Dodaj do ulubionych

"Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u Was?

05.09.12, 11:34
Trochę mi tego września skoczyło ciśnienie, podobnie jak rodzicom innych dzieci w naszym przedszkolu. Otóż szatnie zostały oddzielone od reszty przedszkola zamykaną zagrodą. Widnieje tam napis, że rodzicom za ową zagrodę wstęp surowo wzbroniony. Jest specjalna pani, która odbiera (czasem siłą) od rodzica dziecko, zamyka zagrodę i wiedzie dziecię do salki, gdzie, jak mniemam czeka wychowawczyni. Piszę, jak mniemam, ponieważ dzięki zagrodzie nie widziałam jeszcze ani sali, ani Pani na oczy. Zapytaliśmy, czy będzie jakakolwiek możliwość kontaktu z wychowawcą dziecka - odpowiedziano, że na zebraniu podadzą godziny dyżurów. Pytanie, czy będą one po godzinach pracy rodziców, zostało zbyte milczeniem. Oczywiście przed godziną 8 rano (wtedy zaczyna się bezpłatna podstawa programowa) przed ową zagrodą stoją już takie tłumy, że dzieci, które mają blisko szatnie, nie są w stanie się przebrać. Jeśli wpuszcza się dziecko nawet 3 minuty wcześniej niż o 8, płacimy 5zł kary...
Już drugie dziecko odprowadzam do przedszkola, ale czegoś takiego jeszcze nie było. A może przewrażliwiona jestem? Może w wielu przedszkolach tak to funkcjonuje? Niedługo mamy zebranie, dajcie znać, czy takie teraz przedszkolne realia, czy to naszym Paniom się w głowach poprzewracałosmile?
Obserwuj wątek
    • bbkk Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 05.09.12, 11:44
      No trochę zadziwiające.
    • bj32 Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 05.09.12, 12:18
      Novum jakoweś.
      Oczywiście rozumiem, że 20 rodziców w buciorach biegających po sali nie stanowiłoby wielkiego szczęścia, ale zagroda? To przedszkole, czy zakład karny, na bogów?

      I czy możesz coś więcej na temat zabierania dziecka siłą? Bo kompletnie nie potrafię sobie tego wyobrazić...
      • kasiek76 Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 05.09.12, 12:42
        Co do zabierania "siłą", to jest to tak, że starsze dzieci, np. mój syn, przyzwyczajone są do pożegnań z rodzicami w progu sali, skąd przejmowała je nauczycielka. Teraz od zabierania jest specjalna pani, która chce to robić szybko i sprawnie (bo przecież tłum za zagrodą) i ciąga dzieciaki siłowo, żeby szybko zaprowadzić do sali (a niektóre jeszcze chcą od rodzica buzi, czy coś tam). Pani dość nerwowa, więc i widoki nieciekawe, zwłaszcza przy maluszkach. Starsze znowu się buntują, bo wolą po staremu.
        Sam pomysł odgrodzenia może i miałby sens, gdyby tu chodziło li tylko o bezpieczeństwo dzieci. Niestety, dzieci nie mają szafeczek w sali, więc ciuszki na przebranie, czy też jakiś owoc z podwieczorku, wciąż trzymane są w szatni, czyli dzieci i tak się tam kręcą. Mamy wrażenie, że ta zagroda ma spełniać funkcję "żelaznej kurtyny" tylko dla rodziców, coby do sal nie zaglądali i Paniom nie zawracali głowy...
        • mojemieszkanie24 Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 05.09.12, 16:12
          Ja powiem wam,że to rozumiem. A tak w ogóle to po co ci rodzice tam stoją ? Niech oddadzą dziecko pod opiekę pani i idą do pracy.

          U nas jest samowolna, chociaż już mniejsza ponieważ wprost powiedzialam rodzicom,że proszę do sali nie wchodzić ! ( I tak kilkoro dzisiaj znowu weszło..). W poniedziałek miałam rodziców w sali wiecej niż dzieci, musialam niektórych silą wręcz prawie wyrzucać. Oczywiście dzieci się denerwowały, ze nie dośc ze w nowym miejscu bez mamy to jeszcze obcy ludzie się kręcą. Sala brudna, bo akurat padało...

          W pełni rozumiem to, ze dziecko samo idzie do sali. U nas też tak jest chociaż bramki nie ma to jest informacja,że dzieci idą do sali same ( lub z panią woźną). To jest dobre rozwiązanie, bo tak to cały czas bylyby wycieczki, pytania. Ja mam prowadzić zajęcia, zajmowac się dziećmi a nie rodzicami. po to sa dyżury żebym mogła NA SPOKOJNIE odpowiedzieć na wszystkie pytania
          • bj32 Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 05.09.12, 21:05
            "A tak w ogóle to po co ci rodzice tam stoją ?"
            Z czystej złośliwości, jak mniemam. Specjalnie się spóźniają do pracy, byle tylko móc wnerwić opiekunki. Frajdę im to sprawia i potem dowcipkują o tym w domu. Wiem, bo sama tak robiłam.
            "Niech oddadzą dziecko pod opiekę pani i idą do pracy."
            Najlepiej niech oddadzą w poniedziałek, a odbiorą w piątek, zamiast tyłek zawracać łażeniem w tę i we w tę...
            "miałam rodziców w sali"
            Rodziców czy idiotów? Bo wiesz, u nas się odprowadzało do sali w sensie progu sali, nie środka...
            "nie dośc ze w nowym miejscu bez mamy to jeszcze obcy ludzie się kręcą."
            To w końcu rodzice czy obcy ludzie?

            Formalnie gratuluję empatii. A na tych dyżurach na spokojnie to spamiętasz wszystko, co sama z siebie konkretnym rodzicom miałaś przekazać? Bo wiesz... Ja to sobie właziłam do sali tak, żeby nie nabłocić - wycieraczki umiem używać, a tam była - zwykle przy odbieraniu Anki i wtedy pytałam, czy wszystko OK i na bieżąco wiedziałam, jakie są ewentualnie problemy... Współpraca się dzięki temu układała znakomicie. A gdyby mi jakaś zakichana woźna chciała dzieciaka siłą gdzieś wlec, to bym ją przewlokła po tłuczonym szkle raczej...
            • gootica Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 05.09.12, 22:32
              O jakiej empatii piszesz?bo ty chyba nie masz jej za grosz! rodzice innych dzieci to są właśnie dla pozostałych obcy ludzie, bo nie daj boże jak któryś pomysłowy rodzic wchodzi do sali, inne dzieci patrzą i już jest ryk, bo to czyjś "tata przyszedł, a kiedy przyjdzie mój??" - histeria zbiorowa murowana. Poza tym do sali się nie wchodzi ze względów sanitarnych - chcesz, żeby twoje dziecko akurat położyło się na podłodze, po której przed chwilą szedł tata z psią kupą pod butem. Wyobraż sobie, że jak n-lka ma uwagi co do zachowania dziecka to raczej pamięta, któremu rodzicowi to przekazać. Twoj komentarz uwaxam za śmieszny
              • bj32 Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 06.09.12, 20:48
                A Ty w ogóle czytałaś to, co napisałam?
                Po pierwsze nie jestem przedszkolanką, co powoduje, ze nie muszę być empatyczna. Szczególnie na "n-lek". One zaś dla dzieci powinny, czyż nie?
                Po drugie mówiłam,ze są takie urządzenia, jak wycieraczki.
                Po trzecie - nigdy mi nie przeszkadzało, jak moje dziecko leżało na niesterylnej podłodze. Ani jak jadło koniczynę. ni jak bawiło się w piaskownicy, do której przypuszczalnie szczały koty. I cud! Dziecko mam zdrowe i niechorujące.
                Po czwarte wspominałam chyba o braku wędrówek rodziców po sali? Ja wchodziłam, ale tak akurat było tego dwa kroki do biurka... I, kurna, ani razu histerii. Ani zbiorowej, ani indywidualnej.
                Wyobrażam sobie, ze taka n-lka może mieć pamięć, jak słoń. Ale ja wolałam na bieżąco wiedzieć, co się dzieje, a nie na okoliczność łaskawie wyznaczonych godzin. Pewnie trafiłam na przedszkole, w którym kadra była jakaś mniej zapatrzona we własną wszechwiedzę, pamięć i zamiłowanie do lśniących podłóg... oraz niechęć do rodziców i dzieci.
            • magda_krakow Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 15.09.12, 13:19
              ""A tak w ogóle to po co ci rodzice tam stoją ?"
              Z czystej złośliwości, jak mniemam. Specjalnie się spóźniają do pracy, byle tylko móc wnerwić opiekunki. Frajdę im to sprawia i potem dowcipkują o tym w domu. Wiem, bo sama tak robiłam. "

              - hehehe, bosko!
              No ale co się dziwisz? Ja (nauczycielka) usłyszałam kiedyś podobne pytanie od dyrekcji!
              U nas wchodzi się do sali prosto z szatni, a do tego drzwi mamy częściowo przeszklone. I rodzice czasami zaglądają sobie przez te szybki. Mnie to nie przeszkadza, dopóki nie wchodzą do sali - ja osobiście nie mam nic do ukrycia, a rodzice ciekawi, jak dziecko się odnajduje w grupie, to niech sobie patrzą. Zatem ręce mi opadły, jak usłyszałam coś takiego...
              • bj32 Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 15.09.12, 20:56
                Wiesz, dyrektor placówki ostatecznie może się zdziwić, widząc zaglądających ciekawie kilku rodziców. Szczególnie, jeśli zazwyczaj w czasie przychodzenia tychże z pociechami siedzi w gabinecie i robi to, co dyrektorzy zwykli tam robić.
                Ale przeciętna przedszkolanka czy nauczycielka ma pełną świadomość, ze rodzice, zwłaszcza świeżynek, chcą tak zwyczajnie i po ludzki wiedzieć, co też tam się dzieje.
                Ja tam Wam współczuję serdecznie, bo dla mnie więcej, niż jedno dziecko do kupy to jakiś straszliwy tłum. No, troje może jeszcze... Ale hurtu bym nie wytrzymała. Więc jestem też pełna podziwu.
                Ale jak trafiam na przedszkolankę czy nauczycielkę z takim straszliwym powołaniem, jak nasza tu koleżanka, to serio nie wiem, co ona robi w zawodzie. Bo to jest kompletny brak zrozumienia dla reszty świata. Normalnie "ona i jej Magnum".
                A w dodatku pamiętam, że jak moja córa chodziła do przedszkola, to nie widziałam jakichś tłumów rodziców migrujących po salach. Podchodzili do drzwi, zegnali czy witali pociechę i z bani. Jak było ciepło, to na plac zabaw wyleźli i po kwadransie dyrektorka ich grzecznie prosiła, żeby sprawdzili czy sobie nie poszli - i też żadnych problemów nie było.
                A tutaj najpierw jakaś barierka, później jakieś inne cudeńka... No dziwię się. I mam wrażenie, ze nieprędko przestanęsmile
    • kanna Technicznie.. 05.09.12, 22:10
      5 zł to nie "kara" tylko opłata za ponadwymiarową godzine, jak rozumiem.
      • krolewnajuzniezdrewna Re: Technicznie.. 06.09.12, 10:19
        Ale dlaczego od razu pojawia sie wizja psich kup pod butami i brudnych podlog? U nas w przedszkolu sa ochraniacze na buty dla rodzicow albo rodzice buty zdejmuja i wchodza na gore bez butow.
        • bj32 Re: Technicznie.. 06.09.12, 20:52
          Jak to dlaczego? Bo rodzice to leśny lud, który w dodatku nie patrzy pod nogi i wdeptuje we wszystko... Albo wręcz wdeptuje celowo, żeby woźna mogła zarobić na swoją pensję, sprzątając później ekskrementybig_grin
          • gootica Re: Technicznie.. 07.09.12, 18:30
            Zdziwilabyś się ile jest racji w tym co powyżej napisałaś
    • anaq Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 06.09.12, 13:51
      U nas też jest taki "płotek" uncertain i dyrektorka dyktator. Też mnie się to wyrywanie dzieci rodzicom i nie wysuwanie się nawet cm za płotek denerwuje. Zapewne pomaga im to w organizacji pracy i mają spokój, ale to nie jest normalne. Reżim jak w obozie koncentracyjnym. Dzieci to nie roboty, a ja jako rodzic mam prawo zanieść coś dziecku do szatni jeżeli sytuacja tego wymaga, jeżeli ubranie na zmianę trzeba w worku wymienić i nikt mi nie wmówi, że nie mam prawa. Nie przeszkadzam w pracy i organizacji przedszkola, ale też w sytuacjach oczywistych nie dam po sobie jeździć. A dyrektorka sobie za dużo pozwala, i niestety, nauczyciele już chodzą u niej jak w zegarku, a jeszcze rodziców próbuje rozstawiać po kątach.
    • lilith76 Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 06.09.12, 17:06
      Po raz pierwszy nie żałuję, że odprowadzam dziecko koło 7:20. Płotków chyba w ogóle nie ma, ale na korytarzu luzy, w szatni luzy, w sali luzy, panie jeszcze odprężone.
      To chyba chodzi o porządek na korytarzu, bo da się podejść do sali, zostawić dziecko i wyjść. A sprzątanie korytarza nie jest chyba wielkim wyczynem, choć rozumiem, że fajnym też nie.
      • mojemieszkanie24 Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 06.09.12, 21:37
        bj32- prawda jest taka,że rodzice MUSZĄ iść do pracy i sami podjęli ŚWIADOMĄ decyzje o tym,że oddają dziecko do przedszkola. Naprawdę nie ma sensu stac, płakać i przedłużac pożegnanie z dzieckiem. Rodzice u mnie wchodzili DO SALI wiec nie pomyliłam się. W progu nikt nie stał tylko od razu wchodzili na dywan w butach ( gdzie potem siadały dzieci) i szli z nimi do zabawek. Zwykle robili to rodzice, którzy sami mieli problem z rozstaniem ( dziecko przeciwnie). Empatia nie ma tutaj nic do tego- ja dbam o dobro dzieci.
        Czy zapamiętam wszystko co chce przekazac rodzicom na konsultacji ? OCZYWIŚCIE !! Dla każdego dziecka mam założony arkusz obserwacji, gdzie na BIEŻĄCO pod koniec dnia zapisuje swoje uwagi, sukcesy oraz to co mnie niepokoi. Uwierz mi,że naprawdę jakby była potrzeba to sama bym wyszła do rodzica ( teraz tak robię dla ich spokoju i informuję ich o postępach dzieci w przedszkolu). Nie ma potrzeby, by wchodzili w butach do Sali- i wytarcie butów nie wystarczy- nosi się błoto, brud. Ja zmieniam buty wiec jeżeli chciałaś wejsc do Sali powinnaś mieć buty na zmianę ( w domu też w butach nie wchodzisz).

        Określenie ,,przedszkolanka” już dawno wyszło z użycia.

        gootica- popieram cię w 100%


        anaq- rodzic też ma PRAWO i OBOWIĄZEK przygotować dziecko do przedszkola, żeby takich scen nie było. Jakby dziecko było przygotowane, to poszłoby do Sali z nieufnością na początku a w nastepnych tygodniach z uśmiechem i nie potrzebowałoby żeby rodzic siedział z nim w sali jak sęp. Ale tak to jest jak dzieci do 3 roku życia tylko z mamą ( nawet u babci nie zostają na chwilę) a potem nagle szok…

        lilith76- ja nie sprzątam w przedszkolu ale jak widze rodzica pchającego się z butami obłoconymi przez caly korytarz ( niekoniecznie do mojej sali) to sama bym mopa dała żeby wytarł. Biedne te panie sprzątające,ze co chwile po rodzicu sprzątają jakimś ( bo wiadomo że w przedszkolu porządek musi być). Oczywiście jak przejdzie JEDEN RODZIC to się nic nie stanie ale jak przejdzie 200 OSÓB no to już się balagan robi….


        • silje78 Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 07.09.12, 13:04
          podejrzewam, że rodzice tłumnie stoją pod zagorodą ok 8 bo od tej godziny mają zadeklarowany pobyt dziecka, a za każdą cenną minutę muszą płacić. więc stoją przed zagrodą z dziećmi żeby podrzucić je jak zwierzątko do zagrody.
          u nas nie ma tego typu wynalazków. jest normalna szatnia, w której rodzice rozbierają dziecko i odprowadzają je do sali. mogą się z dzieckiem pożegnać jak ludzie, a nie podrzucić dzieciaka i zawinąć się na pięcie w drogę powrotną.
          moja córka zaczęła trzeci rok przedszkola, w tym tygodniu zawożę też trzylatka, który rozpoczyna swoją przygodę z tym przedszkolem. jest płacz, ale nie ma wycieczek rodziców po sali, owszem zdarzyło się, że do sali wszedł rodzic, ale zawsze bez butów. jak odbieram dzieci to mogę zapytać nauczycielkę jak minął im dzień, czy młody dużo płakał czy spał itd. jak widzę, że nie moze rozmawiać to zabieram dzieciaka i wychodzę.
          tylko, że u nas jest ani dyrektor z powołania, nie za karę. jak przyprowadzisz dziecko 15min przed deklarowanym czasem (tak się czasami zdarza) to pani nie leci z f-rą za te 15min. nie są to nagminne sytuacje, po prostu zdarza się, że rodzic musi oddać dziecko wcześniej (u nas w ciągu dwóch lat taka sytuacja miała miejsce kilka razy jak mąż musiał zawieźć córkę).
          • kasiek76 Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 07.09.12, 14:23
            Rzeczywiście, tłumy przed zagrodą są tylko w okolicach 8 rano (oddanie dziecka "zadeklarowanego" na 8 nawet parę minutek przed tą godz. nie wchodzi w rachubę). Myślę, że stopniowo rodzice przyzwyczają się do tego systemu, choć współczuję dzieciom, które mają szatnie koło zagrody (ciężko się przebrać, bo tłum, a szatnia malutka).
            Jeśli chodzi o rodziców biegających po sali, to mimo, że kilka lat już do przedszkola dzieciaki odprowadzam, czegoś takiego nie widziałam. Nauczycielka zawsze przejmowała dziecko w drzwiach, można było co najwyżej kuknąć do sali i dwa słowa z Panią zamienić, więc myślę, że nie tym względem kierowało się przedszkole. Generalnie panie zatrudnione w tym przedszkolu odkąd pamiętam sprawiają wrażenie jakby pracowały tam za karę, zwłaszcza od zeszłego roku, kiedy wprowadzono system odpłatności za godzinę. Podejrzewam, iż ponieważ wielu rodziców zapisało dzieci tylko na bezpłatną podstawę, poleciały im godziny z etatów i stąd podwójne rozgoryczenie. Ale dlaczego od razu musztrować w ten sposób rodziców? Nic to, czekam na wywieszenie godzin audiencji, może uda mi się czasem zamienić z Panią dwa słowa na temat dziecka, o ile w tych godzinach nie będę akurat w pracywink
        • anaq Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 07.09.12, 14:08
          mojemieszkanie24 napisała:


          > anaq- rodzic też ma PRAWO i OBOWIĄZEK przygotować dziecko do przedszkola, żeby
          > takich scen nie było. Jakby dziecko było przygotowane, to poszłoby do Sali z n
          > ieufnością na początku a w nastepnych tygodniach z uśmiechem i nie potrzebowało
          > by żeby rodzic siedział z nim w sali jak sęp. Ale tak to jest jak dzieci do 3 r
          > oku życia tylko z mamą ( nawet u babci nie zostają na chwilę) a potem nagle szo
          > k…

          Oj, z tym to się nie zgodzę i dziwię, że nauczyciel takie rzeczy pisze (ja również pedagog). Każde dziecko jest inne i nie działa tu jedna reguła. Jednemu można tłumaczyć i przygotowywać , a i tak stres i osobiste uwarunkowania charakterologiczne sprawią, że będzie ciężko przechodził, inny bez specjalnych operacji wejdzie w to środowisko szybciej. Moje dziecko siedziało w domu do 3 r.ż. czyli do czasu kiedy jego rocznik według ustawy wpuszczono do przedszkola i nie miał w ogóle problemów z pożegnaniem i z adaptacją w przedszkolu. Tu nie ma reguły. Wszystko zależy od dziecka. Rola rodzica, nauczyciela też jest ważna, ale wszystko zależy od dziecka, jego osobowości i dojrzałości.

          Jak już pisałam, nie utrudniam pracy przedszkolu, moje dziecko jest samodzielne i samo idzie do szatni, ale mnie dobija sam fakt, że nie można korytarzem przejść czy do szatni się zbliżyć w wyjątkowych sytuacjach. Ja pamiętam, że w tamtym roku "bałam się" wejść za płotek, żeby wywieszone prace obejrzeć, a przecież po to one tam wisiały. Paranoja!

          • anaq Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 07.09.12, 14:18
            Co do mojego powyższego postu, zaznaczam, że pisałam o niemożnosci poruszania się poza płotkiem i o tym, że pomimo przygotowań dzieci różnie adaptują się w przedszkolu i nie ma tu reguły. Nie pisałam o siedzeniu rodzica w sali, wchodzeniu do sali i godzinnych pożegnaniach - bo tego też nie aprobuję.
            Pisałam od początku o czymś innym. Nie wiem czy zostałam dobrze zrozumiana.
        • bj32 Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 07.09.12, 16:56
          "prawda jest taka,że rodzice MUSZĄ iść do pracy"
          Uzasadnij. Moja córka chodziła do przedszkola i wcale nie dlatego, ze ja szłam do pracy, bo nie szłam.
          "podjęli ŚWIADOMĄ decyzje o tym,że oddają dziecko do przedszkola."
          Oddać to można kota w dobre ręce. A czy świadoma decyzja zwalnia ich z zapewnienia dziecku czułości 9 poczucia bezpieczeństwa? Dziecku kilkuletniemu, które w gruncie rzeczy niewiele jeszcze rozumie? Bo dziecko to nie mały dorosły?
          "Rodzice u mnie wchodzili DO SALI" więc trzeba ich było wypraszać z uzasadnieniem, a nie stawiać żandarma ze szlabanem. To przedszkole, nie ZK podobno.
          "Zwykle robili to rodzice, którzy sami mieli problem z rozstaniem" i dlatego należało ukarać wszystkich - rodziców i dzieci. Słusznie! Co będą Ci wchodzić na głowę, głupki niedouczone.
          "Empatia nie ma tutaj nic do tego- ja dbam o dobro dzieci."
          Dobro bez empatii? Fajne. Podoba mi się. Aż szkoda, że ni byłaś mojej Anki przedszkolanką. Serio. Może by się oduczyła paskudnego zwyczaju przytulania się do mnie, jak jestem czymś zajęta i poklepywania tak, że mi oczy wypadają.
          "Dla każdego dziecka mam założony arkusz obserwacji"
          No i dobrze. Praktyczne rozwiązanie dla kogoś, dla kogo ważne są ZASADY i PRZEPISY, i REGUŁY - a nie kontakt z ludźmi.
          "Nie ma potrzeby, by wchodzili w butach do Sali"
          Pewno. Mogą zdjąć i wejść w skarpetkach. Albo założyć ochraniacze. W czym problem?
          "w domu też w butach nie wchodzisz"
          Czasem wchodzę. Nikt jeszcze na dżumę od tego u mnie nie zapadł.
          "Określenie ,,przedszkolanka” już dawno wyszło z użycia."
          Mhm. A "szłem" można mówić, jeśli to było gdzieś blisko. I teraz mówi się "narka" Tylko co to ma do rzeczy? I nawet nie wiem, gdzie wyszło z użycia. Ja się z tym spotykam często. Ba! Wyobraź sobie, że czasem nawet są "ciocie", chociaż tego pojąć nie mogę...
          "rodzic też ma PRAWO i OBOWIĄZEK przygotować dziecko do przedszkola, żeby takich scen nie było."
          Prawo ma bez wątpienia. Poproszę o przepis, na podstawie którego dziecko ma nie robić scen oraz po jaką cholerę w takim razie te cyrki z adaptacją.
          "Ale tak to jest jak dzieci do 3 roku życia tylko z mamą"
          Ty patrz! Moja była wyłącznie ze mną albo z ojcem prawie do czwartego i ani jednej sceny w przedszkolu nie zrobiła. Nienormalni chyba jacyś jesteśmy. W dodatku z jakiej paki u babci? Babcia ma niby obowiązek? A jak umarła i nie żyje, to dziecko na cmentarzu zostawiać? A jak mieszka na drugim końcu Polski, to siłą je sąsiadce pchać? Nawet jak oboje nie chcą? To pewnie najlepiej w okolicach 7 - 8 miesiąca, bo to i na lęki separacyjne świetnie zrobi...
          "jak widze rodzica pchającego się z butami obłoconymi przez caly korytarz ( niekoniecznie do mojej sali) to sama bym mopa dała żeby wytarł."
          To daj. Czterech wytrze, reszta się nauczy na przykładzie. Nie kminię: dzieci każesz tresować, a rodziców do zagrody, zamiast zastosować prostą dydaktykę? Wywiesić kartkę "rodzice błocący są zobligowani do sprzątnięcia po sobie" i z bani.
          "Biedne te panie sprzątające"
          No, kurna, przewalone mają jak Pinokio w Krainie Termitów. Umowa no 8 godzin sprzątania, a one, bidne, nic tylko sprzątać i sprzątać muszą... To niech idą sprzedawać pączki, jak im nie leży robota.

          Słuchaj... A Ty w ogóle masz swoje dzieci jakieś? Czy tylko jesteś wykształcona w kierunku i wypchana światopoglądem?
          • mojemieszkanie24 Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 07.09.12, 21:57
            silje78- u mnie niestety dyrektorka bardzo pilnuje tego, żeby nauczycielki wypisywaly kary za każde spóźnienie lub przyprowadzenie dziecka prędzej. Takie sa zasady. Oczywiście przymykam nieraz oko na spóźnienie/ wcześniejsze przyprowadzenie z 5-10 minut wcześniej ale niektórzy przyprowadzali na początku dziecko GODZINĘ wcześniej. I t nie był jeden rodzic. Po takich incydentach dyrektorka zrobil zebranie z rodzicami i z nauczycielami i powiedziała, ze koniec samowolki. Z jednj strony zgadzam się z nią, bo jakby nie patrzeć każdy rodzic PŁACI za deklarowany czas z drugiej strony są sytuacje losowe… hmm…

            kasiek76- a dziwisz się ? nauczycielka zamiast uczyć dzieci i spędzać z nimi czas to SPISUJE na kartce o której wychodzi dziecko. Wbrew pozorom nie est to takie hop hop, caly czas stoisz z kartką i listą….No nie jest to fajne.

            anaq- nie dziw się że tak piszę. Oczywiście, ze każde dziecko jest inne ale na pierwszy rzut oka jestem w stanie stwierdzić któremu dziecku rodzice naopowiadali bajek o przedszkolu np. ,,cały czas się będziesz bawić” itd. Dzieci powtarzają słowa rodziców i nieraz naprawdę włos się na głowie jeży… Twoje dziecko nie miało problemu z rozstaniem, bo je nie okłamywałaś i tyle. Jeżeli powiedziałaś: przyjdę po obiedzie TO PRZYCHODZIŁAŚ !! U mnie wielu rodziców mówi: ,,Mama przyjdzie po obiedzie” , ja cały dzień mówię temu dziecku ze mama przyjdzie po obiedzie ( obiecuje ze tak będzie) a potem matka przychodzi po podwieczorku albo tuż przed zamknięciem przedszkola. No proszę… Żal mi tego dziecka i ja też źle wypadam w jego oczach, bo ma mnie za klamce. Nie mowię tu o losowych sytuacjach, ze cos się stało. Niektórzy rodzice po prostu kłamią i tyle. Taki maja sposóbna łatwe pożegnanie z dzieckiem ( ich zdaniem…wink

            Jeżeli sytuacja jest wyjątkowa to uwierz mi nauczycielka do ciebie wyjdzie albo weź kapcie na przebranie i wejdź. A co do prac plastycznych to dziwny system,że wywieszone sa za płotkiem.. Ja wieszam w szatni.

            bj32- ehhh kobieto. Ale świadomie zdecydowałaś się na to, by oddac dziecko do przedszkola. Co z tego że nie idziesz do pracy ? Jak dla mnie to możesz wyjść na ulicę tańczyć i biegac przez 5 godzin po czym przychodzisz po dziecko. Chodzi o sam fakt że WYCHODZISZ i nic nie zmieni płacz ( a przynajmniej nie powinien). Chciałaś żeby dziecko poszło do przedszkola to poszło-tyle.

            ,,Oddać to można kota w dobre ręce. A czy świadoma decyzja zwalnia ich z zapewnienia dziecku czułości 9 poczucia bezpieczeństwa? Dziecku kilkuletniemu, które w gruncie rzeczy niewiele jeszcze rozumie? Bo dziecko to nie mały dorosły”

            To jak mam to określić ? Posłanie dziecka do przedszkola ? Puszczenie dziecka do przedszkola ? Nie widzę w tym nic obraźliwego,że piszę: oddanie dziecka do przedszkola. Ja piszę o TWOJEJ świadomej decyzji. Dziecko rozumie wiecej niż ci się wydaje. Oczywiście jego rozumowanie jest prostsze od rozumowania dorosłego.

            ,,Dobro bez empatii? Fajne. Podoba mi się. Aż szkoda, że ni byłaś mojej Anki przedszkolanką. Serio. Może by się oduczyła paskudnego zwyczaju przytulania się do mnie, jak jestem czymś zajęta i poklepywania tak, że mi oczy wypadają.”

            Powiem ci, ze jesteś śmieszna…Komentarz był do twojej wypowiedzi o empatii a nie do tego, czy przytulam czy nie. Czytaj ze zrozumieniem.

            ,,No i dobrze. Praktyczne rozwiązanie dla kogoś, dla kogo ważne są ZASADY i PRZEPISY, i REGUŁY - a nie kontakt z ludźmi.”

            Kolejna śmieszna wypowiedź. A ty myslisz, ze dla kogo ja mam ten arkusz założony ? Tak sam dla siebie żeby leżał ? Po co, żeby w KONTAKCIE Z RODZICEM dokładnie przedstawić mu sytuacje. Niestety nie jestem w stanie spamiętać wszystkiego, a zapisane informacje pozwalają mi oceniż wszytsko na przestrzeni całego roku. Zasady, przepisy i reguły sa dla mnie ważne- nie ukrywam. Jeżeli nie byłyby ważne to miałabym w swojej pracy chaos a nie porządek.

            „Czasem wchodzę. Nikt jeszcze na dżumę od tego u mnie nie zapadł.”
            To sobie w swoim domu wchodź w tych butach. Ja sobie nie życze tego, żeby ktoś wchodzil do Sali w obłoconych czy brudnych butach a ja potem bawię się z dziecmi w tym brudzie na dywanie. Dzieci się w to kladą, bo mamusia chciała wejść do sali porozmawiac o głupotach ( tak, rodzice wiedzą że nauczycielka rano nie ma czasu na rozmowę, bo zajmuje się dziećmi a i tak wchodzą zapytać na przykład o to, czy idziemy dzisiaj na spacer albo co jest na sniadanie mimo że jest wypisane w szatni)

            ,,Prawo ma bez wątpienia. Poproszę o przepis, na podstawie którego dziecko ma nie robić scen oraz po jaką cholerę w takim razie te cyrki z adaptacją.”

            Weź słownik i przeczytaj co to jest adaptacja a dowiesz się po co są jak ty to nazywasz te ,,cyrki”

            ,,To daj. Czterech wytrze, reszta się nauczy na przykładzie. Nie kminię: dzieci każesz tresować, a rodziców do zagrody, zamiast zastosować prostą dydaktykę? Wywiesić kartkę "rodzice błocący są zobligowani do sprzątnięcia po sobie" i z bani.”

            Ty mnie chyba mylisz z panią sprzątająca. Wyobraź sobie,ze ja w przedszkolu jestem NAUCZYCIELKĄ to niby skąd mam tego mopa wziąć ? Ale wyobraź sobie, ze kilka razy był wystawiony mop do wytarcia jak rodzice sobie wchodzili do Sali w buciorach. Niektórzy wycierali…

            To, że nie jestem matką nie czyni mnie gorszą nauczycielka. Uważam,że wręcz przeciwnie. Moje koleżanki twierdzą, ze jak urodzę to przestanę się tak przejmować swoją pracą, angazować i wkładac w to swoje własne pieniądze. Mam nadzieję, ze jednak nigdy si tak nie stanie. Tak wiec to,że nie posiadam dziecka akurat w moim przypadku jest plusem. Ty masz dziecko/ dzieci które znasz, masz klapki na oczach, bo z innymi nie spędzałaś duzo czasu ( sama pisałaś,że siedziałas z dzieckiem w domu do 4 roku zycia, nikt inny się nim nie zajmował wiec stąd wyciągnęłam wniosek), nie obserwowałas. Ja mialam okazje podczas pracy, pracując jako opiekunka i angażując się w wolontariat. Wypracowałam sobie pewien system, który jak widać się sprawdza ( potwierdzenie mam codziennie w pracy- dzieci biegna do mnie z chęcia, mówią ze mnie kochają, przytulają. Rodzice mnie szanują- poświęcam im SWÓJ PRYWATNY CZAS, za który nikt mi nie zapłaci, po to by dzieciom było lepiej i by rozwiązać wszystkie problemy. No to wiec jednak chyba wszytsko robie dobrze)
            • bj32 Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 12.09.12, 11:35
              "Chodzi o sam fakt że WYCHODZISZ i nic nie zmieni płacz ( a przynajmniej nie powinien). Chciałaś żeby dziecko poszło do przedszkola to poszło-tyle."
              Ale co w związku z tym? Mam mu dać do zrozumienia, ze jego uczucia mnie nie interesują, bo "chciałam i wychodzę"?
              "Posłanie dziecka do przedszkola ?"
              Na przykład. Albo prowadzanie dziecka do przedszkola. Nie zdajesz sobie sprawy nawet z takiego czegoś, jaki wydźwięk emocjonalny ma określenie "oddać kogoś gdzieś"? Nie spotkałaś nigdy zdurnowaciałych starowinek, pouczających rozwrzeszczane dwulatki "Jak nie będziesz grzeczny, to mamusia mi cię odda i cie zabiorę"? Pełno takich chodzi po świecie. Takie "oddać" ma negatywny ładunek i źle się kojarzy. Niezależnie od tego, co faktycznie masz na myśli.
              "Powiem ci, ze jesteś śmieszna…:
              Pozwolisz, że ja Ci nie powiem, jaka jesteś? Bo nie znam Cię na tyle, żeby to oceniać.
              "Komentarz był do twojej wypowiedzi o empatii a nie do tego, czy przytulam czy nie."
              A to Ty nie wiesz, ze jedno się z drugim wiąże? Którą uczelnię kończyłaś? Bo to bardzo ciekawe jednakowoż...
              "Kolejna śmieszna wypowiedź."
              To już nas jest dwie śmieszne: ja i moja wypowiedź.
              "A ty myslisz, ze dla kogo ja mam ten arkusz założony ? Tak sam dla siebie żeby leżał ?"
              Nie no, coś Ty! Tobie to on po co? Obchodzi Cię to, co tam jest w tym arkuszu? Do czego Ci ta wiedza miałaby być?
              Zastanawiam się właśnie... Moje przedszkolanki nie miały arkuszy. Po prostu rozmawiały z rodzicami. Znały dzieci, wiedziały, które co robi, jaki ma problem i nie musiały nic notować, robić zestawień... Nawet jak spotkałam którąś na ulicy przypadkiem, to wiedziała, kto ja jestem i czyja matka. Dziwne, nie?
              "Zasady, przepisy i reguły sa dla mnie ważne- nie ukrywam."
              Jakoś mnie to nie dziwi.
              "Jeżeli nie byłyby ważne to miałabym w swojej pracy chaos a nie porządek."
              Ciekawe, czy gotujesz zawsze z książką telefoniczną, czy jesteś zodiakalną Panną, czy też to pedanteria wrodzona albo wyniesiona z domu po tatusiu - wojskowym na przykład.
              Bo ja na przykład, widzisz, też znam masę przepisów. Zazwyczaj upiornie chaotycznych zresztą. Ale tak ogólnie to nie muszę sobie wszystkiego zapisywać, a i tak w życiu nie mam kompletnego chaosu. No cóż, może mam lepszą pamięć po prostu...
              "To sobie w swoim domu wchodź w tych butach."
              Dziękujębig_grin
              "Ja sobie nie życzę"
              Ale to nie jest kwestia tego, czego Ty sobie życzysz albo nie życzysz. O życzeniach można gadać ze Złotą Rybką. A rodzica w zabłoconych buciorach wyprowadza się za łokieć za drzwi - o ile się go wpuściło - i nie trzeba do tego SSmana przy szlabanie, serio. Większość rodziców nie jest kompletnymi idiotami i przyswaja proste komunikaty. Przynajmniej z tych kilku tysięcy, których znam. Może idioci jakoś dziwnie akurat mają zagłębie w Twoim przedszkolu... Epidemia jakaś?
              "Weź słownik i przeczytaj co to jest adaptacja"
              Weź kc, krio czy co tam jeszcze i znajdź mi przepis, ze dziecko ma nie robić scen, a wtedy ja sobie poczytam o adaptacji.
              A ironii nie rozpoznałabyś nawet gdybym Cię związała i zaczęła okładać nią po tyłku...
              "Ty mnie chyba mylisz z panią sprzątająca."
              Nie. Sprzątające mają sprzątać. Nie wiem, z kim Ty je mylisz. Z dekoracjami?
              "Wyobraź sobie,ze ja w przedszkolu jestem NAUCZYCIELKĄ to niby skąd mam tego mopa wziąć ?"
              Nie jestem w stanie sobie czegoś takiego wyobrazić. Poważnie. Kompletnie nie wyobrażam sobie NAUCZYCIELKI, która nie wie, skąd wziąć mopa. Zdaje się, że nie tylko rodzice w tej placówce mają problem, ale w ogóle wszyscy...
              "Ale wyobraź sobie, ze kilka razy był wystawiony mop do wytarcia jak rodzice sobie wchodzili do Sali w buciorach."
              Możesz to rozwinąć? Bo nie bardzo rozumiem. Mop był wystawiony i co? Wiedzieli, w jakim celu jest wystawiony? Ktoś im zwrócił w ogóle na to uwagę? Czy może mop sobie stał w kąciku, rodzice sobie wchodzili i wcale nie zwracali na niego uwagi, a reszta była bez zmian?
              "To, że nie jestem matką nie czyni mnie gorszą nauczycielka"
              Nie śmiałabym tak twierdzić. Zwyczajnie nie jesteś w stanie się postawić w sytuacji rodziców i to zawęża Twój ogląd sprawy. Mogło by być inaczej, gdybyś miała przynajmniej dobrą wolę. Ale na moje oko - nie masz.
              "Moje koleżanki twierdzą, ze jak urodzę to przestanę się tak przejmować swoją pracą, angazować i wkładac w to swoje własne pieniądze."
              Moje twierdzą, że mam przystojnego męża. Co to ma do rzeczy?
              "Ty [...] masz klapki na oczach, bo z innymi nie spędzałaś duzo czasu ( sama pisałaś,że siedziałas z dzieckiem w domu do 4 roku zycia, nikt inny się nim nie zajmował wiec stąd wyciągnęłam wniosek), nie obserwowałas."
              A Ty masz skłonność do wróżenia. Wyjaśnię Ci coś:
              Spędzałam dużo czasu z innymi dziećmi, a nie "siedziałam w domu". To nie jest tak, że rano wstałam, poszłam się wysikać, a później siadłam i siedziałam, nie ruszając się na krok z domu. I jeśli coś takiego właśnie sobie uroiłaś, to mam poważne wątpliwości, czy nadajesz się do pracy z ludźmi w ogóle, a z dziećmi w szczególności. Ty uczysz dzieci, skoro dorabiasz sobie teorię do przeczytanego tekstu? Czego je uczysz? pracować wyobraźnią i układać baśnie z mchu i paproci?
              Spędzałam od cholery czasu z ludźmi i innymi dziećmi. Tyle, ze do łba mi nie przyszło, żeby ożenić dziecko babci, bo i po co? Pomyliłaś temat dyskusji?
              "Ja mialam okazje podczas pracy, pracując jako opiekunka i angażując się w wolontariat."
              A co wiesz na mój temat? Na temat tego, co robiłam w życiu? Na jakiej podstawie twierdzisz, że ja nie miałam okazji obserwować dzieci i nic o nich nie wiem? Bo nie ukończyłam uczelni pełnej nadętych półgłówków z dyplomami, którym się roi, że kwit oznacza wiedzę?
              "dzieci biegna do mnie z chęcia, mówią ze mnie kochają, przytulają."
              Nie mam powodów Ci w to nie wierzyć. Zacznij się martwić, jeśli rodzice będą się zachowywać podobnie. Taki rzucający Ci się na szyję 90kilowy tatuś może stwarzać pewne zagrożenie, a jeśli do tego ryknie "kocham panią!", to awantura murowanabig_grin
              "poświęcam im SWÓJ PRYWATNY CZAS, za który nikt mi nie zapłaci,"
              To również rozwiń, proszę. Spotykasz się z nimi po godzinach i poza przedszkolem? Czy co?
        • silje78 Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 09.09.12, 18:04

          "rodzic też ma PRAWO i OBOWIĄZEK przygotować dziecko do przedszkola, żeby
          > takich scen nie było. Jakby dziecko było przygotowane, to poszłoby do Sali z n
          > ieufnością na początku a w nastepnych tygodniach z uśmiechem i nie potrzebowało
          > by żeby rodzic siedział z nim w sali jak sęp. Ale tak to jest jak dzieci do 3 r
          > oku życia tylko z mamą ( nawet u babci nie zostają na chwilę) a potem nagle szo
          > k… "
          trudno uwierzyć, że takie głupoty może pisac pedagog. gdzie kończyłaś tą szkołę? w internecie?
          młody był w żłobku przez dwa lata. w przedszkolu płacze. nie dlatego, że jest nieprzygotowany, a dlatego, że jest to nowe miejsce, nowe nauczycielki (normalne) i dzieci, których nie zna. córka płakała długo, a od roku była z babcią jak byliśmy w pracy.
          kobieto ocknij się i weź może jakąś książkę o rozwoju dziecka zamiast siedzieć i pisać głupoty w internecie.
          • mojemieszkanie24 Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 12.09.12, 08:16
            jeżeli napiszesz coś na poziomie to skomentuję twój post. Tak to nie ma sensu. Pozdrawiam
          • mysza_myszynska Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 12.09.12, 09:48

            rety, jakie to szczęście, że nie trafiłam z moimi dziećmi na taką babę jak mojemieszkanie24... ewidentny przykład przedszkolanki o dużych brakach w wiedzy dotyczącej emocjonalnego rozwoju dziecka. szok.
          • bj32 Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 12.09.12, 11:40
            Silje, ja tak sobie myślę... Młoda ona, a widuję często aktualnych studentów pedagogiki, bo bywam w ich bibliotece. Poziom niegdysiejszej dobrej zawodówki albo kiepskiego liceum prezentują.
            Ale możliwe, że CKUbig_grin
            • mojemieszkanie24 Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 12.09.12, 18:07
              Nie obraża mnie to co piszecie ( chociaż taki jest cel waszych wypowiedzi). Znam swoją wartość, waszych dzieci nie uczę wiec wystarczy mi uznanie ludzi z którymi pracuję i których dzieci uczę. Nie potrzeba mi jakieś aprobaty z forum.

              Musicie w końcu się ogarnąć i zdać sprawę, ze nie jesteście JEDYNE w przedszkolu, rodziców jest WIELU. Gdybyście spojrzały na sprawę ogólnie a nie widziały tylko czubek własnego nosa na pewno zorientowały byście się dlaczego w przedszkolu panują pewne zasady i porządek. To nie jest tak,że nauczycielka jest ,,bee" bo nie pozwoliła wam wejść za bramkę. Na pewno nie byłybyście jedyne, tylko weszło by 60 innych rodziców ( i każdy by siedział jeszcze godzinę w sali, by sie pożegnać z dzieckiem). Tak samo z godzinami: zapisałyście na konkretna rodzinę więc nie rozumiem dlaczego dziecko miałoby być przyjęte 20 minut wcześniej ? Zmieńci godziny pobytu za to ZAPŁAĆCIE- co za problem ?

              Jak czytam niektore wypowiedzi to widze, ze nie powinnyście posyłać dzieci do przedszkola i to nie dlatego,że dziecko ma z tym problem tylko WY. Zauważyłam wśród was strasznie roszczeniową postawę, tylko JA JA JA JA . Tak więc moje pytanie brzmi:

              CO WY ZROBIŁYŚCIE DLA PRZEDSZKOLA ? (jaki był wasz wkład w rozwój placówki, jak wspomagacie nauczyciela, placówkę ?)

              Bo widzę, że wymagacie wiele nic nie dając od siebie.

              Czekam na odpowiedzi
              • mysza_myszynska Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 13.09.12, 13:33
                Nie pytaj co kraj może zrobić dla ciebie, ale odpowiedz sobie na pytanie 'co ja zrobiłam dla kraju'!! - to za klasykiem wink

                świetnie, że znasz swoją wartość, pewno tym bardziej ją znasz im głośniej o niej krzyczysz.

                a co ja robię dla swojego przedszkola? - płacę podatki, z których jest opłacane.
                • gootica Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 13.09.12, 15:56
                  "a co ja robię dla swojego przedszkola? - płacę podatki, z których jest opłacane" hahahahaha ale się uśmiałambig_grin czyli rozumiem, że opłacasz wszystko co jest możliwe w naszym pięknym kraju...
                  • bj32 Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 13.09.12, 16:59
                    Wszystko to może nie, ale to, co z budżetu czerpie - owszem, opłaca. W jakimś stopniu. Ty zresztą też.
              • bj32 Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 13.09.12, 17:22
                "chociaż taki jest cel waszych wypowiedzi"
                Kolejny raz dorabiasz sobie teorię do tekstu. To forum, a nie zajęcia z "co autor miał na myśli".
                "Nie potrzeba mi jakieś aprobaty z forum."
                To czemu tak rozpaczliwie podkreślasz, jaka jesteś boska?
                "Musicie w końcu się ogarnąć i zdać sprawę, ze nie jesteście JEDYNE w przedszkolu, rodziców jest WIELU."
                Dzięki za wyjaśnienie. Problem w tym, ze ani ja nie jestem w przedszkolu, ani moja córka. 11latki się prowadza raczej do szkoły jakby. Ale była i w rzeczy samej nie jedyna. I reszta dzieci też miała rodziców - jakież to odkrywcze. I nie było zagrody, a nikt w zabłoconych buciorach nie łaził po sali.
                "Gdybyście spojrzały na sprawę ogólnie"
                to zobaczyłybyśmy jedną, niedoświadczoną przedszkolankę. Jakoś na te, które miała Anka nigdy nie narzekałam.
                "To nie jest tak,że nauczycielka jest ,,bee" bo nie pozwoliła wam wejść za bramkę."
                A ktoś tak pisał? Raczej "bee" jest w ogóle stawianie bramki. A przy niej żandarma.
                "i każdy by siedział jeszcze godzinę w sali, by sie pożegnać z dzieckiem"
                Ty serio sądzisz, ze Ci rodzice tam siedzą godzinę? To albo patrzysz w całkiem innym kierunku, albo żyjesz w innej czasoprzestrzeni. Bo to nie jest realne, żeby aż sześćdziesięciu półgłówków zebrało się w jednym przedszkolu i w dodatku wszyscy siedzieli akurat w Twojej sali. Nie ma grup dla sześćdziesięciorga dzieci, a przypadek, żeby dwoje rodziców przyprowadzało dziecko jednocześnie jest rzadki.
                "zapisałyście na konkretna rodzinę więc nie rozumiem dlaczego dziecko miałoby być przyjęte 20 minut wcześniej ?"
                A ktoś się tego domaga? Czy może zaczopowanie części pod zagrodą wynika właśnie z tego, że rodzice przyprowadzają dzieci na ustaloną godzinę? Bo mam wrażenie, że z tych nerw zaczyna Ci się coś przestawiać w omawianych problemach.
                "Jak czytam niektore wypowiedzi to widze, ze nie powinnyście posyłać dzieci do przedszkola i to nie dlatego,że dziecko ma z tym problem tylko WY."
                Jak czytam powyższą wypowiedź, to widzę, ze powinnaś zostać psychologiem dla rodziców, nie przedszkolanką. Fakt, że przy swoim talencie wróżbiarskim raczej byś się z tego nie utrzymała...
                "Zauważyłam wśród was strasznie roszczeniową postawę, tylko JA JA JA JA "
                No. Twoja jest inna: "ja i żeby się sprzątaczki nie spociły".
                "(jaki był wasz wkład w rozwój placówki, jak wspomagacie nauczyciela, placówkę ?) "
                Serio chcesz wiedzieć? Wykopanie 16 ton zużytego piasku z piaskownicy. 8 wykopał mój mąż, drugie 8 ja. były 24, ostatnie 8 pomógł syn dyrektorki - tacy, jak wiadomo, są znani z przywilejów. Zapieprzałam z łopatą 3 dni po 8 godzin w pełnym słońcu i byłam cholernie wdzięczna przedszkolankom i personelowi za donoszenie mi wody, wsparcie zupą, a dyrektorce za to, że tatusiom, oglądającym mnie jak curiosum - pogoniła kota, bo skoro nie pracują, to niech idą się pogapić na coś innego. Za przysługę byłam traktowana po ludzku i nikt nie stawiał mi żadnych zakichanych barierek pod nogami.
                Jak sądzisz? Czy to upoważnia mnie do wyrażania opinii?
                "Bo widzę, że wymagacie wiele nic nie dając od siebie."
                A co *Ty* dajesz? Wykonujesz robotę, pod kątem której skończyłaś jakąś szkołę, zapisujesz na kartce to, czego nie jesteś w stanie bez kartki spamięta, nie masz najbledszego pojęcia o relacji rodzic - dziecko i uczuciach dziecka - i rodzica, zwłaszcza rodzica. Wykonujesz obowiązki, za które masz płacone - i nie sądzę, żebyś robiła coś ponad to, bowiem jakoś nie wyjaśniłaś mi tego "poświęcanego przez Ciebie Twojego prywatnego czasu" - narzekasz i współczujesz głęboko sprzątaczkom.
                Jeśli zajęcie Ci nie leży, to idź sprzedawać pączki, powiadam.
    • sabciasal Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 13.09.12, 17:39
      no trochę się im poprzewracało.
      o zakazie plątania się rodziców po przedszkolu słyszałamsmile ale o takich praktycznych sposobach wdrożenia tegoż zakazu jeszcze niesmile
      nie ma wyjścia - wizyta w kilka osób u pani dyrektor, żądanie zapewnienia normalnych warunków na przebranie się dzieci, żądanie określenia kontaktu w wychowawczyniami w godzinach umożliwiających kontakt rodzica z dzieckiem (a nie między 11,25 -12,20). Absurdów polegających na naliczaniu kary za wejście 5 minut przed już nawet nie skomentuję - zapytaj czy przedszkole zapłaci ci karę, jeśli - będąc gotowa na oddanie dziecka o 8 - przekażesz go 8,10, bo ta jedna pani odprowadzająca sobie nie poradzi.
      życzę powodzenia
      • mojemieszkanie24 Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 15.09.12, 14:43
        mysza_myszynska- a ja nie płacę podatków ?


        bj32
        ,, Ty serio sądzisz, ze Ci rodzice tam siedzą godzinę? To albo patrzysz w całkiem innym kierunku, albo żyjesz w innej czasoprzestrzeni. Bo to nie jest realne, żeby aż sześćdziesięciu półgłówków zebrało się w jednym przedszkolu i w dodatku wszyscy siedzieli akurat w Twojej sali. Nie ma grup dla sześćdziesięciorga dzieci, a przypadek, żeby dwoje rodziców przyprowadzało dziecko jednocześnie jest rzadki.”

        Mówiłam na podstawie WŁASNEGO DOŚWIADCZENIA. Sa rodzice, którzy siedzieliby godzinami w Sali, bo nie pracują. Dlatego takich rodziców wypraszam. Mam grupę maluchów wiec rodzice panikują. Nie mam w grupie 60 rodziców tylko 50 ( po dwoje na każde dziecko) z czego 5 takich, których musze z Sali wypraszać.- doslownie wypraszać, bo przychodzą do sali o 7:30, gdy dzieci sie zaczynaja schodzić hurtowo ( część placze) a oni wtedy zaczynają swoje rozmowy.

        ,,Jak czytam powyższą wypowiedź, to widzę, ze powinnaś zostać psychologiem dla rodziców, nie przedszkolanką”
        Nie jestem przedszkolanką tylko nauczycielką. Kontakt z rodzicami mam bardzo dobry i nie narzekam.

        ,,Za przysługę byłam traktowana po ludzku i nikt nie stawiał mi żadnych zakichanych barierek pod nogami.”
        Wykonałaś PRZYSŁUGĘ z własnej i nieprzymuszonej woli – może,że po prostu chciałas przekupić dyrektorkę, by przejęła twoje dziecko do przedszkola. Obojętnie czy wybudowałabyś całe przedszkole, czy postawiła drzwi ze złoto toTak i tak nie zwalnia cię to z OBOWIAZKU przestrzegania reguł. Opinie sobie możesz wyrażać ale i tak to nic nie zmieni- w przedszkolu po to są zasady, żeby ich przestrzgac


        ,,Wykonujesz obowiązki, za które masz płacone - i nie sądzę, żebyś robiła coś ponad to, bowiem jakoś nie wyjaśniłaś mi tego "poświęcanego przez Ciebie Twojego prywatnego czasu"

        I wyjaśniac ci nie mam zamiaru. Chcesz to idź na studia i się przekonasz jak w tej pracy jest super i jak po pracy będziesz miała duzo czasu dla siebie.

        sabciasal- oczywiście same ŻĄDANIA. Nauczycielki musza poświecać swój PRYWATNY czas za który nie mają płacone, żeby porozmawiać z rodzicem- tak przy okazji tylko wspomnę. Ja ustalam dyżury i rodzice się zapisują na konkretną godzinę- nauczycielka na pewno o tym samym powiedziała na zebraniu ( przynajmniej powinna). Sama tez, gdy odbierają dzieci rozmawiam z nimi w miarę swoich możliwośc. Każdemu nie mogę poświęcić tyle czasu ile by chciał. Niestety nie stać mnie na to, by codziennie po pracy siedzieć z kilkorgiem rodziców i rozmawiac o tym ile dziecko zjadło ( to pierwze i NAJWAŻNIEJSZE pytanie jakie zadają rodzice, nie jest wazne czy dziecko bawi się z rówieśnikami, czy sobie daje rade na zajęciach dydaktycznych- najważniejsze jest to, czy zjadło…wink. Ci rodzice, ktorzych chciałabym widzieć ( i których wzywam na rozmowy albo przez dyrektorkę albo sama dzownię) bo z dziećmi sa problemy lub muszą iść z nimi do lekarza ( bo np. dziecko ma problemy ze słuchem czy wzrokiem) nie pojawiaja się na tych dyżurach. W ciągu kilku lat mojej pracy było kilkoro rodziców, którzy rzeczywiście chcieli ze mną współpracować( gdy był problem, bo jak problemów nie ma to chętnie współpracują). Z jedną matka rozmawiałam wczoraj 3 godziny ( NIE MIAŁAM ZA TO ZAPŁACONE), to był mój czas na odpoczynek.

        No ale oczywiście wszyscy widzą tylko to, co chca widzieć ( reguły ktorych trzeba przestrzegac, zakazy) , krytykując nauczycieli nie widząc ile robia dla waszych dzieci- poświecają swoj prywatny czas na przygotowanie dla nich pomocy, swoje pieniądze na drukowanie wiecznie jakiś materiałów, przygotowanie sali, wyposażenie sali w pomoce plastyczne i dydaktyczne. Na to dyrekcja nie daje pieniędzy.... Ważniejsze dla niektórych jet robienie afery z tego,ze nie mogą wejść za bramkę uncertain Ludzie... ogarnijcie się na serio


        • bj32 Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 15.09.12, 20:46
          Czym dłużej Cię czytam, tym bardziej dochodzę do wniosku, że bycie przedszkolanką jest dla Ciebie jakąś straszliwą karą. Serio, zmień pracę.
          "Mówiłam na podstawie WŁASNEGO DOŚWIADCZENIA."
          60 rodziców w sali przez godzinę? Może to było zebranie, tylko nie zauważyłaś...
          "Dlatego takich rodziców wypraszam."
          Dlaczego? Przełażą przez barierkę? Hańba!
          "Nie mam w grupie 60 rodziców tylko 50"
          Ja się dziwie, ze w ogóle masz jakichkolwiek. Byłam pewna, że w grupie są wyłącznie dzieci.
          "musze z Sali wypraszać."
          Barierka się nie sprawdza, czy połamali?
          "dzieci sie zaczynaja schodzić hurtowo ( część placze) a oni wtedy zaczynają swoje rozmowy."
          Jak to: dzieci płaczą? Nienauczone? Granda. A ci rodzice z kim te rozmowy uskuteczniają? Nie z Tobą przecież... Między sobą gadają?
          "Kontakt z rodzicami mam bardzo dobry i nie narzekam."
          Tak dobry, że aż ich musisz wypraszać, bo wcześniejszych próśb nie zrozumieli?
          "może,że po prostu chciałas przekupić dyrektorkę, by przejęła twoje dziecko do przedszkola."
          Twierdzisz, że jesteś nauczycielką i nie umiesz pisać po polsku? Ale to nic. Znacznie zabawniejsze jest, że musiałam przekupować w maju dyrektorkę placówki państwowej, do której moje dziecko chodziło drugi rok i w dodatku skierowane z PPP.
          Widzisz, Serdeńko, wróżysz. Opiniujesz na temat, o którym nie masz pojęcia. Usiłujesz mnie zdyskredytować i zgadnij, kto się obudził z ręką w nocniku?
          "nie zwalnia cię to z OBOWIAZKU przestrzegania reguł."
          Jakieś dowody na moje nieprzestrzeganie? W końcu nikt tam po barierkach nie deptał, ja teżsuspicious
          "I wyjaśniac ci nie mam zamiaru."
          Jakoś mnie to nie dziwi.
          "idź na studia i się przekonasz jak w tej pracy jest super"
          A co ma piernik do wiatraka i pójście na studia do przekonania się, jak jest w pracy?
          Oczywiście mam świadomość, ze bez ukończonych kierunkowych studiów nie mogę zostać przedszkolanką, ale ukończone studia:
          a) jeśli będą farmakologią - też mi nic nie dają;
          b) jeśli będą kierunkowe, to ja i tak wiem, że się na przedszkolankę nie nadaję;
          c) nie zapewniają mi pracy;
          d) nie zapewniają doświadczenia w zawodzie.
          Pani nauczycielko.
          "Nauczycielki musza poświecać swój PRYWATNY czas za który nie mają płacone, żeby porozmawiać z rodzicem"
          To niech poproszą o płacenie za nadgodziny albo rozmawiają z rodzicami w godzinach pracy. W czym problem? Nie radzisz sobie? To tego... Pączki?
          "nie stać mnie na to"
          To znaczy? Nie masz czasu, bo musisz lecieć do domu kota nakarmić, czy z racji niskiego dochodu dorabiasz sprzątaniem albo co? Tak z ciekawości pytam.
          "W ciągu kilku lat mojej pracy było kilkoro rodziców, którzy rzeczywiście chcieli ze mną współpracować"
          W takim razie wyżej napisałaś nieprawdę. Bo albo masz dobry kontakt z rodzicami, których wystawiasz za drzwi, albo w ciągu kilku lat pracy miałaś dobry z kilkorgiem rodziców. Stawiam na tę ostatnią wersję, która ani trochę mnie nie zaskakuje i powoduje, że mam chęć Ci doradzić głębokie przemyślenie, czy chcesz dalej być przedszkolanką, czy... zająć się czymś innym.
          "Z jedną matka rozmawiałam wczoraj 3 godziny ( NIE MIAŁAM ZA TO ZAPŁACONE), to był mój czas na odpoczynek."
          Planujesz jakieś dzieci własne? Bo wiesz... wtedy to już całkiem zima. Ja od 11 lat mam całodobową pracę. No, sypiam, ale jak nie śpię, to albo sprzątanie, albo gotowanie, albo kontakt bezustanny z dzieckiem... No, na odpoczynek to ja czasu prawie w ogóle nie mam. A Ty, biedactwo umęczone, gadasz z wrednymi rodzicami, którzy Twój cenny czas marnują... Order z kartofla Ci dam, co?
          "krytykując nauczycieli nie widząc ile robia dla waszych dzieci"
          Czytasz sama siebie? I innych? Czego oczekujesz? że ktoś Ci będzie buty wylizywał za to, ze taką sobie robotę wybrałaś? Zawsze możesz zmienić. A dziećmi niech się zajmą ludzie, którzy to robić umieją i chcą. I którzy nie będą mieli takich dramatycznie dobrych relacji z rodzicami...
          "poświecają swoj prywatny czas na przygotowanie dla nich pomocy, swoje pieniądze na drukowanie wiecznie jakiś materiałów, przygotowanie sali, wyposażenie sali w pomoce plastyczne i dydaktyczne."
          Odpowiesz mi na pytanie: po co to w takim razie robisz, skoro tak cierpisz? Czy też mam sobie skończyć studia, to może mi tam wyjaśnią?
          "Ważniejsze dla niektórych jet robienie afery z tego,ze nie mogą wejść za bramkę"
          A powinni się przejmować tym, kto i za co Ci płaci, za co zaś nie? To sprawa miedzy tobą a pracodawcą. Rodzice mają pełne prawo mieć to w nosie.
          "Ludzie... ogarnijcie się na serio"
          Ja się zawsze ogarniam na żarty.
          Żądasz zrozumienia dla Twojego ciężkiego losu. A kogo *Ty* próbujesz zrozumieć? Oprócz umęczonych sprzątaczek. Bo nie dzieci, nie rodziców i chyba nawet nie przełożonych...
          • mojemieszkanie24 Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 15.09.12, 21:21
            bj32 ,,Lepiej jest nie odzywać się wcale i wydać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości." – Mark Twain.
            pozdrawiam
            • bj32 Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 16.09.12, 11:04
              Kolejny Twój atak personalny na mnie czy kogokolwiek zostanie ocenzurowany.
              Jestem cierpliwa, ale nie udzielasz odpowiedzi, a Twoje wypowiedzi są ewidentnie obelżywe. Nawet ja mam swoją wytrzymałość.
              Jesteś w stanie się konstruktywnie ustosunkować do mojego poprzedniego posta?
              A może zauważyłaś też, ze większość ludzi na temat szlabanów ma taką opinie, jak ja, a nie taką jak Ty? W to akurat wątpię.
              Rozumiem, że bolesne jest zetknięcie się z kimś, kto czyta uważnie i zwraca uwagę na... nieścisłości i wewnętrzna niespójność Twoich wypowiedzi, ale to jeszcze nie powód, żebyś wyzywała mnie od głupków. Rozumiemy się?
        • sabciasal Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 17.09.12, 20:35
          odpowiadałam założycielce watku, nie odnosiłam się do twoich wypowiedzi. znam twoje poglądy z innych wątków, i cóż,,... pozostaje mi się tylko cieszyć, ze nie jesteś przedszkolanką w przedszkolu moich dzieci. Tam nauczycielki i opiekunki są życzliwie nastawione zarówno do dzieci jak i rodziców. Potrafią też sobie radzić z rozmaitymi sytuacjami, co dla ciebie najwyraźniej jest nie mozliwe, skoro 3 godziny (!) spędzasz na rozmowie z rodzicem, rozmowie której sobie nie życzysz. chyba że kolorujesz...

          kwestie na które się skarżysz powinnaś zgłosić kierowniczce przedszkola. organizacja pracy umożliwiająca kontakt z rodzicem to podstawa.
          a opisany przez założycielkę obrazek grupowego oddawania dzieci za bramkę w tym również maluchów, jest absurdalny. i fakt,m ze przedszkolankom on odpowiada nic nie zmienia. bo przedszkole nie jest dla nich.
    • aw0207 Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 28.09.12, 07:54
      W "naszym" przedszkolu nie ma co prawda bramki, ale szatnia zlokalizowana jest w suterenie, gdzie rodzice dzieci przebierają, dają buziaka, a następnie dziecko jest zaprowadzana na górę, do sali. Dziecko z szatni zabierają różne panie - nie tylko wychowawczyni danej grupy, ale też pomoce przedszkolanek i przedszkolanki z innych grup, kto ma akurat chwilę i wolne ręce. Myślę, że to dobrze. W ten sposób wychowawczynie dzielą się obowiązkami, opiekują i poznają dzieci z innych grup i dzieci oswajają się z sytuacją, że ciocie ta czy ta bez znaczenia, grunt, że każda pomocna. I w ten sposób jak zachce się dziecku siusiu na podwórku czy rozwiąże się bucik, a nie będzie wychowawczyni, to też poprosi o pomoc jakąkolwiek "ciocię". Płaczące dziecko nie jest wydzierane rodzicowi, bo i jak (?), ale rodzic sam, aby nie przedłużać w nieskończoność trudnej chwili, wciska "cioci" łapke dziecka i z uśmiechem wychodzi z szatni. Z tego, co się orientuję w każdym przedszkolu rodzice nie są mile widziany w salach - szatnia to miejsce pożegnania. I dobrze, nie chciałabym, aby moje dziecko w sali zabaw zamiast innych dzieci i przedszkolanek widziało stadko rodziców, jakiś obcych dorosłych, którzy tulą swoje dziecko. Wtedy byłoby jej pewnie przykro - też chciałaby podobnie. I jakby tak wszyscy robili, byłoby straszne zamieszanie.
      • kasiek76 Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 05.10.12, 21:35
        Witam po przerwie, dzięki za opinie. Muszę powiedzieć, że, zgodnie z wcześniejszym przypuszczeniem, zostaliśmy prawie wychowani (my rodzice oczywiście). Wszyscy się jakoś przyzwyczaili, a i tłumów już takich wielkich i kotłowaniny koło 8 nie ma, jako, że ostatnio można łaskawie za tę bramkę nawet i za 3 ósma dziecię odstawićwink Jedyny mankament to niemożność porozmawiania z wychowawczynią dziecka - jeśli poproszę, to wyjdzie "na sekundkę", ale wiem, że w tym czasie pozostałe dzieciaki siedzą bez opieki i to nie jest już fajne, więc generalnie raczej nikt Pani nie prosi. Pierwszy raz odkąd dzieci do przedszkola zaprowadzam jestem totalnie nieuświadomiona w sprawie postępów, tudzież ich totalnego braku u mojego dziecka uncertain
        • bj32 Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 06.10.12, 10:37
          A to już poważny defekt. To jak rozwiązujecie kwestię dowiedzenia się? Jakieś wyznaczone godziny spotkań, zebrania czy coś? Listy?wink
        • blaszany_dzwoneczek Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 06.10.12, 11:59
          U nas też jest zasada, że żegnamy się z dziećmi w szatni i dzieci same idą do swoich sal. Próbowano wprowadzić też zasadę, że jak się ma jakaś sprawę do nauczycielki to przez domofon ( u nas wywołuje się dzieci z sali przy odbiorze przez domofon, panie widzą w kamerce kto przyszedł po dziecko). Ale ja sobie tego nie wyobrażam, troje rodziców za plecami czeka do domofonu, a ja będę problemy do ściany wyłuszczać. Więc jak już mam jakąś sprawę, a zdarza się to rzadko, to wchodzę na górę do sali i już. Nauczycielka też do mnie nie wyjdzie do szatni, bo często jest sama z dziećmi.
          • kasiek76 Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 06.10.12, 20:47
            No ja raz miałam naprawdę ważną sprawę do przekazania wychowawczyni i po prostu za tą bramkę wlazłam, informując panią, co jako ten mityczny Cerber owej bramki pilnuje, że muszę i już. Ale to był pojedynczy przypadek, generalnie rodzicom nie wolno. Ostatnio Młody ciągnął mnie za tę zagrodę, żeby koniecznie mi coś tam pokazać, co z plasteliny lepili i co jest w sali. Jak to dziecku, strasznie mu zależało. No fajnie, ale mi oczywiście wejść tam nie wolno, więc po jakiego q%&a grzyba te prace wystawiane są w sali? Przecież niemal każdy dzieciak lubi się pochwalić!
            • bj32 Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 07.10.12, 10:08
              No właśnie. W tym wieku największym autorytetem dla dziecka jest rodzic i dziecko chce mu się pochwalić, a tu bramka i nie ma, ze boli. Kurna... Prawie jak getto.
            • blaszany_dzwoneczek Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 08.10.12, 10:35
              Ja bym po prostu w takich sytuacjach olewała zakaz i koniec. Asertywnie wchodzę i już. Przepraszam panią, synek chce mi swoją pracę pokazać, dla nas to bardzo ważne. No co ci zrobi, wypchnie z tę bramkę, pobije czy co? A jak Ci będzie uniemożliwiać wejście i nie dasz rady się przedrzeć, to udałabym się do dyrektorki, najlepiej z pismem o rozwiązanie problemu braku kontaktu z nauczycielem, braku możliwości obejrzenia prac dziecka, a także braku możliwości OKAZJONALNEGO wglądu co się dzieje w sali (z sugestią, że taki totalny zakaz wstępu rodziców budzi wątpliwości co do tego czy opieka i traktowanie dzieci przez personel przedszkola za ową nieprzebytą bramką, jest właściwe...). Odwagi.
    • klarci Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 14.10.12, 23:58
      hmmm, dziwne.
      domyślam się, że jakieś argumenty organizacyjne istnieją, ale jednak to przedszkole jest dla dzieci, a nie odwrotnie
    • makoc Re: "Zagroda" dla rodziców w przedszk.-jak jest u 21.10.12, 20:32
      u nas jest ponad 300 dzieci w przedszkolu i rodzice sami odprowadzaja i odbierają dzieci z sal. Są ochraniacze na obuwie, mozna zdjąc buty. Nikt błota nie wnosi. Sala mojego dziecka nie jest dostepna bezposrednio z korytarza i aby je tam odprowadzic przechodze przez sale innej grupy. Nikt nie robi z tego problemu. Jak odbieram dziecko, to wchodze do sali, rozmawiam z paniami, podpisuje listy itp. Jakoś nikomu to nie przeszkadza.
      a gdy juz wychodzimy z sali dziecko spedza jescze troche czasu na korytarzu przedszkolnym, gdzie sa rózne kąciki z zabawkami edukacyjnymi. Nie ma pospiechu, nikt rodzicow nie przegania.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka