asheeda Re: Cud narodzin 20.11.06, 10:46 O tak! Oby więcej takich pozytywnych relacji Odpowiedz Link Zgłoś
ewo_lucja Cud narodzin 26.11.06, 13:01 Wzruszyłam się... Marzyłam o takim porodzie... Ale ja swój wspominam zupełnie inaczej, niestety. Szpital, gdzie do parcia trzeba się położyć na wznak, trzy dawki oksytocyny i skurcze, które mimo tego "wspomagania" po położeniu się na wznak natychmiast zanikały, położna, która miała do mnie pretensje, że nie mam skurczów, a ostatecznie cesarskie cięcie bez męża obok i synek przytulony na chwilę do mojego policzka dopiero po kilku minutach od wyjęcia go z brzucha... A potem moja walka z krwotokami (macica nie chciała się kurczyć), przetaczanie krwi, blada i spuchnięta twarz, a synek sam gdzieś na oddziale noworodkowym. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze, synek zdrowy i cudowny skończył niedawno pół roku, ja szybko wróciłam do formy. Tylko tych niespełnionych marzeń o cudzie narodzin żal... Nie było mi dane ich spełnienie. ŻAL. Odpowiedz Link Zgłoś
s.poline Re: Cud narodzin 15.12.06, 09:45 czytam ten list i również płaczę ze wzruszenia Już kolejny raz, bo to ja jestem jego autorką miłe zaskoczenie, że przypadkiem znalazłam go na stronie! Odpowiedz Link Zgłoś
moofka Re: Cud narodzin 15.12.06, 10:29 bardzo sie ciesze, ze i tak moze byc, bo tak powinno byc a ja swoj porod wspominam strasznie niestety coreczke masz pprzesliczną Odpowiedz Link Zgłoś
natalka1978 Mam łzy w oczach... 15.12.06, 12:35 i szczerze zazdroszczę, ponieważ mój poród był koszmarem- rodziłam w Poznaniu, na Polnej ;-( Odpowiedz Link Zgłoś
eliszka25 Re: to ja dodam cos od siebie :-) 16.12.06, 12:51 gratuluje coreczki, sliczna dziewczynka porod mozna wspominac wlasnie tak, jak ty. ja swoj tez wspominam bardzo dobrze, ale ja nie rodzilam w polsce. od kilku lat mieszkamy w szwajcarii, tu zaszlam w ciaze i tu rodzilam. dzien po terminie poszlam na kontrole do szpitala. podczas usg okazalo sie, ze mam zbyt malo wod plodowych. poniewaz jeszcze tydzien wczesniej wszystko bylo w porzadku, lekarka doszla do wniosku, ze prawdopodobnie wody mi sie sacza, bo ja nic nie zauwazylam. wspolnie zdecydowalysmy, ze lepiej bedzie nie czekac, tylko wywolywac. wrocilam do domu wrzucic do walizki ostatnie drobiazgi i wieczorem stawilam sie w szpitalu. zostalam zbadana przez polozna, pobrano mi krew do badan, przyszla lekarka sprawdzic, jak sie czuje. ok. 1 w nocy dostalam oksytocyne, ale nie kroplowke, tylko tabletke - dopochwowo. polozna powiedziala, ze teraz spokojnie moge sobie spac do rana, bo zanim cos sie zacznie, to potrwa przynajmniej 6 godzin. odprawilam wiec meza do domu i ok. 2 zasnelam. 2 godziny pozniej obudzil mnie bol brzucha. poszlam do ubikacji, pochodzilam jakies pol godziny, ale bol sie wzmagal. zadzwonilam po polozna, podlaczyla ktg i spacerowalam sobie nastepne pol godziny z kabelkami zwisajacymi z brzucha . okazalo sie, ze skurcze mam juz dosc mocne i czesciej niz co 5 minut. zadzwonilam po meza. zapytalam o zzo, ale polozna namowila mnie na probe odprezenia sie w wodzie zanim bede miala odpowiednie rozwarcie, wiec przeszlysmy do sali z wanna. weszlam do wody, zaraz potem przyjechal maz. w wodzie bylo mi bardzo przyjemnie, choc bol wydawal mi sie jeszcze bardziej odczuwalny. jednak woda sprawiala, ze zdecydowanie latwiej bylo mi zmieniac pozycje i poruszac sie tak, zeby maluszek odpowiednio wchodzil do kanalu rodnego. "pluskalam" sie wiec w wannie z podlaczonym do brzucha bezprzewodowym ktg. ok 7 zapytalam ponownie o zzo, bo bol juz dawal mi sie niezle we znaki i balam sie, ze jak bedzie silniejszy, to nie dam rady. polozna sprawdzila rozwarcie i okazalo sie, ze juz 7 cm, choc godzine temu byly 2. na zzo bylo juz wlasciwie za pozno, ale dzieki temu nie musialam wychodzic z wody, w ktorej bylo mi naprawde dobrze. chwile potem przyszla dzienna zmiana poloznych i zapytano nas, czy zgadzamy sie, zeby moj porod poprowadzila dziewczyna, ktora zdaje egzamin na polozna. zgodzilismy sie i tym sposobem mialam przy porodzie mloda polozna, dwie polozne egzaminujace i co chwile zagladala tez lekarka. obsluga lepsza, niz w prywatnej klinice za wielkie pieniadze . polozne byly bardzo mile, a ta mloda dziewczyna naprawde sie starala i duzo mi pomogla. dwie pozostale donosily mi nawet herbate a mezowi kawe . najgorszy byl moment, kiedy rozpoczely mi sie skurcze parte. czulam, ze musze przec, ale nie mialam jeszcze pelnego rozwarcia i polozna mowila, ze mam zmieniac pozycje, ale probowac nie przec. robilam co kazala, i wkrotce potem bylo 10 cm. ulga, wreszcie moglam przec. po kilku parciach, kiedy maluszek wystawial glowe, a gdy skurcz minal, chowal sie spowrotem, lekarka przytrzymala mi brzuch podczas skurczu i udalo mi sie urodzic glowke. przy nastepnym skurczu nasz synek wyplynal do wanny i otworzyl oczy. polozna polozyla mi go na brzuchu, przykryla ogrzanym recznikiem i chwile tak sie do siebie przytulalismy az urodzilo sie lozysko. pozniej bylo mierzenie, warzenie itp. polozne pomogly mi wyjsc z wody i przejsc na lozko, gdzie bylam zszyta. chwile potem znow dostalam mojego maluszka, ktory probowal ssac piers. polozna zrobila zdjecie szczesliwej rodzinki i odcisnela stopki naszego synka. pozniej dostalismy karte z gratulacjami, na ktorej byly wlasnie te odciski i nasze wspolne pierwsze zdjecie wspominam moj porod bardzo dobrze i cieplo, bo bylo to dla nas radosne przezycie, choc podszyte strachem i bolem. mimo, ze nie dostalam zadnego znieczulenia, bol wcale nie byl taki straszny, jak to sobie wyobrazalam. Odpowiedz Link Zgłoś
iwonia2 Re: to ja dodam cos od siebie :-) 16.12.06, 13:33 wspaniala relacja ku pokszepieniu serc przyszlych mam.pozrawiam . Odpowiedz Link Zgłoś
s.poline Re: Cud narodzin 16.12.06, 18:44 cieszę się, że mogłam dać Wam nadzieję na taki poród, i życzę Wam tego z całego serca!!! Odpowiedz Link Zgłoś