tatimati
23.09.06, 10:06
Witam!
Przedstawiam Wam pewną sytuację proszę o Wasze opinie, pomogą mi one
ustosunkowac się do problemu, bo na razie w grę wchodzą głównie emocje! : (
Sytuacja pierwsza:
jest sierpień, mglisty, bardzo wietrzny dzień, rano padało, zapowiadana temp.
ok 13-14 stopni, silny wiatr, przelotne opady. Dzieci mają zapowiedziane
wyjście do kina. Idą piechotą, ok 15-20 minut w jedną stronę. W związku z
paskudną pogodą córkę ubrałam w spodenki długie, bluzeczkę z krótkim
rękawkiem, bluzę niezbyt grubej bawełny, rozpinaną z kapturem i oczywiście
kurtkę, przeciwdeczszową, z kapturem, inpregnowaną, dającą zabezpieczenie
zarówno przed deszczem jak i wiatrem, leką czapeczkę na głowę.
Dzieci wyszły z przedszkola, a córka nie zabrała ani czapki, ani niestety
kurtki ( ma 5 lat, jest dość roztargnionym dzieckiem, taki charkter). W samej
cieniej bluzie poszła do kina, w kinie jej oczywiście nie zdjęła, no bo
przecież było jej zimno, i jeszce droga powrotna. Odbierając dziecko byłam
oburzona, mała miała wilgotna bluzę i w ten sposób doszłam do tego jak wyszła
ubrana. Panie twierdziły, że wyszły dopiero po deszczu. Całe popołudnie
siedziała pod kocem i się trzęsła, do przedszkola już przez tydzień nie
poszła. Rozmawiałam z panią dyrektor, "nie wiedziała jak to sie mogło stać",
obiecała, że będą na małą zwracać uwagę.
Sytuacja druga:
wrzesień, parę dni temu, rano leje ( ale ma przestać, zapowiadana temperatura
w dzień : 23-25 stopni, słońce) więc mała idzie do przedszkola w tym samym
zestawie co opisywany wyżej i ma powiedziane, że w razie spaceru (wiadomo, że
wyjdą tylko jak będzie słońce) ma już kurtki nie brać, a na spacerze jak jej
będzie ciepło ma bluzę zdjąć i przewiązać w pasie. Przestao padać juz o 8-
mej, dzieci wyszły na spacer ok 13-tej, córka zabrała z szatni tylko bluzę (
ja była w tym czasie na dworze ubrabna w bluzkę z krókim rękawem), ale pani
kazała jej zabrać kurtkę, bo: cyt." rodzice ZNOWU będą mieli pretensje"
(słowa córki)! Jak wracałyśmy z przedszkola jak zwykle rozmaiałyśmy z córką o
dniu w przedszkolu i mała cieszyła się, że była ma spacerku, ale powiedziała,
ze było jej bardzo gorąco, wpytałam jak była ubrana( krótki rękaw, bluza z
dresu i ta nieszczęsna kurtka).
Byłam wściekła, po powrocie do domu zadzwoniłam do przedszkola, była pani
dyr. więc to z nią rozmawiałam, przedstawiłam sytuację i zapytałam dlaczego
tak postąpiono, czy znów niedopatrzenie, czy może tym razem juz miało to być
działanie złośliwe. Kolejnego dnia mała poszła do przedszkola, jeszcze ze
zdrowiem było ok. Pani poprosiła mnie na górę i w pierwszych słowach nie
zapytała w czym problem, jak mała zniosła to przegrzane, jak ją ubierać itp,
ale stwierdziła, że po raz perwszy w jej nauczycielskiej karierze zazucono
jej złośliwość w stosunku do dziecka. Powiedziała równeż, że kazała małej
zabrać kurtkę cyt. "mamusia bedzie znowu krzyczała", bo bała się, że jak nie
zabierze to bedę miała pretensje, że jest za lekko ubrana, bo był "wiaterek".
Następnego dnia córka już nie poszła do przedszkola, katar, wieczorem
straszny kaszel.
I teraz tak: po pierwszym zdarzeniu byłam zdenerwowana, ale powiedziałam
sobie, trudno, zdarzyło się raz, będzie ok, ale po drugim ( oba spacery miały
miejsce w okresie dwóch tygodni) jestem wściekła!!!
I to nie tylko ze względu na kolejne niedopatrzenie, i nie tylko ze zwgledu
na konsekwencje ( kolejne przeziebienie, lekarstwa, koszty lekarstw,
opiekunki) ale ze względu na to ZNOWU, tak jak gdyby moja pierwsza uwaga o
wyjściu bez kurtki była kompletnie nieuzasadniona.
I co ja mam mysleć, bo zrobić, jaka jet Wasza, Mamy opinia?
Naprawdę jestem "matka-histeryczka"?
(dodam tylko, że była to pierwsza ( no i druga) moja interwencja w
przedszkolu w ciągu trzech lat).
Dziękuję za ew. odpowiedzi.