ajike
09.10.09, 14:36
Zawsze uczyłam mojego pięcioletniego synka, że nie wolno nikogo bić, że wszystko można załatwić pokojowo, że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście.
Nie chciałam wychować go na na agresora ani na pierdołę życiową ale nie wiem czy moja metoda jest do końca dobra...
Jakiś czas temu dowiedziałam się (nie od niego), że w przedszkolu chłopiec z innej grupy podszedł do niego, ściągnął mu z głowy czapkę i zaczął nią rzucać a w końcu wyrzucił z ogrodzenie. Moje dziecko wcale podobno nie reagowało, nie obronił się, nie "ochrzanił" tamtego. Potem tamten chłopiec podobno zaczął go drapać po twarzy i znów mój syn nie powiedział mu nic.
Wczoraj dowiedziałam się z kolei, że znów chłopiec z innej grupy (inny) podszedł do niego podczas zabawy i widząc jak mój syn bawi się z kolegami kamykami krzyknął "To moje!" i zabrał mu kamyki. I znów moje dziecko nie obroniło się przed tym.
Powiedziałam mu, ze następnym razem jak ktoś podejdzie i będzie chciał mu cokolwiek zabrać, to ma głośno krzyknąć "To moje! Nie ruszaj!". Ale nie wiem czy to dobry sposób.
Macie jakieś pomysły jak to rozegrać? Nie chcę żeby biegał ze wszystkim na skargę do Pań, chcę żeby nauczył się sam rozwiązywać takie problemy. Ale jak mu w tym pomóc?