mala224
17.05.09, 10:57
Jestem w 36 tc i już nie długo nasz synek będzie z nami. Jesteśmy z mężem tym
bardzo podekscytowani i już snujemy plany na przyszłość. Że będziemy razem się
nim opiekować, wstawać w nocy na zmianę, kąpać razem itp. A tu jak grom z
jasnego nieba spadają na nas głupie komentarze. Że po porodzie to się dopiero
zacznie, kryzys w małżeństwie, ucieczki męża z domu, ciągły płacz dziecka, nie
przespane noce, nie gojenie się krocza(że niby to nie prawda że krocze może
się szybko goić). A jedna kobieta w ciąży to mi powiedziała, że w sumie to nie
ma się z czego cieszyć po urodzeniu dziecka. Nie nastawiamy się z mężem że nie
będzie żadnych problemów, ale staramy się być dobrej myśli. Czy to źle? Czy
was też tak inni straszyli? A komentarze na temat szpitala to po prostu
przyprawiają mnie o dreszcze, że niby rzeźnię wybrałam. A co to kogo obchodzi
za mnie i tak nie urodzą. Czy to wszystko naprawdę wygląda tak starasznie, czy
inni tak tylko ubarwiają?