Dodaj do ulubionych

Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego...

07.01.09, 20:09
Razem z ukochanym ustaliliśmy już na początku ciąży, że będzie poród rodzinny.
Patryk chciał być ze mną w tej chwili, a ja się zgodziłam. Później się
zastanawiałam czy to nie zmieni jego podejścia do mnie, czy będzie już widzieć
we mnie tylko matkę. Słyszałam też,że niektórzy mężczyźni boją się później
uprawiać seks w obawie przed rozerwaniem, no ale ustaliliśmy, że bedziemy razem.
Ale ostatnio w tv oglądaliśmy jakiś program i był pokazany prawdziwy poród,
normalnie pokazali jak dziecko z pochwy wychodzi i mój kochany wtedy
zareagował okrzykiem " jakie to wielkie!" i wzbudził we mnie wątpliwości smile
ogólnie to jest btaki widok, że sama też nie chciałabym tego oglądać.
Następnego dnia powiedziałam mu, że wolę, żeby mama była ze mną, bo ona mi
bardziej pomoże, a ze on moze przy nastepnej okazji... Myślicie ze bede
zalowac? smile
Obserwuj wątek
    • fabiankaa Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 07.01.09, 20:20
      Tak, mysle, ze bedziesz żałowac. Ja juz urodziłam, ale tez nie lubie
      filmów z porodów. Natomiast twoj facet nie musi stac i patrzec w
      twoje krocze. Powinien stac koło twojej głowy i nie widziec
      specjalnie duzo. Zreszta jak go sytuacja przerośnie - zawsze moze
      wyjsc. Facet jest potrzebny najbardziej na poczatku porodu. Gdy masz
      skurcze, gdy trzeba ci towarzyszyc na korytarzu, podtrzymac, podac
      reke, podac wode. Na koncówce juz tylko ty i polozna sie liczycie.
      Wiec przemysl to jeszcze raz i.. szczerze polecam obecnosc faceta.
      Ja nie wyobrazam sobie rodzic bez meza.
      • zoofka Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 09.01.09, 12:16
        fabianka a jak ktoś nie ma męża to sie ma pochlastać?
        • fabiankaa Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 09.01.09, 13:33
          Jak sie nie ma meza to moze byc przyjacilka, mama, ktos bliski.
          O ile oczywiscie kobieta ma ochote na towarzystwo przy porodzie.
          Ja jestem przeciwna zmuszaniu kobiet do towarzystwa przy porodzie i
          takze do zmuszania facetów do tego. To samo mowila polozna w szkole
          rodzenia - panowie jak najbardziej tak, ale jesli sami chcą. Nie
          wolno ich do tego zmuszac.
    • szampanna Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 07.01.09, 20:42
      Powiem Ci tak: przed pierwszym porodem, mój mąż nawet nie chciał
      oglądać w szkole rodzenia filmów z porodu - siedział ze wzrokiem
      wbitym w sufit aż do wyłączenia magnetowidu (jeszcze nie było dvd) wink
      Uważał, że to obrzydliwe i paskudne, przy porodzie jednak chciał
      być. I był! Nie tylko nie stał za głową, trzymając za rączkę, ale
      gapił mi się wprost w krocze i nieomalże sam odebrał poród! Nic nie
      zmieniło się w naszych relacjach łóżkowych - tydzień po porodzie już
      wył, że szkoda że nie można wink
      On zawsze mówi tak: własne dziecko to zupełnie co innego, filmy nie
      mają nic do tego. Przy drugim oczywiście też był. Nie wyobrażał
      sobie, że może go zabraknąć w takiej chwili smile
    • figa33 Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 07.01.09, 20:57
      Za i przweciw są setki, przypuszczam że moje podejście może zmienić się jeszcze kilkakrotnie do czerwca, ale na razie od początku wspólnie ustaliliśmy, że jeśli rodzinnie, to raczej z mamą.
      Sporo już czytałam i dużo rozmawialiśmy z moim M i nie chcemy. Z różnych powodów, o których nie będe się rozpisywać na forum. Ale sądzę że każdy ma prawo do własnej decyzji.

      Tymczasem akurat wczoraj trafiłam na ten artykuł smile
      dziecko.onet.pl/18919,0,0,jezeli_rodzic_to_tylko_we_dwoje,artykul.html
      • marcowa_anula Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 07.01.09, 21:13
        A może rozważ taką opcję, że mąż będzie przy Tobie w pierwszej fazie porodu, która może trwać naprawdę długo i wtedy jego pomoc byłaby nieoceniona. A jeśli chodzi o sam poród to rzeczywiście po pierwsze mąż może w każdej chwili wyjść i na jego miejsce przyjdzie Twoja mama, a po drugie on wcale nie musi wpatrywać się w Twoje krocze, byłby tam po to, żeby pomagać Tobie i stałby na wysokości Twojej głowy, późnie ewentualnie tylko może przeciąć pępowinę smile Ja chcę tak właśnie zrobić- w pierwszej fazie z mężem a potem już albo sama albo z mamą. Zobaczymy jak to sprawdzi się w praktyce.
        • kasikk3 Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 07.01.09, 21:29
          Jeśli będziesz rodzić godzinę to może nie będziesz żałować i tego Ci życzę. Ja
          rodziłam 10 godzin i nie wyobrażam sobie, że męża nie byłoby przy mnie. Położna
          nie będzie Cię przekręcać z boku na bok co 5 min jeśli będziesz tego
          potrzebowała. Rozmowa z mężem też wyglada inaczej niż z położną. Położna nie
          zrozumie Cię tak dobrze jak on. Zgadzam się też z którąś poprzedniczką - mąż
          wcale nie musi patrzeć Ci między nogi, a na koniec może po prostu wyjść....wtedy
          faktycznie i tak już Ci nie pomoże, wtedy liczy się już tylko położnasmile)
          powodzenia i polecam jednak wersję z mężemsmile
    • niunia8982.2 Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 07.01.09, 21:44
      Powiem ci tak,ja mam 19 lat,mój mąż 22 lata,2,5tyg temu rodziliśmy razem
      synka,jego obecność naprawde wiele dla mnie znaczyła,bardzo mi pomagał,podawał
      wode,trzymał za reke przy skurczach,masował plecy przy skurczach,pomagał
      zmieniać pozycję,wspierał mnie słowem,jak mowiłam ze nie dam rady,powtarzał mi
      ze dam rade,ze jeszcze chwilke i zobaczymy naszego synka,nawet zagladał mi w
      krocze podczas parcia,patrzył jak mnie nacinają,jak szyją,a jego wyraz twarzy
      jak zoabczył synka -bezcenny,niegdy nie widziałam go takiego smile
      Cudowny widok smile Od razu po urodzeniu jak mi go zabrali z brzucha poszedł z
      lekarzem zbadac synka,mierzyc,wazyć,robił zdjęcia,mówił do synka czule
      rzeczy,cos cudownego smile
      Tyle ze ja nie musiała zmuszac go do porodu rodzinnego,sam chciał byc przy mnie
      i mi pomoc.
      Mówie ci super sprawa smile
      Teraz chwali sie wszystkim ze rodził ze mna,mowi ze jak bedzie nastepny poród
      to też razem smile
      I co najważniejsze,cały czas powtarza mi ze jest ze mnie dumny,dziękuje mi ze
      urodziłam mu takiego cudownego synka smile
      Warto wziąć ze soba partnera chociazby dlatego,żeby zobaczył jak sie starasz i
      meczysz przy porodzie,bedzie miał do ciebie inne podejscie smileMój maz bardzo mi
      teraz pomaga przy synku,pierze ubranka,prasuje,pomaga
      nosic,karmic,przewijać,razem kąpiemy.
      A jesli chodzi o seks to moj maz juz by chciał smile a to dopiero 2,5tyg po
      porodzie smile Juz mi mowi co bedzie jak sie zagoi big_grin
      Mysle ze nasze stosunki sa jeszxze lepsze jak przed porodem smile
      Pozdrawiam
      • mmala6 Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 07.01.09, 22:10
        Ty może nie ale on będzie żałował. Są tak niepowtarzalne i wyjątkowe
        chwile w życiu, że naprawdę poczucie estetyki i seksualności należy
        schować głęboko do kieszeni. We wspólnym porodzie najważniejsze jest
        wsparcie, zrozumienie, ZNAJOME oczy, w które można popatrzeć kiedy
        boli jak cholera. Facet stoi przy głowie rodzącej, dziecko wychodzi z
        drugiej strony. On nie ogląda tego co się dzieje między Twoimi nogami
        jeżeli nie ma na to ochoty (albo Ty nie chcesz).

