z męża strony wszyscy są wysocy (ja kurdupeleksmile).Mąż miał
          5kg jak się urodził i teściowa twierdzi że to był najlżejszy poród.Mój synuś w
          brzuszku ma być ponoć mały ale z córką(4700g)tez się pomyliła pani doktor która
          robiła mi usg gdy byłam w szpitalu.Ja chodzę do tego samego lekarza co przedtem
          ale on jeszcze nie mierzył dziecka.Chce to zrobic tuż przed porodem.Mimo że
          poprzedni poród był straszny,bardzo boje się cc i tego że dziecka nie ma się
          przy sobie.
      • jovzak Re: do doroza 27.02.06, 18:04
        Doroza, przepraszam, że się wtrącam mail nie był do mnie, ale planuje druga
        ciążę i własnie z powodu dużej wagi mojego synka 4370 mam cały czas obawy co
        robić. Parę maili wyżej opisałam moja historię. Czy dobrze Cię rozumiem, że z
        uwagi na duże dzieci w poprzednich 2 przypadkach lekarz zalecił Ci cesarkę.
        Przed porodem waga z USG wychodzia u mnie około 3 kg, sam lekarz mówił jednak,
        że dziecko sie źle układa i ciężko dokonac pomiaru i na pewno jest obarczony
        błędem. mam jednak żal do lekarza, gdyz tłumaczyłam, że moja mama rodziła duże
        dzieci, mój brat wazył 5 kg. Połozna z którą rodziłam - byłam umówiona,
        tłumaczyła mi po porodzie, że nawet gdyby oszacowanie wagi było prawidłowe to i
        tak nie miałabym cesarki, gdyz była współmierność. Więc jeżeli miednica jest
        ok, to nie obchodzi ich fakt, ze po prostu dziecko jest za duże w porównaniu z
        moimi siłami. Analizowałam wcześniejsze maile i wszystkie dzuiewczyny miały
        problem powyżej 4 kg, cos w tym widac jest
        pozdrawiam
        • doroza Re: do jovzak 27.02.06, 21:43
          poprzednie dwie ciąze zakończyły sie naturalnie i nikt mi nie proponował
          cc.pierwszy poród był lekki.W drugiej ciąży na poczatku grudnia trafiłam do
          szpitala i tam pani doktor która robiła mi usg (nie była moją prowadzącą)
          stwierdziła że dziecko jest małe, na co ja -że napewno nie bo nie ma po kim
          (mąż 5kg,ja 4,5kg córka 4kg),więc odparła że małe ale długie.Po trzech
          miesiącach urodziłam dziecko ponad 1100g cięższe niż pani doktor wyliczyła.Gdy
          mojemu ginkowi to przypomniałam to od poczatku ciąży mówi że poród zakończy się
          ccbo nie ma co ryzykować ,a jak będzie to się okaże.Pozdrawiam.
          • patoga ----do doroza 27.02.06, 22:06
            Chciałabym się jakoś z Tobą skontakować, widzę że miałaś podobny problem,
            porażenie splotu barkowego malucha. Chciałabym zadać Ci kilka pytań bo my się
            jeszcze borykamy z tym.
            Mogłabyś odezwać się na maila gazetowego patoga@gazeta.pl lub patoga@wp.pl?
            Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka