Nie żartuję dziewczyny, niby takie głupstwo a ja już miałam śmierć w oczach. Jestem w 37 tyg. i od jakiegoś czasu cierpię na zgagę i refluks w nocy. Wczoraj wieczorem napiłam się wieczornej herbatki i padłam na twarz po dniu z dzieciakami(mąż na dyżurze 24godz). Obudziłam się w panice ledwo przytomna zachłyśnięta , z płynem w drogach oddechowych. Ani wykaszleć tego świństwa, ani złapać oddechu. Zaczęłam się czołgać po podłodze w spazmach, charczeć, warczeć no kosmos normalnie. Czarno mi się zrobiło przed oczami(noc była w sumie

) już resztką sił to wykrztuszałam.
Udało mi się w końcu złapać małą wiązkę powietrza i tak na podłodze półsiedząc jakoś dochodziłam do siebie baardzo długo. Dziś czuję się tragicznie, boli mnie cała klatka piersiowa, oddycham tylko tak delikatnie, bo nie daję rady porządnie złapać oddechu, jestem cała rozpalona, serce mi bije. Jakoś chłopaków wyprawiłam do przedszkola, mąż wrócił i mówi, że miałam sporo szczęścia, że sobie sama jakoś poradziłam. Najgorsze jest to, że mogę mieć zapalenie płuc. Mąż straszy mnie rentgenem i antybiotykiem, ale chyba najpierw lepiej urodzić, ale jak tu kurczę rodzić jak nie mogę oddychać i ledwo człapię po chałupie....
------------------------------------------------------------
Mama Marysi(*),Jasia 13.07.2007 , Franka 04.11.2008 i Antka w brzuchu