        Za to pierwsze chwile dziecka w ramionach taty zamiast w pustym
        łóżeczku- bezcenne. I wiesz....w takich momentach nie jest ważne to
        czy się jest dla niego pociągającym czy nie. Mój mąż twierdzi (choć
        do porodu rodzinnego nie leciał w pierwszym szeregu, przekonała go
        ostatecznie szkoła rodzenia), że narodziny syna i trzymanie
        kilkuminutowego człowieka w ramionach to najbardziej metafizyczne
        przeżycie w jego życiusmile

        Na marginesie, sorry ale śmieszą mnie mężczyźni, którzy się dziwią,
        że 'to takie wielkie'. A jak niby ma wyjść 3 kg człowieka?wink)a że
        brzuch był wielki to się nie dziwił?wink

        Jednak zmuszać go nie można, bo jak mu się coś nie spodoba to będzie
        Cię obwiniał. Jak ma takie podejście jak napisałaś to niech dojrzeje
        i sam zdecyduje.
        • magdabdg Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 07.01.09, 22:18
          Nie musze go zmuszać, Patryk chce być, tylko ja się waham smilechciałabym zobaczyć
          go z maleństwem na ręku zaraz po porodzie... Porozmawiam z nim jeszcze,ale tak
          świetnie mi się czytało Wasze doświadczenia.Myślę, że dam się namówić...
          dziękuję wszystkimkiss
        • marcowa_anula Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 08.01.09, 06:19
          Ja myślę, że na siłę nie ma co przekonywać ani jednej ani drugiej strony. Każdy odbiera poród inaczej i jeśli kobieta ma opory przed obecnością męża to widocznie ma swoje powody i na odwrót-nie każdy mężczyzna odbierze to jako coś wzniosłego, dla niektórych może to być głównie fizjologiczne przeżycie, które obawiają się zobaczyć "na żywo" i "w wykonaniu" swojej żony/partnerki. I tu nie dyskutowałabym na temat ewentualnej dojrzałości czy też nie którejkolwiek ze stron, bo to raczej nie w tych kategoriach trzeba to rozpatrywać. Większość par, które ja znam i które zdecydowały się na poród rodzinnych było zadowolonych, ale znam też takie, gdzie dla męża okazało się to hmmm... ponad jego siły i dużo czasu zajęło mu żeby w żonie znów zobaczyć atrakcyjną kobietę a nie tylko matkę rodzicielkę. I myślę, że nie ma co tu potępiać, to było silniejsze od nich. Więc jeśli są wątpliwości chyba nie ma co na siłę szukać argumentów "za", chyba że ta druga niezdecydowana osoba sama z czasem dojrzeje do zmiany dcyzji.
    • w_miare_normalna Mama?Jezus kobieto to będzie dziecko 07.01.09, 22:37
      Twoje i Twojego męża,a nie mamy.Nie odbieraj mu tego.Jeśli on chce
      być to go bierz i dziękuj bogu.Mój to twierdzi,że poród to był
      najszczęśliwszy dzien w jego życiu.Nie bedziesz żalować.Ile ty masz
      lat,że mamusie z sobą zabierasz?
    • mika_p Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 07.01.09, 22:39
      Akurat przy II fazie porodu obecność bliskiej osoby jest mniej ważna, bo kobieta
      ma wtedy kawał ciężkiej roboty do wykonania. ALe przy I fazie, która trwa i
      trwa... ja sobie nie wyobrażam, ze wtedy mogłabym męża zastąpić kimkolwiek
      innym. Był mi niezbędny, głownie po to, żeby był smile A poza tym, żeby był z kim
      pogadać, kogo wysłac po gazetę i kto by mi pomagał wcgodzić, schodzić, zmieniać
      pozycję milion razy itd.
      • zefirekk Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 08.01.09, 07:16
        przy drugiej fazie obecność męża też jest ważna - przecież ktoś musi trzymać maskę z głupim jasiem. No chyba, że to nie jest standard w każdym szpitalu, że podczas bolesnych skurczy a potem partych dostaję się maskę z gazem.

    • maiwlys Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 07.01.09, 23:00
      Czy będziesz żałować to nie wiem, ale ja nie chciałabym obecności
      żadnego faceta oprócz lakrza oczywiście, na sali porodowej. Męża ze
      mną nie będzie ja taką podjęłam decyzję już na przyszłość smile
      • seytan_a_22 Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 07.01.09, 23:13
        > Czy będziesz żałować to nie wiem, ale ja nie chciałabym obecności
        > żadnego faceta oprócz lakrza oczywiście, na sali porodowej.

        Popieram, tez nie chce...wcale nie uwazam, ze porod rodzinny to najwspanialsza
        rzecz po sloncem...ogladalam ostatnio dokument na temat takich porodow,
        wypowiadali sie psychologowie i wcale nie byly to pochlebne opinie na temat tego
        czy mezczyzna powinien faktycznie przy porodzie byc. Z reszta nie chce, by na to
        patrzyl, na co to komu. Jesli sie wahasz przemysl jeszcze raz,a potem znowsmile
        wtedy bedziesz wiedziala czego chcesz. To kobieta decyduje kto ma byc przy niej.
        Ja powiedzialam mojemu partnerowi wyraznie, ze nie ma takiej mozliwosci, by byl
        przy porodzie bo sobie tego nie zycze. I tak najwazniejsze, by maluch urodzil
        sie caly i zdrowy, a ile osob bedzie przy tym albo nie bedzie to akurat uwazam
        za malo wazne.
        • aniasa1 Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 08.01.09, 02:36
          Przepraszam Cie z gory za to co napisze, ale pierwsze co nasunelo mi sie na mysl
          to ze jestes egoistka. To WASZE dziecko a nie TWOJE. Nie wiem jakie jest
          podejscie Twojego partnera ale jesli On chce, to jak możesz tak bez wahania mu
          to odebrac??? Polozyłas mnie tekstem ze to kobieta decyduje........ Jak tak
          mozna? Nie pomyslałas ze dla niego to na prawde mogły by być najwspanialsze
          chwile? A pomyslałaś o dziecku? Co dla maluszka jest dobre? I jeszcze jedno
          pytanko: jaki dokument oglądałas i jacy to psychologowie tak sie wypowiadali?
          Dla mnie to NEWS! Owszem zgadzam sie ze truskawki są pyszne, ale jak sie je
          wpycha komuś na siłe to ulewa sie.... A dosłownie: to piekne chwile dla rodzicow
          ale jesli tata nie chce byc to na pewno przezyje to traumatycznie....
          Ja nie neguje tych ktorzy nie chca porodu rodzinnego - to indywidualna sprawa
          OBOJGA rodzicow, ale krytykuje kobiety ktore mowią ze to One decyduja. Niby
          dlaczego?
          • paliwodaj Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 08.01.09, 05:54
            ale co jest "wielkie" wg "Ukochanego" bo nie rozumiem?
          • maiwlys aniasa1 08.01.09, 08:30
            NO ja np. podjęłam taką decyzję na podstawie zdania męża w tym
            temacie, który początkowo chciał bardzo, a teraz jak zobaczył gdzieś
            ostatnio poród (film oczywiście) to przeraził sie nie na żarty, poza
            tym mdleje na widok krwi, tzn. tak mówi, bo jeszcze nigdy nie
            zemdlał i to ona zachowuje zimną krew w sytuacjach kiedy znów
            zamiast chleba ukroje kawałek palnabig_grin
            Niby moja decyzja jest podjęta, ale nie mówie, że NIGDY, jeżeli
            jednak będzie chciał bardzo to raczej mu tego nie zabronię, poza tym
            kilka razy słyszałam już, że jak ojciec jest przy porodzie to ma
            później z dzieckiem lepszą, silniejsza więź. Na chwilę obecną nie
            chciałabym jednak aby był przy porodzie, ale jak to mawiają, tylko
            krowa nie zmienia poglądów...
          • seytan_a_22 Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 08.01.09, 13:56
            to ze jestes egoistka. To WASZE dziecko a nie TWOJE.

            ale krytykuje kobiety ktore mowią ze to One decyduja. Niby
            > dlaczego?

            Tak Nasze dziecko, ale to ja je rodze, nie on i wybacz, ale chyba sie
            najbardziej liczy moj komfort psychiczny i fizyczny podczas porodu...mam sie
            zmusic na sile czy jak? W takich sprawach jak porod przewazajace zdanie ma
            kobieta i tak bynajmniej u nas w domu pozostanie. Moj facet zaakceptowal moja
            decyzje bez zbednych dyskusji po czym sam doszedl do wniosku, ze racja lezy po
            mojej stronie.

            A pomyslałaś o dziecku? Co dla maluszka jest dobre?

            O ile sobie przypominam od wiekow tatusiowie nie byli obecni przy porodach i
            jakos zadne z dzieci nie przezylo z tego powodu traumy...ja nie pamietam
            bynajmniej jak sie rodzilam i bylo mi zapewne wszystko jedno kto mi odetnie
            pepowine...duzo wazniejsze bylo ''amciu'' od mamusi potem. Z reszta po porodzie
            moj facet moze spokojnie sie zajac malutkim, nikt mu nie zabrania byc przy
            wazeniu, mierzeniu i co tam tylko bedzie.

            ale jesli tata nie chce byc to na pewno przezyje to traumatycznie....

            znam ojcow co chcieli, ale potem na porodowce im sie odechcialo, ale by nie
            tracic twarzy siedzieli do konca, a teraz siedza w gabinetach u seksuologow...

            I jeszcze jedno
            > pytanko: jaki dokument oglądałas i jacy to psychologowie tak sie wypowiadali?

            Nie pamietam tytulu to bylo doku bodajze na RTL a wypowiadali sie seksuologowie
            i psycholodzy z Niemiec. Oni ujeli trend porodow rodzinnych jako ''mode'' na
            rodzenie we dwoje. Mezczyzni pod presja otoczenia uczestnicza w porodzie choc w
            glebi duszy wcale tego nie chca...dla mnie bylo tam az za duzo argumentow
            przeciw porodowi we dwoje...ale to osobista sprawa kazdej pary jak sie dogaduja
            w takich kwestiach...
            • aniasa1 Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 09.01.09, 01:46
              > Tak Nasze dziecko, ale to ja je rodze, nie on i wybacz, ale chyba sie
              > najbardziej liczy moj komfort psychiczny i fizyczny podczas porodu...
              W takich sprawach jak porod przewazajace zdanie ma
              > kobieta i tak bynajmniej u nas w domu pozostanie.

              - jednak dobrze Cie ocenilam jestes egoistka
              - a w jakich sprawach ma przewazające zdanie Twoj mąż? - nie pisz, nie obchodzi
              mnie to. Podzial na damskie i meskie przewazające zdania to staroświecki
              zwyczaj, moze Wam to pasuje......

              > O ile sobie przypominam od wiekow tatusiowie nie byli obecni przy porodach i
              > jakos zadne z dzieci nie przezylo z tego powodu traumy...

              - a mi przypominaja sie opowiesci o praniu na kamieniu, pierzesz tak? Pewnie tak
              i nikt tez z tego powodu nie przezywa traumy......
              Wiekszosc z nas ewoluuje, poglębia sie świadomośc i wiedza.....
              Poczytaj posty anettchen2306 w tym wątku


              > moj facet moze spokojnie sie zajac malutkim, nikt mu nie zabrania byc przy
              > wazeniu, mierzeniu i co tam tylko bedzie.

              -pozwolisz mu na to? Wow!


              > znam ojcow co chcieli, ale potem na porodowce im sie odechcialo, ale by nie
              > tracic twarzy siedzieli do konca, a teraz siedza w gabinetach u seksuologow...
              - to najlepiej okresla ich poziom intelektualny i świetne zrozumienie z
              partnerką. Gratuluje. Zachowali twarz.


              > Nie pamietam tytulu to bylo doku bodajze na RTL a wypowiadali sie seksuologowie
              > i psycholodzy z Niemiec. Oni ujeli trend porodow rodzinnych jako ''mode'' na
              > rodzenie we dwoje. Mezczyzni pod presja otoczenia uczestnicza w porodzie choc w
              > glebi duszy wcale tego nie chca...

              - nie wiem jacy sa mężczyzni w Niemczech, ale nasi w Polsce potrafia powiedziec
              co chca. Jesli program byl pokazany od TEJ strony to jak juz wczesniej pisalam
              moze to byc traumatyczne przezycie.
              Zanim cos napiszesz, pomysl. Wczesniej sugerowalas ze Ci specjalisci dowodza ze
              to jest zle ogólnie, a teraz piszesz ze chodzi o konkretną grupe tych ktorzy
              robia to pod presja....... To zmienia wiele. Prawda?

              Powtorze to co pisalam: kazda PARA ma prawo wyboru..... ale piszac ze tylko Ty
              je masz, hm......... wiele mi sie nasuwa na jezyk, ale zadne z tych słow nie
              jest pozytywne......
              Ciesze sie ze Twoj maz zaakceptowal Twoją decyzje bez zbednych
              dyskusji........... to bardzo wazne. Ujarzmić kogos i postawic na swoim!
              Przemawia przez Ciebie wiele mądrości w kazdym napisanych slowie......
              • isabela76 Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 09.01.09, 11:55
                "- a mi przypominaja sie opowiesci o praniu na kamieniu, pierzesz
                tak? Pewnie tak
                i nikt tez z tego powodu nie przezywa traumy......
                Wiekszosc z nas ewoluuje, poglębia sie świadomośc i wiedza.....
                Poczytaj posty anettchen2306 w tym wątku "

                Akurat w kwestii porodu to wielu z nas bardzo nie ewoluowalo.
                Rozumiem ze Ty jestes wyjatkiem
                • aniasa1 Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 09.01.09, 15:04
                  Chyba zle mnie zrozumiales/las. Dla mnie cos co robilo sie kilka wiekow temu
                  nie jest argumentem aby robic to nadal. Kto powiedzial ze "tamto" bylo lepsze od
                  tego? Mam mozliwosc wyboru i ja akurat WSPOLNIE z mezem wybralismy ta druga
                  opcje, i wcale to nie oznacza ze jestem wyjątkiem tylko kobieta szanującą zdanie
                  męża, ojca malenstwa ktore ma przyjsc na swiat........
              • seytan_a_22 Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 09.01.09, 15:50
                - jednak dobrze Cie ocenilam jestes egoistka
                > - a w jakich sprawach ma przewazające zdanie Twoj mąż? - nie pisz, nie obchodzi
                > mnie to. Podzial na damskie i meskie przewazające zdania to staroświecki
                > zwyczaj, moze Wam to pasuje......
                >

                Przepraszam bardzo, ale nie masz prawa mnie oceniac, mam prawo wyrazic swoj
                poglad na temat porodow rodzinnych i je wyrazilam. A tym bardziej nie masz prawa
                oceniac jaki jest nasz zwiazek, moze byc jak najbardziej staroswiecki, nie w ty
                w nim zyjesz...i nijak sie to ma do ewolucji, jesli ty chcesz zyc w
                ''nowoczesnym'' zwiazku to sobie zyj, nam taki nie odpowiada.
                Podam ci przyklad z wczoraj, wracalam z kursu przygotowawczego do porodu razem z
                jedna kobieta, lat 31 i ona mi przyznala, ze wcale nie chce, by jej partner byl
                przy porodzie, bo ja to brzydzi, nie ma ochoty, by to ogladal i tak dalej, ale
                ze wzgledu na niego robi to, bo nie chce zawiesc jego oczekiwan. Uwazasz to za
                dobre? zmuszac sie do czegos? ukrywac swoje przekonania dla dobra drugiej
                osoby... tu masz swoja ewolucje partnerska...mi ta kobieta zazdroscila, ze umiem
                otwarcie powiedziec, ze nie chce, nie zycze sobie tego czy tamtego.

                Moj facet byl rowniez tam ze mna, ale po paru minutach wyszedl mowiac o
                obowiazkach w firmie, a wiesz czemu bo go ten caly kurs nudzil smiertelnie, inni
                faceci tam tez mu nie przypadli do gustu i jeszcze pare innych rzeczy co mi
                potem powiedzial...nie chcial nikogo urazic wiec sie wykrecil i wyszedl...i
                uwazam tez za ok, ze tak zrobil, nadgorliwosc jest gorsza od faszyzmu. Nie bede
                z tego powodu skakala pod pociag, ze jak on mogl i tak dalej...bo ma prawo, tak
                jak ja mam prawo powiedziec nie, jesli chodzi o obecnosc na porodowce. No ale ty
                tego nie zrozumiesz...wazniejsze byc ''nowoczesnym'' za wszelka cene
            • mika_p Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 09.01.09, 23:12
              seytan_a_22 napisała:
              > O ile sobie przypominam od wiekow tatusiowie nie byli obecni przy porodach i
              > jakos zadne z dzieci nie przezylo z tego powodu traumy...

              Bywali - tam, gdzie rodząca nie była otoczona wianuszkiem doświadczonych kobiet
              z rodziny. Zresztą, nawet w jakimś artykule porównali współczesne porody z męzem
              do porodów pionierek na Dzikim Zachodzie: nie było wyjścia, nawet jak była
              akuszerka, to mąż musiał jej pomagać.

              A towarzystwo bliskiej osoby jest potrzebne przede wszystkim rodzącej...
              • seytan_a_22 Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 10.01.09, 01:11
                nie było wyjścia, nawet jak była
                > akuszerka, to mąż musiał jej pomagać.

                nie mowie o sytuacjach ekstremalnych gdzie wyjscia innego nie bylo

                towarzystwo bliskiej osoby jest potrzebne przede wszystkim rodzącej...

                nie zgadzam sie, mi towarzystwo na porodowce nie bedzie potrzebne i wcale to
                niej jest tak, ze wszystkie kobiety potrzebuja osoby, ktora je wspiera i chca
                tego...kto uwaza, ze woli z mezem, ciocia, babcia, mama rodzic to niech to
                robi...ja nie chce
    • mw144 Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 08.01.09, 07:39
      Jestem pełnoletnia i nie muszę przebywać w szpitalu pod opieką
      matki, męża czy kogoś innego dorosłego z rodziny. Przy pierwszym
      porodzie wystarczył mi lekarz i położna i bardzo to sobie chwalę,
      więc przy następnym tez tak będzie. Jakby mój M jakimś cudem wpadł
      na pomysł porodu rodzinnego to starałabym sie za wszelką cenę wybić
      mu to z głowy.
      • zoofka Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 09.01.09, 12:24
        popieram
    • emi-82 Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 08.01.09, 11:32
      a ja chcialam, zeby byl przy mnie maz.. Ale z drugiej strony nie
      chcialam go zmuszac.. wiec ogolnie decyzje zostawilam jemu i przy
      pierwszej ciazy (ktora poronilam) mowil, ze nie chce byc, a przy
      drugiej od poczatku chce, wiec bedziemy razem.. Na szkole rodzenia
      teraz razem chodzimy, zeby sie oswoil z mysla i niespodziankami
      jakie moga nas spotkac.. Czasem maz sie pyta czy nie chcialabym mamy
      albo przyjaciolki, a ja nie wyobrazam sobie nikogo innego na
      porodowce oprocz niego. Gdyby maz nie chcial to bym byla sama z
      polozna.. Tak samo jesli chodzi o karmienie piersia, chce jak
      najbardziej karmic, ale bedzie to zawsze w ustronnym miejscu. krocze
      i piersi to przeciez sfery intymne - nie obnosimy sie z nimi na
      codzien, wiec nie rozumiem dlaczego w momencie zaplodnienia mialabym
      sie wyrzec tej prywatnosci.. Przeciez, wychowujac dziecko nadal
      pozostaje kobieta.. Maz to inna sprawa z oczywistych przyczyn ;P
      • magdabdg Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 08.01.09, 13:17
        Widzę, że jednak przeważają same pozytywne opinie... Zdecydowalismy, że jeśli
        mój Patryk chce być, to tak niech zostanie, nie będzie patrzeć mi w krocze a
        przecież zawsze będzie mógł wyjść, nikt go chyba nie będzie trzymał na siłę,
        prawda ? smile Mam nadzieję, że wszystko będzie pięknie i później nasze relacje się
        nie zmienią na gorsze... dziękuję za Wasze wypowiedzi smile
    • patysia00 Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 08.01.09, 13:51
      No cóż... ja nie wyobrażam sobie, żeby mama była podczas porodu. U
      nas to ja nalegałam na poród rodzinny, a mąż się zgodził i wiedział,
      że najbardziej zależy mi, żeby był podczas skurczy, a już przy
      partych mogło go nie być (najbardziej bał się właśnie tej fazy
      porodu, jak wychodzi dziecko, później łożysko i wogóle). Wiedział,
      że jak już nie będzie mógł tego znieść to może wyjść i ja mu
      przypominałam o tym podczas porodu. Też się bałam, że przestane być
      dla niego atrakcyjna, ale silniejsza była chęć przeżycia tego
      wszystkiego razem z nim.
      Teraz prawie 4 tygodnie po porodzie powtarza mi jaka jestem seksowna
      i jak bardzo nie może doczekać się, aż skończy się połóg, chociaż
      był do końca, przecinał pępowinę (a tego nie chciał, ale jak
      zobaczył małą to zachciałtongue_out), widział jak mnie rozcinają, jak
      zszywają i jak wypada ze mnie łożysko.
      Nie możesz przewidzieć jak zareaguje Twój partner. Jeżeli
      chciałabyś, żeby był przy porodzie i on tego też chce, to zróbcie to!
      • embeel a ja apeluję 08.01.09, 14:05
        aby nie oglądać filmów z porodu. Moze jakaś dziwna jestem, ale doświadczenie
        pokazuje, że większość jeszcze bardziej panikuje, próbując potem siebie
        'wizualizować' w danej sytuacji i głowa pracuje na maksa i tylko się nakręcamy.
        A obecność partnera polecam, nie musi przecież zaglądać w krocze (mój mąż
        zajrzał i nawet byłam na niego zła, ale był tak zaaferowany widokiem kosmyka
        włosów maleństwa, że tak naprawdę niewiele mu w pamięci zostało. To oczywiście
        'ekstremalna' dla niektórych sytuacja, ale obecność na sali polecam całym
        sercem, dla mnie poród to moment do dzielenia we dwoje. Mąż bardzo mnie wspierał
        i nawet przeciął pępowinę (kiedy o tym rozmawialiśmy przed porodem, to miał
        sporo wątpliwości, ale w danych momencie samo przyszło), a 6 tyg. po porodzie
        nasze 'pożycie' (cóż to za okropne słowo smile) znowu kwitnie i małż zachowuje się
        tak, jakby fakt bycia matką jeszcze mnie w jego oczach uatrakcyjnił.

        --
        https://www.suwaczek.pl/cache/869ee0c4a1.png
        • isabela76 Jestem przeciw 08.01.09, 16:04
          Moj maz jest lekarzem I mimo ze nie ginekologiem widzial na
          praktykach wiele porodow. I jak spytalam sie go czy chcialby byc
          podczas mojego porodu, powiedzial stanowczo ze nie. I paradokslane
          jest to ze on powinien byc najbardziej na to udodporniony ogladajac
          na codzien ludzka krew I bol. Stwierdzil ze wielu ojcow zbyt
          pochopnie podejmuje decyzje o uczestniczeniu w porodzie ktory nie
          jest tylko metafizycznym przezyciem. Ja nigdy sie nad tym nie
          zastanawialam ale po dluzszym przemysleniu sprawy mysle ze w tym
          wypadku podziele madrosc naszych przodkow. I jestem za tym zeby moj
          maz uslyszal placz dziecka stojac za drzwiami.
          • franczii Re: Jestem przeciw 08.01.09, 16:55
            Powiedzial, ze nie chce a czy zapytal ciebie, czy ty go nie będziesz potrzebować?
            Wiadomo, że nikt z nas, dotyczy to zarówno mężczyzn jak i kobiet, nie chciałby
            widzieć współmałżonka cierpiącego, krzyczącego z bólu, krwawiącego,
            porozrywanego, defekującego itp. Ale to, że sobie oszczędzimy takich obrazów
            wcale nie znaczy, że one nie istnieją. Dla mnie odmawianie partnerowi wsparcia w
            sytuacji kiedy tego potrzebuje (nieważne, czy chodzi o poród żony czy
            wypadek/chorobę męża) i o to prosi jest niedopuszczalne i nieodpowiedzialne.
            Nie zmuszałabym męża gdyby odmówił mi swojego wsparcia przy porodzie naszych
            dzieci ale nie wiem, czy potrafiłabym mu potem zaufać. Dla mnie to uchylanie się
            od odpowiedzialności za drugą osobę. To dotyczy obojga partnerów. Jestem
            odpowiedzialna za mojego męża i on jest odpowiedzialny za mnie. Nie uchylałam
            sie od tej odpowiedzialności, kiedy mój mąż miał wypadek. Do tej pory powracają
            do mnie obrazy cierpienia ale nigdy nie żałowałam, bo widziałam, jak w
            najgorszych chwilach szuka moich oczu i moich rąk. Nie wybaczylabym sobie
            nigdy, gdybym wtedy myslała o własnym strachu, o własnej wygodzie,
            obrzydzeniu,zastanawiała się czy nie ucierpi nasze życie erotyczne i zostawiła
            go samego. Dzięki temu wydarzeniu przekroczyliśmy kolejny próg intymności i
            znajomości samych siebie. Z tak negatywnego doświadczenia każde z nas wyniosło
            dla siebie coś pozytywnego i odkryło siłę, o której istnieniu pojęcia nie miało.
            Dlaczego nie można tego samego wynieść ze wspólnego porodu?
            Denerwuje mnie też, kiedy robi się z dorosłych mężczyzn bezwolne ofiary losu i
            du.py wołowe.
            A bo on biedny niedoinformowany myślał, że to takie ładne i magiczne będzie a tu
            pupa zbita, a raczej rozerwana, i w osłupienie go wprawia, że poród tak właśnie
            wygląda i boli albo, że wogóle nie chciał towarzyszyć partnerce ale otoczenie na
            nim wymusiło (to akurat nie do ciebie a do innego postu wyżej).
            • denea Re: Jestem przeciw 10.01.09, 10:00
              Franczii, bardzo pięknie to napisałaś.
              "Nie zmuszałabym męża gdyby odmówił mi swojego wsparcia przy
              porodzie naszych
              > dzieci ale nie wiem, czy potrafiłabym mu potem zaufać."
              Mam podobne odczucia.

              Dla mnie miłość i związek to nie tylko atrakcyjność fizyczna, ale
              też zaufanie i liczenie na siebie nawzajem. Decyzję o obecności męża
              przy porodzie podjęliśmy wspólnie, oboje tego chcieliśmy, a po
              wszystkim uważam, że to była jedna z najtrafniejszych decyzji w moim
              życiu.
              Jego wsparcie było nieocenione ! Pomagał mi oddychać itd., poza tym
              czułam się bezpieczniejsza i nie zdana tylko na personel, myślę, że
              uczucia, jakie miałam w głowie znacznie wpłynęły na jakość porodu.
              Miał możliwość wyjścia pod koniec, ale został, bo trzymał mi
              głowę wink Nie widział rodzenia łożyska czy szycia, bo był wtedy przy
              dziecku.
              Nieraz mu powtarzałam, że rzeczywiście urodziliśmy razem smile
              Mój mąż jest raczej zamkniętym człowiekiem, ale wiem, że też bardzo
              to przeżył. Znam go prawie połowę życia, a łzy w jego oczach
              widziałam tylko raz...
              Rok temu miał wypadek i było oczywiste, że nie obrócę się do niego
              tyłkiem tylko dlatego, że cierpi i jest poobijany.
              Opiekuńcza rola kobiety jest jakoś zawsze dla wszystkich oczywista,
              mężczyzna przy porodzie natomiast narażony na traumę.. wink

              Oczywiście co kto woli, ja mam właśnie takie doświadczenia.

              I jeszcze jedno, takie moje prywatne spostrzeżenie. Nie znam akurat
              nikogo, kto rodziłby z mamą czy siostrą, ale zauważyłam, że te z
              moich znajomych, które rodziły z partnerami miały lżejsze porody i
              lepiej je wspominały. Tłumaczę to sobie dwojako: były spokojniejsze,
              a nastawienie psychiczne ma giantyczny wpływ, po drugie, jednak
              personel jest jakby mniej olewczy w obecności obserwatora wink
              Co oczywiście nie daje mi prawa do generalizowania smile
          • franczii Re: Jestem przeciw 08.01.09, 17:01
            I jestem za tym zeby moj
            > maz uslyszal placz dziecka stojac za drzwiami.

            He he mój zanim usłyszałby płacz dziecka nasłuchałby się moich krzyków przez
            kilka godzin, nie wiem co byłoby dla niego większą traumą. Zresztą znając go,
            nie wytrzymałby nasłuchiwania moich wrzasków zza drzwi nawet 10min i zmieniłby
            zdanie co do swojego uczestnictwa po paru minutach.
            • isabela76 Re: Jestem przeciw 08.01.09, 17:31
              " nie wytrzymałby nasłuchiwania moich wrzasków zza drzwi nawet 10min
              i zmieniłby zdanie co do swojego uczestnictwa po paru minutach"
              i tu zastanawiam sie nad sensem tego uczestnictwa. Gdy moj maz mial
              nastawiana reke wyrwana ze stawu poproszono mnie zebym poczekala w
              szpitalu na korytarzu. I mimo ze sluchalam jego krzyki nie wiem w
              jaki sposob moglabym mu pomoc siedzac naprzeciwko i patrzac sie na
              niego. Glaskac go po glowie??
              Mysle ze jedni chca byc ogladani i wspierani w sytuacji gdy cierpia
              inni nie. I mysle ze to juz kwestia cech charakteru ktora z nas na
              jaki porod sie zdecyduje.
              • franczii Re: Jestem przeciw 08.01.09, 18:10
                I mimo ze sluchalam jego krzyki nie wiem w
                > jaki sposob moglabym mu pomoc siedzac naprzeciwko i patrzac sie na
                > niego. Glaskac go po glowie??

                To zalezy od perspektywy. Dla osoby towarzyszacej moze nie miec sensu
                towarzyszenie przy zabiegach bo rzeczywiscie nie ma ona mozliwosci niesienia
                fizycznej ulgi ale uwazam, ze najwazniejsza jest wtedy perspektywa
                poszkodowanego i to, czego on chce.
                A gdyby on poprosil cie wtedy o to zebys go trzymala za te reke? Dla ciebie to
                sensu nie ma ale gdyby dla niego mialo? Moze przy rece wyrwanej ze stawu
                czlowiek jest jeszcze w stanie sie kontrolowac, z tego co pamietam bo tez
                mialam, bol jest spory ale krotko trwa. Bylam swiadkiem wielotygodniowego
                cierpienia i widzialam mojego meza slabego i przestraszonego jak dziecko.
                Musialam znalezc sile, zeby byc przy nim choc wiedzialam, ze nie moge mu w zaden
                sposob ulzyc ale bylam, patrzylam w cierpiace oczy, nie glaskalam po glowie bo
                nie chcial ale staralam sie najlepiej jak potrafilam, zeby dac mu poczucie
                bezpieczenstwa i ze wszystko bedzie dobrze i nigdy nie zastanawialam sie nad
                sensem mojej obecnosci, bylam bo widzialam, ze potrzebuje, bo o to prosil i
                tyle. To jest wlasnie sens, nad ktorym sie zastanawiasz.smile
                Natomiast masz racje, ze niektorzy nie chca byc ogladani podczas cierpienia i
                maja do tego swiete prawo. Nie wynikalo jasno z twojego postu, ze to ty nie
                chcesz meza przy porodzie tylko, ze to twoj maz nie chce a ty dostosowalas swoje
                zdanie do jego decyzji. Chodzilo mi tylko o sprecyzowanie.
                • embeel Re: Jestem przeciw 09.01.09, 12:50
                  zastanowiam sie, dleczego tak latwo zakladacie, ze bedziecie wrzeszczec. znowu
                  jakies stereotypy z filmow?
                  • franczii Re: Jestem przeciw 09.01.09, 13:14
                    Ja nie zakladam, ja naprawde krzyczalam i choc przed porodem sie zarzekalam, ze
                    nie bede to po prostu mi sie nie udalo kontrolowac wydawanych przeze mnie
                    odglosow.smile Dlatego napisalam, ze moj maz by nie wytrzymal podsluchiwania pod
                    zamknietymi drzwiami bo pewnie jego wlasna wyobraznia by go wykonczyla.
                    Natomiast bedac ze mna w srodku krzyki tez slyszal ale wiedzial, ze nie
                    oznaczaja one nic zlego i ze taka jest moja naturalna reakcja.
                    • embeel Re: Jestem przeciw 09.01.09, 13:30
                      ok, rozumiem. kurcze, ja nie wyobrażam sobie rodzic bez małża, on zresztą tez
                      tego nie brał pod uwagę. Może dlatego, ze we Francji jest większa 'tradycja'
                      porodów rodzinnych? moja teściowa rodziła swojego pierwszego syna ponad 40 lat
                      temu z małżonkiem, wszyscy faceci naokoło rodzili z zonami. mój maż zapytany,
                      czy chce być ze mną zdziwił się, ze w ogóle takie pytanie się pojawia...no
                      przecież to oczywiste, ze tak.
                  • kamelia04.08.2007 Re: Jestem przeciw 09.01.09, 13:25
                    ja zakladalam, ze nie bede sie darła i sie nie darłam (tak jak na
                    filmach to ładnie pokazuja) - bylo to raczej buczenie-charczenie i
                    głosnie oddychanie na skurczu.
                    Przyznam szczerze, ze walka o zachowanie jako-takiej godnosci była
                    cięzka, bo nigdy w zyciu takiego bólu nie czułam. Najłatwiej bylo
                    zniesc skurcz na stojaco, opierałam sie o sciane, albo wisiałam na
                    ramionach meza.
                    Siedzenie czy nie-daj boze lezenie nie wchodzilo w gre - teraz
                    rozumiem dlaczego lezące rodzace sie drą, dla mnie to była najgorsza
                    pozycja, bo ból był nie do zniesienia (a do wrazliwców sie nie
                    zaliczam).

                    Oczywiscie po podaniu zzo, jak ręka odjął.
    • anettchen2306 Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 08.01.09, 16:35
      Ja za pierwszym razem nie mialam mozliwosci, by maz uczestniczyl w
      porodzie - nie zdazyl dojechac na czas, porody rodzinne 10 lat temu
      byla w powijakach.... Tez mialam obawy. Przy drugim porodzie byl juz
      z nami - byl nieoceniona pomoca: polozna nie zajmuje sie toba caly
      czas (w Niemczech nie ma czegos takiego jak wykupienie uslug
      poloznej!!!), bo nie jest jej zadaniem dotrzymywanie ci towarzystwa
      w chwilach parogodzinnego oczekiwania na skurcze parte. Maz pomagal
      mi spacerowac, wpakowac sie do wanny, gadal do mnie, no i byl obok
      mojej glowy (wspieralam sie na jego ramionach, rodzilam w pozycji na
      kolanach), w krocze nie zagladal. Gdy druga polozna mnie zszywala
      tez nie patrzyl, zbyt mocno zajety byl wpisywaniem danych do karty
      poporodowej, trzymal juz male zawiniatko na rekach- tu taki zwyczaj:
      polozna dyktuje, partner wpisuje i nie patrzy tam, gdzie jego wzrok
      jest niepozadany smile
      Alternatywa jest towarzyszenie partnerce/zonie podczas skurczy i
      opuszczenie porodowki na czas skurczy partych.
      Nie porownujcie prosze wlasnego porodu do scen z ogladanych filmow -
      bo uczucia i odczucia w obu przypadkach sa zupelnie odmienne! Co do
      wyzszego postu: kazdy moj znajomy lekarz uczestniczyl w porodzie
      swojego dziecka - nawet w cesarce, bo w Niemczech to tez normalnosc,
      ze przy planowanym zabiegu partner moze byc obecny - jezeli
      oczywiscie tego pragnie. I zaden z tych znajomych nie ma zaburzonego
      stosunku do seksu wink, przynajmniej z opowiadan wynika zupelnie co
      innego a ich dzieci bynajmniej nie sa jedynakami smile)
      Ja porod w towarzystwie meza bardzo polecam.
      • seytan_a_22 Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 08.01.09, 17:10
        To ciekawe co piszesz, bo w Niemczech mozna wykupic uslugi poloznej, sama to
        zrobilam...jak juz wybierasz szpital masz zaznaczone czy polozne tam sa i mozna
        je wynajac, czy trzeba przyprowadzic swoja...

        a co do porodu rodzinnego dalej jestem przeciwnasmile
        • anettchen2306 Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 08.01.09, 17:39
          No wlasnie w wiekszosci szpitali - zwlaszcza w tych klinicznych,
          polozne "z zewnatrz" raczej nie sa wpuszczane. Nie slyszalam, by
          jakas porodowka, cytat "masz zaznaczone czy polozne tam sa" nie
          miala poloznych!!! I ze trzeba bylo zabierac swoja, za ktora sie
          placi! . Co innego Geburtshaus, ale porod w nim tez zazwyczaj w
          calosci refunduje kasa chorych. Porodowki niemieckie nie sa
          bynajmniej przepelnione, i do dyspozycji jest wiecej niz jedna
          polozna na jedna rodzaca - nie rozumiem wiec, po co placic komus i
          wynajmowac kogos, kto i tak tam przy tobie na kazdy dzwonek jest.
          Nie slaszalam tez, by personel byl niemily, przeciwnie - twoj
          komfort fizyczny i psychiczny jest na pierwszym miejscu. Chyba, ze
          nie zna sie absolutnie jezyka i wybierasz specjalnie szpital, gdzie
          freiberufliche Hebammen sa dopuszczalne i gdzie twoja polozna mowi
          do ciebie po polsku. W moim landzie tylko jeden szpital akteptuje
          takie rozwiazanie. Zadna z moich niemieckich kolezanek czy znajomch
          z takiej uslugi nie korzystala, nawet te prywatnie ubezpieczone wink
          Standardem jest takze fakt, ze przy normalnie przebiegajacym
          porodzie nie ma lekarza, po urodzeniu dziecko badane jest przez
          polozne i zazwyczaj przez jakiegos lekarza z dyzuru - przewaznie
          jest to anestezjolog. I normalnoscia jest tez to, ze osoba ktora
          przywozi cie do porodu - zostaje z toba do samego konca - przewaznie
          jest to maz/partner i nikt nie nazywa takiego porodu "rodzinnym", bo
          czy uczestniczy w nim cala rodzina??? Aha, przyczyna nieudanego
          pozycia juz po rozwiazaniu jest raczej nie fakt brania udzialu w tym
          wydarzeniu a szereg innych bardziej przyzemnych czynnikow -
          notoryczne zmeczenie, niewyspanie, flustracja malzonkow (no bo
          wiecej obowiazkow...) Tak samo udzial partnera w porodzie nie ma nic
          wspolnego z podjeciem decyzji o rozwodzie. Porod to nie tylko piekne
          przezycia - to takze wielkie cierpienie i wysilek. Po to wybralam
          konkretnego mezczyzne na mojego meza, zeby mu zaufac i zeby mnie
          wspieral we wszelkich przedsiewzieciach - zwlaszcza w chwilach
          ciezkich i trudnych. Gdyby jemu cos sie stalo - mam uciec na widok
          jego krwi, zostawic go samego gdy cierpi - bo ten wiodok jest dla
          mnie "be"? Nie znam takze mezczyzny, ktory uczestniczyl w porodach
          swych dzieci i ktory z tego powodu snulby przy znajomych "krwawe"
          opowiadania lub pouscicli z tego powodu swoje zony/partnerki smile
    • anettchen2306 Re: porownanie dwoch porodow 08.01.09, 17:56
      Ja jestem wlasnie w tej systuacji, ze moge miec porownanie: jak
      rodzi sie w obecnosci samego personelu medycznego a jak w obecnosci
      kogos bliskiego/ukochanego. Porod w obecnosci meza znioslam o niebo
      lepiej - choc trwal dluzej niz ten pierwszy. W warunkach polskich
      nawet oplacenie poloznej nie gwarantuje nikomu posiadania jej "na
      wlasnosc" przez caly porod. A co jezeli bedzie ona gdzies indziej
      bardziej pilniej potrzebna niz tobie? Lezenie samotnie na porodowce
      przez kilka godzin i patrzenie tepo w sciany, odliczanie na siennym
      zegarze minut od skurczu do skurczu - ja dziekuje, wole towarzystwo
      kogos zaufanego smile Niech wypowiedza sie wiec kobiety, ktore
      doswiadczyly obu porodow - bo maja wieksze doswiadczenie, wiedza co
      przezyly, jak bylo, jakie byly reakcje ich partnerow. Za pierwszym
      razem mialam podobne podejscie do porodu jak autorka watku - tez
      chcialam rodzic sama. W trakcie porodu bardzo szybko moje zdanie sie
      zweryfikowalo wink Zalet bycia "we dwoje" przy porodzie jest znacznie
      wiecej, niz "skutkow ubocznych" (domniemanych z reszta). Porownanie
      skladania zlamanej reki do porodu tez ma sie nijak...
      • agnie-sia80 Re: porownanie dwoch porodow 08.01.09, 18:56
        moj pierwszy porod byl ekspresowy.maz ledwo zdazyl na I faze. podczas II
        wyrzucilam go z sali. nie moglam sie odpowiednio skupic na tej badz co badz
        ciezkiej pracy jaka jest parcie.z ochota wyszedl i wrocil jak tylko Ola sie
        urodzila. nie przecinal pepowiny bo nie chcial. a mi specjalnie na tym nie
        zalezalo. ja osobiscie nie lubie jak mnie ktos odwiedza w szpitalu czy w
        chorobie.rozprasza mnie to i strasznie denerwuje. podczas tej blyskawicznej I
        fazy wykonalam kilka telefonow, poskalam na pilce i tyle. lukasz nie bardzo
        wiedzial, co ma robic mnie irytowalo to, ze glaskal mnie po glowie itp. jedyny
        plus-latal do poloznej jak mialam jakies pytania i przynosil mi wode(bardzo duzo
        wypilam podczas porodu). przy drugim dzieckiem bedzie pewnie podobniewinkmaz
        bedzie w I fazie tak dlugo, jak oboje to wytrzymamy.potem bedzie trzymal reke na
        pulsie (jezeli chodzi o kontakt z personelem medycznym)i wezmie Dzidka na rece
        po narodzinach. ja uwazam, ze kazdy ma swoje wlasne zdanie na ten temat i nalezy
        je uszanowac.
        • magdabdg niezła dyskusja się wywiązała... :)) 08.01.09, 23:46
          Po przeczytaniu tych wszytskich, jakże różnych wypowiedzi wink dochodzę do
          wniosku, że jeśli sama nie spróbuję to nigdy się nie dowiem jak jest na prawdę i
          nie będę wiedzieć co mnie ominęło. Lepiej zrobić coś i żałować, niż żałować, że
          się tego nie zrobiło big_grin To nasze pierwsze dziecko, a nie zamierzamy na tym
          poprzestać, więc jeśli przy porodzie nie będzie tak jak ma być po prostu przy
          następnym nie będzie uczestniczyć. smilesmilesmile
    • kamelia04.08.2007 Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 09.01.09, 00:06
      magdabdg napisała:


      > Ale ostatnio w tv oglądaliśmy jakiś program i był pokazany
      prawdziwy poród,
      > normalnie pokazali jak dziecko z pochwy wychodzi i mój kochany
      wtedy
      > zareagował okrzykiem " jakie to wielkie!" i wzbudził we mnie
      wątpliwości smile
      > ogólnie to jest btaki widok, że sama też nie chciałabym tego
      oglądać.

      po cholerę ogladaliscie takie filmiki? jak juz chcecie miec jakas
      wiedze na ten temat, to lepeij sie zapisac do szkoły rodzenia.


      > Następnego dnia powiedziałam mu, że wolę, żeby mama była ze mną

      mamusia z córeczka.... Chyba czas dorosnąć, dziecko zmajstrowałas z
      mama czy z mezem?


      > Myślicie ze bede zalowac?

      wrózką nie jestem


      Mój maz tez był ze mna i swoja obecnoscią mi bardzo pomógł. Widział
      wszystkto co sie "tam" działo, tez go zdziwiło ile sie tam moze
      otworzyc (mimo ze w szkole rodzenia polozna o tym mówiła). Potem na
      moja prosbe ogladał w jakim stanie jest moje krocze po kleszczach.
      Nie zemdlał, nie został impotentem, jestesmy nie tylko rodzicami,
      ale mężem i żoną.
      Ze śmiesznych rzeczy: stwierdził, ze łożysko smierdzi jak stare
      mięso - mi nie smierdziało, bo mialam maske tlenową.

    • zoofka Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 09.01.09, 12:16
      ja też będe rodziła bez meża. Nie rozumiem czemu miałabym tego
      żałować?
      • monika7895 Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 09.01.09, 13:38
        Kamelia nie rozumiem Twojego zdziwienia,ze autorka postu myslala tez
        o mamie swojej,ja jestem tak zwiazana bardzo z moja mama,ze bylaby
        to druga osoba,z ktora chcialabym byc przy porodzie,to chyba kwestia
        zwiazania z osoba i ja nic w tym dziwnego nie widze,to chyba kazdego
        indywidualana sprawa kogo chce sie miec przy porodzie,zalozmy jakby
        Twoj maz nie moglby byc przy porodzie to kogo bys
        wziela,sasiadke,sasiada czy moze raczej mame??
    • anulka_99 Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 09.01.09, 15:12
      Twoja rezygnacja. Twoja sprawa. U nas było odwrotnie. Przez cała
      ciąże mąż się wahał (nie miał stracha ginekologicznego, tzn, ze
      zobaczy kałuże krwi i nic poza tym tylko psychicznego, że ja się
      bede męczyła a on mi nie bedzie mógł pomóc). poród zaskoczył nas
      miesiąc za wcześnie i z ulicy praktycznie na salę porodową. zaraz po
      porodzie powiedział mi, że do końca zycia by żałował gdyby go przy
      tym nie było. ja też czułam się komfortowo psychicznie wiedząc, że
      ktoś tak mi bliski trzyma mie za rękę. (plus pomoc przy parciu czy
      jak mi podawali zzo)
      a co do "jakie to wielkie" to żadna rozsądna położna nie pozwoli
      mężowi stać "w kroku rodzącej" - że się tak wyraże. mąż ma swoje
      miejscu za plecami rodzącej. i niech tak zostanie. gdybym miała
      rodzić dugi raz nie wyobrażam sobie porodu bez męża.
    • kotecek81 Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 09.01.09, 16:30
      Magdo - jesli On tego chce - nie zabraniaj mu! TO dopiero moze
      popsuc relacje miedzy Wami!!! Facet moze czuc sie odsuniety.
    • gaja78 Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 10.01.09, 00:12
      magdabdg napisała:

      > Następnego dnia powiedziałam mu, że wolę, żeby mama była ze mną, bo ona mi
      > bardziej pomoże, a ze on moze przy nastepnej okazji... Myślicie ze bede
      > zalowac? smile

      Tak.
      Przede wszystkim tego, że uważasz teraz, że mama ci bardziej pomoże podczas
      porodu niż mąż.
      • apple_isle Re:a po co za wszelką cenę..... 10.01.09, 06:09
        A co jest nie tak z obecnością kogoś innego podczas porodu niż mąż/partner? Ja rozumiem, że dziecko ma się z mężem, ale jeśli mąż to np taki typ, który stanie jak kołek i nie będzie w stanie nic zrobić, spanikuje, wprowadzi jeszcze bardziej nerwową atmosferę to też za wszelką cenę trzeba go ciągnąć na tą porodówkę? W imię czego? Moda jakaś czy co? Może np mama okaże się bardziej pomocną osobą w takiej sytuacji.
        Poza tym nie dla każdego faceta poród to jakies mistyczne doznanie. Dla niektórych to czysta fizjologia, w której nie widzą nic wzniosłego (poza tym może nie każda kobieta chce żeby mąż widział ją jak nie kontroluje swoich czynności fizjologicznych-czyt. robi kupę, przeklina, czy jest w....na na maksa i wtedy raczej pomóc jej nie można trzymaniem za rączkę bo jest skłonna wydrapać oczy...Litości dziewczyny, przeciez każdy jest inny) i nie rozumiem skąd ten owczy pęd, żeby koniecznie zabierać męża bo później bęziesz żałować, że go nie było.
    • a.fosil Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 10.01.09, 10:30
      Moim zdaniem nie będziesz żałować. ja mam dokładnie te same obawy, oglądałam w
      necie poród naturalny na żywo i sama się cieszę, że brzuch mi będzie przesłaniał
      te "Widoki" smile. Odnoszę wrażenie że teraz jest moda na rodzinne porody i gdy ja
      jasno mówię o swoich planach (czyli poród bez męża) to jestem krytykowana...A
      przecież najważniejsze żebyś Ty się dobrze czuła na porodówce.
      • seytan_a_22 Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego...a. fosil 10.01.09, 14:16
        a. fosil uwazaj zaraz nazwa Cie egoistka, tak jak mnie we wczesniejszych postach
        gdzie napislam, ze ja nie zycze sobie obecnosci partnera i chce rodzic bez niego
        i mu to dalam jasno do zrozumienia...
        zaloze sie, ze gdyby lekarze nagle stwierdzili, ze lepsze sa porody w pojedynke
        to zaraz zmieniloby sie nastawienie wielu pan...ja tam mam gdzies mode...bede
        rodzic sama...nie wiem nawet jak zniose obecnosc poloznej, nie lubie w
        ekstremalnych chwilach znajdowac sie w towarzystwie kogokolwiek, niestety
        poloznej juz sie nie da uniknacsmiletak wogole mialam rodzic w szpitalu
        uniwersyteckim,ale jak sie dowiedzialam, ze tam przy kazdym porodzie sa
        studenci, bo taki to szpital, to czym predzej zrezygnowalam. wiem,ze oni musza
        sie na kims nauczyc, ale ja sie nie nadaje do tego w zupelnoscismile

        chyba zmienie nick na egoistkasmile
        • isabela76 Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego...a. fosil 10.01.09, 14:31
          Calkowicie Cie rozumiem. Wolalabym zeby porod byl bardziej prywatna
          sprawa i mogl odbywac sie bez jakichkolwiek osob towarzyszacych.
          Chcialabym byc w takim momencie sama
          • monika7895 Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego...a. fosil 10.01.09, 15:00
            No to nie jestem samawinkpopieram was dziewczyny,mysle,ze jest to
            kazdego indywidulna sprawa jaka osobe sobie wezmie do porodu i
            nigdzie nie jest napisane ze najlepsza osoba jest maz,sa zdania
            podzielone na ten temat,ja sobie nie wyobrazam,zeby byl ze mna
            maz,zreszta oboje mamy takie same zdanie, na ten temat,ale nie
            wyobrazam sobie na sile go zmuszac do tego,jesli by nie chcial,a ja
            tak,zawsze jest jakies inne rozwiazanie,wiadomo,ze jak oboje
            malzonkow chce,to pewnie ,ze tak smileale nic na sile, ja jestem
            takiego zdania
            • malwes Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego...a. fosil 10.01.09, 18:39
              Myślę, ża każdy ma prawo do takiej decyzji i nie mam w tym nic
              nagannego. Jednak myślę, że będziesz żałować i partner też smile.
              Ja czasami trochę przewrotnie myślę sobie, że taka obecność ojca
              powinna być obowiązkowa - urodzić to jest tak naprawdę nic - zaczyna
              się wszystko dopiero potem, choroby, wychowanie, problemy rodzinne,
              odppowiedzilność, szkoła, towarzystwo...jeśli wymięka już na wstępie
              i poród go przerasta to co będzie potem? wink Oczywiście piszę to z
              przymrużeniem oka i szanuję takie decyzje. Osobiście nie wierzę w
              to, że ludzie których łączy uczucie mogą się potem od siebie
              oddalić - w życiu jest dużo więcej innych naprawdę "paskudnych"
              sytuacji w których się muszą wspierać (różnego rodzaju choroby,
              wypadki, czasami wielomiesięczne unieruchomienie, starość itd)...mam
              wrażenie, że wszystkie artykuły o ewentualnym negatywnym wpływie na
              życie intymne obecności ojca przy porodzie pisali mężczyźni aby dac
              sobie usprawiedliwienie dla nieuczestniczenia w porodzie - wiadomo,
              że obecność przy czyims cierpieniu nie jest łatwa...

              Oczywiście wybór jest Was ale ja osobiście nie znam żadnego tatusia,
              który z perspektywy czasu żałował że był. Znam takich, którzy
              żałowali że nie byli.
              • seytan_a_22 Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego...a. fosil 10.01.09, 19:38
                > Ja czasami trochę przewrotnie myślę sobie, że taka obecność ojca
                > powinna być obowiązkowa

                nawet patrzac na twoja wypowiedz z przymruzeniem oka nachodzi mnie pytanie a co
                z tymi kobietami, ktore sa same, ktore facet zostawil, albo z tymi przy ktorych
                mezczyzna akurat w chwili porodu byc nie moze chocby ze wzgledu na to, ze jest w
                delegacji...czy one nie maja prawa do porodu czy maja czekac az ktos sie pojawi
                kto je wesprze na porodowce?
                ja bym zalowala gdybym musiala sie zmuszac do tego, by znosic obecnosc partnera
                na porodowce...i jak wiadc takich pan jest wiecej
                • malwes Do seytan 11.01.09, 12:57
                  > nawet patrzac na twoja wypowiedz z przymruzeniem oka nachodzi mnie
                  pytanie a co z tymi kobietami, ktore sa same, ktore facet zostawil,
                  albo z tymi przy ktorych mezczyzna akurat w chwili porodu byc nie
                  moze chocby ze wzgledu na to, ze jest w delegacji...czy one nie maja
                  prawa do porodu czy maja czekac az kt os sie pojawi kto je wesprze
                  na porodowce? Ja bym zalowala gdybym musiala sie zmuszac do tego, by
                  znosic obecnosc partnera na porodowce...i jak wiadc takich pan jest
                  wiecej.

                  Seytan - ten wątek zupełnie nie dotyczy sytuacji w których partner
                  chciałby być przy porodzie ale nie może. Wtedy jest dla mnie
                  oczywiste, że kobieta chce mieć kogoś innego przy sobie. Też bym
                  chciała.

                  Natomiast kontynuując temat tak sobie myślę...biorąc ślub lub
                  deklarując sobie wzajemnie spędzenie razem przyszłości, ludzie chyba
                  zdają sobie sprawę, że życie nie zawsze jest piękne, radosne,
                  melodramatyczne. Mogą nas spotkac różne sytuacje - znam wiele
                  młodych małzeństw, które musiały się zmierzyć np. ze stwardnieniem
                  rozsianym, pękniętym kręgosłupem, psychozą poporodową (nie kryzysem
                  3go dnia, nie depresją ale psychozą) - co za tym idzie - partner
                  lub partnerka sparaliżowani wręcz, trzeba ich myć w łóżku, podmywać,
                  zmieniać pieluchę nie tylko z siusiu ale i z kupą...i inne tragedie.
                  Ludzie niewiele po 30tce. I co? Czy wszyscy jesteśmy pewni, że nas
                  to nie spotka...jakby mój mąż czy partner uważał za zbyt obciążające
                  dla niego podzielenie ze mną trudów porodu naszego wspólnego
                  dziecka, to pomyślałabym jak mnie potraktuje, jeśli w życiu mnie coś
                  takiego spotka??? Jak złamię kręgosłup i trzeba mi będzie podetrzeć
                  pupę to też będę "odarta z kobiecości"? W takiej sytuacji uznałabym,
                  że popełniłam największy życiowy błąd wybierając tego człowieka za
                  partnera życiowego czy ojca moich dzieci.

                  Oczywiście to moje zdanie, moje odczucia. Tak jak pisałam, na pewno
                  nie ma co zmuszać siebie czy kogoś, robić cokolwiek na siłę. To
                  zależy od relacji, systemu wartości. Po prostu w moim sytemie
                  wartości to się nie mieści i mam to tego prawo tak samo, jak te
                  kobiety, które nie chcą rodzić z partnerem.
    • attka Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 10.01.09, 18:56
      moja lekarka mówi, że często spotyka się z tym, że kobiety zmuszają swoich
      mężczyzn do udziału w porodzie (chodzi tu o sytuacje, kiedy facet nie za bardzo
      chce a kobieta nalega) i skutki nie są zbyt pozytywne. Dla niejednego faceta
      jest to trauma. Osobiście znam parę gdzie niestety ten wymuszony udział w
      porodzie okazał się być dużym błędem. Koleżanka rodziła dwa lata temu. Jej mąż
      nie był zbyt chętny do udziału w porodzie (mówimy o tej głównej fazie), ale ona
      nalegała. On się ugiął i przeszli ten poród razem i... nie okazało się to być,
      jak mówili im znajomi, niesamowitym spajającym przeżyciem. Kolega zwierzył się
      potem mojemu mężowi, że jak zobaczył jak ona rodzi (a stał za nią!) to nagle
      stała się ona dla niego odarta z kobiecości. Minęły dwa lata, a on nadal nie
      może tego zapomnieć i patrzeć na nią tak jak dawniej. Wiem, że to pewnie
      świadczy o niedojrzałości, ale niektórzy po prostu tak mają.

      Reasumując - udział niezbyt chętnego faceta w porodzie jest obarczone ryzykiem.
      Może okazać się dla niego wspaniałym przeżyciem, ale może też położyć się
      cieniem na waszym związku. Ty musisz zadecydować czy takie ryzyko chcesz podjąć.
    • alicja0000 Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 10.01.09, 22:02
      tego czy bedziesz załować nikt nie wie, bo dopóki Twój facet nie pójdzie z Tobą
      rodzić nie wiadomo jak się zachowa. Jesli będzie panikował to logiczne, że z
      pewnością pożałujesz jego obecności.Ale z tego co czytałam i z własnego
      doświadczenia oczywiście mogę stwierdzić, że obecność faceta jest wskazana. Mój
      co prawda nie robił wiele, nie chciałam by mnie głaskał, dotykał czy takie tam.
      Jedyne co robił to podawał krem bym sobie co chwilę usta smarowała (cholernie mi
      wysychały podczas każdego skurczu) i wodę do picia. A podczas parcia trzymał mi
      głowę ale sama świadomość, że on jest dodawała mi otuchy, nie pozwalała się
      poddać. NIe chciałam przed nim wyjsć na mięczaka, chciałam być dzielna i twarda,
      to dla niego -dla nas dzielnie (jak to potem personel medyczny stwierdził)
      rodziłam...A i on nie żałował kiedy wyskoczył z tej mega dziury nasz synek, w
      takich momentach jesteście tak przejęci tą chwilą narodzin, ze nikt nie zwraca
      uwagi na szczególy i rozmiary. Co innego gdy siedzicie sobie bez emocji przed tv
      oglądając film. Polecam ci byś wzięła faceta do porodu jeśli oczywiście on
      wyrazi na to ochotę.
    • johana19 Re: Zrezygnowałam z pomocy Ukochanego... 15.01.09, 14:02
      Nie wszyscy mężczyźni uczestniczą w porodach. Jedni dlatego, że
      kobiety sobie tego nie życzą (i mają do tego prawo), a drudzy
      dlatego, że sami nie chcą (i też mają do tego prawo). Nikogo do
      niczego zmuszać nie można ani namawiać na siłę. Ja nie rozumiem z
      kolei kobiet, które wręcz żądają od partnerów żeby w porodzie
      rodzinnym brali udział, gdy tymczasem mężczyźni nie odczuwają takiej
      potrzeby. My przy pierwszym dziecku mieliśmy poród rodzinny bo tak
      ustaliliśmy z mężem długo przed porodem, ale np. do szkoły rodzenia
      chodziałam sama (mąż ze względu na pracę i tak by nie mógł, nawet
      gdyby chciał) i w ostatniej fazie porodu też nie uczestniczył
      (ostatnie kilka może kilkanaście minut, przy partych, gdy już na
      łóżku porodowym się położyłam) bo tak wcześniej wspólnie
      ustaliliśmy. On nie chciał, ja go nie zmuszałam i nawet się cieszłam
      z tego. Nawet pępowiny miał wstępnie nie przecinać, bo się bał ale
      jak położna go zawołała i spytała czy będzie przecinał, to chyba w
      tym szoku powiedział, że oczywiście, chce i przecinał w końcu smile
      Nie czujemy się ani ja ani mąż gorzej z tym, że nie był ze mną
      podczas całego porodu. To był nasz wybór i już. Jak będzie przy
      drugim porodzie to jeszcze nie wiem... Termin mam na środek lata
      czyli wiadomo, pora urlopowa itp. Jak się uda i będzie miał kto się
      zająć starszą córką to mąż będzie ze mną. W innym wypadku może być i
      tak, że będę rodziła sama, też przeżyję wink Tym bardziej, że teraz
      już wiem, na co się nastawiać smile Rodziców mam w innym mieście (250
      km), siostrę za granicą (ponad 1000 km), przyjaciółka też daleko, z
      teściową czy szwagierką rodzić nie chcę hehe więc albo z mężem się
      uda albo dam sobie sama radę.

      LENA 27-01-2005
      i lipcowy LOKATOR

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka