Witam, byłam na tym forum od początku ciąży, więc wypada opisać mój
finał. Myślę, że "ku pokrzepieniu serc", bo poród przebiegł gładko i
stosunkowo szybko. Mój synek okazał się wielce punktualny i tak jak
miałam termin na 2.09 to poród zaczął się właśnie tego dnia,
urodziłam 3.09
o 4.17. Jeszcze w niedziele, 2-go wrzesnia, wydawalo mi sie to malo
pawdopodobne, ale fakt jest taki, ze tego dnia do moich zwyklych
napiec brzucha doszly lekkie bole jak przed okresem. Ale jeszcze i
na spacer poszlam, i po schodach weszlam

. Zaczelo sie robic
powaznie kolo 20-tej, bolalo coraz bardziej, a ja ciagle nie
wierzylam, ze urodze tego dnia. Myslalam, ze dotrwam do rana, bo o
10 w poniedzialek mialam miec kontrolne ktg w szpitalu, akurat na
dyzurze mojego gina. O 23-ciej zadzwonilam do mojej poloznej zeby
ocenila, czy czas na szpital, ale ona kazala spokojnie czekac w domu
co najmniej z godzine jeszcze, bo skurcze byly tak co 8-12 minut.
No, wiec nawet sie do lozka polozylam, ale o spaniu mowy nie bylo,
bralo mnie coraz czesciej. Ale chyba jakies zacmienie mialam i nadal
sie
nie pchalam do szpitala

, tylko ok polnocy postanowilam jeszcze
wlosy umyc, no bo "chyba rodze" ("ale to przeciez potrwa przy
pierwszym porodzie"

), a potem w szpitalu to nie wiadomo, kiedy
dam rade je umyc

). Umylam je, wysuszylam, a suszenie wygladalo
tak, ze co chwila odkladalam suszarke i opieralam sie o pralke,
kiedy przychodzil skurcz. Bolalo dosc ostro i wtedy juz nawet nie
moglam mowic w czasie skurczu. Wreszcie ok 2.30 pojechalismy do
szpitala, w aucie juz myslalam, ze urodze... Na izbie przyjec
okazalo sie ze mam 7 cm rozwarcia i urodzilam po spedzeniu godziny i
15 minut na sali porodowej. Moja polozna byla zachwycona

Ja w
sumie tez, dopiero potem dotarlo do mnie jakiego mialam fuksa, ze
wszystko tak gladko poszlo, bo najbardziej balam sie wielu godzin
oczekiwania na sali obserwacyjnej, o wywolywaniu porodu nie
mowiac... A tu wszystko zamknęło sie w 8 godzinach i one przelecialy
naprawde nie wiadomo kiedy, mile to nie bylo, ale dalo sie
wytrzymac. II faza trwała 10 minut... Tak więc dziewczyny, jesli
dacie rade, nie leccie od razu do szpitala, a jak sie zaczna coraz
czestsze skurcze, to starajcie sie wybierac pozycje pionowe,
siedzcie lub stojcie/chodzcie, to przyspiesza rozwieranie sie
szyjki. Mycie wlosow tez jak widac wspomaga porod

))
Pozdrawiam wszystkie oczekujace i trzymam kciuki. Wysypiajcie się
Ale powiem tak - co prawda od 10 dób nie przespałam całej nocki, ale
sam fakt zostania mamą wynagradza wszystko, choć człowiek
niewyspany, obolały i słabowity