Dodaj do ulubionych

odwiedziny w szpitalu

04.08.08, 10:19
Dziewczyny, widzę, że jest wątek odwiedziny w domu, a co ze
szpitalem?
Ja na dzień dzisiejszy nie chcę, żeby ktoś oprócz męża przychodził
do szpitala, o domu to nawet nie myślę, że ktoś miałby mi się zwalić
tak od razu. Chodzi oczywiście o rodzinę męża. Zresztą będę mieć cc
i może będę potrzebować mojej mamy ale nie teściowej i reszty jego
rodziny. Co o tym sądzicie? Moja mama już mi powiedziała, że nie
będzie mi się wtryniać jeśli nie będę tego chceć a teściowej podobno
coś nie leżało jak usłyszała od męża że nie chcę odwiedzin w
szpitalu.
Obserwuj wątek
    • balba81 Re: odwiedziny w szpitalu 04.08.08, 10:25
      Ja mam nadzieję, że zarówno moi rodzice jak i teściowie wpadną do szpitala zobaczyć wnuczkę, a potem dadzą nam spokój. Zalety - żadnego nadskakiwania nad gośćmi a do tego wizyta maks. 15 minutowa smile
    • kasiulinka78 Re: odwiedziny w szpitalu 04.08.08, 10:28
      Moim zdaniem do szpitala powinien przychodzić TYLKO mąż,chyba że świeżo upieczona mam życzy sobie większych odwiedzin. Ja akurat nie chcę,aby odwiedzał mnie "rodzinny tabun". Po poprzednim porodzie cc chciałam mieć spokój,odpoczywać,celebrować pierwsze dni z maleństwem,swobodnie uczyć się pierwszych karmień piersią itp. a obecność innych była dla mnie wręcz irytująca. A żeby odwiedzać dziecko jest przed nimi całe życie...pozdro!
    • mim288 Re: odwiedziny w szpitalu 04.08.08, 11:37
      Mnie odwiedzano (rodzina, przyjaciele) po porodach w szpitalu
      (miałam cc za każdym razem).Dla mnie było to miłe, dobrze się
      czułam, położne pomagały przy dziecku więc mogłam się spokojnie
      wykąpac, zrobić makijaż etc, jedzonko podawano pod nos, więc nie
      byłam zmęczona i szczerze cieszyłam się z odwiedzin.
      • alicja0000 Re: odwiedziny w szpitalu 04.08.08, 11:51
        tak- też o tym myślałam. Zgadzam się z wami i nie zgadzam. Bo po pierwsze nie
        wypada powiedzieć mężowi, że nie życzymy sobie odwiedzin jego rodziny czy
        rodziców skoro nasze matki będą przychodzić choćby nam pomagać. Z pewnością
        czułby się urażony i jego rodzice również. Przecież oni tak samo zostaną
        dziadkami jak nasi i bardzo chcieli by zobaczyć w końcu wnuka, wnuczkę. Z
        drugiej strony chciałabym być sama z dzieckiem w spokoju, tak jak piszecie uczyć
        się karmić piersią, wypoczywać a nie stresować się odwiedzinami. Z tym że to
        fajne odwiedziny bo nie trzeba skakać, robić kawy, herbaty,podawać ciasteczek,
        na siłę rozmawiać. Przyjdą i mam nadzieję że niedługo wyjdą. Sama nie wiem czy
        zgodzić się na odwiedziny w szpitalu. Chyba stwierdzę to po porodzie,zobaczę jak
        będę się czuła i w ogóle. Jak leżałam w szpitalu w zeszłym roku po zabiegu
        łyżeczkowania nie życzyłam sobie niczyich odwiedzin za wyjątkiem męża. Teściowa
        z tego co się dowiedziałam kręciła nosem ale nie byłam wtedy w stanie znieść
        niczyjej obecności. Teraz po porodzie będą to radosne chwile w końcu z dzieckiem
        i może wytrzymam 15 minut z teściami w jednym pomieszczeniu wink
        • bweiher Re: odwiedziny w szpitalu 04.08.08, 12:00
          Mój mąż gdy urodziłam poinformował rodziny o tym fakcie i nic poza
          tym.Zadzwonił,powiedział że urodziłam i że powie kiedy będziemy w domu.Nikt nie
          wiedział w jakim szpitalu leże(no oprócz męża który był codziennie u nas)a więc
          nikt sie nie pchał na siłe w odwiedziny.
          • mruwa9 Re: odwiedziny w szpitalu 04.08.08, 12:07
            IMHO powinien byc zakaz odwiedzin w szpitalach, poza mezem/partnerem
            i rodzenstwem noworodka. Z przyczyn epidemiologicznych i dlatego, ze
            sale jednoosobowe ciagle sa rzakoscia, i to, ze jednej pani
            przyjemnosc sprawi tlum gosci, dla jej sasiadki z sali moze byc
            bardzo meczace i krepujace. Chyba, ze mowa o odwiedzinach w jakiejs
            swietlicy, bez prawa wejscia odwiedzajacych na sale poloznic.
            • owianka Re: odwiedziny w szpitalu 04.08.08, 12:12
              Z tym rodzeństwem to nie najlepszy pomysł - zwykle właśnie jedynymi osobami,
              które mają zakaz wstępu na oddział położniczy, są dzieci do lat 7.
        • szklanapulapka2 Re: odwiedziny w szpitalu 04.08.08, 12:05
          Moje, kontrowersyjne zresztą dla wielu, przekonania o odwiedzinach
          są już znanesmile. Ja osobiście bardzo sie cieszyłam z każdych
          odwiedzin w domu i w szpitalu (fakt, ze w szpitalu był tylko mąż i
          moi rodzice, teściowie przyjechali do domu chyba tydzień po wyjsciu
          ze szpitala, ale nie było to podyktowane moją niechęcią i brakiem
          zaproszeń). W każdym razie powiem Ci, zę jeśli naprawdę nie życzysz
          sobie odiwedzin w szpitalu, to... nie ma problemu, by to załatwić z
          położną czy pielęgniarkami. Nie ma odiwedzin i tyle - na oddziale
          zabronione, wzglednie położna grzecznie wyprasza kłopotliwych gości
          po 10 minutach (na Twoją wcześniejszą prośbę)smile.
        • aleosochozi Re: odwiedziny w szpitalu 04.08.08, 12:34
          Bo po pierwsze nie
          > wypada powiedzieć mężowi, że nie życzymy sobie odwiedzin jego
          rodziny czy
          > rodziców skoro nasze matki będą przychodzić choćby nam pomagać. Z
          pewnością
          > czułby się urażony i jego rodzice również. Przecież oni tak samo
          zostaną
          > dziadkami jak nasi i bardzo chcieli by zobaczyć w końcu wnuka,
          wnuczkę.

          Nie rozumiem dlaczego. Własna mama i tata to ludzie, którzy od
          najmłodszych lat dbają o mnie, widzą mnie chorą, gołą, płaczącą - i
          potrafią pomóc, pocieszyć, nie wstydze się ich.
          Teść, teściowa - obcy ludzie, znani od zaledwie kilku lat, widywani
          sporadycznie. To naturalne że czuję przy nich dyskomfort, jeśli mam
          wyciągnąć pierś albo jestem w zakrwawionej koszuli. To po prostu
          naturalne, dlatego to rodząca powinna mieć prawo wybierać, kogo
          gości - bo tu chodzi wyłacznie o jej komfort, a nie o uczucia innych
          członków rodziny.
          To takie proste, a wydaje się takie niezrozumiałe - chcecie dbac o
          dziecko - dbajcie o uczucia i potrzeby jego matki, bo teraz od jej
          stanu zależy komfort malucha.
          • memphis90 Re: odwiedziny w szpitalu 04.08.08, 15:00
            To teraz wyobraź sobie, że siedzisz w tej zakrwawionej i zaplamionej mlekiem
            koszuli z piersią na wierzchu, dziecko płacze od pół godziny, bo nie do końca
            wychodzi Ci to karmienie, nie spałaś całą noc, a tyłek boli Cię od nacięcia, ze
            już sama nie wiesz, jak siedzieć- a tu wtarabania się CUDZA mama... Albo czyjaś
            koleżansia z pracy... A po niej- druga CUDZA mama z ojcem i CUDZY wujek.
            • gaja78 Re: odwiedziny w szpitalu 04.08.08, 15:29
              memphis90 napisała:

              > To teraz wyobraź sobie, że siedzisz w tej zakrwawionej i zaplamionej mlekiem
              > koszuli z piersią na wierzchu, dziecko płacze od pół godziny, bo nie do końca
              > wychodzi Ci to karmienie, nie spałaś całą noc, a tyłek boli Cię od nacięcia, ze
              > już sama nie wiesz, jak siedzieć- a tu wtarabania się CUDZA mama... Albo czyjaś
              > koleżansia z pracy... A po niej- druga CUDZA mama z ojcem i CUDZY wujek.

              Otóż to sad
              Ja co prawda zakrwawionej koszuli nie miałam, ale z laktacją mocno się męczyłam,
              2 pierwsze dni praktycznie non stop przystawiałam małą. Wizyta cudzego ojca była
              średnio na miejscu, na szczęście zwinął się po 10 minutach.
            • mim288 Re: odwiedziny w szpitalu 05.08.08, 10:34
              Ja miałam pokój jednoosobowy, nie miałam nic zakrwawionego, ani nie
              ciekło mi mleko, nie bolał mnie tyłek (bo miałam cc), moim
              dzieckiem w nocy zajmowały sie położne, więc wolałam miec gości w
              szpitalu niż w domu (gdzie dziećmi musiałam zajmowac się ja) ,
              jedzenie musiałam sobie zrobić sama (nie zjawiało się magicznie
              przede mna w porze obiadu), nie chciało mi się pucować codziennie
              mieszkania (a bałagan mnie krepuje). Nie można generalizować,
              jedna kobieta po porodzie czuje się rewelacyjnie, druga fatalnie.
              Swoją drogą, jesli ktoś nie chce odwiedzin to jego prawo. Mężowi
              mozna powiedzieć, że jego rodzinę woli sie zobaczyć w domu
              (powinien zrozumieć, że własna mama to nie to samo co jego mama, w
              końcu sam pewnie też jest w innej zażyłości w własną mamą i z
              własna teściową).
    • darkym Re: odwiedziny w szpitalu 04.08.08, 12:23
      U nas w szpitalu jest zakaz wchodzenia na sale , jest wydzielone
      specjalne pomieszczenie gdzie mozna odwiedzac , wtedy mama
      przychodzi z dzidziusiem i mozna sobie posiedziec chwile z rodzina i
      nikomu innemu na sali w ten sposob nie przeszkadzasz .
    • eli81 Re: odwiedziny w szpitalu 04.08.08, 12:35
      hmm, ja właśnie rozważam czy nie zezwolić na jedną 15min wizytę rodziców i
      teściów w szpitalu jeśli będę się dobrze czuć, ale do domu nie wpuszczę! już
      rozmawiałam z mężem i 2tyg. chcemy być sami a może dłużej i najwyżej drzwi nie
      otworzymy, no i jeszcze trzeba domofon jakoś wyciszyć bo mamy bardzo upierdliwy
      i głośny big_grin
      Jeśli czegoś nie chcesz to mów o tym, a jak mówienie nie pomaga to drzwi na
      klucz i nie wpuszczaj smile
    • ewcia1980 Re: odwiedziny w szpitalu 04.08.08, 12:50
      jeny - kobiety - ależ Wy macie problemy!!!!
      co z odwiedzinam??
      jesli chcesz zeby przyszła twoja mama/teściowa to im o tym powiedz.
      jesli nie chcesz - to równiez o tym powiedz!

      jaki problem?????

      bo czytajac posty na tym forum mam wrazenie, ze ludzie ze soba nie
      rozmawiaja!!! kazdy tylko chce zeby drugi sie czegos domyslał lub
      wiedział co druga osoba chce. ale skad ma to wiedziec?????

      ja po porodzie w szpitalu lezałam przez 10 dni.
      i w sumie przez ten czas i mój mąż i moja mama musieli byc u mnie
      codziennie. bardzo zle znosze pobyt w szpitalu i towarzystwo było mi
      wrecz niezbedne.

      na odwiedziny tesciów i szwagierki tez czekałam z niecierpliwośca.
      przyjechali, przywiezli mi obiadek i prowiant, obejzeli dziecko,
      chwilke porozmawiali i pojechali.
      i nie mieli nic przeciwko temu, ze nie wygladam jak miss polonia, że
      to oni troche musieli mnie "obsługiwac", a przywieziony
      obiad "wcianałam" juz przy nich.

      gdybym nie zyczyła sobie ich odwiedzin to dzwoniac z informacja, ze
      wnuczka jest juz na swiecie powiedziałabym im o tym.
      a jesli nie byliby zachwyceni (chociaz w przypadku moich tesciów to
      niemozliwe bo oni sa bardzo wyrozumiali) - to trudno. nie dogodzisz
      wszystkim a najwazniejsze jest nie robic nic wbrew sobie!.
      • owianka Re: odwiedziny w szpitalu 04.08.08, 12:54
        Ewcia1980 - święte słowa. Podpisuję się pod każdym. Idealne podsumowanie i tego
        wątku, i tego o odwiedzinach domu.
    • gaja78 Re: odwiedziny w szpitalu 04.08.08, 13:55
      Po porodzie leżałam w sali 4-osobowej. Był maj, było gorąco i duszno, mimo lekko
      uchylonego okna (wiał dość silny wiatr, szerzej nie można było otworzyć ze
      względu na przecią).

      Do każdej z 4 pań, również do mnie, przychodził mąż. Był jeden moment, gdy
      obecni byli wszyscy 4 panowie - to już był hardkor. Nie było czym oddychać na
      sali sad
      Przystawianie dziecka do piersi w takim tłoku było mało sympatyczne.
      Jeśli ktoś poza mężem przychodził do kogokolwiek, to najwyżej na 10 minut i
      pojedynczo. I dobrze. Nie wyobrażam sobie dłuższych czy bardziej licznych
      odwiedzin - czy dotyczyłyby mnie, czy sąsiadki z łóżka obok.
    • kamelia04.08.2007 proste 04.08.08, 13:56
      chcesz, zeby przychodzili, to ich zapraszasz (tylko tak by nie
      przeszkadzali innym położnicom), nie chcesz, to mówisz grzecznie, ze
      nie chcesz, zeby cie odwiedzali i ze zaprosisz ich później.

