Dodaj do ulubionych

Jak jest na Starynkiewicza ? Prosze o szczerość.

27.02.05, 23:58
Witajcie!
Mam termin na 8 marca i planuje rodzić na Starynkiewicza, lecz słyszałam dużo
negatywnych opinii- były też i pozytywne. Sama nie wiem co o tym myslec gubie
sie w tym wszystkim. Bardzo przosze o informacje dotyczace tego szpitala, a
może ktoś poleci mi inny szpital w Warzsawie...? Z góry bardzo dziekuje.
Obserwuj wątek
    • dorota29 Re: Jak jest na Starynkiewicza ? Prosze o szczero 28.02.05, 11:20
      Moja droga! - powiem Ci tak - w piątek poszłam na wizytę do doc Wielgosia ze
      Szpitala na Starynkiewicza (szukałam szpitala - bo Bielański w którym miałam
      rodzić się nie otworzy) powiedziałam mu że naczytałam się wiele dobrego, ale i
      wiele złego o szpitalu - na to docent bardzo mądrze powiedział - że zawsze
      były, są i będą te dobre, ale i te złe doświadczenia - takie jest życie - tylko
      prędzej na forum napisze ten co miał złe doświadczenia (poprostu bardziej to w
      nim tkwi) niż ten co był zadowolony - ot taka już natura człowieka - stąd też
      wiele krzywdzących opinii - napewno obecnie jest bardzo duże przepełnienie w
      szpitalu - ale jeżeli masz lekarza prowadzącego ze starynkiewicza - to tym
      samym masz pewność że nie zostaniesz odesłana do innego szpitala - życzę
      łatwego i spokojnego porodu i zdrowego Maleństwa - pozdrawiam Dorota
      • agusia_o Re: Jak jest na Starynkiewicza ? Prosze o szczero 28.02.05, 12:00
        cześć ja rodziłam tam w 2003 roku w październiku. I nie jest to prawdą, że
        jeśli masz lekarza prowadzącego to cie przyjmą na pewno!!! Jak nie ma łóżek to
        nie przyjmą i koniec, a jeśli sie uprzesz, to rodzić możesz nawet w zabiegówce
        a leżeć z dzieckiem na korytarzu, gdzie ani nie jest przytulnie ani ciepło
        (przeciągi). Natomoiast sporo o Starynkiewicza napisane jest w poprzednich
        postach i tak jak napisała koleżanka poprzednio jeden napisze dużo drugi nic,
        a ja mam dowiadczenie takie: poród extra bez opłat, świetna opieka podczas
        porodu, natomiast opieka poporodowa - dziecko jako tako a o matkę wogóle nic
        sie nie martwią.... Trzeba sporo sie nawalczyć, aby coś wyskurać!!!! Ja leżałam
        tam 4 doby i powiem szczerze byłam strasznie zmęczona odwiedzinami rodzin
        leżących obok mnie koleżanek oraz przeraźliwą duchotą w pokojach, a okna przy
        malutkim dziecku nie otworzysz.... (temp. ok. 25 st) lało sie ze mnie i z
        dziecka... toalety koszmar - natomiast poniekąd wina leżała też w osobistej
        higienie dziewczyn, porozrzucane podpsaki i podkłady, krew na kibelku, brak
        spuszczonej wody wywoływały u mnie odruchy wymiotne, poznałam na szkole
        rodzenia przemiła siostrę, która asystowała mi przypadkowo przy porodzie i to
        ona mi sporo pomogła, jedzenie - może być, tylko trzeba uważać na to co sie je
        po porodzie, gdyż nie wszystko można jeść podczas karmienia piersią, a tam
        kuchnia jest wyłącznie centralna i nie dostosowana dla leżących po
        porodzie ...mne zaopatrywał mój ukochany mężusio. POza tym tak bardzo zakochana
        byłam wsynku że nie miałam czasu na rozpoatrywanie większych za i przeciw.
        Jeśli chcesz jeszcze o coś zapytać to pisz
        • mila.pl Re: Jak jest na Starynkiewicza ? Prosze o szczero 28.02.05, 13:34
          Słuchaj na temat każdego ze szpitali różne dzieiczyny mają różne zdania. Ja
          napewno nigdy w życiu na Starynkiewicza nie pójdę, mam koszmarne wspomnienia, i
          złe doświadczenie. Przedewszystkim tego co nie mam - to swojego malutkiego
          synka, którego tam straciłam. Na patologii sprzęt tragedia, USG, każdego dnia
          robi kto inny i często ktoś kto niezupełnie się na tym zna. O wspomnieniach z
          porodówki nic nie napiszę bo chcę wymazać z pamięci wszystko co tego szpitala
          dotyczy. Wiem że nie wymarzę wspomnień nigdy do końca, bo zawsze myśl o moim
          dziecku związana będzie z tym szpitalem, ale mam nauczkę na przyszły raz że ze
          względu na dobro dziecka, trzeba znaleźć szpital gdzie mają bardzo dobry sprzęt
          w razie potrzeby żeby ratować przedewszystkim dziecko.....
          • hguk Re: Jak jest na Starynkiewicza ? Prosze o szczero 28.02.05, 15:01
            Bardzo Ci wspułczuje i dziekuje...
        • hguk Re: Jak jest na Starynkiewicza ? Prosze o szczero 28.02.05, 15:02
          Dzieki za wyczerpujaca odp.
    • martucha1 Re: Jak jest na Starynkiewicza ? Prosze o szczero 28.02.05, 16:06
      Postaram sie napisac w miare bezstronnie o sytuacji po porodzie ( mialam cc
      wiec nie jestem w stanie napisac nic o porodzie fizjologicznym).
      Opieka generalnie jest naprawde bardzo fachowa ale jest to szpital spory a nie
      kameralny wiec mozesz zapomniec o "indywidualnym podejsciu". Otrzymasz wszelka
      pomoc ale jezeli o nia poprosisz i to w zdecydowany sposob. Poniewaz przywoza
      tam wiele trudnych przypadkow jezeli bedzie w Twoim wypadku raczej ksiazkowo
      powinnas liczyc raczej na siebie.
      Minusy to okropne zarcie (mozna poprosic rodzine o dokarmianie wink)
      Fatalna pomoc w zakresie laktacji (a wlasciwie jej brak).
      Jest to szpital raczej dla osob asertywnych, ktore potrafia sie dopominac o
      swoje.
      Plusy- fajni lekarze i polozne.
      I jeszcze uwagi, co do których nie bede kwalifikowac do plusow lub minusow bo
      zdania sa podzielone:
      1. rutynowe nacinanie przy fizjologicznym
      2. studenci (wg. mnie bardzo pomocni ale ja tak jak pisalam rodzilam przez cc
      wiec nikt nie zagladal mi w krocze ani nie siedzial na porodowce podczas porodu)
      Marta
      • aga_antek Re: Jak jest na Starynkiewicza ? Prosze o szczero 28.02.05, 20:20
        Ja rodziłam na Starynkiewicza 8 stycznia. Generalnie jestem zadowolona
        zwłaszcza jeśli chodzi o poród - profesjonalnie, sprawnie i bez opłat.
        Natomiast o tym, co działo się później chciałabym zapomnieć. Teraz już inaczej
        o tym myślę, ale wtedy, tam ... Trafiłam na bardzo zły moment, bo leżałam na
        parterze ze względu na remont oddziału położniczego. Jedzenie wstrętne - co
        więcej - lekarze w czasie obchodu odradzali mi szpitalne potrawy ze względu na
        karmienie piersią - powiedzieli wprost, że mogą one zaszkodzić dziecku, a
        czasem nawet mi(!). Sugerowano, aby dokarmiać się z pomocą rodziny. Nie było
        tak źle do momentu, gdy zostałam zupełnie sama na oddziale, bo tak się złożyło,
        że wszystkie pozostałe dziewczyny już wyszły, a nowe były przyjmowane już na
        piętrze po remoncie. Praktycznie pozostawiono nas samym sobie (mnie i
        dzieciątko). Spędziłam tam tydzień ze względu żółtaczkę synka z czego 2 doby
        zupełnie sama. Odwiedzano mnie praktycznie jedynie w czasie obchodu. Gdy mały
        płakał w nocy przeraźliwie, a ja nie wiedziałam dlaczego, poprosiłam przez
        telefon (bo tylko tak mogłam się skontaktować z położnictwem i oddziałem
        noworodkowym) aby ktoś przyszedł i sprawdził co mu jest. Położna pierwszej nocy
        pojawiła się po 2,5h - mały był już tak wymęczony, że w końcu usnął sam a
        kolejnej nocy nie przyszła wcale twierdząc, ze były ważniejsze sprawy niż płacz
        mojego dziecka. Musiałam upominać się, żeby pielęgniarki wykąpały maluszka (raz
        przypomniały sobie o tym po godzinie 23.00!!). Gdy w środku nocy miałam nawał
        pokarmu nikt nie był mi w stanie pomóc (nie miałam laktatora a dziecko nie jest
        w stanie tyle zjeść)- brak sprzętu do odciągania, położna której zakłóciłam sen
        niechętnie zaczęła odciągać pokarm ręcznie sprawiając mi przy tym potworny ból.
        Ogólnie opieka noworodkowa na poziomie zerowym. Cała ta sytuacja doprowadziła
        mnie na skraj depresji. Dzień wyjścia był dla mnie najszczęśliwszym dniem w
        życiu (oczywiście poza dniem, w którym urodziłam maluszka). Życzę szczęścia i
        lepszych wspomnień niż moje. Nie wykluczam jednak, że następnym razem też
        wyląduję na Starynkiewicza, ze względu na fachowość w czasie porodu ale tylko
        dlatego.
        Trzymaj się
        Aga i Antoni
        • hguk Re: Jak jest na Starynkiewicza ? Prosze o szczero 28.02.05, 20:29
          dziekuje bardzo za twoja opinie i pozdrawiam smile
          • hguk Re: Jak jest na Starynkiewicza ? Prosze o szczero 01.03.05, 10:24
            A co zlaktatorami słyszałam,że nie mają elektrycznych na Starynkiewicz?
            • dorota17 Co z laktatorami? 01.03.05, 10:53
              Ja również mam pytanie odnośnie laktatorów. Czytałam, że w szkole rodzenia przy
              tym szpitalu zalecają żeby taki mieć ze sobą w szpitalu.
              Czy jest on naprawdę niezbędny? Przecież jeśli ma się zamiar karmić piersią,
              to być może będzie to niepotrzebny wydatek. Elektryczne laktatory są drogie.
              Jak sobie radziłyście w tej kwestii? Po co naprawdę jest potrzebny ten laktator?
              • agusia_o Re: Co z laktatorami? 01.03.05, 12:08
                laktator warto mieć i to swój osobisty a nie ten szpitalny, ze wzgledów
                higienicznych... natomiast laktator bardzo czesto jest potzrbny w tych
                pierwszych dniach (czasami tygodniach) karmienia ze względu na nawał pokarmu i
                masz bardzo obolałe piersi, ja miałam go tyle że casami prześcieradło to
                wyglądało jak po przejściu tsunami.... Zbierałam więc po trochu mleko i
                przelewałam do strzykawki i karmiłam je tym mleczkiem (przez smoczek nie
                dawałam, żeby sie nie odzwyczaiło od cycusia). I powiem szczerze, że po
                obserwacji i rozmowach z koleżankami, najlepszy jest taki najtańszy laktator
                ręczny z takim tłokiem odciągającym, ma on ogromną siłę odciągania i nie bolała
                mnie ręka, kilka ruchów i mleczko było w laktatorze. Na starynkiwicza można
                kupić laktator nowy (chyba Aventu) ale moja koleżanka była bardzo z niego nie
                zadowolona, nic nie ciągnął
                • aska34 Re: Co z laktatorami? 01.03.05, 14:13
                  rodzilam 3 mies. temu na starynkiewicza, mozna bylo tam kupic Medele za ok. 100
                  zl, reczny i calkiem ok. Ale przed porodem moim zdaniem nie warto kupowac bo
                  moze sie nie przydac a to duzy wydatek. Lepiej namierzyc w sklepie pokazac
                  męzowi co w razie czego ma kupic. Albo zaopatrzyc sie u poloznej we wspomianą
                  wyżej Medelę. Ja mimo nawału dałam sobie rade w szpitalu bez laktatora a
                  dopiero w domu zaczęłam używac Medeli.
                  Pozdrawiam
                  Joanna
    • darwina Re: Jak jest na Starynkiewicza ? Prosze o szczero 01.03.05, 19:00
      Szczerze? Jest super!
      Urodziłam tam dwoje dzieci raz naturalnie i raz przez cc w odstępie 2-letnim.
      Sporo się też tam wyleżałam na patologii. Więc z całą odpowiedzialnością
      polecam ten szpital wszystkim. Poród miałam wspaniały, choć długi i odbywał się
      całą noc, opieka znakomita bez znajomości i łapówek. Warunki przyzwoite (sale
      porodowe śliczne!)lekarze fachowi. Gdybym miała trzecie dziecko też bym tam
      rodziła.
      • hguk Re: Jak jest na Starynkiewicza ? Prosze o szczero 02.03.05, 09:33
        ...a czy ktos wie czy zakonczyl sie juz remont na starynkiewicza?
    • aniabar Re: Jak jest na Starynkiewicza ? Prosze o szczero 02.03.05, 16:52
      UrodziLam 21 lutego w tym szpitali swoje drugie dziecko. Pierwsze też tam
      rodziłam ponad 2 lata wcześniej. W stosunku do tego co było wcześniej troche
      sie zmieniło. Po piewsze tłok. Wszystkie sale dwuosobowe (te
      bezpłatne) "przerobione" na 3-osobowe. A zdażalo sie, że kobiety przez kilka
      godzin leżaly na korytarzu lub w sali porodwej, jeżeli akurat jest spokój.
      Wczesniej wypisywali po trzech pełnych dobach, teraz z racji natłoku po dwóch.
      Korytarz bardzo ładnie odnowiony, ale okna stare więc na korytarzu przeciąg. W
      salach duszno, ale ja lezalam pod oknem wiec z okna mi troche wiało. Okna nieda
      sie otworzyc bo nie ma do niego dostepu. Na czystość w łazienkach nie narzekam -
      było czysto, ale to chyba też zależało od pacjętek. Chociaż czasami brakło
      papieru - lepiej mieć swój. No i pajęczyny w oknach w lazienkach, ale przy tak
      wysokich oknach to do ich sprzatania trzeba by było niezłej drabiny. Jedzenie
      uboższe niż poprzednio - podobno teraz jest na porodowyn catering, w każdym
      badz razie na śniadanie i kolacje kilka kromek wrocławskiej, masło i wedlina,
      nie ma juz zup mlecznych wiec nie kusi. Moja pierwsza córa miała w szpitalu
      straszne kolki, druga juz nie. Na obiad zupy niezabielane, jako warzywa tylko
      marchewka i buraczki wiec to co wolno. Lepiej miec swoje sztucce i kubek. I
      koniecznie zamówic sobie w domu dowóz jedzonka.
      Porod wspominam OK, chociaz byli studenci - ale 5 dziewczyn i w miare sensowne.
      Przewijal sie jakis chlopak, ale chyba starzysta. Pierwsza rodziłam w nocy i
      szybko, z druga było o wiele wolniej. Wiec po 6-dzodzinnym czekaniu jak po 9-
      tej przyszli studenci to zaczeły sie do nich pytania czy to juz poród czy tez
      moze skurcze zapowiadajace. Mialam przynajmniej troch rozrywki, w dobrym slowa
      tego znaczeniu. No i doszkoliłam sie z medycyny. Az w koncu przy nich zaczeła
      sie druga faza porodu, odeszły wody i nie minelo 20-min jak urodziłam. Przez
      ich obecność teraz wszystko pamietam, bo z pierszego porodu to prawie nic.
      Dobrze ze sale porodowe sa takie ładne, to przynajmniej lzej się lezy. Byłam
      ogladac sale na Brudnie, jak bym miała czekac te kilka godzin to bym
      chyba "zwariowała". Teraz rozumiem dlaczego porody rodzinne na Starynkiewicza
      sa bezplatne. Jak sie nic nie dzieje to połozne maja pacjentke z głowy. Jest
      maz to niech sie martwi. W razie czego to zawoła polozna, nie trzeba chodzic co
      5 minut i spawdzac, np. kroplówki czy sie nie konczy. One siedza sobie przed
      monitorem komputera, ogladaja KTG i maja spokój. Ale mi taki układ bardzo
      odpowiadał. Kiedy trzeba było wysyłalam meza za dzwi do połoznych, a wtedy
      ktoras przychodziła juz w konkretnym celu.
      Zauwazyłam, ze jest taka zasada ze dziewczyny ktore rodza pierwszy raz klada w
      salach blizej odzialu noworodkowego, a te z kolejna ciaza klada dalej. Ja byłam
      na sali z dziewczynami, które rodziły drugie dzieci. Wiec wszystkie byłysmy w
      podobnej sytuacji a i pierwsze dzieci miałysmy w podobnym wieku. Pierwsze ich
      dzieci też były rodzone na Starynkiewicza i mimo wad zdecydowaly sie rodzic
      ponownie w tym szpitalu.
      Z racji duzego zatrzesienia pacjentkami pediatrzy i pielegniarki od dzieci sa
      niezle zakrecone i cokolwiek od nich wciagnac było trudno. W ogole tego dnia co
      rodzilam urodzilo sie kilkoro dzieci z problemami wiec ogolnie byl sajgon. Na
      szczescie nie potrzebowalam ich pomocy, ale dziewczyna obok musiala sie niezle
      naprosic o wszelkie informacje, bo z jej malenstwem bylo troche problemów.
      Okazało się, że nie takich strasznych, ale jak kazda mama przejmowala się.A jak
      wspomnialam cokolwiek wyciagnac było trudno.
      To chyba tyle.
      Anka
      • hguk Re: Jak jest na Starynkiewicza ? Prosze o szczero 02.03.05, 19:32
        Aniu, bardzo Ci dziękuję za obszerną informację. Mam jeszcze kilka pytań: czy
        jest tam możliwość wypożyczenia laktatora elektrycznego, czy trzeba mieć swój?
        Poza tym, w jakich godzinach mógł przebywać Twój mąż ? jeżeli chciał zostać na
        noc to,czy ktoś robił problemy? a rodziłaś w znieczuleniu zewnątrzoponowym czy
        bez? Miałaś tam kogoś znajomego, albo opłaconą pielęgniarkę? Wdzięczna Ci będę
        za te odpowiedzismilePozdrawiam
        Karolina
        • aska34 Re: Jak jest na Starynkiewicza ? Prosze o szczero 03.03.05, 09:19
          rodzilam tam Kube 3 miesiace temu więc wam odpowiem:
          - dzieci są z mamami całą dobę na okragło zabierają je czasami na badanie jak
          trzeba... przedmówczyni mówiła o przypadkach patologicznych, kiedy to dzieci
          leżą na patologii lub na OIOM-ie
          - nie mozna wypozyczac laktatora...trzeba miec swój
          - odwiedziny od 14 (niektórzy lekarze dyżurujacy bardzo restrykcyjnie
          przestrzegali tego) do 20-21, nie ma mozliwosci zeby ktos zostawal na noc,
          nawet w salach o podwyższonym standarcie
          - ja rodzilam w znieczuleniu, bylo za darmo, anastazjolog robił wrazenie
          fachowca, ale mi niewiele pomogło bo wkrótce zaczely sie skurcze parte a te
          bolały niestety..
          - moja lekarz prowadzaca byla stamtad inaczej bym sie tam w tym momencie nie
          dostała, nikogo nie opłacałam, ten pobyt mnie wiec nic nie kosztował
          ja tem szpiatal oceniam tak:
          polozne na porodowkach super..lekarze tez, fachowi i mili
          polozne od dzieciaczkow tzw noworodkowe, niemile, nie pomocne, trzeba bylo
          prosic o wszystko
          -warunki koszmarne, jedzenie koszmarne (bez rodziny umarałbym z głodu)
          pozdrawiam

          joanna
          • hguk Re: Jak jest na Starynkiewicza ? Prosze o szczero 03.03.05, 09:41
            asiu, mam jeszcze jedno pytanko, w jakiej pozycji rodziłaś?czy była ona
            narzucona przez personel?
            pozdrawiam karolina
            • aska34 Re: Jak jest na Starynkiewicza ? Prosze o szczero 03.03.05, 22:02
              rodzilam w pozycji klasycznej, choc chcialam ja zmienic i polozne tez
              sugerowaly zebym wstala na nogi i usiadla na pilke to niestety po znieczuleniu
              zewnatrzoponowym nie moglam bo nie czulam nóg... a na prawde wolalabym wtedy
              pochodzic troche ale coz musialam sie meczyc na leząco...i to jest minus zzo
              pozdrawiam
              joanna
              • lolalilu Re: Jak jest na Starynkiewicza ? Prosze o szczero 03.03.05, 22:41
                wow to anestezjolog trochę przesadził z dawką znieczulenia... Bo powinnaś móc
                normalnie chodzić i skakac na piłce. Miałam zzo w innym szpitalu - chodziłam,
                skakałam na piłce, czułam skurcze - nie czułam bólu smile
      • aagulek do Anibar 02.03.05, 19:40
        witam, mam pytanko, to dzieci po porodzie nie sa z mamuskami tylko na oddziale
        noworodkowym?jak to jest?dzieki, pozdrawiam, Agnieszka
        • aniabar Re: do Anibar 03.03.05, 09:59
          DZieci sa z mamami, na odziale nowordokowym tylko wtedy kiedy potrzeba. Mysle
          ze kobiety ktore rodza pierwszy raz maja wiecej pytan do poloznych
          noworodkowych i dlatego ich pokoje sa blizej tego odzialu aby polozne za bardzo
          sie nie "przemeczaly" chodzeniem na "dalekie" odleglosci i na odwrot. Przy
          pierwszym dziecku jest troche wiecej pytan i uwag. Przy drugim, jesli nie ma
          komplikaji i problemow zdrowotnych mozna obyc sie bez poloznych nowordokowych.
          Jeszcze jedno moje spostrzezenie - mam wrazenie ze do pierworodek wiecej
          przychodzo gości. W moim pokoju wizyty byly sporadyczne. Glownie chyba dlatego
          ze ktos musial sie zajac starszymi dziecmi. Na oddzial nie puszczaja dzieci
          ponizej 7 roku zycia. A teraz jeszcze przy panujacej grypie tym bardziej jest
          to uzasadnione.
          Anka
          • aagulek Re: do Anibar 03.03.05, 19:27
            dziwne, na Zelaznej jest lozeczku przy lozku mamy...to jak moje Maleństwo becie
            plakac nie bede wiedziec czy to ono bo bedzie na noworodkowym??jejku jak
            niefajnie
            • aniabar Re: do Anibar 04.03.05, 11:46
              Niestety, nie zrozumiałaś mnie. Normanie dzieci sa z mamami, moja
              swoje "lózeczka - miseczki" - jak ja to nazywam. Takie klasyczne, na kółkach.
              Chodziło mi tylko o to, że kobiety które są po pierwszym porodzie sa
              umieszczane wraz ze swoimi pociechami w pokojach, które sa blizej odzialu
              noworodkowego. Jesli z dzieckiem jest wszystko OK to jest ono z Tobą.
    • sofi84 Re: Jak jest na Starynkiewicza ? Prosze o szczero 04.03.05, 09:41
      mialam w ok 26 tc problemy i pojechalam tam ... po raz pierwszy i ostatni.
      czekalam 30 minut na pania dr w miedzy czasie polozna zrobila ktg bez ani
      jednego slowa na nic nie odpowiadala. jak przyszla mloda pani dr poasadzila
      mnie na krzeslo gin i staly z polozna i gapily sie na moja broszke i gadaly o
      czyms miedzy soba. czulam sie okropnie stoja gapia sie gadaja i gapia sie dalej
      pani dr zaczela badanie to brzuch i pochwa bolaly mnie bardziej niz przed
      przyjazdem do szpitala. dostalam zastrzyk z no spy i kopa do domu.
      bylam obolala po badaniu a podczas badania mialam wrazenie ze wbija mi w srodku
      w scianki jakies megatipsy.
      • dorisk Re: Jak jest na Starynkiewicza ? Prosze o szczero 04.03.05, 12:44
        ja rodzilam tam w zesszłym, roku w maju i nikomu nien polecam. moze mialam
        pecha a moze to przez to ze mialam trudny i bolesny poród i krzyczalam na caly
        szpital wiec mnie wszyscy mieli dosyc, ale personel beznadzeijny, czułam sie
        jak mebel nie jak kobieta, zadnego milego slowa, destu, nic a nic a przy
        porodzie zaliczylam dwie zmiany personelu. Mili byli tylko studenci, którzy
        przezyli szok chyba gdy weszli na sale podczas gdy siedzialam na pilce drąc sie
        wnieboglosy zeby mnie stamtąd zdjęto. nie chcialam na nia wchodzic ale połozne
        sie uaprły i nic ij nie poradzisz. zdejmowaly mnie jednak szybciej niz
        wsadzaly. Zarcie okropne, gdyby nie przesyłki odiwedzajacych mnie to bym sioe
        zaglodzila. totalna beznadzieja jak dla mnie, nigdy więcej
        • mila.pl Re: Jak jest na Starynkiewicza ? Prosze o szczero 04.03.05, 13:52
          cieszę się że chociaż parę osób się ze mną zgadza na tym forum. Myślę że
          zachwyty niektórych mam, bądź przyszłych mam są nie do końca zgodne z prawdą.
          Niewiem może zależy na czy dyżur się trafi ale jak pisałam wcześniej mój był
          wyjątkowy pechowy. Każdy z lekarzy z którymi się teraz konttaktuje dziwi się że
          mimo tego że byłam hospitalizowana około trzech miesięcy moja cesarka skończyła
          się śmiercią mojego małego synka. Może tak było mi pisane, a może to po prostu
          pechowy dyżur u pechowych i marnie doświadczonych lekarzy? Teraz mogę tylko
          gdybać, ale widzę że nie tylko ja mam taką opinię o tym szpitalu, i o podejściu
          marnym do pacjentek które mają "trudną" ciążę. Oni za bardzo są przyzwyczjeni
          do normalnych porodów, a teraz mimo lepszej aparatury mamy cięższe porody.Tylko
          niestety niektórzy lekarze nie zdają sobie sprawy z powagi sytuacji. Na koniec
          dodam że jedyną wspaniałą osobą na patologii był doktor Wielgoś, człowiek przy
          którym czułyśmy się bardzo bezpiecznie, niestety w "tym dniu" był na urlopie,
          niestety.... Nie daj Boże trafić tam jednak na nocny dyżur. Wiecie co dużo bym
          napisała ale szkoda słów, jestem za bardzo zrozpaczona i zrezygnowana......
    • alamama Re: Jak jest na Starynkiewicza ? Prosze o szczero 04.03.05, 19:45
      Ja na Starynkiewicza wylądowałam przypadkiem. Chciałam rodzić na Solcu, ale
      siła wyższa zdecydowała, że dostałam skirowanie na patologię, a tam jej nie ma.
      Nikogo tam nie znałam i słyszałam wcześniej tylko ogólniki, ale zaryzykowałam
      i... 23.02. urodziłam Zuzię. Mam porównaie , bo w domu na Zuźkę czekał Filip
      (4,5 roku - urodzony w Wołominie w kameralnym pokoju do porodów rodzinnych z
      super wanną). Moje wrażenia sa następujące:
      1. Prywatna klinika to nie jest - patologia dość obskurna, ale położniczy
      ślicznie odmalowany na korytarzach i w pokojach vipowskich, przyzwoita
      porodówka, chociaż raczej "szpitalna" niż przystosowana do porodu z mężem.
      2. Personel bardzo miły. Ale braki kadrowe widoczne gołym okiem.
      Siostry na patologii - umęczone anioły z usmiechem na ustach.
      Położna, która przyjmowała mój poród (Małgosia Krucz - mogłam przekręcić
      nazwisko)przemiła i cierpliwa. Nie obijała się i chociaż miała pod opieką
      jeszcze 2 rodzące, była na każde zawołanie i znosiła mnie całkiem nieżle, a
      krzyzcałam i narzekałam przez kilka godzin bez przerwy. Lekarze raczej sie
      przewijali niż byli stale, ten który w końcu przyjmował poród był dodatkiem do
      siostry Małgosi.
      3. Z tym marnym jedzeniem to prawda - mozna z głodu umrzeć bez dostaw z
      zewnątrz.
      4. Siostry od noworodków właściwie nieobecne - nawet nie wiem czy miłe.
      5. Jest to szpital ze studentami - trzeba więc nastawić się, że służy się za
      manekina do ćwiczeń. komfortu i intymności też to raczej nie zapewnia.
      6. Ogromne przepełnienie! KIedy urodziłam, siostra pobiegła sprawdzić dla mnie,
      czy sale odpłatne są wolne - nie było ani jednej, a jest ich sporo. I tak
      miałam szczęście, bo było miejsce w sali standardowej, czego i tak zabrakło
      następnego dnia. Wyobrażacie sobie, że po porodzie z pociętym kroczem, obolałe
      robicie akrobacje pod kołdrą, żeby przełożyć dzidziusia na druga stronę łóżka w
      taki sposób, żeby tłumy na szpitalnym korytarzu nic nie widziały. I tak
      widziałam... Nie mówiąc już o tym, że na korytarzu, pod nieszczelnym oknem jest
      po prostu zimno.
      Z powodu przepełnienia też lekarze zdecydowali się wypisać mnie o 19.00, bo o
      18.40 zaczęła się nasza trzecia doba smile

      ale tak ogólnie to ten szpital i tak miło wspominam. Moja córcia urodziła się
      zdrowa, nikt nam krzywdy nie zrobił, a bez luksusów można się obejść. Jak już
      napisałam, pierwsze dziecko urodziłam w Wołominie ze swoim lekarzem w dużo
      bardziej komfortowych warunkach, ale wspomnienia i tak mam podobne. A zdaniem
      mojego męża, on czuł się bardziej komfortowo, wiedząc, że w szpitalu kręcą się
      tłumy specjalistów, chociaż nie mógł się wyciągnąć na kanapie, a jedynie
      przycupnąć na taborecie.
    • aska_kotek Re: Jak jest na Starynkiewicza ? Prosze o szczero 05.03.05, 21:27
      Mam pytanie, tez mam termin na 8marca i chciałabym wiedzieć jaka szansa jest,
      że przyjmą mnie do tego szpitala, jeśli nie prowadzi mnie lekarz od nich ?!
      • aniabar Re: Jak jest na Starynkiewicza ? Prosze o szczero 06.03.05, 12:10
        Ja też nie miałam lekarza z tego szpitala i przyjeli mnie. Inna sprawa, że
        rodziłam tam drugi raz. Ale za pierwszym razem tez nie miałam lekarza z tego
        spitala i do szkoły rodzenia tez tam nie chodziłam. Nie wiem, czy tym razem
        brali brali pod uwagę, że juzraz byłam ich "pacjentką". Sadzę, że przyjmują
        wszystkich i dlatego to przepełnienie. Chociaż moge sie mylić. Dwa lata temu
        podobno średni na dzień było 3-4 porody. Teraz jest powyżej 6.
    • aska_kotek Re: Jak jest na Starynkiewicza ? Prosze o szczero 06.03.05, 15:50
      Dzięki, w takim razie trzeba będzie spróbować, okarze się jak jest...
    • vansusante Re: Jak jest na Starynkiewicza ? Prosze o szczero 07.03.05, 14:05
      Urodziłam swoje drugie dziecko na Starynkiewicza z dr Wielgosiem (jest super,
      bardzo polecam) i połażną o imieniu Ania i nazwisku na S (już nie pamiętam ale
      jest rewelacyjna). Był oczywiście ze mną mój mąż. Poród był super. Po pierwszym
      porodzie w 2001 myślałam, że rodzenie dzieci jest bardzo proste (w godzinę po
      myśl o powtórce w ogóle mnie nie przerażała) ale ten był znakomity! Moja ciąża
      była zagrożona, leżałam kilka tygodni na patologii, z tego powodu po skończeniu
      38 tygodnia dr zdecydował się na poród. Wywoływany, a trwał wszystkiego 5
      godzin. Znieczulenie w porę, żadnego nacinania, łożysko urodziło się samo, a
      akcję porodową bym przespała gdyby położna nie obudziła mnie na badanie. Od
      razu poporodzie wstałam i chodziłam. Sama bez problemu byłam w stanie opiekować
      się dzieckiem bo rzeczywiście po porodzie i przejściu na salę nikt nie myśli o
      pomocy matce. Na szczęście było to moje drugie dziecko i wiedziałam co robić.
      Aha, pierwsze dziecko rodziłam w Damianie i było dużo gorzej (w czasie porodu
      straciłam b.dużo krwi, czego nikt nie zauważył, i musiałam mieć dotaczaną krew;
      położne dały dziecku butelkę i potem walczyłam w domu 3 tygodnie o karmienie
      piersią, bo dziecko akceptowało tylko silikon)i co najmniej 7ktornie drożej.
      • azia2004 Re: Jak jest na Starynkiewicza ? Prosze o szczero 07.03.05, 22:30
        to i ja dorzuce swoje 3 grosze.
        przychylam sie do entuzjastycznych opinii na temat Dr Wielgosia, ale niestety
        niepochlebnych na temat szpitala, a wlasciwie opieki poporodowej.
        Spedzilam w tym szpitalu kilka dni na patologii - zlego slowa nie moglam
        powiedziec. Lekarze konkretni, niektorzy nawet super (vide wielgos i pewna
        przemila lekarka azjatyckiego pochodzenia), siostry rozne, ale to jest OK.
        MIalam poczucie, ze ktos sie mna/moim stanem zdrowia interesuje.
        Opieka w czasie porodu byla tez OK, nie robia na mnie wrazenia siostry
        opowiadajace mnie rodzacej jakie maja zle zycie, bo ja moge ostatecznie tego
        wysluchac smile
        Opiekowala sie mna lekarka, taktowna, delikatna, choc nie bylo latwo, bo
        odplywalam majac goraczke pod 40st. Podjeli decyzje o cesarce, dzieki czemu
        moj synek urodzil sie w dobrej formie.
        To co nastapilo potem przkroczylo moje wyobrazenia.
        Ciasne sale (akurat mialam pecha do wspollokatorki), kobiety na korytarzach
        (dla mnie to byl strasznie przygnebiajacy widok), brak pomocy przy nawale
        pokarmu, do tego straszenie, ze jak czegos z tym nie zrobie, to bedzie ropien i
        beda mi ciac piersi( w koncu wziela sie za mnie polozna, ale w takim stylu, ze
        wole o tym zapomniec), siostry noworodkowe bez pytania lapiace mnie za piers i
        uwagi w stylu "karm mateczko karm bo masz pokarm, "chcialas macierzynstwa to
        teraz masz", mowienie po imieniu, zero pomocy z ich strony, mimo polecen
        pediatry.
        Moj synek trafil do mnie w 4 godz. po operacji. Nie oczekiwalam wielkiego
        wsparcia (jestem realistka), mimo iz bylam po cieciu, mialam temp. 38 - 39
        stopni, ale myslalam, ze chociaz 1 noc bede mogla odespac i odtransportuje
        dziecko na oddzial noworodkowy. Siotsry powiedzialy, ze to niemozliwe. Do tego
        kierat szpitalny, wyrywanie dziecka z rak bo obchod wlasnie (to nic, ze po 2
        godz. walki wlasnie udalo mu sie przyssac), wchodzenie bez pukania i do tego z
        halasem. Uwagi siostr, ze jakie wy macie beznadziejne te lozka, a bajzel jaki.
        Do tego szereg historii mniejszych przez te piec dni, ktore tylko potwierdzaja,
        ze albo ten szpital jest delikatnie mowiac "trudny", albo trudno urodzic w
        ludzkich warukach w Polsce.
        Podsumowujac
        - czulam sie jak zbity pies, pozbawiony godnosci
        - z goraczka, w szpitalnych laczkach, w zakrwawionej koszuli nie mialam sily
        walczyc o godne traktowanie,
        - siostry noworodkowe powinno sie zwolnic i zatrudnic na nowo.
        - jezeli bede kiedys rodzic dziecko, chociaz bede miala poniesc bankructwo, to
        wykupie sale jednoosobowa, choc uwazam, ze to niemoralne branie chocby zlotowki
        od rodzacej matki w szpitalu panstwowym.
        No i nie bedzie to niestety szpital na starynkiewicza.
        Do tego kultura odwiedzajacych .... rany ciezkie przezycie ten porod.
        Ale Synek na szczescie super. I tylko dla niego warto to zniesc. Ale nigdy po
        raz drugi w tych warunkach.
        Pozdrawiam
    • kimot Re: Jak jest na Starynkiewicza ? Prosze o szczero 13.03.05, 08:57
      Ja z Zona a wlasciwie to glowinie ona rodzilismy wczoraj. Ogolnie bylo bardzo w
      porzadku i sympatycznie. Polozne super, lekarka super, opieka super. Byl jeden
      powiedzmy zgrzyt ale z Pania ktora moim zdaniem powinna miec wiecej
      cierpliwosci dla zdenerwowanego chcacego pomoc zonie Tatusia. Ale po wszystkim
      wyjasnilismy to sobie. Mielismy troche pecha bo akurat trafilismy jak bylo cc.
      i anastezjolog nie mogl na podac zzo. Tym nie mnie wszystko pozostale
      przebiegalo bomba, dostalismy inne znieczulenie. Wiec moge smialo polecac.. Ah
      Tatusiowie trzymajta sie bo warto smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka