Dodaj do ulubionych

studenci na Starynkiewicza

03.02.05, 17:59
Proszę o informacje od dziewczyn, kótre tam rodziły na temat zachowania
intymności w tym szpitalu. Wiem, że to szpital kliniczny i studenci odbywają
tam zajęcia i interesuje mnie jak wygląda godzenie prawa do intymności
przebywających tam kobiet i kwestie kształcenia studentów. Chodzi o badania,
obchody (ile osób zagląda... między nogi), czy byłyście pytane o zgodę na
uczestnictwo studentów podczas zabiegów czy badań itp.itd. Bedę bardzo
wdzięczna za wszystkie informacje.
c.
Obserwuj wątek
    • betka77 Re: studenci na Starynkiewicza 03.02.05, 19:01
      Też się tego obawiałam ale jakoś po porodzie przestało mi to przeszkadzać..Na
      obchód przychodzi lekarz, położna i kilku studentów. No cóż, patrzą, czasem
      badają ale są bardzo taktowni. Nie wiem jak jest przy porodzie bo ja rodziłam w
      niedzielę i studentów nie było, ale możesz się na ich obecność nie zgodzić.
      Jeśli chodzi o obchód to nie spotkałam się z tym żeby ktokolwiek pytał o zgodę.
      Ale ogólnie jestem bardzo zadowolona. Studenci bywają też bardzo pomocni,
      zawsze służą radą itp. Bardzo mi się to podobało. Pozdrawiam
      • yoko2 Re: studenci na Starynkiewicza 03.02.05, 19:12
        Ja miałam przyjemność ze studentami na Izbie w tym szpitalu, zaszła konieczność
        zrobienia USG dopochwowego i w trakcie jego robienia uczestniczyli studenci...
        ale zapewniam cię jeżeli chodzi o dzidzie to studenci nie są ważni i wcale o
        nich nie myślisz i jest ci wszystko jedno byle z dzidzią wszystko było ok :]

        pozdrawiam :]
        • carduus Re: studenci na Starynkiewicza 03.02.05, 19:22
          Ty może i nie myslisz, ja myślę. To będzie mój drugi poród i zapewniam Cię, że
          podczas pierwszego to także się liczyło. Bardzo prawdopodobne, że mam obsesję na
          tle intymności, bo mnie przeszkadza nawet to, że nie mogę żądać, żeby wszystkie
          konieczne badania były wykonywane przez kobietę, a nie przez mężczyznę, ale nic
          na to nie poradzę: tak mam i już. Konieczność rozkładania nóg przed
          ginekologiem-połoznikiem (o ile jest nim mężczyzna)jest dla mnie dostatecznie
          upokarzająca, a fakt, że miałabym służyć jako model pokazowy do demonstracji
          jest już po prostu nie do zaakceptowania.
          I naprawdę fakt, że podczas pobytu w szpitalu po pierwszym porodzie na obchody
          przychodzili tylko mężczyżni i bez ceregieli zaglądali między nogi przeżyłam
          dośc mocno. Tego nie zmienię, wiem o tym i boleję, ale nie mam wyjścia o ile
          zależy mi na moim i dzicka zdrowiu. Na obecnośc studentów wolałabym się jednak
          nie narażać. To dodatkowy stres w tej wystarczająco dla mnie niekomfortowej,
          przykrej i upokarzającej sytuacji.
          c.
          • lolalilu Re: studenci na Starynkiewicza 03.02.05, 19:27
            ale gdzies studenci muszą się uczyć...
            • carduus Re: studenci na Starynkiewicza 03.02.05, 19:28
              Oczywiście. Na szczęście nie wszystkie kobiety są tak nienormalne jak ja.
              c.
              • lolalilu Re: studenci na Starynkiewicza 03.02.05, 19:38
                smile Ale w zamian za tych studentów szpital sporo oferuje...
              • dentystka2 Re: studenci na Starynkiewicza 03.02.05, 19:52
                Ale na obecnosc studentow nie musisz sie zgodzic. Mozesz w zamian uslyszec
                rozne komentarze,ale nie maja prawa zmusic Ciebie do poddawania sie zabiegom i
                badaniom w obecnosci studentow. Niestety, duzo zalezy od Twojej sily przebicia,
                czy bedziesz dosc odporna fizycznie i psychicznie, zeby potrafic powiedziec, ze
                prosisz, aby np. podczas badania byl obecny jedynie lekarz przeprowadzajacy
                badanie. W czasie porodu jeszcze trudniej walczyc o swoje, wiec jesli masz
                zamiar rodzic z partnerem, omow te kwestie z nim, zeby to on w Twoim imieniu
                przepedzal "gapiow", gdy Ty nie bedziesz miala do tego sily. W kazdym razie
                masz prawo nie zgodzic sie na obecnosc studentow, a fakt, ze lezysz na oddziale
                klinicznym nie ma nic do rzeczy.
                • carduus Re: studenci na Starynkiewicza 03.02.05, 22:04
                  Tak, wiem o tym, że moge się nie zgodzić, ale ciekawi mnie właśnie to jak tam na
                  to patrzą. Rozumiem, że nie są z tego powodu szczęsliwi, ale czy bardzo kręcą
                  nosem, czy wprost przeciwnie - rozumieją i nie robią wiekszych problemów.
                  Będę rodzić z mężem, ale tak się niefortunnie składa, że z nas dwojga to raczej
                  ja jestem bardziej pyskata, on zawsze wolałby grzecznie i uprzejmie... Ale mam
                  nadzieję, że w tym wypadku będzie raczej mnie słuchałsmile Zresztą... może całkiem
                  gdzie indziej skończę moją stanowczo zbyt długą ciążę. Tak czy inaczej - bardzo
                  dziękuję za wszystkie opinie smile
                  c.
                  • mala.007 Re: studenci na Starynkiewicza 03.02.05, 23:12
                    Witajcie! na jesieni urodziłam w szpitalu na starynkiewicza i mnie jak Tobie
                    strasznie przeszkadzał fakt przebywania studentów podczas badania. pierwszego
                    dnia jak tam trafiłm na patologię ciąży podczas badania było obecnych 4
                    lekarzy i 5 studentów(całe szczeście że badała mnie tylko jedna osoba), ale
                    czułam sie jak telewizja kablowa i nikt mnie nie pytał o zdanie czy podczas
                    badania mogą uczestniczyć studenci.Na moje pytanie czy nie można by zmniejszyć
                    liczby osób odpowiedziabno mi że jest to szpital kliniczny i takie tam są
                    zasady, pewnie bym sie postawiła , albo zabrała swoje rzeczy gdyby nie fakt że
                    tylko tam najlepiej mogli zaopiekować się moim dzieckiem po porodzie
                    (spcjalizują się własnie w takich przypadkach), strasznie bałam sie jak to
                    będzie wygladać podczas porodu, ale całe szczęscie urodziłam w niedzielę i
                    żadnego studenta wtedy nie było.
                    Niedawno rozmawiałam z jedną ze studentek AM i powiedziała mi że zależy na
                    jakiego lekarza się trafi,ja ponoc trafiłam na takiego który uważa że studenci
                    muszą się uczyć, a pacjetki nie mają nic w tej kwesti do powiedzenia(mam
                    takiego pecha), ale mozna oczywiście się nie zgodzić. Mam nadzieję że będziesz
                    miała więcej szczęścia ode mnie.
                    • dentystka2 Re: studenci na Starynkiewicza 04.02.05, 14:02
                      To bezprawie, jesli zmusza sie pacjentke do poddawania badaniu w obecnosci
                      studentow. Jesli lekarz mowi, ze MUSISZ sie zgodzic, nie ma racji. W kazdym
                      szpitalu musza byc wywieszone (takie przepisy) prawa pacjenta, gdzie pisze to
                      bardzo wyraznie. Ty mozesz postawic sprawe rownie radykalnie (nie wejde na
                      fotel, dopoki wszystkie osoby "postronne" nie opuszcza gabinetu).I musza to
                      respektowac, bez wzgledu na komentarze. Oczywiscie moze to wywolac nieprzyjemna
                      atmosfere i niepotrzebne komentarze,wiec czesto jest to sytuacja dla pacjentek
                      o silnych nerwach, a kto ma silne nerwy w trakcie porodu? Nie nawoluje do
                      buntu, ale to egzekwowania wlasnego prawa do poszanowania intymnosci. Bylam w
                      podobnej sytuacji i nie wyobrazam sobie, zeby koledzy z roku zagladali mi
                      miedzy nogi, wiec zaznaczylam brak zgody na obecnosc studentow juz w trakcie
                      przyjecia do szpitala (mozna sie wyklocic i wymusic np. komentarz napisany
                      odrecznie na historii choroby przez pacjentke, ze NIE WYRAZA zgody na obecnosc
                      studentow). A gdy przyszlo do badania przez profesora, a w gabinecie bylo bez
                      mala 20 osob (nie studentow, ale lekarze z calego szpitala) oswiadczylam, ze w
                      takim tlumie nie ma mowy o badaniu i profesor wyprosil absolutnie wszystkich z
                      gabinetu, zostalismy sami.. jak sie chce, to sie da. Jesli natomiast uslyszysz
                      tekst o tym, ze to klinika i musisz sie zgodzic, zazadaj dolaczenia do
                      dokumentacji kopii praw pacjenta z zaznaczonym odpowiednim akapitem. Zycze
                      wytrwalosci w walce!
                      • betka77 Re: studenci na Starynkiewicza 04.02.05, 15:32
                        Zgadzam się z przedmówczynią w 100 % ! Mi osobiście na obchodzie studenci nie
                        przeszkadzali, po porodzie mi to jakby zobojętniało, chcą niech się patrzą ale
                        podczas porodu wyprosiłam z sali wszystkich. Było 2 lekarzy, mąż, położna i
                        salowa - została tylko położna. Nie chciałam żeby ktokolwiek na mnie patrzył.
                        Nie było problemu - zrozumieli, wyszli.
                        • cordata1 Re: studenci na Starynkiewicza 05.02.05, 13:34
                          mowienie ze studenci musza sie uczyc jest bzdura, oni musza odsiedziec swoje
                          zajecia pewnie z 3 lub 4 roku, wtedy nie wiedza co dalej beda robic. swoja
                          droga nie jestem po medycynie ale tez mielismy zajeca w szpitalu i nawet jesli
                          wiekszosc byla mila w czasie badania ( nie ginekologicznego, ogladalismy
                          punkcje watroby i OIOM) to pozniej komentarze byly niewybredne. wiec ja sobie
                          nie wyobrazam sobie studentow, chyba ze panie ze szkoly poloznych. A gdzies
                          czytalam ze pacjentki ida na "ugode" i zgadzaja sie na obecnosc np 2 studentow.
                          przynajmniej nie moga sie za bardzo smiac i gadac miedzy soba.. moze to jest
                          wyjscie.. pozdrawiamsmile
                          • jjulita Re: studenci na Starynkiewicza 05.02.05, 22:07
                            Jestem studentką 6-go roku Akademii Medycznej w Warszawie i miałam w tym roku zajęcia na Starynkiewicza właśnie.
                            Chciałam powiedzieć, że z drugiej strony jest to równie stresujące... My dostajemy karty, w które mamy wbijane stempelki lekarzy za badanie wewnętrzne, bad. per rectum, odebranie porodu, szycie krocza, badanie zestawione, asystę do cięcia cesarskiego, asystę do operacji- są to karty, które sa oglądane przez docenta/profesora podczas egzaminu...Osobiście uważam, że jest to trochę bez sensu. U nas lekarz rodzinny nie prowadzi ciąży fizjologicznej ani nie pobiera cytologii tak, jak to się odbywa np. w Holandii, więc generalnie uczenie tych czynności wszystkich na studiach mija sie z celem. Sztuka dla sztuki.
                            W mojej grupie nikt się nie rwał do badania, ale nacisk ze strony lekarzy jest ogromny. Jako kobieta, która już rodziła przeżywałam to wszystko jeszcze bardziej. Bo z jednej strony lekarz, który mówi "jeden student do badania", z drugiej strony pacjentka, która nic nie mówi i nie wiadomo jak czyłaby się gdyby student powiedział "nie dziękuję". Lekarz napewno ostro potraktował by takie nasze zachowanie...
                            W każdym razie, gdyby któraś pacjentek zwróciła się bezpośrednio do mnie i powiedziała do mnie, że to jest bardzo krępujące, że nie chce itd. itp. to napewno ja bym jej nie zbadała. Problem w tym, że zazwyczaj pacjentki wtedy zwracają się do lekarza, lekarz mówi, że trzeba- i zarówno student jak i pacjentka są w niezręcznej sytuacji...
                            Też uważam, że poród jest intymna sprawą, ale jesteśmy niejako zmuszeni(przez lekarzy) do uczestniczenia w nim. Nie wiem czy to będzie w jakikolwiek sposób pocieszające, ale przeżywamy i cieszymy się jak wszystko jest w porządku, jak coś jest nie tak to się stresujemy i smucimy, często ogromnie współczujemy(poronienia, ciążę ektopowe) i wynosimy to współczucie ze sobą do domu. Generalnie mamy po 25 lat i więcej, pewno z połowa z nas ma już swoje rodziny i ja się nie spotkałam z jakimś głupawym zachowaniem, czy żartami na ginekologii.
                            Zdarzyło się, że czułam ogromną niechęć pacjentki rodzącej do siebie i wyszłam. Wyszłabym prędzej, gdyby mnie o to poprosiła a tak musiałam pomiędzy zbieraniem wywiadu, opisywaniem pacjentki w karcie szpitalnej( my to zazwyczaj robimy) przeglądaniem karty ciążowej i obserwacją ktg skojarzyć, że pacjentce nie podoba się nasza obecność. Na szczęśćie na dyżurze była młoda lekarka, której było wszystko jedno.
                            Pozdrawiam i życzę, żeby wszystko poszło po pani myśli.

                            p.s. sprawdziłam plan od 14.02 do 11.03 jakaś grupa ma zajęcia potem od 4.04 do 29.04 znów jakaś grupa ma zajęcia na Starynkiewicza i to koniec.
                            • aska34 Re: studenci na Starynkiewicza 05.02.05, 22:33
                              Rodzilam na starynkiewicza w listopadzie i przy moim porodzie (glownie przy
                              szyciu krocza) byly 2 studentki stomatologii w roli obserwatorek. Nie
                              przeszkadzalo mi to zupelnie, myslalam tylko o tym...uff mam to juz za soba, i
                              znioslabym wtedy nawet udzial 10 studentow. Byly to mile dziewczyny, i fajnie
                              sobie gawedzilysmy razem z panią doktor (super babeczka). Potem natknelam sie
                              na studentow podczas kazdego obchodu, a ze lezalam tam tydzien troche ich bylo.
                              Na sali nas studenci nie badali tylko oglądali krocze, i raz mi jeden student
                              sprawdzal laktacje (czulam jak mu rece drżą, bo biedak nie wiedzial jak to
                              zrobic, a lekarz prowdzący go bardzo za nieumiejetnosc objechal). Do
                              dzieciaczkow tez przychodzily studentki ktore zaliczalu chyba pediatrię, fajne
                              dziewczyny z ktorymi mozna bylo pogadac, i byly dosc pomocne, czego o poloznych
                              noworodkowych powiedziec nie mozna. Generalnie obecnosc studentow na
                              staryniewicza jest na poządku dziennym i jesli sobie ktos ceni intymnosc niech
                              sie tam nie wybiera. Mnie oni nie przeszkadzali wrecz przeciwnie
                              Pozdrawiam
                              Joanna




                            • anna71 Re: do jjulita- studenci na Starynkiewicza 06.02.05, 09:58
                              "Osobiście uważam, że jest to trochę bez sensu. U nas lekarz rodzinny nie
                              prowadzi ciąży fizjologicznej ani nie pobiera cytologii tak, jak to się odbywa
                              np. w Holandii, więc generalnie uczenie tych czynności wszystkich na studiach
                              mija sie z celem. Sztuka dla sztuki."
                              Oczy przecieram ze zdumienia. Medyczka, która za 1/2 roku będzie lekarzem,
                              snuje tego typu rozważania.Każdy lekarz z dyplomem musi umieć odebrać poród,
                              zszyć krocze, pobrać cytologię, odśluzować dziecko, i tp.Dyplom lekarza
                              zobowiązuje i wręcz nakazuje udzielenie pomocy w kazdej sytuacji, gdy zajdzie
                              taka potrzeba. Nigdy nikt z nas nie wiedział koncząc studia, co go w życiu
                              spotka. Lekarz rodzinny też nie wykonuje konikoromii ale jeśli zajdzie taka
                              potrzeba i czlowiek sie dusi a z braku umiejętnosci i wiedzy lekarza ten że
                              nieszczęśnik umrze umrze to co będzie? Taką sytucję mialam bezpośrednio po
                              studiach - pojechałam do obrzęku krtani w przebiegu ostrej alergii po
                              ukońszeniu pszczoły.Wtedy od nas nie egzekwowano umiejetności technik
                              udrażniania dróg oddechowych - ale musiałam coś zrobić - na szczęście miałam
                              skalpel - i zrobilam dziurę w tchawicy.Potem dojechał chirurg i anestezjolog.No
                              i udało mi się uratować człowieka.Minęło sporo lat a pamietam to jak dziś.Ten
                              przypadek zmusił mnie z do zweryfikowania swojej wiedzy i umiejetności nabytych
                              lub nie nabytych ( z wlasnej winy - bo to była sztuka dla sztuki!)w czasie
                              studiów.Mnie się udało - nikt z mojej winy nie trafil na cmentarz ale obawiam
                              się,że z takim podejściem do studiów, Pani może sie to przydarzyć. A poza tym
                              obowiązwać będą u nas za chwilę standardy Unii Europejskiej i każdy lekarz
                              będzie musiał umieć to co Pani w tej chwili kwestionuje. Pani też będzie
                              musiała to wszystko wykonać, gdy zajdzie taka potrzeba.
    • jjulita do anna 06.02.05, 12:58
      Nie wiem, czy przy 5 studentach na 1 pacjenta można się rzeczywiście tego nauczyć...Chyba, że udaje się, żę nie widzi sie tych innych osób w grupie.
      Gdybym faktycznie się nauczyła dobrze badać, przyjmować poród, pobierać cytologię nie odezwałabym się tu ani słowem.
      Tak się składa, że akurat należę do osób, które bardzo poważnie traktują te studia. Poza tym moja opinia na ten temat nie jest odosobniona. Moja grupa jest jedną z najlepszych na studiach a jakoś nie słyszałam, żeby ktoś uważał, że faktycznie nabył te umiejętnośći podczas zajęć z ginekologii.
      Życie ma to do siebie, że potrafi nas mocno zaskoczyć, bo może właśnie ja będę pracować w Holandii... Pozdrawiam i gratuluję wiary w naszą uczelnię i asystentów. Ja podczas całych studiów miałam dwóch asystentów, który faktycznie odpowiedzialnie traktowali swoją pracę(nauczania nas) i było to na internie oraz na laryngologii.
      • anna71 Re: do jjulita 06.02.05, 17:07
        Nigdy się nie zdarzyło, aby asystenci, chcących się nauczyć studentów,
        odganiali.AM nie jest szkółką, a studenci nie są uczniakami, których się
        pilnuje.Jeśli student nie wykazuje zainteresowania i wiekszość dyżuru spędza na
        korytarzu albo na stołku przy konsoli, plotkując, to Pani wybaczy, ale nikt nie
        będzie nagabywał, aby sie Pani czegokolwiek nauczyła.Jest Pani osobą dorosłą i
        Pani dokonuje wyborów. Życie jest okrutne i bardzo szybko sprowadzi Panią na
        ziemię i zweryfikuje Pani wybory ale oby nie za późno. Nie uwazam, ze na AM są
        sami wybitnie dydaktycy, ale zainteresowanie powinni wykazać również studenci -
        bo to oni wybrali ten a nie inny kierunek studiów.I to oni w przyszlości będą
        odpowiedzialni za leczenie pacjentów.To nie sa studia na UW, gdzie jak się
        czegoś nie nauczy to nie ma tragedii.Lekarz,jesli czegoś nie bedzie wiedział
        jak zrobić czy co zrobić może być odpowiedzialny za co najmniej zdrowie
        pacjenta - a dalej idąc i za jego życie.
        • cordata1 Re: do jjulita 06.02.05, 18:32
          wogole sie z pania nie zgadzam. niedawno skonczylam AM ale "gorszy" kierunek bo
          farmacje. mielismy zajecia w szpitalu na OIOMie dodatkowo ogladalismy punkcje
          watroby. Moze komus kiedys wapdnie do glowy zabrac farmaceutow na porodowke,
          skora trafiaja tam przyszli stomatolodzy. My nie mamy przygotowania do pracy w
          szpitalu i doslownie zrobiono nam wycieczke, owszem mielismy byc przygotopwani
          ale bylismy tam w roli obserwtorow. nie wiem jaki cel mialy te zajecia do tej
          pory, ogladalismy pacjentow w stanie agonii, czesto przytomnych, po co? i po co
          ta punkcja watroby?? pacjnetka lezy a my w 15 osob stoimy na okolo i sie
          gapimy, sluchamy i nic nie wiemy z tego. czy przyszla dentyska ma stac nade mna
          kiedy bede rodzic albo po co ma mnie badac??? Studenci maja posluzyc sie wiedza
          ogolna, udzielic niebedenej pomocy. Na wyzej wymienionych zajeciach w zaden
          sposob nie pglebialismy wiedzy.
          dodatkowo dla czesci studentow zajecia te mimio ze obowiazkowe stanowia
          wysmienita zabawe, ja nie zamierzam byc tematem tych dyskusji.
          • anna71 Re: do jjulita i cordata1 06.02.05, 20:42
            Dyskusja dotyczy lekarzy medycyny a nie farmaceutów, aczkolwiek farmaceuta też
            powinien umieć udzielić pierwszej pomocy.
            A do jjulity- tak się składa ze umiem zrobić i konikotomię i trachestomię i
            nauczyli mnie, o dziwo, laryngolodzy.Nawet jesli ktoś nigdy nie robił czegoś,
            to powinien wiedzieć jak to się robi. Na studiach nigdy nie szyłam krocza ale
            się przygladałam i zdarzyło mi sie,ze musiałam to zrobić.Nie moglam w tamtej
            sytuacji powiedzieć,ze ktoś mnie nie nauczył tak jak i Pani nie bedzie mogła
            tak powiedzić i nigdy nikogo takie stwierdzenie nie obroni.O dziwo, krocze
            zszyte przeze mnie zagoilo się per primam, bez powikłań.My mamy dyplom lekarza
            a przy okazji jesteśmy specjalistami w jakiejś dziedzinie ale przede wszystkim
            lekarzami.I o tym nalezy pamiętać.
            • guciom Re: do anna 71 25.02.05, 22:58
              a ja wychodze z zalozenia ze jak ktos wszystko umie nawet spoza swojej
              specjalizacji to moze tak naprawde nie wiele umie i powinien sie trzymac swojej
              dziedziny a nie chwalic sie w caly swiat
              pozdrawiam
        • jjulita Re: do jjulita 06.02.05, 19:42
          Myślę, że osoba, którą tak mocno doświadczyło już życie powinna czuć odpowiedzialność swojej roli, jako asystenta. Pośrednio w ten sposób ratuje, bądź zabija pacjentów. Tak prawdę mówiąc na większości dyżurów na ginekologii czułam się jak intruz.
          Konikotomii podejrzewam nauczyła się pani z książki (laryngolodzy z Bancha, którzy pracują na Izbie robili to po dwa- trzy razy w życiu), tak jak wszyscy...
          Nie będę dyskutowała na temat chęci nauczenia się studentów- bywają rożni...
          Moja grupa akurat uczy się bardzo dużo i poważnie traktuje te studia. Tak czy inaczej- ile razy trzeba zbadać pacjentkę rodzącą, żeby potrafić ocenić faktyczny stan? Mamy 5 dni na położnictwie. 5 osób w grupie. Zakładając sytuację idealną 3 rodzące na każdych zajęciach i jeden student zbada jedną pacjentkę dwa razy. Czyli 30 szans na badanie na 5 osób to wychodzi 6 badań na studenta. Powiedzmy, że 6 badań wystarczy, żeby się tego mniej więcej nauczyć. Tylko, że stanu idealnego nigdy nie ma... A ja mimo dobrych chęci asystenta i moich własnych (początkowo) badałam 2 razy... Czy coś z tego dla mnie wynika? Raczej niewiele.
          Dalej więc będę uważać, że w takiej postaci w jakiej to się odobywa jest to bez sensu.
          Mam nadzieję, że stażu nie będę odbywać w Klinice, bo to znów by była strata czasu. No tak zapomniałam jeszcze dodać, że oprócz 5 studentów jest jeszcze 2 stażystów...
          • lolalilu Re: do jjulita 06.02.05, 20:05
            przepraszam, że wejdę w Waszą dyskusję, ale chciałabym się podzilić pewnym
            doświadczeniem sprzed roku. Moja przyjaciółka ma epilepsję. W ciagu dnia
            potrącił ja lekko samochód - ucierpiała psychicznie niż fizycznie. Bolało ją
            tylko biodro i głowa (nie uderzyła w nic głową) Wieczorem bardzo źle się czuła,
            więc pojechałysmy do szpitala miejskiego na Solcu do ortopedy. Na Izbie przyjęć
            zrobili z nia wywiad, wyprosili na korytarz. Oczywiście wiedzieli, że ma
            epilepsję. Na korytarzu były tylko krzesła. Dziewczyna po krótkiej chwili
            zaczeła tracić swiadomość - zawołałam lekarzy, że zaczyna jej się atak.
            Położyli ją na łóżku zbiegło się kilak osób i NIKT nie wiedział coi robić...
            Chcieli jej zakładać w trakcie ataku wenflon i podawać leki. Zdenerwowałam sie
            przegoniłam towarzystwo - a zwłaszcza pielęgniarke z igłami. Okazało się, że Ci
            wszyscy ludzie nigdy nie byli przy ataku padaczki. Ja miałam okazję
            wielokrotnie się z tym spotkać. Musiałam sama sie nią zając. Lekarz dyżurny -
            po 40-ce powiedział mi, że on juz ze studiów nawet nie pamieta co robić z
            epileptykiem podczas ataku.
            • rchadzyn Re: do anna71 06.02.05, 21:17
              Oj Pani Doktor. Ubawiła mnie ta "szkółka"!!! Uczniaki?? Nie pilnuje się??? A
              kto przybiega, na każdym seminarium żeby sprawdzić listę jak w podstawówce? A
              kto dyskretnie wysyła studentów żeby poszli na USG z pacjentką i każe czekać 1h
              razem z nią w kolejce. A kto każe zostać na dyżurze mimo że są wstrzymane
              przyjęcia - musimy spać w śmierdzących pokojach, od których robi się niedobrze?
              Kochani, a kto pyta o wiedzę na poziomie specjalizacyjnym na kolokwium, kiedy
              student powinien umieć solidne podstawy? O seminariach nie wspomnę w ogóle.
              Myślę, że za wcześnie na obronę podstaw dobrej dydaktyki na Starynkiewicza! Z
              całym szacunkiem dla pracujących asystenów, spotkałem tam niezwykle życzyliwych
              studentom lekarzy, ale jeśli mówi Pani rzeczy, które są tak ewidentnie
              niezgodne z prawdą, nie mogę przejść wobec tego wątku obojętnie.
              • anna71 Re: do anna71 06.02.05, 22:29
                Tak - szkółaka i uczniaki, bo tak wiekszość studentów podchodzi do zajęć.Nawet
                mówicie - idę do szkoły. Nie bronię asystentow na Starynkiewicza - sama nie
                jestem położnikiem. A co kiepskich pokoi - to niestety zawsze tak było a nawet
                gorzej- bo ja jeszcze się " zalapałam" na system internatowy- od poniedziałku
                do poniedziałku. I niech mi Pani wierzy mimo wszystkich niedogodności,
                wspominam ten okres dobrze, powiedziałabym nawet z nostalgią.Ale my mowiliśmy
                na AM uczelnia i wiedzieliśmy,że jeśli mamy kiepskich asystentów to od nas
                zależy czego się nauczymy.Gorzej myśmy nie mieli nawet porządnych podręczników
                ale nikogo to z profesorów na egzaminach nie wzruszało. I od nas samych
                zależało - czy zostaniemy dobrymi lekarzami czy konowałami ,o jak wspominają na
                tym forum i nie tylko pacjenci.I nie przeczę,że część moich kolegów jest,
                przykro mi konowałami,1 osoba z mojej grupy straciła prawo wykonywania
                zawodu.A warunki mielismy takie same.
                • rchadzyn Re: do anna71 06.02.05, 23:21
                  Widzę, że niewiele się zmieniło przez 10 lat. A szkoda. Okres dobrze się
                  wspomina dzięki dobrym znajomym. Pozdrawiam serdecznie i życzę jak najlepszych
                  wyników. Co do utraty prawa wykonywania zawodu, nie jest to kwestia tych samych
                  warunków - proszę mi nie mówić, że Pani na pewno nie popełni kardynalnego
                  błędu - jest Pani tylko człowiekiem. Nie wiem, czy Pani uczy studentów, czy
                  tylko wyraża swoje opinie, tym trudniej zobiektywizować ten wątek. Myślę, że w
                  tym miejscu wypada skończyć dyskusję. Decyzję, czy jesteśmy konowałami, czy
                  dobrymi lekarzami zostawmy jednak pacjenotm. Jeszcze raz życzę powodzenia!
                • a76 Re: do anna71 08.02.05, 18:48
                  Pani dr anna71, szkoda nerwów na taką dyskusję. W 100% się z Panią zgadzam Mam
                  nadzieję, ze zycie szybko zweryfikuje poglady osob, ktore sa na studiach lub
                  zaraz po nich (moj kolega, lekarz zaraz po stazu pracujac w pogotowiu musial w
                  lesie odebrac porod).
                  pzdr tez mloda lekarka
    • agusia_o Re: studenci na Starynkiewicza 28.02.05, 12:12
      co do intymności to i tak masz ją bardziej zapewniona ni zkilka lat temu lub w
      innych szpitalach sala porodowa podzielona na 3 pokoje ładnie wyremontowana i
      dobrze zaopatrzona, natomiast decydując sie na klinike zgadzamy sie poniekkśd
      na asystencję praktyknatów i to naormalne że muszą nam za przeproszeniem
      zajrzeć w pupę i uczyć sie na przyszłość. Wiadomo że jest to stresujące tak dla
      rodzącej jak i dla studenta, ale powiem jedno: mi na prawde było obojętne kto
      koło mnie stoi i kto zagląda mi do tyłka, przy bólach porodowych nie myśli sie
      logicznie i nie wygląda pięknie, najważniejsze w tym momencie jest dziecko, a
      po drugie to studenci świetnie zaszyli mi krocze - KSIĄŻKOWO !!! Nic mnie nie
      bolała, nie ciągnęło i nie było to zrobione na okrętke, jak to robią stare
      wygi, których nic juz nie obchodzi i podchodzą do kobiety jak do starego mebla,
      ja bym bardzo chciała, by następnym razem byli ze mną studenci, to oni przez
      zały czas stali przy mnie, trzymali za rękę, biegi po lekarza jak coś sie
      działo, rozmawiali ze mną i z moim mężem, to pozwalało nam wszystkim rozluźnić
      sie i nabrać do niektórych spraw dystansu.
    • agusia_o Re: studenci na Starynkiewicza 28.02.05, 12:13
      aha i studentów było chyba w grupie 4 lub 5 osób, nie więćej (nie zmieściliby
      sie)
    • mam6lat Re: studenci na Starynkiewicza 28.02.05, 17:47
      chodzę tam do ginekologa, prowadziłam tam 2 ciąże i rodziłam (sierpień 2002 i
      luty 2004) i prosze mi uwierzyć - studenta nie widziałam - tzn. przy moich
      badaniach i porodach ich nie było..........

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka