mama_czarusia
05.09.05, 14:40
Witam wszystkich serdecznie i jednoczesnie prosze o rade...
Moj Bombel ma 2,5 latek i od wrzesnia jest przedszkolakiem. Radzi sobie
naprawde zaskakujaca dobrze /nawet lepiej niz niektore 3 latki/, nie placze,
grzecznie sie bawi, wola siusiu, itd. Slowem lubi to przedszkole - jezdzimy
razem z sasiadka /4 letnia/ ze starszej grupy, z ktora juz sie wczesniej
przyjaznil, wiec razniej im, ze sa w jednym przedszkolu. Dodam, ze
lokalizacja super tuz obok extra parku, spokoj, cisza kilka min spacerkiem z
mojej pracy.
Powinnam wiec byc szczesliwa mamusia...
Ale!
Dotychczas gdy ja bieglam do pracy Bomblem zajmowal sie dziadek / sama
wychowuje synka/. I bylo naprawde swietnie, ale maly zaczal niezle wchodzic
dziadkowi na glowe i wodzic go za nos. Dziadek wiec notorycznie mu ustepowal
i poddawal sie jego kaprysom, choc uczciwie przeznac trzeba, ze faktycznie
maja swietny kontakt ze soba. Jednak gdy nadarzyla sie okazja, dalam Bombla
do przedszkola. Przedszkola publicznego, jednego z lepszych w naszym miescie.
No i zaczelo sie...
Ze ja dziecku robie krzywde;
Jak ja w ogole moglam;
Nikt sie tak nie zajmie malym jak wlsnie dziadkowie;
itp...
Juz nie mam sily na to wszystko ;-( Ja jestem dumna ze swojego synka, ze tak
ladnie sie tam zaklimatyzowal, ze tak sobie swietnie radzi.
Rodzicom tlumaczylam i na spokojnie a potem przyznaje juz mniej spokojnie...
ale nic nie dociera, ot jestem "be" !
Drogie mamy, tatusiowie czy Wy tez tak mieliscie?
co robic?
P.S.
Od wrzesnia dziadkowie mojego Bombla prawie ze mna nie rozmawiaja i sa mocno
obrazeni... ;-(