Dodaj do ulubionych

TYLKO Międzylesie! :-)

15.12.04, 14:46
Hej!
8 grudnia, na tydzień przed terminem, urodziłam w Międzylesiu córeczkę. Mimo
pojawiających się ostatnio na forum kilku nie do końca pochlebnych opinii o
tym szpitalu, zdecydowaliśmy, że jedziemy TAM.

Wody zaczęły mi się sączyć tuż po szóstej rano. Skórcze były słabe, prawie
żadne. Zadzwoniłam do szpitala, położna powiedziała, żeby przyjeżdżać, bo
zwykle 2h od odejścia wód pojawiają się silne skurcze. Zapytałam, czy są
miejsca. Powiedziała: niech pani przyjeżdża.
Nie spiesząc się, wykąpałam się, dopakowałam torbę, uspokoiłam męża, że nie
ma się czym denerwować i pojechaliśmy. Teraz szczegóły (będzie bardzo długo):

1. Izba przyjęć.
Tuż po zapisaniu w okienku przyjęć zajęła się mną mało sympatyczna pani
(salowa?), sprawiająca wrażenie osoby z pretensjami. Zapytała, czy jestem
wygolona. Powiedziałam, że nie - co wywołało jej zdumienie. Okazało sie
jednak, że mam prawo nie zgodzić się na golenie, co oświadczyłam dopiskiem na
karcie przyjęć. Koszulę do porodu dostałam po kolejnych pretensjach, ze jak
to nie mam? Wszystkie kobiety przyjeżdżające do porodu mają. A ja ledwie
spakowałam torbę dzień wcześniej, zrobiłam pranie i nie wszystko mi wyschło,
czego owa pani zrozumieć nie mogła. wink Koszulę de facto miałam, ale na okres
po porodzie. Dostało się też mojemu mężowi, który ośmielił się skorzystać z
NIEWŁAŚCIWEJ toalety (tylko dla pacjentek).
Następnie podążyłam z panią na oddział położniczy i tam sytuacja diametralnie
uległa zmianie smile))

2. Sala porodowa i poród
Przyjęła mnie pani Celina Grygo - cud kobieta, do rany przyłóż. Zbadała,
stwierdziła brak rozwarcia, podłączyła KTG, powiedziała ciepło, że mimo iż
wody odchodzą, to będzie trwało długo... Sala do porodów rodzinnych (200 zł)
była wolna. Miejsce bardzo przyjemne, sąsiadujące z dyżurką położnych,
połączone otwartym okienkiem z nieprzezroczystą firanką. Salka podzielona na
dwa pomieszczenia: poczekalnię z miękką kanapą i fotelem, stolikiem, szafką z
czajnikiem, herbatą, etc. Częśc porodowa także całkiem sympatyczna, poza
łóżkiem, które wygladało na bardzo stare (potem, podczas silnych skurczy i
samego porodu zupełnie nie zwracałam na to uwagi - po prostu nieistotny
szczegół). Zbadała mnie lekarka, której nazwiska nie pamiętam, niemniej
jednak nabrałam do niej zaufania. Dostałam oksytocynę. Kiedy skurcze się
nasiliły, dostałam piłkę, na której przesiedziałam ze 3-4 godziny. Na
złagodzenie bólu i zmiękczenie szyjki dostałam Dolargan, po którym przestało
boleć, ale i lekko zostałam oszołomiona (efekt "głupiego jasia"). Kiedy
skurcze stały się nieznośne i nie dawałam rady siedzieć na piłce, przeniosłam
się na łóżko. KTG było podłączone niemal przez cały czas. Dostałam dla
odpoczynku kroplówkę z samą solą fizjologiczną (chyba), co przyniosło ulgę.
Zrobiono mi leukocytozę, potem kolejna oksytocyna. Na znieczulenie (500 zł)
było za wcześnie, bo o szóstej rozwarcie nie przekraczało 2 cm. Ponieważ nie
mogłam już leżeć, chodzić, ani siedzieć na piłce, usiadłam na łóżku, a pod
plecy podłożono mi worek sako. Też drobna ulga. Jeszcze dwa razy Dolargan,
kolejna leukocytoza, czy nie ma zakażenia i jednocześnie wskazania do c.c.
Kiedy zdecydowaliśmy się na znieczulenie, musieliśmy poczekać na wyniki
leukocytozy (ok. 30 min - zrobili przed czasem, bo gryzłam ściany), a jak
wyniki się pojawiły, to lekarz stwierdził rozwarcie na 8 cm! Była dziewiąta
wieczorem. Zlazłam z łóżka i kucnęłam przed fotelem błagając o litość wink O
9:30 pierwsze skurcze parte, o 9:45 miałam Króliczynkę na brzuchu!!! smile
Krocze nacinane rutynowo (podejrzewam, że można się sprzeciwić). Ani lekarz
ani żadna z położnych nie wyrazili swojej dezaprobaty w związku z
niewygolonym kroczem.

Przez większą cześć porodu towarzyszyła mi pani Celina, potem zastąpiła ją
pani Jolanta Zielińska. Obie bardzo mi pomogły tak psychicznie jak i w
kwestii samego porodu. Jestem im szczerze wdzięczna. Później spotkałam
jeszcze jedną bardzo sympatyczną położną (młodsza od obu ww. pań), ale
niestety nie pamiętam jej nazwiska. Na pewno jest godna polecenia.

3. Opieka po porodzie
Leżałam na sali jednoosobowej (zielonej - 100 zł/doba). Dziecko zwykle jest
na pierwsze kilka godzin zabierane do pielęgniarek noworodkowych, żeby mama
mogła odpocząć. Kąpanie ok. 8 rano + karmienie, jeśli mama nie ma pokarmu,
bądź ma go za mało. Oczywiście na dokarmianie mlekiem modyfikowanym można się
nie zgodzić. W nocy nie spałam, ze względu na ból krocza - położna (p.
Bożena - także przesympatyczna osoba) dała mi Apap, a następnie coś
mocniejszego, bo Apap przestał działać po 2h. Maleńką przywieziono mi
przewiniętą, ubraną w szpitalne ubranka i zawiniętą w kolorowy szpitalny,
flanelowy becik po kąpieli i karmieniu, ok. 10:00. Pielęgniarka pomogła mi
Małą przystawić do piersi. Potem, kiedy tylko czegoś potrzebowałam (chociażby
zawinąć becik profesjonalnie, bo nie umiałam i dziecko mi sie rozgrzebywało)
ZAWSZE mogłam liczyć na serdeczną pomoc pielęgniarek noworodkowych. Podobnie
z położnymi. NIGDY nie poczułam się jak osoba, której się nie chce, która
marudzi, która udaje, że nie potrafi, która wymaga niewiadomo czego. Dostałam
taką pomoc, jakiej potrzebowałam, a nawet więcej.

4. Opieka lekarska
Ponieważ nic mi nie dolegało, niewiele mogę powiedzieć nt. lekarzy
zajmujących się mną. Generalnie życzliwi, profesjonalni, często żartowali.
Ordynator na pierwszym obchodzie znał przebieg mojego porodu i potrafił ze
mną na ten temat porozmawiać, zażartować. Natomiast niezmiernie cenię sobie
panią Galinę Feder - pediatrę. Mała miała problemy ze skórą, w związku z
czym, właśnie decyzją pediatry, zostałam w szpitalu dwa dni dłużej. Dziecko
było poddane terapii tlenowej w tzw. cieplarce przez kilkanaście godzin,
kąpane dwa razy dziennie w nadmanganianie potasu. Rumień i krostki zaczęły
wysychać, nowe się nie pojawiały, Mała zdrowa, więc doczekałam się na wypis.
Lekarz wyjaśniła dokładnie, jak mam postępować z Małą, zaproponowała
konsultację w razie wątpliwości, problemów.

5. Warunki socjalne i higieniczne.
Łazienki i pokoje czyste. Widać, że niedawno był remont. Na oddziale bardzo
ciepło, po wyjściu spod prysznica nie czułam zimna. Toalety zamykane.
Prysznice o rozmiarze uniwersalnym (przynajmniej dla mnie) smile. Każda sala ma
inny kolor, w związku z czym inną nazwę. Telewizory płatne (max. 2 zł/h).
Niewygodne łóżko - twarde, z dołkiem w materacu, na co znalazłam sposób
umieszczając tam koc. I to chyba - jak dla mnie - jedyna niewygoda.

Podsumowując: jeśli wszystko pozostanie tak, jak ja to odebrałam, nie zmieni
się na gorsze, to następny poród także i TYLKO w Międzylesiu.

Pozdrawiam.
Magda
Obserwuj wątek
    • paula7601 Re: TYLKO Międzylesie! :-) 15.12.04, 15:51
      Starsznie Ci dziekuje za ten opis ja tam byłam wczoraj pierwszy raz na kTG .
      Lekarze tez byli strasznie mili i żartowali.
      Mam prośbę jak wygląda ta połozna Celina. Bo wczoraj była taka blądynka miła
      około 40.
      Opisz mi prosze te położna.
      Ja mam termin na 22 grudnia . W sobote 18 kazali przyjechac na kontrol.
      Ja tez tam bede rodzić .
      Paula
      • alcantra Re: TYLKO Międzylesie! :-) 15.12.04, 17:07
        Hmmm... Trudne pytanie wink Pani Celina ma ciemne, mniej więcej kasztanowatego
        koloru włosy, krótkie kręcone (chyba trwała), jest średniego wzrostu, wiek -
        może 45, nie więcej niż 50. Energiczna i bardzo sympatyczna.
        Położne mają dyżur 12 godzinny, więc przychodzą albo na 7 rano albo na 7
        wieczorem. Potem 12 godzin przerwy. Na pewno za którymś razem na nią trafisz.
        Pani Zielińska też jest w porządku. Zresztą mam wrażenie, że tam wszystkie
        położne są bardzo dobre. Przez 5 dni pobytu nie spotkałam żadnej, która
        wywarłaby na mnie negatywne wrażenie.

        Powodzenia smile
        • paula7601 Re: TYLKO Międzylesie! :-) 15.12.04, 17:27
          Dzieki.
          Już bym chciała by cos sie zaczeło. Czy poród zaczyna sie nagle. powiedzmy
          dobrze sie czujesz a tu nagle .....
          pozdrawiam
          paula
          • ajap.1 Re: TYLKO Międzylesie! :-) 15.12.04, 18:07
            U mnie zaczęło się nagle.Wieczorem bez żadnych objawów (lekarz mnie badał)a
            rano zaczął się poród(oczywiście wstęp,potem bółe co 30 mnin.przez kilka
            godzin ,potem co 15 min. co 10 a jak miałam co 5-4 mni.tp pojechałam do
            szpitala a była to 2 w nocy.Dziecko urodziło się ok.8 rano.)Przy drugim było
            inaczej powoli,miałam objawy mogłam się zorientować.Pozdrawiam i życzę
            szczęśliwego porodu i zdrowego dzidziusia.Pozdrawiam
    • ajap.1 Re: TYLKO Międzylesie! :-) 15.12.04, 17:59
      Cześć,gratulacje z pkazji narodzin CÓRECZKI!Potwierdzam dokładnie to co piszesz
      o tym szpitalu.Też tam rodziłam dwoje dzieci i byłam bardzo zadowolona.Miałam
      szczęście by przy porodzie była pani Celina Grygo-jest super,z prawdziwym
      zamiłowaniem tego co robi a przy tym sympatyczna potrafiąca pocieszyć.Panią
      Feder też miło wspominam choć jeszcze pamiętam inną wspanaiłą pediatrę(a Ty?)
      Życzę zzdrowego dzidziusia i wyspanych nocy...Pozdrawiam
    • opieniek1 Re: TYLKO Międzylesie! :-) 15.12.04, 18:27
      mam pytanie o podawane podczas porodu leki. czy oni ładując ci dolargan mówili-
      teraz podajemy pani to i to, czy pytali cię najpierw czy chcesz?
      i jak to jest z tym dokarmianiem dzieci? Kto o tym decyduje? Lekarz? Położna?
      czy ty?
      i napisz czy podczas parcia można wybrać pozycję czy narzucają leżenie?
      Dzięki
      • alcantra Re: Dolargan 17.12.04, 17:46
        Hej Opieniek smile

        Tak, powiedzieli mi, że dadzą mi Dolargan. O ile sobie przypominam, dała mi
        pani Celina - nie wiem, czy była to jej decyzja, czy lekarza. Dostałam bardzo
        małe dawki, pierwsza pomogła, następna już nie - bóle były zbyt silne. Zwijałam
        się tak, ze w zasadzie było mi już wszystko jedno, co mi dadzą, byle - choć na
        chwilę - przestało boleć. Mała nie wyglądała na oszołomioną, kiedy położyli mi
        ją na brzuchu, potem też normalnie ssała, jak byłam jeszcze na porodówce. Tak
        więc chyba dawka rzeczywiście nie była za duża (inaczej pewnie zadziałałaby
        także za drugim razem).

        Skurcze parte pojawiły się, kiedy siedziałam w kucki przed fotelem. Dziecko
        poczułam w kanale rodnym właśnie wtedy. Położna zadzwoniła po lekarza i
        poproszono mnie na łóżko. Parłam na leżąco, ale szczerze mówiąc było mi
        wszystko jedno, w jakiej pozycji będę, byle przestało boleć. Mała urodziła się
        w niespełna 15 min. Łóżko ma podnoszone oparcie, a w razie czego podkładają pod
        plecy worek sako.

        Co do dokarmiania. Małą dostalam rano po kąpieli. Była już nakarmiona i jest to
        jedyny moment - właśnie po kąpieli - kiedy może być dokarmianie. Ja 9 godzin po
        porodzie jeszcze nie miałam wystarczająco pokarmu, żeby się najadła. Potem już
        Małej nie dokarmiano - przynoszono mi "na jedzenie" bezposrednio po kąpieli i
        potem była cały czas ze mną. Dlatego w relacji napisałam, że dokarmianie raczej
        nie jest czymś, co szpital wymusza wbrew matce.

        Serdeczności
        Magda
    • blachara gratulacje!!!!!!!!!!! 15.12.04, 18:58
      gratulacje!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!



      więcej o Międzylesiu napiszę, kiedy będę miała więcej czasu smile
      pochwalić za zaangażowanie mogę p.Celinę Grygo
      i moją dr Inez Szweryn

      3.XII.2004 o godz. 15:35 urodziłam drogami natury Hanię - 3850g, 55 cm
      Hania lubi jak się nią zajmuję smile))))))))
      • ajap.1 Re: gratulacje!!!!!!!!!!! 15.12.04, 19:10
        Witaj Blachara nareszcie jesteś(martwiłam się).GRATULACJE DLA
        CIEBIE !!!!!!!!!!!!!!!!
      • ajap.1 Re: gratulacje!!!!!!!!!!! 15.12.04, 19:13
        Pozdrawiam Was ,cieszę się że miałaś przy porodzie p.Celinę Grygo.Masz dorodną
        córeczkę ,jak będziesz miała czas to napisz o szczegółach.Pisałam do Twojej
        skrzynki.
    • agak78 Re: TYLKO Międzylesie! :-) 16.12.04, 23:53
      Witam.
      Ja też miałam przyjemność tam rodzić, tak tak to była przyjemność. Na szczęście
      trwało to bardzo krótko, bo dz szpitala dojechaliśmy ok. 11 a o 14.20 Jaś był
      już na świecie.Było to już prawie rok temu, w Wigilię. Ale święta w żaden
      sposób nie wpłynęły na opiekę. Położna super (nie wiem jak się nazywała),
      lekarz też (dr Nowak) a i pediatra super. Wysłuchała u mojego dziecka szmer w
      sercu i przez to zostaliśmy w szpitalu przez 5 dób. Ale potem bardzo szybko
      załatwiła konsultację w Centrum Zdrowia Dziecka, bo czekaliśmy tylko 2 tyg.
      Gratuluję i pozdrawiam.
      • ankar_a Re: TYLKO Międzylesie! :-) 17.12.04, 10:07
        A ja mam pytania do Was:
        1) czy parcie w Międzylesiu można odbywać w kucki, czy karzą rodzić na łóżku
        porodowym, w pozycji na żuczka?
        2) czy po porodzie zaraz zabierają dziecko, żeby ważyć i mierzyć czy najpierw
        kładą je na brzuch?
        Pozdrawiam

        Anka
        • ajap.1 Re: TYLKO Międzylesie! :-) 17.12.04, 12:05
          Cześć,1.w czasie parcia musiałam leżeć na łóżku porodowym w pozycji na żuczka
          (niezbyt to wygodne ,trudniej jest przeć)
          2. po porodzie położyli mi dziecko na brzuchu na chwilę potem wzięli do
          badania,mierzenia ,ważenia i od razu po tych czynnościach (trwały one niedługo
          może 10 min.?)dali mi dziecko do karmienia-leżałam jeszcze na sali
          porodowej.Dopiero jak byłam zmęczona bardzo ,za moją zgodą wzięli mi dziecko i
          dali jak już byłam na sali na oddziale.Pozdrawiam a kiedy rodzisz?
        • agak78 Re: TYLKO Międzylesie! :-) 17.12.04, 22:04
          Wiatm.
          Jeśli chodzi o pierwsze pytanie to ja nie mam pojęcia. Bo jak ja miałam parte
          to już o żadnej innej pozycji nie mażyłam tylko na leżąco.
          A po porodzie kładą Ci maluszka na brzuszku i za chwilę zabierają, żeby zważyć
          i zbadać. Potem przynoszą na karmienie a potem zabierają żeby umyć i ubrać.
          Pozdrawiam
    • bkoniecz Dolargan????? 17.12.04, 15:51
      czy to nie jest tak, ze Dolargan jest bardzo szkodliwy dla dziecka i w zadnm
      odpowiedzialnym szpitalu juz go nie daja? Czy przynajmniej Twoje dziecko
      dostalo po porodzie jakies takie specjalne lekarstwo, ktore sie podaje
      noworodkom w przypadku podania matce Dolarganu???

      Sorry, ale moja ginekolog zawsze mi mowila, ze chetnie zastrzelilaby kazdego
      kto rodacej daje tak silne srodki narkotyczne.
      • alcantra Re: Dolargan????? 17.12.04, 17:55
        Wiem, że Dolargan jest pochodną morfiny i - po podaniu matce - dziecko może
        dochodzić do siebie przez trzy następne dni. Nic natomiast nie wiem na temat
        podawania jakiegokolwiek antidotum na Dolargan i nie wiem, czy Mała coś takiego
        dostała. W zasadzie wszystko na ten temat - co mnie dotyczyło - napisalam już w
        odpowiedzi do Opieniek. W każdym razie musieli mi podać naprawdę niewielką
        dawkę, bo czułam się dobrze, otępienie ustąpiło chyba po godzinie, a Mała
        zachowywała się normalnie i nie sprawiała wrażenia otumanionej.

        Niemniej jednak dzięki za poruszenie tego tematu - może to będzie wskazówka dla
        przyszłych mam, czego można się spodziewać dla złagodzenia bólu w przypadku
        przedłużającego się porodu i sytuacji, kiedy nie można podać zzo.
    • amra1 Re: TYLKO Międzylesie! :-) 20.12.04, 19:08
      Czy my na pewno rodziłyśmy w tym samym szputalu??? Tak jak pisałam w innym
      wątku, potwierdzam wszystkie pozytywne opinie na temat lekarzy (dr, Matuszewicz
      i Nowak) oraz połoznych (P. Grygo i Zielińska) oraz położnych i pielęgniarek na
      oddziale. Ale oddział noworodkowy??? Dr. Feder??? No cóż, może ja mam pecha
      albo za duże były moje wymagania, bo wydawało mi się, że skoro jest tam
      poradnia laktacyjna to można by mi poświęcić choć pół godziny czasu... A dr
      Feder powinna może udzielać konkretnych i rzetelnych informacji, a nie straszyć
      mnie odwodnieniem dziecka, tym że nie mam pokarmu i kazać pielęgniarkom
      dokarmiać moją córkę bez mojej zgody i bynajmniej nie tylko rano po kąpieli, bo
      zastałam taki obrazek również w ciągu dnia, gdy na chwilę zostawiłam tam córke
      idąc pod prysznic...
      A poza tym (może teraz oszkaluję ten szpital niezasłużenie, ale inne
      wytłumaczenie nie przychodzi mi do głowy...) właśnie wróciłam dziś z córką z
      kolejnego szpitala po kolejnym tygodniowym pobycie, ponieważ dwa dni po
      powrocie z Międzylesia okazało się, że została zarażona gronkowcem... Ciekawe
      gdzie i w jaki sposób? Efekt - ropień w pachwinie, tydzień na Niekłańskiej na
      oddziale chirurgii, zabieg w znieczuleniu ogólnym na dwutygodniowym dziecku,
      tydzień antybiotyku podawanego dożylnie (dwa wenflony w łapkach i jeden w
      nóżce) z problemami żołądkowymi i matka zestresowana i tracąca na 4 dni pokarm
      (dopiero teraz odbudowuję laktację), a więc dziecko na butelce, tym razem już
      ze względu na moją decyzję... Tak więc jakoś miłością do oddziału noworodkowego
      w Międzylesiu miłością nadal nie pałam i zachwytu on we mnie nie budzi...
      Co nie zmienia faktu, że jakbym miała teraz znów rodzić to chętnie z Jolą
      Zielińską i dr. Nowakiem...
      Pozdrawiam
      Asia
      • piku.1 Re: TYLKO Międzylesie! :-) 20.12.04, 21:48
        Cześć , to co napisałaś o tym gronkowcu to straszne!Biedne dziecko że musiało
        tyle się nacierpieć i Ty z tym co przeszłaś.Zyczę zdrowia!
    • amra1 Re: TYLKO Międzylesie! :-) 21.12.04, 20:36
      Chciałam jeszcze dodać tylko, że skądinąd wiem, iż nie tylko ja przez dr. Feder
      płakałam w szpitalu rzewnymi łzami. Było kilka innych jeszcze kobiet... Poza
      tym, mnie jakoś nikt nie proponował konsultacji w przypadku jakichkolwiek
      trudności po opuszczeniu szpitala. Dodatkowo, wiedząc, że mam problemy z
      karmieniem piersią, pies z kulawą nogą nie raczył mi pomóc, pomimo, że
      teoretycznie jest tam poradnia laktacyjna... Wręcz przeciwnie, usłyszałam od
      dr. Feder, że nie mam pokarmu i dziecko musi być dokarmiane, dzięki czemu
      odchorowałam dwa dni depresji poporodowej i pokarmu wtedy już rzeczywiście nie
      miałam (i nie chodzi mi o to, co zostało powiedziane, ale w jaki sposób -
      większość kobiet po porodzie czuje się jednak psychicznie rozbita, ja nie byłam
      wyjątkiem, odebrałam to jako zarzut, że nie potrafię zająć się własnym
      dzieckiem i go wykarmić, doprowadzam do odwodnienia i w ogóle głodzę...
      przepłakałam dwa dni...). I też nikt się wtedy mną za bardzo nie przejmował.
      Przystawiania małej do piersi nauczyłam się dopiero w domu, korzystając ze
      wskazówek znalezionych w Internecie i książkach. O wysyłaniu mnie do domu,
      podczas gdy małej rosła bilirubina wpominać nie będę, bo pisałam o tym w innym
      wątku.
      Oddając jednak sprawiedliwość, muszę przyznać, że była tam jedna jedyna miła i
      sympatyczna pielęgniarka noworodkowa, która cierpliwie odpowiadała na moje
      głupie pytania... Młoda, szczupła blondynka, niestety nie wiem jak się
      nazywała...
      • piku.1 Re: TYLKO Międzylesie! :-) 21.12.04, 22:29
        Cześć,to co piszesz jest bardzo smutne...Ja miałam problemy z karmieniem i w
        ogóle depresję,bałam się o dziecko ale spotkałam się z pocieszeniem i
        życzliwością jednej z pediatrów (nie była to dr Feder).A nie mogłaś poprocić o
        pomoc innego pediatry?Z innego wątku wiem że pracują tam jeszcze dwie inne
        pediatryczki.
        Z chyba tego samego wąku wiem że właśnie ta pielęgniarka noworodkowa (młoda
        szczupła blondynka)jest wspaniała.Ja też bardzo dobrze ją zapamiętałam,też mi
        bardzo pomagała.Trzymaj się i jak możesz to napisz.Piku.1
    • amra1 Re: TYLKO Międzylesie! :-) 21.12.04, 20:45
      Aaaaa... Ciągle zapominam o tym napisać, choć w obliczu dalszych moich
      problemów ten fakt już mnie tylko z perspektywy czasu śmieszy... Otóż po
      porodzie spędziłam na sali porodowej sześć godzin, ponieważ nie było dla mnie
      łóżka na oddziale. Oczywiście nie mogąc się ani umyć, ani przebrać z
      zakrwawionej koszulki, leżąc na łóżku na kórym rodziłam, na kawałku ligniny i
      przykryta prześcieradłem. Zeby było śmieszniej była całkowicie wolna sala,
      dwuosobowa, za 50 zł za dobę. Wiedziałam, że jest wolna i od razu wyraziłam nią
      swoje zainteresowanie, bo chciałam być sama lub tylko z jedną osobą w pokoju.
      Okazało się, że nie mogą mnie tam położyć, bo sala jest zarezerwowana przez
      samego ordynatora, dla kogo i na kiedy nie wiadomo... Po sześciu godzinach
      przestałam być radosna, a raczej bardziej wściekła i zmęczona, tym bardziej, że
      jak zabrali mi dziecko, tak nie chcieli mi z powrotem na salę porodową jej
      przynieść... Najpierw interweniowała położna, potem siostra oddziałowa, dr.
      Matuszewicz, a na koniec mój mąż, wkurzony już naprawdę powaznie. Ordynator się
      do mnie pofatygował o 10-tej rano z okazji obchodu (urodziłam o 4.25 rano),
      wcześniej mu się nie chciało... I w końcu dostałam tę dwuosobową salę i cały
      czas byłam w niej sama, a znajoma ordynatora jakoś nie dotarła...
      • piku.1 Re: TYLKO Międzylesie! :-) 22.12.04, 00:23
        Ja leżałam po porodzie 3 godz. a potem byłam w sali 2-osobowej na dodatek sama
        bo wtedy mało było rodzących więc mi się udało.Współczóję Ci tego co
        przeszłaś.Pozdrawiam
    • amra1 Re: TYLKO Międzylesie! :-) 22.12.04, 11:43
      Witam! Nie wiem, czy w Międzylesiu pracują jeszcze dwie, oprócz dr. Feder,
      pediatryczki. Ja tam widziałam jedną, chudą, z długimi włosami, wydrowatą,
      zawsze w krótkiej spódniczce. Nie miałam do niej szczęscia niestety, jak
      potrzebowałam pomocy, to zawsze plątała się dr. Feder dookoła mnie... A szkoda,
      może rzeczywiście kto inny bardziej by mi pomógł. Co było to było, trudno.
      Teraz mam inny problem, bo moja córa chyba polubiła za bardzo butelkę i nie za
      bardzo chce jej się ssać pierś... A ja tak bardzo chciałam karmić piersią crying((
      • piku.1 Re: TYLKO Międzylesie! :-) 22.12.04, 16:40
        Cześć, kojarzę ją (zawsze krótko ubrana)a mnie chodziło o jeszcze inną,ale
        skoro o niej nie piszesz to pewnie Ci się nie upamiętniała a może pamiętasz?
        Szkoda że dziecko przyzwyczaiło się do butelki ale próbój je odzwycziać-wiem że
        to trudne.Ja musiałam przerwać karmienie z powodu choroby a po tygodniu
        wróciłam do karmienia ,było ciężko ale jakoś się udało.Wiem że są zioła i
        hrbatki Hipp na laktację.Zeby pokarm lepiej ci leciał i dziecko csię nie
        zniechęciło to rozmasuj pierś przed karmieniem ,zrób jej ciepły okład wtedy
        mleko lepiej spłynie.Wiem to są rady a z wsztstkim musisz sama się uporać.Życzę
        Ci sukcesu ,zdrowia dla dzidzi i Ciebie i trzymaj się.Mam nadzieję że nie masz
        już depresji a jeśli tak to aby szybko Ci przeszła.Hej
        • ligia76 Re: TYLKO Międzylesie! :-) 22.12.04, 19:40
          Pewnie chodzi o dr Kamińską (krótkie spódniczki i dość mocny makijaż).

          Ligia
          • piku.1 Re: TYLKO Międzylesie! :-) 22.12.04, 21:17
            A rodziłaś niedawno? i masz podobne odczucia?
            • ligia76 Re: TYLKO Międzylesie! :-) 23.12.04, 11:21
              Rodziłam w 2002r.
              Moje przeżycia związane z tym miejscem nie są dobre.
              Może coś się zmieniło, ale ja wspominam pobyt tam jako koszmar.
              Przebywałam tam prawie miesiąc i był to prawdziwy "cyrk na kółkach".
              Mogę polecić tylko mojego lekarza p. Makowskiego, tylko dzięki jemu mój synek
              przyszedł na świat i jest zdrowy.
              Przy porodzie "faszerowano" mnie oksytocyną jak kaczkę.
              Pomimo braku rozwarcia i bóli partych nikogo nic nie interesowało, pewna Pani
              doktor przychodziła co jakiś czas i mówiła abym nie parła (co jest ciężkie, gdy
              się ma bóle parte), gdy tętno małego spadało twierdziła że ... pewnie śpi.
              Odeszły mi koszmarne, zielone wody płodowe i ... dalej nikt się niczym nie
              przejmował. Na szczęście była ze mną przyjaciółka (pielęgniarka, pracująca 10
              lat na Kasprzaka w Instytucie) znająca się dobrze z dr Makowskim. Zadzwoniła do
              niego, powiedziała co się dzieje. Przyjechał specjalnie z Łodzi (nie miał wtedy
              dyżuru - niestety), zbadał mnie i jednoznacznie stwierdził, że nie mam szans na
              poród naturalny (dziecko nie weszło w kanał rodny, tylko zaparło się o kość
              miednicy), zdenerwował się strasznie i na cito zarządził CC (później jedna
              życzliwa pielęgniarka powiedziała mi, że dzięki Bogu on przyjechał bo nie
              wiadomo jakby się to skończyło i że miałam pecha trafiając na tak
              koszmarny "zestaw" lekarzy (tych na dyżurze) i że oni praktycznie nie wykonują
              CC.
              Na tym sie nie skończyło, po 1 dobie okazało się że coś jest nie tak, zrobili
              Maćkowi badania i okazało się że ma jakąś bakterie.
              Logika wskazywała by na to żeby zrobić posiew, ale nie, przecież oszczędności
              (nawet nikt nic nie powiedział, bo przecież bym sama zapłaciła).
              Mieli na oddziale 3 "dyżurne" antybiotyki i "strzelali". Po pierwszym Maćkowi
              nie przeszło, po drugim też nie sad. I wreszcie po interwencji dr Makowskiego,
              ławskawie zrobiono posiew. Wyszedł gronkowiec złocisty (zgroza).
              Tego samego dnia przyszła "brygada" - komisja z bakteriologii na pobranie
              wymazów z różnych częsci ciała. Po kolejnych dniach okazało się że ...
              gronkowca niet.
              Pani doktor z oddziału noworodków cichutko stwierdziła, że .. widocznie
              wcześniejszy wymaz ktoś ... zapaprał (!).
              I co ... i nic. Pomimo to zaserwowano kolejny antybiotyk (taki silny, że
              później mój lekarz czytając opis ze szpitala powiedział "z taką bombą, na takie
              maleństwo ?".
              Po tym antybiotyku wreszcie wyniki CRP wyszły OK.
              I po miesiącu mojego koszmaru opuściłam ten szpital. Na pożegnanie pewna P.
              doktor stwierdziła, że tak własciwie to ona nie co Maćkowi było.
              Dużo by jeszcze pisać o innych sytuacjach, postawie personelu.

              Czytam teraźniejsze posty i widzę , że chyba wiele się tam zmieniło (mam taką
              nadzieję).

              Pozdrowienia
              Ligia
    • amra1 Do piku.1 - prośba gorąca!!! 23.12.04, 17:11
      Witaj! Mam prośbę, czy mogłabyś pokrótce opisać, jak wyglądało Twoje
      odstawianie butelki i powrót do karmienia piersią? Potrzebuję wszelkich
      wskazówek i rad, może Twoja historia mi pomoże? Jeśli wolisz napisz na pocztę.
      Pozdrawiam i z góry dziękuję.
      A.
      • ajap.1 Re: Do piku.1 - prośba gorąca!!! 23.12.04, 17:31
        Napiszę dziś ale ok.18.30 bo teraz muszę szybko wyjść.Wrócę po 18 i odrazu Ci
        napiszę.Hej
        • ajap.1 Re: Do piku.1 - prośba gorąca!!! 23.12.04, 17:37
          Aha ,ale ja miałam trochę inną sytuację od piku.1 bo ja odstawiłam dziecko od
          piersi na zawsze.Nie wiem czy to Cię interesuje?
        • ajap.1 Re: Do piku.1 - prośba gorąca!!! 23.12.04, 19:00
          Ja odstawiać musiałam na zawsze.Każdego dnia starałam się zastępować jedno
          karmienie piersią butelką aż doszłam do dnia że wyeliminowałam pierś.Było to
          łatwe bo dziecko miało ok.3 miesięcy a ja i tak miałam mało pokarmu i już jako
          2 tygodniowego noworodka musiałam czasem dokarmiać butelką,więc moje dziecko
          było troche do tego przyzwyczajone.Taką trudność sprawiało mi karmienie piersią
          że po przejściu na butelkę było mi łatwiej.Dziecko zawsze było nakarmione
          jedyny problem to kolki-myślę że po mleku (była to Humana1.)Trudniej jest
          odstawić dziecko i potem powrócić ,ja miałam prostszą sytuację.Życzę
          powodzenia.Hej
      • piku.1 Re: Do piku.1 - prośba gorąca!!! 23.12.04, 18:21
        Cześć,Odstawiałam stopniowo:1 dzień - na n.7 karmień na dobę jedna butelka
        (czyli 6 razy pierś 1 butelka )>utelkę dawałam w ciągu dnia bo to było najmniej
        przykre dla dziecka.
        2 dzień 5 razy pierś 2 razy butelka
        3 dzień tak jak drugi
        4 dzień 4 razy pierś 3 razy butelka
        5 dzień 3 razy pierś 4 razy butelka i tak aż do dnia gdzie była sama butelka.
        w porze karmienia gdy nie dawałam piersi tylko butelkę też ściągałam pokarm i
        go wylewałam.
        Oczywiście okres przechodzenia na butelkę zależy od dziecka czy bardzo się
        buntuje.Kupiłam butleki Aventy z anatomicznym smoczkiem,który przeciwdziałał
        kolkom i miał kształt podobny do piersi(w porównaniu np.do innych smoczków
        np.NUK).W tym całym czasie przechodzenia na butelkę ściągałam pokarm dość
        często by mi nie zanikł.W trakcie leczenia gdy już wogóle nie karmiłam piersią
        cały czas ściągałam pokarm by nie zniknął.Potem po koło tygodniu gdy mogłam już
        karmić zaczęłam przystawiać dziecko jaknajczęściej do piersi.Po masażu
        napoczątku karmienia gdy było więcej pokarmu córka jadła ale potem jak trudniej
        jej szło to nie chciała jeść.Wtedy wyciskałam ręką z piersi pokarm do jej buzi
        by ją zachęcić.To pomagało.Gdy widziałam że za mało się najadła to albo
        czekałam aż znów będzie głodna i dawalam pierś gdy bardzo się buntowała to
        dawałam butelkę ze swoim pokarmem(ściągniętym wcześniej)Starałam się zmuszać do
        piersi nie jest to łatwe ale warto.Gdy zabrakło mi pokarmu a ona była głodna to
        za zgodą lekarza dokarmiałam ją mlekiem NAN1 H.A -hypoalergicze ,powoduje mniej
        kłopotów trawiennych niż zwykłe NAN1.
        Aha przez cały ten czas bez piersi gdy karmiłam ją butelką po przytulalam do
        piersi podczas karmienia butelką żeby nie odzwyczaiła się ,nie miała takiego
        szoku.
        Dokarmianie mlekiem sztucznym jest ostatecznością im częściej będziesz tak
        robić tym gorzej dziecko będzie chciało pierś.Jak masz jakieś pytania to
        napisz.Zyczę powodzenia.A Ty chcesz przejść na butelkę czy po szitalu dziecko
        nie chce piersi?
      • piku.1 Re: Do piku.1 - prośba gorąca!!! 26.12.04, 11:58
        Hej ,jak tam karmienie?
      • piku.1 Re:do amra1 od piku.1 26.12.04, 12:00
        Hej,jak tam karmienie?
        • amra1 Re:do amra1 od piku.1 26.12.04, 18:03
          Witaj! Bardzo dziękuję za Twój opis. Ja na razie stosuję system mieszany, z
          przewagą butelki, niestety crying Choć z drugiej strony karmienie butelką ma też
          swoje plusy. Po naszych przejściach szpitalnych, moje dziecko się zbuntowało
          trochę i stwierdziło, że butelka jej bardziej odpowiada. Nie chce jej się ssać,
          gdy pierś nie jest tak twarda i pełna, że mleko samo leci... i nie trzeba się
          męczyć. Jak pierś jest miękka, to moja córa traktuje ją tylko jako smoczek i
          przytulankę. Tak więc karmię ją butelką pół na pół moim odciąganym mlekiem i
          Nan 1. A w nocy, gdy piersi są bardziej pełne, piersią. I na razie, wbrew
          obawom wszystkich dookoła, dziecko je z butelki, ssie smoczka, a piersi nie
          odstawiła, tylko to lenistwo... A ja, pomimo, że chciałam przynajmniej 6
          miesięcy karmić piersią, zaczynam doceniać zalety butelki (to chyba też
          lenistwo z mojej strony). Po pierwsze szybciej ją karmię, nie muszę wisieć z
          cycem połtorej godziny, nie jestem uwiązana, widzę ile zjada i widzę z dnia na
          dzień, że nabiera ciałka (a na samej piersi słabo przybierała na wadze, ale z
          drugiej strony mogła to też być wina gronkowca i choroby w ogóle). Dzięki czemu
          ja się mniej stresuję, nie jestem wiecznie zrozpaczona, że mała głodna, dziecko
          też mniej zestresowane, bo ode mnie nerwów nie czuje i ogólnie jest
          sympatycznie. Że nie wspomnę o tym,iż tata też ma dwie ręce i jak będę musiała
          gdzieś wyjść, to małą może nakarmić. Piersią by nie dał rady... smile))
          Pozdrawiam
          • piku.1 Re:do amra1 od piku.1 27.12.04, 21:18
            Cześć,rozumiem Cie dobrze.Jak już zupełnie musiałam przejść na butelkę to
            przynajmniej miałam stałe pory karmienia,dziecko zawsze najedzone(ja miałam za
            mało pokarmu)i nie byłm jak więzień -ktoś mógł mnie zastąpić i mogłam choć na
            chwilę wyjść z domu.Dlatego zawsze trzeba widzieć dobre strony i nie obwiniać
            się że nie wychodzi karmienie naturalne.Dziecku potrzebna jest matka
            spokojna ,nie zmęczona ,bez deprecji -wiem to po sobie.Trzymaj się!Pozdrawiam
            Was serdecznie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka