aneczkas6
18.12.12, 19:35
Czas przedstawień świątecznych w przedszkolu. Uczysz przez miesiąc piosenek, tańców, gry aktorskiej, stroisz salę, która mieni się złotymi srebrnymi kolorami, stroisz siebie, aby nie wyglądać jak dziadówa, tłumaczysz rodzicom, że uroczystość spotkania z Gwiazdorem w przedszkolu jest bardzo ważna dla ich dzieci, że wymaga się stroju galowego, czyli białej koszuli, garniturowych spodni, tłumaczysz po kilka razy - biała koszula, garniturowe spodnie, a i tak kilkoro dzieci przyjdzie w dżinsach i w koszuli w kratkę, a znajdzie się nawet ktoś, kto wystąpi w dresach z wypchanymi kolanami. Rodzice na przedstawieniu, jak by na chwilę wpadli do przedszkola między pracą a porządkami świątecznymi, w dżinsach, zwykłych swetrach, obłoconych butach, jeden w stroju sportowym, jakby przybiegł prosto z siłowni, kilkoro zorientowało się, że dzieciom warto by przynieść coś słodkiego, naprędce wysypują na talerzyki ciasteczka. Trwa przedstawienie w drugiej sali. Po przedstawieniu czas na dzielenie się opłatkiem. Kilkoro rodziców podchodzi do nauczycielki, składa życzenia, w tym momencie dzieci stają na wysokości zadania i czekają na pozwolenie nauczycielki, żeby zjeść ciastka, rodzice stoją i czekają aż nauczycielka przyniesie 28 krzeseł z sali, w której było przedstawienie, nauczycielka nosi krzesła a rodzice się patrzą, potem zajmują miejsca przy stole wigilijnym, w końcu jeden ojciec zauważa, że to noszenie trwa zbyt długo i pomaga nauczycielce, tylko jeden ojciec. Wszyscy spożywają ciastka, których jest co kot napłakał, potem wchodzi Mikołaj, rozdaje dzieciom paczki. Talerze puste, więc czas do domu. Rodzice wychodzą mówiąc do widzenia i odjeżdżają swoimi drogimi samochodami.
Tak wyglądała Wigilia w przedszkolu prywatnym w dużym mieście. Może ja jestem przewrażliwiona i ich zachowanie było normalne? Może to ze mną coś nie tak?