Dodaj do ulubionych

studenci przy porodzie - o zgrozo!!!

06.12.06, 16:07
chciałabym przestrzec wszystkie przyszłe mamy: Dziewczyny jeśli zamierzacie
lub musicie rodzić w szpitalu klinicznym dla własnego dobra pamiętajcie: nie
zgadzajcie się na poród ze studentami, zaznaczcie to pisemnie przy
przyjmowaniu do szpitala, poinformujcie o tym lekarza i położną. Oszczędzi to
Wam naprawde wielu nieprzyjemności i przykrych sytuacji, kiedy to pryszczaty,
przeziębiony student(najczęściej jest ich trzech) wkłada Wam ręce między nogi
albo co gorsza głośno komentuje wraz z kolegami twoje wysiłki przy porodzie.
Pamiętaj, że RODZIĆ PO LUDZKU TO NIE PRZYWILEJ!!!11
Pozdrawiam i życzę szczęśliwego macierzyństwasmile
Obserwuj wątek
    • budzik11 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 06.12.06, 16:12
      Ja nie rodziłam w szpitalu klinicznym, tylko w zwykłym, powiatowym i byli przy
      porodzie dwaj praktykanci. Nikt mi nic nie wkładał, tylko patrzyli jak połozna
      mnie bada, potem byli przy samym porodzie, przy szyciu. Nie przeszkadzali mi w
      niczym, byli dyskretni i nic nie komentowali.
      Każda kobieta chciałaby żeby jej poród odbierał świetny specjalista. A gdzie ci
      biedni studenci mają nabywac praktyki? Na lalkach się mają uczyć? Bez przesady,
      to nie są amatorzy z ulicy, tylko studenci medycyny albo lekarze na praktyce.
      Bądźmy wyrozumiałe.
      • ma.pi Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 06.12.06, 16:21
        A rodzilas sama czy z mezem (osoba towarzyszaca)? I ta osoba nie mogla ich do
        pionu sprowadzic? Bo, ze Ty nie mialas sily z nimi dyskutowac to rozumie.

        Ja dwa razy rodzilam przy studentach. Za kadym razem pytali sie czy moga byc.
        Byli mili, kulturalni i bardzo pomocni. Nawet na koniec pstrykneli sobie
        zdjecie z nowonarodzonym (oczywiscie za moim pozwoleniem).

        Takze nie wszyscy studenci to cwoki :o)

        No i gdzies sie uczyc musza coby nasze corki mogly bezpiecznie rodzic :o)

        Pozdr.
      • aleksandra1977 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 06.12.06, 16:23
        Zgoda, niech się uczą, ale chęć zdobywania wiedzy powinna iść w parze z kulturą
        i poczuciem taktu.
        • iwonia2 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 06.12.06, 16:46
          Przy moim porodzie byla jedna studentka,ktora przezywala moj porod na rowni ze
          mma mam na mysli -wzruszenie.Nigdy nie byla swiatkiem porodu naturalnego jakos
          zawsze udawalo jej sie byc przy cesarkach taki porod zrobil na niej ogromne
          wrazenie.Nie czulam aby jej obecnosc byla dla mnie zazenowaniem przeciez to
          takie naturalne.
      • mka.z111 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 07.12.06, 09:40
        Słuchajcie dziewczyny ja doskonale rozumiem autorkę tego ostrzeżenia. Mam termin
        na styczeń, mój mąż jest lekarzem i nigdy w życiu sie nie zgodzimy na obecność
        studentów albo stażystów przy naszym porodzie. Jasne, że mogłaby mi się trafić
        jakaś przemiła studentka, ale po co ryzykować, że będzie to trzech chamów????
        Wierzcie mi, wiem co piszę. A z drugiej strony ciekawe ile pań lekarek albo żon
        lekarzy miało studentów przy porodzie?????????? Ja nie zamierzam narażać siebie
        a tym samym i mojego dziecka na dodatkowy stres poza tym nie mam zapędów
        ekshibicjonistki i umiłowania do tłumusmile
        Pozdrowienia dla Marty - 3maj sie dzielniesmile
      • marta.zuk Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 07.12.06, 10:54
        Witajcie ponownie
        Bardzo sie cieszę, ze mój post wywołał zainteresowanie.Napisałam go w imieniu
        mojej starszej siostry, która sama nie była w stanie tego zrobić.
        Nie miałam zamiaru ani obrażać żadnych studentów czy studentek ale tylko ostrzec
        inne kobiety przed konsekwencjami udziału osób trzecich w porodzie. Moim zdaniem
        poza mężem, lekarzem i położną nikt nie powinien ingerować w to bardzo intymne
        wydarzenie.
        • kiniak22 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 07.12.06, 11:32
          kiedy ja rodzilam to byli obecni studenci i studentki i nikt nie zapytal mnie o
          zdanie czy sie zgadzam chociaz jak sobie o tym pomysle to wtedy bylo mi juz
          wszystko obojetne byle by sie juz to skonczylo, jednak roznica chyba jest taka
          ze zaden student mnie nawet nie dotknal i tylko sie przygladali calej akcji
          porodowej, ale coz, trafilo ci sie na nieprzyjemne zdarzenie chociaz powinni sie
          zapytac czy sie zgadzasz na takiego studenta, jednak trzeba wziac pod uwage ze
          student to przyszly lekarz, a inaczej niz przez praktyke to doswiadczenia nie
          zdobedzie
    • agaw00 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 06.12.06, 17:31
      miałam takie same podejści nawet zrobiłam awanturę w szpitalu choc nie dostałam
      facetów tylko dwie młode kobitki ktore skakaly przy mnie z byle powodu az do
      momentu gdy zaczeło mnie tak napier....ze nie mogłam racjonalnie myslec a meza
      nie chcieli jeszcze wpuscic(brak 4 cm i regularnych skurczy) i nadeszła zmiana
      przyszła jedna zalekniona przemiła studenta....boze wycierała mi czoło podawała
      pic przenosiła mega toboły jak zwolniła sie sala do porodów rodzinnych(rodziłam
      podczas pełni wiec był tłok;wink)
      dziewczyny nic mylnego studentki mowie o kobietach to mega pomoc...ta
      dziewczyna mnie przemywała badała delikatniej niz nie jedna połozna skakała
      nawet przy moim spanikowanym mezu chodziła po połozne wrzeszczała na
      anestezjologa zesie ociagasmile)) mówie wam to była jedyna taka zyczliwa osoba
      która nie uwazała ze sie panikuje tylko wspólczuła ibyła bardzo taktowna
      dziekuje bogu ze ją miałam nawet na piłce mnie asekurowała no dosłownie wszytsko
      • elza78 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 06.12.06, 17:39
        chyba na stronie rodzic po ludzku gazety jest list kobiety o studencie ktory
        byl z nia podczas porodu i byl strasznie pomocny...
        studenci to nie bydlo, oni na prawde najczesciej wspominaja ten moment
        (pierwszego odebranego porodu) przez dlugie lata i zazwyczaj sa bardziej
        pomocny niz lekarz poloznik ktorego czesto zzera rutyna...
        pamietam mojego dziadka - byl lekarzem, jako najmilsze wspomnienie ze studiow
        medycznych zapamietal pierwszy odebrany porod u kobiety ktora byla pierwiastka
        i miala 45 lat mowil ze dla takich chwil, kiedy na swiat przychodzi zdrowe
        dziecko kiedy sie komus pomaga warto byc lekarzem, wiec nie zawsze ci studenci
        sa tacy straszni jak sie o nich pisze... na kims sie musza uczyc smile
        szczerze - wolalaby na trakcie porodowym miec nad glowa kilka przyjaznych
        niezrutynialych duszyczek chetnych do pomocy niz zwijac sie sama podlaczona do
        ktg przez x godzin...
        • elza78 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 06.12.06, 17:41
          autorka watku pisze "po ludzku" wlasnie ci studenci sa czesto o wiele bardziej
          ludzcy niz caly personel szpitala...
          • b.bujak Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 06.12.06, 18:01
            elza78 napisała:
            wlasnie ci studenci sa czesto o wiele bardziej
            > ludzcy niz caly personel szpitala...


            właśnie!!!
            ja mialam taka sytuacje - podczas szycia krocza lekarz ignorowal moje prośby o
            uregulowanie podnozków, wrzeszczal tylko, ze sie wierce a ja rzeczywiscie sie
            wiercilam, bo skręcaly mnie skurcze nóg.... dopiero obecny przy tym stażysta
            zlitowal sie nade mną, ustawil mi solidnie podnóżki i było już dobrze smile
            stażysci byli obecni podczas badan w szpitalu (na patologii ciąży), podczas
            porodu - nigdy nie odczułam negatywnie ich obecnosci - zawsze grzecznie,
            dyskretnie, nie wykonywali badan a tylko przyglądali sie z boku;
            to byl wojewodzki szpital ginekologiczno-polozniczy - nie kliniczny
        • niemyte_mohery Zalezy od czlowieka.. 06.12.06, 17:56
          Lata temu moja przyjaciolka miala pecha rodzic po staremu w Wojskowj Akademii
          Medycznej w Lodzi. Przy jej porodzie asystowala banda mlodych macho tzw.
          studentow medycyny ktorzy ja dolowali jak tylko mogli malo wybrednymi tekstami:
          trzeba ja dorznac albo zakneblujcie ja bo juz nie wyrobie. Moze to specyfika
          tej wlasnie uczelni. Milo sie czyta, ze sa studenci ktorzy pomagaja rodzacym i
          traktuja je jak ludzi. Oby takich wiecej.
          • szanania Re: Zalezy od czlowieka.. 06.12.06, 18:07
            Nie bardzo rozumiem sformułowanie "pryszczaty student". Brak pryszczy na twarzy
            gwarantuje - jak mniemam - kompetencję i wysoką kulturę osobistą??? Gdyby
            pryszczy nie miał to jeszcze byś mu darowała?? Żałosna jest Twoja wypowiedź,
            wiesz? a burza hormonalna bynajmniej niczego nie usprawiedliwia.
            • niemyte_mohery Re: Zalezy od czlowieka.. 06.12.06, 19:36
              nic w mojej wypowiedzi nie bylo o "pryszczach".
            • amwaw Re: Zalezy od czlowieka.. 06.12.06, 20:13
              Wypowiedź autorki absolutnie nie żałosna.Twoja wręcz przeciwnie.
              Wypowiedź usprawiedliwia nie tyle burza homonalna co poniżenie jakiego doznała w
              najbardziej bolesnej, najważniejszej, i, jak być powinno, najpiękniejszej chwili
              życia.

              Problem z tymi "pryszczami" masz czy co?Polecam wizytę u dermatologa a nie
              spełnianie się na forum..
    • reszka2 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 06.12.06, 18:11
      Ja uważam, że kobieta rodząca ma prawo się nie zgodzić na obecność osób
      trzecich. Bo ma. Ale tez nie ma ani powodów do histerii (nigdy, pisemnie,
      nieprzyjemności itd).

      Kiedy ja miałam staże na położnictwie, to my, studenci, musielismy poprosic
      rodzacą kobietę, aby pozwoliła nam na uczestnictwo w przyjściu na świat swojego
      dziecka. Bylismy zaszczyceni, kiedy rodząca zechciała się z żółtodziobami
      podzielić tym nieprawdopodobnym wydarzeniem. Nikt z nas sie nie obrażał, jeśli
      nie chciała, w każdej chwili mogła też wycofać swoją zgodę. Ale nigdy sie nie
      zdarzyło, żeby to zrobiła. Pamiętam jak cała nasza grupka (3 osoby) chlipała w
      kitelki wraz ze świezo upieczona mamusią, podziwiajac różową nowonarodzoną
      Emilkę... Oraz pod niebiosy chwaląc dzielna mamusię...
      Oczywiście nie mam tez najmniejszych wątpliwości, że trafić mozna na chamskiego
      studenta, tak jak trafisz na chamskiego lekarza, za co trzeba by było takiemu
      uciąć nie powiem co... Ale nie można zakładać że wszyscy tacy są. Wiekszość boi
      się bardziej rodzących, niz rodzące ich...
    • bibka764 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 06.12.06, 20:36
      Witam!
      Nie chcicialabym byc niegrzeczna ale chyba jestes slabo poinformowana o
      znaczeniu nazwy "szpital kliniczny". Wyjasniam: to szpitalm, ktory jest czescia
      akademii medycznej i ma obowiazek szkolic studentow. Kazdy pacjent przyjety do
      takiego szpitala tzw."kliniki" powinien sobie z tego zdawac sprawe. Lekarze tez
      musza gdzies zdobywac doswiadczenie.
      Pozdrawiam
      • marweg25 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 07.12.06, 09:11
        Weź po uwagę, że niektóre kobiety nie mają wyjścia. Muszą rodzić w szpitalu
        klinicznym, gdyż tylko ten szpital w danym mieście ma sprzęt do ratowania
        wcześniaków. Trudno jednak, żeby z tego powodu kobieta była pozbawiona
        podstawowych praw. Zawsze powinna mieć możliwość odmowy udziału studentów
        podczas badania i porodu. Jednej nie przekadza tłum przy porodzie i obchodach
        lekarskich innym przeszkadza i trzeba to uszanować. Wszystko za zgodą pacjenta.
    • uffa1 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 06.12.06, 20:39
      W czasie porodu wszedl lekarz i zapytal czy moze wejsc 3 studentow. Przyszli,
      zachowywali sie bardzo taktycznie, obejrzeli wynik ktg. Przeprosili i wyszli.

      Nie uwazam aby zabraniac im wchodzenie na sale porodowa. W koncu gdzies sie
      chyba musza uczyc...
      • ithilhin Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 06.12.06, 23:54
        uffa1 napisała:

        > W czasie porodu wszedl lekarz i zapytal czy moze wejsc 3 studentow. Przyszli,
        > zachowywali sie bardzo taktycznie, obejrzeli wynik ktg. Przeprosili i wyszli.

        dziekuje za poprawienie humoru. wyobrazilam sobie tych studentow z mapa
        ustalajacych taktyke zanim weszli do sali smile

        ps. wiem, ze chodzilo o to, ze byli taktowni. nie czepiam sie, nie krytykuje,
        nie wysmiewam - po prostu fajnie Ci wyszlo to przejezyczenie big_grin
        dzieki!
    • owieczka30 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 06.12.06, 21:01
      Jakiś czas temu rodziłam na Karowej w Warszawie i muszę powiedzieć że studenci to najmilsza rzecz jaką pamiętam i to zarówno z pobytu na patologii jak i z samego porodu
      • eliszka25 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 07.12.06, 00:33
        przed porodem usg robil mi student i dzieki temu, ze lekarka wszystko dokladnie
        mu objasniala, po raz pierwszy zobaczylam dokladnie wszystkie czesci ciala i
        narzady mojego maluszka smile. w trakcie porodu polozna spytala, czy moze przyjsc
        dziewczyna, ktora bedzie zdawala egzamin na polozna podczas mojego porodu.
        zgodzilismy sie i dzieki temu mialam przy porodzie ja, dwie polozne, ktore ja
        egzaminowaly i co chwile przychodzila tez lekarka. czyli "obslugiwaly" mnie 4
        osoby smile. wspominam to bardzo milo, bo dziewczyna naprawde sie starala i
        pomogla mi bardzo. mam nadzieje, ze zdala ten egzamin na jakas dobra ocene, bo w
        moich oczas spisala sie naprawde super.
        • deela a jak maja sie nauczyc> 07.12.06, 01:08
          na gumowych lalkach czy jak?
          mnie szyl lekaz stazysta i jakos zyje
          a usg w szpitalu robila mi studentka i bardzo dobrze, lekarz jej wszystko pokazywal i ja tez w koncu sie dowiedzialam co i jak na tym ekraniku
          nie mialabym nic przeciwko studentom przy porodzie no ale trafilo mnie cc
          • michasia24 niech sie uczą ale nie na mnie!!! 07.12.06, 08:52
          • pytia74 Re: a jak maja sie nauczyc> 07.12.06, 09:22
            To ja chyba jestem jakas dziwna bo trzy osoby dodatkowo, ktore obserwuja moj
            porod to dla mnie nie do pomyslenia nie mowiac juz o badaniu itp. Wiem, ze ci
            ludzie sie musza nauczyc, ale przy moim porodzie chcialam jak najmniej osob
            nawet tych z personelu i specjalnie szukalam szpitala, ktory zapewnia jak
            najwieksza intymnosc. No moze pozwolilabym najwyzej na obecnosc przy mnie
            stazystki poloznej.
            • deela nie badzcie takie wrazliwe <rotfl> 08.12.06, 00:41

      • nini6 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 07.12.06, 10:21
        No ładnie, studenci to "rzecz" smile)))
    • pasikonik10 Marto, 07.12.06, 09:21
      Przykro mi ze miałas takie niemiłe doświadczenia- przykro mi tym bardziej iż
      nie tak dawno i ja byłam studentką i stałam "po tej drugiej stronie"...
      Mogę cię zapewnić iż nigdy nie interesowały mnie "walory anatomiczne" pacjenta
      a konkretny problem, z którym przychodzi... i teraz jest tak nadal...
      Pamiętam nasze zajęcia na stażu i wspominam je bardzo miło- nikt nas nie
      wyganiał, każda z położnic doskonale rozumiała, ze to jest dla nas czas na
      naukę... Wszelkie "procedury" staraliśmy się przeprowadzać możliwie najbardziej
      delikatnie. ale tez staliśmy obok i czasem było się jedyną osobą która
      przyniosła cos do picia (bo rodziła sama np)
      Wiem ze poród jest intymna chwilą, ale - może to zabrzmi brutalnie- na kimś Ci
      studenci musza się uczyć... I takie same praktyki przeszedł niewątpliwie i Twój
      ginekolog.
      Więc ten "pryszczaty, przeziębiony student" kiedyś będzie również lekarzem...
      Co do kultury osobistej- nie będę się wypowiadać- dotyczy ona wszytskich- po
      jednej i po drugiej stronie...
      • pasikonik10 Re: Marto, 07.12.06, 09:24
        Chciałabym dodać jeszcze jedno... i może tego nie zrozumiesz... było kilka
        porodów przy których i ja się popłakałam ze wzruszenia...Było kilka rodzących
        do których miło było mi zajrzeć następnego dnia i zapytac sie jak sie czują...
        • pytia74 Re: Marto, 07.12.06, 09:43
          Witam, wiem, ze stazysci i studenci musza sie na kims uczyc i wsrod nich sa
          ludzie wrazliwi i o wysokiej kulturze osobistej ale ja z kolei rozumiem
          doskonale autorke tego tematu. Jezeli ona sie nie spodziewala obecnosci osob
          dodatkowych przy swoim porodzie a jest osoba bardzo wrazliwa to wierze, ze
          moglo to byc traumatyczne przezycie niezaleznie od tego czy studenci zachowywali
          sie kulturalnie czy nie. Ja wlasnie naleze do takich osob, dla ktorych sama
          fijologia porodu byla trudna do zaakceptowania i w takiej chwili chcialam miec
          przy sobie tylko osoby, ktore znalam, ktorym ufalam i wiem, ze obecnosc
          jakichkolwiek osob dodatkowych przeszkadzalaby mi.
          • alicja30 "mój mąż jest lekarzem i nigdy w życiu ..." 07.12.06, 10:11

            >mój mąż jest lekarzem i nigdy w życiu sie nie zgodzimy na obecność
            studentów albo stażystów przy naszym porodzie.

            to cytat z jednego z postów powyżej - usłyszeć takie zdanie od żony lekarza to
            przygnębiające. A na kim uczył sie Twój mąż? Może na mojej koleżance czy
            kuzynce? Może nie jest ginekologiem i wykonywał na przykład swoją pierwszą
            operację na kimś z mojej rodziny? Teraz jak juz się nauczył to ma to w nosie i
            swoich nie chce poświęcać "dla sprawy".
            Ja leżałam miesiąc na ginekologii w klinice i podaruje już sobie opisy gdzie
            kto mi zaglądał i co wkładał. Zaciskałam zęby, rumieniłam się, nogi mi sie
            trzęsły ze wsydu, ale myślałam sobie tak jak wiele innych kobiet "na kimś muszą
            się uczyć". Gdyby żadna kobieta nie zgodziła się na obecność studentów za jakiś
            czas nie miałby kto nas leczyć.
            Nie rozumiem tylko czy jestem gorsza od żony lekarza? Z tego co widzę one nie
            maja zamiaru sie poświęcać. No tak, to ja może jestem zwyczajnie naiwna. Mogłam
            zadbać wyłącznie o własny tyłek zamiast myśleć o przyszłych pokoleniach lekarzy.
            • mka.z111 Re: "mój mąż jest lekarzem i nigdy w życiu ..." 07.12.06, 10:27
              może Ty po prostu nie miałaś odwagi bronić swojej intymności i elementarnych
              praw pacjenta, których respektowanie przez personel medyczny Ci się
              bezsprzecznie należało??? Nikt Ci nie kazał robić za manekin do ćwiczeń
              praktycznych.
              • alicja30 Re: "mój mąż jest lekarzem i nigdy w życiu ..." 07.12.06, 15:54

                > może Ty po prostu nie miałaś odwagi bronić swojej intymności i elementarnych
                > praw pacjenta, których respektowanie przez personel medyczny Ci się
                > bezsprzecznie należało??? Nikt Ci nie kazał robić za manekin do ćwiczeń
                > praktycznych

                nie miałam odwagi bronić swoich praw? A skąd wiesz? A może ja naprawdę byłam
                gotowa poświęcić sie dla innych? Nie rodziłam przy studentach i nie wiem jakbym
                postąpiła kiedy musiłabym sie godzić lub nie na taki poród. Byłam jedynie
                miesiąc na oddziale ginekologicznym w 8 miesiącu ciąży.
                Teraz jednak widząc jaki stosunek do tego mają inne osoby widzę, ze coś takiego
                nie ma sensu. Nawet lekarz, który wykorzystuje w młodości takiego
                naiwnego "manekina" pewnie myśli sobie "co za głupia baba, jakby to była moja
                żona w życiu bym sie na to nie zgodził"
                A może nalezałoby zmienic przepisy - taki młody lekarz bierze kredyt studencki,
                opłaca sobie "manekiny" (pewnie znajda się chętne żeby dorobić) i jak juz się
                na nich nauczy to sobie potem spłaci. I może doceni to z czego korzysta. I może
                jego żona tez nie będzie zarzucać innej kobiecie "brak odwagi, aby bronić
                swojej intymności itd"
            • pytia74 Re: "mój mąż jest lekarzem i nigdy w życiu ..." 07.12.06, 10:34
              Wiesz podziwiam twoje poswiecenie dla przyszlosci medycyny i to ze w takiej
              chwili jak porod moglas jeszcze myslec o przyszlych pokoleniach lekarzy. Mnie by
              nie bylo na to stac. Moze jestem egoistka ale przed porodem, kiedy wybieralam
              szpital i jednym z kryteriow byla wlasnie mozliwosc obecnosci przy mnie
              stazystow jak i podczas samego porodu moglam myslec tylko o sobie, o mojej
              wlasnej wygodzie i moim wlasnym samopoczuciu. Czyli jak to sie wyrazilas dbalam
              tylko o wlasny tylek i w dodatku nie widze w tym nic zlego. Sa kobiety, ktorym
              obecnosc studentow nie przeszkadza i ja bardzo je podziwiam ale sa tez takie,
              ktore absolutnie tego sobie nie zycza i taka postawe tez nalezy uszanowac.
              • alicja30 Re: "mój mąż jest lekarzem i nigdy w życiu ..." 07.12.06, 16:14
                Sa kobiety, ktorym
                > obecnosc studentow nie przeszkadza i ja bardzo je podziwiam ale sa tez takie,
                > ktore absolutnie tego sobie nie zycza i taka postawe tez nalezy uszanowac.

                No i ja je rozumiem, co więcej, po przeczytaniu kilku postów powyżej zrobie
                następnym razem dokładnie to samo. Zresztą napisałam, że byłam miesiąc na
                oddziale, ale nie o porodzie - rodziłam całkiem przypadkowo w innych
                okolicznościach.
                Uważam jednak, że kobietom, które godzą się na obecność studentów należy się
                również odrobina szacunku (na wdzięczność raczej nie ma co liczyć) choćby ze
                strony lekarzy. Pewnie nie zabrałabym głosu wogóle w tej dyskusji (to przecież
                moja sprawa na co się godziłam w szpitalu) gdyby nie post żony lekarza, który
                nie chce jej narażać na obecność "trzech chamów".
                Też mam już dosyć chamów w szpitalach - nawet jeśli w przyszłości moja być
                lekarzami.
            • delfina77 Re: "mój mąż jest lekarzem i nigdy w życiu ..." 07.12.06, 15:01
              Ja może zgodziłabym się na obecność stażystów przy drugim lub trzecim porodzie,
              ale pierwszy jest dla każdej kobiety wyjątkowy i będzie pewnie wystarczająco
              traumatyczny i bez obecności tabunu studentów. Są kobiety, którym oni w niczym
              nie przeszkadzają i wobec tego niech się na nich uczą.
              • andaba Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 07.12.06, 15:58
                Tylko potem nie lamentujcie, że lekarze konowały. Przecież ci studenci są tam po to, żeby się uczyć. Jeżeli każda baba bedzie odmawiać, to mają się na krowach uczyć?
                Ocywiście, że powinno to być za zgodą położnicy, ale nie z założeniem, że żadna nie da się dotknąć.
                • pytia74 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 07.12.06, 17:34
                  Gdybys przeczytala posty od poczatku, to przekonalabys sie, ze sa tez kobiety,
                  ktore nie maja nic przeciwko obecnosci przy porodzie studentow. ja nawet bylam
                  zaskoczona, ze jest ich tak duzo i ze maja one dobre wspomnienia zwiazane z tymi
                  porodami. Ale trzeba tez uszanowac decyzje tych, dla ktorych nie jest to takie
                  proste i ktorym nie wystarczy powiedziec, ze to przyszli lekarze, ze musza sie
                  na kims uczyc. A przede wszystkim to powinnas zrozumiec, ze kazda jest inna,
                  kazdej co innego przeszkadza i kazda co innego moze urazic. I nauczmy sie
                  wzajemnie szanowac te innosc i uczucia innych bo jesli my same nie zaczniemy to
                  prozno wymagac tego od innych a zwlaszcza od szpitala.
                  • alicja30 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 07.12.06, 19:05
                    Gdybyś przeczytała wszystkie moje posty w tym wątku wiedziałabyś, ze mam
                    podobne zdanie do Ciebie na ten temat. Napisałam przecież, ze rozumiem kobiety
                    które nie godzą sie na obecność studentów. Jednak przykre jest to (i o tym
                    głównie pisałam), że kobiety, które godzą się świadomie na ich obecność są
                    posądzane o to, ze nie miały odwagi by walczyć o swoje prawa i z tchórzostwa
                    godziły sie na "bycie manekinem". Szacunek należy się przecież wszystkim i tu
                    się chyba zgadzamy.
                    • pytia74 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 07.12.06, 20:05
                      Moja odpowiedz byla skierowana do Antyby i ewentualnie do paru innych osob,
                      ktore w niezrozumialy dla mnie arogancki sposob potraktowaly autorki tego tematu
                      ostrzezenia.
                      • alicja30 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 07.12.06, 20:28
                        a no to tym bardziej chyba się zgadzamy.
                    • delfina77 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 07.12.06, 22:11
                      Alicja, ja cię akurat podziwiam i uważam, że dobrze zrobiłaś, tylko nie każdą na
                      to stać, zwłaszcza przy pierwszej ciąży. Ja myślę, że przy kolejnej też pozwolę
                      praktykantom na "ćwiczenia", jeśli się jacyś trafią - może będę już bardziej
                      oswojona z tematem. Pozdrawiamsmile
                      • cota Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 08.12.06, 08:27
                        Hej, ja myślę, że lekarz zawsze powinien się zapytać o zgodę rodzącej, jeśli
                        ją wyraża to max. trzech studentów, poród to dość intymna chwila. I powinni
                        zrozumieć, jeśli ktoś sobie nie życzy obecności studentów - dla mnie to jest
                        oczywiste aż do bólu. I rozumiem, że muszą się na komś uczyć - ok, niech się
                        uczą na tych co wyraziły na to zgodę! A kultura studentów jest różna, ja
                        rodziłam w klinicznym w wakacje, więc studentów nie było tylko jakieś
                        praktykantki na noworodkach - super miłe, pomocne. A z drugie strony jak miałam
                        wypadek i chodziłam (tzn. mnie transportowali) do ortopedy do przychodni
                        przyszpitalnej to tam w gabiniecie studenci zachowywali się sakndalicznie -
                        śmiszki, gadanie, żarciki - poprosiłam, aby przy takim zachowaniu wyszli z
                        gabinetu, bo dla mnie w mojej sytuacji nie ma nic zabawnego. A ortpedzie
                        powiedziałam, że jako mentor uczyć powinien nie tylko sztuki lekarskiej, ale
                        elementarnych zasad podchodzenia do pacjentów. Studenci spalili buraka i
                        wyszli, ortopeda się speszył. I dobrze.
                • mka.z111 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 08.12.06, 11:07
                  Trzeba tu podkreślić, że 99% studentów na porodówkach wcale nie zostanie
                  ginekologami!!!!!!!Po prostu mają tam obowiązkowe zajęcia w ramach studiów, na
                  które MUSZĄ, chociaż WCALE NIE MAJĄ OCHOTY chodzić. Zatem takie poświęcenia dla
                  dobra całego świata nie mają wcale sensu i uzasadnienia. Obowiązkiem każdej
                  matki jest myśleć o sobie i o dziecku a nie o przyszłości medycyny, na którą
                  wpływu i tak nie mamy.
                  • mama_kotula Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 08.12.06, 11:42
                    mka.z111 napisała:

                    > Trzeba tu podkreślić, że 99% studentów na porodówkach wcale nie zostanie
                    > ginekologami!!!!!!!Po prostu mają tam obowiązkowe zajęcia w ramach studiów, na
                    > które MUSZĄ, chociaż WCALE NIE MAJĄ OCHOTY chodzić. Zatem takie poświęcenia dla
                    > dobra całego świata nie mają wcale sensu i uzasadnienia.

                    A jeśli nie odrobią tych zajęć obowiązkowych, nie zostaną lekarzami wcale smile))

                    > Obowiązkiem każdej matki jest myśleć o sobie i o dziecku a nie o przyszłości
                    > medycyny, na którą wpływu i tak nie mamy.

                    Wiecie, tak się zastanawiam. Nie rodziłam naturalnie, ale z opowieści moich
                    znajomych, które rodziły w ten sposób, wynika, że większość z nich miała w
                    głębokim poważaniu to, czy przy ich łóżku porodowym stoi 1, czy 20 osób. Nie
                    myślały o pierdołach typu komentarze osób w okolicy czy robienie kupy na widoku
                    męża, tylko skupiały się na sobie i dziecku, ignorując wszystko naokoło. Ale
                    może po prostu są niewrażliwe ;-PPP
                    • pytia74 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 08.12.06, 22:52
                      To, ze wiekszosc twoich znajomych nie obchodzilo ile osob bylo przy porodzie to
                      ich sprawa i nikt nie zaprzecza, ze tak moze sie zdarzyc ale moze bys tak
                      laskawie dopuscila do siebie mysl, ze sa tez kobiety, ktore to troche inaczej
                      odbieraja, czego dowodem jest siostra dziewczyny, ktora zainicjowala ten temat.
                      Ja rodzilam naturalnie i bylam (w moim mniemaniu) calkiem odjechana ale mimo
                      wszystko pamietam kto przy mnie byl, kto wychodzil i kto wchodzil i wcale nie
                      bylam obojetna na to, co sie ze mna bedzie dzialo, na te pierdoly o ktorych ty
                      piszesz. A moze jednak przyznasz, ze to co dla ciebie jest pie.. dla innych
                      moze byc traumatycznym przezyciem. Ja tez skupialam sie tylko na tym, zeby w
                      koncu urodzic i prawdopodobnie urodzilabym tez gdyby na ostatnia faze weszla
                      grupa studentow ale na pewno bylby to dla mnie szok i nie sadze, zebym miala
                      potem z tego piekne wspomnienia a chodzi przeciez o to, zeby te chwile przezyc
                      jak najlepiej prawda?
                    • mka.z111 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 09.12.06, 18:17
                      Wiesz mama_kotula ja jak już mam zrobić tą kupe, co każdej kobiecie podczas
                      porodu może się przydarzyć, to wolałabym nie robić tego na oczach 20 osób.
                      Myślę, że raczej innym kobietom to także nie jest obojętne. Sama piszesz o czymś
                      co gdzieś tam zasłyszałaś a nie znasz z własnego doświadczenia, bo przy twoim
                      porodzie 20 osób nie było. Pewnie inaczej byś pisała, gdyby ta sytuacja spotkała
                      ciebie, czego ci oczywiście nie życze.
                  • kraxa mkaz111 mysl czasem, to nie boli 08.12.06, 11:50
                    chcialabys kiedys, w przypadku jakiegos emergency trafic na lekarza, ktory np.
                    nie udzieli Ci pomocy przy porodzie na ulicy, w tramwaju, etc. bo "nie chodzil
                    na te zajecia, jako, ze nie zamierzak miec nic wspolnego z poloznictwem"??? Jak
                    chcesz, aby Twoje zyczenia byly spelnione co do joty, to zaplac za porod w
                    prywatnej klinice i bedziesz miala wszystko tak jak chcesz
                    • pytia74 Re: mkaz111 mysl czasem, to nie boli 08.12.06, 23:00

                      Ale o jakie tu zyczenia chodzi??? Od kiedy to przestrzeganie prawa pacjenta do
                      intymnosci jest jakas ekstra zachcianka, za ktora trzeba placic az w prywatnej
                      klinice?
                      • kraxa ale chrzanisz pytia 08.12.06, 23:41
                        Praw pacjenta prawami pacjenta, ale nie zaproszono na porod przypadkowych
                        przechodniow z ulicy tylko lekarzy, tyle, ze przyszlych, ktorzy gdzies sie
                        swojego fachu musza uczyc. Jesli ktos kategorycznie sobie nie zyczy takich
                        rzeczy to powinien zrezygnowac z panstwowego szpitala, w ktorym i zabiegi, jak
                        i ksztalcenie przyszlej kadry odbywa sie z pieniedzy wszystkich podatnikow.

                        A co do prawa do intymnosci, to jakos naprawde nie chce mi sie wierzyc, zeby
                        studenci medycyny robili jakies glupie uwagi przy pacjentce w takiej chwili- a
                        nawet jesli- to zawsze mozna zlozyc skarge chocby po fakcie. Akurat mi sie
                        zdarzylo byc na konsultacji profesroskiej ( dermatologia) w obecnosci studentow-
                        i jakos nie czulam sie skrepowana, choc ocenie poddawano dosc intymna czesc
                        ciala. Ale fakt,to pewnie niezbicie dowodzi, ze jestem niewyzyta
                        ekshibicjonistka i w ten sposon zdobywam niedostepna w inny sposob
                        satysfakcje ;-D
                        • pytia74 Re: to chyba jednak ty chrzanisz 09.12.06, 00:03
                          bo nawet w panstwowym szpitalu pacjenta nalezy zapytac o zgode na uczestniczenie
                          przy zabiegach stazystow i pacjent ma prawo tej zgody nie wyrazic.
                          A po drugie to, ze ty sie nie czulas skrepowana w obecnosci studentow nie
                          swiadczy o tym, ze inni takiego skrepowania nie odczuwaja niezaleznie od
                          zachowania sie studentow. Ludzie sa rozni i chodzi tylko o to, zeby to uszanowac.
                          A poza tym jestem daleka od krytykowania i wrecz podziwiam osoby, ktore godza
                          sie na zabiegi w obecnosci studentow uwazajac to za rzecz naturalna i nie
                          odczuwaja zazenowania w takiej sytuacji wiec nie zarzucaj mi czegos, czego nigdy
                          bym nie napisala!
                          • vanilla4 Re: to chyba jednak ty chrzanisz 09.12.06, 09:06
                            > bo nawet w panstwowym szpitalu pacjenta nalezy zapytac o zgode na uczestniczeni
                            > e przy zabiegach stazystow i pacjent ma prawo tej zgody nie wyrazic.

                            Nie do końca - czesto jest tak, że przy przyjęciu do szpitala podpisujesz
                            papiery a tam między innymi jest zgoda na tego typu obecność i "ćwiczenia" tylko
                            o tym nikt nie mówi - i raczej protestować sobie możesz, ale czy skutecznie?
                            • pytia74 Re: a co z Karta Praw Pacjenta 10.12.06, 08:56
                              Sa przepisy, a mianowicie Karta Praw Pacjenta i Ustawa o wykonywaniu zawodu
                              lekarza, w ktorych wyraznie jest napisane, ze pacjent ma prawo do: "wyrażania
                              zgody albo odmowy na uczestniczenie przy udzielaniu mu świadczeń zdrowotnych
                              osób innych niż personel medyczny niezbędny ze względu na rodzaj świadczeń". To
                              akurat cytat z Karty Praw Pacjenta.
                              Takie jest prawo. Inna sprawa kaloszy jest to, o czym ty piszesz to znaczy, czy
                              ono jest przestrzegane czy nie.
                              Nie wiem, nigdy nie bylam w takiej sytuacji poniewaz sama wybralam szpital,
                              gdzie to moje prawo byloby uszanowane bez uzerania sie i dasow ze strony
                              personelu, ale wydaje mi sie, ze jesli pacjent protestuje to nie moga na sile go
                              do niczego zmusic. Moge sobie wyobrazic, ze personel szpitala bedac na pozycji
                              uprzywilejowanej wykorzystuje czesto swoja niewatpliwa przewage nad pacjentem
                              ale nie do tego stopnia, zeby lamac prawo!
                              • vanilla4 Re: a co z Karta Praw Pacjenta 10.12.06, 09:19
                                "ze pacjent ma prawo do: "wyrażania
                                zgody albo odmowy na uczestniczenie przy udzielaniu mu świadczeń zdrowotnych
                                osób innych niż personel medyczny niezbędny ze względu na rodzaj świadczeń".

                                no i własnie bardziej świadomie lub nie wyrażasz taką zgodę podpisując papiery
                                przy wpisie do szpitala - założę się, że nikt nie ma głowy, żeby je dokładnie
                                przeczytać w takiej sytuacji. I tym samym dobrowolnie się zgadzasz a szpital
                                prawa nie łamie. Też o tym nie wiedziałam dopóki znajoma lekarka mi nie
                                powiedziała. Nie wiem czy we wszystkich szpitalach tak jest, ale w niektórych na
                                pewno.
                                • mka.z111 Re: a co z Karta Praw Pacjenta 10.12.06, 19:34
                                  Żeby nie mieć studentów przy porodzie trzeba zrobić tylko jedno: W MOMENCIE
                                  PRZYJMOWANIA DO SZPITALA PRZED ZŁOŻENIEM PODPISU ZE ZGODĄ NA LECZENIE NAPISAĆ NA
                                  DOLE: "NIE WYRAŻAM ZGODY NA UCZESTNICTWO STUDENTÓW I OSÓB UCZĄCYCH SIĘ W
                                  ZABIEGACH MI WYKONYWANYCH" I to wszystko, tak po prostu.
                                  Wszystkie moje koleżanki tak zrobiły i ja też zamierzam. Przypomnijcie też o tym
                                  grzecznie położnej, która będzie się Wami opiekowała, bo w tym całym zabieganiu
                                  może zapomnieć.
                                  Pozdrawiam szczególnie wszystkie przyszłe mamy z terminem na 5 styczniasmile
                                  • vanilla4 Re: a co z Karta Praw Pacjenta 10.12.06, 20:07
                                    o tym piszę pośrednio wink
                              • muszka.owocowka Re: a co z Karta Praw Pacjenta 10.12.06, 14:04
                                To co piszesz jest prawdą, ale istnieją prawnie określone wyjątki od reguły. Do
                                nich należą m. in. szpitale kliniczne, których zadaniem jest kształcenie
                                studentów i lekarzy stażystów. Mogą oni być obecni przy badaniach i zabiegach.
                                Co innego, że w trakcie przyjęcia do szpitala pacjentka powinna być o tym w
                                sposób oczywisty poinformowana. Nie ma domniemanej zgody na takie postępowanie.
                        • delfina77 Re: ale chrzanisz pytia 09.12.06, 17:13
                          Napisałaś: "Praw pacjenta prawami pacjenta, ale nie zaproszono na porod
                          przypadkowych przechodniow z ulicy tylko lekarzy, tyle, ze przyszlych, ktorzy
                          gdzies sie swojego fachu musza uczyc. Jesli ktos kategorycznie sobie nie zyczy
                          takich rzeczy to powinien zrezygnowac z panstwowego szpitala, w ktorym i
                          zabiegi, jak i ksztalcenie przyszlej kadry odbywa sie z pieniedzy wszystkich
                          podatnikow."
                          Nie mogę się z tym zgodzić, w końcu ja też płacę niemałe podatki, za co oczekuję
                          przynajmniej minimalnie komfortowych warunków w szpitalu, w którym będę rodzić i
                          odsyłanie kogoś do prywatnej kliniki tylko dlatego, że nie życzy sobie stażystów
                          przy porodzie, jest raczej niemądre. Równie dobrze ja mogłabym napisać, że jeśli
                          studenci pragną się na kimś uczyć, niech sobie zapłacą za to w prywatnej klinice
                          albo niech płacą pacjentkom. Kto wie, czy to nie byłby najlepszy pomysł, wtedy
                          pewnie znalazłyby się jakieś chętne
                  • alicja30 do mka.z111 08.12.06, 12:53
                    nie rozumiem, jak żona lekarza może mieć do tego taki stosunek. Powinnaś
                    bardziej niż którakolwiek z nas rozumieć całą sprawę. Nie każę Ci rodzić przy
                    studentach, ale nie pisz, że to nie ma sensu i uzasadnienia. Czy twój mąż miał
                    praktyki na ginekologii? Rozumiem, że ginekologiem nie został, ale pewnie
                    zajęcia na oddziale miał. Czy nie, bo nie miał ochoty? To jak skończył studia?

                    A co do poświecenia, to jeśli Twoim zdaniem nie ma ono sensu, bo studenci
                    medycyny nie mają na nie ochoty, to może pójdźmy dalej - może nie ma sensu
                    wogóle ich kształcić, może te 99%, o których piszesz nie powinno być lekarzami?
                    W końcu skoro ktoś (bardzo mądry zresztą) zadecydował, że każdy lekarz
                    powinnien mieć chociaż ogólne pojęcie o przyjmowaniu porodu to osoba, której to
                    nie interesuje nie powinnien nim być.

                    I nie pisz mi, co jest obowiązkiem matki, bo tym sposobem oskarżasz te, które
                    pozwoliły na obecność tych znudzonych studentów, są gorszymi matkami - w końcu
                    przez swoje "zapędy
                    ekshibicjonistki i umiłowanie do tłumusmile" jak to obrazowo ujęłaś, naraziły
                    swoje dzieci na dodatkowy stres i nie myślały o ich bezpieczeństwie.
    • monia19722 to specyfika szpitali klinicznych 08.12.06, 11:35
      marta.zuk napisała:

      > chciałabym przestrzec wszystkie przyszłe mamy: Dziewczyny jeśli zamierzacie
      > lub musicie rodzić w szpitalu klinicznym dla własnego dobra pamiętajcie: nie
      > zgadzajcie się na poród ze studentami, zaznaczcie to pisemnie przy
      > przyjmowaniu do szpitala, poinformujcie o tym lekarza i położną. Oszczędzi to
      > Wam naprawde wielu nieprzyjemności i przykrych sytuacji, kiedy to pryszczaty,
      > przeziębiony student(najczęściej jest ich trzech) wkłada Wam ręce między nogi
      > albo co gorsza głośno komentuje wraz z kolegami twoje wysiłki przy porodzie.
      > Pamiętaj, że RODZIĆ PO LUDZKU TO NIE PRZYWILEJ!!!11
      > Pozdrawiam i życzę szczęśliwego macierzyństwasmile
      • solange1 Re: to specyfika szpitali klinicznych 08.12.06, 11:58
        ale co jest specyfiką szpitali klinicznych? Pryszcze, przeziebienie czy
        chamstwo?
        Leżałam w szpitalu klinicznym i za każdym razem pytano mnie o zgodę na obecność
        studentów przy/w badaniu, obchodzie lekarskim itd.
        Nie wiem, czy autorka postu pisze na podstawie swoich doświadczeń czy
        nasłuchała się dziwnych opowieści od innych osób... ale kategoryczne
        przestrzeganie innych przed udziałem studentów jest dla mnie zwykłym
        histeryzowaniem.
        W karcie praw pacjenta jest wyraźnie napisane, że ma się prawo do poszanowania
        godności i intymności, mozna się nie zgodzić na udział osób innych niz
        niezbędne do danej czynności. I nie zalezy to wcale od tego, czy jest to
        szpital kliniczny czy jakikolwiek inny - wszędzie ma sie prawo do szacunku.
        Poza tym ja m.in. dlatego rodzę z mężem, żeby w razie jakichkolwiek kiepskich
        sytuacji mógł się upomnieć o moje prawa, jeżeli ja nie byłabym w stanie zrobić.
        • marta.zuk Re: to specyfika szpitali klinicznych 08.12.06, 21:43
          To miałaś szczęście, bo w szpitalu na Klinicznej w Gdańsku, gdzie wydarzyła się
          ta sytuacja, nikt kobiety nie pyta o zgodę studentów na obecność przy porodzie.
          Po prostu kiedy zaczyna się drugi okres porodu wchodzi grupka studentów z
          lekarzem i już. A co wtedy ma kobieta zrobić: przeć czy wyganiać ich??!! Po
          prostu jak się wcześniej nie powie, że się nie chce żeby byli studenci to oni
          przyjdą bez pytania. Stąd to ostrzeżenie, ono nie ma straszyć tylko informować
          jak może się zdarzyć.
          • aleksandra1977 Re: to specyfika szpitali klinicznych 08.12.06, 22:14
            Nie zgodzę się na pewno na obecność studentów podczas porodu.
            Chcę, aby ten moment był tylko dla nas, rodziców, oraz lekarza i położnej,
            którym ufam.
            Kilka razy leżałam już w szpitalu, w różnych okolicznościach i, niestety,
            bardzo przeszkadzało mi zachowanie studentów podczas obchodu, którzy głośno
            komentowali bez żadnych zahamowań, z ironicznymi usmieszkami, stan zdrowia
            pacjentek, z którymi przed chwilą rozmawiali. Jeśli była to osoba starsza, to
            nie zostawiali na niej suchej nitki.
            Pochodzę z rodziny lekarskiej i dobrze wiem, że studenci medycyny, a w tym
            przyszli ginekolodzy, zdarzenia z praktyk szpitalnych często opowiadają sobie w
            szerszym gronie, podczas towarzyskich spotkań. A to, że jedna taka była szyta
            tu i tam tak, a nie inaczej. A to, że czuł podczas wkładania ręki jak śluz mu
            wypływa, a to, że sadło się przelewało jak u świniaka... Niestety przedstawiają
            to bardzo obrazowo, trochę chyba szukając uznania i zazdrości wśród swoich
            słuchaczy.
            Podczas porodu w towarzystwie studentów czułabym się skrępowana i
            najzwyczajniej w świecie nie życzę sobie, aby ktoś uczył się na mnie. Nawet
            jeśli zachowywaliby się kulturalnie, to nie chciałabym być tematem ich
            rozmów "przy piwku". I mam do tego prawo.
    • hipsdontlied Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 08.12.06, 18:38
      Ja bym się trochę przy nich krępowala już ich sobie wyobrażam jak sobie coś
      szepcą ale z drugiej strony-gdzie oni mają sie uczyć?na lalkach?
    • anulka59 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 08.12.06, 19:31
      To prawda że gdzieś muszą się uczyć a teoria nie wystarczy ale wiem co dzieje
      się czsami w klinicznych szpitalach-po uśpieniu pacjentki do zabiegu wchodzi
      grupka srudentów do gabinetu zabiegowego i badają.Niestety pacjentka nawet o
      tym nie wie.Drugi przykład w czasie badania staje kilku na przeciwko leżącej na
      fotelu ginekologicznym pacjentki i uśmechaja sie pod nosem i coś szeptają a
      lekarz badający jeszcze dodaje "czy wszyscy widzą?".Fajny scenariusz nie?Co
      niektóry jeszcze jakąś uwagę rzuci tak że pacjentka ja słyszy.Byłam świadkiem
      czegoś takiego i teraz nawet nie zgadzam się na badanie na wizycie przy
      patrzących lekarzach-bada mnie sam ordynator bez pielęgniarki jedynie w
      obecności gina do którego chodzę.
      • vanilla4 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 09.12.06, 09:12
        "Drugi przykład w czasie badania staje kilku na przeciwko leżącej na
        fotelu ginekologicznym pacjentki i uśmechaja sie pod nosem i coś szeptają a
        lekarz badający jeszcze dodaje "czy wszyscy widzą?".Fajny scenariusz nie?"

        No i co z tego? Ja byłam badana ginekologicznie w obecności studentów kiedy
        leżałam w szpitalu - i jakoś korona z głowy mi nie spadła. Ordynator mnie badał
        i mówił jaka jest diagnoza - był bardzo miły i nie wyobrażam sobie, żeby któryś
        z tych studentów rzucił jakiś komentarz - chyba trochę demonizujecie.
    • anulka59 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 09.12.06, 09:34
      Niestety vanilla4 napisałam to czego byłam świadkiem niestety takie rzeczy też
      się trafiają a studenci to czasem wyrośnięci mali(psychicznie)chłopcy-
      przynajmniej w kilku przypadkach odniosłam takie wrażenie.
      • vanilla4 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 09.12.06, 10:23
        anulka59 - w takim razie przykro mi, że coś takiego Cie spotkało - jesli o mnie
        chodzi - nie było to najprzyjemniejsze, ale przynajmniej wszystko przebiegało
        normalnie i kulturalnie.
    • korlewna studenci przy porodzie-nie taki diabeł straszny 09.12.06, 10:25
      ja dołączam do tych dziewczyn, którym studenci nie przeszkadzali podczas
      porodu. Bez przesady - jeśli zachowują sie niegrzecznie, czy przeszkadzaja
      rodzacej w jakikolwiek sposób to zawsze można powiedziec, ze jest jakis
      porzadek - najpierw komfort kobiety. A tak naprawde sami studenci podczas
      porodu sa najmniej ważni i to oni muszą sie dostosować. Jestem natoamist zdania
      (nie ja jedna jak widać), ze gdzieś muszą sie uczyc.
      "Moje" studentki przygladały sie porodowi, a potem trzymały cos tam podczas
      szycia i patrzyły sobie. Ogólnie były to bardzo miłe dwie dziewczyny,
      uśmiechały się, a na koniec życzyły nam wszystkiego co najlepsze.
      Pozdrawiam
    • ineze Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 10.12.06, 18:15
      Z przerażeniem myślałam o obecności studentów licząc na to, że może np. urodzę
      w nocy lub w niedzielę. Z perspektywy myślę, że to dobrze, że były te studentki
      lub praktykantki raczej. Dziwiły mnie dyskusje dotyczące cięcia krocza bo
      właściwie dla mnie - dzięki jednej z tych dziewczyn- to zupełnie epizodyczny
      element porodu. Właśnie owe dziewczyny mnie zszywały - moze właśnie bardzo się
      starały. Później ktoś mi opowiadał o fatalnym zszyciu przez lekarza, który
      tylko zaczął zszywanie i kontrolował te dziewczyny.
    • tygrysiatko1 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 10.12.06, 19:51
      sama jestem studentką położnictwa... do tej pory nigdy nie spotkałam się z
      brakiem zgody na przyjmowanie tudzież asytowanie przeze mnie do porodu... a
      poza tym my musimy się kiedyś tego nauczyć a na fantomach to nie to samo...
      wtpię żeby która kolwiek z Was chciała żeby jej poród był przyjmowany przez
      samodzielną już położną lub lekarza, który byłby jej/jego pierwszym porodem w
      życiu...
      • korlewna Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 10.12.06, 20:04
        AMEN!!!
        • tygrysiatko1 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 10.12.06, 20:04
          smile
          • anulka59 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 10.12.06, 22:16
            A tak jeszcze o szpitalach klinicznych-w nich też można przy przyjęciu
            zaznaczyć że nie wyraża się zgody na obecność studentów.Tylko że my się boimy
            myślimy że nie wypada.Niestety ja po bardzo przykrych doświadczeniach jestem
            mądrzejsza i niech się studenci uczą na kim chcą lub na czym chcą bo ja się już
            w życiu na ich obecność nawet przy głupim badaniu nie zgodzę.
            • tygrysiatko1 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 10.12.06, 22:22
              ja widzialam już takie sytuacje na oddziałach szpitali klinicznych, że w
              momencie kiedy pacjentka prosila abym wyszła bo sobie nie życzy stuydenta, co
              akurat dla mnie nie stanowi problemu, więc wychodziłam lekarz mnie pytał
              dlaczego nie jestem przy pacjencie i robił karczemną awanturę... po moim
              wyjaśnieniu informował pacjentkę że albo studnet i ten szpital albo się zbiera
              i idzie do innego szpitala... niestety szpitale kliniczne mają obobwiązek
              szkolenia studentów a pacjent tam idący powinien zdawać sobie z tego sprawę...
              mnie akurat nie przeszkadza jeżeli pajentka sobie nie życzy mojej obecności...
              bardziej to przeszkadza personelowi bo wyedy mimo że mają studenta na dyżurze
              (czyli wyrobnika wink) sam musi chodzić do pacjentki i się nią zajmować... i na
              10000% są to bardzo mało przyjemne sytuacje dla pacjentki...
              • nnnikita stazysci-rewelacja 10.12.06, 23:01
                przy moim porodzie bylo chyba z 8 stazystek smile dostalam zzo wiec ciagnelo sie
                to w nieskonczonosc i strasznie sie ciesze ze te babeczki ze mna byly bo fajnie
                sie rozmawialo. tez mialam doslownie "obsesje" na pukcie tej kupy i
                powiedzialam im o tym, uspokajaly mnie ze nawet jesli to mam sie nie przejmowac
                bo dla nich to nic takiego i ze naprawde mam sie nie martwic. pomagaly mi,
                mowily kiedy przec i jak oddychac, dopingowaly. jedna sie nawet poplakala ze
                wzruszenia na koniec. umyly mnie, przebraly, przyniosly obiad i na drugi dzien
                przychodzily pytac jak sie czuje. do teraz moge sobie przypomniec ich
                usmiechniete, przyjazne twarze. naprawde bylam zachwycona i jak bede jeszcze
                kiedys miala taka mozliwosc zeby rodzic w taki sposob to nie bede miala
                watpliwosci jak postapic.
              • nnnikita Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 10.12.06, 23:04
                acha i jeszcze jedna sytuacja kiedys w szpitalu mialam bole i przy badaniu
                byl lekarz gin i student. lekarz sobie cos tam bazgral i mial mnie za
                przeproszeniem kompletnie w dupie. tylko ten student mi wyjasnil co jest
                grane...
              • pytia74 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 10.12.06, 23:35
                Ja naleze do osob, ktore przy porodzie chcialy jak najmniejsza liczbe osob.
                Jesli chodzi o stazystow, to dopuszczalam tylko ewentualnosc uczestniczenia
                studentki poloznictwa (ale nie kilku) poniewaz wyobrazam sobie, ze staz poloznej
                inaczej wyglada niz staz studenta medycyny. Nie wiem, moze sie myle wiec mnie
                poprawcie, ale kiedy uczy sie polozna, to tak jak ty napisalas ona uczy sie
                poprzez zajmowanie sie pacjentka: jest z nia od samego poczatku i wykonuje na
                rodzacej nie tylko szpitalne procedury ale poprzez rozmowe i wszystkie ludzkie
                gesty sprawia, ze miedzy nia a pacjentka w ciagu kilku godzin rodzi sie cos
                wiecej, niz czysto medyczna relacja i jest to relacja oparta na zaufaniu i
                intymnosci (ja mowie tylko z mojej wlasnej perspektywy, nie wiem jak to wyglada
                od strony poloznej).
                Natomiast okropne jest dla mnie to, ze grupa studentow medycyny wchodzi tylko po
                to, zeby rodzaca zbadac albo co gorsza wkraczaja na ostania faze porodu i wtedy
                to rodzinne i intymne wydarzenie zamienia sie w demonstracje.
    • monik_26 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 10.12.06, 22:57
      W szpitalu w którym ja rodziłam studenci nie mopga być przy porodzie, ale myślę
      ze nie przeszkadzałoby mi to. No oczywiście pod warunkiem, ze byłaby to jedna
      czy dwie osoby, a nie 20smile
      • anulka59 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 10.12.06, 23:15
        tygrysiątko1 to czyżby wz chistorii choroby usunięto tę wzmiankę o nie
        zgadzaniu się?Znajoma ma córkę niepełnosprawną ruchowo i upośledzoną umysłowo i
        leczy ją właśnie w szpitalu klinicznym(nie jednym zresztą)gdyż ma kila schorzeń
        i również na endokrynologi ginekologicznej była przez jakis czas i mimo że to
        interesujący przypadek dla studentów od żadnego lekarza nie usłyszała że albo
        student albo inny szpital-widać lekarz lekarzowi nie równy-dla jednego liczy
        się pacjent a dla drugiego student.Taki kraj niestety.
        • tygrysiatko1 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 10.12.06, 23:46
          Ależ oczywiście, że jest... tyle tylko, że potrafią już na izbie powiedzieć
          żeby w takim razie szukać innego szpitala... Przypominam tylko, że jeżeli
          student się nie nauczy będąc studentem to będzie musiał się uczyć jako
          lekarz/położna...
          a co do szpitali dziecięcych to jest zupełnie inna sytuacja, zwłaszcza jeżeli
          dziecko jest w jakiś sposób niepełnosprawne... ale jestem pewną, że studenci na
          temat tej dziewczynki wiedzieli wszystko, niekoniecznie zajmując się nia...
          skoro jak to ujęłaś jest interesującym przypadkiem lekarze niewątpliwie w
          ramach seminariów dokładnie go omówili...
          Nie pamiętam która z Was pisała, że między położną/ studentką położnictwa a
          pacjentką tworzy się wieź emocjonalna, intymność... zgadzam się... my zajmujemy
          się jedną pacjentką od początku do końca... przez cały dyżur... poza zabiegami
          medycznymi również rozmawiamy, uspakajamy...
          • pytia74 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 10.12.06, 23:51
            To ja mowilam o tej wiezi. I potwierdzilas moje przypuszczenia. Ciekawe, czy nie
            myle sie tez co do tego jak wyglada uczestnictwo studentow medycyny
            • pasikonik10 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 11.12.06, 07:30
              W moim odczuciu się myslisz...
              Co prawda jest różnica między studentami a stażystami medycyny, ale sądzę że
              dla większości z nich obserwacja przebiegu porodu będzie nie tylko "czystą
              fizjologią"...
              Ja w kazdym razie pamiętam iż wracałam nawet o 5 nad ranem do pokoju (hmm w
              niektórych osrodkach praktyki trwają 24 h w so/ndz rownież smile ) z uczuciem
              uczestniczenia w czymś niesamowitym i pięknym.
              I nigdy nie wgapiałam się brutalnie w krocze, mimo ze kazdorazowo ważne dla
              mnie były - a przynajmniej powinny być- czynności wykonywane przez lekarza... (
              odczyt ktg, obrót dziecka itp)

              jeden wniosek z tej dyskusji ciśnie mi się na usta - Wszystkim zwoleniczkom
              nauki na fantomach tudzież na filmach przyrodniczych zyczę duuuużo zdrowia!
              • pytia74 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 11.12.06, 09:14
                A ja zycze tobie i wszystkim przyszlym lekarzom, zebyscie w tych kobietach,
                ktore wam odmowia uczestnictwa w porodzie ( a jak wynika z twoich i nie tylko
                twoich wypowiedzi naleza one do rzadkosci wiec nie stanowia chyba zagrozenia dla
                nauki) dojrzeli cos wiecej niz tylko "zwolenniczki nauki na fantomie" i
                potrafili uszanowac (jesli nie potraficie zrozumiec) ich ludzkie odczucia takie
                jak zazenowanie i potrzeba intymnosci nie zapominajac, ze to co dla was jest
                przede wszystkim przedmiotem nauki, dla nich jest jedynym i niepowtarzalnym ale
                tez bardzo trudnym przezyciem.
          • mka.z111 Do tygrysiatko1 11.12.06, 22:19
            Do tygrysiatko1 : W izbie przyjęć w szpitalu klinicznym ,nawet gdy nie zdadzasz
            się na studentów, nikt nie ma prawa Cie odesłać do innego szpitala!!!! I co
            więcej: nikt przy zdrowych zmysłach by tego nie zrobił, bo to jest sprzeczne z
            ustawą o zawodzie lekarza i rozporządzeniem o świadczeniach zdrowotnych.
        • pytia74 Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 10.12.06, 23:47
          Nie mam osobiscie doswiadczenia ze szpitalami klinicznymi, ale na 100% w ustawie
          o wykonywaniu zawodu lekarza w punkcie poswieconym szpitalom i klinikom
          ksztalcacym przyszlych lekarzy jest napisane, ze w przypadku demonstracji
          dydaktycznych pacjent tez musi byc zapytany o zgode. I prawdopodobnie sie z
          tego szpitale wywiazuja, ale odbywa sie to w taki sposob, jak napisala
          Tygrysiatko ze personel probuje zastraszyc albo szykanuje pacjentke, ktora sie
          nie zgadza.
          • pryderi Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 11.12.06, 12:42
            ja rodziłam ze studentami i za kazdym razem byłam pytana o zgode na badanie.
            wcześniej przed porodem leżałam 2 tyg. na patologii i też przed każdym
            studenckim badaniem byłam o zgodę pytana. zauważyłam, że wszystkie chcemy
            supermądrych , delikatnych ginekologów, a jednocześnie nie chcemy być królikami
            doświadczalnymi dla studentów, a tak właściwie to kiedy ten biedny studencina ma
            się nauczyć tego wszystkiego? z książek raczej sie nie da!!! ja za każdym razem
            kiedy badał mnie student miałam jakieś uwagi i zawsze byłyzauwazane przez
            studenta i przez promotora.
    • femme-marie Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 11.12.06, 13:38
      przy moim porodzie bez pytania były ze trzy dziewczyny, byłam tak skupiona na
      porodzie, że mi to specjalnie nie przeszkadzało, za to dziewczyny chyba sie
      mocno przestraszyły naturalnego rodzenia, gdzieś tam zakonotowałam przerażony
      komentarz którejś z nich, " teraz to na pewno urodze przez cc"
    • viewiorka Re: studenci przy porodzie - o zgrozo!!! 11.12.06, 14:46
      Ja też nie wyobrażałam sobie studentów przy porodzie.
      Bratowa mojego męża rodziła w sali do porodów rodzinnych.Były tam dwa wejścia
      i coągle się któreś otwierały,przechodzili lekarze, położne, studenci.
      Widziała teżłóżka z sali ogólnej, więc i ją widziano.
      Zero intymności.
      Ja z mężem rodziłam na sali ogólnej (w innym szpitalu).
      Obecnaprzy mnie byłatylko 1 położna i 1 praktykantka. Położna wykonywała
      wszystkie czynności, praktykantka tylko patrzałai jej ewentualnie pomagała.
      Ale gdy miałam już pełne rozwarcie położna zapytała, czy praktykantka może mnie zbadać.
      Zgodziłam się.
      Cały poród to wspominam jako intymne wydarzenie, a obie panie były
      bardzo dyskretne.
      Po każdym badaniu wychodziły z sali, więc byliśmy tam z mężem prawie cały czas sami.
      Nie wyobrażam sobnie, żeby ktoś miał mnie dotykać bez pozwolenia i rzucać chamskie komentarze.
      Pewnie miałam szczęście,bo działo się to w nocy i nie było innych rodzących,
      ale myśl, że dużozależy tu też od podejścia położnej i praktykantów.
      Bo jeśli ktoś ma kulturę osobistą, to będzie się zachowywał kulturalnie
      w każdej sytuacji, a jeśli nie... to powinien chyba wybrać inny zawód.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka