Trochę mi tego września skoczyło ciśnienie, podobnie jak rodzicom innych dzieci w naszym przedszkolu. Otóż szatnie zostały oddzielone od reszty przedszkola zamykaną zagrodą. Widnieje tam napis, że rodzicom za ową zagrodę wstęp surowo wzbroniony. Jest specjalna pani, która odbiera (czasem siłą) od rodzica dziecko, zamyka zagrodę i wiedzie dziecię do salki, gdzie, jak mniemam czeka wychowawczyni. Piszę, jak mniemam, ponieważ dzięki zagrodzie nie widziałam jeszcze ani sali, ani Pani na oczy. Zapytaliśmy, czy będzie jakakolwiek możliwość kontaktu z wychowawcą dziecka - odpowiedziano, że na zebraniu podadzą godziny dyżurów. Pytanie, czy będą one po godzinach pracy rodziców, zostało zbyte milczeniem. Oczywiście przed godziną 8 rano (wtedy zaczyna się bezpłatna podstawa programowa) przed ową zagrodą stoją już takie tłumy, że dzieci, które mają blisko szatnie, nie są w stanie się przebrać. Jeśli wpuszcza się dziecko nawet 3 minuty wcześniej niż o 8, płacimy 5zł kary...
Już drugie dziecko odprowadzam do przedszkola, ale czegoś takiego jeszcze nie było. A może przewrażliwiona jestem? Może w wielu przedszkolach tak to funkcjonuje? Niedługo mamy zebranie, dajcie znać, czy takie teraz przedszkolne realia, czy to naszym Paniom się w głowach poprzewracało

?