Witam! Mam 25 lat, męża i rocznego synka. Mój problem polega na tym, że
bardzo chcę mieć drugie dziecko, ale wiem, że mój mąż nie... Nie dlatego nie
chcę, bo nie lubi dzieci, ale dlatego, że boi się, że finansowo nie damu rady
je wychować. Moje zdanie jest inne...
Z pierwszym też był problem, ale poniekąd go zmusiłam. Przed nim udawałam, że
brałam pigułki, a tak naprawdę wyrzucałam. To był jedyny sposób na
przekonanie męża do dziecka. Byliśmy wtedy małżeństwem z dwuletnim stażem, ja
studiowałam, on pracował i nieźle zarabiał. Na co miałam czekać? Na to, że
dziecko będzie się wstydziło, że jakaś stara i brzydka już kobieta (jego
mama) chodzi na wywiadówki? O, nie!!! Wzięłam sprawy w swoje ręce i stało
się...
Teraz marzę o drugim dziecku, chcę, żeby mój synek miał braciszka albo
siostryzczkę, bo wiem, że bedzie mu wtedy lepiej w życiu, gdyby nas zabrakło.
Ale probelm znów leży po stronie męża... Jest o wiele bardziej skomlikowany -
niestety - niż wtedy, gdy brałam pigułki, ponieważ po porodzie postanowił, że
skoro tabletki antykoncepcyjne nie sprawdzają się, to nie będę ich używać.
Teraz się nie zabezpieczamy wcale, to znaczy, prawie wcale... Stosujemy znaną
jak świat metodę stosunku przerywanego i za nic w świecie nie mogę mieć
wpływu na zapłodnienie

Proszę pomóżcie, bo nie wiem, jak przekonać męża do
zmiany zdania!
Dodam tylko, że oboje pracujemy już zawodowo i nie narzekamy na brak
pieniędzy, mamy też własne mieszkanie (spłacamy kredyt) i samochód...
Co robić???