      Kulturalni ludzie zrozumieja, a buraki beda sie dąsać albo wpraszać.
    • memphis90 Re: odwiedziny w szpitalu 04.08.08, 14:55
      Jestem przeciwko wszelkim odwiedzinom w szpitalu, tym wszystkim pielgrzymkom
      babć, ciotek, koleżanek z pracy itd. Z reguły kobiety nie leżą na sali same,
      więc takie pochody mogą innym mamom naprawdę utrudnić życie. Co z tego, że każda
      grupka wpadnie dosłownie na kwadrans, skoro kobiet na sali jest np. 4 i z tych
      kwadransowych odwiedzin robi się korowód przez 8h? A każda z tych osób wnosi
      swoje zarazki, niekoniecznie łagodne i obojętne dla noworodka (ok. 25% ludzi
      jest nosicielami meningokoków, wywołujących sepsę i zapalenie opon). Pomijając
      fakt, że w "moim " szpitalu nosi się szpitalne piżamy z dużym wycięciem i
      piersiami na wierzchu i nie życzę sobie, by mnie tak oglądały obce osoby. Te
      dwa-trzy dni naprawdę można się powstrzymać, dziecko to nie eksponat w
      przyjezdnym cyrku, żeby do niego wycieczki urządzać. A że komuś wygodniej będzie
      przyjmować całą familię w szpitalu a nie w domu- to mnie akurat guzik obchodzi.
      • ewcia1980 Re: odwiedziny w szpitalu 04.08.08, 15:19
        memphis90 napisała:
        > A że komuś wygodniej będzie przyjmować całą familię w szpitalu a
        > nie w domu- to mnie akurat guzik obchodzi.

        A idac tym tokiem rozumowania to kogos moze guzik obchodzic, ze Ty
        nie zyczysz sobie wizyt w szpitalu smile
        A zakazu odwiedzin w wiekszości szpitali nie ma.
        • gaja78 Re: odwiedziny w szpitalu 04.08.08, 15:26
          ewcia1980 napisała:

          > A idac tym tokiem rozumowania to kogos moze guzik obchodzic, ze Ty
          > nie zyczysz sobie wizyt w szpitalu smile

          Nie masz racji. Jeśli którakolwiek z położnic na sali nie życzy sobie wizyty
          osób innych niż świeżo upieczonych ojców, to obowiązkiem pozostałych pań jest to
          życzenie uszanować.

          > A zakazu odwiedzin w wiekszości szpitali nie ma.

          A wiesz dlaczego nie ma ? Żeby odwiedzający kobietę w szpitalu przypilnował jej
          dziecka, gdy ta będzie chciała np. wziąć prysznic. Pielęgniarki mają wtedy
          problem opieki nad noworodkiem z głowy uncertain
          • yo-ki Re: odwiedziny w szpitalu 04.08.08, 15:48
            ...po pierwszym porodzie mąż był na telefon kiedy dzwoniłam
            przychodził (moi rodzice daleko)mama- teściowa przywoziła specjalne
            jedzonko ziemniaczki i gotowany filet z kurczaczka,wchodziła pytała
            co potrzeba i wychodziła..nie męczyła mnie,teść wstrzymał się z
            odwiedzinkami do powrotu do domku, chciał chyba oszczędzić sobie
            tych czasem widoków a po grugie nie byłam samam w pokoju...natomiast
            koleżanek pielgrzymki mnie wykańczały doprowadzały do szaleństwa
            teścowie, rodzice, kuzyństwo, wujostwo...rodzeństwo znajomi
            znajomych znajomi.....koszmar i jeszcze raz koszmar....ja chciałam
            się zdrzemnąć a tu kolejna wizyta...zwróciłam delikatnie uwagę ale
            to nie poskutkowało wręcz czułam sie obgadywana - było to robione
            rówie niedyskretnie....sądzę ,że teraz z mojej strony bedzie tak
            samo czyli spokojnie z wiytami a życze sobie lepszej współlokatorki.
            • batutka yo-ki 04.08.08, 16:23
              ma racje
              piszecie w wiekszosci o sobie i swoich odczuciach, ale zapominacie, ze nie
              lezycie same i ze Wasi goscie moga byc przyczyna udreki dla innych kobiet na sali
              oczywiscie nie mam nic przeciwko temu, zeby ba chwile wpadla rodzina zobaczyc
              dziecko (choc mysle, ze nic sie nie stanie jak zrobia to w domu po wyjsciu matki
              i dziecka ze szpitala), ale niech to trwa naprawde chwilke
              swietym prawek lezacych na oddziale jest odpoczynek - mialy przeciez ciezkie,
              meczace chwile za soba wiec tabuny ludzi nie pomagaja w tym odpoczynku
              i jesli wlasnie kobietom nie przeszkadza, ze odwiedza je rodzina, to powinny
              pomyslec o innych na sali

              mnie na przyklad krepowalo wyciaganie cyca przy innych (a mialam problem z
              laktacja), wyjmowanie podpasek i maszerownie z nimi do lazienki, krwawilam
              rowniez wiec i przescieradlo nie nalezalo do najczystszych, a to dodatkowo krepowalo
              poza tym bylo duszno od nadmiaru ludzi (niektorzy tatusiowie nawet rozmawiali
              przez komorke)
              nie mowie juz nawet o spaniu - nie dalo sie przespac po nieprzespanej nocy
              i powiem Wam, ze jak juz w koncu goscie sie rozeszli, wszystkie odpoczelysmu wink
          • ewcia1980 Re: odwiedziny w szpitalu 04.08.08, 20:35
            gaja78 napisała:

            > ewcia1980 napisała:
            > > A idac tym tokiem rozumowania to kogos moze guzik obchodzic, ze
            Ty nie zyczysz sobie wizyt w szpitalu smile


            > Nie masz racji. Jeśli którakolwiek z położnic na sali nie życzy
            sobie wizyty osób innych niż świeżo upieczonych ojców, to
            obowiązkiem pozostałych pań jest to życzenie uszanować.


            na szczescie nie miałam okazji sie o tym przekonac!!
            leżałam w szpitalu przez 10 dni wiec sporo dziewczyn "przewineło
            sie" przez moja sale i żadna nie wyskoczyła z tekstem , że "guzik ja
            obchodzi", ze ja potrzebuje obecności bliskich i nie zyczy sobie aby
            ktos obcy był na sali!!

            na szczescie w realu dziewczyny nie sa tak anty nastawione do
            wszystkiego i wszystkich!


            > > A zakazu odwiedzin w wiekszości szpitali nie ma.
            >
            > A wiesz dlaczego nie ma ?

            nie wnikam dlaczego!!
            nie ma i tyle.
        • memphis90 Re: odwiedziny w szpitalu 05.08.08, 06:50
          > A idac tym tokiem rozumowania to kogos moze guzik obchodzic, ze Ty
          > nie zyczysz sobie wizyt w szpitalu smile
          A jednak powinno, bo to JA jestem pacjentką i mam prawo nie życzyć sobie
          korowodów obcych ludzi. Ten punkt w prawach pacjenta o poszanowaniu godności i
          intymności nie odnosi się tylko do personelu.

          > A zakazu odwiedzin w wiekszości szpitali nie ma.
          >
          >
          Na "mojej" porodówce są. Na szczęście...
          • ewcia1980 Re: odwiedziny w szpitalu 05.08.08, 08:46
            memphis90 napisała:
            > A jednak powinno, bo to JA jestem pacjentką i mam prawo nie życzyć
            sobie korowodów obcych ludzi.

            ta jasne - TY, TY, TY
            a ta do której przychodza goście to juz nie jest pacjentka, czy jak?

            dla jasności - nie popieram korowodów obcych ludzi na oddziale matka-
            dziecko, którzy przesiaduja w nieskonczonośc.
            ale nie lubie przesady i popadania w skrajności czy patrzenia tylko
            i wyłacznie na swój czubek nosa.


            > Na "mojej" porodówce są. Na szczęście...

            ot i po problemie.
            • gaja78 Re: odwiedziny w szpitalu 05.08.08, 10:21
              ewcia1980 napisała:

              > dla jasności - nie popieram korowodów obcych ludzi na oddziale matka-
              > dziecko, którzy przesiaduja w nieskonczonośc.
              > ale nie lubie przesady i popadania w skrajności czy patrzenia tylko
              > i wyłacznie na swój czubek nosa.

              Skoro nie lubisz patrzeć tylko na swój czubek nosa, można mieć nadzieję, że twoje współlokatorki na sali położniczej nie będą uraczone wizytami twojej rodziny i znajomych tongue_out
              • ewcia1980 Re: odwiedziny w szpitalu 05.08.08, 12:25
                gaja78 napisała:
                > Skoro nie lubisz patrzeć tylko na swój czubek nosa, można mieć
                nadzieję, że twoje współlokatorki na sali położniczej nie będą
                uraczone wizytami twojej rodziny i znajomych tongue_out


                i własnie o takim durnowatym popadaniu w skrajności pisze!!!!
                i jesli moje wspólokatorki beda lezały w szpitalu gdzie jest zakaz
                odwiedzin to moja rodzina (mąż i mama) napewno nie bedzie ich
                niepokoic.
                zapewniam Cie!!
                • gaja78 Re: odwiedziny w szpitalu 05.08.08, 13:58
                  ewcia1980 napisała:

                  > i własnie o takim durnowatym popadaniu w skrajności pisze!!!!
                  > i jesli moje wspólokatorki beda lezały w szpitalu gdzie jest zakaz
                  > odwiedzin to moja rodzina (mąż i mama) napewno nie bedzie ich
                  > niepokoic.
                  > zapewniam Cie!!
                  >

                  O co ci chodzi z tą skrajnością ?
                  Dla mnie ograniczenie odwiedzających do osoby męża to zwykły kompromis, nie
                  skrajność. Jeśli ktoś jeszcze - ewentualnie na 10-15 minut. Jeśli tylko zakaz
                  odwiedzin może kogoś powstrzymać od organizowania pielgrzymek, to szkoda, bo
                  powinna to być zwykła ludzka przyzwoitość. Ze względu na noworodki przede wszystkim.
                  • ewcia1980 Re: odwiedziny w szpitalu 05.08.08, 14:44
                    gaja78 napisała:
                    > O co ci chodzi z tą skrajnością ?

                    naprawde musze to tłumaczyc??
                    no cóż jesli tak - dla mnie skrajnościa jest postawa - nie zycze
                    sobie jakichkolwiek odwiedzin i guzik mnie obchodzi, ze moje
                    współlokatorki z sali chca zeby je ktosa odwiedził.
                    taki zakaz to dla mnie czysty absurd


                    > Dla mnie ograniczenie odwiedzających do osoby męża to zwykły
                    kompromis, nie skrajność. Jeśli ktoś jeszcze - ewentualnie na 10-15
                    minut.

                    Ale to jest to własnie nie patrzenie na czubek własnego nosa, o
                    którym pisałam. nie wydaje Ci sie??


                    Jeśli tylko zakaz
                    > odwiedzin może kogoś powstrzymać od organizowania pielgrzymek, to
                    szkoda, bo
                    > powinna to być zwykła ludzka przyzwoitość. Ze względu na noworodki
                    przede wszys
                    > tkim.

                    ja naprawde nie wiem z kim leżałas na sali, ze były az takie tłumy
                    odwiedzajacych!!
                    ja leżałam az 10 dni wiec naprawde sporo dziewczyn przewineło sie
                    przez moja 3 -osobowa sale i do nikogo nie przychodziły az takie
                    pielgrzymki i wcale nie siedziały godzinami.
                    owszem przychodzili mężowie, czasem mama/tesciowa lub jakas
                    koleżanka ale wiekszośc ludzi jednak potrafi sie zachowac w szpitalu
                    i wie co wypada a co nie.

                    a jesli trafi sie jakis wyjatek - no to nie róbmy z tego "plagi
                    natretnych odwiedzajacych".
                    i tyle.
                    • gaja78 Re: odwiedziny w szpitalu 05.08.08, 15:51
                      ewcia1980 napisała:

                      > naprawde musze to tłumaczyc??
                      > no cóż jesli tak - dla mnie skrajnościa jest postawa - nie zycze
                      > sobie jakichkolwiek odwiedzin i guzik mnie obchodzi, ze moje
                      > współlokatorki z sali chca zeby je ktosa odwiedził.
                      > taki zakaz to dla mnie czysty absurd
                      >
                      >
                      > > Dla mnie ograniczenie odwiedzających do osoby męża to zwykły
                      > kompromis, nie skrajność. Jeśli ktoś jeszcze - ewentualnie na 10-15
                      > minut.
                      >
                      > Ale to jest to własnie nie patrzenie na czubek własnego nosa, o
                      > którym pisałam. nie wydaje Ci sie??

                      Z tego wynika, że z praktycznego punktu widzenia, mamy podobne zdanie na temat odwiedzin w szpitalu smile Nie rozumiem zatem, o co się pieklisz smile

                      Natomiast jeśli chodzi o ideologię, to ty uważasz, że jeśli masz ochotę przyjąć w szpitalu w ciągu dnia na przykład 5 osób, to nikomu nic do tego, bo to twoi odwiedzający. Natomiast ja uważam, że 5 osób odwiedzających mnie to naruszenie zasady poszanowania godności i intymności współlokatorek, o której wspominała Memphis.
                      • ewcia1980 Re: odwiedziny w szpitalu 05.08.08, 20:43
                        gaja78 napisała:
                        > Natomiast jeśli chodzi o ideologię, to ty uważasz, że jeśli masz
                        ochotę przyjąć w szpitalu w ciągu dnia na przykład 5 osób, to
                        nikomu nic do tego, bo to twoi odwiedzający.


                        kurde!!! gaja78 czemu ty "wkładasz" mi w usta słów, których nigdy
                        nie powiedziałam!!!!!
                        własnie o to sie "piekle" bo czegos takiego strasznie nie lubie!!

                        i po raz ostatni - uważam, ze tak samo jak jedna pacjentka ma prawo
                        do pewnego rodzaju intymności tak samo druga ma prawo do
                        krótkiej wizyty osób najblizszych.

                        a nt ilosci "sztuk" odwiedzajacych pacjentke nie bede dyskutowac bo
                        to nie ma najmiejszego sensu tak samo jak jakis "limit" odwiedzin,
                        bo jedna pacjentka lezy w szpitalu 3 doby, inna 10 lub dłuzej.

                        poza tym chyba nie za bardzo dłuzej chce mi sie roztrzasac ten temat
                        wiec ... pozdrawiam
                        • gaja78 Re: odwiedziny w szpitalu 05.08.08, 21:59
                          ewcia1980 napisała:

                          > gaja78 napisała:
                          > > Natomiast jeśli chodzi o ideologię, to ty uważasz, że jeśli masz
                          > ochotę przyjąć w szpitalu w ciągu dnia na przykład 5 osób, to
                          > nikomu nic do tego, bo to twoi odwiedzający.
                          >
                          >
                          > kurde!!! gaja78 czemu ty "wkładasz" mi w usta słów, których nigdy
                          > nie powiedziałam!!!!!
                          > własnie o to sie "piekle" bo czegos takiego strasznie nie lubie!!

                          Aha. Czyli nie uważasz tak, jak napisałam powyżej, tak ? Jakbyś chciała przyjąć
                          5 osób w ciągu jednego dnia w szpitalu to sumienie podpowie ci, że nie masz do
                          tego prawa ze względu na współlokatorki. Dobrze rozumuję ? W takim razie
                          ideologicznie również się zgadzamy smile

                          Widocznie źle zrozumiałam twoje wypowiedzi, zwracam honor i przepraszam.
                        • memphis90 Re: odwiedziny w szpitalu 06.08.08, 17:45
                          zemu ty "wkładasz" mi w usta słów, których nigdy
                          > nie powiedziałam!!!!!
                          > własnie o to sie "piekle" bo czegos takiego strasznie nie lubie!

                          Nie? A sama tak robisz... Ja nigdzie nie napisałam, że nie zgadzam się na
                          obecność/odwiedziny męża czy mamy- w domyśle JEDNEJ osoby. Odnosiłam się do
                          pielgrzymek znajomych przyjmowanych w szpitalu, bo mamie tak wygodniej, niż
                          cudować w domu z ciastkami i kawą. Może zamiast zarzucać mi patrzenie na czubek
                          swojego nosa zaczniesz czytać posty, na które odpowiadasz? Moja rodzina swoim
                          nieprzychodzeniem do szpitala w niczym innym pacjentkom nie przeszkadza, podczas
                          gdy cudze korowody rodzinne- owszem.
                          • ewcia1980 Re: odwiedziny w szpitalu 08.08.08, 09:21
                            memphis90 napisała:
                            > Nie? A sama tak robisz...
                            > Ja nigdzie nie napisałam, że nie zgadzam się na
                            > obecność/odwiedziny męża czy mamy- w domyśle JEDNEJ osoby.

                            doprawdy???
                            ale to chyba Ty napisałas w swoim pierwszym poście:
                            "Jestem przeciwko wszelkim odwiedzinom w szpitalu, tym wszystkim
                            pielgrzymkom babć, ciotek, koleżanek z pracy itd."

                            wiec zdecyduj sie jakiesz masz zdanie.
                            czy jestes przeciwna WSZELKIM odwiedzino BABĆ (czyli mamie i
                            tesciowej młodej mamy) czy tez nie!!


                            Odnosiłam się do
                            > pielgrzymek znajomych przyjmowanych w szpitalu,

                            znajomych powiadzasz???
                            to znów odsyłam do twojego pierwszego postu gdzie piszesz o rodzinie
                            a nie znajomych!
                            "A że komuś wygodniej będzie przyjmować całą familię w szpitalu a
                            nie w domu- to mnie akurat guzik obchodzi."


                            > Może zamiast zarzucać mi patrzenie na czubek
                            > swojego nosa zaczniesz czytać posty,

                            chyba udowodnilam Ci, ze to własnie zrobiłam!!


                            Moja rodzina swoim
                            > nieprzychodzeniem do szpitala w niczym innym pacjentkom nie
                            przeszkadza, podczas gdy cudze korowody rodzinne- owszem.

                            To ile was leżało na tej sali???
                            I do ilu przychodziły az takie korowody a ile sie az tak skarzylo na
                            te korowody.
                            serio - jestem naprawde ciakawa!!
    • lalinka11 Re: odwiedziny w szpitalu 04.08.08, 15:58
      Przez pierwszy tydzień ( dom i szpital ) jedyne osoby, które będą mi towarzyszyć to mama, mąż i synek. To już zostało z góry ustalone. Cała reszta rodziny będzie nas odwiedzać w dalszych tygodniach po porodzie, tylko stopniowo i po wcześniejszej zapowiedzi telefonicznej.
      Chciałabym, żeby pierwsze dni razem z maleństwem odbyły się w cichej, intymnej atmosferze.
    • korlewna Re: odwiedziny w szpitalu 05.08.08, 08:50
      wszystko zalezy od Ciebie, a nie reszty towrzystwa.
      MOim zdaniem do szpitala, na dluższe posiedzenia powinien
      przychodzić tata dziecka, ewentualnie ktoś inny, jesli chce tego
      mama noworodka... Ale też nie widzę nic dziwnego w tym, ze
      dziadkowie dziecka chcą zobaczyć Maleństwo, choćby na chwilę... nie
      zabroniłabym im tego.
      Do nas przychodził mąż i moja mama, w praktyce wymieniali sie i nie
      powiem... bardzo mi pomogli w tych pierwszych dniach...
      Bardzo różnie kobiety czują się po porodzie, bardzo rożne też
      zwyczaje panują w szpitalach... chyba nie ma sensu planowac z góry
      co i jak, bo rzeczywistośc może okazac się inna, niż ta planowana...
    • kaskahh Re: odwiedziny w szpitalu 05.08.08, 09:33
      ja sobie nie zycze u juz zapowiedzialam
      tym bardziej, ze moi rodzice mieszakaj w PL a tu tylko OBCA tesciowa, chyba nie
      mam ochoty...
      na chwile obecna
    • absit jak to dawniej bywało... 05.08.08, 10:07
      a ja się cieszę, że w dzisiejszych czasach jest możliwość odwiedzin po porodzie w szpitalu. Dawno, dawno temu ( 16 lat wstecz ) kiedy rodziłam panował absolutny zakaz odwiedzin na położniczym. "Wizyty" męża, rodziny odbywały się przez zamknięte drzwi ze zbrojonym szkłem, którego wtopione metalowe nitki dawały poczucie, że jestes w więzieniu - dziecko można było pokazac męzowi tylko jeśli pielęgniarka miała dobry humor i przyniosła go z oddziału noworodków - oczywiście dzieci nie były z matkami - donoszono je tylko na karmienie. A młoda mamusia wypłakiwała oczy z tęsknoty za tym, żeby przytulić się do męża ( porody rodzine? zapomnijcie! ostatni kontakt z mężem czy rodziną kobieta miała przed przyjęciem ją na izbę porodową )A jak jeszcze przyszła przedłużająca się żółtaczka dziecka to i tydzień musiała bidula w zamknięciu, w osamotnieniu spędzac w szpitalu...jak w więzieniu. Obiadki czy inne smakołyki donoszone przez rodzinę? zapomnijcie - z założenia wszystko co pochodziło z poza szpitalnej kuchni było be - nie zdrowe, nie potrzebne położnicy wręcz szkodliwe dla dziecka - przecież dieta szpitalna jest tak przemyślana, żeby była wystarczająca. itd. itd....Także ja rozumiem chęć czy niechęć do odwiedzin w szpitalu ( bo to indywidualna sprawa ) ale postarajcie się docenić to, że macie możliwość wyboru - ja takiego nie miałam.
      • fantumtam Re: jak to dawniej bywało... 05.08.08, 12:05
        Dzięki za wpisy, chciałam poznać Waszą opinię, bo myślałam, że tylko
        ja mam "dziwaczny" pogląd na te sprawy i może nawet jestem
        niekulturalna.
        To nie jest dla mnie problem, wystarczy przecież powiedzieć i już,
        niestety niektórzy mają problem ze zrozumieniem.
        Także uważam, że skoro sale są kilkuosobowe to odwiedziny powinny
        się odbywać w wytyczonym miejscu, a na salę np. mogłaby mieć wstęp
        jedna osoba i to też gdy matce trzeba pomóc, jeśli żle czułaby się
        po porodzie.
        • gaja78 Re: jak to dawniej bywało... 05.08.08, 14:01
          fantumtam napisała:

          > Także uważam, że skoro sale są kilkuosobowe to odwiedziny powinny
          > się odbywać w wytyczonym miejscu, a na salę np. mogłaby mieć wstęp
          > jedna osoba i to też gdy matce trzeba pomóc, jeśli żle czułaby się
          > po porodzie.

          ... lub jeśli matka chciałaby pójść pod prysznic, a na oddziale noworodków
          robiony byłby fochy w temacie opieki nad dzieckiem. Tak było w moim szpitalu -
          mężowie przychodzili praktycznie po to, żeby zająć się dzieckiem, gdy matka
          załatwiała swoje sprawy. Nie przesiadywali pół dnia. I dobrze, bo naprawdę nie
          było czym oddychać w 4-osobowej sali sad
          • bweiher Co do prysznica ... 05.08.08, 15:02
            A mam takie małe pytanko dotyczące wychodzenia do łazienki.Czy wasze koleżanki z
            sali były jakieś wredne lub dziwne? Ja jak leżałam w sali z 3 dziewczynami to
            jak któraś z mamuś chciała iść się wykąpać to my pilnowałyśmy jej dziecka.Jak
            zapiszczało to troszke pobujałyśmy w najgorszym wypadku wzięłyśmy na ręce.I tak
            na zmianę.Do dziś przyjaznie się z jedną z nich.Trzeba sobie pomagać,kobiety!!!
            • przeciwcialo Re: Co do prysznica ... 05.08.08, 15:56
              Ja odwoziłam dziecko do pielęgniarek. Zawsze jakas na sali
              noworodków była. Wogóle pielęgniarki robiły przy dzieciach wszystko,
              mamy miały tylko karmic choc jak nie miały ochoty czy pokarmu to i
              nakarmiły bez problemu.
              • bweiher Re: Co do prysznica ... 05.08.08, 16:02
                No,to też miałas fajnie.I prysznic można wziąć w spokoju i włosy umyc,a
                nie,szybko,szybko byleby się ochlapac i do dziecka.
              • gaja78 Re: Co do prysznica ... 05.08.08, 16:04
                przeciwcialo napisała:

                > Ja odwoziłam dziecko do pielęgniarek. Zawsze jakas na sali
                > noworodków była. Wogóle pielęgniarki robiły przy dzieciach wszystko,
                > mamy miały tylko karmic choc jak nie miały ochoty czy pokarmu to i
                > nakarmiły bez problemu.

                W moim szpitalu tylko jedna, słownie: JEDNA pielęgniarka przyjmowała dziecko na oddział, jak matka chciała iść pod prysznic. Reszta się wypinała, że niby zarobione są i kazała współlokatorkom pilnować sad
                • przeciwcialo Re: Co do prysznica ... 05.08.08, 16:09
                  Bo to metodyka rooming in wychodzi. Jak mama urodziła to niech się
                  zajmuje dzieckiem- to takie naturalne.
                  Kiedyś rooming był nowościa i szybko podchwycono go bo mniej roboty
                  dla pielegniarek.
                  Ciesze sie że pani ordynator rozumiała że kobieta po porodzie może
                  być zwyczajnie zmeczona i tak ustawiła pracę na oddziale że matka
                  mogła normalnie funkcjonowac a nie szarpać się pomiedzy dzieckiem a
                  toaleta.
                  • gaja78 Re: Co do prysznica ... 05.08.08, 16:17
                    przeciwcialo napisała:

                    > Bo to metodyka rooming in wychodzi. Jak mama urodziła to niech się
                    > zajmuje dzieckiem- to takie naturalne.
                    > Kiedyś rooming był nowościa i szybko podchwycono go bo mniej roboty dla pielegniarek.

                    Zgadza się. Rooming - świetna sprawa, ale bez przegięć w drugą stronę, których miałam wątpliwą przyjemność doświadczyć. Ale to w ogóle ciemna strona mocy był ten oddział, nawet o łyżkę z salową trzeba było się bić tongue_out
            • gaja78 Re: Co do prysznica ... 05.08.08, 16:02
              bweiher napisała:

              > A mam takie małe pytanko dotyczące wychodzenia do łazienki.Czy wasze koleżanki
              > z
              > sali były jakieś wredne lub dziwne? Ja jak leżałam w sali z 3 dziewczynami to
              > jak któraś z mamuś chciała iść się wykąpać to my pilnowałyśmy jej dziecka.Jak
              > zapiszczało to troszke pobujałyśmy w najgorszym wypadku wzięłyśmy na ręce.I tak
              > na zmianę.Do dziś przyjaznie się z jedną z nich.Trzeba sobie pomagać,kobiety!!!

              Nie, skąd pomysł że były wredne ? 2 były po cesarce, trzeciej się trafiło dziecko, co wyjątkowo mało spało i ciągle było głodne. Do toalety wychodziłam zostawiając im swoją małą pod opieką, ale już na czas prysznica - nie bardzo była taka możliwość. Tym bardziej że moja mała nie chciała ciągnąć smoczka - nie było mowy o uspokojeniu "na szybko".
              • bweiher Re: Co do prysznica ... 05.08.08, 16:08
                no wiesz,my wszystkie byłyśmy po cesarce i jakoś sobie pomagałyśmy,bo każda
                chciała iść się wykąpac.Ale nie o to chodzi.Tylko dziewczyny piszą że mężowie
                przychodzili żeby zająć się dzieckiem na czas "łazienkowy" i stąd moje
                pytanie.Po prostu jestem ciekawa czemu koleżanki salówki nie pomagały.A sale
                jednoosobowe to też inna bajka.
                • gaja78 Re: Co do prysznica ... 05.08.08, 16:15
                  bweiher napisała:

                  > no wiesz,my wszystkie byłyśmy po cesarce i jakoś sobie pomagałyśmy,bo każda
                  > chciała iść się wykąpac.

                  Chwała wam za to. Jednak nie jest to obowiązek współlokatorek szpitalnych. Moje wyglądały źle, czuły się źle, zaciskały zęby z bólu i walczyły ze swoimi dziećmi o przystawianie do piersi. Nie miałam sumienia angażować ich w opiekę nad moim dzieckiem na dłużej niż 5 minut.
                  • przeciwcialo Re: Co do prysznica ... 05.08.08, 16:23
                    Poza tym czym innym jest poruszac becikiem żeby dziecko się
                    uspokoiło a czym innym branie obcego dziecka na rece.
                    Po porodzie kobiety róznie sie czują. A gdyby kobieta zasłabła?
                    Dzieci w szpitalu mogłysmy wozić w specjalnym wózeczku, branie na
                    rece i spacerowanie nawet po sali było ostro zakazane.
                    • gaja78 Re: Co do prysznica ... 05.08.08, 16:35
                      przeciwcialo napisała:

                      > Poza tym czym innym jest poruszac becikiem żeby dziecko się
                      > uspokoiło a czym innym branie obcego dziecka na rece.

                      Zgadzam się.
                  • hanalui Re: Co do prysznica ... 05.08.08, 20:22
                    gaja78 napisała:
                    > Nie miałam sumienia angażować ich w opiekę nad mo
                    > im dzieckiem na dłużej niż 5 minut.

                    Ale o czym wy w ogole mowicie? Takie swiezo urodzone dziecko po
                    najedzeniu, przewinieciu spi conajmniej 30 minut bez przerwy, jak
                    nie dluzej, nie trzeba go nosic na rekach, moze spokojnie zostac
                    polozone do tych szpitalnych wanienek a mama spokojnie moze isc do
                    toalety czy wziac prysznic.
                    Sama bylam po cesarce, do glowy nikomu nie przychodzilo prosic
                    jakakolwiek inna mame z sali o dogladanie dziecka, zadna inna mama i
                    mnie o przysluge nie prosila, nikt tez z rodzin nie dogladal nikomu
                    dzieci bo wiekszosc kobiet robila toalete w godzinnach rannych przed
                    godzina odwiedziny. Dzieci jakos nie wyly i nie umieraly, polozne
                    dogladaly dzieci jedynie w nocy (i to tylko te ktorych mamie nie
                    dawalo sie uspokoic) by mamy mogly sie wyspac i wypoczac.
                    • gaja78 Re: Co do prysznica ... 05.08.08, 22:17
                      hanalui napisała:

                      > Ale o czym wy w ogole mowicie? Takie swiezo urodzone dziecko po
                      > najedzeniu, przewinieciu spi conajmniej 30 minut bez przerwy, jak
                      > nie dluzej, nie trzeba go nosic na rekach, moze spokojnie zostac
                      > polozone do tych szpitalnych wanienek a mama spokojnie moze isc do
                      > toalety czy wziac prysznic.

                      Hanalui, napisałaś: PO NAJEDZENIU.
                      Może karmiłaś dziecko butlą. Może miałaś szybki nawał pokarmu. Nie wnikam. Moja
                      laktacja bardzo powoli się rozkręcała i pierwsze dwie doby życia mojego dziecka
                      to była jedna wielka awantura o puste piersi z krótkimi przerwami na sen, z
                      którego pobudki były kompletnie nieprzewidywalne tongue_out
                      • hanalui Re: Co do prysznica ... 05.08.08, 22:33
                        gaja78 napisała:
                        > Hanalui, napisałaś: PO NAJEDZENIU.
                        > Może karmiłaś dziecko butlą. Może miałaś szybki nawał pokarmu. Nie
                        wnikam. Moja
                        > laktacja bardzo powoli się rozkręcała i pierwsze dwie doby życia
                        mojego dziecka
                        > to była jedna wielka awantura o puste piersi z krótkimi przerwami
                        na sen, z
                        > którego pobudki były kompletnie nieprzewidywalne tongue_out

                        Karmilam piersia, nawalu nie mialam, dziecko mialo silna zoltaczke i
                        na glowie stawalam by chcialo jesc, wiem bardzo dobrze co to
                        problemy, ciagniecie nogami za soba i niemoznosc wejscia czy zejscia
                        z lozka z pocietym brzuchem. O laktacje walczylam jeszcze przez 3
                        miesiace zanim sie rozkrecila smile, spania dziecko nie mialo do 7
                        mies smile A pomimo to bedac w szpitalu czy juz potem w domu na 20 min
                        dziecko bylo spacyfikowane i dalo sie wyjsc do lazienki, miec
                        prysznic.
                        I kurcze nie tylko ja taka zdolna bylam, bo przez tydzien pobytu
                        przewinelo sie troche kobiet na mojej sali i braly tez prysznic,
                        siusialy, wymienialy podpaski itd.
                        Nie jestem w stanie uwierzyc ze podczas 24 godzin nie bylo 20 min
                        hurtem do zajecia sie soba i dziecko odlozyc na ten moment.
                        NO chyba ze sie balas ze ktos je ukradnie big_grin lub zamieni na
                        brzydsze...bo ja tylko o to sie balam jak pierwszy raz poszlam big_grin
                        • gaja78 Re: Co do prysznica ... 05.08.08, 22:39
                          hanalui napisała:

                          > Nie jestem w stanie uwierzyc ze podczas 24 godzin nie bylo 20 min
                          > hurtem do zajecia sie soba i dziecko odlozyc na ten moment.

                          Było, było. Tylko kompletnie nie wiedziałam, czy akurat teraz jest te 20 min,
                          czyli czy zaraz po moim wyjściu dziecko nie zrobi awantury nr 124 ;P Dlatego
                          pod prysznic chodziłam gdy przyjeżdżał małżonek.
    • an_o Re: odwiedziny w szpitalu 05.08.08, 13:29
      U mnie będzie mąż, mama, tata i brat (nie godzinami, tylko na chwilę
      oczywiście). Teściowa na pewno nie przyjdzie, bo jest bardzo daleko.
      Ale gdyby tu była, to na kilka minut, żeby zobaczyć dziecko nie
      broniłabym jej przyjść. Pozostała rodzina, przyjaciółki i znajomi
      mają zakaz przychodzenia i ich dąsanie się mam gdzieś. A do domu
      zaproszę, jak i kiedy będę miała ochotę, a reszta ma się dostosować.
    • przeciwcialo Re: odwiedziny w szpitalu 05.08.08, 14:26
      Tam gdzie rodziłam odwiedziny były mozliwe tylko w pokoju odwiedzin
      i chwała ordynatorowi ze nie zgadzał się na odwiedziny w salach.
      Odwiedzała mnie tylko mama i mąż i donosili mi potrzebne rzeczy.
      • zaba772 Re: odwiedziny w szpitalu 05.08.08, 14:48
        My na cale szczescie mieszkamy spory kawalek od rodzicow, zarowno
        jednych jak i drugich...ufffsmile
        Bylam umowiona z moja mama, ze dam Jej znac, jak bede potrzebowac
        pomocy i Ona od razu bierze wolne i przybywa na ratuneksmile I tak tez
        sie stalo, za co bylam baaardzo wdzieczna!
        A potem nagle tesciowa zapowiedziala sie, ze to Ona przyjedzie jak
        mojej mamie skonczy sie juz urlop...wrrrrsmile
        Na cale szczescie po rozmowie z mezem jakos udalo sie, ze tesciowa
        nie przyjechala! Odwiedzili nas tylko po 3 tygodniach na weekendsmile
        Ja tez z tych, ktore nie lubia odwiedzin przy malym dzieckusmile
        A w szpitalu oczywiscie byl przy mnie tylko maz! Lezalam na
        jednoosobowej sali, wiec bylismy w 3ke calymi dniamismile Nie wyobrazam
        sobie tego inaczej...
    • hanalui Re: odwiedziny w szpitalu 05.08.08, 15:29
      W moim szpitalu codziennie byly wyznaczone terminy odwiedzin. Jedna
      pora byla chyba kolo 12 przez godzine i druga 18-21. Dodatkowo kazda
      poloznica moze wyznaczyc kogos kto dostanie imienna przepustke do
      dostepu przez caly na czas porodu i potem przez caly czas proc nocy
      oczywiscie. Do kazdej osoby ochrona wpuszcza maksymalnie 3 osoby,
      kazda osoba dostaje przepustke, ktora podpinana jest pod nr lozka i
      pokoju poloznicy. Poniewaz to bylo za granica i z rodziny byl tylko
      moj maz a ja w szpitalu spedzilam tydzien to musze powiedziec ze
      bardzo zalowalam ze nikt w godzinach wizyt nie przychodzi do mnie,
      nie cieszy sie moja radoscia, nie przynosil bukietow kwiatow,
      prezentow. Bylo mi strasznie ale to strasznie smutno sad. Do
      wszystkich wokol goscie, smiechy, podziwianie dziecka, a ja caly
      czas prawie sama. Jakos nawet maz sie nie liczyl...chcialam calemu
      swiatu pokazac moje dziecko, a tego swiata jakos nie bylo sad.
      Znajomi w godzinach odwiedzin albo w pracy, albo wracajacy z pracy,
      pedzacy do domu i dzieci, dojechanie do szpitala to duza wycieczka
      ze wzgledu na wszechobecne korki.Maz nie zawsze mogl byc, pracowal.
      I wcale nie chodzilo o to by ktos mi pomagal, bo szlo mi z wszystkim
      swietnie, a jak byl problem to polozne na kiwniecie palcem, ale
      zwyczajnie chcialam by ktos wpadl i pogadal, cieszyl sie razem ze
      mna i mezem sad
      A goscie innych mi nie przeszkadzali bo kazde lozko ma
      bardzo "skaplikowany wynalazek" jakim za zaslonki dookola lozka
      ktorymi moze sie oddzielic od calej reszty, robilo mi sie tylko
      smutno gdy przychodzili a wiedzialam ze to goscie nie do mnie sad
    • budzik11 Re: odwiedziny w szpitalu 05.08.08, 16:18
      Po pierwszym porodzie odwiedzał mnie tylko mąż, mama spytała, czy może
      przyjechać, powiedziałam, że nie, bez przesady, to tylko 2 dni. Przyjechała jak
      już byłam w domu.
      Po drugim porodzie (cc) leżałam 6 dni i tu już pozwoliłam mamie i siostrom
      przyjechać, no i oczywiście mąż bywał.
      Nic mnie tak nie drażniło jak konieczność wysłuchiwania rodzinnych opowieści
      gości moich współlokatorek o przysłowiowych "wuju Heńku i ciotce Jadźce" kiedy
      ja chciałam się zdrzemnąć albo karmić piersią, albo usiłowałam uśpić dziecko.
    • annapa7 Re: odwiedziny w szpitalu 05.08.08, 22:10
      Czytam sobie od jakiegoś czasu wątki typu odwiedziny w domu,
      odwiedziny w szpitalu itp. I nasuwa mi się taki wniosek:
      Dziewczyny, szczególnie te, które będą rodzić pierwsze dziecko - nie
      zarzekajcie się!!! Trochę mnie irytują wypowiedzi typu - "ja chcę,
      żeby mi na ileśtam tygodni dali spokój a nie zwalali mi się do domu"
      czy "ja już dałam zakaz wstepu do szpitala", czy w drugą stronę -
      "jak ktoś zechce to niech przychodzi" itp.
      A skąd Wy wiecie, jak będziecie się czuć bezpośrednio po porodzie,
      zaraz po powrocie do domu, dwa tygodnie później itd??? Skąd wiecie,
      ile czasu spędzicie w szpitalu? Oby te przepisowe dwie doby, ale w
      życiu różnie bywa... I skąd wiecie, że wtedy nie zatęsknicie za
      towarzystwem? Albo przeciwnie, że po zapewnieniach - przychodźcie,
      będziecie wolały zostać same???

      Podsumowując - w obecnych czasach, gdzie telefony komórkowe są w
      powszechnym użyciu mało kto - jeżeli w ogóle są takowi - decyduje
      się na odwiedziny u kogoś w szpitalu czy w domu zaraz po
      przywiezieniu noworodka bez wcześniejszej zapowiedzi. I wydaje mi
      się, że taka rozmowa to jest doskonały moment, żeby po prostu
      powiedzieć - przepraszam, nie czuję się najlepiej, odezwę się za
      parę dni i umówimy się na spotkanie jak już troszkę ochłonę.
      Albo - mamo, jak fajnie, że dzwonisz, jasne, że przyjdź, jakby się
      jeszcze jakaś zupka po drodze znalazła byłoby super wink

      Czy Wy macie jakichś potworów i głuchych wśród rodziny i
      znajomych??? Rozmowa to podstawa kontaktu kochane przyszłe Mamy smile)
      Nie bójcie się powiedzieć tego, co czujecie, ale uważajcie na zbyt
      pochopne zakazy, bo może być potem ciężko je odkręcić i stworzy się
      sytuacja, której w danym momencie naprawdę nie będziecie aż tak
      chciały.

      Pozdrawiam i życzę mądrych decyzji.
      • aleosochozi Re: odwiedziny w szpitalu 06.08.08, 10:36
        Czy Wy macie jakichś potworów i głuchych wśród rodziny i
        > znajomych??? Rozmowa to podstawa kontaktu kochane przyszłe Mamy :-
        ))

        No i właśnie chyba o to chodzi - że różnie to z rodzinami bywa.
        RÓŻNIE. Sa więc pewnie na tym nieidealnym świecie
        teściowie/rodzice/dalsi członkowie rodziny , którzy wielokrotnie
        mogli pokazać na co ich stać - to osoby, z którymi przebywanie jest
        po prostu trudne lub przykre (krytykujący, zabobonni, przekraczający
        granice, hałaśliwi, marudni, skoncentrowani na
        sobie, "głusi". "wszystkolepiejwiedzący") i dziewczyny wiedzą, że
        kontakt z nimi podczas własnego połogu może byc trudny. Bo próbowały
        rozmawiać, ale ich zdanie nie jest brane pod uwagę (wszak to osoby
        starsze, przypisują więc sobie często prawo do tego by traktowac nas
        jak małe dzieci, które się nie znają).
        Annapa7, naprawdę, RÓŻNIE bywa w rodzinach, czasem np.teściowa ma
        naprawdę sporo nieujawnianej złości do synowej, która daje o sobie
        znać w róznych momentach życia rodzinnego - na przykład w taki
        sposób, że w ogóle nie jest brane pod uwage zdanie synowej, jej
        potrzeby i uczucia. I słusznie się przyszłe Mamy martwią, jak zniosą
        rózne zachowania rodziny,gdy będa w trudnym fizycznie i psychicznie
        momencie (a takim momentem jest połóg)
        • annapa7 Re: odwiedziny w szpitalu 06.08.08, 17:26
          Ależ jasne, że różnie bywa. Ja sama nie mam idealnej teściowej,
          aczkolwiek przyznaję, że jest i tak ok.
          Ale stąd też wniosek, że chyba należy przede wszystkim POWIEDZIEĆ,
          że się chce / nie chce odwiedzin.
          A jeżeli do rodziny nie dociera, to nie wpuścić. Serio. Brutalne,
          ale prawdziwe. Najwyżej się obrażą. Jeżeli do wyboru jest
          samopoczucie moje i mojej teściowej, to ja wybieram moje. Dla tych,
          co krytykują antyteściowy nurt - jeżeli do wyboru jest samopoczucie
          moje i mojej mamy, to ja wybieram moje.
          Mówię oczywiście o tej jednej, bardzo konkretnej sytuacji - połogu!

          Mnie generalnie chodziło o co innego - żeby się nie zarzekać
          wcześniej, że np. przez trzy tygodnie to ja nie chcę nikogo w domu!
          Bo może być różnie, możemy pomocy po prostu potrzebować, a po
          stanowczym oświadczeniu może być najnormalniej w świecie ciężko się
          o taką pomoc zwrócić...
    • siasiunia1 Re: odwiedziny w szpitalu 08.08.08, 10:25
      po przeczytaniu całego wątku i własnym doświadczeniu mogę napisać tak:
      - jeżeli nie chcesz odwiedzin rodziny swojego męża to poproś go żeby wytłumaczył swojej rodzinie dlaczego co i jak. I to juz jego zadanie jest pilnować zeby Twoje zyczenie było spełnione. Oraz niech on na klate przyjmuje wszelkie obajwy niezadowolenia. Ty powinnaś być chroniona bo przeciez po porodzie możesz być w różnej kondycji psychicznej.
      - ja nie chciałam na początku żadnych odwiedzin ale po urodzeniu małej taka byłam dumna i szczęśliwa że jak leżałam na sali ogólnej to zadzwoniłam po mamę i odwiedziła mnie siostra (zresztą też była w ciąży) a jak byłam juz w sali pojednyczej to odwiedził mnie szwagier. M oczywiście odwiedzał mnie cały czas ale to był jedyny facet który mnie odwiedzał przy innych dziewczynach.
      - co do obaw odwiedzin rodzin innych dziewczyn na sali kiedy wy chcecie karmić etc - dziewczyny naprawdę ojcowie są tak zajęci swoimi żonami i dziećmi że nie przyglądają się innym dziewczynom. Poza tym miałam wrażenie że oni byli bardziej skrępowani jak jakaś dziewczyna karmiła na sali niż ta dziewczyna wink
      - po porodzie to i tak zresztą było mi wszystko jedno kto mnie widzi i w jakim stanie ale to oczywiście moje osobiste uczucie i nie narzucam go komukolwiek smile
      no powodzenia życzę, zdrowego dzieciaczka i dobrego samopoczucia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka