Dodaj do ulubionych

Urodziłam w Domu Narodzin

17.05.07, 13:27
Juz osobny wątek zaczynam, bo ten nasz o Domu Narodzin zrobił się jakoś
wielgaśnysmile
------------


2 maja 2007 o g. 0.10 przyszła na świat moja druga córeczka- Hania Kostka vel
Hanna Konstancjasmile
Urodziła się tutaj: www.domnarodzin.pl Możecie poczytać o idei,
prowadzeniu itd.
To niezwykłe miejsce odpowiedziało na nasze (mam na mysli siebie i męża)
Zapotrzebowanie Porodowe w sposób, o jakim marzyliśmy 5 lat temu -gdy miala
się narodzić nasza pierwsza córka. Wtedy próba porodu doomwego skończyła się
szpitalem i okołoszpitalnymi minitraumami, które moze dla innej osoby byłyby
czymś zwykłym, ale akurat moja psychika i fizykawink wysiadły podczas
ponadtygodniowego tam pobytu,a wczesniej długiego porodu pełnego roznych
interwencji lekarsko-farmakologicznych.

Kwalifikacja do porodu w DN była długa i pełna ścisłych reguł, ale
rozumielismy doskonale te wymagania, sami zwracając uwagę na ew. różne
'podejrzane' wyniki, problemy ciążowe. Wszystko mogło byc ważne, jeśli chodzi
o bezpieczny poród i nie wysyłanie karetką (któa zawsze umówiona czeka na
wszelki wypadek) mnie rodzącej do pobliskiego szpitala.

Kiedy przyjechaliśmy 1 maja do DN (zmobilizowani przez moje calonocne i
porankowe skurcze i niektóe koleżanki z tegoż forumsmile ), przywitała się z nami
położna- ale nie ta, z którą się umawialismy. Więc-mój stres. A z drugiej
strony-niespodzianka: bo po pierwsze to słynna położna od porodów
domowych-Irena Chołuj, a po drugie- to ona kiedyś przygotowywala się z nami do
przyjęcia na świat pierwszego dziecka i ona w koncu w nocy te 5 lat temu
zawiozła nas do szpitala. Stres- myśl: 'o nie, wtedy z nia sie nie udalo,
teraz sie nie uda tez!'

A jednak- choc później przyjechala 'nasza' połozna z umowy, przywożąc mi
specjalnie z Fundajci Rodzic po Ludzku piłkę, o którą prosiłam, to w końcu
zostala z nami Irena, a Kasia (będąca po dyżurze) pojechała do domu, obiecując
wrócic rankiem. I nie mogło byc lepiej. Dla mnie- nie wierzącej w siebie,
nerwowej, pospieszającej ('KIEDY ja urodzę?', 'przecież drugie dziecko miało
się rodzić SZYBCIEJ', 'to ile jeszcze do tych 4/5/8 cm?', 'to moze teraz
to/tamto?'), spokój i doświadczenie Ireny były zbawieniem. Także dla mojego
mężasmile Późnym wieczorem dojechała jeszcze jedna położna- Małgosia z Rawy
Mazowieckiej. Swietna, spokojna, ciepła, odpowiadająca na moje przedziwne
pytania podcas przerw w najwiekszych skurczach, pomagająca, wspierająca...
Poza tym- ona była naprawdę szczęśliwa, że uczestniczy w naszym porodzie i
DZIĘKOWAŁLA nam za to!

Generalnie- to naprawdę BYŁ poród RODZINNY. Nikt nad nami nie stał, a
jednoczesnie wiedzielismy, ze w każdej sekundzie możemy prosic o tę obecność.
Szanowano naszą intymność, mogłam wędrowac po całym domu, chodzic sobie do
łazienki bez ogłaszania tego, prosic o wszystko (piłkę, wodę, ręczniki, krem
na suche usta, kołdrę przynoszono mi z pokoju do pokoju, gdy w ktoryms
momencie poczulam, ze MUSZĘ sie położyc i miec ciepło) itp). przez długi czas
byliśmy na górze tylko my-ja i mąż (połozne na dole-czuwając, reagujac na
wołanie męża czy jakies gwaltowne ruchy z naszej strony). W ciszy, ciemnosci,
trzymając sie za ręce, przekraczając kolejne stopnie bólu i czekania, w jakims
takim bezczasie dziwnym. Skurcz- ja:'woda', on podawał (mineralna i w sprayu
), znowu za rękę.

Nie było kafelków, boksów, szpitalnej bieli, zapachu (polożne zapaliły mi
świeczki, ale potem mnie to drażniło-zgasiliśmy; tak samo-włączono mi muzykę,
ale okazało się, że nie chcę jej słuchac)), koszul nocnych, jakichś obcych
osób na korytarzach, w salach. Wiedziałam, że tym razem tylko najwyżej 3
(znajome) osoby słyszą moje przekleństwa, krzyki, czy oddychanie głośne. To
było dla mnie ważne. Mogłam myśleć o sobie, o rodzeniu. 'PRzenieś się na inną
planetę'-napisała mi w smsie przyjaciółka. Tak właśnie dało się zrobić. GWM-
faktycznie w T-shirtach męza kończyłam rodzeniesmile (na począktu parę godzin w
pełnym ubraniu sobie chodzilam). Nie bylo oksytocyny, bolesnych badań, masażu
szyjki itp ...brr. 2 razy sprawdzone rozwarcie, ktg raz na lezaco tylko (nie
moglam wytrzymac lezenia), potem Irena chodzila za mna z tym aparatem i
sprawdzała serce dziecka. I ta ulga, gdy ponad 130, ze ok, ze wizja szpitala
odchodzi. A potem- 160- o rety, Hanka przyspiesza, niedługo koniec!

Nikt nie mial pomyslu przebijania pęcherza, choć do ostatnich 10 minut błl
caly, nikt nie wypychal mi łokciem dziecka z brzucha ani potem na siłe łożyska.
Okazalo sie, że można urodzic nie umierając z głodu, bez oksytocymy, bez
dolarganu i zzo, że można urodzić i byc przytomnym do samego końca, wiedzieć
co sie dzieje, miec panowanie nad sytuacją. Choć nie chodzilam tym razem do
szkoły rodzenia, nie ćwiczyłam oddychania, pozycji itd- w trakcie porodu ja po
prostu słuchając siebie (mialam na to czas, spokój, możliwość), wiedziałam JAK
mam oddychac, by przetrwac skurcz, gdzie stanąć, jak się oprzeć itd!

Mogłam sobie otwierac okna, gdy było mi duszno i zwieszać sie nad
późnowieczornym Mokotowem, mogłam sobie pisać smsy do Was biorąc telefon z
komody , której domowy, a nie szpitalny wygląd jakos dawał mi spokój, tak samo
zresztą jak obrazki, drewniana podłoga, poduszki, całość oglądana przeze mnie.
Mialam PRZESTRZEŃ, a jednocześnie poczucie bezpieczenstwa i 'zamknięcia' -nie
wiem, jak Wam to wyjasnić.


Gdy na samym końcu poczulam, ze MUSZĘ wejść do wanny (wcześniej jakoś nie
chciałam), już nie pod prysznic (chyba zużyłam termę z 10 razy, jesli nie
więcejwink), położne zaczęły sie dwoić i troić, żeby ja szybko napełnić, a
jednocześnie i tak był spokój i śmieszne odpowiedzi na moje: 'a co wy sę tak
szykujecie? przecież to jeszcze z milion lat potrwa!".. To ja poganiałam, ale
Małgosia mnie wyciszyła A mąż wymyslil, zeby grzac wodę w czajniku i dolewac-
wiec do kuchni po czajnik i już zaraz byłam w tej upragnionej wannie, polewana
z każdej strony i chwalona za wszystkowink
SŁUCHANIE i maksymalne wspieranie rodzącej - to dostalam m.in.

Po przyjezdzie i pierwszym (zarazem ostatnim) zmierzeniu siły skurczy,
najpierw wysłano nas na spacer i chodziliśmy sobie pięknymi , pustymi
uliczkami, przystając na skurczewink potem mąż kupił w kanjpie obiad, ale
okazalo sie, ze nie bardzo mam ochotę jeść. Chodzilam po schodach w DN , potem
w ogrodzie - opierając się o drzewa podczas skurczu, uspokajając się
patrzeniem na piękne bzy. Irena zrobila dla mnie bukiet -'żeby mi było miło' i
ustawiła w pokoju porodowym . Hanka kojarzyć mi się będzie z bzami.


Gdy Hanka sie urodziła (bez ostrych świateł, kładzenia się, zamieszania), mąż
zaczął coś wykrzykiwać, ja też (w stylu:'udało mi się! urodziłam dziecko!')
--Irena powiedziala:'ciii'. Uciszyliśmy sie, Hanka była spokojna. 'Dzieci
rodzone w szpitalach -powiedziala Irena- krzyczą, mają zwinięte piąstki.'
Rączki Hanki były lagodnie otwarte, krzyknęla porządnie długo potem, gdy nie
mogła złapać piersi, a wrzeszczała jeszcze później podczas pierwszego
czyszczenia, ubieraniasmile

Cały czas spokoj, ustaliliśmy godzinę narodzin, mąż powysyłał smsy i potem
dawał mi komórkę ze wzruszającymi odpowiedziami-m.in. od Wassmile Małgosia
poprawiająca mnie, by bylo wygodnie, mój mąż przestraszony maleńkością dziecka
('nie wiem jak ją wziać!'), potem pomoc w odprowadzneiu mnie do łóżka, czuję,
ze muszę słodką herbatę wypić (a przeciez nie słodzę!) -zaraz ją dostaję.
Potem wszyscy troje zasypiamy w małym, ładnym pokoiku. Śpimy spokojnie parę
godzin, rano przyjeżdza Kasia, śniadanie do łózka, potem pediatra, znowu
śpimy, obiad, śpimy, po drodze chyba 1 karmienie. Mozemy się umyć, dostajemy
ręczniki, mozemy co chcemysmile Hanka spokojna. Michasia (oksytocyna, dolargan,
zero mojego jedzenia podczas strasznie dlugiego porodu, wypychanie łokciem,
zabranie szybkie do przewiajani, mycia, badania) krzyczala ciągle, w kółko mi
ją zabierano na jakies szczepienia, naświetlania, ważenia, gwałtowne mycie pod
kran
Obserwuj wątek
    • hyris Re: Urodziłam w Domu Narodzin 17.05.07, 13:44
      dzięki
      jako kobiet w ciąży popłakałam się ze wzruszenia smile
      • sandraa3 ja tez ;) 17.05.07, 14:35
        Pieknie napisane. Oby nam obu też się udało smile
    • ona511 Re: Urodziłam w Domu Narodzin 17.05.07, 13:55
      Gratuluję Wam serdecznie. Z przyjemnością przeczytałam Twój opis porodu. Myślę,
      że powinni zapraszać Cię na wykłady dla lekarzy i położnych smile
    • ccleo Re: Urodziłam w Domu Narodzin-cd, bo ucieło! 17.05.07, 14:57
      hmm..wlasnie zobaczylam, ze cos ucieła sie koncowka!

      cd:
      Gdy Hanka sie urodziła (bez ostrych świateł, kładzenia się, zamieszania), mąż
      zaczął coś wykrzykiwać, ja też (w stylu:'udało mi się! urodziłam dziecko!')
      --Irena powiedziala:'ciii'. Uciszyliśmy sie, Hanka była spokojna. 'Dzieci
      rodzone w szpitalach -powiedziala Irena- krzyczą, mają zwinięte piąstki.' Rączki
      Hanki były lagodnie otwarte, krzyknęla porządnie długo potem, gdy nie mogła
      złapać piersi, a wrzeszczała jeszcze później podczas pierwszego czyszczenia,
      ubieraniasmile
      Cały czas spokoj, ustaliliśmy godzinę narodzin, mąż powysyłał smsy i potem dawał
      mi komórkę ze wzruszającymi odpowiedziami-m.in. od Wassmile Małgosia poprawiająca
      mnie, by bylo wygodnie, mój mąż przestraszony maleńkością dziecka ('nie wiem jak
      ją wziać!'), potem pomoc w odprowadzneiu mnie do łóżka, czuję, ze muszę słodką
      herbatę wypić (a przeciez nie słodzę!) -zaraz ją dostaję. Potem wszyscy troje
      zasypiamy w małym, ładnym pokoiku. Śpimy spokojnie parę godzin, rano przyjeżdza
      Kasia, śniadanie do łózka, potem pediatra, znowu śpimy, obiad, śpimy, po drodze
      chyba 1 karmienie. Mozemy się umyć, dostajemy ręczniki, mozemy co chcemysmile Hanka
      spokojna. Michasia (oksytocyna, dolargan, zero mojego jedzenia podczas strasznie
      dlugiego porodu, wypychanie łokciem, zabranie szybkie do przewiajani, mycia,
      badania) krzyczala ciągle, w kółko mi ją zabierano na jakies szczepienia,
      naświetlania, ważenia, gwałtowne mycie pod kranem. Hankę myjemy tuż przed
      wyjazdem do domu- w wanience na podlodze, spokojnie. Przyjezdza wieczorem teść z
      Misią - wszyscy sobie jeszcze rozmawiamy w dolnej sali, Misia zwiedza DN, Hanka
      dalej spokojna. Potem samochód, Kasia otwiera bramę, machamy do siebie na pożeganie.

      Trochę nie po kolei to piszę... zresztą: piszę to dla Was i wszystko do mnie
      wraca: całe te przygotowania, oczekiwanie, ciąża pelna nerwów wczesniej, i ten
      zapach bzów, i szum wody i uścisk Małgosi i objecia męża. I potem NASZ (nie
      Hanki) krótki, urywany szloch szczęścia, niedowierzania, gdy Hania poczuła nas -
      z drugiej strony swojego dotychczasowego świata.

      Dziękuję Wam jeszcze raz za wsparcie w tej ciąży, podczas porodu, teraz-w tym
      połogu (karmienie, Misia, kolka itd). Dobrze, że są komórki i internet!

      Jak macie jakies pytania jeszcez dot. DN, to odpowiem, bo jakos chaotycznie
      chyba napisałam...
      • hyris Re: Urodziłam w Domu Narodzin-cd, bo ucieło! 17.05.07, 15:09
        Trochę mnie nastraszyłaś, że drugi poród był jednak długi.
        Jak się czułaś bezpośrednio po porodzie?
        Szybko doszłas do siebie?
        Jak z ochroną krocza? Udało się?

        Przepraszam, że tak bezpośrednio i konretnie, ale ja mimo ciązy strasznie
        rzeczowa jestem.
        Dzisiaj mam spotkanie z Kasią. Zobaczymy co mi powie.

        Pozdrowienia dla całej Rodzinki smile
    • misiek25 Re: Urodziłam w Domu Narodzin 17.05.07, 15:35
      Wiesz, dwa razy rodziłam w Damianie i mialam super porody, ale Twój opis mnie
      powalił. To było chyba mistyczne wręcz przeżycie. Wszystkiego dobrego dla
      CIebie i Rodzinki Twojej. Dziękuje, ze to napisałaś.
    • kaeira Re: Urodziłam w Domu Narodzin 17.05.07, 15:55
      Cholera, strasznie się wzruszyłam. Mam łzy w oczach - chyba w dużej mierze z
      zazdrości, niestety... (ja też miałam rodzić w DM; a biorąc pod uwagę, że teraz
      jestem po CC, nie nastąpi to i przyszłości sad((

      Ideał. Pięknie opisałaś. Dzięki!



    • imbirka Re: Urodziłam w Domu Narodzin 17.05.07, 15:57
      Gratuluję tak pięknego porodu! I dziękuję za historię Twojego porodu - tak
      rzadko na tym forum gości opis porodu takiego, jaki powinien być, niczym nie
      zepsutego, nie odebranego kobiecie.
    • kalarepa1 Re: Urodziłam w Domu Narodzin 17.05.07, 16:20
      Cleo, raz jeszcze napiszę: po prostu PIĘKNIE>

      Hyris, czy to Ty byłaś dziś w DN ok 15.30 i minełaś się z nami (a raczej moim
      mężem, bo ja byłam wtedy w łazience) w drzwiach?
      • hyris Re: Urodziłam w Domu Narodzin 17.05.07, 16:26
        Nie, to nie ja.
        Ja miałam być o 21, ale mąż napisał mi przed chwilą, że nie uda mu się z pracy
        dotrzeć. Już zawiadomiłam Kasię, że mnie nie będzie. Już sama nie wiem, jaka
        pora będzie "bezpieczna", żeby cos mu nie wypadło.
        • ccleo Re: Urodziłam w Domu Narodzin 17.05.07, 17:07
          Alez to wcale nie bylo 'mistyczne'! Było trudno, ale z poczuciem
          bezpieczenstwa, spokojem, pewnoscia, ze wiadomo, co sie dzieje, ze osoby wokol
          tez ot wiedza, ze sobie poradze ja, ze sobie oni poradzą, ze naprawdę urodzewink
          moze ja tak opisuję jakos, choc staralam sie polaczyc konkrety z emocjami,
          ktore mialam wtedy i teraz.

          Po porodzie czulam sie swietnie, mam zrobione zdjęcia tuz po i parę godzin po-
          (chyba na blogu jeszcze widoczne)- wszyscysie dziwią, ze tak wygladalam. Ja
          rodzilam po polnocy i tego smaego dnia wieczorem (czyli tez 2 maja) bylam juz w
          domu!smile bo chcielismy juz byc razem- ze starsza córeczką. Po prostu wstałam i
          zeszlam., wyzlam, wsiadlam do samochodu. Myslę, że jesli chodzi o dobrą formę,
          to to, że adrenalina to jedno, ale tez wazne to, ze :
          -byl spokoj-Hanka byla spokojna-my tez: sen=wypoczynek
          -moglismy spac, nie budzily nas inne noworodki jak w szpitalu, goście innych
          położnic, trzaskanie drzwiami, obchód, zabieranie dzieci itp.
          -do łazienki mialam dwa kroki (a nie kilkanascie metrow na koniec korytarza
          plus koleja do prysznica), tak samo wygoda w spożywaniu posiłków, dostępu do
          dziecka itd.
          -otoczenie wpływalo kojąco na przeżyciawink (mąz obok, ładny wygląd wszystkiego,
          ciepłe położne obok, sensowna pediatra...)
          itd
          (aha, Mialam tylko dwa małe pęknięcia, nikt mnie nie nacinał, potem było szycie
          niewielkie).

          cleo
          • hyris Re: Urodziłam w Domu Narodzin 17.05.07, 17:52
            Dziękuję za odpowiedź.
            Popatrzyłam na fajne zdjęcia smile
      • sandraa3 Re: Urodziłam w Domu Narodzin 18.05.07, 12:07
        ja byłam na jodze, ale tak przed 16, ale chyba słyszałam kogoś w zamknietym
        pokoju.
    • klaudia_88 Re: Urodziłam w Domu Narodzin 18.05.07, 13:28
      Chciałabym wiedzieć ile kosztuje opieka podczas porodu w DN? Bardzo bym chciała
      też przeżyć tak swój poród, żeby mieć poczucie bezpieczeństwa i by uszanowano
      moje potrzeby
      • kaeira Re: Urodziłam w Domu Narodzin 18.05.07, 13:38
        klaudia_88 napisała:
        > Chciałabym wiedzieć ile kosztuje opieka podczas porodu w DN? Bardzo bym chciała
        > też przeżyć tak swój poród, żeby mieć poczucie bezpieczeństwa i by uszanowano
        > moje potrzeby

        Hej,
        cennik masz na stronie.
        www.domnarodzin.pl/index.php
        Nie jest tanio, ale porównywalnie z opieka indywidualną (plus oplata za porod
        rodzinny, osobny pokój, itp) w szpitalu.
        • klaudia_88 Re: Urodziłam w Domu Narodzin 18.05.07, 13:53
          dziękuję!!! smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka