Dodaj do ulubionych

Jak to z wami było?

17.05.09, 10:57
Jestem w 36 tc i już nie długo nasz synek będzie z nami. Jesteśmy z mężem tym
bardzo podekscytowani i już snujemy plany na przyszłość. Że będziemy razem się
nim opiekować, wstawać w nocy na zmianę, kąpać razem itp. A tu jak grom z
jasnego nieba spadają na nas głupie komentarze. Że po porodzie to się dopiero
zacznie, kryzys w małżeństwie, ucieczki męża z domu, ciągły płacz dziecka, nie
przespane noce, nie gojenie się krocza(że niby to nie prawda że krocze może
się szybko goić). A jedna kobieta w ciąży to mi powiedziała, że w sumie to nie
ma się z czego cieszyć po urodzeniu dziecka. Nie nastawiamy się z mężem że nie
będzie żadnych problemów, ale staramy się być dobrej myśli. Czy to źle? Czy
was też tak inni straszyli? A komentarze na temat szpitala to po prostu
przyprawiają mnie o dreszcze, że niby rzeźnię wybrałam. A co to kogo obchodzi
za mnie i tak nie urodzą. Czy to wszystko naprawdę wygląda tak starasznie, czy
inni tak tylko ubarwiają?
Obserwuj wątek
    • deodyma Re: Jak to z wami było? 17.05.09, 11:05
      nie sluchaj glupot " zyczliwych" osob.
      jesli w malzenstwie ma byc zle, to nie trzeba do tego malego dziecka.
      maz moze zwiewac z domu przy kazdej nadarzajacej sie okazji a nie dlatego, bo w
      domu male dziecko placze.
      a ze ktos Ci tam powiedzial, ze po urodzeniu dziecka nie ma sie z czego cieszyc,
      to rownie dobrze moze swiadczyc o tym, ze przez ta babke przemawiaja jej wlasne
      doswiadczenia.
      widac, ze ludzie gadaja bddety i tylko Cie wkurzaja, wiec proponuje ich nie
      sluchac i robic swoje.
      no i przede wszystkim jak najmniej im mowic o sobie i swoim zyciu rodzinnym.
    • maiwlys Re: Jak to z wami było? 17.05.09, 11:26
      Niem za bardzo, ludzie do okoła nam nie suszą głowy takimi głupotami
      bo i my nie opowiadamy wszystkim o naszych planach. Moj mąż od
      czerwca będzie pracował z domu, wię jka we wrześniu na świat
      przyjdzie nasze pierwsze dziecko na pewno będzie mi pomagał. Poza
      tym tak bardzo czeka na to dziecko, że podejrzewam, że raczej
      będą "kłótnie" o to kto ma je teraz potrzymac smile Będziemy musieli
      sobie grafik ustalić. Ludzie zawsze będa gadać i sądzić po sobie ale
      to znaczy, że tak musis być u was. Mój mąż jest człowiekiem bardzo
      rodzinnym i kochającym, więc nie spodziewam się rewolucji po
      narodzinach.
    • marylisek1 Re: Jak to z wami było? 17.05.09, 11:44
      Najgorsze co może robić kobieta w ciąży, to czytać fora internetowesmile
      Jeśli chodzi o poród to nie powinnaś się na nic nastawiać. Co ma
      być, to będzie, co weszło, wyjść musi. Poród jest trudnym i
      niesamowitym przeżyciem. łatwiej zapadają tu w pamięć negatywne
      emocje, niż te pozytywne, stąd tyle komentarzy-dreszczowców na
      forach. Nie ma co się przejmować. Dziecko w życiu zmienia bardzo
      wiele, na początku pochłania prawie cały czas, ale nie jest to takie
      męczące jak bieganie za 1.5 rocznym urwisem smile Zaręczam. Jeśli
      chodzi o obowiązki przy dziecku to, z doświadczenia, uważam że
      lepiej się nimi podzielić niż wykonywać je razem. Każdy potrzebuje
      odpoczynku. Do mojego syna ja wstawałam w nocy, natomiast mój mąż go
      kąpał. Nie było żadnego uciekania z domu. Moge powiedzieć, że po
      urodzeniu dziecka nasz związek jest lepszy, scementował się.
      pozdrawiam
    • aga.79 Re: Jak to z wami było? 17.05.09, 11:56
      A tam nie słuchaj bzdur

      jak nasz 1 synuś się urodził mąż zakochał się w nim bezgranicznie. Sam go kąpał,
      bo ja się bałam, przebierał, przewijał
      Wiadomo że pierwsze dni bywają ciężkie bo rana boli, bo huśtawka nastrojów, ból
      głowy itp. Ale to tylko kilka dni i jest coraz lepiej
      Głowa do góry i pozytywnie się nastaw
    • puellapulchra Re: Jak to z wami było? 17.05.09, 12:00
      Urodziłam rok temu, w państwowym spitalu, nie opłacając nikogo.
      Urodziłam po oxy, w 2,5 h, z nacięciem, bo opadłam z sił itp. Opieka
      była super, nacięcie zagoiło się szybko.

      Po powrocie do domu, tak jak planowaliśmy - dziecko zawsze kąpiemy
      razem, wstaję w nocy zwykle ja, bo mam czulszy sen, jak M. akurat
      nie śpi to wstaje on. Kryzysu nie było (jak dotąd, i mam nadzieję,
      że nie będzie smile )
      Jedyne, czego mój M nie robi z własnej woli, to nie zmienia
      pieluszki, jak jest kupa - chyba że mnie nie ma w domu, to musi,
      hehe.
      Bywa ciężko, bo jest się zmęczonym, niewyspanym i życie po urodzeniu
      dziecka wygląda już zupełnie inaczej, niż przed. Ale nie gorzej big_grin
      Najważniejsze są miłość i szacunek, a każdy kryzys, czy ciężkie
      chwile da się przetrwać.
      Twoja znajoma chyba ma jakieś problemy ze swoim życiem, skoro Ci tak
      mówi. Nie słuchaj głupot big_grin
      Moja koleżanka, która wyszła za mąż w wieku lat 18, za faceta typu
      nic-dobrego (wbrew wszystkim, co radzili jej się wstrzymać) po kilku
      latach wszystkim koleżankom odradza małżeństwo, bo to bagno i w
      ogóle. Wyszłam za mąż i ja mam zgoła inne zdanie na ten temat big_grin

      Życzę lekkiego porodu i wspaniałych chwil po narodzinach dzieciątka.
    • julimama79 Re: Jak to z wami było? 17.05.09, 13:30
      Bzdury opowiadają, chyba mają jakieś kompleksy. Powiem Tobie jak było u nas. Poród trwał niecałe sześć godzin, mimo,że rodziłam pierwszy raz. Spokojnie dałam radę bez znieczulenia, ból nie był tak straszny jak myślałam. Kroczę wygoiło się bardzo szybko, mogłam normalnie siedzieć niemal natychmiast po porodzie. Nacięcie nie spowodowało żadnych problemów we współżyciu, jest nawet lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Oboje z mężem od samego początku wspólnie zajmujemy się córcią. Mąż kąpie młodą, przewija, ubiera, bawi się, jedyne czego nie robi to karmienie piersią smile Dzięki temu mam czas na fryzjera, kosmetyczkę, spotkania z przyjaciółkami i zakupy. Gdy wychodzę tatuś karmi małą odciągniętym mlekiem, karmienie piersią w żaden sposób nie ogranicza mnie. Poza tym często wyjeżdżamy na weekendy razem z Julą, lub znajomi do nas wpadają. Każdy wieczór spędzamy wspólnie z mężem,dajemy sobie wiele czułości, mamy bardzo udane życie seksualne. Dziecko pogłębiło naszą miłość, nadało jej nowy odcień. Jesteśmy bardzo szczęsliwi w trójeczkę czego i Wam życzę smile
    • kasia.46 Re: Jak to z wami było? 17.05.09, 14:09
      Po urodzeniu dziecka, naprawdę wzystko się zmienia, ciężko na
      początku się nim zajmowac' bo jesteś słaba i obolała, a ono często
      płacze i wymaga uwagi noce to też nie przelewki, ale nie zgdze się z
      tym że nie można się z tym uporac' i nie ma się z czego cieszyc'.
      Wszytko wspólnie z mężem możecie tak garnąc' a obowizki podzelic' że
      każde z was będzie miało czas dla siebie z osobna i dla siebie
      razem. Ja mam synka 1.5roku jest to najpękniejszy cud śwata jaki
      mógłby mi się w życiu przydażyc'! Chwilami bywa ciężko ale po to mam
      męża i po to tworzymy rodzinę by wspólnie podołac' problemą i razem
      dzielic' radości.Czekamy jeszcze na naszą córeczkę która już za 3tyg
      będzie z nami i nikt nie jest w stanie swoim gadaniem zepsuc' mi
      humorsmile Pozdrawiam i powodzeniasmile
    • maroco1977 Re: Jak to z wami było? 17.05.09, 17:24
      Że po porodzie to się dopiero
      > zacznie, kryzys w małżeństwie, ucieczki męża z domu, ciągły płacz dziecka, nie
      > przespane noce, nie gojenie się krocza(że niby to nie prawda że krocze może
      > się szybko goić).

      kryzysu brak, dziec przesypia cale noce, idzie spac o 22 wstaje o 6.30, 7 rano,
      mialam cc wiec nie wiem co to bol krocza, wogole lajcik zupelny, nastawialam sie
      na jakis hardcore, a od poczatku byl luz blues.Nie sluchaj ich, gadaja, by gadac.
      • naciete_krocze Re: Jak to z wami było? 17.05.09, 21:44
        Ciekawe,że tutaj pocieszasz dziewczynę,a swój poród opisywałaś w czarnych
        barwach (mało się nie "przekręciłaś" w trakcie,musiano Cię ratować)-teraz nagle
        zmieniasz zdanie? Ciekawe...
        Przyznaj się,że jesteś netowym trollem bo co post to co innego...
    • ewcia1980 Re: Jak to z wami było? 17.05.09, 20:42
      Różnie może byc.

      Nasza corka urodzila sie pol roku po naszym slubie.
      Jeszcze dobrze nie odnalezlismy sie w roli maz-żona (przed slubem
      nie mieszkalismy razem wiec dopiero sie docieralismy w tej kwestii)
      a juz musielism przyjąc role rodziców.
      I było cięzko.
      Czasam nawet bardzo.
      I prawde mówiac gdyby mój maż miał taki charakter jak ja to pewne
      bylibysmy juz po rozwodzie wink
      Ale ... to wcale nie znaczy, ze tak musi byc.
      To wszystko zalezy od relacji miedzy małożonkami, sytuacji
      materialnej (nie ma co ukrywac - brak kasy=wieksze lub mniejsze
      problemy), podejscia partnerów do niektórych spraw (np opieki nad
      noworodkiem, podziału rół)

      Nasza córka miała straszliwe kolki.
      Właściwie calodniowe - darło sie 24h/dobe wiec bylismy wykonczeni i
      to napewno wpływało na relacje miedzy nami.

      Ale... jak kolki ustapiły to córka była "złotym dzieckiem"
      nie wiem co to problemy z usypianiem, nie wiem co to bolesne
      zabkowanie, nie wiem co to probkemy z brakiem apetytu.
      absolutny luz...

      naprawde szybko wszystko wrocilo do normy, córko szybko zaczeła
      przesypiac noce, dośc szybko odnalezlismy sie w roli rodzicow.

      Prawie 3 miesiace temu urodził sie nasz synek.
      Od jakiegios miesiaca juz nie mecza go kolki wiec jest super.
      dziecko najedzone i przewiniete lezy cichutko (ja nie wiem co to
      jest palcz bez powodu. wczesniej płakal bo meczyła go kolka. teraz
      postekuje jak jest glodny/ma mokro/lub sie znudził lezac 2h na
      lezaczku wink
      śpi od 20 do 6 z jedna pzrerwa na karmienie.
      relacje miedzy mna a mezem - ok.

      wiec nie ma na co narzekac!!!

      a z tym kroczem to tez troche na wyrost.
      ja jestem po 2 porodach SN i krocze wygoiło sie ekspresowo bez
      wiekszego wietrzenia, podmywania czymkolwiek opórcz wody. a byłam
      nacinana/popekalam i miałam szwy.

      wiesz - posłuchac mozesz.
      nastawic sie, ze MOZE byc ciezko - tez.
      a robic swoje i cieszyc sie z nowego czlonka rodziny.

      pozdrawiam
    • mond33 Re: Jak to z wami było? 17.05.09, 21:12
      Ludzie zawsze komentowali wszystko co dzieje się wokół i będą to robić dalej.
      Większość niestety robi to nagminnie, bez cienia subtelności i najlepiej z
      dodatkiem zwykłej wścibskości. Uwielbiają mieszać się w cudze sprawy. Albo ktoś
      jest do wychowywania dzieci za młody albo za stary, albo w ciąży za mało przytył
      albo jest za gruby, albo współczują zbyt dużej różnicy wieku między dziećmi albo
      ubolewają nad zbyt mała różnicą. Chrzanić to i olać, robić swoje. Jeszcze się
      taki nie urodził, co by każdemu dogodził.
    • gonia28b Re: Jak to z wami było? 17.05.09, 22:59
      ależ oczywiście nikt Wam nie zabrania być dobrej myśli, w
      szczególności jeśli naczytasz się tych prześlicznych kolorowych
      piśmidełek dla mamuń w ciąży...
      później następuje zderzenie z rzeczywistością.
      Szczerze powiadam jedyne co pamiętam z początku mojego macierzyństwa
      to:
      - ból rany naciętego krocza (po dwóch tygodniach bez bólu to mit)
      - płacz głodnego noworodka (nieudane karmienie piersią)
      - niezrozumienie mojego męża, on przecież musiał pracować normalnie
      zamiast potrzymywać mnie na duchu co godzinę przynajmniej...
      skutek - depresja.
      ja nie owijam nic w bawełnę, piszę prosto z mostu, bo nie sztuka
      mydlić komuś oczy, że jest różowo, cudownie i w ogóle...
    • bogdaa Re: Jak to z wami było? 17.05.09, 23:25
      Nie słuchaj gadania. Forum - skoro musisz czytać, to czytaj - ale dziel przez
      siedemnaście. A co do jakiejś rewolucji, którą dziecko robi w życiu i w
      małżeństwie - to owszem, robi. Ale sama najlepiej wiesz, kogo wybrałaś na męża i
      czego się po nim można spodziewać.
      Jedno jest pewne: po urodzeniu dziecka już nigdy nie będzie tak samo. Co nie
      znaczy, że ma być gorzej smile
    • naciete_krocze Re: Jak to z wami było? 18.05.09, 08:16
      Nie będzie różowo.
      Zatęsknicie nieraz za czasami gdy byliście tylko we dwoje.
      Tych forumek wyżej raczej nie słuchaj (za wyjątkiem Goni) -wciskają Ci kit,że
      nie wiem.
      Ja tu jestem dłużej i wiem,że np. taka Maroco z postu wyżej pisze jak tu po
      porodzie u niej super,a w innym miejscu pisze jak płakała po przyjeździe do domu
      i nie mogła się pogodzić z "oszpeconym" ciałem i do tej pory się nie może
      pogodzić ze zmianami w ciele.
      Nie mówiąc już o jej porodzie,który mało nie zakończył się poważnym
      komplikacjami.A tu nagle zmiana o 180 stopni i cud-miód.
      Moja rada: przejrzyj jak masz czas posty forumowiczek powyżej i sama się
      przekonasz ile w tym prawdy wink
      Ciekawe ile znajdziesz nieścisłości z tym co tutaj Ci wypisują wink
      • maroco1977 Re: Jak to z wami było? 18.05.09, 09:16

        Ja juz ci tysiac razy pisalam i napisze po raz tysiac pierwszy: nie umiesz czytac!
        znajdz posty gdzie napisalam o kryzysie w malzenstwie, nigdy takiego nie mialam
        znajdz posty gdzie zale sie na ciagly placz dziecka, nie nie zale sie ono nie
        placze,
        wszedzie tez pisze, ze od poczatku przesypialo cale noce
        rany krocza nie mialam mialam porod cc, sorry, ale co z tego, ze mialam
        komplikacje przy porodzie skoro one nie wyplynely na moje zycie z dzieckiem w
        zaden znazacy sposob.Rana bolala tak samo jak kazda inna rana, nie zwijalam sie
        z bolu, nie potrzebowalam srodkow przeciwbolowych. I co ma moje oszcpecone cialo
        do nieprzespanych nocy dziecka i kryzysu z mezem. Kazda kobieta po porodzie ma
        oszpecone cialo i fakt niezaprzeczalny mi sie to nie podoba, ale nijak sie to ma
        do mojego zycia z mezem i dzieckiem,a wiec, jak sie nauczysz czytac to
        komentuj.Te opowiesci jak ciezko jest z malutkim dzieckiem to w duzej ilosci
        mity!moj jedyny problem po ciazy to figura, a z dzieciem jest super i z moim m tez.

        Gonia nigdy nie czytalam pisemek dla mamusiek, czytalam to forum, gdzie kobiety
        jakies makabry opisywaly, ktorych u mnie nigdy nie bylo.
        • naciete_krocze Re: Jak to z wami było? 18.05.09, 09:47
          Nie piszę nigdzie o kryzysie w małżeństwie,ale z powyższym Twoim
          "u mnie lajcik" jakoś kłóci się:
          -ciężki poród zakończony CC z komplikacjami o których sama piszesz,że mało nie przypłaciłaś życiem i musiano Cię szybko ratować
          -tekst o tym jak ryczałaś pod wyjściu ze szpitala i rozwaliłaś kredens,bo nie mogłaś pogodzić się z "nowym" ciałem i jak jadłaś (dalej jesz?) miniaturowe porcje jedzenia,żeby tylko schudnąć
          Coś tu jest nie halo uncertain
          Poza tym mogłabyś coś napisać gdybyś miała kilkuletnie dziecko-kryzys nie zawsze przychodzi po 2 miesiącach od porodu,najczęściej (zdaniem psychologów-od razu przyznam,że Ty Maroco jesteś od nich wszystkich mądrzejsza) dochodzi do kryzysu w pierwszym roku dziecka,nie jest powiedziane,że akurat po 2 miesiącach.
          • maroco1977 Re: Jak to z wami było? 18.05.09, 12:22
            Chodzi o kryzys po porodzie a nie w trakcie jego trwania.A jem minimalne porcje
            nadal, zamierzam schudnac, nijak to sie wiaze z dzieckiem i opieka przy nim.Nie
            kredens rozwalilam,a szafke.

            Tutaj kobiety pisza o nieprzespanych nocach
            problemach w malzenstwie
            placzacym non stop dziecku,

            a nie o ciezkim porodzie czy problemach z waga!!!
            pisze po raz setny, z dzieckiem zadnych problemow nie mam, opieka wychodzi mi
            swietnie, mam czas dla siebie.Nie lubie takiego glupiego straszenia, ze od
            poczatku bedzie straszny horror, bo to nie jest tak, ze wszystkie dzieci nie
            spia, wszystkie dzieci krzycza i wszystkie malzenstwa przechodza kryzys.
            uogolnianie, ze wszystkie kobiety maja horror w domu to g.. prawda. Moja znajoma
            tez ma dziecko, ma w tej chwili rok, tak jak i moje przesypialo cale noce itd.
            zadnego kryzysu nie bylo.
            straszyc to umie kazdybig_grin
            • niunia8982.2 maroco1977 19.05.09, 15:38
              nie ma co polemizować z osobą naciete_krocze ponieważ ewidentnie widać,że to
              troll big_grin
              To coś w stylu lubie_gazete - bo to pewnie ta sama osoba,biorąc pod uwagę bardzo
              długą nieobecność na forum takowej osoby.
              Nie bierz sobie do serca wszystkiego co pisze ta.....
              Siedzi sobie taki troll i czeka tylko żeby doprowadzić do jakieś ostrej wymiany
              zdań.
              Żałosne to nacięte_krocze uncertain
              Biorąc pod uwagę post naciętegeo_krocza pt." kto zropbił kupę podczas porodu"
              czy coś w tym stylu-mądra osoba by tego nie napisała.
              Pozdrawiam

              Brajanek 19.12.08r smile
    • agatracz1978 Re: Jak to z wami było? 18.05.09, 09:22
      Co ma być to będzie. Każdy dzień jest inny, każdy poród jest inny, każde dziecko
      jest inne. Moja Mała raz jest wspaniałym aniołkiem i mogę sobie spokojnie zrobić
      w domu wszystko a innego dnia płacze z byle powodu i nie pozwala nawet śniadania
      zjeść. Kryzys w małżeństwie - u mnie nie ma czegoś takiego. Mąż bardzo mi pomaga
      i nawet kiedy jest w pracy to dzwoni kilka razy dziennie i dowiaduje się co u
      nas. W nocy wstaję głownie ja, bo karmię Małą piersią, ale kiedy trzeba dokarmić
      mieszanką robi to mąż. Kąpiemy razem. Poród - ja miałam ciężki, ale teraz już
      zapomniałam o wszystkim. Krocze zagoiło się szybko. Noce - bywają takie kiedy
      Mała od karmienia o 3 rano nie daje spać a są takie kiedy zje i kładzie się bez
      problemu. Jedno jest pewne - nic już nie jest takie jak wcześniej ale dla mnie
      jest cudnie. Ja mogę patrzeć na nią godzinami, przytulać i całować smile A forum -
      traktuj je jako rozrywkę a nie źródło informacji.
      • mala224 Re: Jak to z wami było? 18.05.09, 17:33
        Bardzo dziękuję za miłe odpowiedzi. Z mężem nie mam problemu, mieszkamy razem ze
        4 lata, a małżeństwem jesteśmy 2. I szczerze to on bardziej niż ja pragnął mieć
        dziecko. Jest bardzo mądry i w przeciwieństwie do mnie wie jak zajmować się
        dzieckiem i czego można się spodziewać(doświadczenia z rodzeństwem). Deklaruje
        pomoc na każdym kroku, nawet do lekarza ze mną jeździ. Dlatego drażnią mnie
        komentarze typu "zobaczysz on tak gada, że będzie pomagał, ucieknie gdzie pieprz
        rośnie". Podejrzewam, że łatwo nie będzie, bo mamy podobne charaktery, ale
        dlaczego zaraz ludzie starają mi się odebrać nadzieję, że akurat może u mnie
        będzie lajtowo. Mąż mnie pociesza, a ja i tak łapię doła i wmawiam sobie jakieś
        bzdury zamiast wziąć się w garść. Wiecie, a najbardziej drażni mnie to że każdy
        gadał jaka to harówka, jaki to ból, noce nie przespane, ale nikt nie wspomniał,
        że jak biust urośnie z miseczki B do dużego D to będę miała paskudne rozstępy i
        nawet najlepsze kremy nie pomogą. Macie rację nie ma się czym przejmować, będzie
        co ma być. Od dziś biorę się w garść i koniec użalania się!
        • gonia28b Re: Jak to z wami było? 19.05.09, 09:50
          Mój mąż też jest wspaniałym człowiekiem i jest wspaniałym ojcem dla
          naszego synka mimo, że doświadczenia żadnego nie miał ani z
          rodzeństwem (jest jedynakiem), ani z dziećmi sąsiadów na przykład.
          My również ładnych parę lat znaliśmy się zanim zdecydowaliśmy się na
          ślub i też kilka lat małżeństwem byliśmy zanim zdecydowaliśmy się
          zostać rodzicami, więc też podobnie jak Ty teraz żyłam wyobrażeniami
          o tym, ze macierzyństwo (łącznie z porodem) to jest pasmo szczęścia
          i rozkoszy, ale w rzeczywistości nie jest tak różowo.
          Rzeczywiście ja w swoim poście może trochę nastraszyłam, ale
          początek, podkreślam sam początek macierzyństwa to jest coś w
          rodzaju walki. Ja szczerze mówiąc wolałabym ten okres wymazać z
          pamięci.
          Nieustannie to Ty siedzisz z dzieckiem, karmisz go nosisz na rękach,
          zeby się mu odbiło, chepnęło i... ulało tongue_out, a Twój małżonek choćby
          nie wiem jakim był wspaniałym facetem musi wrócić do pracy po dwóch
          dniach przysługującego mu urlopu okolicznościowego. Chyba, że Twój
          zrobi tak jak mąż mojej przyjaciółki - wybił sobie z głowy
          jakikolwiek rodzinny wyjazd na wakacje w danym roku i wziął dwa
          tygodnie urlopu bezpośrednio po narodzinach dziecka.
          Z własnego doświadczenia powiem, że życie wraca do jakiejś równowagi
          dopiero po około kilku miesiącach, a te pierwsze dni tygodnie, to
          się oj... potrafią dłużyć...
          Po tych kilku miesiącach życie wraca do równowagi, codzienność
          nabiera jakiegoś rytmu, jest czas na to żeby chociaż chwilę
          odpocząć, ale i nie tylko... wink
          Wtedy życie jest już cudowne, piękne, nawet lepsze od tego przed
          pojawieniem się dziecka, ale uprzedzam, że może być ciężko...
          • gonia28b aha, i jeszcze... 19.05.09, 15:03
            chciałam dopisać, że opisane przeze mnie przejściowe kłopoty, a
            którym epatuje się na tym forum nacięte_krocze, nie stanowią
            przeszkody żadnej do podjęcia decyzji zajścia w kolejną ciążę i
            posiadania kolejnego potomstwa. Doświadczenie to nauczyło mnie tylko
            większego dystansu do takich spraw więc jakoś radę damy... smile
    • niunia8982.2 mala224 19.05.09, 15:22
      Nie słuchaj głupot...
      Ja rodziłam z mężem i nasze stosunki po porodzie nie uległy zmainie,a wrecz
      przeciwnie.Nigdy bym nie pomyślała ,że mój mąż bedzie mi tak we wszystkim pomagał.
      Kąpie ze mna-a raczej kąpał dopóki nie zmienił pracy-chodzi na nocki więc tylko
      w weekendy kąpie małego ze mna.
      Ale od urodzenia wszystko robił przy małym.....no oprócz przebierania kupki big_grin
      ucieka jak tylko poczuje big_grin
      W nocy wstawał ze mna do małego,robił mleko-bo nie mogłam karmić piersią,potem
      mył butle,nosiliśmy na zmiane synka.
      Jak mały w nocy nie spał to razem przy nim czuwaliśmy.
      A propo's gojenia krocza.
      Ja byłam nacięta i wszystko ładnie się wygoiło,już 3 godz po porodzie
      siedziałam-delikatnie bo delikatnie ale siedziałam,wszystko sama w szpitalu
      robiłam.A rana bardzo szybko się zagoiła-od razu po sciągnieciu szwów czyli po
      10dniach.
      Owszem zdarza się ze rana się dziadzi-ale to tylko i wyłącznie z winy
      własnej,zaniedbania rany itp.
      A o szpitalu w którym rodziłam tez różne rzeczy gadali,odradzali a ja jestem
      szczesliwa ze wybrałąm włąsnie ten szpital a nie inny-opieka podczas porodu oraz
      przy dziecku rewelacyjna-mimo długiego porodu-13h liczac od skurczy co 2 min. to
      wspominam go dobrze ,była mila atmosfera,wsszyscy pomoagali jak mogli.
      Niczym się nie przejmuj dacie radę wink
      Życzę szybkiego i w miare bezbolesnego porodu oraz duzo cierpliwości i
      wytrwałości,bo pierwsze dni z maleńswtem mogą być męczące.
      Pozdrawiam gorąco wink

      Brajanek 19.12.08r. smile 3750g i 57cm szczęścia smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka