15.05.06 godz. 2.40

A nic na to nie wskazywało

W niedzielę rano czułam się dobrze, zrobiłam obiadek a pozniej wybraliśmy się
z mężem na lody...
O 17 poczułam jakby lekki skurcz, a że to moja pierwsza ciąża to nie miałam
pojęcia jake to uczucie. Pytałam mamy, teściowej, koleżanki - wszystkie niby
mówiły tak samo ale jakoś inaczej.
Dla mnie było to kłucie w podbrzuszu a kończyło sie na kręgosłupie.
Skurcze miałam bardzo nieregularne: co 30, 5, 15, to znowu co 30, 10 min.
O 20 postanowiłam zadzwonić do swojego lekarza i powiedziałam mu o wszystkim.
Powiedział, że może to oznaczać zaczynający się poród ale nie musi...
O 22 postanowiłam się umyć i iść spać

Jednak o 23 zmieniłam zdanie,
postanowiłam się ubrać i jechać do szpitala. Mąż był podobnego zdania,
tymbardziej że od 2 tyg miałam rozwarcie na 3 palce i miałam całkiem
zgładzoną szyjkę. Gdy jechaliśmy do szpitala skurcze miałam raz co 3, 7, 5
min. Byłam zdezorientowana ale za bardzo się bałam aby to lekceważyć.
Spodziewałam się silnego bólu i przede wszytkim biegunki

A tu ani tego ani
tego. O 23.50 byliśmy już w szpitalu. Na samą myśl szpitala i porodu wszystko
jakby się unormowało

Wydawało mi się, że czuję się dobrze nawet chciałam
wracać do domu jednak mąż odwiodł mnie od tego

Na izbie przyjęć przebrałam się w koszulę i szlafrok- na szczęscie bo koszula
tylko do bioder

Pożniej zbadał mnie lekarz i potwierdził takie samo
rozwarcie jakie było 2 tyg temu. Podłączyli mnie pod KTG i co się okazało:
żadnych skurczy

Ja leżę na tym łóżku, zwijam się z bólu - a położna mi
mówi, że zapisują się tylko takie znikome (że ona wcale nie nazwała by tego
skurczami). Mąż się na mnie patrzy jak na wariatkę, bo ja leże i zwijam się z
bólu a tu nic. Przyprowadzili inną maszynę i jest tak samo

No więc ja popadłam w panikę, że skoro ja nie mogę zniesc tego bólu to jaki
musi być silny ból porodowy! Chciało mi się śmiać i zarazem płakać.
Jednak położna stwierdziła, że zrobi mi lewatywę i może wtedy coś się ruszy.
Czułam się dziwne gdy mi to robiła, ale dla niej to przecież normalne.
Po lewatywie weszłam jeszcze pod prysznic...
Gdy włożyłam głębiej palce poczułam, że coś jest w środku, w mojej pochwie...
Szybko się wytarłam i lecę na tą porodówkę

Mąż siedzi i rozmawia z położną-
więc ja mówie aby mnie zbadała bo coś czuję w sobie. Nagle dostałam takiego
silnego skurczu, że nie wiedziałam czy mam stac czy usiąść.
Zbadała mnie i mówi, że szykujemy się do porodu: JEST PEŁNE ROZWARCIE!
Mi każą się położyć, mąż stoi za mną- mówi, że wszytsko będzie dobrze, ja mam
skurcze co chwilę nawet zaczęło mi się wydawać że one wogóle nie ustają.
Na 2 skurcze kazali mi się położyć na lewym boku. Pozniej już normalnie,
kroplówka, kolejny skurcz- wtedy mnie rozcieli, tego bólu nie czułam wcale.
Przecięli mi pęcherz płodowy, czułam jak wylatuje jakiś gorący płyn ze mnie.
Kazali mi przeć z całych sił, lekarz stał obok i naciskał mi na brzuch, mąz
stał za mną i dociskał mi głowę.
Po 3-4 parciach Róża była już na świecie.
Ważyła 3350 i mierzyła 56cm.
Łożysko nie wyszło całe, mialam łyżeczkowanie- niezbyt przyjemne uczucie, ale
było mi już wszystko jedno co się ze mną dzieje.
Najważniejsza była dla mnie moja malutka.
Gdy ją tylko przynieśli mąż nagrał ja na kamerę, bo nie chciała aby bagrywał
poród.
Wydaje mi się, że to co przeżył zapamięta do końca życia. A ja jestem mu
wdzięczna, że był przy mnie, że mnie wspierał...
Polecam porody rodzinne.
Pozdrawiam