smallcloud
31.07.10, 09:42
Pare dni temu pojechałam na ip na inflancką aby zrobic ktg.
Miałam skierowanie od lekarza na pismie.
Przy okazji miałam sposobność ujerzenia nowego bloku i zorientowania się jak
tam jest.
Na izbe przyjec trzeba dzwonic domofonem, domofon odbiera jedna z pielegniarek
i pyta sie "czego" wowczas trzeba niestety dosyc głośno zakomunikowac swoj
problem począwszy od zapalenia piersi (ktore sie zdarzyło) po krawienie w 8
tyg.. Nie jest to przyjemne ani dyskretne bo wsrod czekajacych na przyjecie ludzi.
Zapomniałam dopiesać że często trzeba się wydzierać bo robotnicy ciagle
pracują, wierca i sie kręcą.
Po jakims czasie wychodzi pielegniarka i glosno wzywa "pani z krwawieniem
prosze.."
Na zrobienie ktg czekałam 2h (od 18.00).
W miedzy czasie dowiedziałam się że mężczyzn nie wpuszcza się na ip na
pierwsza fazę porodu ponieważ "tu sie kręcą robotnicy jeszcze i byłoby za dużo
panów". Więc kobiety są tam same.
Dopiero jak wysyłają już na porodówkę wpuszcza sie męża/partnera na górę. W
międzyczasie dwóch panów zostało opieprzonych za rozmiar torby i było im
nakazane przepakowac ich zawartość do reklamówek.
Po KTG nakazano mi wyjsc z IP usiasc na krzesełku (taki przedsionek przed IP)
i czekać.
Przyjechała karetka z kobieta w zaawansowanej ciazy wydzwania przez domofon -
wpuścili ich dopiero po 10 minutach!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Na IP kiedy nie było jeszcze dyzuru była jedna lekarka i 4 pielegniarki. Kiedy
zirytowana poprosiłam o swoj wynik dowiedziałam się ze moge jechac do innego
szpitala jak mi sie nie podoba i że oni nei maja obowiązku zrobic mi KTG.
Tłumaczyłam że mam skierowanie na pismie od lekarza.
Wyniki KTG otrzymałam ok 22 godziny, dopiero też wpuszczono ta krwawiącą
kobiete a kobieta z zapaleniem piersi nadal siedziała.
Dodam że procz tych dwoch były jeszcze cztery rodzące (ale nei przyjechały na
raz) oraz trzy inne na ktg.
Fakt, że na ip maja mało personelu nie tłumaczy ich opryskliwości.
Niemożność bycia z mężem podczas jednej fazy (wizytówka jak z prlu tatus pod
drzwiami czeka) skreśla jak dla mnie ten szpital.
Kursujacy robotnicy po IP - sory ale jesli cos nie funkcjonuje to sie go
jeszcze szumnie i w gazetach nie otwiera - tak na marginesie panowie
naprawiali klimatyzacje bo się zdążyła zepsuć.
Łazili bez żenady pośród stękających i męczacych się kobiet w salkach na IP
podczas I fazu porodu.
Poczułam sie jak klient który dziękowac powinien że w ogole moga coś dla niego
zrobić, dlatego Inflanckiej mowie zdecydowanie NIE.