Wczoraj wyszłam z malutką z tego szpitala. Wylądowałam na porodówce 21 lutego
o piątej nad ranem (skurcze co 2 minuty). O 11.37 urodziłam córeczkę.
Chcę Wam dziewczyny powiedzieć, że pomimo, iż sam poród był stosunkowo lekki,
niedługi, a faza parta tylko półgodzinna, to przeżyłam także operację
krwiaka, który zrobił mi się po przeciwnej stronie, niż nacięcie krocza
(nijak się nie dało siedzieć

)))), ale wspomnienia mam bardzo dobre z
pobytu. Żaden lekarz nie był oschły, czy niemiły, a już pediatrzy, to do rany
przyłóż, bardzo wyczerpująco odpowiadają na pytania, są dyskretni, pomocni.
Położne z porodówki i z położnictwa cudowne, no może poza jedną, ale w końcu
i jej dyżur się kończył

)). Nieco gorzej z położnymi z noworodków, jedna
zmiana była naprawdę fatalna, ale nie dałam się zastraszyć

))))).
Rodziłam w sali z wanną, potem wylądowałam na 5-osobowej sali dla pań po
cesarkach (ze względu na to, że miałam operację), jak już było mi lepiej, to
przeniesiono mnie na salę 2-osobową. Dzieciątko wytrwale przynoszono mi do
karmienia, a kiedy już mogłam wstać, to zostawiono mi je na stałe.
Pomimo nienajlepszych warunków (toalety i prysznice na korytarzach, małe
sale) i małych porcji jedzenia (ale smacznych - aż mnie to zaskoczyło, może
to dlatego, że byłam potwornie głodna, to wszystko mi smakowało

) ),
atmosfera była super i na pewno wrócę tam za 2 lata.
I tyle.