mikolunia
16.09.07, 21:06
Mój maluch ma 2 lata i od połowy sierpnia zaczął przygodę z
przedszkolem (prywatnym, grupa maluchów). Adaptacja wspaniała - od
poczatku chętnie biegł do przedszkola, wcale za bardzo nie chciała
wracać do domu. Bawił się ładnie z dziećmi, słuchał "cioć" (choć
należy do bardzo żywych dzieci), szybko zaakceptował rytuały
przedszkolne. W pierwszym tyg września we czwartek wstał z małym
katarkiem - troszkę leciało mu z nosa, zero temperatury, apetyt jak
zwykle. Poszliśmy do lekarza, który orzekł, że nic mu nie jest,
drobna infekcja, posiedzieliśmy w domu. Po kilku dniach znowu
lekarz, bo katarek dalej był ale nic poza tym. Lekarz stwierdził, że
może to alergiczne i pozwolił posłać Małego do przedszkola, bo
strasznie tęsknił za dziećmi i płakał. Dwa dni w przedszkolu - katar
się zwiększył i doszedł kaszel (mokry) - u lekarza wszystko ok,
kaszel bo płyn z nosa spływa po gardle. Znowu siedzieliśmy w domu,
choć nic więcej się nie działo (zero temp, katar zwyczajny, białe
gluty). Siedzieliśmy do dzisiaj - kontrola u lekarza - katar i
kaszel nadal są. Po długim bardzo badaniu lekarka z niepewnością
stwierdziła, że nie wie, od czego katar i kaszel, bo wszystko w
porządku. Ale ucho leciutko zaróżowione, więc antybiotyk - i 9 dni w
domu!!! A Mały ryczy, bo chce do przedszkola! Płakać mi się chce,
jak go słucham.