Dodaj do ulubionych

opowieści o porodach

01.11.06, 22:12
Od razu zaznaczam, że nie jest to wątek do dyskusji na temat czy poród
naturalny czy cesarka, czy bez znieczulenia czy ze znieczuleniem. Jak ktoś ma
się ochotę kłócić to proszę nie czytać!!!!

Chciałam powiedzieć wszystkim przyszłym mamom, że jak słyszą opowieści z
porodu to mają sobie przez 2 podzielić. Serio.

Na porodówkę zostałam przyjęta razem z Panią X. Ona ze skurczami ale nie
bolesne, po terminie. Ja bez akcji porodowej, miałam iść na oddział, ale
wpierw badają na porodówce. Byłam 10 dni po terminie. Kiedy lekarz mnie
bbadał stwierdził, że nie idę na oddział, będę rodzić, jest rozwarcie na 3
palce. Dopiero wtedy poczułam, że się zaczyna. Razem z Panią X spacerowałyśmy
po korytarzu, rozmawiałyśmy. Ja zaczęłam rodzić wcześniej. Kazano mi sie
położyć po odejściu wód płodowych. Pani X skakała na piłce, skorzystała z
wanny, śmiała się, rozmawiała z koleżankami przez telefon, prawie bez przerwy
pisała smsy. Jak ja urodziłam, ona zaczęła. W sumie na salę przywieziono ją
po 3 godzinach. Więc urodziła godzinę po mnie, bo jeszcze 2 trzymali na
porodówce. No i przy odwiedzinach dowiedziałam się, że ONA RODZIŁA 16 GODZIN
I ŻE TO BYŁO STRASZNE. Straszyła wszystkie koleżankismile W moim rachunku
wychodziło góra 6. Przy czym oczywiście wliczam w to skurcze, kiedy można
chodzić i jest powiedzmy nie najgorzej. Nasze porody były porównywalne. Obie
rodziłyśmy bez znieczulenia. Wiadomo odczucia miałyśmy inne, ale rodziłyśmy
przy tym samym zegarku!
Więc słuchamy koleżanek z przymróżeniem okasmile
Pozdrawiamsmile
Obserwuj wątek
    • eyes69 A najlepiej wcale nie sluchac ;) 01.11.06, 22:17
      Najlepiej samemu przezyc i opierac sie na doswiadczeniu, a nie na opowiesciom z
      krypty. wink
    • babi74 Re: opowieści o porodach 02.11.06, 04:01
      Mamusia79,Kobieto badz pochwalona za te slowa!!!Tak sie domyslalam,ze pewnie w
      tych wszystkich opowiesciach porodowych jest troche kolorku dodanego zeby
      podkreslic swoje bohaterstwo i przy okazji postraszyc innych.No ale wez tu
      czlowiecze mysl inaczej jak ci wszystkie,ktore rodzily mowia to samo,ze to takie
      straszne,bol i meczarnia przez kilkanascie godzin.Jedna tylko kolezanka
      mowila,ze boli owszem ale nie az tak,zeby nie dalo sie tego wytrzymac.
      Zachecam wiecej normalnych kobiet do wpisywania swoich doswiadczen
      porodowych,nie koloryzowanych i bez dodatku dramatyzmu,bo my tu,ktoresmy jeszcze
      nie rodzily to wszystko czytamy i potem jedziemy na porodowke jak na droge krzyzowa
      • draugdur Re: opowieści o porodach 02.11.06, 06:55
        W takim razie nieskromnie zalinkuje moja opowiesc porodowawink
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=40116&w=51045573
        Zostala oceniona jako "pozytywna"wink
        • aniakuz1 Re: opowieści o porodach 02.11.06, 10:16
          Kiedy po moim porodzie zadzwoniła do mnie koleżanka z pytaniem jak było to odpowiedziałam że fajnie...koleżanka zamilkła ze zdziwieniasmile ho hi...bo rzeczywiście wspominam jako niesamowite przeżycie (poród naturalny, bez znieczulenia, 5 godzin, pierwsze dziecko)smile Pozdrawiam!!
    • 30mama Poród nie jest straszny.... 02.11.06, 09:31
      i piszę to z czystym sumieniem. Jak czytam wypowiedzi niektórtch mam to naprawdę
      jak "Opowieści z Krypty" smile Urodziłam dwie córki,siłami natury,bez zoo.Nie
      darłam się przy porodach,nie wyklinałam męża.Nie powiem, że nie boli ale jest to
      jedyny bol na świecie mający sens-takie jest moje zdanie i tak mi powtarzał mój
      pierwszy ginekolog.Gdy boli nas głowa, noga....jest to bez sensu a z każdym
      skurczem wiemy ze już coraz bliżej rozwiązania i ze niedługo spełnią się nasze
      marzenia o posiadaniu dziecka, o macierzyństwie.Jeżeli byłoby to takie straszne
      to czy miałybyśmy więcej niż jedno dziecko????-myślę, że nie.
      Moj pierwszy poród trwał niecałe 5 godzin licząc od pierwszego skurczu.Gdybym
      posłuchała koleżanek to urodziłabym w domu bo kto przy pierwszym dziecku jedzie
      do szpitala po 3 godzinach bóli???Mówiły mi ze ponad 10 godzin będę cierpieć. Ja
      na szczęście pojechałam do szpitala po 3 godzinach bóli i okazało się ze już mam
      rozwarcie na 8-niedługo po przyjezdzie urodziłam. Drugi poród był lżejszy i
      trwał niecałe 4 godziny.
      Wiem, że niektóre męczą się bardzo długo ale nie możemy być pesymistkami i nie
      możemy odgornie myśleć, że właśnie to my będziemy się tak męczyć.
    • olimpia_b81 Re: opowieści o porodach 02.11.06, 09:51
      popieram,
      bol faktycznie nieziemski, w zyciu takiego nie doswiadczylam, w zyciu nie plakalam tak z bolu ale caly czas myslalam o nagrodzie za ten wysilek i nie bylo tak zle.bolalo ale przeciez dopiero koncowka jest najgorsza bo male przerwy miedzy skurczami a tak to spokojnie-ja do tego czasu az odstwpy miedzy skurczami mialy mniej niz 10 min wieszalam firanki i skrecalam meble-przeprowadzkasmilejak skurcz-przystanelam, poczekalam i dalej do roboty.
      w szpitalu wyladowalam z rozwarciem na 8 cm, ja bym jeszcze pewnie siedziala (bo myslalam ze ma byc gorzej zeby jechac do szpitala-nie mdlalam z bolusmile w domu ale moj M. juz plakal bo biedaczeka nie wiedzial co robicsmile
      pojechalam i po 2 h urodzialam coreczkesmileporod sn, jedyne znieczulenie to gaz rozweselajacy-glupio sie usmiechalam podobnosmileale go tez wyrzucilam w pieruny bo zaciskalam zeby i nijak nie moglam go wdychac.
      bylo ok, na koncu mialam wrazenie ze umre ze zmeczenia i caly czas powtarzalam ze4 ja chce spac i jestem za leniwa hehe, ale jak tylko mala wyskoczylam, lozysko wyszlo to wstalam, poszlam do swojego pokoju,tam sie przebralam,wzielam dziecko a jak usnelo, zostawilam tate na strazy a sama poszlam pod prysznic.zero zmeczeniasmileno i spac nie moglam w nocy taka bylam podekscytowana, ze dlugo ogladalam telewizje.
      milo to wspominam, byl to taki magiczny dziensmile zazdroszcze wszytskim cierarnym ze maja ten wyjatkowy moment jak zobacza swoje dziecko po raz pierwszy przed soba.
      pozdrawiam
      • olimpia_b81 Re: opowieści o porodach 02.11.06, 10:47
        dodam ze ja po porodzie sn bylam w domu po 12 h a wiczorem,jak mala nie miala jeszcze 24 hsmilesiedzialam na krzesle i gadalam z kolezankami.na zakupach bylam 2 dni pozniej.nie bylam cieta ani szyta.wiec ja tez slyszalam opowied#sci ze 2tyg sa najgorsze-u mnie sie na szczescie nie sprawdzilo i wszystkim tego zycze
    • aguskin Re: opowieści o porodach 02.11.06, 10:08
      to fakt każdy poród jest inny, leżałam kilka razy w ciązy w szpitalu, i
      obserwowałam i słyszałam wiele porodów, po porodzie chodziłyśmy oglądać nowe
      dzidziusie i mamy wszystkie żyły, większość dobrze wyglądała, i często te co na
      słuch i opowieść położnych rodziły lekko opowiadały, że to koszmarrrr, a te
      które naprawde miały problemy, często musiał się poród zakończyć cc były
      promienne i zadowolone choć przezyły prawie 2 porody w 1, ja rodziłam 2 razy,
      naturalnie, choć klne nature za jej naturalność, z każdym tygodniem barwa
      opowieści sie u mnie zmienia wraz z proporcją uczuć do chłopaków, jeden 7 lat
      drugi 6 misięcy. da się przezyć i to co potwierdzam 80 % to nastawienie, ciążą
      jak żartuja ginekolodzy jest uleczalna w 100%, medycyna znalazła rozwiązanie,
      trzeba urodzić i po ciąży.pozytywnego nastawienia, dla wszystkich przed, jak
      mówili w" obywatelu piszczyk" może brutalnie ale prawdziwie każda samica to
      potrafi
      • monia2611 Re: opowieści o porodach 02.11.06, 10:31
        Witajcie,
        Przed porodem nasłuchałam się opowieści o tym jaki to poród jest straszny, jakie
        to sraszne męczarnie sie przechodzi itp, bałam się jak diabli ale pomyślałam
        przeciez każdy poród jest inny, może mnie to nie spotkasmile Trafiłam do szpitala z
        sączącymi wodami i 2 cm rozwarcia połozli mnie na porodówkę i do 6 cm nie czułam
        nic kompletnie zero bólu i stresu pózniej delikatnie zaczęło boleć, ale wszystko
        było do wytrzymania po 3 godzinach urodziłam synka (pierwszy poród) bez zadnego
        znieczulenia i naprawdę szczerze mówiąc nie bolało!!! Nie słuchajcie tych
        opowieści bo są grubo przesadzonesmile
        Pozdrawiam
    • budzik11 Re: opowieści o porodach 02.11.06, 10:25
      Ja też napiszę, że było "fajnie" - pierwszy poród, bez znieczulenia, ale poszło
      szybko (poród przyspieszany oksytocyną, bo odeszły wody a nie było skórczów) -
      od pierwszych prawdziwych skórczów do urodzenia - 4 godziny. Jasne, że boli,
      ale to są krókie chwile bólu, między skórczami jest ok. Obiektywnie tylko
      napiszę, nie, żeby kogoś straszyć, ale poprostu tak było - najbardziej
      (bardzo!!) bolał mnie masaż szyjki macicy, bo nie miałam tez rozwarcia - ale to
      przecież nie każdego spotyka na szczęście. Nacięcie tez nie bolało, ani szycie
      (w znieczuleniu miejscowym). Ogólnie - mogłabym co miesiąc rodzić smile
    • cathy1976 Re: opowieści o porodach 02.11.06, 10:42
      ja rodzilam przez cc i musze powiedziec, ze to nie boli W OGOLE.

      i te historie, ze czlowiek dlugo dochodzi do siebie, ze rana boli, ze nie mozna
      chodzic- sa baaardzo przesadzone. Owszem troche boli- bo musi, ale po pierwsze
      mozna jesc srodki przeciwbolowe, a po drugie bez srodkow ten bol tez nie jest
      jakis straszliwy. Ja na drugi dzien juz normalnie chodzilam, bralam prysznic i
      zajmowalam sie córeczką (aczkolwiek nie moglam sie smiac, kaszlec i kichac- bo
      wtedy to czulam, ze mam brzuch pocięty smile

      Zresztą w nagrode dostaje sie cos tak cudnego i tak absorbującego, ze czlowiek
      nie do konca ma czas zajmowac sie sobą i myslec, ze go cos tam pobolewa smile
    • smocza.matka Re: opowieści o porodach 02.11.06, 11:11
      Nam na szkole rodzenia położna mówiła, że opowieści o porodach można podzielić
      na 2 grupy. A może inaczej, matki opowiadające, to albo cierpiętnice, które
      prawie umarły, tak straszny miały poród (poród to trauma najgorsza), i matki
      kamikadze, które przyszły, splunęły i dziecko wyskoczyło (poród to bułka z
      masłem). Pewnie takie (ekstremalne) porody się zdarzają, ale większość z nas
      będzie miała poród przeciętny: bolesny ale przecież znośny.
      Gdy opowiadam o moim porodzie wszyscy mają pozytywne wrażenia. I nie jedną
      koleżankę na jej własny poród z pozytywnym wrażeniem wysłała. Bo i ja od
      początku miałam dobre nastawienie (w końcu jestem kobietą - umiem urodzić
      dziecko, choć wcześniej tego nie robiłam), a tuż po porodzie pomyślałam, że
      chcę jeszcze raz, choćby zaraz. I staram się opowiadać o tym co pozytywne: o
      niestamowitej dawce hormonów, wspaniałej położnej, o mądrości mojego ciała, bo
      skurcze do końca miałam co 5 minut i dzięki temu miałam czas, aby odpocząć, o
      mężu który był przy mnie, wspierał mnie. Ale wiem, że mogłabym przedstawić mój
      poród dramatycznie i nie skłamałabym ani słowem, bo trwał 16 godzin, miałam
      bóle krzyżówe i brak szans na zzo, żygałam jak kot, miałam dreszcze, mąż nad
      ranem zasypiał i musiałam go budzić, aby podał mi wodę, nacięli mnie, pękłam,
      nacięli drugi raz... Tylko po co? W opowieściach brzmi to dużo gorzej niż w
      rzeczywistości. Mimo różnych przygód ani przez chwilę nie czułam, że ból mnie
      przerasta (choć nigdy w życiu nic mnie tak nie bolało) i nawet gdy na 8
      centymetrze zaczęłam mówić, że jestem już bardzo zmęczone (w koncu była 5.30 a
      ja rodziłam od 15) i chyba nie dam rady, to wiedziałam, że to kryzys, który
      minie i mąż też wiedział i ja wiedziałam, że on wie, więc tylko mnie
      pogłaskał...
      Cholera wzruszyłam się... Staramy się o drugie dziecko i już nie mogę się
      doczekać ciąży i porodu.
      Aha, nie jestem masochistką. Pamiętam mdłości i zgagi, pamiętam, że poród boli
      jak diabli... ale to wszystko pryszcz.
      • acsis kamikadze;) 06.11.06, 03:52
        No to ja jestem z tych co to spluna i po bóluwink
        w domu odszedł mi czpo wiec pomyslałm albo to już albo nie ale jest krew to
        tzreba to zbadać wieć zadzwoniłam do męża9za granicą był i powiedziałam ze chyba
        już)Po dwuch godzinach powiedziałm mamie któa oznajmiła, ze gdzie tam, mam isć
        spać. to poszłam sprawdzic torbe , ogolić się, wziełam prysznic i za dwie klejne
        godziny po zmierzeniu czetotliwosci skórczów powiedziałm, ze nie ma na co
        czekac. rodzina zaalarmowana, zrobili mi zdjecie na odchodnym i pojechalismy. w
        miedzyczasie maż zamaist czekac przy tel spał-bo jakoś nie wierzył ,ze rodze.
        Mama powiedziała ,ze nie rodze bo przeciez mnie nie boli. A ja cała zadowlona
        stwierdział, ze chyba jednak rodzesmile
        Przed drzwiami szpitala odeszły mi wody-idealnie-nie zalałam tacie
        autkawinkNiestety zielone wiec po długiej procedurze papierkowej wylądowałam na
        łóżku porodowym i było mi całkiem wygodnie. KTG, tlen(bardzo polecam, rewelacja,
        jakprzestawał lecieć od razu czułam sie gorzej)oksytocyna bo nie było na co
        czekać a rozwarcie jakies nie teges...W szpitalu byłam o 4 w nocy. Skórcze
        bolały jak okres(a okresy miałam przed porodem hardcorowe, kończące sie
        pogotowiem, wiec zaprawiona w bólu byłam).Rodzice pojechali do domu
        stwierdziwszy autoryetarnie , że do rana nie urodze to zdąza wrócic.No wiecie
        co!Za 15 8 zjawili sie lekarz i połozna, zaczeli sie przebierać i ktoś zapytał
        czy do 8 zdążę.Zdazy padłą odpowiedź więc mysle sobie-o rany-15 minut!kazano mi
        przeć w trakcie skórczów- 3 razy a potem rodzimy jak powiedziałą położna.OK.To
        mysle sobie-TERAZ BEDZIE BOLEć.ale nie bardziej niż wczesniej. zostałm
        pochwalona za dobre parcie(tez mi filozofiawink i przy 4 parciu wyskoczyło moje
        maleństwo(obecnie lat 3,5). opadłam z sił-no bo to mimo wszytsko wysiłek był-a
        ona do mnie- no to teraz jeszcze raz i łożysko.OOO myśle sobie-jak tak gładko
        poszło to zgodnie z opowieściami łożysko to dopiero bedzie ból.Nawet nie
        poczułamsmile Potem miły przystojny pan mnie 9podobno bardzo dobrze, acz
        długo)zszywał a w miedzy czasie położono mi malucha na klacie i to był absolutny
        CUD.Endorfinki napłynęły, juz nic nie czułam chocćchciało mi sie
        spoać.Zdrzemnęlam się i obudziałm w pokoju gdzie czekało na mnie sniadanie-super
        bo byłam głodna. dziecka nie pamiętam!ale chyba po prostu wtedy spało obok w
        łożeczku. REASUMUJĄC: było pięknie, jak wyciąganie ciastek z piekarnika!Choc nie
        skaakłam na piłce i nie kucałam jak mi sie marzyło, nie było ze mna NIKOGO
        bliskiego, mały był okrecony pępowiną i z zielonych wód, dostałąm oksytocynę po
        której podobno bardziej boli, przez 40 minut nikt do mnie nie zagladałi nie
        pytał czy sie zgadzam na naciecie- to nie mam do nikogo pretensji!Wręcz
        zprzeciwnie-polecam innym ten szpitalwink(Zaspa w Gdańsku)
      • kania_kania ja tez kamikadze :) 06.11.06, 11:26
        Syna rodzilam majac ledwo ukonczone 18 lat. Wszystkei starsze kolezanki, ktore
        juz byly po porodzie mowily, ze to tragedia, ze lekarze to rzeznicy, ze bol nie
        do wytrzymania.

        Biorac pod uwage fakt, ze jestem osoba o bardzo niskim progu bolu balam sie
        panicznie.

        A tu termin minal, skierowanie do szpitala lezalo na poleczce. 2 dni po terminie
        jakos pozno polozylismy sie wszyscy spac, juz polnoc dochodzila, gdy zgasilam
        lampke, tylko po to, zeby ja za chwile zapalic. I tak co chwile przez pol
        godziny. Az wreszcie mojego bylego szlag trafil i pyta co sie swiatlem bawie.

        Wyjasnilam mu, ze cos czuje i wydawalo mi sie ze to skurcze, ale czuje to co 7
        minut i wcale nie boli, wiec to na pewno nie skurcze. Zgasilam swiatlo i
        ulozylismy sie do snu. Mojego bylego jednak cos tknelo i po godzinie pyta czy
        wciaz czuje te "nie-skurcze". Czulam. Zmierzylismy co ile - co 5 minut.

        Moj byly wyskoczyl z lozka kazal mi sie ubierac i jedziemy na porodowke. A ja
        zaskoczona pytam, a po co?

        Dobrze, ze mnie tam zawiozl. Na porodowce wyladowalam o 2:30 w nocy z rozwarciem
        6cm. O 6:15 Mlody wyskoczyl ze mnie zupelnie bez mojego udzialu. Przez calosc
        rozwierania szyjki NIE CZULAM BOLU. Lazilam po porodowce, gadalam z poloznymi
        (bylam jedyna rodzaca). Pierwszy bol poczulam przy skurczach partych i tak sie
        przestraszylam, ze odmowilam parcia smile Na szczescie przytomna polozna przygiela
        mi glowe do klatki piersiowej i nacisnela na brzuch, ze Mlody wyskoczyl.

        Przy drugiej ciazy mialam silne skurcze przepowiadajace i gdy tydzien po
        terminie nie mogly sie zdecydowac, czy sa regularne, czy nie - pojechalam
        (oczywiscie w nocy) do szpitala. Rozwarcie na 2 cm, decyzja - ide spac na
        patologii. No wiec do 8 sobie drzemalam a o 8 obchod (nie wiem, czemu tak pozno,
        moze dlatego, ze to niedziela byla?) i decyzja - na KTG a pozneij na badanie.
        KTG chyba cos nie halo wyszlo, bo mi na kozetce lekarz zrobil badani i decyzja -
        porodow - 7cm.

        Znow sie ciezko zdzwilam. Ale coz, poszlam na porodowke a tam daj mi oksytocyne
        - Mloda zapetlona. 2 godzinki i chlup - tym razem z moim wspoludzialem urodzila
        sie Mloda.

        Przezylam horror, bo nie slyszalam jej placzu, tylko jek poloznej - "ale
        zapetlona". Po chwili jednak Mloda dala wyraz swojej dezaprobacie. Dostala 10
        pkt i od razu dossala sie do cyca.

        Porody wspominam milo, choc w "tamtych czasach" porod rodzinny to byly koszty na
        ktore nie bylo nas stac, nie bylo prywatnej opieki poloznej, nacinano kazda
        rodzaca (nawet mnie, choc moje dzieci wazyly ponizej 2800 g i w sumie nie bylo
        takiej potrzeby). Bylam otoczona fachowa opieka, moj ginekolog odwiedzal mnie.

        Teraz sie troche boje, bo wszystko sie zmienilo. Mam nadzieje, ze tylko na lepsze...

        Kania
    • mamusia79 Re: opowieści o porodach 02.11.06, 11:53
      no cieszę się, że kogoś pocieszyłam.
      Zapomiałam dodać, że do szkoły rodzenia nie chodziłam. Wystarczyło się wsłuchać
      w siebie! Jeszcze raz życzę lekkich porodów.
    • bad_dreams Re: opowieści o porodach 03.11.06, 18:45
      Jak ja zazdroszczę oczekujacym z utęsknieniem na widok swego dziecka, to
      najlepsza motywacja, zeby przetrwać poród. Ja zaczynam sie bać, zdecydowałam
      się na ZZO, wierzę, że pierwsze skórcze przetrzymam, spróbuję metod relaksacji,
      wizualizacji, z tym dam sobie radę. Co będzie jednak potem? Żadnym pocieszeniem
      ani nagrodą będzie efekt końcowy porodu. Skąd wziąć dobre nastawienie jeśli
      kojarzy mi się poród z upokorzeniem (choćby przez wcielenie w rolę pacjenta,
      poddawanie sie woli położnej, lekarza...)i straszną męczarnią, która prowadzi
      do niechcianych zmian w życiu? Czuję się przed tym porodem jakbym miała być
      zbrukana, pozbawiona czci, szacunku. Jeśli ktoś ma ochotę bluzgać na mnie,
      niech sobie odpuści. Jeśli ktoś do porodu nie chciał dziecka - proszę niech sie
      podzieli ze mna swoim doświadczeniem.
      • 30mama Re: opowieści o porodach 03.11.06, 20:06
        Słuchaj bad_dreams a może twój stosunek do tego dziecka zmieni się jak je już
        zobaczysz??? Mam nadzieję, że tak będziesmile
      • fankaborsuka Re: opowieści o porodach 03.11.06, 21:06
        masz dobre podejście. ja już w trakcie skurczy, gdy było naprawdę cięzko
        wymyśliłam sobie coś takiego, że tylko podczas pierwszych trzech oddechów
        skurcz jest b. ciężki a potem opada. Nie wiem czy tak było ale łatwiej było mi
        je znieśc licząc oddechy i wiedząc po którym będzie lżej.
    • superktosia Re: opowieści o porodach 03.11.06, 20:57
      a ja niestety napisze negatywnie. Urodzilam dokladnie 2 tygodnie temu. przed
      porodem bylam nastawiona calkowicie pozytywnie - mowilam "jakos to bedzie, tyle
      przezylo ja tez to przejde". wszyscy tu mowia o samym porodzie - jezeli chodzi
      o skurcze parte i samo wypychanie dziecka to ja to wspominam jako wrecz ulge i
      zbawienie czego niestety nie moge powiedziec o skurczach przedporodowych... to
      byl koszmar!!! zaczely sie o 4 rano w czwartek a zakonczyly porodem o 2 w nocy
      w piatek - bol byl taki ze plakalam, blagalam o znieczulenie ktorego nie
      dostalam i przeklinalam dzien w ktorym zaszlam w ciaze.

      w dodatku stracilam duzo krwi, dostalam anemie, przez caly piatek po porodzie
      nie moglam sie ruszyc z lozka o ile w piatek karmilam i spalam na zmiane o tyle
      juz w piatek w nocy zabrano ode mnie dziecko i karmiono je mlekiem
      modyfikowanym bo ja nie bylam w stanie tego robic.

      i niech mi nikt nie mowi ze nalezy wziac polowe z tego co mowie za prawde bo to
      byl dla mnie koszmar. juz teraz wiem ze jezeli kiedykolwiek zdecyduje sie na
      drugie dziecko (a bedzie to bardzo trudna decyzja) to urodze je tam gdzie mi na
      100% dadza znieczulenie.

      i na koniec pocieszenie: jak patrze na moja mala, w tej chwili spiaca kruszynke
      to tak naprawde zapominam o calym bolu i mam tylko ochote ja pocalowac w te
      malutkie raczki i stopki i nie chce jej opuszczac nawet na chwilke smile
      • mamusia79 Re: opowieści o porodach 03.11.06, 21:47
        bardzo mi przykro, że miałas ciężki poród, ale

        > i niech mi nikt nie mowi ze nalezy wziac polowe z tego co mowie za prawde bo
        to
        >
        > byl dla mnie koszmar.

        Moja droga ja nic nie wymyśliłam sobie, napisałam co widziałam. Na sali leżałam
        z kilkoma kobietami, większość miała podobne odczucia.
        Poza tym celem tego wątku było ... no domyśl się. Na pewno nie straszenie.

    • fankaborsuka Re: opowieści o porodach 03.11.06, 21:02
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=51491302
      • a.blaszyk-16 Re: opowieści o porodach 03.11.06, 21:08
        Ja generalnie to może śmieszne sama nie mogłam w to uwieżyc oraz cała nasza
        rodzina odziłam I faza 2 godz. II 15 min. po 4 dniach od porodu w domu już
        latałam jak oparzona ważny jest ruch przed porodem ja do końca pracowałam
        polecam i pozdrawiam.
        • superktosia Re: opowieści o porodach 03.11.06, 22:05
          ja tez do konca bylam ruchu i nie powiem bo gdyby nie silna anemia po porodzie
          to pewnie tez szybko doszlabym do siebie - zaraz po rozpuszczeniu sie szwow
          przestalo mnie wszystko bolec.
          moze gdyby mi przyspieszyli porod i te skurcze przedporodowe by mnie tak nie
          wymeczyly to tez sprawa wygldalaby zupelnie inaczej. ale juz po wszystkim i
          jestem szczesliwa mama slicznej Nataszki smile
    • viewiorka Re: opowieści o porodach 06.11.06, 10:59
      To i ja opowiem o swoim porodzie:
      Termin z OM miałam na 1 sierpnia, z USG na 12. Sama sobie wymyśliłam, że urodzę 5-ego. Do tego czasu siedziałam (a właściwie
      grałąm w karty) u mojej siostry w innym mieście, gdyż w moim był remont porodówki...
      6 sierpnia, gdy nadal nic się nie działo siostra zadzwoniła swojego gina - też była w ciąży, a mój gin z NFZ-tu, jej prywatny,
      więc same rozumiecie różnicę - i on powiedział, żeby jechać do szpitala, bo będę pod opiekąitp (już bym tego błędu nie powtarzała)
      W szpitalu wylądowałam więc w sobote. We wtorek o 22 zaczęły się skurcze, co 20 - 15 minut. O 24-ej zbadałą mnie położna,
      stwierdziła że szyjkajest niescentrowana i że urodzę w ciągu 1-2dni. Dała mi jakiś zastrzyk, po którym mnie bardzo d... bolała
      Potem skurcze ustały i usnęłam
      Rano przjechał mąż i siostra, wyglądałam okropnie, niewyspana etc. Siostra (żeby przyspieszyc?) obiecałą, że jak urodzę dzisiaj to
      dostanę litr wina malinowego, które właśnie robiła...
      Pojechali do domu, bo nie byłam zbyt rozmowna.
      O 14-ej zaczęły się znowu skurcze. Leżałam na łóżku i oddychałam tak jak na szkole rodzenia. Pomagało też stanie przy łóżku i
      kręcenie biodrami.
      O 17-ej zbadałą mnie lekarka i stwierdziłą rozwarcie na 1,5 palca - tomnie dobiło , bo rano gin stwierdził na 2 palce...
      Wyryczałąm się mężowi do telefonu, że niby co? Poród się cofa??
      Już nawet chciałam cesarkę, bo ile to może trwać? (nie bolało bardzo, ale męczyło mnie, że nie postępuje)
      Dodatkowo KTG NIC!! nie wykazało uncertain
      Po powrocie na salę (skurcze już, zresztą od 14-ej co 5 minut) podsypiałąm między skurczami, a jak przychodziły to się budziłam,
      oddychałam książkowo i nawet wtrącałam się w rozmowę (koleżanki miały gości smile
      Po 19-ej znów zbadałą mnie lekarka. Rozwarcie na 4 cm i wysłąła mnie do góry (na porodówkę) Co za ulga...
      Wezwałąm męża. Zapytał, czymoże sobie wiadomości obejrzec (akurat leciały)
      Nie pozwoliłam, ale i tak obejrzał.
      Na górze ruszyło się baaaardzo szybko. Położna mnie chwaliła, że ładnie oddycham, i mówiła, że należy mi się taki szybki poród.
      Zapytałam jeszcze, czy zdąże dziś urodzić (było ok 9-ej. Powiedziała, że nie wie.
      Lewatywka, przebicie pęcherza, badanie - jedno po drugim. Znów KTG. Miałm ze 3 silne skurcze, bardzo bolesne, reszta do przeżycia.
      Przyszła położna, zbadała mnie, powiedziała, że rozwarcie prawie pełne i zapytałą, czy nie mam skurczy partych. Powiedziałąm, że
      nie, więc weszła do pokoiku obok.
      Zniknęła za drzwiami a ja poczułam... parcie. Wysłałam męża po nią.
      Kazały mi zejść złóżka (???) i zaprowadziły do tegoż pokoiku, który okazał się salą do rodzenia. 15 minut parcia (nic a nic nie
      bolało, nawet skurczy nie czułam jak parłam) i Natalkka jest na świecie. Urodziła się o 22.25, więc litr wina wygrałam wink
      Fajna impreza tak wogóle. Najgorzej wspominam szycieuncertain
    • brasiunia Re: opowieści o porodach 06.11.06, 18:11
      ja też dobrze wspominam poród, pojechałam do szpitala tylko dlatego, że mąz
      mnie zmusił bo skurcze były co 5 min, w szpitalu troche sie wyczekaliśmy bo
      byla noc a jakos duzo porodów 9(a byłam tej nocy czwarta i personel miał juz
      dość), wiekszość czasu i chyba skurczów spedziłam w toalecie (nie wiem które to
      były skurcze, a które problemy jelitowe), byłam zdecydowana na ZZO ale nie
      zdążyli mi podać bo w ciągu 10 minut zrobiło sie pełne rozwarcie, opowieści o
      strasznych skurczach partych do tej pory wsadzam miedzy bajki, bo tak naprawdę
      mnie wcale nie bolało tylko miałam nieodparte wrazenie że coś ze mnie wypadnie
      i nic nie mogę zrobic żeby to powstrzymać. reasumując poród wspominam miło co
      wywołuje ciagle zdziwienie moich znajomych. mam nadzieję że drugi bedzie równie
      sympatyczny i może szybszy. dodam jeszce że poród nie był wcale krótki bo
      pierwsze skórcze czułam o 11 (w południe) a dziecko urodziło sie o 3 nad ranem,
      ale w miedzyczasie zdązyłam byc na zakupach (2 razy), ugotowac obiad, byłam u
      lekarza, w kosciele i zrobiłam jeszce bardzo dużo innych rzeczy. pozdrawiam
    • ankab29 Re: opowieści o porodach 06.11.06, 18:52
      A ja wolałabym jednak posłuchać i poczytać troche opowieści o porodach zanim
      wylądowałam na porodówce...Rodziłam 6 mies temu. Nie miałam pojęcia co mnie
      czeka i z perspektywy czasu wolałabym jednak wiedzieć, czego można się
      spodziewać...Zwłaszcza po personelu szpitalasad( Ja akurat źle trafiłam i
      żałuję, że nie chciałam słuchać rad bo zgrywałam twardzielkę.I niepotrzebnie
      sie nacierpiałam. Z zegarkiem w ręku od odpłynięcia wód do porodu 12h + mega
      chamski i nieludzki personel. Czasem lepiej posłuchać nawet tych "kolorowanych"
      historii i po przedzieleniu na pół zadbać o to, żeby poród był pozytywnym
      przeżyciem. Mimo wszystki wierzę, ze może taki byćsmile
      • mamusia79 Re: opowieści o porodach 06.11.06, 19:00
        strasznie Ci współczuje. Choć nie wiem w czym by Ci pomogły straszenia, na
        pewno nie czułabyś się od nich lepiej. No a chamski personel to już pech,
        naprawdę współczuję. Ja od opowiadających uciekałąm gdzie pieprz rośnie. A jak
        już słyszałam o umieraniu dzieci podczas porodów to mówiłam, że sobie nie życzę
        takich rozmów w mojej obecności., Na pewno nikt nie byłby od tego zdrowszy. A
        na personel, mam nadzieję złożyłaś skargę?
        • ankab29 Re: opowieści o porodach 10.11.06, 20:13
          Nie składałam oficjalnej skargi niestety...Nawet o tym nie myslałam...bo
          dochodziłam do zdrowia 3 miesiące.A chyba powinnam załatwić to oficjalnie. Na
          forum szpitale wystawiłam szpitalowi, w którym rodziłam obiektywną opinię.
          (Lublin,Lubartowska-ku przestrodze)
          I w sumie nie musiałam słuchac opowieści Mam leżących w szpitalu. Tam po
          prostu sala przedporodowa (leżałam na niej z komplikacjami 2 razy) jest tuż
          obok porodówki...więc po prostu wszystko było słychać.Brr, ani jednej nocy nie
          przespałam.
          Ale zdarzały się dziewczyny, które wyjeżdżały z porodówki po 2 godzinach z
          uśmiechem na ustach i z zerowymi oznakami zmęczenia. Więc poród nie musi byc
          koszmaremsmile
        • ankab29 Re: PS 10.11.06, 20:24
          Wiem doskonale, że straszenia nic by mi nie pomogły. Wiedziałabym jednak
          czego sie mogę spodziewać w poszczególnych fazach porodu i jak zareagować na
          opieszałość personelu(dużo czytałam na temat porodu i ciąży ale jednak to nie
          wystarczyło)- a tak myślałam, że 12 h to "normalna rzecz" przy pierwszym
          porodzie. I zamiast sie męczyć po prostu zbluzgałabym te baby ile wlezie
          walcząc o moje prawa jako pacjentka...A tak to potraktowały mnie jak kobyłę a
          nie człowieka. Przy drugim dziecku powalczę o ludzkie traktowanie choćbym miała
          wjechac na porodówkę z ukryta kamerąsmile)) albo straszyć zapyziałe położne
          TVN`emsmile))Pozdrawiam wszystkie przyszłe Mamy i zyczę troskliwego i przyjaznego
          personelu przy Waszych porodach.
    • kiniak22 Re: opowieści o porodach 06.11.06, 19:00
      ja rowniez mialam przyjemnosc rodzic z taka jedna Pania X Ona lezala na
      porodowce juz druga dobe ja dopiero przyszlam, mialysmy skurcze w tym samym
      czasie jednak u niej poszlo zdecydowanie szybciej, kiedy ja dzielnie zaciskalam
      zęby ona jeczala zwijala sie z bolu i cuda wyprawiala bo tak ja bolalo, podczas
      ostatniej fazy porodu ona plakala i jeczala a wszystko trwalo moze pol godziny i
      po sprawie potem juz tylko odpoczywala, kiedy ja zaczelam przec trwalo to jakies
      40 minut, peklam zostalam nacieta, polozna zszywala mnie dobra godzine jak nie
      dluzej bo ciagle gdzies cos puszczalo i pekalo od nowa, cierpialam w ciszy, w
      koncu znalazlam sie na sali poporodowej i mialam przyjemnosc znowu spotkac pania
      X. ona juz chodzila siedziala normalnie na lozku a ja nie bylam w stanie sie
      ruszyc, i kiedy ja odwiedzily kolezanki uslyszalam raczej moja wersje porodu niz
      jej no ale coz kazda kobieta czuje inaczej i moze ona to wlasnie w ten sposob
      odczuwala swoje cierpienie
    • mmaadzia Re: opowieści o porodach 10.11.06, 20:30
      Ja urodziłam dwóch dorodnych synów sn i powiem jedno miałam szczęście, nie było
      źle, poprostu jakoś było. Pozdrawiam, wiem jednak że inne kobietki cierpią i to
      fakt. A z psychologii każdego człowieka wynika że mamy skłonność koloryzować
      pewne sprawy może rzeczywiście chcemy poczuc się bohatersko... życie
      • lulaa111 Re: opowieści o porodach 10.11.06, 21:06
        u mnie bole pojawily sie rano 13 wrzesnia,na ktg nic nie wychodzilo,nie zostalam
        w szpitalu bo ich nienawidze,wieczorem z bolami znow na ktg i nic,zadnych
        skurczy i rozwarcia,wrocilam do domu i cala noc wylam z bolu i ze zmeczenia.rano
        spakowana zjawilam sie w szpitalu..niwielkie skurcze i rozwarcie na 1,5 cm,nie
        chcialam oxy bo sie balam ze wywola mnie czestoskurcz....meczylam sie na wlasne
        zyczenie do polnocy...caly czas byl ze mna moj facet,masoal,calowal,bylo mimo
        tego bolu naprawde super...o polnocy bylam prawie z pelnym rozwarciem,skurczami
        partymi(to jest najgorszy bol)...i kurde nie moglam urodzic...kiedy kazala mi
        przestac przec bo nie ma penego rozwarcia nie wytzrymalam...taki wstyd...po
        tylunastu godzinach z tymi bolami przestalam panowac nad soba....tak bardzo mnie
        wtedy bolalo,zaczelam tak krzyczec,wyzywac wszystkich wokol....Bogu ducha
        winnych...krzyczalam zeby zrobili cesarke i...zrobili...15 wrzesnia o 00.40
        przyszla na swiat moja coreczka.Takze moge powiedziec ze rodzilam dwa dni i
        narobilam sobie takiego wstydu w szpitalu ze hej!!!juz nigdy sie tam nie pokaze
        wink))
    • masumi2006 Re: opowieści o porodach 10.11.06, 21:07
      Jasne,że fajnie.Zważywszy na to,że ból jest nieziemski i czasem ma się
      wrażenie,że się odlatuje do Bozi,to jest cudownie.No litości kobity.Ja nie
      mówię,że trzeba straszyć jedna drugą,opowiadać cuda-wianki,ale bez
      przesady.Poród nie jest tak fantastycznym przeżyciem jak działanie mające na
      celu poczęcie dzieckatongue_out
    • masumi2006 Re: opowieści o porodach 10.11.06, 21:20
      I jeszcze jedno.Autorka wątku pisze o Pani X,która przyszła ze skurczami.Skąd
      wiesz ile one trwaly i czy owa Pani X nie wliczyła ich w przebieg porodu?Poza
      tym chciałam zaznaczyć,że nie możesz powiedzieć,że Wasze porody były
      porownywalne.chyba jezeli chodzi o czas trwania samego porodu odkąd
      znajdowałyście się na łóżku dla rodzącej.Poza tym Pani X mogła mieć inaczej
      ulożone dziecko,inne wymiary ginekologiczne,czy jak to tam się nazywa itp.Więc
      zamiast ją tu wyśmiewac,może zastanów się czy aby do końca masz rację w swoich
      osądach.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka